Idąc do gustownej sali koncertowej w Centrum Kongresowo-Dydaktycznym
przy ul. Przybyszewskiego, byłem przekonany, iż koncert jubilata
Wojciecha Kordy potrwa góra ze dwie godziny. Okazało się, że z niewielką
ok. kwadransową przerwą zainstalowaną gdzieś w granicach środka
przedstawienia, całość trwała jeszcze raz tyle.
Nigdy
nie byłem big-beatowcem, w czym trochę usprawiedliwia mnie mój wiek
(wciąż jestem jeszcze przed pięćdziesiątką), ale i jakoś nie do
końca wyczuwałem magii tego naszego r'n'rolla, o pardon - big beatu. Poza tym, nie przepadałem
raczej specjalnie za naszymi "kolorowymi" grupami, typu: Niebiesko-Czarni,
Czerwono-Czarni czy Czerwonymi Gitarami. Być może z racji konfliktu
pokoleń, nie ujmowała mnie liryka powyższych, a także sama muzyka
wydawała się nieco do tyłu w stosunku do Beatlesów, Stonesów, Byrdsów,
itp ... Choć tu muszę się przyznać do pewnej sympatii względem nieco
późniejszych Czerwonych Gitar - ze szczególnym uwzględnieniem melancholijnego okresu z Sewerynem Krajewskim - z naciskiem na fantastyczny
longplay "Port Piratów". Ale to inne lata, nie mające przecież nic
wspólnego z dzisiejszym koncertem.
Wojciech
Korda, to bardzo ciekawa postać na naszej muzycznej scenie. Postać,
którą należy szanować, a dorobek artystyczny znać. Poza tym, już tak
nieco abstrahując, artysta jest ojcem Ani Rusowicz, którą wielbię, o
czym dobrze wiedzą Czytelnicy tego bloga, jak i Słuchacze "Nawiedzonego
Studia".
Dzisiejszy koncert był okazją do ukoronowania 50-lecia
pożycia artystycznego oraz 70-lecia urodzin maestra. Kilku
zaprzyjaźnionych ludzi postanowiło wraz z jubilatem zorganizować
specjalny show, na którym to stawiła się w większości młodzież tamtych
lat, co w efekcie spowodowało, iż ja sam poczułem się niezwykle młodo. A
coś takiego nie przytrafiło mi się już od dobrego ćwierć wieku. Aby
jednak nie było tak hola hola, pragnę dodać, iż na solidnie wypełnionej
sali nie obyło się także bez osób naprawdę bardzo młodych - nawet
takich, dla których Nirvana czy Prodigy, to już dziadki.
Na
scenie rozstawiona perkusja, organy, gitary, a także stół z białym
obrusem i smakowicie wyglądającym tortem, którym opychali się jedynie
zaproszeni goście i organizatorzy. Niektórzy nawet jedząc więcej, niż po
jednym kawałku.
Najpierw
podkład poleciał z taśmy, Pan Wojciech zaśpiewał do niego na samo dzień
dobry, a później także zasiadł do tortu, nieprzerwanie przez dobrych
kilkadziesiąt minut przeżuwając jego uroki.
Na scenie zaczęli co
rusz pojawiać się przeróżni goście - mniej lub bardziej znani. Niektórzy
tylko grali (grupa Black Night), inni wspominkowo z Panem Wojtkiem
opowiadali (Hanna Klenczon - siostra Krzysztofa Klenczona), bądź
śpiewali z dedykacją dla byłego muzyka Niebiesko-Czarnych (m.in. Julka
ze szkoły nr 4 w Swarzędzu, Jan Zieliński - to chyba ten z Bolter, czy
Marta Nowakowska, która wraz z gitarzystą Mr Zoob - Przemysławem
Śledziem, wykonała m.in "The House Of The Rising Sun"). I tak sobie
brnął ten koncert w miłej, wręcz rodzinnej atmosferze, gdzie
poszczególne kompozycje przeplatano anegdotami i ciekawostkami, w czym
prym wiódł konferansjer dzisiejszego wieczoru - Krzysztof Wodniczak. Oj,
dostało się z jego ust naszym poznańskim włodarzom, którzy nie
zauważyli jubileuszu Wojciecha Kordy. Szczególnie gorzkim tonem Pan
Wodniczak obdarował naszego Prezydenta Grobelnego. No tak, Prezydent
Komorowski wręczył Złoty Krzyż Artyście, a Prezydent Mojego Miasta wolał
nie tracić kolejki u fryzjera.
Na
scenie pojawił się także Jarosław Królikowski. I to w repertuarze
swojego ulubieńca Czesława Niemena. Muzyk przyodziany w odpowiedni
kapelusz, okulary, a i efektownie wyszywane wdzianko, zaśpiewał m.in:
"Czas jak Rzeka" czy "Dziwny jest ten Świat".
Chwilę później
nastąpiło na żywo telefoniczne połączenie z aktorką Magdą Zawadzką,
która życzyła Panu Kordzie samych naj naj naj ...
Teraz już Gości
ciąg dalszy, bowiem po chwili na scenie zamontowali się Żuki z
Bydgoszczy, no i dali czadu. Rozruszali publikę zdrowo. Zagrali spory
set Beatlesów ("All My Loving", "Lady Madonna", "Get Back", "Back in the
U.S.S.R.", "Come Together" i na zakończenie "Hey Jude", choć chwilkę
wcześniej jeszcze Klenczonowskie "Latawce z moich stron"). Grupa fajnie
zabrzmiała i jako pierwsza tego wieczoru zagrała iście r'n'rollowo.
Wojciech
Korda, aby nie być dłużnym, po chwili także pojawił się na scenie, i w
towarzystwie sekstetu (dwa razy klawisze, dwie gitary, bas + perkusja),
wziął się wreszcie do roboty, przez co poleciało m.in: "Hej tam w
dolinie", "Niedziela będzie dla nas", "Przyszedł do mnie blues", "Są
takie łzy niepotrzebne", a także wiązanki rock'n'rollowych szlagierów:
"Roll Over Beethoven", "Shake Rattle And Roll", "Hound Dog", Great Balls
On Fire", ponownie Beatlesowskie "I Saw Her Standing There" czy
Presleyowski "Jailhouse Rock". Jeszcze trochę wcześniej, tak pod koniec
pierwszej części koncertu, muzyk zaśpiewał nową piosenkę (w słowach
podkreślając barwy niebiesko-czarne), która niebawem powinna ukazać się
na jego nowej płycie.
Po
takiej dawce hitów, spora część publiczności uznała, że to już koniec i
zaczęła opuszczać salę. Od razu na to zareagowali Krzysztof Wodniczak,
Wojciech Korda i kilku innych gości, którzy wręcz nakazali powrót ludowi
na swoje miejsca, zapowiadając kolejnego gościa, a i przy okazji jedną z
gwiazd wieczoru - Dariusza Kozakiewicza - obecnie gitarzystę Perfectu, a
w przeszłości muzyka Test, Breakout, a i współpracownika Wojciecha
Kordy czy Haliny Frąckowiak - która to artystka także miała zaszczycić
swą osobą dzisiejszą uroczystość, lecz niestety dosłownie chwilkę
wcześniej zaniemogła.
Z Dariuszem Kozakiewiczem nasz jubilat
wykonał "Hey Joe" - z rep. Jimiego Hendrixa, a na już absolutny sam
koniec na scenie pojawili się wszyscy goście, wspólnie grając i
odśpiewując "(I Can't Get No) Satisfaction" - Rolling Stonesów. I to
było godne zakończenie, albowiem publiczność
domagała
się jeszcze jakiegoś bisu, co wprawiło nieco w zakłopotanie wszystkich
muzyków, którzy nie przewidzieli takiego scenariusza, nie bardzo wiedząc
co jeszcze by tu zagrać. Wyręczył ich w tym Pan Wodniczak, który
stwierdził, że nie ma już nic lepszego na zakończenie jak
"Satisfaction", przez co nie ma sensu już niczego na siłę poprawiać. I
to był naprawdę koniec. Później już tylko odbiór kurtek z szatni oraz
auta z drogiego niewyasfaltowanego parkingu (15 zł) , no i do domu ...
To był fajny koncert. Przyjemnie było w nim uczestniczyć. Najlepszego
Panie Wojtku !!!
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)
===============================
"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP"
RADIO AFERA "Nawiedzone Studio", niedziela, godz. 22.00 - 2.00 (98,6 FM Poznań)
POLSKIE RADIO POZNAŃ "Sobotni wieczór Andy'ego", sobota, godz. 23.00 - 1.00 (100,9 FM Poznań)
wtorek, 18 marca 2014
poniedziałek, 17 marca 2014
"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 16 marca 2014 - Radio "Afera", Poznań, 98,6 FM
"NAWIEDZONE STUDIO"
program z 16 marca 2014 r.
RADIO "AFERA" 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
realizacja: Krzysztof Piechota
prowadzenie: Andrzej Masłowski
VAN HALEN - "Van Halen" - (1978) -
- Eruption
- You Really Got Me
THE JIMI HENDRIX EXPERIENCE - "Are You Experienced" - (1967) -
- Fire
JEFFERSON AIRPLANE - "Surrealistic Pillow" - (1967) -
- Somebody To Love
ALANNAH MYLES - "Rockinghorse" - (1992) -
- Our World Our Times
ALANNAH MYLES - "Alannah Myles" - (1989) -
- Who Loves You
ALICE COOPER - "Hey Stoopid" - (1991 / reedycja 2013) -
-Hey Stoopid
- Love's A Loaded Gun
- Dangerous Tonight
- It Rained All Night - {bonus track} - pierwotnie tylko na japońskim CD oraz jako strona B singla "Hey Stoopid"
STAN BUSH - "Dream The Dream" - (2010) -
- Dream The Dream
SURVIVOR - "Too Hot To Sleep" - (1988) -
- Desperate Dreams
- Didn't Know It Was Love
JIM STEINMAN - "Bad For Good" - (1981) -
- Surf's Up
THE SISTERS OF MERCY - "Vision Thing" - (1990) -
- More
ASIA - "Anthology" - (1997) -
- The Hunter
ASIA - "Omega" - (2010) -
- There Was A Time
ASIA - "XXX" - (2012) -
- Tomorrow The World
MIKE OLDFIELD - "Man On The Rocks" - (2014) -
- Moonshine
- Castaway
CHRIS NORMAN - "Break The Ice" - (1989) -
- The Night Has Turned Cold
ELTON JOHN - "Goodbye Yellow Brick Road" - (1973) -
- Goodbye Yellow Brick Road
- I've Seen That Movie Too
BILLY JOEL - "Концерт" - (1987) -
- Goodnight Saigon
SOPHIE ELLIS-BEXTOR - "Wanderlust" - (2014) -
- Wrong Side Of The Sun
- Until The Stars Collide
ROBERT BERRY - "The Dividing Line" - (2008) -
- Faith
IAN ANDERSON - "Rupi's Dance" - (2003) -
- Pigeon Flying Over Berlin Zoo
JETHRO TULL'S IAN ANDERSON - "TAAB 2" - (2012) - czyli "Thick As A Brick II"
- Banker Bets, Banker Wins
CLAN OF XYMOX - "Matters Of Mind, Body And Soul" - (2014) -
- I'll Let You Go
- Months Ago
MARILLION - "Brave" - (1994) -
- Runaway
- The Hollow Man
- Alone Again In The Lap Of Luxury
ASIA - "Silent Nation" - (2004) -
- The Prophet
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)
===============================
"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP"
program z 16 marca 2014 r.
RADIO "AFERA" 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
realizacja: Krzysztof Piechota
prowadzenie: Andrzej Masłowski
VAN HALEN - "Van Halen" - (1978) -
- Eruption
- You Really Got Me
THE JIMI HENDRIX EXPERIENCE - "Are You Experienced" - (1967) -
- Fire
JEFFERSON AIRPLANE - "Surrealistic Pillow" - (1967) -
- Somebody To Love
ALANNAH MYLES - "Rockinghorse" - (1992) -
- Our World Our Times
ALANNAH MYLES - "Alannah Myles" - (1989) -
- Who Loves You
ALICE COOPER - "Hey Stoopid" - (1991 / reedycja 2013) -
-Hey Stoopid
- Love's A Loaded Gun
- Dangerous Tonight
- It Rained All Night - {bonus track} - pierwotnie tylko na japońskim CD oraz jako strona B singla "Hey Stoopid"
STAN BUSH - "Dream The Dream" - (2010) -
- Dream The Dream
SURVIVOR - "Too Hot To Sleep" - (1988) -
- Desperate Dreams
- Didn't Know It Was Love
JIM STEINMAN - "Bad For Good" - (1981) -
- Surf's Up
THE SISTERS OF MERCY - "Vision Thing" - (1990) -
- More
ASIA - "Anthology" - (1997) -
- The Hunter
ASIA - "Omega" - (2010) -
- There Was A Time
ASIA - "XXX" - (2012) -
- Tomorrow The World
MIKE OLDFIELD - "Man On The Rocks" - (2014) -
- Moonshine
- Castaway
CHRIS NORMAN - "Break The Ice" - (1989) -
- The Night Has Turned Cold
ELTON JOHN - "Goodbye Yellow Brick Road" - (1973) -
- Goodbye Yellow Brick Road
- I've Seen That Movie Too
BILLY JOEL - "Концерт" - (1987) -
- Goodnight Saigon
SOPHIE ELLIS-BEXTOR - "Wanderlust" - (2014) -
- Wrong Side Of The Sun
- Until The Stars Collide
ROBERT BERRY - "The Dividing Line" - (2008) -
- Faith
IAN ANDERSON - "Rupi's Dance" - (2003) -
- Pigeon Flying Over Berlin Zoo
JETHRO TULL'S IAN ANDERSON - "TAAB 2" - (2012) - czyli "Thick As A Brick II"
- Banker Bets, Banker Wins
CLAN OF XYMOX - "Matters Of Mind, Body And Soul" - (2014) -
- I'll Let You Go
- Months Ago
MARILLION - "Brave" - (1994) -
- Runaway
- The Hollow Man
- Alone Again In The Lap Of Luxury
ASIA - "Silent Nation" - (2004) -
- The Prophet
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)
===============================
"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP"
niedziela, 16 marca 2014
SOPHIE ELLIS-BEXTOR - "Wanderlust" - (2014) -
SOPHIE ELLIS-BEXTOR - "Wanderlust" - (DOUGLAS VALENTINE LIMITED) -
*****
Nigdy nie byłem fanem Sophie Ellis-Bextor, ale też nigdy nie poświęciłem jej należnej uwagi. Zapamiętałem artystkę tylko z pierwszej płyty "Read My Lips" i nie była to twórczość w moim guście. Od tamtego czasu upłynęło jednak kilkanaście lat. Dużo się ogólnie pozmieniało. Ona sama także. Przede wszystkim - wyładniała artystycznie.
Zapewne, gdyby mi ktokolwiek polecił tę płytę, samemu tego nie doświadczając wcześniej, nie uwierzyłbym i prawdopodobnie ta, przepadłaby w gąszczu innych. No właśnie, w gąszczu innych..., częstokroć gąszczu beznadziei , jakiej nie brakuje.
Już dawno nie słyszałem tylu pięknych piosenek na jednej płycie. I to w dodatku z ust artystki, która do tej pory kojarzyła mi się z zaspakajaniem mniej wymagających gustów.
Sophie odsunęła się na bok papkowatej twórczości, która atakuje z głośników hotelowych wind czy handlowych galerii, pragnąc tym samym zbliżyć się do świata najbardziej gustownych scen. Nareszcie wyeksponowała w pełni walory głosowe, a i dobrała sekcję rockowo-symfoniczną + chór, co dało niesamowity efekt finalny. Jednak dobrzy muzycy i niezła produkcja, nie zagwarantują dobrej płyty jeśli krawiec nie skroi dobrych kompozycji. No to proszę posłuchać otwierającej całość "Birth Of An Empire". Te owe narodziny imperium zwiastują ogólną świetną całość. Co za przecudowna piosenka. Wstyd dla tych, którzy jeszcze jej nie dostrzegli. Myślę tu o specach od promocji. Podszyta nieco orientalizującym klimatem, wije się wokół śpiewającej Sophie, niczym wąż z hinduskiego dzbana. Jej refren mógłby się nigdy nie kończyć. Takich cudów jest tutaj dużo więcej. Choćby niezwykłej urody ballada "Young Blood" ("...to ty dajesz mi świeżą krew..." - zupełnie jakby Sophie wiedziała o czym myślę). Pianino, smyczki, lekko jazzująca perkusja, no i ten głos! To piosenka na piękną wiosnę. Pełna życia, namiętności, miłości, polnych kwiatów ... I tutaj brawo dla promotorów, którzy dali ją na singla. Co prawda wirtualnego, ale zawsze.
Jest tutaj również prześliczny walczyk "Love Is A Camera", z takim nieco romańsko-rosyjskim posmakiem. Zresztą okładka płyty z pisownią a'la cyrylica + sam image Sophi, także robią swoje. Proszę zwrócić uwagę na zakończenie tej piosenki. Fortepian w ostatniej minucie wpada w niekontrolowany rytm, niczym na jakiejś szalonej szkolnej rytmice. A skrzypce jeszcze dodaję pikanterii. Boskie!
Nie wolno przegapić tej płyty, bo nigdy nie usłyszycie Państwo już takich piosenek. Tego się nie da opowiedzieć - tego trzeba posłuchać.
Do wyróżnionej trójcy, pragnę jeszcze dorzucić kilka kolejnych pereł: "Until The Stars Collide", "Wrong Side Of The Sun", "Cry To The Beat Of The Band", a później polecam zakochać się w pozostałej reszcie, bądź zakochać się w ogóle dzięki wszystkim tym piosenkom - to już bez różnicy.
Sophie potrafi także poflirtować ze światem rocka ("13 Little Dolls") i jest w tym bardziej przekonująca od całej rzeszy jej landrynkowatych "koleżanek" dających się wyCastingować na jeden muzyczny sezon.
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)
===============================
"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP"
===============================
nawiedzonestudio@afera.com.pl
*****
Nigdy nie byłem fanem Sophie Ellis-Bextor, ale też nigdy nie poświęciłem jej należnej uwagi. Zapamiętałem artystkę tylko z pierwszej płyty "Read My Lips" i nie była to twórczość w moim guście. Od tamtego czasu upłynęło jednak kilkanaście lat. Dużo się ogólnie pozmieniało. Ona sama także. Przede wszystkim - wyładniała artystycznie.
Zapewne, gdyby mi ktokolwiek polecił tę płytę, samemu tego nie doświadczając wcześniej, nie uwierzyłbym i prawdopodobnie ta, przepadłaby w gąszczu innych. No właśnie, w gąszczu innych..., częstokroć gąszczu beznadziei , jakiej nie brakuje.
Już dawno nie słyszałem tylu pięknych piosenek na jednej płycie. I to w dodatku z ust artystki, która do tej pory kojarzyła mi się z zaspakajaniem mniej wymagających gustów.
Sophie odsunęła się na bok papkowatej twórczości, która atakuje z głośników hotelowych wind czy handlowych galerii, pragnąc tym samym zbliżyć się do świata najbardziej gustownych scen. Nareszcie wyeksponowała w pełni walory głosowe, a i dobrała sekcję rockowo-symfoniczną + chór, co dało niesamowity efekt finalny. Jednak dobrzy muzycy i niezła produkcja, nie zagwarantują dobrej płyty jeśli krawiec nie skroi dobrych kompozycji. No to proszę posłuchać otwierającej całość "Birth Of An Empire". Te owe narodziny imperium zwiastują ogólną świetną całość. Co za przecudowna piosenka. Wstyd dla tych, którzy jeszcze jej nie dostrzegli. Myślę tu o specach od promocji. Podszyta nieco orientalizującym klimatem, wije się wokół śpiewającej Sophie, niczym wąż z hinduskiego dzbana. Jej refren mógłby się nigdy nie kończyć. Takich cudów jest tutaj dużo więcej. Choćby niezwykłej urody ballada "Young Blood" ("...to ty dajesz mi świeżą krew..." - zupełnie jakby Sophie wiedziała o czym myślę). Pianino, smyczki, lekko jazzująca perkusja, no i ten głos! To piosenka na piękną wiosnę. Pełna życia, namiętności, miłości, polnych kwiatów ... I tutaj brawo dla promotorów, którzy dali ją na singla. Co prawda wirtualnego, ale zawsze.
Jest tutaj również prześliczny walczyk "Love Is A Camera", z takim nieco romańsko-rosyjskim posmakiem. Zresztą okładka płyty z pisownią a'la cyrylica + sam image Sophi, także robią swoje. Proszę zwrócić uwagę na zakończenie tej piosenki. Fortepian w ostatniej minucie wpada w niekontrolowany rytm, niczym na jakiejś szalonej szkolnej rytmice. A skrzypce jeszcze dodaję pikanterii. Boskie!
Nie wolno przegapić tej płyty, bo nigdy nie usłyszycie Państwo już takich piosenek. Tego się nie da opowiedzieć - tego trzeba posłuchać.
Do wyróżnionej trójcy, pragnę jeszcze dorzucić kilka kolejnych pereł: "Until The Stars Collide", "Wrong Side Of The Sun", "Cry To The Beat Of The Band", a później polecam zakochać się w pozostałej reszcie, bądź zakochać się w ogóle dzięki wszystkim tym piosenkom - to już bez różnicy.
Sophie potrafi także poflirtować ze światem rocka ("13 Little Dolls") i jest w tym bardziej przekonująca od całej rzeszy jej landrynkowatych "koleżanek" dających się wyCastingować na jeden muzyczny sezon.
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)
===============================
"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP"
===============================
nawiedzonestudio@afera.com.pl
CLAN OF XYMOX - "Matters Of Mind, Body And Soul" - (2014) -
CLAN OF XYMOX - "Matters Of Mind, Body And Soul" - (TRISOL) -
***
Wraz z upływem lat do wielu rzeczy nabrałem odpowiedniego dystansu, jednak muzykę nadal postrzegam emocjonalnie. Sądzę, iż Ronny Moorings podobnie. Dlatego entuzjaści talentu tego artysty, wiernie stoją u jego boku, zdając sobie sprawę przecież, że pomimo jego wielu wysiłków, raczej nie widać szans na drugie "A Day", "Stranger", "Back Door" czy "Evelyn". Bo takie rzeczy tworzy się tylko raz. Niepowtarzalnie.
Ostatnie płyty sygnowane nazwą Clan Of Xymox nie wzbudzają we mnie jakiś szczególnych emocji, choć rzadko przecież bywają słabe. No, może z wyjątkiem "Kindred Spirits" - z nietrafionym podejściem do kompozycji cudzego autorstwa. Jest jednak jeden poważny problem, otóż Ronny Moorings popadł w nijakość. Jego kompozycji nie charakteryzuje nic szczególnego, niemal wszystkie utrzymane w jednolitych wolno-średnich tempach, snują się bez wyeksponowania jakiejś głębi czy okazalszych melodii. Po wysłuchaniu niejednej z jego płyt, pozostaje w odbiorcy uczucie zobojętnienia. Zupełnie jakby wyjść z kina, po projekcji w sumie niezłego filmu, jednak nie pozostawiającego w sercu czegoś więcej. Nie inaczej jest z "Matters Of Mind, Body And Soul" - pierwszego albumu już dla nowej wytwórni. Choć i tak suma sumarum ten, wydaje się jakby nieco ciekawszy od kilku poprzednich.
Szkoda, że wszystkich 12 kompozycji zostało podanych w niezwykle ubogich szatach aranżacji. Panie Moorings - jest XXI wiek, a nowe Clan Of Xymox brzmi anachronicznie w stosunku do swoich nawet najstarszych braci, tych z czasów 4 AD (a była to połowa lat 80-tych). Artysta zapewne wyjaśni, że tak być miało. Być może, jednak byłoby lepiej, gdyby takie zarzuty same nie cisnęły się na usta. Trudno bowiem w pełni przeżywać muzykę, jeśli całość tworzy nieco chałupniczy charakter, na którego profesjonalną obróbkę zabrakło pomysłu lub (co bardziej budzi wyrozumiałość) funduszy. Gdyby efekt finalny "Matters ...", był potraktowany w kategorii dla przykładu ciekawego demo, oczyma wyobraźni chętnie sam podjąłbym się jego dopieszczenia, a tak ...
Mimo wszystko, podoba mi się umiarkowanie kilka kompozycji w tymże przyjemnym ponurym zbiorze. Szczególnie tych z drugiej albumowej części, ze szczególnym naciskiem na fragment złożony z trzech kompozycji: "Love's On Diet","I'll Let You Go" oraz "Months Ago". Następujący po owym tryptyku utwór "Kiss And Tell", także pozostawia niezłe wrażenie. Fani gotyckiego rocka powinni "uśmiechnąć" się do "The Climate Changed", któremu niedaleko do żyjącego w tylko sobie dobrze znanym świecie Jego Kociej Wysokości Eldritcha.
To dziwne, że w czasach sporych możliwości studyjnych technologii, niemal wszystko podlega jakimś okrutnym tanim komputerowym zabiegom, przez co większość gotyckich produkcji brzmi nieporównywalnie gorzej od większości z utęsknieniem przypominanych pereł (This Mortal Coil, Dead Can Dance, Sisters Of Mercy, Cassandra Complex, The Danse Society, itd ...) wydanych przed rokiem 1990.
Niech Ronny tworzy nadal, będę chętnie przyglądać się jego poczynaniom, choć gdy ślina na język podrzuci termin "Clan Of Xymox", automatycznie sięgną po dwa pierwsze Klany i pierwszy Polygramowski Zajmoks.
Tytuł albumu jednak jasno sugeruje, że to każdy z nas, i tak odbierze go po swojemu.
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)
===============================
"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP"
=============================== nawiedzonestudio@afera.com.pl
***
Wraz z upływem lat do wielu rzeczy nabrałem odpowiedniego dystansu, jednak muzykę nadal postrzegam emocjonalnie. Sądzę, iż Ronny Moorings podobnie. Dlatego entuzjaści talentu tego artysty, wiernie stoją u jego boku, zdając sobie sprawę przecież, że pomimo jego wielu wysiłków, raczej nie widać szans na drugie "A Day", "Stranger", "Back Door" czy "Evelyn". Bo takie rzeczy tworzy się tylko raz. Niepowtarzalnie.
Ostatnie płyty sygnowane nazwą Clan Of Xymox nie wzbudzają we mnie jakiś szczególnych emocji, choć rzadko przecież bywają słabe. No, może z wyjątkiem "Kindred Spirits" - z nietrafionym podejściem do kompozycji cudzego autorstwa. Jest jednak jeden poważny problem, otóż Ronny Moorings popadł w nijakość. Jego kompozycji nie charakteryzuje nic szczególnego, niemal wszystkie utrzymane w jednolitych wolno-średnich tempach, snują się bez wyeksponowania jakiejś głębi czy okazalszych melodii. Po wysłuchaniu niejednej z jego płyt, pozostaje w odbiorcy uczucie zobojętnienia. Zupełnie jakby wyjść z kina, po projekcji w sumie niezłego filmu, jednak nie pozostawiającego w sercu czegoś więcej. Nie inaczej jest z "Matters Of Mind, Body And Soul" - pierwszego albumu już dla nowej wytwórni. Choć i tak suma sumarum ten, wydaje się jakby nieco ciekawszy od kilku poprzednich.
Szkoda, że wszystkich 12 kompozycji zostało podanych w niezwykle ubogich szatach aranżacji. Panie Moorings - jest XXI wiek, a nowe Clan Of Xymox brzmi anachronicznie w stosunku do swoich nawet najstarszych braci, tych z czasów 4 AD (a była to połowa lat 80-tych). Artysta zapewne wyjaśni, że tak być miało. Być może, jednak byłoby lepiej, gdyby takie zarzuty same nie cisnęły się na usta. Trudno bowiem w pełni przeżywać muzykę, jeśli całość tworzy nieco chałupniczy charakter, na którego profesjonalną obróbkę zabrakło pomysłu lub (co bardziej budzi wyrozumiałość) funduszy. Gdyby efekt finalny "Matters ...", był potraktowany w kategorii dla przykładu ciekawego demo, oczyma wyobraźni chętnie sam podjąłbym się jego dopieszczenia, a tak ...
Mimo wszystko, podoba mi się umiarkowanie kilka kompozycji w tymże przyjemnym ponurym zbiorze. Szczególnie tych z drugiej albumowej części, ze szczególnym naciskiem na fragment złożony z trzech kompozycji: "Love's On Diet","I'll Let You Go" oraz "Months Ago". Następujący po owym tryptyku utwór "Kiss And Tell", także pozostawia niezłe wrażenie. Fani gotyckiego rocka powinni "uśmiechnąć" się do "The Climate Changed", któremu niedaleko do żyjącego w tylko sobie dobrze znanym świecie Jego Kociej Wysokości Eldritcha.
To dziwne, że w czasach sporych możliwości studyjnych technologii, niemal wszystko podlega jakimś okrutnym tanim komputerowym zabiegom, przez co większość gotyckich produkcji brzmi nieporównywalnie gorzej od większości z utęsknieniem przypominanych pereł (This Mortal Coil, Dead Can Dance, Sisters Of Mercy, Cassandra Complex, The Danse Society, itd ...) wydanych przed rokiem 1990.
Niech Ronny tworzy nadal, będę chętnie przyglądać się jego poczynaniom, choć gdy ślina na język podrzuci termin "Clan Of Xymox", automatycznie sięgną po dwa pierwsze Klany i pierwszy Polygramowski Zajmoks.
Tytuł albumu jednak jasno sugeruje, że to każdy z nas, i tak odbierze go po swojemu.
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)
===============================
"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP"
=============================== nawiedzonestudio@afera.com.pl
wtorek, 11 marca 2014
pięcio-eurówki
Po półrocznej przerwie założyłem wiosenną kurtkę. O dziesiątej rano termometr wskazywał w cieniu dziesięć stopni. Wiosna. Czas najwyższy wyciągnąć trampki, lekką bluzę i poczuć smak łagodnego powietrza. Szalik wrzuciłem do prania, czapkę też - i witaj wiosno.
Mój odtwarzacz CD okupują teraz tylko melodyjne płyty. Moja najbardziej ukochana muzyka - co tu dużo będę tłumaczyć - wiecie przecież Państwo o tym. Od 1,5 tygodnia mam nowy Clan Of Xymox, jest wciąż zafoliowany, nienaruszony. Nie ma nastroju na ponurzyznę, czas na "melodik/roki", na soczyste gitary, mocne silne gardła, na iskrzące wiórami melodie,... Dlatego tak mi smakują nowe Axxisy, House Of Lordsy czy nowy Oldfield. Ten jego nowy wokalny wynalazek Luke Spiller - świetny. Płyta jeszcze lepsza. Jak znajdę czas, to coś o niej napiszę. No właśnie - czas - bardzo mi go brakuje. Bo jak słucham, to nie piszę, a żal mi pisać, gdy obok leży tyle kapitalnej muzyki. Przyznam, że mam blisko dziesięć kompaktów jeszcze nie rozpieczętowanych. Czekają na swą kolej. Na nastrój.
Wiosna udzieliła się też Słuchaczom Nawiedzonego Studia, którzy mocno się rozpisali. Fajnie, powinienem się cieszyć, tylko nie zawsze nadążam z odpisywaniem. Dlatego proszę o wyrozumiałość za moją opóźnioną reakcję - często wielogodzinną. Ale odpisuję zawsze.
Ostatnio nie bywam na wielkich koncertach (Simple Minds, Within Temptation - za wyjątkiem Deep Purple), za to penetruję kluby i niszową twórczość. W najbliższym czasie wybieram się na Wojciecha Kordę. Dostałem dwa bilety. Chętnie posłucham artysty, który obchodzi 70-te urodziny i właśnie z tej okazji organizuje koncert z zaproszonymi gośćmi. Szkoda, że czasem życie pisze tak dziwne scenariusze, jak ten Pana Kordy i Ani Rusowicz. Na jego miejscu zrobiłbym wszystko, by naprawić co tylko naprawić się da. Gdyby Pan Korda był moim kumplem, dawno byłoby wszystko załatwione. Podobno mam dar do swatania, godzenia - ale innych - ponieważ w swoich sprawach nie idzie mi już tak łatwo.
Nasz Słuchacz zadał mi pytanie, dlaczego nie promuję jakiś debiutantów. Faktycznie, dawno nikogo takiego nie było. Nie pojawili się, albo ja na żadnego nie zwróciłem uwagi. Obiecuję rozejrzeć się, poszukam co nieco, bo bardzo bym chciał jakieś zjawisko odkryć. Nawet więcej , niż jedno. Chodzę po sklepach, przeglądam prasę muzyczną - także tą internetową - i nic nie przykuło mojej uwagi. Być może to cisza przed burzą ? Będę trzymać rękę na pulsie.
Ostatnio dobrze sypiam, pamiętam wszystkie sny. Wiele z nich powinienem zapisywać - podobają mi się. Nie tworzę senników, nie zastanawiam się nad ich znaczeniem, ale bardzo je lubię. Jak każdy zresztą. Śnię ciekawe historie, zazwyczaj z fajnymi postaciami. Szkoda, że w życiu realnym nie bywa już tak samo.
Na jawie odciąłem się kompletnie od problemów świata. Dałem sobie spokój z tą całą polityką i jest mi bardzo dobrze. W świecie fikcji żyje się lżej i milej. Szkoda życia, i tak w pojedynkę niczego nie naprawimy. Wszystko za nas załatwią faceci w garniturach i czarnych limuzynach.
Kolejorz miał Widzewa w garści, a jednak pozwolił sobie wbić dwa gole i zremisować. Ze słabiutkim Widzewem. Z ostatnią drużyną tej naszej "ekstraklasy". Jeśli się takich meczów nie wygrywa, nie można marzyć o pucharach. Warta wcale nie lepsza. Zremisować z najsłabszą Jarotą. Czyżby jakiś prikaz, by nie walczyć o pierwszą ligę? Na to wygląda. Warta zaczęła grać tylko o utrzymanie. Nie widać ambicji, woli walki. Mając takich zawodników powinni być w czubie tabeli.
Widziałem, że Lego wypuściło klocki dla fanów Kamila Stocha. Bo to zdaje się jedyna "polskość" dająca się promować.
Tak z innej beczki, koleżanka z pracy mojej żonki kupiła spodnie w lumpiarni. Dała za nie 15 złotych. Po czym wrzuciała do pralki, a chwilę później się w nie wbiła i pochwaliła koleżankom w biurze. Jakiż szok nastąpił, gdy dziewczyna w pewnej chwili włożyła rękę do tylnej ciasnej kieszonki i wyciągnęła trzy "pięcio-eurówki" - zwinięte w kosteczkę. Nic a nic nie naruszone przez piorący proszek. Ludzie to mają szczęście. Ale i ja miałem niedawno. W styczniu znalazłem dwa razy po dziesięć złotych przy śmietniku. Oczywiście idąc wyrzucić własne, a nie szukając tam skarbów. Od tego jest inna ekipa. Stała - co należy podkreślić. Tam na ich teren nikt się nie wedrze. Bo od razu po mordzie. My tu - wy tam ! - taka panuje zasada. Nie tylko koty i jeże mają swoje rewiry - wózkarze także.
Kilka ładnych lat temu pewnego dnia wynosiliśmy z żonką moje stare biurko na śmietnik. Nadźwigaliśmy się, bo to stary solidny mebel, nie z wiórów, a ciężkich drewnianych płyt, no i zmęczeni wróciliśmy do domu , by nieco przemyć spocone ciała, łyknąć zimnego z bąbelkami, po czym wyszliśmy na relaksacyjny spacer. Szczęki nam opadły, bo to moje biurko właśnie taśtał do swego domu sąsiad z synem. Następnym razem wywieszę ogłoszenie. Człowiek głupi tylko się niepotrzebnie nadźwigał.
No, to tyle na dzisiaj. Wracam do roboty, bo szef patrzy.
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)
===============================
"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP"
===============================
nawiedzonestudio@afera.com.pl
Mój odtwarzacz CD okupują teraz tylko melodyjne płyty. Moja najbardziej ukochana muzyka - co tu dużo będę tłumaczyć - wiecie przecież Państwo o tym. Od 1,5 tygodnia mam nowy Clan Of Xymox, jest wciąż zafoliowany, nienaruszony. Nie ma nastroju na ponurzyznę, czas na "melodik/roki", na soczyste gitary, mocne silne gardła, na iskrzące wiórami melodie,... Dlatego tak mi smakują nowe Axxisy, House Of Lordsy czy nowy Oldfield. Ten jego nowy wokalny wynalazek Luke Spiller - świetny. Płyta jeszcze lepsza. Jak znajdę czas, to coś o niej napiszę. No właśnie - czas - bardzo mi go brakuje. Bo jak słucham, to nie piszę, a żal mi pisać, gdy obok leży tyle kapitalnej muzyki. Przyznam, że mam blisko dziesięć kompaktów jeszcze nie rozpieczętowanych. Czekają na swą kolej. Na nastrój.
Wiosna udzieliła się też Słuchaczom Nawiedzonego Studia, którzy mocno się rozpisali. Fajnie, powinienem się cieszyć, tylko nie zawsze nadążam z odpisywaniem. Dlatego proszę o wyrozumiałość za moją opóźnioną reakcję - często wielogodzinną. Ale odpisuję zawsze.
Ostatnio nie bywam na wielkich koncertach (Simple Minds, Within Temptation - za wyjątkiem Deep Purple), za to penetruję kluby i niszową twórczość. W najbliższym czasie wybieram się na Wojciecha Kordę. Dostałem dwa bilety. Chętnie posłucham artysty, który obchodzi 70-te urodziny i właśnie z tej okazji organizuje koncert z zaproszonymi gośćmi. Szkoda, że czasem życie pisze tak dziwne scenariusze, jak ten Pana Kordy i Ani Rusowicz. Na jego miejscu zrobiłbym wszystko, by naprawić co tylko naprawić się da. Gdyby Pan Korda był moim kumplem, dawno byłoby wszystko załatwione. Podobno mam dar do swatania, godzenia - ale innych - ponieważ w swoich sprawach nie idzie mi już tak łatwo.
Nasz Słuchacz zadał mi pytanie, dlaczego nie promuję jakiś debiutantów. Faktycznie, dawno nikogo takiego nie było. Nie pojawili się, albo ja na żadnego nie zwróciłem uwagi. Obiecuję rozejrzeć się, poszukam co nieco, bo bardzo bym chciał jakieś zjawisko odkryć. Nawet więcej , niż jedno. Chodzę po sklepach, przeglądam prasę muzyczną - także tą internetową - i nic nie przykuło mojej uwagi. Być może to cisza przed burzą ? Będę trzymać rękę na pulsie.
Ostatnio dobrze sypiam, pamiętam wszystkie sny. Wiele z nich powinienem zapisywać - podobają mi się. Nie tworzę senników, nie zastanawiam się nad ich znaczeniem, ale bardzo je lubię. Jak każdy zresztą. Śnię ciekawe historie, zazwyczaj z fajnymi postaciami. Szkoda, że w życiu realnym nie bywa już tak samo.
Na jawie odciąłem się kompletnie od problemów świata. Dałem sobie spokój z tą całą polityką i jest mi bardzo dobrze. W świecie fikcji żyje się lżej i milej. Szkoda życia, i tak w pojedynkę niczego nie naprawimy. Wszystko za nas załatwią faceci w garniturach i czarnych limuzynach.
Kolejorz miał Widzewa w garści, a jednak pozwolił sobie wbić dwa gole i zremisować. Ze słabiutkim Widzewem. Z ostatnią drużyną tej naszej "ekstraklasy". Jeśli się takich meczów nie wygrywa, nie można marzyć o pucharach. Warta wcale nie lepsza. Zremisować z najsłabszą Jarotą. Czyżby jakiś prikaz, by nie walczyć o pierwszą ligę? Na to wygląda. Warta zaczęła grać tylko o utrzymanie. Nie widać ambicji, woli walki. Mając takich zawodników powinni być w czubie tabeli.
Widziałem, że Lego wypuściło klocki dla fanów Kamila Stocha. Bo to zdaje się jedyna "polskość" dająca się promować.
Tak z innej beczki, koleżanka z pracy mojej żonki kupiła spodnie w lumpiarni. Dała za nie 15 złotych. Po czym wrzuciała do pralki, a chwilę później się w nie wbiła i pochwaliła koleżankom w biurze. Jakiż szok nastąpił, gdy dziewczyna w pewnej chwili włożyła rękę do tylnej ciasnej kieszonki i wyciągnęła trzy "pięcio-eurówki" - zwinięte w kosteczkę. Nic a nic nie naruszone przez piorący proszek. Ludzie to mają szczęście. Ale i ja miałem niedawno. W styczniu znalazłem dwa razy po dziesięć złotych przy śmietniku. Oczywiście idąc wyrzucić własne, a nie szukając tam skarbów. Od tego jest inna ekipa. Stała - co należy podkreślić. Tam na ich teren nikt się nie wedrze. Bo od razu po mordzie. My tu - wy tam ! - taka panuje zasada. Nie tylko koty i jeże mają swoje rewiry - wózkarze także.
Kilka ładnych lat temu pewnego dnia wynosiliśmy z żonką moje stare biurko na śmietnik. Nadźwigaliśmy się, bo to stary solidny mebel, nie z wiórów, a ciężkich drewnianych płyt, no i zmęczeni wróciliśmy do domu , by nieco przemyć spocone ciała, łyknąć zimnego z bąbelkami, po czym wyszliśmy na relaksacyjny spacer. Szczęki nam opadły, bo to moje biurko właśnie taśtał do swego domu sąsiad z synem. Następnym razem wywieszę ogłoszenie. Człowiek głupi tylko się niepotrzebnie nadźwigał.
No, to tyle na dzisiaj. Wracam do roboty, bo szef patrzy.
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)
===============================
"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP"
===============================
nawiedzonestudio@afera.com.pl
poniedziałek, 10 marca 2014
"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 9 marca 2014 - Radio "Afera", Poznań, 98,6 FM
"NAWIEDZONE STUDIO"
program z 9 marca 2014 r.
RADIO "AFERA" 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
realizacja: Krzysztof Piechota
prowadzenie: Andrzej Masłowski
AXXIS - "Kingdom Of The Night II" - Black Edition - (2014) -
- More Than For One Day
- The War
- Venom
McAULEY SCHENKER GROUP - "MSG" - (1991) -
- When I'm Gone
- This Broken Heart
HOUSE OF LORDS - "Precious Metal" - (2014) -
- Action
MAGNUM - "Escape From The Shadow Garden" - (2014) -
- Midnight Angel
DARE - "Beneath The Shining Water" - (2004) -
- Beneath The Shining Water
DARE - "Out Of The Silence" - (1988) -
- The Raindance
MIKE + THE MECHANICS - "The Singles 1985-2014 + Rarities" - (2014) -
- Silent Running (On Dangerous Ground) - 1985
- The Living Years - 1988
- I Think I've Got The Message - 1991
- Too Far Gone - 1985
TONY BANKS - "The Fugitive" - (1983) -
- This Is Love
MIKE OLDFIELD - "Man On The Rocks" - (2014) -
- Sailing
- Man On The Rocks
- Dreaming In The Wind
WISHBONE ASH - "Blue Horizon" - (2014) -
- Tally Ho!
SOPHIE ELLIS-BEXTOR - "Wanderlust" - (2014) -
- Young Blood
DON AIREY - "Keyed Up" - (2014) -
- Claire D'Loon
IQ - "Seven Stories Into 98" - (1998) -
- For Christ's Sake
KATE BUSH - "The Kick Inside" - (1978) -
- Wuthering Heights
ROBERT ŁUCZAK GROUP - "Królestwo Wichrowych Wzgórz" - (1993 / reedycja 2013) -
- Hymnus De Spirtu Sancto
- Bonne Nuit
- Dies Irae
LANDBERK - "Lonely Land" - (1992) -
- Waltz Of The Dark Riddle
- You And I
LANDBERK - "Indian Summer" - (1996) -
- Why Do I Still Sleep
ELOY - "Floating" - (1974) -
- The Light From Deep Darkness
LIKE WENDY - "The Storm Skies" - (1998) -
- Blue Velvet Skies
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)
===============================
"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP"
program z 9 marca 2014 r.
RADIO "AFERA" 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
realizacja: Krzysztof Piechota
prowadzenie: Andrzej Masłowski
AXXIS - "Kingdom Of The Night II" - Black Edition - (2014) -
- More Than For One Day
- The War
- Venom
McAULEY SCHENKER GROUP - "MSG" - (1991) -
- When I'm Gone
- This Broken Heart
HOUSE OF LORDS - "Precious Metal" - (2014) -
- Action
MAGNUM - "Escape From The Shadow Garden" - (2014) -
- Midnight Angel
DARE - "Beneath The Shining Water" - (2004) -
- Beneath The Shining Water
DARE - "Out Of The Silence" - (1988) -
- The Raindance
MIKE + THE MECHANICS - "The Singles 1985-2014 + Rarities" - (2014) -
- Silent Running (On Dangerous Ground) - 1985
- The Living Years - 1988
- I Think I've Got The Message - 1991
- Too Far Gone - 1985
TONY BANKS - "The Fugitive" - (1983) -
- This Is Love
MIKE OLDFIELD - "Man On The Rocks" - (2014) -
- Sailing
- Man On The Rocks
- Dreaming In The Wind
WISHBONE ASH - "Blue Horizon" - (2014) -
- Tally Ho!
SOPHIE ELLIS-BEXTOR - "Wanderlust" - (2014) -
- Young Blood
DON AIREY - "Keyed Up" - (2014) -
- Claire D'Loon
IQ - "Seven Stories Into 98" - (1998) -
- For Christ's Sake
KATE BUSH - "The Kick Inside" - (1978) -
- Wuthering Heights
ROBERT ŁUCZAK GROUP - "Królestwo Wichrowych Wzgórz" - (1993 / reedycja 2013) -
- Hymnus De Spirtu Sancto
- Bonne Nuit
- Dies Irae
LANDBERK - "Lonely Land" - (1992) -
- Waltz Of The Dark Riddle
- You And I
LANDBERK - "Indian Summer" - (1996) -
- Why Do I Still Sleep
ELOY - "Floating" - (1974) -
- The Light From Deep Darkness
LIKE WENDY - "The Storm Skies" - (1998) -
- Blue Velvet Skies
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)
===============================
"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP"
piątek, 7 marca 2014
WISHBONE ASH - "Blue Horizon" - (2014) -
WISHBONE ASH - "Blue Horizon" - (SOLID ROCKHOUSE RECORDS) -
***1/2
Pierwsze cztery albumy Wishbone Ash, to w artystycznym rocku ścisła światowa czołówka. W czasach, gdy jeszcze byłem młodzieńcem i poznawałem świat muzyki na wszelakich giełdach płytowych (u nas tylko w takich miejscach ów świat istniał) nazwę grupy wymieniało się jednym tchem wraz z Uriah Heep, Deep Purple, Genesis czy ELP. Naprawdę. Pomimo pewnych i istotnych różnic stylistycznych, były to formacje z najwyższej półki, idące wspólnym torem popularności i ogólnego uznania. Po pewnym jednak czasie sporo znaczących nazw uległo pewnej dewaluacji - w tym także Wishbone Ash. Trochę jakby na własne życzenie, bowiem po piątym albumie "There's The Rub", grupa znacząco obniżała loty. I to nie na chwilkę, lecz na całe dekady. Co prawda próbowała się jakoś ratować pojedynczymi dobrymi kompozycjami lub nawet utrzymaną w starym duchu płytą "No Smoke Without Fire", ale to było zbyt mało.
W latach 90-tych Wishbone Ash zrealizowali niezły album "Illuminations", a kilka lat później nagrali na w sumie kiepskiej płycie "Bona Fide" jeden genialny utwór "Faith, Hope & Love". Świat jednak od dawna nosił zamknięte oczy na twórcze poszukiwania Andy'ego Powella i jego kompanii. Dlatego od bardzo wielu lat o ich nowych płytach dowiadują się już tylko najbardziej zaprzysiężeni fani. Chwaliłem w 2011 roku ostatni jak dotąd album "Elegant Stealth". Były tam fajne przebłyski starego brzmienia i tego charakterystycznego malowniczego grania na dwie gitary. Być może nie wszystkie kompozycje ujmowały w sposób szczególny, jednak ogólne wrażenie pozostało bardzo in plus. Te trzy lata minęły w trymiga i oto mamy już kolejny premierowy album "Blue Horizon". Z czterema kapitalnymi kompozycjami ("Take It Back", "Way Down South", "Tally Ho!" oraz "All There Is To Say"), kilkoma niezłymi ("Deep Blues", "Being One" - tutaj mamy świetne gitarowe solo, "American Century" i "Blue Horizon") i dwoma chybionymi - a raczej po prostu najzwyczajniej nudnymi ("Strange How Things Come Back Around" oraz "Mary Jane").
W wielu fragmentach grupa przypomniała sobie o ładnych melodiach, ciekawych rozwiązaniach aranżacyjnych (skrzypce w "Take It Back" oraz "All There Is To Say" - w tym jeszcze dodatkowo buzuki, czy choćby organy w "Blue Horizon") i tym czarującym rozmachu znanym choćby z płyty "Argus". Słychać go szczególnie w otwierającym całość "Take It Back". Z kolei, "Way Down South" towarzyszy swobodna i lekka melodia, a później dochodzi jeszcze cudowna gitarowa solówka, która mogłaby się ciągnąć nawet w nieskończoność.
Gdyby przyszło mi wskazać na jakąś piosenkę do radia, bez namysłu postawiłbym na "Tally Ho!". Niestety ta urocza melodia najprawdopodobniej przepadnie, ponieważ cały ten mainstream złożony z muzycznych "speców" nawet jej nie dostrzeże, bo jak zapewne sami powiedzą: "kto dzisiaj chce słuchać Wishbone Ash?".
I tak jak cały ten album rozpoczyna kompozycja bliska ducha słynnego Argusa, tak też i takowa ją zamyka. "All There Is To Say" - 7 i pół minuty, podanych na tej samej fali wrażliwości co dawne perły sprzed nieco ponad czterech dekad. To co chyba wszyscy lubimy, jest charakterystyczne stopniowanie napięcia, wiele ładnych motywów, ciekawych, aczkolwiek na pewno już niezaskakujących zagrywek, jest piękna solówka, a i śliczne intro oraz outro (niczym rondo) - refleksyjne, powolne, pozostawiające nawet pewien niedosyt. I o to właśnie chodzi. Ot, wreszcie prawdziwy Wishbone Ash. I co z tego , że już od dawna bez Teda Turnera, Martina Turnera czy Steve'a Uptona....
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)
===============================
"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP"
***1/2
Pierwsze cztery albumy Wishbone Ash, to w artystycznym rocku ścisła światowa czołówka. W czasach, gdy jeszcze byłem młodzieńcem i poznawałem świat muzyki na wszelakich giełdach płytowych (u nas tylko w takich miejscach ów świat istniał) nazwę grupy wymieniało się jednym tchem wraz z Uriah Heep, Deep Purple, Genesis czy ELP. Naprawdę. Pomimo pewnych i istotnych różnic stylistycznych, były to formacje z najwyższej półki, idące wspólnym torem popularności i ogólnego uznania. Po pewnym jednak czasie sporo znaczących nazw uległo pewnej dewaluacji - w tym także Wishbone Ash. Trochę jakby na własne życzenie, bowiem po piątym albumie "There's The Rub", grupa znacząco obniżała loty. I to nie na chwilkę, lecz na całe dekady. Co prawda próbowała się jakoś ratować pojedynczymi dobrymi kompozycjami lub nawet utrzymaną w starym duchu płytą "No Smoke Without Fire", ale to było zbyt mało.
W latach 90-tych Wishbone Ash zrealizowali niezły album "Illuminations", a kilka lat później nagrali na w sumie kiepskiej płycie "Bona Fide" jeden genialny utwór "Faith, Hope & Love". Świat jednak od dawna nosił zamknięte oczy na twórcze poszukiwania Andy'ego Powella i jego kompanii. Dlatego od bardzo wielu lat o ich nowych płytach dowiadują się już tylko najbardziej zaprzysiężeni fani. Chwaliłem w 2011 roku ostatni jak dotąd album "Elegant Stealth". Były tam fajne przebłyski starego brzmienia i tego charakterystycznego malowniczego grania na dwie gitary. Być może nie wszystkie kompozycje ujmowały w sposób szczególny, jednak ogólne wrażenie pozostało bardzo in plus. Te trzy lata minęły w trymiga i oto mamy już kolejny premierowy album "Blue Horizon". Z czterema kapitalnymi kompozycjami ("Take It Back", "Way Down South", "Tally Ho!" oraz "All There Is To Say"), kilkoma niezłymi ("Deep Blues", "Being One" - tutaj mamy świetne gitarowe solo, "American Century" i "Blue Horizon") i dwoma chybionymi - a raczej po prostu najzwyczajniej nudnymi ("Strange How Things Come Back Around" oraz "Mary Jane").
W wielu fragmentach grupa przypomniała sobie o ładnych melodiach, ciekawych rozwiązaniach aranżacyjnych (skrzypce w "Take It Back" oraz "All There Is To Say" - w tym jeszcze dodatkowo buzuki, czy choćby organy w "Blue Horizon") i tym czarującym rozmachu znanym choćby z płyty "Argus". Słychać go szczególnie w otwierającym całość "Take It Back". Z kolei, "Way Down South" towarzyszy swobodna i lekka melodia, a później dochodzi jeszcze cudowna gitarowa solówka, która mogłaby się ciągnąć nawet w nieskończoność.
Gdyby przyszło mi wskazać na jakąś piosenkę do radia, bez namysłu postawiłbym na "Tally Ho!". Niestety ta urocza melodia najprawdopodobniej przepadnie, ponieważ cały ten mainstream złożony z muzycznych "speców" nawet jej nie dostrzeże, bo jak zapewne sami powiedzą: "kto dzisiaj chce słuchać Wishbone Ash?".
I tak jak cały ten album rozpoczyna kompozycja bliska ducha słynnego Argusa, tak też i takowa ją zamyka. "All There Is To Say" - 7 i pół minuty, podanych na tej samej fali wrażliwości co dawne perły sprzed nieco ponad czterech dekad. To co chyba wszyscy lubimy, jest charakterystyczne stopniowanie napięcia, wiele ładnych motywów, ciekawych, aczkolwiek na pewno już niezaskakujących zagrywek, jest piękna solówka, a i śliczne intro oraz outro (niczym rondo) - refleksyjne, powolne, pozostawiające nawet pewien niedosyt. I o to właśnie chodzi. Ot, wreszcie prawdziwy Wishbone Ash. I co z tego , że już od dawna bez Teda Turnera, Martina Turnera czy Steve'a Uptona....
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)
===============================
"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP"
Subskrybuj:
Posty (Atom)





































