niedziela, 22 marca 2026

z cyklu: Sofronow "myśli"

1) Pamiętajcie winylowcy - z której strony by ucha nie przyłożyć, z cd zawsze odsłuch mint. A więc, te wasze winylowe verygoody czy excellenty, to i tak o dupę potłuc.

2) Czegoś tu nie pojmuję - większość ludzi o swoich rodzicach pisze mama/tata z małej litery, a boga zawsze z dużej.

3) Nie wiadomo dzisiaj, co jest prawdą, co nie. Zanim więc zachwycimy się czymkolwiek, powściągnijmy emocje, by AI nie zaśmiało nam się prosto w twarz. 

4) Język dyplomacji wymaga swego rodzaju savoir-vivre'u, tak też współczuję rządzącym politykom, głównie Donaldowi Tuskowi oraz Radosławowi Sikorskiemu, że o przyjaźni z Ameryką, na czele której stoi ten lump Trump, muszą wypowiadać się powściągliwie, taktownie, wręcz subtelnie, a z punktu militarnego (jakże ostatecznie dla nas istotnego) każdorazowo zapewniać, jaka ta Ameryka najważniejsza, najpiękniejsza, i że nikogo mocniej nie pragniemy. 

5) Nie ma czegoś takiego, jak muzyka poważna. Jest tylko i wyłącznie muzyka klasyczna - vide classical music. Muzykę poważną wymyślił u nas ktoś, komu najwidoczniej było przy tych rytmach bardzo poważnie.

6) Pieniądze - nie pieniążki. Urlop - nie urlopik. Mięso - nie mięsko. Majonez - nie majonezik. Wódka, a najlepiej wóda - nie wódeczka. Ludzie do jasnej anielci, co z Wami? 

andy

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 

"USPOKOJENIE WIECZORNE"
w każdy poniedziałek od 22.07 do 23.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm


sobota, 21 marca 2026

kompakty i winyle

Ostatnio chyba nie ma miesiąca bez kiermaszów płytowych. Winyle w natarciu, ale kompaktów wciąż nie brakuje. Dzisiaj w KingCrossie było ich optycznie jakby więcej.
O giełdach w socialmediach dowiaduję się z drugiej ręki, ponieważ nie wiedzieć czemu, moje facebookowe algorytmy coś się zacinają.
Z dzisiejszych łowów tylko sześć kompaktów, ale i tak się cieszę. Niestety coraz trudniej mnie zaskoczyć, pomimo iż życzyłbym sobie, aby przygoda nigdy nie dobiła mety.
Przede wszystkim - nareszcie na cd upolowałem pierwszego Christophera Crossa. Niby nic, żaden trudny do pozyskania tytuł, a jednak czasem właśnie taki najtrudniej włączyć do kolekcji. Człowiek wiecznie poszukuje dziwolągów, zaś pewniaki odwleka w nieskończoność. Na szczęście nie muszę już słuchać z winylu, niech od teraz debiut właściciela "Ride Like The Wind", w czarnym nośniku jedynie biernie zdobi kolekcję. Na tej zasadzie muszę też koniecznie zakupić jego "Another Page". Podobna historia - w chałupie skrywam dwa egzemplarze w winylu, a kompaktu wciąż brak - ... i tylko mi ciebie brak, ciebie brak, w tym więźniu ... - jak niosą słowa piosenki. Takich zaległości cała masa. Dzisiejsze nabytki to w sumie żadne niespodzianki, z wyjątkiem jednego tytułu, pozostałe od dawna posiadałem na czarnych płytach, więc dzisiejsza misja miała na celu przerzucić lubiane tytuły na idealne w dźwięku i obsłudze srebrzyste placki. Przy czym, dzisiaj płyty nie były najważniejsze. Spotkałem w różnych okolicznościach paru dawno niewidzianych znajomych. Popatrzcie Drodzy Państwo, jak nieraz może zadziałać przypadek. Niechcący wysiadłem jeden przystanek wcześniej i dzięki temu spotkałem na odcinku między Bułgarską a Galerią, Pana Przemka - niegdyś naczelnego magazynu Metropolia, w którym przez moment działałem. Miło w przelocie usłyszeć, że Pan Przemek wie o moim radio, a gwoli zapewnienia - słucha! Jedynie nie bardzo dosłyszałem, której rozgłośni? A potem, już w gmachu, przy płytach kłania mi się człowiek z tryskającym spojrzeniem i entuzjastycznym 'cześć', próbując wywołać podobną kontrreakcję, lecz niestety, ja nie poznaję. Głupie uczucie. Zamarłem, znieruchomiałem, i teraz, jak tu sobie poradzić? Nie trwało długo: no jak to kto? Przemek. O jasne, teraz wiem - pomyślałem. Jak mogłem nie poznać, przecież byliśmy na Meat Loafie. Dwadzieścia z górką lat zrobiło swoje - to tak na moje usprawiedliwienie. A tu jeszcze Przemek czapkę z daszkiem zarzucił licząc, że dla mojego oka to piece of cake. Pogadaliśmy. Miła atmosfera, serdeczne wspomnienia...
Okazało się, Przemek cały czas jest ze mną; czytuje bloga, słucha audycji w obu rozgłośniach, wszystko o mnie wie. I tak, jak powinienem przypuszczać - wciąż jest otwarty na muzykę, mnóstwo jej słucha, jeszcze więcej zna, a kupuje ponad surowo ściśnięty portfel poznaniaka. Dzisiaj na moich oczach Przemko wybulił grubo ponad tysiaka. Brawo! Tych kompaktów wykosił ze dwadzieścia, albo i lepiej. Jak ja lubię takich maniaków. Wciąż są wśród nas, zapewniam.
Tych znajomych twarzy dojrzałem dzisiaj jeszcze kilka, lecz większość, na zasadzie: cześć lub dzień dobry. Wszystkich miło było zobaczyć. Pozdrawiam Panowie. Dzięki za super dzień.

andy

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 

"USPOKOJENIE WIECZORNE"
w każdy poniedziałek od 22.07 do 23.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm






piątek, 20 marca 2026

couldn't get it right

Śmierć Mike'a Vernona poskutkowała częstym zaglądaniem do kieliszka jego producenckich poczynań. Nie mam wszystkiego, lecz i tak dałoby się z tego urządzić atrakcyjną zakrapianą wieczoro-noc.
I oto w odtwarzaczu Climax Blues Band, album "Gold Plated" - z siedemdziesiątego szóstego. A zatem zespół, który w swej karierze posługiwał się kilkoma nazwami - Climax Chicago Blues Band, Climax Blues Band czy Climax Chicago. Nie miało to większego przełożenia na uprawiany bluesrockowy styl, niemniej "Gold Plated", było inne. To tutaj grupa dokonała swego największego i w zasadzie jedynego przeboju - "Couldn't Get It Right". A co ciekawe, nie bluesowego, a funk/lekko rockowego. Epoka "Dreadlock Holiday", tak się wtedy grało. Na listach roiło się od tym podobnych smaczków, jakie dostarczali 10CC, Eagles, Fleetwood Mac czy Gerry Rafferty.
Menedżera Climaxów raziło, że wszyscy bywają w bestsellerowych zestawieniach, tylko nie jego podopieczni. Pewnego razu zażądał od grupy, by ta spłodziła jakiś radiowy numer. Sugestią było scoverowanie Elvisa Presleya lub coś pod tego nutę. Muzycy za nic mieli majaczenie gościa, którego cisnęło na sławę, ale... No właśnie; pewnego razu, w ramach relaksu, muzycy zaczęli podczas próby sobie na instrumentach pobrzdąkiwać, i tak od słowa do słowa, od akordu po ciąg dalszy, ułożyła się melodia, którą nieprzerwanie uwielbiam, a wówczas nawet na nią otworzyli się Amerykanie. Gdy menedżer usłyszał stojące propozycją na jego wysnutą 'prośbę' "Couldn't Get It Right", dosłownie się wściekł. Nie wiem, jak, ale ostatecznie dał się jakoś przekonać do tej kompletnie w ramach tej grupy nietypowej melodii, a dzisiaj wiemy, że nie zawsze stojąc na szczycie układanki, kiedy czujemy się nazbyt ważni, musimy się przy swoim upierać.
Osobiście jestem wręcz wielce oddany temu - opowiadającemu o byciu w trasie - kawałkowi. Zawsze mnie porusza, poza tym uważam, iż jest piekielnie radiowy.

andy

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 

"USPOKOJENIE WIECZORNE"
w każdy poniedziałek od 22.07 do 23.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm


czwartek, 19 marca 2026

"WIELKOPOLSKIE RYTMY" -- program z 19 marca 2026 (zastępstwo) / Radio Poznań 100,9 FM Poznań

"WIELKOPOLSKIE RYTMY"
czwartek, 19 marca 2026

(zastępstwo za Mariusza Kwaśniewskiego
)
 
Polskie Radio Poznań, 100,9 FM Poznań
realizacja:
Łukasz Kurzawski
prowadzenie:
andy


Podług wytycznych (będącego na chorobowym) gospodarza programu, Mariusza, postarałem się, na ile potrafię. Był to swego rodzaju chrzest bojowy, otóż przypadło mi chwilę telefonicznie pogadać z perkusistą Bielizny, Andrzejem Jarmakowiczem, w temacie poznańskiego koncertu, a koncert jutro. Czyli, w przeddzień wiosny. Miejsce - Miasto Bar, ul. Szewska 20, godzina 19.00.
Z bębniarzem Bielizny toczyła się rozmowa z domu szefa grupy - Jarka Janiszewskiego, gdzie właśnie odbywała się próba, i uwaga! - wciąż nie była jeszcze zestawiona jutrzejsza setlista.

z Mariusza teki wyemitowane:
1) ACAPULCO - nie mam tytułu
2) polska formacja IZZY AND THE BLACK TREES - jeśli dobrze zapisałem nazwę
3) BIELIZNA "Stefan"
4) BIELIZNA "Kurt Cobain"

z mojego kartonika:
1) MOTÖRHEAD "Eat The Rich" -- z albumu "Rock 'N' Roll" (1987) -- Phil Campbell in memoriam
2) INDIAN SUMMER "Half Changed Again" -- z albumu "Indian Summer" (1971)
3) JANE "Earth (Angel)" -- z albumu "Fire, Water, Earth & Air" (1976)
4) PAUL CARRACK "The Way I'm Feeling Tonight" -- z albumu "Beautiful World" (1997)




Columbo kontra popkultura

Zajrzyjmy na plan porucznika Columbo (just one more thing...), zaczynając od odcinka "Morderstwo prawie doskonałe". Czarny charakter Kay Freestone (Trish Van Devere). To w tym epizodzie Columbo zwraca uwagę na swego siostrzeńca, który na ścianie trzyma plakat Francisa Forda Coppoli, czego wychowany na starym kinie porucznik kompletnie nie mógł pojąć. Oczywiście to tylko droczenie się z widzem, albowiem poza planem Peter Falk znał się z Coppolą, a nawet aspirował u niego do roli Toma Hagena w Ojcu Chrzestnym. Coppola brał go pod uwagę, lecz ostatecznie nic z tego nie wyszło. Rolę przejął zmarły niedawno Robert Duvall, i to on wczuł się w doradcę Vita Corleone, którego, jak pamiętamy, Vito traktował jak syna, pomimo iż Hagen nawet nie był Włochem.
Konflikt pokoleń, jak widzimy, w najlepsze od zawsze. Każde dwudziestolecie wymienia swych idoli, tak było, jest i będzie. Ale przejdźmy do muzyki. Z różnych epizodów wypływają rozmaite Columbo muzyczne sympatie. Okazuje się, iż porucznik lubi Wesele Figara Mozarta, innymi razy tupie nóżką i zakrzywia wargę podziwu wobec Johnny'ego Casha, który w odcinku "Łabędzi śpiew" wciela się w Toma Browna, ale nadal jest przecież słynnym hello, i'm Johnny Cash. Z kolei, w jeszcze innym odcinku, mający status gwiazdy wydziału porucznik (o czym zapewnił go w swoim czasie przeszkadzający w śledztwie, przerośnięty ambicją, ostatecznie sympatyczny dla widza sierżant Wilson), wyznaje: "Prawdę mówiąc, nie słucham już radia. Nie rozumiem tej dzisiejszej muzyki. Perry Como, Louis Armstrong, to co innego, to rozumiem. Natomiast ci rockmani przyprawiają mnie o ból brzucha.".

andy

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 

"USPOKOJENIE WIECZORNE"
w każdy poniedziałek od 22.07 do 23.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm

wtorek, 17 marca 2026

settle for love

Z niezrealizowanych na wczoraj piosenek, ostała się jeszcze rock-ballada Europe "Settle For Love". Meta albumu "Start From The Dark". Płyta od dwóch dekad tylko w drugim obiegu.

"Start From The Dark", ach ten tytuł. Ja go sobie interpretuję, jako wystrzał z ponurzyzny w mrok, bo cała płyta tak właśnie brzmi.
Szóste dzieło właścicieli "The Final Countdown", lecz pierwsze po reaktywacji. Przerwa trwała kilkanaście lat. Grupa wróciła odmieniona - cięższa, mroczniejsza i niestety mniej przebojowa. Nowa karta, pomimo iż grupa ewidentnie tęskniła do dawnych lat, czemu dawała i wciąż daje wyraz na koncertach.
Płyta zaskoczyła dawnych wielbicieli - a już mnie najbardziej - tym samym nie sprzedała się wybitnie, ale co by nie mówić, w skali obiektywnej bez zarzutu. 600-tysięczny nakład, jak na dwa tysiące czwarty rok, czyli początkowy okres spadkowy dla nośników, można awansem wobec obecnego stanu rzeczy uznać za sukces. 

Grupie zamarzyło się dorównać tym wszystkim chropowatym brudasom, w stylu Stone Temple Pilots, Bush czy momentami nawet całkiem fajowym Live. Oczywiście nadal było im bliżej do Deep Purple czy Dokken, lecz na moment dostrzegalnie odskoczyli brzmieniem, co było lekkim szokiem, jak również w swoim czasie "Slang" u Def Leppard lub "Black" Lity Ford. Do dzisiaj pokochać nie umiem - całej tej trójcy.
Ale nie narzekajmy, albowiem na "Start From The Dark" Juropi wysmyczyli jedną autentycznie dobrą balladę - "Settle For Love" - taką nawet przyjazną radio. Szkoda, że decydenci z Sanctuary nie dostrzegli jej potencjału i ostatecznie przepadła. Obecnie jest tylko kąskiem dla słuchających całych płyt. Nie jest to słodycz, typu "Carrie" czy "Open Your Heart", jednak na tego rodzaju śpiewanie nie było już szans nawet w czasach "Prisoners In Paradise".

andy

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 

"USPOKOJENIE WIECZORNE"
w każdy poniedziałek od 22.07 do 23.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm


gdy naraz kochasz dwie

Tylko siedem piosenek z sześciu płyt we wczorajszym Uspokojeniu. Tak się złożyło, iż nie wcisnąłem przynajmniej jednej więcej. Zabrakło niewiele. A przecież sprzyjały nawet okoliczności, albowiem serwisy o pełnych godzinach przycięto z pięciu do czterech minut, zaś sport z pogodą to nie więcej niż minuty dwie.
No więc, przepadło Mike Vernom in memoriam, ale że w przyrodzie nic nie ginie...

Pierwszy album Fleetwood Mac "Fleetwood Mac" z sześćdziesiątego ósmego. W zasadzie, z początku był sygnowany, jako "Peter Green's Fleetwood Mac". Słusznie nawet, albowiem od razu wiadomo było, kto przewodził. Wypada jednocześnie dodać, iż wokalnie mamy tu przemiennie Petera Greena oraz Jeremy'ego Spencera.
Wiecie Państwo, że wolę ten zespół, gdy są już z nimi Christine i Stevie, co nie świadczy, że ten najwcześniejszy bluesowy czas jest mi obojętny.
Moim ulubionym z debiutu numerem "I Loved Another Woman", drugim okładka, trzecim - jedenaście pozostałych ścieżek. Ciekawe, co o "I Loved Another Woman" czuli sami muzycy, skoro po odejściu z grupy Petera Greena, w zasadzie ten piękny, natchniony, powolny blues, koncertowo nie istniał. Do tej roli powrócił dopiero gdzieś pod koniec lat osiemdziesiątych, kiedy do grupy wkroczył Rick Vito i nastał czas przygotowań do "Behind The Mask".
"I Loved Another Woman" kompozycją Petera Greena, przez niego zresztą zaśpiewaną. Ten ledwie trzyminutowy song stanowi za wyrzut sumienia wobec ukochanej, którą nasz bohater źle traktował, a przede wszystkim zdradzał. Teraz prosi o wybaczenie i jej powrót. Ciekawe, że jedynie faceci pisują podobne piosenki. Czyżby tylko w jednym kierunku panowały w tym tonie bałagany uczuć? W każdym razie, świetne coś, które w latach dziewięćdziesiątych na swój grunt przerzucił Gary Moore, i to także było z uczuciem, jak najbardziej w duchu Petera Greena.

andy

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 

"USPOKOJENIE WIECZORNE"
w każdy poniedziałek od 22.07 do 23.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm


"USPOKOJENIE WIECZORNE" - program z 16 marca 2026 / Radio Poznań, 100,9 FM Poznań - wydanie setne

"USPOKOJENIE WIECZORNE"
wydanie nr 100
16 marca 2026

(poniedziałek, w godz. 22.07 - 23.00)

Polskie Radio Poznań
100,9 FM Poznań
realizacja Rafał Polacki

prowadzenie andy

Wydanie setne, poniedziałkowe ostatnie. Wrzucam do akt historii.
Dopadł mnie przy wrotach radiowych Słuchacz, przy okazji dobry wieloletni znajomy, w zasadzie kompan - Oskar. Wraz ze swoimi chłopakami powinszował audycyjnej setki. W wyrazie sympatii załącznik - butelka coli, czekolada oraz list gratulacyjny. Przyjąłem z największymi honorami. To moja gala i metaforyczny czerwony dywan. Dziękuję! Jednocześnie dziękuję wszystkim Państwu za te sto spotkań. Kolejny ekscytujący, a związany z muzyką etap w moim życiu. Nigdy nie zapomnę.

TYKETTO "Don't Come Easy" (1991)
- Standing Alone

TOMMY DeCARLO "Dancing In The Moonlight" (2022) -- Tommy DeCarlo in memoriam
- Beyond Forever

CHRIS NORMAN "Lifelines" (2026) -- premiera!
- Fix You {Coldplay cover}
- Strawberry Fields Forever {The Beatles cover}

OKTA LOGUE "Diamonds And Despair" (2016)
- Diamonds And Despair

LINDISFARNE "Dance Your Life Away" (1986)
- One Hundred Miles To Liverpool

DEL AMITRI "Waking Hours" (1989)
- Nothing Ever Happens




niedziela, 15 marca 2026

nadchodzi "closer to the sun"

Na najbliższy piątek, 20 marca, wyznaczono termin uwolnienia z magazynów (takiej terminologii premier płytowych używają Amerykanie) nowego albumu Tyketto - "Closer To The Sun". Okładka wręcz heavy, więc, czyżby jakieś zaskoczenia? Chętnie przyjmę album na klatę, o ile uda mi się do niego dotrzeć. Wyda go Silver Lining Music, czyli firma od nowszych albumów Motörhead bądź Saxon. Tamte trafiły do nas, to i może najnowsi Tyketto?

Obecni Tyketto to już całkiem inny team, niż ten z debiutanckiego, najbardziej rozpoznawalnego albumu "Don't Come Easy", ale przecież lider ten sam - Danny Vaughn. Niewiele brakowało, a byłbym na jego występie. Planowano go niegdyś na artystę wspierającego Asię w Berlinie, lecz z nieznanych powodów nie stanął na scenicznych deskach. Podobnie było z The Darkness, którzy wypadli przed Meat Loafem -  ostatecznie jednym z najważniejszych wydarzeń, w których jako widz/podziwiacz uczestniczyłem.

Nowojorscy Tyketto mają markowego lidera - wspomnianego Danny'ego Vaughna - a w nim gnieździ się niezły wokalista, jeszcze lepszy gitarzysta, głównie nieelektryczny, a przy tym okazjonalny harmonijkarz. Bo, choć Danny uprawia melodyjne, naznaczone odpowiednim, nierzadko szorstkim ładunkiem piosenki, to wyrósł na fascynacjach blues/folkrockowych.
Dzisiaj tego rodzaju płyty, w sensie stylistycznym, jak "Don't Come Easy", częściej powstają w Europie, jednak wcześniej duchem i ciałem przynależały do Kalifornii, a jeszcze wcześniej do Stanu Nowy Jork. A więc, Danny Vaughn ma takie granie we krwi.
Należy wiedzieć, iż Tyketto, gwoli skrupulatności, wyłaniali się w New Jersey, a więc w stolicy Bon Jovi, a jednak ostatecznie leksykony uznają grupę za nowojorską.
"Don't Come Easy" to, że tak powiem - kultowy album. Nie lubię słowa kultowy, ale przynajmniej nie wkurza mnie, jak ikoniczny.
W 1991 roku grupa nie była z takim graniem innowacyjna, tym bardziej, iż za chwilę grunge miał wszystkich tym podobnych zmieść na dobre. Ale Tyketto mieli styl, ładunek i potencjał, i nawet mieścili się nieco w nurtach wielbicieli robali i zaśmieconych ulic.

Producentem Richie Zito - facio od m.in. Bad English, Winger, Cheap Trick, Heart, The Cult i wielu innych. Nadał tej muzyce świeże brzmienie, nie gubiąc blues/hardrockowych korzeni. Pomimo, iż ten blues najbardziej wydobywał się z petardowych gitarowych solówek Brooke'a St. Jamesa. Co się z nim stało? Zniknął na dobre. Pewnie teraz skopuje pod groźbą przydomowy ogródek i klepie po dupach wnuki. Nuda, jak w muzeum.
Zawsze miło posłuchać "Forever Young", "Wings" czy "Standing Alone" - nigdy się nie znudzą. Dobre czasy. Trochę odległe, lecz zważywszy na moją metrykę, niemal na wyciągnięcie dłoni.

andy

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 

"USPOKOJENIE WIECZORNE"
w każdy poniedziałek od 22.07 do 23.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm


(*) Mike Vernon in memoriam

Jeszcze jedno zaległe in memoriam. Jak mi się tej rubryki nie chce ciągnąć, a z drugiej strony czuję powołanie, no i, ktoś musi robić takie rzeczy. Bywa, że niekiedy odpuszczam i nie piszę, ale w tym konkretnym przypadku dopuściłbym się swego rodzaju zbrodni. Poza tym, miałem w pamiętniku telefonu zapisane, więc niniejszym..
Mike Vernon in memoriam. Pożegnaliśmy tego klasowego, i że tak to ujmę - historycznego producenta, wraz z początkiem marca. Gigant, jedna z najważniejszych w dziejach muzyki postaci, człowiek mający własne studio, sprzęt, otoczenie, odpowiedzialny za ostateczny szlif wielu znaczących wobec bluesa albumów, choć nie tylko bluesa. Produkował Johna Mayalla, Ten Years After, Savoy Brown, Livin' Blues czy dawnych Fleetwood Mac, ale i Davida Bowiego czy progowych Focus. Wszechstronny, czyli wnikliwy, inteligentny, otwartych granic maestro.
W jego utworzonym wraz z bratem studio powstało wiele znanych numerów, które nagrywali m.in. Kajagoogoo, Status Quo, Radiohead, Cutting Crew, Beverley Craven czy Gerry Rafferty - jego największy hit "Baker Street".
Mike, pędź ku Gwiazdom ...

andy

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 

"USPOKOJENIE WIECZORNE"
w każdy poniedziałek od 22.07 do 23.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm

(*) Phil Campbell in memoriam

Po komplikacjach związanych z poważną operacją, skutkującą intensywną terapią, umarł Phil Campbell. Solidnie ładujący na gitarze riffy i solówki były Motörhead'owiec, a po śmierci Lemmy'ego skupiający się na swojej grupie Phil Campbell And The Bastard Sons. I to właśnie z nimi 2 grudnia ubiegłego, dwa tysiące dwudziestego piątego, wystąpił w Poznaniu, a ostatecznie wtedy na dwóch polskich koncertach. Oba występy zorganizowali WiniaryBookings, agencja, w której m.in. pasją oraz zaangażowaniem umoczony mój jednorodny.
Pod linkiem kilka wtedy zapisanych słów o tamtym występie:
https://blognawiedzonego.blogspot.com/2025/12/phil-campbell-and-bastard-sons-wtorek-2.html

Phil Campbell objął gitarę w ekipie Lemmy'ego (we are the road crew!) od płyty "Orgasmatron", a przypomnę, na wcześniejszej - "Another Perfect Day" - funkcję tę sprawował znany z Thin Lizzy Brian Robertson.
Phil oficjalnie do Motörhead został wciągnięty w osiemdziesiątym czwartym i był z nimi do końca.

Pędź ku Gwiazdom, Brachu ...

andy

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 

"USPOKOJENIE WIECZORNE"
w każdy poniedziałek od 22.07 do 23.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm


sobota, 14 marca 2026

amazona

Na bazie najnowszej płyty Morrisseya "Make-up Is A Lie", w odtwarzaczu "Amazona" Roxy Music. A jeśli "Amazona", to oczywiście album "Stranded". Inny niż pierwsze dwa, ale też kapitalny. W zasadzie - jeden z najlepszych u Roxy.


Z tą płytą jest tak:
a) najbardziej popularne - "Street Life"
b) najpiękniejsze - "A Song For Europe"
c) a na okładce modelka Playboya - Marilyn Cole, która do momentu zdjęciowej sesji nie miała zielonego pojęcia o Roxy Music. -- Pamiętajmy, Bryan Ferry miał i pewnie nadal wyraża słabość wobec ładnych dziewczyn. I gdyby Roxy wciąż działali i nagrywali płyty, zapewne bez zatrzymanki mielibyśmy ekscytujące okładki. Nawet, jeśli ową serię zakłóciło w osiemdziesiątym drugim "Avalon"

Podoba mi się "Amazona" w ujęciu Morrisseya, ale wiadomo, pierwowzór zawsze będzie punktem wyjścia, do którego będziemy się odnosić.
"Amazona" to egzotyczne miejsce, do którego bohater tej piosenki obiecuje zabrać swą wybrankę serca (... w Amazonii wszystko jest piękne, chodź maleńka, weź mnie za rękę ...). Inna sprawa, iż Amazona może budzić skojarzenia z Amazonką, a raczej Amazonkami, które pojawiły się jako wojowniczki w mitologii greckiej. 

Tytuł płyty "Stranded", oznacza "opuszczona", choć patrząc na okładkę nasuwa się uwięziona w dziczy, unieruchomiona, zgwałcona, porzucona, niechciana, aż wreszcie - pozbawiona życia.

andy

"NAWIEDZONE STUDIO"

w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 

"USPOKOJENIE WIECZORNE"
w każdy poniedziałek od 22.07 do 23.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm


piątek, 13 marca 2026

makijaż jest kłamstwem

Jakoś przed paroma dniami przysłali mi najnowszego Morrisseya - za pięćdziesiąt jeden dziewięćdziesiąt dziewięć. Czyli już wiecie, że nie Empik. Zdążyłem uważnie z pięć razy posłuchać, poczuć nastrój, a nawet wyciągnąć wnioski. Przy okazji, z góry najwyższej olewam strumieniowców, bo, o czym każdy wie, gamonie z nich niemiłosierne, skoro nie są w stanie nawet powąchać okładki, a co dopiero poryć w drukowanej literaturze. I co najlepsze, najwięcej o niekupionej muzyce mają do powiedzenia. Dlatego zachęcam, weźmy na cel - nie słuchajmy ludzi o muzyce, którzy jej nie kolekcjonują. Ich opinie warte w pył. 


Morrissey to wciąż piękny, imponujący głos. Nic się nie zmieniło, a jeśli już, to niewiele. I choć nie trzeba zapominać o jego śpiewaniu służącemu niegdyś The Smiths, czasy wydają się na tyle odległe, iż nawet sędziwi górale dawno potłukli dzbany, z których się zapijali.
Morrissey to artysta w jednym, w drugim ekscentryk, i to drugie stoi kością w gardle wyzłośliwiających się na nim za przerwane lub niezrealizowane występy. Jeśli nie szanujemy czyichś zasad, won z przyjęcia. Nie przejmujmy się modą na krytykowanie Morrisseya, głupich nie brakuje. Ostatnio do tego samego hejterskiego chlewu dobili przeciwnicy Neila Younga bądź Bruce'a Springsteena - że dołączę jeszcze Roberta De Niro - ponieważ wszyscy postawili się idiocie, obecnej głowie Białego Domu. Ale głupi ma zawsze szczęście, że mu nawet ucha nie odstrzelą. Ktoś zapyta, a co w tym gronie robi Morrissey? Wszak po incydencie związanym z Notre Dame miłość do Anglii wyraził w atmosferze, którą wielu podchwyciło, jako prawicową. Jak to trzeba uważać.
Z tym live'owym Morrisseyem to trochę takie matematyczne trzydzieści pięć procent, do czterdziestu, że zaistnieje obawa o odwołanie koncertu, albowiem człek wrażliwy, a takim los przyodziewa wyczerpania lub choroby, bądź niespełnianie wymogów, jak np. nieusunięcie z lokalu produktów mięsnych. A może być po prostu zwykły kaprys, i to nawet, kiedy show wyprzedano. I bardzo dobrze, niech zawsze będzie sobą.
Morrissey wciąż niezależny i jak sam o sobie twierdzi, iż jest głównym orędownikiem wolności. Muzyk uważa, że w jego Anglii coraz bardziej depcze się swobodę wypowiedzi.
W trakcie niedawnego występu w O2 Arena, oznajmił: "to, że jestem na tej scenie jest niesamowitym wyczynem, bo jak wiecie, zazdrosne suki próbowały się mnie pozbyć". Z kolei nieco wcześniej, bodaj przed dwoma czy trzema laty, zarzucił: "jak wiecie, nikt już nie wyda mojej muzyki. Jako, że jestem głównym głosicielem niezależności, a to obecnie w Anglii jest kryminalizowane. Nie możemy w niej mówić swobodnie. Jeśli nie wierzycie, idźcie i spróbujcie, wyraźcie swoją opinię, a traficie do ciupy".
Słucham więc Morrisseya, zarówno w słowie, głosie i melodiach, a nowa płyta piękna, choć ci zgnuśniali, popieprzeni angielscy krytycy, jeszcze przed światową premierą uznali ją za rozproszony zbiór piosenek.

Na singiel wybrano numer "Amazona" - klasyk Roxy Music, który w ujęciu Morrisseya nadal brzmi jak Roxy Music. Serio, posłuchajcie. Ale na "Make-Up Is A Lie" są lepsze momenty. Na przykład utwór tytułowy, który, co prawda do utraty tchu niesie przesłanie powtarzając słowa samego tytułu, ale ostatecznie jest dla Morrisseya ważną wiadomością przekazaną przez pewną paryską poetkę.
W otwierającym zaś, a naznaczonym dobrym basem "You're Right, It's Time", bohater tej płyty śpiewa: "chcę odejść od tych, którzy całymi dniami wpatrują się w ekrany. Chcę zabrać głos i nie dać się złapać w pułapkę cenzury". Piękna melodia, przynajmniej jak dla mnie. I trochę taki nieco wyszlifowany, złagodzony styl The Smiths. Morrissey kapitalnie wyciąga, szczególnie w ostatniej minucie. Ciary!
Nie brak ballad. Weźmy zacumowane w końcówce pierwszej części płyty: "Headache" oraz "Boulevard". Ta druga wydaje się tęskna, a w konstrukcji epicka, no i znowu dramatycznie śpiewający Morrissey: "wezmę jeszcze jednego drinka - z długiej, zmrożonej szklanki - a potem zwymiotuję w lodowatej łazience, gdzieś tuż przy bulwarze". Tych wolnizn mamy więcej - takie "The Monsters Of Pig Alley" jest refleksją nad sukcesem i młodością z perspektywy wielkiego kogoś, kto kontynuował karierę do późnej starości. A ubiegające tę piosenkę, obramowane niczym modła "Many Icebergs Ago", pomaga Morrisseyowi wspomnieć dawne swe nawiedzenia, więc wyróżnia Grób Maurycego, zielonego człowieka, opuszczony zamek, ślepego żebraka, dziesięć dzwonów, Dundee Arms i inne tam...
Z pozoru opatrzone lekką, niespieszną melodią "Notre Dame" sugeruje, iż to islamscy ekstremiści spowodowali pożar w słynnej paryskiej Katedrze. I pomiędzy wierszami pada: "... Notre Dame, wiemy, kto próbował Cię zabić".
Wiele tu się dzieje, w różnych rytmach, różne treści. W "Zoom Zoom The Little Boy" jest o ratowaniu zwierząt, a w kolejnej ślicznej melodii - "Lester Bangs" - idzie o zmarłego w latach osiemdziesiątych żurnalistę, więc to taka piosenka hołd, a w tekście wyłapiemy nawet nazwę Roxy Music.
Zresztą, co tu tyle pisać, posłuchajcie tej płyty, zanim zarżną Wam na nią ochotę wszyscy ci durni i nachalnie lansujący się dziennikarze. Pamiętajmy, każdy makijaż jest kłamstwem.

andy

"NAWIEDZONE STUDIO"

w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 

"USPOKOJENIE WIECZORNE"
w każdy poniedziałek od 22.07 do 23.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm


falling heaven

Może coś o muzyce...

Kłania się AOR/melodicrockowy, a nawet tyciu hardrockowy, francuski klawiszowo-gitarowy kwintet Heart Line. Jego liderem - gitarzysta oraz producent Yvan Guillevic.
Znamy ich, prezentowałem fragmenty obu wcześniejszych albumów, a od roku mają już trzeci. Dobrze, że z rocznym poślizgiem łaskawie zawitał do krajowej oferty, bo stało już nade mną widmo oblizania się smakiem. Nie wiem, jakie lasy, góry i doły, morza i oceany, pokonują do nas niektóre płyty, niemniej korzystając z okazji, polecałbym wyszukiwanie elastyczniejszych przewoźników.

Heart Line zawsze grali mięciutko, być może z uwagi na ograniczonego w oktawach Emmanuela Creisa, który niekiedy brzmi jak dziewczyna. Ale lubię jego śpiewanie. Gdyby grupa nie miała ambicji niekiedy poheavymetalizować, nieźle myślę poradziłby sobie w mainstreamowych heartbreakersach. Dobrze jednak, iż Panowie mają moc, bo już tych usypiających balladek wystarczy pod jeszcze przez moment poniedziałkowe Uspokojenie.


Okładka "Falling Heaven" przedstawia grę/strzelankę bombardującą Hollywood, i to przecież wcale nie musi odbiegać od realiów. Podobne grafiki nieraz w przeszłości bywały prorocze. Z obwoluty bije więc niepokojem, z tytułów piosenek niekiedy, też - np.  "Fire In The Sky", "Falling Heaven", a może i nawet "God Has A Plan". Bo przecież nigdy nie wiadomo, co ten nam zgotuje. Przy czym, w samej muzyce nie odczuwam torped, naparzających w nasze domostwa drony, czy w ogóle brania odbiorcy tego dzieła na cel. Siłą Heart Line - piszemy ich nazwę w dwu osobnych słowach - jest przepychanie na współczesny grunt fascynacji dawnymi ekipami, typu Journey, Foreigner, Bad English czy Giant. Aczkolwiek, powiedzmy sobie szczerze, i nie wstydźmy się tego, Heart Line wobec każdego z wymienionych jest cieniutki, jak giętki drut, pomimo iż w skali ogólnej jak najbardziej sympatyczny. Słucham nawet z pierzastym podziwem, acz klasyków nie dopatrzyłem się, nie dosłyszałem, a trop się urywa. Na poprzednich dwóch albumach, też ich nie było, pomimo iż na wydanym przed trzema laty "Rock 'N' Roll Queen", przez moment błysnął utalentowany, lecz ostatecznie chyba niespełniony Patrick Rondat - koncertowy gitarzysta od Jean-Michel Jarre'a. Pamiętacie Państwo, jeszcze w czasach Radia Fan prezentowałem jego albumy. Wtedy sprowadzałem za ciężką forsę z zagranicy, ponieważ długo nie chciały do nas wbić. Ostatecznie nawet nie wiem, czy kiedykolwiek dotarły do krajowej oferty. Jak już miałem na półce, straciłem pole zainteresowania jego ewentualną nadwiślańską dystrybucją.
Fani Metallik czy innych Slejerów nie mają tu czego szukać. Dla nich ta muzyka to jak pierdnięcie muchy w napełnionej tlenem beczce. Ci Francuzi grają dla wygładzonego ucha, co nawet może dziwić, albowiem współczesne żabojady w ogóle stronią od klasycznego rocka. Na ile przyglądam się panującym w krainie znad Sekwany tendencjom, Heart Line są ewidentnym stamtąd kaprysem losu. Słuchajmy, nie zatrzymujmy się, świat jest nasz, a życie jedno.

andy

"NAWIEDZONE STUDIO"

w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 

"USPOKOJENIE WIECZORNE"
w każdy poniedziałek od 22.07 do 23.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm