wtorek, 3 marca 2026

late nite

Neal Schon świeżo po urodzinach. Okazją do świętowania staje "Late Nite". Dawno nie słuchałem. Pomyślałem jednak - znajdź jakiś dobry gitarowy numer dla poniedziałkowego Uspokojenia. Przejrzałem tytuły paru Neala solówek, co i tych z kolegami z Journey, i wyszło, że na taką porę przyjemnie nada się "Softly" (... kiedy słyszę, jak delikatnie wywołujesz me imię). Uniwersalne, bo i namiętna gitara, i nieoczywisty, rzadko w naturze występujący głos jednego z moich gitarowych herosów. Nie wiedzieć tylko, czemu ten przeklęty Rolling Stone nigdy nie ujmuje Schona w setce zestawień najlepszych po strunach ślizgaczy.

"Late Nite" pachnie trawą i liśćmi lat osiemdziesiątych. Ale uwaga, to już schyłek złotej epoki. Słucham, a w oczach stają mi uśmiechnięte buzie dawnych przyjaciół. Gdzie oni teraz są?
Neal solówkuje, akorduje, maluje dźwiękiem, stosuje barwy, które łapią za serce. Cóż za muzyka! - łagodne heavy z domieszką bluesa, aor-melodyka, a przede wszystkim uczucie. Przepych miłości, a słuchacz to czuje.
Płyta w jednej/trzeciej śpiewana, reszta bez słów - samo granie wystarcza. Obok tej gitary, ku pomocy parę dobrych nazwisk - Jonathan Cain, Bob Marlette, Randy Jackson, Deen Castronovo, a nawet w jednym numerze Sheryl Crow. Nie była jeszcze znana, więc i czek zapewne opiewał skromniejszą gażą.

Moje ulubione: słuchane wczoraj "Softly" oraz cztery instrumentale:
- tytułowe "Late Nite", pachnące amerykańskim kinem w rodzaju Miami Vice, ale też scenami z happyendowych finałów. Czasy, kiedy przy takich nutach autentycznie wzruszałem się, a tu jak na złość w sali projekcyjnej dawali światło, by pospieszni nie walnęli o schody.
Melodia, jakiej nie powstydziliby się progrockersi. Szczególnie ci nienatchnieni współcześni, którzy kompletnie mają dwie lewe wobec dramaturgicznych epilogów.

- długas "The Theme". Blisko dziesięć minut. Znowu łagodnie i przestrzennie. I znowu piękna melodia. Wtedy nikt się ich nie wstydził. Nie uchodziły za obciach. Tu jeszcze kawał czasu do rywalizacji, co lepsze: rap czy polska alternatywka? Znam odpowiedź: ja mam kiłę, ty rzeżączkę, więc podajmy sobie rączkę.
Panie Neal, graj Pan, nie żałuj strun. Na bębnach Steve Smith, niegdyś część kolektywu Journey, a potem różnie, i gdzie nie tylko - nawet u Mariah Carey, na płycie "Emotions". Posłuchajcie. Nie tylko tej, macie w chałupie jej płytę "Daydream"? Sprawdźcie świetną interpretację Journey "Open Arms".

- "I'll Be Waiting". Nie do końca instrumental, albowiem są tutaj wokalizy, czasem nawet wywołujące tytuł "I'll Be Waiting". Z gatunku, kiedy namiętność i technika idą pod rękę. Kiedyś na taką muzykę można było wyrwać niezły towar. Byle nie na zawsze. Trzeba było uważać, dotknąłeś dłoni, a często szło przekonaniem, że to już na całe życie.

- no i, ostatnie. Czwarte obiecane. Moje oczko w głowie. A może raczej, bębenek w uchu - "Steps". Zaczyna się jak dawni Camel. Gdzieś z epoki "Rain Dances" czy "Breathless". Ale tak dzieje się tylko przez moment. Ta instrumentalna piosenka nie stroni od potencjału hymnu i można by ją wrzucić pod kadry jakiegoś obrazu w tonie Top Gun. Słucham i przelatują mi twarze, w tonie Dona Johnsona, Toma Cruise'a, Eddiego Murphy'ego, albo cudownego, choć niestety nie na całe życie tandemu Paul Hogan / Linda Kozlowski. Wehikuł czasu podpuszcza me zmęczenie dwudziestym pierwszym wiekiem.
W "Steps" bębny obsługiwał Omar Hakim. Najkrócej ujmując - precyzja i polot. Słyszę całość, jako dramaturgiczny finał wyimaginowanego, niepowstałego, na wielki rozmach koncertu. 


NEAL SCHON "Late Nite"
1989 CBS Records
Manufactured by Columbia Records / CBS Records Inc.
Printed in U.S.A.

andy

"NAWIEDZONE STUDIO"

w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 

"USPOKOJENIE WIECZORNE"
w każdy poniedziałek od 22.07 do 23.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm