Jest taka denerwująca postać młodego dziennikarstwa. A tą postacią jest niejaki i zarazem nijaki Jakub Żulczyk, którego wiedza o muzyce, jak i gust pasuje do jego nazwiska, odejmując "czyk". Facet rozpisuje różnorakie pomyje do "Machiny" czy "Wprostu". Wyć do księżyca się chce, gdy się czyta te jego dyrdymały. Człowiek robi wszystko, by zaistnieć. A najgorsze jest to, że wielu mu w tym pomaga, choćby p.Meller, który bierze na przykład go na rozmówcę do "Drugiego Śniadania Mistrzów". Jakub ŻULczyk napisał drwiący artykuł w styczniu 2010 r. do mętnej "Machiny", w której zapewne dobrze się czuje z towarzystwem, równie naćpano-orgastycznym, jak on sam. Wypisując w nim obelżywe teksty pod kierunkiem rocka progresywnego, którego nie rozumie, nie czuje i który to przerasta jego umysł, wielkości porzuconego kasztana. Ów artykuł nazwał "Tandetne podróże do lepszego świata" Wyraził w nim gloryfikacje nad Red Hotami, Green Dayami i innymi gównami, które w swym bełkocie mają być lekarstwem na "napompowane i wydumane" dzieła ,jak to on uważa, przeinteleaktualizowanych twórców.
Nie przeraża mnie wolność słowa, nie przeraża mnie istnienie tego typu prasy. Przeraża mnie rynsztokowość dziennikarstwa. Facet, który nie ma jeszcze trzydziestu lat, gówno wie o życiu, o muzyce, o trendach, o kulturze czy historii. Wszystko co wie, to to, co przeczytał w literaturze wyżebranej z biblioteki oraz muzyki przesłuchał na you tube, itp przekazach medialnych. Gość skończył Uniwersytet. I co z tego? Czy to ma być argument , że posiadł wiele mądrości. Pióro jakim się posłużył w owym artykule, a także język prozy j, jaki miałem okazją nausznie od tego żultenmena doświadczyć, stawia go na liście dupków, którzy ciężką pracą podwyższyli swoje IQ, bowiem w czasach cnoty jego umysłu, bliskie było krachu, niczym jak na Wall Street.
Martwi mnie, że tego typu patafianów dopuszcza się do głosu. Nie dość, że większość kształconej dzisiaj młodzieży nie potrafi poruszać się po obszarze intelektu, sprytu i wiedzy doświadczalnej, niestety zmasowana posługuje się wiedzą wyuczoną, toporną i nierozskrzydloną. Przerażające to. Gdzie są prawdziwe, elokwentne autorytety? Gdzie są ludzie myślący, a nie wyuczeni i wyprodukowani przez miliony rozsianych uczelni, kształcących roboty? Przepraszam, ale właśnie tak myślę. Uważam, że urodzeni po 80 roku (sorry, nie moja to wina) nie mają prawa głosu i krytyki, co do dzieł stworzonych sprzed ich narodzin. Bo to tak, jakbym bym ja miał się mądrzyć o Ludwiku XIV, będąc kulturowo osadzonym (we wczesnej młodości) w bełkocie Gomułkowskim, a później dobrobycie Gierkowskim. Tak wiem, to tylko jeden ponury artykulik, ponurego pismaka Jednak pozostać obojętnym nie potrafię, bowiem w tym smutnym kraju, właśnie tacy profanatorzy dochodzą do głosu i zdobywają popularność. Ludzie lubią głupotę. Tylko, że ja zawsze myślałem, że do szydzenia, a nie do słuchania. Gdy były minister Drzewiecki trzasnął, że Polska to dziki kraj, oburzyło się wielu. Media nam wmówiły, że oburzyli się niemal wszyscy. Oburzyli się także idioci, którymi to także i Polska rozsiana jest jak długa i szeroka. Na szczęście co pewien czas przemieszana umysłami myślącymi. Gdy głupcowi wytkniesz jego głupotę, obrazi się, ale głupcem pozostanie, pomimo, iż sam tego wiedzieć nie będzie. A czy my dzikim krajem czasem aby trochę nie jesteśmy? A co lubimy cywilizowanego? Poza kilkoma procentami "niewykształciuchów", czym możemy błysnąć? Czym możemy się pochwalić? W czym jesteśmy dobrzy? Dziedzina, która pochłonęła moje całe życie, pokazała mi, w którym miejscu świata się znajdujemy. Jeśli resztę dziedzin sztuki, jak literatura, malarstwo, itd... pokrywa ta sama warstwa cienkiej i rozrywającej się powłoki, to o co się tu burzyć? Czy to taki wstyd, spojrzeć do lustra panie Żulczyk i powiedzieć sobie, żem nie wiele widzioł, słyszoł i żem głupi jest, a przed szereg wypełzam. A swojego miejsca w szyku warto pilnować, bo się głupim Jasiem bez piłki na środku boiska zostanie.
Zamiast krytykować tych co coś jednak potrafią, lepiej wydusić zalegającego ropniaka na dupie, by niepotrzebnie rozchełstanych myśli do głowy nie wpuszczać, przez nerwowe nieusiedzenie w jednym miejscu, a i może gorącego kubka mleczka się napić. Nie za dużo yntylygentnych myśli błąka się po pańskiej głowie, panie ŻULczyk? Może lepiej dresik, hantelki, Red Hot Shity Fuckers? , a i żal do bycia nieudacznikiem przejdzie.
RADIO AFERA "Nawiedzone Studio", niedziela, godz. 22.00 - 2.00 (98,6 FM Poznań)
POLSKIE RADIO POZNAŃ "Sobotni wieczór Andy'ego", sobota, godz. 23.00 - 1.00 (100,9 FM Poznań)
poniedziałek, 28 lutego 2011
niedziela, 27 lutego 2011
Zmierzch w twoich oczach
"...Chcę zobaczyć słońce ,jak wschodzi w twoich oczach,
Odejdą wówczas wszystkie smutki, i ból który trzymasz w sobie,
Chcę zobaczyć wiosnę ,która rozświetla twoje życie,
Niech odejdą wszystkie zimy, których chłód nosisz w sobie..."
SIRENIA ,"The Twilight In Your Eyes", album "THE ENIGMA OF LIFE" (2011)
Odejdą wówczas wszystkie smutki, i ból który trzymasz w sobie,
Chcę zobaczyć wiosnę ,która rozświetla twoje życie,
Niech odejdą wszystkie zimy, których chłód nosisz w sobie..."
SIRENIA ,"The Twilight In Your Eyes", album "THE ENIGMA OF LIFE" (2011)
piątek, 25 lutego 2011
MAGNUM - "The Visitation" - (2011) -
MAGNUM - "The Visitation" - (STEAMHAMMER) -

MAGNUM to dla grupa szczególna i z najwyższej półki,choć nigdy nie potrząsnęła światem za nogawki. Nigdy nie dorównała, a nawet nie próbowała dorównać, największym tuzom w świecie hard'n'heavy. Swoje najlepsze lata muzycy mają już dawno za sobą i tylko cud mógłby pomóc grupie nagrać dzieła lepsze od "On A Storyteller's Night"(1985) czy "Wings Of Heaven"(1988), że wymienię tylko te najbardziej uznane, powiedzmy w skali obiektywizmu. Od serca dodałbym jednym tchem jeszcze "The Eleventh Hour"(1983), "Vigilante"(1986) - wyprodukowaną przez Rogera Taylora z Queen, a także rewelacyjną "Goodnight L.A."(1990) -niedocenioną należycie, pomimo 9 lokaty na Wyspach wśród sprzedaży albumów. Jakkolwiek by się silić na określenie stylu MAGNUM, to i tak najbarwniej splecione słowa nie oddadzą niczego, jeśli się po prostu nie posłucha charakterystycznego głosu Boba Catleya, a także, a może przede wszystkim, kompozycji mózgu zespołowego, jakim jest od samego początku grupy gitarzysta Tony Clarkin. Dzisiaj ten całkowicie wybitny muzyk jest już tylko cieniem swojej świetności ,jednak wciąż potrafi oczarować. Nadal ma najwięcej do powiedzenia i to słychać. Co prawda album rozpoczyna się średnio. Dwa pierwsze utwory, czyli "Black Skies" oraz "Doors To Nowhere", choć stylowe, nie zaskarbiły mojej większej sympatii, pomimo kilkudziesięciu przesłuchań. Ale już następne dwa, tj. tytułowy oraz "Wild Angels" to Magnum jaki kocham, ze świetnymi melodiami, mocnymi akordami gitar i klawiszy, a także zaangażowanym i rozmarzonym śpiewem Catleya. Piąty utwór "Spin Like A Wheel" niestety znowu razi średniactwem, choć podobno Magnum są z niego dumni i obowiązkowo chcą go wstawić do podstawowego repertuaru koncertowego na nowej trasie zespołu. Cóż..., ja poleciłbym bardziej dwa kolejne na tej płycie, sto razy lepsze od poprzednika, balladę "The Last Frontier" i wręcz triumfalny (ach, te klawiszowe fanfary !!!) "Freedom Day". Bomba! Kolejna kompozycja "Mother Nature's Final Dance" posiada w sobie wszystko co najlepsze było i jest w grupie, połączenie ballady i dynamicznego uderzenia, z melodią, która zapada od pierwszego kontaktu. Przedostatnim utworem jest "Midnight Kings", w sumie niezły , ale nie wyróżniający się niczym szczególnym. Oczywiście finał zawsze, jak to u Magnum, musi być dostojny, a nieco ponad 4-minutowy "Tonight's The Night" właśnie takim jest. Refleksyjna zwrotka, wykrzyczany refren, później śpiew całego zespołu, a po tym do końca grająca gitara. Subtelna, delikatna, jakby wyciągnięta z jakiegoś art-rockowego zespołu.
Na tej długiej , blisko godzinnej płycie, każdy sympatyk starego i nowego Magnum znajdzie coś dla siebie. Mnie wypada tylko żałować, że ta dobra płyta jest tylko płytą dobrą. To mało. Po takich grupach wymaga się dużo więcej. A zatem , do następnego razu.
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!!
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę o godz. 22.00
nawiedzonestudio.boo.pl

MAGNUM to dla grupa szczególna i z najwyższej półki,choć nigdy nie potrząsnęła światem za nogawki. Nigdy nie dorównała, a nawet nie próbowała dorównać, największym tuzom w świecie hard'n'heavy. Swoje najlepsze lata muzycy mają już dawno za sobą i tylko cud mógłby pomóc grupie nagrać dzieła lepsze od "On A Storyteller's Night"(1985) czy "Wings Of Heaven"(1988), że wymienię tylko te najbardziej uznane, powiedzmy w skali obiektywizmu. Od serca dodałbym jednym tchem jeszcze "The Eleventh Hour"(1983), "Vigilante"(1986) - wyprodukowaną przez Rogera Taylora z Queen, a także rewelacyjną "Goodnight L.A."(1990) -niedocenioną należycie, pomimo 9 lokaty na Wyspach wśród sprzedaży albumów. Jakkolwiek by się silić na określenie stylu MAGNUM, to i tak najbarwniej splecione słowa nie oddadzą niczego, jeśli się po prostu nie posłucha charakterystycznego głosu Boba Catleya, a także, a może przede wszystkim, kompozycji mózgu zespołowego, jakim jest od samego początku grupy gitarzysta Tony Clarkin. Dzisiaj ten całkowicie wybitny muzyk jest już tylko cieniem swojej świetności ,jednak wciąż potrafi oczarować. Nadal ma najwięcej do powiedzenia i to słychać. Co prawda album rozpoczyna się średnio. Dwa pierwsze utwory, czyli "Black Skies" oraz "Doors To Nowhere", choć stylowe, nie zaskarbiły mojej większej sympatii, pomimo kilkudziesięciu przesłuchań. Ale już następne dwa, tj. tytułowy oraz "Wild Angels" to Magnum jaki kocham, ze świetnymi melodiami, mocnymi akordami gitar i klawiszy, a także zaangażowanym i rozmarzonym śpiewem Catleya. Piąty utwór "Spin Like A Wheel" niestety znowu razi średniactwem, choć podobno Magnum są z niego dumni i obowiązkowo chcą go wstawić do podstawowego repertuaru koncertowego na nowej trasie zespołu. Cóż..., ja poleciłbym bardziej dwa kolejne na tej płycie, sto razy lepsze od poprzednika, balladę "The Last Frontier" i wręcz triumfalny (ach, te klawiszowe fanfary !!!) "Freedom Day". Bomba! Kolejna kompozycja "Mother Nature's Final Dance" posiada w sobie wszystko co najlepsze było i jest w grupie, połączenie ballady i dynamicznego uderzenia, z melodią, która zapada od pierwszego kontaktu. Przedostatnim utworem jest "Midnight Kings", w sumie niezły , ale nie wyróżniający się niczym szczególnym. Oczywiście finał zawsze, jak to u Magnum, musi być dostojny, a nieco ponad 4-minutowy "Tonight's The Night" właśnie takim jest. Refleksyjna zwrotka, wykrzyczany refren, później śpiew całego zespołu, a po tym do końca grająca gitara. Subtelna, delikatna, jakby wyciągnięta z jakiegoś art-rockowego zespołu.
Na tej długiej , blisko godzinnej płycie, każdy sympatyk starego i nowego Magnum znajdzie coś dla siebie. Mnie wypada tylko żałować, że ta dobra płyta jest tylko płytą dobrą. To mało. Po takich grupach wymaga się dużo więcej. A zatem , do następnego razu.
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!!
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę o godz. 22.00
nawiedzonestudio.boo.pl
GAMMA RAY w tym ro(c)ku zagrają na festiwalu w Płocku
Nadlatujące wiosenne ptaszki doniosły, iż tegoroczny festiwal w Płocku zapowiada się ekscytująco. Co prawda Sirenia nie wystąpi :-) , lecz powinno być i tak miło. Jedynie na początku zaznaczę, że skończyło się "za darmo". Tegoroczny festiwal będzie biletowany. Ponoć bilety mają oscylować wokół 40 złotych.
Gwiazdą wieczoru będzie grupa GAMMA RAY, dowodzona przez Kaia Hansena, niegdyś muzyka Helloween.
Supportem miała być Sonata Arctica, ale coś nie wypaliło i na ich miejsce wskoczyła polska metalowa grupa CRYSTAL VIPER (ze śpiewającą Martą Gabriel) , o której ostatnio zrobiło się w miarę głośno. Nie wiadomo na razie kto wystąpi jeszcze, ale z ubiegłorocznego doświadczenia wiem, że supporty bywają w Płocku najbardziej atrakcyjne, zatem zaciskam kciuki, ile sił !
Wiadomo już jaka będzie data płockiego koncertu , będzie to trzeci dzień września.
P.S. Serdeczne podziękowania dla Długiego za tę garść informacji
Gwiazdą wieczoru będzie grupa GAMMA RAY, dowodzona przez Kaia Hansena, niegdyś muzyka Helloween.
Supportem miała być Sonata Arctica, ale coś nie wypaliło i na ich miejsce wskoczyła polska metalowa grupa CRYSTAL VIPER (ze śpiewającą Martą Gabriel) , o której ostatnio zrobiło się w miarę głośno. Nie wiadomo na razie kto wystąpi jeszcze, ale z ubiegłorocznego doświadczenia wiem, że supporty bywają w Płocku najbardziej atrakcyjne, zatem zaciskam kciuki, ile sił !
Wiadomo już jaka będzie data płockiego koncertu , będzie to trzeci dzień września.
P.S. Serdeczne podziękowania dla Długiego za tę garść informacji
Lech - Sporting , i po meczu
Mogło być pięknie, skończyło się jak zwykle.
Odłóżmy marzenia o potędze polskiego futbolu na długi czas.
Lech na dzień dzisiejszy był najlepszą eksportową drużyną z naszego smutnego podwórka.
Niestety w lidze Lech spisuje się źle, a więc w najbliższych pucharach raczej go nie zobaczymy.
Nie zobaczymy raczej żadnej z naszych drużyn już po pierwszych rundach eliminacyjnych. O mistrzostwo bić się będą: ambitna lecz przeciętna Jagiellonia, śmieszna i jak zawsze drewniana Legia, a także beznamiętna w ostatnich latach Wisła. Uchroń Boże przed Koroną Kielce lub innym fuksiarzem. Nie rozsiewajmy wstydu po Europie.
Spuśćmy kurtynę i zgaśmy światła. Na jakiś dłuższy czas.
Odłóżmy marzenia o potędze polskiego futbolu na długi czas.
Lech na dzień dzisiejszy był najlepszą eksportową drużyną z naszego smutnego podwórka.
Niestety w lidze Lech spisuje się źle, a więc w najbliższych pucharach raczej go nie zobaczymy.
Nie zobaczymy raczej żadnej z naszych drużyn już po pierwszych rundach eliminacyjnych. O mistrzostwo bić się będą: ambitna lecz przeciętna Jagiellonia, śmieszna i jak zawsze drewniana Legia, a także beznamiętna w ostatnich latach Wisła. Uchroń Boże przed Koroną Kielce lub innym fuksiarzem. Nie rozsiewajmy wstydu po Europie.
Spuśćmy kurtynę i zgaśmy światła. Na jakiś dłuższy czas.
czwartek, 24 lutego 2011
Lech - Sporting , wiara czyni cuda?
U nas minus dziesięć, a w Bradze plus piętnaście kresek powyżej zera. Oby to ciepło nie zabiło Kolejorzy. Tak przy okazji - zazdroszczę! Dziś o 21-szej staną Kolejorze przed wielką szansą dostania się do czołowej ósemki drużyn Ligi Europejskiej. Dobrze taką szansę wykorzystać. To byłby największy sukces polskiej drużyny na arenie międzynarodowej od czasu igrzysk w Barcelonie. Już nie chodzi o to, że to Kolejorz, że to (dla wielu) chluba Wielkopolski, ale o to, że to klub z Polski, pomimo iż Polaków tam ledwie kilku.
Po bardzo słabej grze w Poznaniu i szczęśliwym zwycięstwie 1:0, szanse wydają się być minimalne. Ale co tam. Cuda się zdarzają i warto w nie wierzyć. Choć, gdy zobaczyłem grę Lecha w niedzielnym spotkaniu pucharowym z Polonią Warszawa wręcz się załamałem. Liczę, że J.M.Bakero znający tamte realia, klimat, itd... wyzwoli w Lechitach jakąś niezwykłą energię i jakimś cudem przejdziemy dalej. Takie małe marzenie. Będzie miło. Trzymam kciuki!!!
Dzisiaj, godz.21.00, TV4.
Jako kibic Warty trzymam za Kolejorza - w przyszłości liczę ze strony Lechitów na to samo.
Po bardzo słabej grze w Poznaniu i szczęśliwym zwycięstwie 1:0, szanse wydają się być minimalne. Ale co tam. Cuda się zdarzają i warto w nie wierzyć. Choć, gdy zobaczyłem grę Lecha w niedzielnym spotkaniu pucharowym z Polonią Warszawa wręcz się załamałem. Liczę, że J.M.Bakero znający tamte realia, klimat, itd... wyzwoli w Lechitach jakąś niezwykłą energię i jakimś cudem przejdziemy dalej. Takie małe marzenie. Będzie miło. Trzymam kciuki!!!
Dzisiaj, godz.21.00, TV4.
Jako kibic Warty trzymam za Kolejorza - w przyszłości liczę ze strony Lechitów na to samo.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
