czwartek, 31 października 2013

słowo na pierwszy listopadowy dzień

Dzisiaj święto Halloween. No cóż, nie moje to święto. W nowych czasach przywędrowało zza Wielkiej Wody. Zakotwiczyło. I tak już zostało. Odpowiednio podkolorowane robi coroczną furorę. A ja wolę sobie posłuchać muzyki Halloween. O pardon - Helloween. Jedna literka, a jaka różnica w jakości. Bo to zupełnie tak jak na św. Walentego walimy corocznego głupa, że jesteśmy najbardziej kochającymi, raz w roku swej lubej fundując kino, lody i ciacho. Jeśli już , to lepiej jej dać czternasto-centymetrowy banknot, który naprawdę ją uszczęśliwi. Bardziej od tych czternastu centymetrów...
Jutro nastanie wyciszony dzień. Nawet go lubię , o ile nie pada. I oby tak właśnie było. Lubię tego dnia pomyśleć mocniej o znajomych, bliskich, kochanych ... No, może w odwrotnej kolejności. Z sentymentalną nutką , a i przywołaniem dawnych radosnych chwil.
Na najbliższą niedzielę przypada żałoba narodowa, w związku ze śmiercią Pana Premiera Tadeusza Mazowieckiego. Nawiedzone Studio jednak zagra normalnie. Pan Tadeusz nie chciałby zapewne, by się po nim smucono. Zresztą, powinniśmy się radować, że kogoś takiego mieliśmy. Po co zatem się "żałobnić"? Panie Prezydencie, w takich przypadkach żałoba narodowa nie jest fortunnym posunięciem. Powinno się zorganizować na jego cześć jakiś piękny koncert. Tylko błagam, nie z czarnymi wstążkami i kościelnymi organami, a może z powiewem ciepła, poezji, barw pastelowych. W muzyce i słowie. Czy ja to muszę mówić? Przesz to się samo ciśnie na usta.
Nie siedźcie Państwo w domach, nie wychylajcie nosa tylko na cmentarze, a bierzcie tyłki i zasuwajcie na piękne parkowe alejki, pośród usłanych tam dywanów z liści. Ja to chodzę na spacery codziennie!, ale jeśli komuś one nie służą, to choć tego jednego dnia poczujcie ile w nich uroku. Można wyrzucić z siebie wiele ciekawych myśli, spostrzeżeń, a i docenić partnera(kę), z którym tego dnia należy odłożyć rozmowy o niezapłaconych rachunkach, problemach w pracy, czy łamaniu w krzyżu. Dlatego polecam. Wiecie dlaczego chce mi się jeszcze żyć w tym cholernym świecie? Właśnie dlatego, ponieważ zwracam w nim uwagę na rzeczy, na które wielu ludzi nie chce znaleźć czasu. Odstawcie piloty od tych durnych telewizorów, napełnijcie płuca ciepłym jesiennym powietrzem, później posłuchajcie jakiejś ładnej muzyczki, zjedźcie dobre ciacho, popijcie czerwonym winem, wreszcie poczujcie , że pierwszy listopada może być dniem pięknym.



Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)


===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP" 

 

środa, 30 października 2013

STRYPER - "Second Coming" - (2013) -

STRYPER - "Second Coming" - (FRONTIERS) - 
***3/4


W chwili, w której piszę te słowa, wiadomym jest, iż za dosłownie kilka dni (ok. 1 listopada) ukaże się nowa płyta Stryper "No More Hell To Pay". Jeszcze nie oswoiłem się z poprzednią, wydaną ledwie kilka miesięcy temu, a tu już kolejna dobija się do drzwi.
Najnowszy "No More Hell To Pay" będzie zawierać całkowicie premierowy materiał studyjny, z kolei wciąż jeszcze najnowszy "Second Coming", to klasyki Stryper z lat 80-tych w nowym opracowaniu. Dobry podkład dla nowo wstępujących braci do krainy Dyskretnego Szczęku Blach, a i miłe odświeżenie prehistorycznych "piosenek". Jest ich tutaj czternaście, plus dwie całkowicie premierowe - zamieszczone na samiuśkim końcu albumu.
Stryper w latach osiemdziesiątych zaliczano do (chrześcijańskiego) pudel metalu, ponieważ faktycznie metal w ich wydaniu brzmiał dość delikatnie, a ponadto jawił się soczystymi i wyrazistymi melodiami, choć gitary przecież cięły należycie, a ze śpiewającego Michaela Sweeta także w sumie żaden mięczak.
Grupa biła się o tę samą publiczność co pokrewne stylistycznie grupy, jak: Poison, Ratt, White Lion, Bon Jovi, Keel, Winger, itp..., sprzedając nawet kilka milionów płyt, a jednak poza samym USA, nie zdobywając już nigdzie należytej sławy.
Niech zatem "Second Coming" pokaże jaka to fajna grupa, no i jak efektownie brzmią ich kompozycje we współczesnych szatach aranżacji. Wszystkich czternaście remake'ów muzycy podebrali ze swoich trzech pierwszych płyt, tj: "Soldiers Under Command", "The Yellow And Black Attack" oraz "To Hell With The Devil". Otrzymujemy zatem całą garść kapitalnych powerów, na czele z: "Surrender", "The Rock That Makes Me Roll", "Soldiers Under Command", "To Hell With The Devil" czy "More Than A Man", a także przepiękną i zarazem przebojową balladę "First Love", która była niegdyś ozdobą longplaya "Soldiers Under Command" (1985).
Nowe kompozycje "Bleeding From Inside Out" oraz "Blackened" też są niczego sobie, a w zasadzie nie odstają nawet od reszty, choć nie słucha się ich z aż tak zapartym tchem. Może dlatego, że - cytując Klasyka - najbardziej lubimy piosenki, które już kiedyś słyszeliśmy.
Reasumując,"Second Coming" dobrze podsumowuje pierwotny dorobek grupy, dodając mu współczesnego blasku. Przy okazji zachęca do posłuchania najnowszego (już za chwilę) materiału. 



Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)


===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP" 



wtorek, 29 października 2013

HAREM SCAREM - "Mood Swings II" - (2013) -

HAREM SCAREM - "Mood Swings II" - (FRONTIERS) -
****1/2


Kanadyjska grupa Harem Scarem nigdy nie dorobiła się statusu gwiazdy, czego nigdy nie pojmę. Ta rockowa z krwi i kości formacja, posiada w składzie świetnych "grajków", no i charyzmatycznego wokalistę Harry'ego Hessa. Jego gardło to istny diament. Na szczęście nieoszlifowany, przez co przyjemnie chrypi. Z kolei, jego nazwiska wcale nie należy zestawiać w równym rzędzie z dwoma zbrodniarzami III Rzeszy. Tak samo jak Michaela Bormana z grupy Jaded Heart. Ot, takie skojarzenie, ale raczej bardziej z uwagi na podobną muzykę, niż nieczyste karty historii, z którymi ci wspaniali wokaliści nie mają przecież nic wspólnego.
Harem Scarem poszli ostatnio w odstawkę, przez co Harry Hess zrealizował w ubiegłym roku świetną solową płytę "Living In Yesterday". Świat jednak się na niej nie poznał, tak więc 3/4 najsłynniejszego składu grupy postanowiło się skrzyknąć i zrealizować nie lada niespodziankę. A jest nią przypomnienie legendarnego i najsłynniejszego albumu Harem Scarem "Mood Swings" - z przypisaną teraz do niego rzymską dwójką. Nie jest to żadna kontynuacja (choć troszkę także też), a nowa wersja tamtego dzieła, które właśnie w tym roku świętuje swe 20-lecie.
Jako, że najnowszy kompakt Haremów zawiera 14 nagrań, już wszystko Państwu wyjaśniam. Otóż, pierwszych 11-cie stanowi za program pierwowzoru , a 3 ostatnie, to już kompozycje premierowe. Zresztą idealnie dopasowane do całości.
Niespodzianką w składzie Harem Scarem wydaje się być obecność dawnego perkusisty grupy, Darrena Smitha. I wcale ten nie przyszedł tu, by sobie pograć z dawnymi kolegami, gdyż ci, i tak już dużo wcześniej zatrudnili w jego miejsce Creightona Doane'a, a po to, by zaśpiewać główną partię wokalną w "Sentimental Blvd.". A także jeszcze w kilku chórkach pozostałych kompozycji. Darren Smith, tak samo jak Harry Hess, posiada genialnie zdarte gardło, no a to co zrobił z nim w "Sentimental Blvd." - palce lizać!
Nie widzę sensu rozpisywania się nad każdą z kompozycji z osobna. Płyta jest na bardzo równym i bardzo wysokim poziomie zarazem. Fani Linkin Parków, Nickelbacków czy Hinderów, powinni sobie tego posłuchać i uzmysłowić, że można grać i śpiewać podobnie, tyle że jeszcze melodyjniej i sto razy piękniej. A jak już przywalić instrumentalną miniaturę (vide "Mandy") , to tak, że popsute zęby się same plombują. Bo na myśl o wylatującej szczęce, wolę jeszcze nie myśleć.
Kto nie załapie klimatu już przy pierwszych utworach: "Saviors Never Cry", "No Justice" czy "Stranger Than Love", niech już dalej nie słucha, ale niech wie ponadto, że jednak coś mu w życiu umknęło.



Andrzej Masłowski
 

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)


==================================

"BLOG NAWIEDZONEGO"

oraz

"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP" 

CHRIS NORMAN - "There And Back" - (2013) -

CHRIS NORMAN - "There And Back" - (SOLO SOUND RECORDS) -
***1/2


Zaczyna się country-blues-rockowo. W dodatku dynamicznie i z pazurem. Żarliwy i rockowy Chris Norman. "I'm Gone", ach gdyby tak zagrali Lynyrd Skynyrd czy Eric Clapton, nikt by się nie zdziwił. Jednak Chris Norman tak śpiewał przy "Pass It Around" lub "Back To Bradford". Było to jednak lata świetlne temu, tym bardziej zatem raduje się serce fana.
Później jest już raczej zwyczajniej, bynajmniej wcale nie mętnie. Sympatykom Uriah Heep mogę polecić "Gypsy Queen", który brnie podobnym schematem i rytmem co "Lady In Black". Przyjemna piosenka, taka jakby ogniskowo-biwakowa, choć rockowym fanom, wyda się raczej nazbyt słodka. Proszę zwrócić uwagę na towarzyszące tu Normanowi chórki. Jakże bliskie dawnym "Smołkom". I choć tę kompozycję Chris Norman napisał w pojedynkę, to niedaleko padło jabłko ... Otóż, są tutaj takie dwie rytmiczne piosenki, nieco przypominające dawne dokonania Smokie: "My Jenny" oraz "Lovers And Friends", które Chris Norman skomponował do spółki z dawnym kompanem "Palaczy", Petem Spencerem - perkusistą grupy, z którym przyjaźni się nieprzerwanie. Choć rzadko z nim cokolwiek współtworzy. A szkoda!
"There And Back" na pewno nie jest płytą zaskakującą. Jest na niej wszystko co już wydaje się od lat znajome, ale fani Normana nie oczekują chyba wielkich rewolucji. Mimo to, trzeba przyznać, że poprzedni longplay "Time Traveller" - z coverami Rolling Stones, T.Rex czy Genesis, jednak trochę zaskoczył. Pozytywnie, rzecz jasna.
Mamy tutaj  łącznie 13 piosenek. Czasem żywszych, jak: "Whisky & Water", "Hot Love" - to kolejne rockowe dowody tego albumu, czy rhythm'n'bluesujące "Love's Such A Strange Thing"oraz "Hounddog Blues", a czasem zdecydowanie nastrojowych, jak: "Nobody's Fool" (piękne smyczki, organy i gitara), "Wish You Well", "Hard Road To Cross" czy króciutka i akustyczna "Northern Star".
Większość z nich maestro skomponował sam, niekiedy także z kimś do spółki.
Całości słucha się bardzo przyjemnie, nawet jeśli zdamy sobie sprawę, że w przeszłości bywały rzeczy lepsze. Niemniej, cieszy forma Normana. Facet wciąż wspaniale śpiewa, i ma tę zmysłową melodyjność, niedostępną innym - vide najpiękniejsza piosenka w tym zestawie, jaką jest "Nobody's Fool" - dla której naprawdę warto zgrzeszyć. Myślę jednak, że każdy powinien tutaj znaleźć coś dla siebie.

P.S. Niestety posiadam tylko skromnie wydaną edycję promo, którą i tak musiałem sobie kupić, przez co nie wygląda to na zdjęciu efektownie. Gdy już zdobędę wersję "normalną", wkleję należytą fotkę.


Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)

==================================

"BLOG NAWIEDZONEGO"

oraz

"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP"

O czym na nowym blogu ...

Założyłem nowego bloga. Takiego dla smakoszy okładek płyt, samych płyt rzecz jasna także. A może - przede wszystkim! Jako, że Blog Nawiedzonego ma służyć do spraw bieżących, a także do omówień aktualności płytowych, albo spraw związanych z samym Nawiedzonym Studio, nie chciałem zaśmiecać go jeszcze tuzinami innych wpisów. Coś takiego powoduje zazwyczaj zniechęcenie chyba u każdego, jeśli czegoś w jednym miejscu jest zbyt dużo.
Blog nazywa się:

"Blog tylko o płytach CD i LP"

a jego adres brzmi:

http://blogcdilp.blogspot.com/

Proszę tam zaglądać - zapraszam serdecznie!

Zadaniem tamtego miejsca będzie nie tylko przechwalstwo ładnymi wydaniami płyt czy wszelkiej maści unikatami. Będą tam również zdjęcia płyt bardzo zwyczajnych. Często takich, na które chciałbym zwrócić Państwa uwagę. Uwagę szczególną , albowiem nie o każdym CD czy LP musi być tylko pozytywnie.

 

 

Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)

==================================


"BLOG NAWIEDZONEGO"

oraz

"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP"

poniedziałek, 28 października 2013

Nowy blog tylko o samych płytach LP i CD już gotowy !


"Blog tylko o płytach CD i LP"

 http://blogcdilp.blogspot.com/

 

Zapraszam!




 

Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)

==================================


"BLOG NAWIEDZONEGO"

oraz

"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP"

pierwszy dzień z nowym stukadełkiem

Pierwszy dzień na nowym sprzęcie. Stary nawalił i poszedł na zasłużony odpoczynek. Za to nowy komputerek jest cudowny. Działa na klawisze i na dotyk. XXI wiek - mówię Państwu. To prezent od moich Rodziców. Na najbliższe imieniny, na święta także najbliższe, jak i na te za rok kolejny, ... Cieszę się i jestem "moim staruszkom" cholernie wdzięczny, bo sam bym sobie nie kupił. Dzięki ! :-)  I od tego chciałem zacząć, choć kontynuacji nie będzie wiele.
Wczoraj zmarł Lou Reed. Zasłużony i zacny artysta. Postać, osobowość,... Niegdyś muzyk Velvet Underground, a i przez cztery dekady twórca solowy. Płyty "Transformer", "Berlin" czy "New York" chyba zna każdy, jednak jeśli nie, to proszę czym prędzej nadrobić zaległości. Nie byłem jego wielkim fanem, ale szanowałem chłopa ogromnie. Nawet jeśli go brzydko krytykowałem za "Lulu" z Metallicą czy wtopę na płycie w hołdzie Peterowi Gabrielowi. Lou Reed był cenionym nie tylko w świecie alternatywnych tego świata, lubił go nieżyjący już Prezydent Czech, Vaclav Havel. Aaaa tam lubił, był to jego muzyczny pupil. Tak więc, zasmuciło się wielu wczoraj. W niebie i na ziemi. Ja także.
Dzisiaj zmarł Tadeusz Mazowiecki. Pierwszy Premier Wolnej Powojennej Polski. Niezwykle pozytywna postać. Politycy to nie moja bajka, jednak Pan Tadeusz wielkim Polakiem był. Z dawnej prawdziwej Solidarności. Zawsze bliski Narodowi i troskliwy o niego. Szanuję takich ludzi. Szkoda, że już ich tak niewielu. Niech spocznie w jakimś skromnym miejscu, w odpowiednim dla jego natury.
Dziękuję Państwu za wczorajsze spotkanie w nawiedzonym studio. Miło mi bardzo było gościć w waszych domach. Bardzo radosne ponadto także usłyszeć, że tak wielkie wrażenie wywierają na Was Collage. Gdyby muzycy mogli się o tym dowiedzieć, byłoby im bardzo przyjemnie. Do koncertu jeszcze trochę, więc ich Państwu co nieco "popuszczam" - że tak się nieradiowo wyrażę. Ponoć bilety już są. Słyszałem, że w klubie "U Bazyla" od najbliższej środy, albo od dzisiaj w "Rock Long Lucku". Cena 35 złotych, a w dniu koncertu o dziesięć drożej. Nie warto odwlekać sprawy na później.
Przed tygodniem w nawiedzonym pograło nieco z "Moonshine", wczoraj z "Safe", a co za tydzień...?
Tyle w przerwie pomiędzy jedną, a drugą robotą, do zobaczenia!


Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)







"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 27 października 2013 - Radio "Afera", Poznań, 98,6 FM

"NAWIEDZONE STUDIO" 
program z 27 października 2013 r.
RADIO "AFERA" 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

realizacja: Krzysztof Piechota
prowadzenie: Andrzej Masłowski 






V/A - "Tribute To Boston" - (2002) -
STEVE OVERLAND - Amanda

PRAYING MANTIS - "The Journey Goes On" - (2003) -
- Naked - {2003 re-recorded version}

NAZARETH - "Malice In Wonderland" - (1980) -
- Heart's Grown Cold

LOU REED - "Transformer" - (1972) -
- Perfect Day

COLLAGE - "Safe" - MAXI CD for promotional use only - (1996) -
- Safe
- One Of Their Kind

YES - "Tormato" - (1978) -
- Don't Kill The Whale

OZZY OSBOURNE - "Dreamer" - (2001) - MAXI CD
- Dreamer - {acoustic version}

RITCHIE BLACKMORE'S RAINBOW - "Black Masquerade" - Rockpalast 1995 - (2013) -
- Perfect Strangers

DREAM THEATER - "Dream Theater" - (2013) -
- Along For The Ride

PRAYING MANTIS - "Time Tells No Lies" - (1981) -
- Lovers To The Grave
- Panic In The Streets

BLACKFOOT - "Siogo" - (1983) -
- Send Me An Angel
- Crossfire
- Heart's Grown Cold

BOSTON - "Boston" - (1976) -
- More Than A Feeling
- Smokin'

ANATHEMA - "Judgement" - (1999) -
- One Last Goodbye

ANATHEMA - "We're Here Because We're Here" - (2010) -
- Dreaming Light

ANATHEMA - "Weather Systems" - (2012) -
- The Beginning And The End

ANATHEMA - "A Natural Disaster" - (2003) -
- Are You There

VANGELIS with STINA NORDENSTAM - "Ask The Mountains" - (1995) - CD SINGLE
- Slow Piece

RUNRIG - "Rhythm Of My Heart" - (1996) - MAXI CD
- Rhythm Of My Heart

COLLAGE - "Safe" - (1996) -
- Eight Kisses

THE SISTERS OF MERCY - "Temple Of Love (1992)" - (1992) - MAXI CD
- I Was Wrong - {American Fade}

THE MISSION - "The Brightest Light" - (2013) -
- Just Another Pawn In Your Game - {przez pomyłkę, miałem zagrać "Swan Song", ale podałem błędnie realizującemu Krzysztofowi numer 8 zamiast 10, nie chcąc już później niczego ścinać, wyciszać,...)

STARCASTLE - "Fountains Of Light" - (1977) -
- True To The Light

CARAVAN - "Caravan & The New Symphonia" - (1974) -
idealne 40-lecie koncertu !!!
koncert z Theatre Royal , Drury Lane, 28 października 1973
- Virgin On The Ridiculous

NOVALIS - "Augenblicke" - (1980) -
- Danmark
- Mit Den Zugvogeln
- Begegnungen

SAGA - "Images At Twilight" - (1979) -
- Images (Chapter 1)

ELTON JOHN - "The Diving Board" - (2013) -
- Home Again



Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)


 


Anathema - setlista z poznańskiego koncertu w "Blue Note", z dnia 24 października 2013

Oto setlista z poznańskiego koncertu Anathemy, wklejona ze strony setlist.com
koncert z 24 października 2013



  1. (Pink Floyd cover)
  2. (U2 cover)
  3. Encore:
  4. (Pink Floyd cover)
  5. Encore 2:
  6. Eleanor Rigby




    Andrzej Masłowski

    RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

    "NAWIEDZONE STUDIO",
    w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
    (4 godziny na żywo!!!)



piątek, 25 października 2013

ANATHEMA, "Blue Note", Poznań 24.10.2013 - byłem

Wczoraj byłem w Blue Note na Anathemie. Na jednym z trzech polskich koncertów. Miały być dwa, a że te cieszyły się ogromną popularnością, zorganizowano jeszcze dodatkowy.
Miałem przyjemność już kiedyś zobaczyć ich na elektrycznym show w poznańskiej Arenie, ale było to już bardzo dawno temu. Poza tym, wówczas muzycy nie zagrali pełnego koncertu, gdyż główną gwiazdą byli Porcupine Tree.
Wczoraj było akustycznie i bardzo kameralnie, pomimo iż klub pękał w szwach. Ja + Peter, byliśmy chyba najstarszymi widzami. No, może jednymi z najstarszych. Większość fanów Anathemy, to młodzi ludzie , często nie przekraczający trzydziestki. Chyba się ostatnio odmładzam, bo podobnie się czułem kilka tygodni wcześniej w Minodze na The Boxer Rebellion.
Na scenie od mojej lewej: Daniel Cavanagh - gitara, instrumenty klawiszowe i śpiew, w środku Vincent Cavanagh - śpiew (często jako główny) i gitara, a po prawej śpiewająca (też pięknie, a jak!) Lee Douglas - siostra Johna (zespołowego perkusisty), którego absencję wspomagał, raz po raz, automat. Ten automat nieco komplikował sprawę Danielowi, ale to nieistotna w sumie kwestia. W ogóle całość sprawiała wrażenie towarzyskiego spotkania. Muzycy w swym "misterium" robili częste wtopy i zachowywali się jak przy zbiorowej próbie nagraniowej, co bardzo poluzowało pasy, a i nic a nic nie zabrało piękna całości przedstawienia. Bardzo uduchowionego, atmosferycznego, niemal rytualnego.
Listy utworów to ja Państwu już po kolei nie odtworzę. Wszystko zdołało mi się nieźle wymieszać. 
Koncert był utkany z utworów zamieszczonych na bardzo przeze mnie lubianych płytach, czyli z: ostatniej "Weather Systems" oraz wcześniejszych "We're Here Because We're Here", "A Natural Disaster" czy "Judgement". Do tego doszło trochę coverów, jak: floydowskie "High Hopes" i "Another Brick In The Wall Part II", przeróbka U2 "With Or Without You" czy Beatlesowskie "Eleanor Rigby". Ten ostatni zagrała Anathama już na samiuśki koniec. Dwie młode pannice stojące obok mnie poczuły w tym momencie rozczarowanie. Jedna z nich zasugerowała, że coś takiego, to powinny zagrać Żuki, nie Anathema. Ach, zakuło mnie środku, ale postanowiłem nie być nieuprzejmym.
Na koniec dodam, że poza oględzinami ogólnego piękna w muzyce Anathemy, zauważyłem jeszcze, iż cała trójka artystów, nie jest żadną trupą hochsztaplerską, a naprawdę potrafiącą znakomicie śpiewać i wytworzyć specyficzny nastrój. Co ważne, gdyż nie każdemu jest to dane.
Warto było. Kto nie był, niech następnym razem już nie przegapi. Koniecznie.

P.S. Zdjęcia brzydkie, ponieważ cały czas panowała ciemnica. Światełka skromne, ale wiem wiem, że tak być miało.



Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)




środa, 23 października 2013

poza polem bitwy

Kilku znajomych ostatnio mnie zapytało, dlaczego odpuściłem na blogu wywody na sprawy bieżące, czyniąc go już tylko stricte muzycznym. Wcale nie odpuściłem, jednak nie ma czego komentować. Żyję w kraju, w którym każdy wszystko wie najlepiej. Każdy zna się na futbolu, a o katastrofie Smoleńskiej da się już tylko snuć durne teorie, a o pedofilii w kościele aż strach pomyśleć. Z kolei o wszystkich innych wydarzeniach rozpisują się nachalnie paski informacyjne.
Odwiedzam czasem portale typu wirtualna polska czy onet.pl, i wściekam się już na same durne nagłówki. Zatytułowane tak, by każdy wpis był sensacją. Obrzydliwe. Kto to redaguje? Czasem zdarza mi się coś tam skomentować, zapominając później o przeczytaniu odpowiedzi od "subtelnych" internautów. Niedawno, zupełnym przypadkiem, nacisnąłem nie tę ikonkę, którą trza, no i wszedłem na komentarze do moich komentarzy. Dowiedziałem się o sobie (po wpisach o tym co myślę o Kaczyńskim czy Macierewiczu), że jestem bolszewikiem, nazistą, pieprzonym komuchem, itp... Lubię wsadzać kij w mrowisko, fakt! , szczególnie, gdy dostrzegam panoszącą się głupotę, ale od bolszewika nie wyzwałbym żadnego pisiora, choć żadnego nie darzę najmniejszym szacunkiem.
Tak więc, komentowanie rzeczywistości wolę pozostawić służbom za to odpowiedzialnym, które biorą za to pieniądze, więc przynajmniej wiedzą za co się narażają. Przykład Kuby Wojewódzkiego jasno pokazuje, że bycie inteligentnym inaczej od nakazujących norm, może tylko przysporzyć kłopotów. Bo jakiś debil obleje cię kwasem, tylko dlatego, że się nie zgadza z twoimi poglądami, a do tego nie posiada poczucia humoru. Zawsze Drodzy Państwo najbardziej bałem się głupoty, bo ta jest szczególnie niebezpieczna. Tak jak Hitler manipulował narodem, tak Macierewicz ciągnie te trzydzieści procent ludu ku przepaści i poróżnień pomiędzy braćmi. Doszło do tego, że nawet w moim gronie przeróżnych znajomych, nie brakuje wyznawców sekty komisji tego obłąkanego człowieka. Myślę, że gdyby ludzie snujący tak durne teorie zajęliby się sobą, własnymi rodzinami, a i mieli jeszcze na dokładkę jakąś pasję, poza pasją nienawidzenia, to życie miałoby większy smak.
I gdy patrzę na tę otaczającą mnie rzeczywistość, to z tym większą frajdą uciekam w muzykę. Bo w niej nie ma złych emocji. A nawet jeśli, to zawsze można płytę zmienić. Można uciec od rzeczy niechcianych, nielubianych... Można uciec w świat sportu, filmu, teatru,... Nie trzeba się od razu pozbywać telewizora. Często słyszę "ja to nie mam telewizora, bo mam dość polityki". Tak jakby tam nie było już niczego innego. Wystarczy mieć nSport, Orange Sport, Polsat Sport, TVP Kultura, TVP Rozrywka, Planete, Discovery,... i już się jest poza światem agresji, przemocy, pomówień i nienawiści. Poza tym, jak to zaobserwowałem, najwięcej do powiedzenia o polityce i gospodarce mają "nieposiadacze" telewizorów, internetu, czy nie czytający gazet. Skąd oni zatem to wszystko wiedzą. Hmm...
Wczoraj muzyka musiała trochę poczekać, ale warto było zobaczyć na żywca pięknego gola Roberta Lewandowskiego. Po jeszcze piękniejszym do niego dograniu.  Teraz czekam na niedzielne starcie Kolejorza z Legią. O moją ukochaną Wartę jestem jakoś dziwnie spokojny. Co prawda ostatni remis z Ostrovią chluby nie przynosi, jednak wierzę w dobry skład Zielonych i w kolejne pomyślne mecze.
A co do muzyki, to powróciłem ostatnio do wielu staroci. Część z nich już zagrała w poprzednim nawiedzonym, a kolejna porcja tuż tuż... I są to różne starocie, nie tylko z epoki 60/70's. Także te z dekady 80's. Ale nie Thompson Twinsy, Culture Cluby czy China Crisisy, a raczej pop rocki, pop metale, czy tym podobne. Pozgrywałem na CDki nieco new wave'owych rzeczy również. Być może z powodu rozczarowania nowymi The Mission. A może dlatego, ze kiedyś więcej serca wkładali artyści w tego typu granie.
Najważniejsze, że zrobiło się ciepło - i tak trzymać!



Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)





wtorek, 22 października 2013

THE MISSION - "The Brightest Light" - (2013) -

THE MISSION - "The Brightest Light" - (EYES WIDE SHUT RECORDINGS) -
**2/3


Drapieżne oblicze Misjonarzy? Dlaczego nie. Nie powinno ono w sumie nikogo dziwić, wszak The Mission to zespół rockowy. Od zawsze. A jednak, tak śpiewającego Husseya jeszcze nie słyszałem. Jego koledzy także nie szczędzą sił. Nikt tu się nie leni. Stęsknieni za sobą, bo dawno się nie widzieli.
Trzy czwarte obecnego składu The Mission pochodzi z czasów zainicjowanych przy pierwszym longplayu "God's Own Medicine" - z 1986 roku. Obok Wayne'a Husseya (śpiew, gitara), pojawili się starzy kompani: Simon Hinkler (gitara) oraz Craig Adams (bas). Jedynie za bębnami mamy tutaj Mike'a Kelly'ego, który dzielnie zastępuje legendarnego Micka Browna.
Wszystko powinno być zatem po staremu. A jak jest? "The Brightest Light" ukazuje surowe oblicze zespołu. Niemal kompletnie okrojone z dawnej gotyckości i wszechobecnej melancholii, tak bliskiej wczesnym dokonaniom grupy. Należy dodać, dokonaniom najciekawszym. Cóż więc pozostało po tamtym Mission? Niewiele. Ale i niewiele było tego już przy ostatnich płytach. Niekoniecznie musi to stanowić za zarzut, albowiem w muzyce rockowej największa siła bierze się podobno z prostoty. I wielu artystom wychodzi to na dobre.
Hussey i spółka od pierwszych akordów otwierającego całość blisko 8-minutowego "Black Cat Bone" pokazują, że nie będzie tu zbyt wiele dla entuzjastów nocnych cmentarzysk, zaprzyjaźnionych kruków, czarnych peleryn i czerwonego nektaru wysysanego z powabnych szyj. I nie mam w sumie nic przeciwko, każdy artysta ma prawo do poszukiwań i samospełnienia. Szkoda tylko, że nowe kompozycje Misjonarzy poza energią nie przekładają się na wysoką kaloryczność całej potrawy.
Wygląda na to, że głównym winowajcą jawi się zasłużony producent i ceniony inżynier dźwięku David M Allen - współpracujący dotąd z Sisters Of Mercy (przy ich pierwszym albumie) czy w najlepszym okresie The Cure (przełom lat 80/90), ale i samymi The Mission przecież także. Ten jednak swoją robotę wykonał należycie. Płyta brzmi surowo, a czasem nawet i na pół metalowo, a do tego czytelnie. Choć sensu stricte metalową przecież nie jest.
Mamy tutaj kilka piosenek , które mogły by pretendować do miana przebojów ("Born Under A Good Sign", "Ain't No Prayer In The Bible Can Save Me Now", "Just Another Pawn In Your Game",...), lecz w tej kategorii zdaje się nie mają żadnych szans ze swymi starszymi braćmi. Braćmi, gdyż siostrzyczki zarezerwował przed laty Andrew Eldritch. Bo choćbyście Państwo z kandelabrem po wszystkich zakamarkach szukali, nie znajdziecie tu pereł na miarę "Bird Of Passage", "Kingdom Come", "Love Me To Death" czy "Tower Of Strength". Również o przebojowości pokroju: "Amelia", "Stay With Me", "Never Again" czy "Beyond The Pale", można już także tylko pomarzyć.
Jest na tej płycie niemal wszystko co być powinno, dobry śpiew Husseya (ostry i wrażliwy zarazem), są dobrze grający muzykanci, poprawna produkcja, jest ponadto całkowicie efektownie wydany cały ten album, ale nie ma jednego - dobrych kompozycji. Takich, które będziemy pamiętać na wieki. No, może za wyjątkiem uroczo staroświecko brzmiącej "Swan Song". Choć i ta, nie wiem jak by się starała, nie przebije w żaden sposób takich: "Heaven Send You", "Sweet Smile Of A Mystery" czy wspomnianej już powyżej "Bird Of Passage". "Ptasi" tytuł jednak zobowiązuje, przez co owy "Swan Song" wspiął się i tak na najbardziej wystawioną ku niebu gałąź. Być może z uwagi na kojarzącą się szacowną wytwórnię, dla której nagrywali przecież Led Zeppelin. A jak pamiętamy, Hussey i koledzy, są ich wielkimi fanami, co ukoronowane zostało także niegdyś przy misjonarskim longplayu "Children" - produkcji samego Johna Paula Jonesa. Gitarowe zagrania w "Swan Song" dogłębnie przywodzą na myśl Jimmy'ego Page'a, a i misjonarskie do nich nawiązania, zakorzenione głównie na ich pierwszych dwóch długograjach.
Końcówka płyty, nadrabia za cały wcześniejszy kompozytorski niedobór, albowiem również finalizująca całość i podniosła zarazem ballada "Litany For The Faithful", bije co prawda prostotą, ale i jakąś niezwykłą atmosferą magicznego uniesienia. To taki The Mission, dla którego szczególnie warto dostroić uszy.
Starczyło sił na niewiele. Dobre jednak i to, gdyż ostatnie 14 minut "The Brightest Light" jest i tak najpiękniejszym kwadransem Misjonarzy od ponad dwudziestu lat.

P.S. Na dodatkowym drugim dysku, otrzymujemy 40 minut z odrzutami, bądź różnorakimi wersjami demo, dokonywanymi podczas pracą nad całym tym albumem. Nie znajdziemy tu jednak takich niespodzianek jak niegdyś na płycie "Grains Of Sand", która to jako płyta z rzeczami "mniej interesującymi", okazała się suma sumarum o stokroć lepszą od tej właściwej, a i wydanej kilka miesięcy wcześniej "Carved In Sand". Ale to już osobna historia.


Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)




poniedziałek, 21 października 2013

"Siódemki"

Siódemki. Któż dzisiaj ich słucha? No właśnie. A niegdyś były oczkiem w głowie niemal wszystkich płytowych zbieraczy.
Na stronach A, zawierały zawsze aktualny przebój, z kolei na ich rewersach, pojawiały się tzw. rzeczy gorsze. Te "gorsze" stanowiły jednak za łakomy kąsek, ponieważ często były to nagrania niepublikowane na regularnych płytach, albo po prostu zawierały jakieś inne wersje piosenek już znanych. Oczywiście bywało i tak, że obie strony małej płytki dostarczały identyczne wersje piosenek znanych z podstawowego albumu, bądź piosenka ze strony A, zostawała podana w wersji krótszej, tzw. radiowej. Tak więc, wiele pokus kryły w sobie te małe płytki. Przeważnie jako single, czyli 2-utworowe, czasem jako epki, czyli 4-utworowe, a rzadziej jako trójki, czyli rzecz jasna 3-utworowe.
We wczesnym etapie mojej edukacji płytowej, single były niemal podstawowym nośnikiem, albowiem w Polsce z rzadka wypuszczano licencje na dużych płytach, za to na singlach, szczególnie oficyna Tonpress, potrafiła czynić smakowite niespodzianki. A co ważne, częstokroć "na czasie".
Dzisiaj mało komu chce się przerzucać płytę na drugą stronę po wysłuchaniu trzy i pół-minutowego kawałka, po to, by na stronie drugiej posłuchać wcale nie dłuższej muzyczki.
Powyjmowałem z szafy kilka przykładowych singli, choć dzisiaj już nie mam ich zbyt wiele, by przypomnieć nieco okładek. Głównie moich dawnych idoli, jak: Abba czy Smokie, ale i Meat Loafa także. Na jednym ze zdjęć zamieściłem okładki polskich "tonpressowskich" płytek, którymi niegdyś się upajałem. Są to: Jethro Tull - z
dwoma kawałkami z longplaya "Heavy Horses", Pink Floyd - z kompozycjami z dwupłytowego "The Wall", co było wówczas u nas ogromnym wydarzeniem, ponadto cudowny Wings z piosenką "With A Little Luck", dwa różne single Smokie, choć wydane niemal z identycznymi okładkami, do tego jeden z trzech wydanych u nas singli Hot Chocolate, 2-płytowy albumik z siedmioma hitami The Beatles, oraz UFO z petardami "Shoot Shoot" i "Doctor Doctor". No proszę, "Doctor Doctor" na stronie B, a to ich największy killer.  Wówczas myślałem, że ta grupa musi mieć wszystkie kawałki o podwójnie słownych tytułach.
Tego typu małych płytek "wspominek", mimo wszystko jeszcze nieco mam, ale pozostawię je dla Państwa na jakiś jeden z kolejnych razów.


















Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)


"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 20 października 2013 - Radio "Afera", Poznań, 98,6 FM

"NAWIEDZONE STUDIO" 
program z 20 października 2013 r.
RADIO "AFERA" 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

realizacja: Krzysztof Piechota
prowadzenie: Andrzej Masłowski 






CONEY HATCH - "Four" - (2013) - 
- Holding On

TEDESCHI TRUCKS BAND - "Made Up Mind" - (2013) -
- Do I Look Worried
- It's So Heavy

JOE COCKER - "Fire It Up Live" - (2013) -
- I Come In Peace
- Feelin' Alright
- Fire It Up
- N'oubliez Jamais

MEAT LOAF - "Bat Out Of Hell" - (1977) -
- You Took The Words Right Out Of My Mouth (Hot Summer Night)

CHRIS NORMAN - "There And Back" - (2013) -
- Lovers And Friends - /kompozycja Chris Norman i Pete Spencer!/

MAGNUM - "Vintage Magnum" - (2002) - kompilacja
- The Lights Burned Out - /wczesna wersja tego utworu, o wiele piękniejsza od powszechnie znanej z LP "Chase The Dragon/

MAGNUM - "Chase The Dragon" - (1982) -
- Long Days, Black Nights - /B'Side "The Lights Burned Out"/

DREAM THEATER - "Dream Theater" - (2013) -
- The Looking Glass

COLLAGE - "Moonshine" - (1994) -
- Moonshine
- War Is Over

METAMORFOSI - "E Fu Il Sesto Giorno" - (1972) -
- Il Sesto Giorno
- Inno Di Gloria

BEGGARS OPERA - "Waters Of Change" - (1971) -
- Time Machine

ELTON JOHN - "The Diving Board" - (2013) -
- Oscar Wilde Gets Out

PROCOL HARUM - "Exotic Birds And Fruit" - (1974) -
- Beyond The Pale

PELL MELL - "Marburg" - (1972) -
- Moldau

URIAH HEEP - "Sweet Freedom" - (1973) -
- Pilgrim

EMERSON, LAKE & PALMER - "Love Beach" - (1978) -
- For You

RARE BIRD - "Rare Bird" - (1969) -
- Iceberg
- Sympathy

MARILLION - "Fugazi" - (1984) -
- Jigsaw
- Fugazi

GOLDEN EARRING - "Switch" - (1975) -
- Kill Me (Ce Soir)

IRON MAIDEN - "No Prayer For The Dying" - (1990) - Special Edition
CD 2 - Bonus Disc
- Kill Me (Ce Soir) - /B'Side Single "Holy Smoke"/

GOLDEN EARRING - "Moontan" - (1973) -
- Radar Love

JULIE DRISCOLL, BRIAN AUGER & THE TRINITY - "Streetnoise" - (1969) -
- Light My Fire
- Indian Rope Man

CARAVAN - "In The Land Of Grey And Pink" - (1971) -
- Winter Wine




Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)


 

niedziela, 20 października 2013

ELTON JOHN - "The Diving Board" - (2013) -

ELTON JOHN - "The Diving Board" - (MERCURY) - 
***


Kolejna płyta Eltona Johna, na której rządzi "ten" głos i jego fortepian. Cała reszta (gitara, wiolonczela, tamburyn, puzon, tuba, klawisze, ...) to już tylko mniej lub bardziej dotkliwe ozdobniki. Ale jest jeszcze jeden element obowiązkowy - kompozycje spółki Elton John & Bernie Taupin. Niezawodne jak smak Pepsi Coli czy dostojność Mercedesa.
"The Diving Board" rozpoczyna się piosenką "Oceans Away" , opracowaną tylko na głos i fortepian. Przeważnie takie rzeczy pozostawia się dla podniosłych finałów, z ciągnącymi się w nieskończoność napisami na ekranie. Od samego początku zatem wiadomo, że nie będzie to album z szalonym Eltonem, tańczącym nad klawiaturą , poprzebieranym w różnorakie kolorowe fatałaszki. Taki Elton John to już dawne dzieje.
Po takim wstępie, można oczekiwać wiele. Tym bardziej, że następna piosenka "Oscar Wilde Gets Out", to jeden z najmocniejszych akcentów płyty. Przewijający się przez cały niemal czas fortepianowy motyw, flirtuje z okazjonalnymi partiami wiolonczeli, a Elton John snuje opowieść o Oscarze Wilde'edzie - irlandzkim prozaiku i poecie, który za swe biseksualne skłonności przesiedział jakiś czas w więzieniu, rujnując zdrowie i wkrótce potem umierając. I o tym mniej więcej jest ta piosenka. Trochę smutna , trochę romantyczna. Takiego Eltona chyba lubię najbardziej.
Jest na tej płycie jeszcze kilka bardzo podniosłych piosenek. Skłaniających do zadumy, do myślenia, no i na szczęście nie pozbawionych ładnych melodii. Jak choćby taka nieco żywsza ballada "Can't Stay Alone Tonight" ("... nie mogę i nie chcę tego wieczoru być osamotnionym...") czy windowana na przebój "Home Again" - o tym, że dom to takie miejsce, z którego na pewnym etapie życia chcemy uciec, po czym przychodzi czas , gdy pragniemy do niego wrócić.
Elton John jak zawsze śpiewa tak, jakby za chwilę świat miał się skończyć. I nawet jeśli już na tej płycie nie znajdziemy równie pięknych melodii jak w powyżej wyróżnionych kompozycjach , to i tak obcowanie ze wszystkimi pozostałymi dostarcza niemałej satysfakcji.
Należy jeszcze zwrócić uwagę na nieco zwolniony walczyk "The New Fever Waltz" lub na efektowną partię fortepianu w "My Quicksand" - zahaczającą o klasyczny temat z dzieła "W grocie Króla Gór" - Edwarda Griega. 
Mamy tu jeszcze garstkę bluesa w tytułowym "The Diving Board", ale i bliski klimatom spod znaku Raya Charlesa flirt - w gospelującym "Mexican Vacation (Kids In The Candlelight)".
Muzyk zaplanował album niczym jedną zwartą całość, przyozdabiając co pewien czas piosenki trzema instrumentalnymi miniaturami, ochrzczonymi wspólnym tytułem "Dream".
Nie jest to arcydzieło na miarę żadnego z dawnych jego dokonań, a i nie zachwyca ono jak choćby kilka płyt wydanych w okolicach 1990 roku, jednak trochę żałuję, że o tym co u niego najlepsze, myślę już w czasie przeszłym.

P.S. Wersja Deluxe jest bogatsza o cztery nagrania. Trzy z nich, stanowią zapis piosenek na żywo ze studia Capitol (z oklaskami!), które pojawiły się już w podstawowej części albumu, a za "nowość" stanowi tutaj jedynie piosenka "Candlelit Bedroom". Zgrabna ballada, z ładnym solo na gitarze i podniosłym refrenem, choć na pewno nie zapadająca jakość szczególnie w pamięć.


Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)







piątek, 18 października 2013

DREAM THEATER - "Dream Theater" - (2013) -

DREAM THEATER - "Dream Theater" - (ROADRUNNER RECORDS) - 
****1/2



Nie pamiętam kiedy wcześniej Dream Theater tak mocno zadbali o klimat, o melodie, o spójność. Już brudnopisem do właśnie wydanego "Dream Theater" wydawał się być poprzedni longplay "A Dramatic Turn Of Events". Album na pewno oczyszczający przed dwoma laty atmosferę, a i bardzo potrzebny dla nowych losów zespołu. Jak się okazuje.
Myślę , że nowy perkusista Mike Mangini, wlał w szeregi grupy dużo świeżej krwi. Wyzwolił z sideł nazbyt wirtuozerskiej twórczości, w której wszelakiej maści improwizacje, popisy, często pozwalały zapomnieć o samej muzyce. Wiem, nowy perkusista gruntownych zmian nie czyni, a jednak jakoś muzyka Dream Theater stała się bardziej przestrzenna, swobodna, choć oczywiście nadal jest progresywna, metalowa i co ważne - rozpoznawalna. Nie da się jej pomylić z nikim innym. I aby na Państwa ukochany zespół gromy nie spadły, proszę sobie zaserwować finalizującą całość kilkuczęściową suitę "Illumination Theory". To rzecz, którą zapewne będą się upajać wielbiciele szaleństw legendarnego Keitha Emersona, wczesnego prehistorycznego Yes, czy art-metalowców z Rush. Tak dla przykładu, bo nazw można by jeszcze mnożyć nieco.
Dream Theater zagrali tu swoim słuchaczom na wyobraźni, a i na emocjach. Ponadto, we wszystkich wcześniejszych kompozycjach następujących przed ową suitą, zagrali także wirtuozersko, lecz nie popadając w krainę banału i przesady. Garnąc się do melodii , niczym ćmy do świecy. Trudno pozostać obojętnym wobec tak pięknych kompozycji, jak: "The Looking Glass", "The Bigger Picture", "Behind The Veil" czy "Surrender To Reason". Słucham tych utworów z wypiekami na twarzy, przy okazji wzruszając się niemniej jak przy dawnych zagrywkach Kelly'ego czy Rothery'ego na legendarnych dziełach Marillion. To, od czego jedni odeszli , dla drugich stało się inspirujące.
Można by jeszcze wiele napisać dobrego o tej płycie, ale cóż warte okażą się słowa, jeśli nie poprze tego zawartość samego albumu. Trzeba przyznać, równie efektownie wydanego. Projekt graficzny Hugh Syme'a, szczególne wrażenie osiąga tylko przy limitowanym wydaniu, z wytłoczonym logo zespołu, okrytym barwami i cieniami planety i jej księżyca. Okładka, która także idealnie współgra z muzyką. To wielka sztuka, która bez nadmiernej filozofii, a prostymi środkami, wreszcie osiągnęła wymarzony cel. Przynajmniej dla mnie.
Najlepsza płyta Dream Theater? Nie wiem, ale na pewno najpiękniejsza.


Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)