Ludzkie skupienie jest żadne, dlatego od dawna nie tworzy się dzieł, w których do najlepszego fragmentu należy pokonywać góry, lasy, doły. Jeśli nie ma strzału w środek tarczy w pierwszych piętnastu minutach, płyta do kosza. Doszło do nas to, o czym maniacy opowiadali andy'emu w giełdowych kuluarach, kiedy byłem jeszcze muzycznym pacholęciem. Już wtedy objawiano, iż amerykański didżej przesłuchuje z longplaya jedynie po łebkach pierwsze trzy piosenki, i jeśli wśród nich nie znajduje kandydata na hit, płytą można zabijać muchy. Dlatego mało kto niegdyś ryzykował najlepszy song zakotwiczyć na pozycji np. numer cztery, albo gdzieś na bisajdzie. Teraz wiemy, z jakiego powodu "Hotel California" zaczyna się od "Hotelu California", a Alice'a Cooper "Trash" od "Poison". To tylko dwa niewinne przykłady z płyt dwóch różnych epok. Inna sprawa - najlepszych.
Podobnie jest z radiem, w sensie - z prezentacją albumów na wieczornych pasmach FM, bo tylko na nich można sobie jeszcze na więcej pozwolić. Dajcie wiarę, nie lada sztuką wyciągnąć z półki od deski do deski perfekcyjny album i zapodawać z niego maksymalnie trzy/cztery piosenki, koniecznie na tyle interesujące, by nie zanudziły słuchacza. Trzeba mu przy takiej dawce zaoferować odpowiednią otoczkę, by słuchający nie przerzucił się na inne pasmo lub całkowicie zrezygnował z radia obcowaniem. A przecież żal, by ze znakomitego albumu, na którym, dajmy na to - z dziesięć killerów - zaprezentować jeden. To takie absolutne nic. Wyzbyte oprawy, spłycone do pośpiechu, artystycznie zdehumanizowane, ograbione z dobrego smaku, nawet swego rodzaju ceremoniału.
Każdego tygodnia, zestawiając propozycje do kolejnych audycji gryzę się, co wyrzucić, co pozostawić. Niekiedy po latach przeglądam niewyrzucone zapiski i łapię się za głowę, jak to możliwe, że pominąłem jeden czy drugi utwór z płyty, którą wręcz wielbię. Jeśli w eter poszły trzy mocarze, a siedem nie, dla odbiorcy rysuje się przekaz: aaa, czyli te trzy lubi, a tamte uważa za słabsze. Tymczasem rolą prezentera jest dokonać wyboru. Nawet przy subiektywnej, pełnej do czegoś sympatii, musi on przedstawić album w miarę obiektywnie. I dla przykładu, na dynamicznym dziele, z jedną dajmy na to balladą, kiedy akurat ta ballada ustępowałaby wszystkim pozostałym tempom, powinien zrezygnować z jednego dynamitu na rzecz właśnie tego jednego heartbreakersa, by uwypuklić wszystkie możliwe walory. Chyba, że ballada okazałby się wyjątkowo miernej urody, wówczas wiadomo - nic na siłę.
Męczyło mnie, musiałem napisać. Słuchacz powinien wiedzieć, jak muszę się naharować, byśmy ze wspólnego słuchania mieli obopólną satysfakcję.
andy
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00
na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub afera.com.pl
"SOBOTNI WIECZÓR ANDY'EGO"
w prawie każdą sobotę od 23.00 do 1.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań) lub radiopoznan.fm