poniedziałek, 2 kwietnia 2012

"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 1 kwietnia 2012 - Radio "Afera" Poznań 98,6 FM

"NAWIEDZONE STUDIO"
program z 1 kwietnia 2012
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl



AXEL RUDI PELL - "Circle Of The Oath" - (2012) -
- World Of Confusion (The Masquerade Ball Pt.II)
- Fortunes Of War

ACCEPT - "Blood Of The Nations" - (2010) -
- Blood Of The Nations

PRETTY MAIDS - "It Comes Alive - Maid In Switzerland" - (2012)0 -
- Savage Heart
- Clay

HAMMERFALL - "Legacy Of Kings" - (1998) -
- Back To Back

EUROPE - "Secret Society" - (2006) -
- Love Is Not The Enemy

H.E.A.T. - "Freedom Rock" - (2010) -
- Black Night - /feat. Tobias Sammet/

H.E.A.T. -  "Address The Nation" - (2012) -
- Living On The Run


SUNSTORM - "Emotional Fire" - (2012) -
- Gina
- All I Am


MICHAEL BOLTON - "The Hunger" - (1987) -
- The Hunger


TYGERS OF PAN TANG - "The Cage" - (1982) -
- Rendezvous
- Lonely At The Top


NAZARETH - "The Fool Circle" -  (1981) -
- Cocaine (live)


UFO - "Seven Deadly" - (2012) -
- Bag O' Blues


THE STRANGLERS - "Giants" - (2012) -
- Boom Boom


THE STRANGLERS - "Aural Sculpture" - (1984) -
- North Winds


PETER SCHILLING - "The Different Story" - (1989) -
- Terra Titanic (Lost To The Sea)
- Major Tom (Coming Home)


OST - "Titanic" - (1997) -
- My Heart Wiill Go On (love theme from "Titanic") - performed by CELINE DION


ULTRAVOX - "Return To Eden" - (2010) -
- Vienna
- Reap The Wild Wind


DEPECHE MODE - "A Broken Frame" - (1982) -
- Nothing To Fear
- See You


CAMOUFLAGE - "Best Of CAMOUFLAGE We Stroke The Flames" - (1997) -
- The Great Commandment /1988/
- A Picture Of Life /1989/
- Love Is A Shield /1989/


CELEBRATE THE NUN - "Meanwhile" - (1989) -
- Ordinary Town
- Maybe Tomorrow
- She's A Secretary


THE BOLSHOI - "AWay Best Of THE BOLSHOI" - (1999) -
- West Of London Town /1987/


STEVE HACKETT - "Beyond The Shrouded Horizon" - (2011) -
- Four Winds: North
- Four Winds: South
- Four Winds: East
- Four Winds: West


BRUCE SPRINGSTEEN - "Wrecking Ball" - (2012) -
- Land Of Hope And Dreams








RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!, tylko z płyt)

nawiedzonestudio.boo.pl

czwartek, 29 marca 2012

UFO - "Seven Deadly" - (2012) -

 UFO - "Seven Deadly" - (Steamhammer / SPV) -  **3/4



Aby w ogóle dać jakiekolwiek szanse tej płycie, należy niemal całkowicie zapomnieć o czasach kiedy to UFO rzucali w nas albumowymi petardami, w rodzaju "Force It" czy "No Heavy Petting". O fenomenie koncertowym "Strangers In The Night" wspominać już nie powinienem, by nie dobijać samych muzyków. Dzisiejsze UFO, to ciężka kolos maszyna, która rozpędza się, lecz sapie i dyszy już przy truchcie. Z dawnych lat pozostało niestety tylko logo zespołu i charakterystyczny głos Phila Mogga.  Dobre i to, bo gdyby zabrakło "tego" głosu, to w ogóle nie byłoby już o czym mówić. Personalnie, to jeszcze rzecz jasna należy wymienić Andy'ego Parkera i Paula Raymonda, z dawnego składu.
Problem tej niegdyś kapitalnej grupy nie tylko tkwi w mało ciekawym repertuarze zawartym na "Seven Deadly". Nieporadność grupy utrzymuje się od lat kilkunastu. Po znakomitej płycie "Walk On Water" (1994 w Japonii/ 1995 reszta świata) i po szumnym powrocie Michaela Schenkera, bywało albo przeciętnie, albo najczęściej wręcz źle. Nie wiem czy byłbym w stanie począwszy od płyty "Covenant" po właśnie wydaną "Seven Deadly", wykroić jedną niezłą płytą, spośród wszystkich zawartych tam kompozycji. Panowie najczęściej grają na jedno tempo, robiąc z siebie bardziej przyciężkawą kapelę blues rockową, niż to do czego byli powołani. Brak ciekawych melodii, fajnych przejść czy interesujących solówek gitarowych, to elementy charakteryzujące mękę przez jaką przechodzą muzycy i ich dawni fani (w tym i ja), którzy wciąż nie tracą wiary, że może jeszcze kiedyś....
Najnowsze dzieło UFO, to i tak najlepsza płyta od niepamiętnych czasów, zawierająca cztery dobre utwory.. Aż cztery, chciałoby się krzyknąć, bowiem statystyki mocno pogarsza wyżej wymieniony okres (mniej więcej po 1-2 dobre utwory na cały album). Tak więc, biorąc pod uwagę, że limitowana edycja "Seven Deadly" zawiera kompozycji 12, to matematycznie rzecz ujmując dobre 1/3 płyty nie jest wynikiem złym. Chociaż trudno będzie przecież uwierzyć moim słowom komuś, kto właśnie teraz rozpoczyna słuchanie tejże płyty, albowiem akurat pierwsze dwa otwierające ją utwory, są nad wyraz dobre!. W "Fight Night" nawet nie rażą kiepskie żeńskie chórki, gdyż żarliwa i kąsająca gitara dobrze nadaje tonu, a Phil Mogg śpiewa z taką pasją jak w chwalebnych czasach. Drugi utwór jest jeszcze lepszy. Co tam lepszy, to najwspanialsza rzecz od płyty "Walk On Water". To takie UFO jakiego chciałbym słuchać wiecznie. Kompozycja nazywa się "Wonderland" i spełnia wszystkie kryteria dobrego klasyka hard'n'heavy.  Mocny, melodyjny i kąśliwy to numer.  Z tnącą jak brzytwa gitarą i wspaniałą solówką Vinnie'ego Moore'a. Wreszcie! - chce się krzyknąć. Nie można tak częściej? Niestety po takim fajerwerku zabawa się kończy. Przez najbliższych kilka nagrań będzie to czego w UFO nie znoszę. Te ich średnie toporne tempa, wyprute z jędrności brzmienia, i jeszcze takie jednolite i miałkie dośpiewywanie do i tak jałowych melodii. Okropieństwo.  I kiedy już na wysokości siódmego utworu na płycie, jakim jest "Steal Yourself", człowiek ma ochotę skrócić swe cierpienie i wyłączyć dalszą mękę Mogga i spółki, to niczym upragniona oaza na pustyni wyrasta "Burn Your House Down". To dla mnie numer dwa tej nieszczęsnej płyty.  Ten lekko bluesująco-hard rockowy kawałek jest podany w średnim tempie, w uroczo leniwej formie na pograniczu ballady i łagodnej odmiany hard rocka. Ponownie piękne solo na gitarze podaje Vinnie Moore. Brawo! Zupełnie jak niegdyś poczciwy Michael Schenker. Czyli z taką gitarą, która śpiewa. Następujący po nim blues, z towarzyszącą mu harmonijką, jest taki jak jego tytuł "The Fear". Po nim następuje kompozycja "Waving Good Bye", kończąca przy okazji podstawową część płyty.  I to jest ten czwarty dobry moment tegoż dzieła. Melodia niczym szczególnym może i nawet się nie wyróżnia, ale to taki utwór z przejmującym śpiewem Mogga i pięknie pojedynkującymi się ze sobą gitarami.
O dodatkowych dwóch kompozycjach można napisać tyle, że gór nie przenoszą, lecz.....  Pierwszy z nich nieco zadziorny, nawet z fajnie torpedującą gitarą, lecz ponownie z nieznośnie nijaką melodią. Za to, finałowy trzy minutowy "Bag O' Blues", powinien przypaść do gustu entuzjastom chicagowskiego bluesa. Mogg śpiewa tutaj przy akompaniamencie pianina. Niczym w jakimś nocnym barze, gdzieś daleko za rogiem od głównej ulicy, w którym barman przeciera po zakończonej robocie zabrudzoną ladę, przy której jeszcze ostatni gość dopija drinka i kończy dopalać papierosa. Jeśli ten dodatek potraktować serio, to i on stanowi o pozytywnym aspekcie nowego UFO, i podwyższa średnią tego mimo wszystko bardzo przeciętnego albumu.  Choć i tak najlepszego od dawien dawna.


Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!, tylko z płyt)

nawiedzonestudio.boo.pl

wtorek, 27 marca 2012

SUNSTORM - "Emotional Fire" - (2012) -

 SUNSTORM - "Emotional Fire" - (FRONTIERS) -  ****2/3



Miałem to szczęście, że głos Joe Lynn Turnera stanął na mojej drodze życiowej w okresie młodzieńczych największych muzycznych fascynacji. Artysta od razu stał się jednym z moich ulubionych śpiewaków. I być może dlatego album "Difficult To Cure", grupy Rainbow, tyle dla mnie znaczy. A tylko niewiele mniej, inna Rainbow'owska płyta "Bent Out Of Shape". Zawsze lubiłem w jego głosie tę delikatną chrypkę. A to, że artysta śpiewał pełnią płuc dodawać chyba nie muszę. Trudno sobie wyobrazić, by w tamtych konkurencyjnych czasach dla takiego grania Ritchie Blackmore wziął przeciętniaka pod własne skrzydła. No, może wyjątkiem faktycznie okazał się Dougie White, późniejsze gardło nr 1 w Rainbow. Wokalista być może niezły, ale to wszystko co można dobrego o nim powiedzieć. Wracając do Turnera, do dzisiaj pojąć nie mogę dlaczego tak bardzo krytykuje się wspaniałą płytę "Slaves And Masters", jedyną jaką popełnił z Deep Purple. Cóż..., świat widać pełen jest niesprawiedliwości.
Chciałbym poinformować, że wydana właśnie trzecia płyta grupy Sunstorm, w której wokalnie przewodniczy  nie kto inny jak właśnie J.L.Turner, jest dziełem nie tyle co dobrym, a wręcz wybitnym. Jeśli idzie o ten rodzaj grania.  Znajdą się rzecz jasna jak zwykle niezadowoleni, jednak tych pragnę odesłać do "must be the music", "bitwa na głosy" lub innych strasznych miejsc.
Jako, że Joe w swoim artystycznym życiu często bywał (i bywa nadal) zapraszany do podśpiewywania w chórkach (ale i nie tylko), i to na kilkudziesięciu różnych płytach, u boku znajomych, przyjaciół, jak i zupełnie mu obcych, tak też w jego karierze wydarzyło się na tyle wiele ciekawego, iż teraz sam może sobie z dawnych wspomnień utkać niejedno własne dzieło. Album "Emotional Fire" jest tego ewidentnym przykładem.
Zamysłem tejże płyty jest hołd dla melodyki rodem z lat 80-tych. A i często dla kompozycji, w których nasz bohater miał przyjemność brać bezpośredni udział.  Jak choćby w piosence "Gina", z albumu "The Hunger" Michaela Boltona. Dziś nowa wersja tej piosenki jest jedną z wielu pereł najnowszej  produkcji Sunstorm. Michael Bolton zanim w latach 90-tych przerzucił się na ckliwe balladki, to wcześniej bywał rockmanem z krwi i kości. Niektóre jego płyty bywały wręcz kapitalne. Fani melodic rocka spod znaku Bon Jovi, Foreigner czy Journey, powinni je znać obowiązkowo niczym amen w pacierzu. Dlatego, poza utworem "Gina" niech nie zdziwi nas obecność w tym zestawie innego śpiewanego niegdyś "killera" przez Boltona , jakim jest "You Wouldn't Know Love" (ach, cóż za melodia!!!). Tytułowy zaś "Emotional Fire", śpiewała w 1989 r. Cher na "nieco metalizującej" płycie "Heart Of Stone". Na której także znalazła się jej interpretacja "You Wouldn't Know Love". Na tej także wybornej płycie nie zabrakło także Michaela Boltona, który przecież w tym samym 1989 r. nagrał tę kompozycję na własnej płycie "Soul Provider". Szkoda, że ostatniej z tego typu graniem.  Warto dodać przy okazji, że J.L.Turner podśpiewywał chórki na dwa lata wcześniej wydanej płycie Cher. Ach, dużo by tu pisać, a przecież moim zadaniem i celem, jest przekonać ewentualnych czytelników do całej płyty "Emotional Fire". Oczywiście mogę wylać dziesiątki chwalebnych słów na jej temat. Żaden jednak epitet czy porównanie, nie będą w stanie oddać kapitalnej atmosfery, jaka panuje na tej bezbłędnie melodyjnej płycie. Za wysokość noty niech zatem poświadczy fakt, iż "Emotional Fire" nie wychodzi na spacer z mojego odtwarzacza, bo na razie o wolnym nie ma mowy.  Zmuszam tę płytę do niewolnictwa i maltretowania mych uszu 24 godziny na dobę przez 7 dni tygodnia. Jest tutaj jedna piękna i finałowa zarazem ballada "All I Am" oraz dziesięć pop-rockowo-metalizujących piosenek, w których zwrotki, refreny, głos Turnera i świetne aranżacje, przyjemnie pieszczą uszy fana takiego łojenia . W dodatku do tego stopnia, iż z pewnością siebie, całą otaczającą ją arogancją czy bezczelnością oznajmiam, iż "Emotional Fire" , to już na pewno jedna z najlepszych płyt tego roku. Przy okazji, bijąca na głowę dwa wcześniejsze wydawnictwa tego zespołu. Skądinąd wydawnictwa także całkiem udane.


Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!, tylko z płyt)

nawiedzonestudio.boo.pl

poniedziałek, 26 marca 2012

"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 25 marca 2012 - Radio "Afera" Poznań 98,6 FM

"NAWIEDZONE STUDIO"
program z 25 marca 2012
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl






CHER -- "Heart Of Stone" - (1989) -
- You Wouldn't Know Love
- Emotional Fire


SUNSTORM - "Emotional Fire" - (2012) -
- Lay Down Your Arms
- Follow Your Heart


THE POODLES - "Performocracy" - (2011) -
- I Want It All


TREAT - "Coup De Grace" - (2010) -
- Skies Of Mongolia


AXEL RUDI PELL - "Circle Of The Oath" - (2012) -
- Before I Die
- Lived Our Lives Before


UFO - "Seven Deadly" - (2012) -
- Waving Good Bye


NAZARETH - "No Jive" - (1991) -
- Tell Me That You Love Me (single version) - bonus track


TREAT - "The Pleasure  Principle" - (1986) - zagrane z LP
- Waiting Game
- Eyes On Fire
- Fallen Angel
- Strike Without A Warning


BRUCE SPRINGSTEEN - "Wrecking Ball" - (2012) -
- We Are Alive


NEW ORDER - "Republic" - (1993) -
- Ruined In A Day


BAD LIEUTENANT - "Never Cry Another Tear" - (2009) -
- Summer Days
- This Is Home


THE STRANGLERS - "The Hit Men - The Complete Singles 1977-1991 Plus Selected Album Tracks" - (1996) -
- Peaches - /oryginalnie na I-szym LP "Rattus Norvegicus", 1977/


THE STRANGLERS - "Norfolk Coast" - (2004) -
- Norfolk Coast


THE STRANGLERS - "Giants" - (2012) -
- Another Camden Afternoon
- Freedom Is Insane
- Adios (Tango)


MARILLION - "marillion.com" - (1999) -
- Deserve
- Go!
- Rich
- House


GAZPACHO - "March Of Ghosts" - (2012) -
- Black Lily


DAVID BOWIE - "Hours..." - (1999) -
- If I'm Dreaming My Life


EURYTHMICS - "1984 (For The Love Of Big Brother)" - (1984) -
- Ministry Of Love
- Room 101

TEARS FOR FEARS - "The Hurting" - (1983) -
- Mad World
- Pale Shelter

GRZEGORZ SKAWIŃSKI - "Me & My Guitar" - (2012) -
- Stratosphere



Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!, tylko z płyt)

nawiedzonestudio.boo.pl

piątek, 23 marca 2012

Wiosno, jesteś dla nas "numerką jedynką"

Poranne piękne słońce nieco mnie przymuliło. Zrobiło się miło, ciepło. Szedłem na przystanek tramwajowy gapiąc się na ćwierkające ptaki, i z animuszem goniące je rozentuzjazmowane dwa psiaki. Wiosna pomyślałem. I to już nie proroctwa czy marzenia, a fakt. Wiosnę mamy od blisko trzech dni. Choć nigdy nie wiem jak ją (czytaj: od kiedy) liczyć. Według kalendarza, termy, astrologii, czy czegokolwiek. Różne źródła różnie podają, ale co tam... Wiem, że na pewno wiosenka już jest. Gruba kurtka z szalikiem wylądowały w szafie (oby na długo!), a lekkie odzienie przywitało się ze mną , niczym najbliższy przyjaciel. Z wieloma uściskami i radosnymi łzami w oczach. Raptem świat zaczął mi smakować inaczej. Już sam widok radośnie krzyczących dzieciaków na placu zabaw pozytywnie przyćmił nudziarskich studentów, których problemy codziennie muszę wysłuchiwać w tramwaju. Ludzie!!! , wiosna przyszła. Uśmiechnijcie się. Jest pięknie. Nie warto podręcznikami zakrywać oczu, by jej nie zauważyć. Pozostałym opcjom wiekowym także rzucę, zostawcie już te emerytury, te rządzące koalicje i opozycje. Wyłączcie telewizyjne newsy. Tam tylko przemoc, nienawiść, terroryzm (w tym także ten polityczny). Nie dawajcie satysfakcji garniturom, oni wasze życie ułożyli pod swoje krawaty. Zacznijcie dostrzegać przyrodę, która się budzi z głębokiego zimowego snu. Posłuchajcie sobie fajnych płyt. Jestem pewien, że każdy z was ma ich trochę. Dzisiaj rano zobaczyłem hasło reklamowe na dużym aucie dostawczym "jesteś dla nas numerem jeden". Uwierz, że jesteś numerem jeden dla siebie, i zostaw problemy smutnych za sobą. Acha, oczywiście doceniając szerzący się feminizm, owe hasło należałoby zmodyfikować na rzecz emancypantek , jako: "jesteś dla nas numerką jedynką", bo jeszcze mnie jakaś "filozofka" (dawniej pani filozof, jeśli czytają mnie odhibernowani) przywoła do porządku.


Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!, tylko z płyt)

nawiedzonestudio.boo.pl

GRZEGORZ SKAWIŃSKI - "Me & My Guitar" - (2012) -

GRZEGORZ SKAWIŃSKI - "Me & My Guitar" - (UNIVERSAL) -  ***1/3



Lubię Grzegorza Skawińskiego, jednak nie należę do bezkrytycznych fanów jego twórczości. Jakoś nigdy nie przepadałem za Skawalker, nie znoszę O.N.A., za to uwielbiam pierwsze cztery płyty Kombi oraz jedyną jak dotąd solową płytę artysty , wydaną w 1989 roku. Gdy niedawno obiegła Polskę wieść o nowej solowej płycie Pana Grzegorza, podskoczyłem z radości, mając wciąż w pamięci kapitalny album "Skawiński". Jednak po chwili nasunęły się pewne obawy,  w końcu od tamtego longplaya upłynęły długie 23 lata. Zanim nastawiłem sobie to najnowsze dzieło, zatytułowane "Me & My Guitar", zestawiłem wcześniej obok siebie okładki obu solowych płyt Grzegorza Skawińskiego. Na debiucie (do dzisiaj nie wydanym na CD - kryminał !!!) widzimy artystę w kapeluszu a'la Stevie Ray Vaughan, w modnych wówczas przetartych dżinsach, w stylowym kowbojskim obuwiu z łańcuchami, krótkiej skórzanej kurtce, no i oczywiście z ukochanym w obu dłoniach sześciostrunowcem.  I tak jak muzyk wyglądał, tak też wówczas grał. Blisko mu było do białych blues rockmanów, bądź do amerykańskich pirotechników gitarowych, typu Richie Sambora, Ted Nugent czy Aldo Nova. "Skawiński", był płytą zrobioną z polotem, ze świetnymi melodiami, smakowitymi solówkami oraz z utrzymaną w amerykańskim duchu produkcją. Szkoda, że album ten nie został należycie u nas doceniony, ale cóż...  Tyle wspomnień z tamtych czasów, bo właśnie obok tamtej płyty leży już okładka najnowszego dzieła "Me & My Guitar". Okładka, która od razu zdradza, że dawne czasy minęły bezpowrotnie. Mistrzunio wygląda nowocześniej - jak na dzisiejszego rasowego rockmana przystało. Szczególnie wygolona głowa (poza elegancko przyciętą bródką) i zalew tatuaży na obu rękach zdradzają, że nie będzie tutaj miejsca dla żadnych słodyczy.  I tak właśnie jest. Napór i zmasowany atak ciężkiego brzmienia , z turbo doładowaniem, następuje wraz z otwierającym całość nagraniem "Ship Of Fools". O ile Skawiński śpiewa po swojemu, czyli w miarę łagodnie, nawet w teoretycznie wykrzyczanych partiach refrenu, to moc jego gitary miażdży po drodze wszystko co napotka. Z pierwszej chwili pomyślałem, że to jakiś nieznany numer Zakka Wylde'a, ale zajrzawszy do książeczki albumu zauważyłem, że wszystko tutaj napisał autor tejże płyty. Pierwszych pięć minut szybko przeleciało, a tu już kolejny czad w postaci "New Better World". Ponownie zmetalizowany utwór z agresywnym brzmieniem a'la Zakk Wylde, i ponownie łagodzący całość Skawiński, który śpiewa swobodnie i w miarę delikatnie, choć w solówce gitarowej przebiera po strunach niczym przelatujący obok nosa pędzący sprinterzy. Ale nie ma czasu na odpoczynek, bowiem po chwili otrzymujemy 3-minutowego bluesa "Last Thing", takiego w stylu czarnoskórego Alberta Kinga wymieszanego z bielą S.R.Vaughana. Fajny numer, trzeba przyznać. Kolejne nieco ponad cztery minuty, to taki sympatyczny utwór dziwoląg. Utwór tytułowy. Monotonny, w sumie z dość przeciętną i błahą melodią, którego zadaniem jest stworzenie pola do popisów gitarowych dla 6 zaproszonych gości (Jacek Królik, Marek Raduli, Jacek Polak, Adam Darski, Piotr Łukaszewski i Marek Napiórkowski) ,plus siódmego - samego gospodarza.  Niby nic wielkiego, ale ma on coś w sobie. No i następuje środek albumu, nastrojowy i instrumentalny "Return To Innocence"". Taki trochę w stylu Gary'ego Moore'a z Joe Satrianim do spółki, chciałoby się porównać. Ładna melodia, nawet nieco romantyczna, lecz zagrana z zębem, by nie zemdliło prawdziwych wyznawców rocka. Następny w kolejności "Stratosphere" to taki nieco prog-rockowy utwór, z jazzowym odcieniem. Powinien przypaść do gustu entuzjastom Dream Theater, Liquid Tension Experiment, czy solowym produkcjom Steve'a Morse'a, gitarzysty Deep Purple. Jako siódmy, według porządku albumu , jest niezły i niby singlowy (bo kto dziś wydaje single?) "Strength To Carry On". Napisano przy nim, że to piąty utwór na płycie!, nie wiedzieć dlaczego?  Zresztą, przy piątym utworze zapisano, że jest szóstym, a szósty, że jest siódmym. Dziwne! Trochę to wprowadza zamieszanie, choć wszystko się zgadza według kolejności zapisu, a nie numerowania. Cóż, albo przyjąć, że artyści mają swoje prawa, albo to błędy edytorskie. Przedostatnią tutaj kompozycją jest instrumentalny "21-st Century Blues", z dołożonym saksofonem, wibrafonem, trąbką, itd... To moim zdaniem najmniej ciekawa kompozycja. Niezwykle jednolita i bez jakiegokolwiek zapamiętywalnego motywu.  Za to finałowy i także instrumentalny utwór "Over The Mountain", to śliczna rzecz. Ładna melodia, delikatny nastrój, nieco płaczliwa gitara. Do tego keyboardowy podkład i marszowa niczym z automatu wydobyta perkusja, ale wszystko tutaj do siebie uroczo pasuje. Trochę tu można odnaleźć z klimatu nagrań Joe Satrianiego, Jeffa Becka czy nieodżałowanego Gary'ego Moore'a.
Reasumując, ciekawa to płyta, choć nie do końca w moim guście. Jednak i tak się z niej cieszę, albowiem na naszej skromniutkiej (w tego typu graniu) scenie, album "Me & My Guitar" jest ważnym wydarzeniem, którego nawet jeśli się nie pokocha, to warto go przynajmniej z radością odnotować.

P.S. Wśród zaproszonych tutaj muzyków, mamy m.in. basistę Waldemara Tkaczyka oraz jego syna perkusistę Adama Tkaczyka, będących przy okazji kolegami Grzegorza Skawińskiego z grupy Kombii.


Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!, tylko z płyt)

nawiedzonestudio.boo.pl

czwartek, 22 marca 2012

(Wasze) ulubione okładki płyt - zdjęcia, część 14

w nawiązaniu do postu "ulubione okładki płyt" z dnia 16 marca br., następuje ciąg dalszy - część 14

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

  poniżej oryginalny komentarz "Negative-a (Volume 2) do posta "ulubione okładki płyt":



 
W wolnej chwili przejrzałem jeszcze raz swoją płytotekę i wyłowiłem kilka pięknych okładek. Oto i one:


 
 The Mission "Carved In Sand" - mój absolutny faworyt graficzny z przebogatej dyskografii The Mission. Piękna i tajemnicza okładka, przywodząca trochę na myśl grafikę "Angel Dust" Faith No More. Niemniej to Misjonarze byli pierwsi i to czaplę z "Carved In Sand" uznaję za najwspanialszą. Zresztą to nie jedyna czapla na tej okładce. Kto wie ile ich w sumie jest?








 
 Soror Dolorosa "Blind Scenes" - niesamowita okładka tak samo jak i muzyka zawarta na tym albumie. Dużo w niej symboliki i odwołań do historii starożytnej. Ciekawe czy to tylko taka stylizacja, czy też artysta przemycił w tym obrazie jakieś autentyczne historie z tamtych czasów.










 The Damned "Phantasmagoria" - gotycka okładka w dorobku niegotyckiego zespołu. Owszem, płyta ta nawiązuje do mrocznego grania, ale był to wyjątek potwierdzający regułę. Sama okładka emanuje mroczną atmosferą i prawdziwie gotyckim klimatem. Piękna kobieta odziana w czarną pelerynę, przemierza nocą cmentarz. Niby nic, a jednak robi wrażenie.








---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------



Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!, tylko z płyt)

nawiedzonestudio.boo.pl