poniedziałek, 26 maja 2014

H.E.A.T. - "Tearing Down The Walls" - (2014) -

H.E.A.T. - "Tearing Down The Walls" - (earMUSIC / EDEL) - 
***2/3


Szwedzi są bardzo melodyjnym narodem i mają to "coś" we krwi. Abba, Roxette, Europe, ... Skąd tyle optymizmu, kwitnącego w najbardziej depresyjnej części naszego kontynentu? Być może to tylko chęć odreagowania na zimny i ponury klimat wytwarza w tamtejszych muzykach jakąś niezwykłą siłę.
H.E.A.T. są kolejnym przykładem soczyście melodyjnej odmiany heavy glam rocka. I choć grupa nie gra żadnej modnej, ni nowoczesnej muzyki, to jednak na brak popularności narzekać nie może.
Cała profesjonalna przygoda rozpoczęła się w 2008 roku, kiedy to na rynek trafił debiutancki i naprawdę niezły album "H.E.A.T." Wówczas wokalistą był jeszcze Kenny Leckremo, który także zaśpiewał na drugim i przy okazji fantastycznym longplayu "Freedom Rock" - rekomendowanym zresztą przez samego Joey Tempesta (wokalistę Europe). Drzwi do szerokiego metalowego gremium otworzyły się po takim wyczynie automatycznie, lecz niestety wkrótce przyszedł poważny kryzys, grupę opuścił Leckremo, a na jego miejscu przy mikrofonie stanął laureat szwedzkiego "Idola" - Eric Gronwall. Wydany w 2012 roku trzeci album "Address The Nation" okazał się mdłym i przelukrowanym zbiorem pseudo podmetalizowanych piosenek, których wartość obniżyła kompletnie do nich niepasująca barwa głosu Gronwalla. W zasadzie dla mnie zespół przestał być w tamtym momencie całkowicie atrakcyjnym. Po czymś tak słabym mogła nastąpić jedynie pełna rehabilitacja, albo jeszcze bardziej wzmożone brnięcie w głąb krainy nijakości. Upłynęły kolejne dwa lata, i gdy o H.E.A.T. już niemal kompletnie zapomniałem, wpadła mi dość przypadkowo do rąk ich najnowsza produkcja "Tearing Down The Walls". Taki tytuł jednak zobowiązuje. Można go odczytać na zasadzie - co złe to za nami, burzymy mury i podążamy ku lepszemu. Jak zasugerowali - tak uczynili.
To kompletnie inny poziom, inne melodie, inne emocje, ... Powstały album zmiata wszystko co napotyka na drodze. Swą witalnością, wigorem i wybuchową melodyką po prostu zaraża od pierwszego kontaktu. Entuzjaści melodic metalowych klimatów znajdą tu najlepsze chwile z dawnych dokonań ziomków z Europe, ale i pakiet podpatrzonych wzorców u Foreigner, Whitesnake, Journey, itp. drużyn. Co prawda muzycy H.E.A.T. deklarują jeszcze swe uwielbienie dla Van Halen, AC/DC czy Iron Maiden, jednak wyraźnych wpływów powyższych bym się tutaj na siłę nie doszukiwał.
Wypada pochwalić cały zespół, grający naprawdę z dużym sercem, ale przede wszystkim wyróżniłbym piękne partie gitarowe Erika Riversa, który ewidentnie przerobił lekcje z nutami swego krajana Johna Noruma, ale i wszystkich tych pirotechnicznych onanistów z gatunku Johna Sykesa, Micka Jonesa, Neala Schona czy Eddiego Van Halena.
Okazało się ponadto, że do należytych nut, nawet Erikowi Gronwallowi nagle jakoś cudotwórczo poprawił się jego głos.
I tak jak na poprzednim "Address The Nation" nie potrafiłem znaleźć choćby jednej kompozycji do polubienia ot tak od serca, tak tutaj stałem się niewolnikiem przynajmniej połowy albumu, nie odrzucając przy tym całej pozostałej reszty.
Już sam początek jest piorunujący - "Point Of Know Return". Idealny numer do efektownego wejścia na scenę i zainicjowania koncertu. Idealny także na mocny początek płyty. Jednak następny "A Shot At Redemption" jest jeszcze lepszy. Jednostajnie wybijany werblem rytm i także równo asystująca mu gitara, po czym następuje stadionowy refren, przy którym nie ustoi w miejscu nawet największy ponurak.
Miłośnicy prostych, lecz barwnych melodii, poczują zapewne ekstazę jeszcze przy "Tearing Down The Walls", "Mannequin Show", "We Will Never Die" (kompozycja ich byłego gitarzysty - Dave'a Dalone'a) czy finałowym "Laughing At Tomorrow". To absolutnie chwytliwe cacka , pomimo iż dla fanów Slayera czy Sepultury, będą to rzeczy rozwodnione, a raczej aluminiowe. Dochodzi tu jeszcze ładna, by nie powiedzieć wręcz śliczna ballada - pianistyczna i z lekka symfoniczna "All The Nights".
To te najbardziej klarowne w moim odczuciu momenty, jednak wszystkich pozostałych polecam absolutnie nie zlekceważyć, bo kto wie ....
Kompletnie się nie spodziewałem tak udanej płyty po zespole, którego przed dwoma laty pozbyłem się ze swojego życia, wyrzucając za artystyczną burtę.


Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)

===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP