wtorek, 5 września 2017

zabawki

Podczas rozmów o muzyce, a i również o samym kolekcjonowaniu płyt, poznaję przeróżnych dziwaków. Często dużo większych ode mnie. Uwielbiają przechwalać się swymi zdobyczami. Tylko czasem czując lekkie zawstydzenie, szczególnie gdy przychodzi im podkreślić kupno jakiegoś wielbionego tytułu po raz kolejny. A bo inna okładka, bo ładniejszy booklet, bo dołożony plakat, bo kilka remiksów ponad pierwowzór,... Patrzą w oczy i opowiadają. Muszą się wygadać, choć niejednokrotnie czują zmieszanie, czasem też pewnego rodzaju zawstydzenie. Przychodzą jak do spowiedzi wiedząc, że ich nie wyśmieję, a wręcz rozgrzeszę i po ramieniu poklepię. Najlżej im na duszy, gdy w podobnym tonie odwdzięczę się historiami z własnego podwórka. Ooo, nie jestem odosobniony, on też taki świr - myślą zapewne. Ale znam też takie biedaczyska, które muszą przemycać do domu płyty pod koszulą. Bo żona skrzyczy, zezłości się, że na bzdury forsa poszła. Faktycznie, z tym problem jest. Bystrzy kompakciarze mogą spać spokojnie, ale co z tymi winylowcami? - których tylko przybywa. Przemyć tu bracie czarnego długograja upalnym latem pod t-shirtem. Zaczyna się więc kombinowanie i upychanie biednych tekturowych okładek w aktówkach, albo nie daj Boże bezstelażowych plecakach. Za coś takiego po łapskach, nawet jeśli sprawa dotyczy samoobrony, albo działania w imię sztuki.
Otworzyłem temat, bo oto właśnie kolejny dobrze mi znany jegomość poopowiadał o domowych zbiorach płyt Louisa Armstronga, Duke'a Ellingtona, Glenna Millera, Elli Fitzgerald, i jeszcze tym podobnych Artystów. Wykonawców, których uwielbia, a o których dzisiejsze, często mizerne gusta, coraz rzadziej wspominają. Pochwalił się tym samym pokaźnymi domowymi archiwaliami. Wyszło na to, że każdego z owych twórców posiada przynajmniej po kilkanaście, a przeważnie po kilkadziesiąt tytułów - na winylach. Wszczynając pogawędkę zechciał się tym samym upewnić, czy uprawianie tej niesportowej dyscypliny nie wykracza jednak poza obręb ogólnie przyjętej normalności. Myślę, że chciał usłyszeć: spokojnie, też jestem takim szajbusem, w dodatku dostrzegam jeszcze na horyzoncie kilku podobnych. To tylko poluzowało tryby. Pasjonat wyjawił, że posiada w zbiorach w kilku wydaniach pewien koncert Armstronga z 1965 roku. Takich w zasadzie wydaniach niewiele się nieróżniących, za wyjątkiem samych okładek, nalepek wytwórń, jak też oczywistych różnych dat na rewersach opakowań. Wie pan, kręci mnie to - w końcu dodał. Na jego twarzy zarysowała się ulga, gdy po chwili dołożyłem, że też cierpię na podobną przypadłość. I że również wiele ulubionych albumów pomnażam, w zależności od ilości ich wznowień. Bo przecież starych sprzedać nie wolno, a każda nowa edycja wydaje się obowiązkowa. No i później leżakuje na domowych regałach przesadna ilość wydań "Paranoid", "Misplaced Childhood" lub "The Wall", które większość szarego luda przelicza na wartość samochodów, metrów kwadratowych ziemi pod budowę domu, bądź kalkuluje na złota sztabki. A ile to jest warte? - dopytują. I dziwią się, gdy odpowiadam: nie wiem, nie obchodzi mnie. Przecież ja tego nigdy nie sprzedam. Fakt, zrobią to inni, gdy już mnie nie będzie.






Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00


("... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze")





bez tortowej wisienki tryptyk na Narodowym

Nie zagraliśmy wielkiego meczu, choć jak mawiają: lepiej brzydko wygrać, niż pięknie przegrać. Albo: lepiej mądrze stać, niż głupio biegać. Ale chyba nic nie przebije Tomasza Hajto (a raczej Hajty - w Polsce niestety nazwiska odmieniamy), który do języka polskiego przemyca dużo smaczków, i którego komentatorski duet z Mateuszem Borkiem bije rekordy powodzenia. I powołując się na naszego byłego reprezentanta kraju spointuję, że wyczekuję owej "truskawki na torcie" po ostatnim boju z Czarnogórą. Nie sądzę bowiem, by już w następnej kolejce los się do nas uśmiechnął.
Piękna pre-asysta Maćka Rybusa, w następstwie asysta Maćka Makuszewskiego, no i tortowa wisienka szczupakiem Arka Milika. Drugi gol w wydaniu Kamila Glika - palce lizać. Choć żaden to dla niego specjał. Czasem oglądam mecze Monaco, w których Kamil Glik zdobywa właśnie takie gole, a niedawnemu rywalowi - Olympique Marsylia - jako pierwszy z sześciu goli spotkania, Kamil przyłożył z nogi.
Żal Lewego i jego pięknego gola z wolnego, ale sędzia przecież oddał go nam dyktując karnego, którego nie było.
Gra do bólu przeciętna, jednak wszystkie trzy gole świetne.
Polacy, pracujemy nad formą, nad boiskowym zrozumieniem, eliminujemy błędy - których krocie, i na początku października spuszczamy manto Ormianom oraz Czarnogórcom. A później już tylko rosyjski Mundial!






Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00


("... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze")









poniedziałek, 4 września 2017

tylko zwycięstwo

Po koszmarnym meczu z Danią liczę na dzisiejszą rehabilitację. Teoretycznie Polska reprezentacja, niczym tsunami, powinna zmieść z trawy Kazachów, lecz historia uczy pokory. I to wcale nie taka odległa. Wystarczy podsunąć przykład sensacyjnego bezbramkowego remisu Francji z Luksemburgiem. A to nie wydarzyło się osiemdziesiąt lat temu, tylko kilkadziesiąt godzin wstecz. Niedawne zwycięstwo Andory nad Węgrami, też przecież sensacyjne. Nawet jeśli wiemy, że Węgrzy ostatnio bywają słabiutcy - pomimo przebłysków, jak remis 3:3 z Portugalią (po rzeczywiście świetnym boju) podczas ostatniego Euro. Węgrzy z łezką w oku wspominają złote lata pięćdziesiąte, czyli czasy Ferenca Puskasa. Zupełnie jak my pamiętny zwycięski remis na Wembley, plus Mundiale '74 i '82.
Weźmy przykład z naszego podwórka, Polska - San Marino w 1993, i "boska" ręka Jana Furtoka. Wciśnięte łapskiem jeden do zera, którego by się nawet nie powstydził Diego Armando Maradona. Na wyjeździe z Luksemburgiem w 1999 też przecież zapachniało kompromitacją, lecz na szczęście litościwy niebiański łaskawca narodu wybranego, popchnął wskazówki zegara i Luksemburczycy zdołali z zero:trzy doprowadzić tylko na dwa do trzech. Gdyby jednak tamten mecz potrwał jeszcze kwadrans, to kto wie...
Ze słabeuszami z reguły gra się ciężko. Na zasadzie: my musimy, oni już niekoniecznie. Z jednej strony presja, a z drugiej spontaniczność. Dlatego Kazachowie zagrają na luzie. Wszak nie walczą już o nic. My natomiast koniecznie musimy. Tu też balon napompowany. I w tym oto miejscu nasuwa mi się czarny scenariusz. Wystarczy na początku spotkania głupio złapać czerwoną kartkę i już nerwowo. Polacy, nie Niemcy czy Hiszpanie, że brak jednego zawodnika bezbłędnie zastąpią mądrym ustawieniem, posiadaną szybkością, zwinnością, boiskowym cwaniactwem, sztuczkami, dryblingami, itp., itd.... Śmiem twierdzić, że przy tym naszym topornym futbolu, brak jednego zawodnika rozwala całą machinę. Panie trenerze, może niech ten Pazdan dzisiaj pogrzeje ławę. Dla dobra kraju, zrób Pan to dla ojczyzny. Ostatnimi czasy facet naprawdę miewa wyjątkowe szczęście do przedwczesnego opuszczania placu gry. Inna sprawa, że jego próby zabaw piłką, wzbudzają tylko powszechny strach. Ewidentnie biała kula w czarne grochy, coś mu nie służy. Proszę panie trenerze przeanalizować wspomnianego zawodnika, choćby na podstawie spotkania z Duńczykami. I ten jego bezcenny w ślepiach strach po każdorazowym przyjmowaniu piłek. Głowy nie dam, ale zdaje się żadnej nie podał do przodu. O ewentualnym zrywie nawet nie wspomnę. W zasadzie do wymiany cała ta czołówka kiepściutkiej Legii: Mączyński, Pazdan, Jędrzejczyk. Bo jak klub ten w obecnym sezonie mocno z formą kuleje, tak na polu reprezentacyjnym wygląda jeszcze gorzej.
Chipsy kupione, oliwki w lodówce, kilka spleśniałych serów także, a butelka niedopitka o odpowiedniej porze sama o sobie przypomni. Wypada teraz z nadzieją wyczekiwać dwudziestej czterdzieści pięć. Nie ukrywając strachu, lecz z nieustającą wiarą w naszych. Bo jeśli nie dadzą rady Kazachom, to o Mundialu w Rosji można zapomnieć.
Nie zdążyłem w audycji przypomnieć sylwetki Björna Lynne'a. A niegdyś zachwycaliśmy się jego płytą "Revive". Cudowną, taką gitarowo-elektroniczną, melodyjną i stricte instrumentalną. Założę się, że obecnie już mocno zapomnianą. Ten norweski kompozytor nagrał całe mnóstwo albumów, choć ja mam tylko cztery. I każdy wydaje się zdecydowanie inny, a i fascynujący, choć największym sentymentem darzę jednak wspomniany "Revive". Jeśli mi się nie zmieni, posłuchamy sobie niebawem.
Jeden ze Słuchaczy dostrzegł unoszący się podczas Nawiedzonego Studia okazały księżyc. I to jest to, czego mi brakuje. Niestety, podczas audycji jestem zamknięty, jak mysz w klatce. Troszkę na własne życzenie, ale my mamy studio emisyjne na parterze, a ja nie lubię, gdy ktoś mi zagląda do środka. Stąd pozamykane okna, pospuszczane rolety, no i siłą wyższą: brak takich widoków!. Zapewne "emisyjka" na przynajmniej pierwszym poziomie sporo by zmieniła, ale nie ma co narzekać, niech już pozostanie jak jest.
Inny Słuchacz zapytał: czy wiem coś na temat nowej płyty OMD? Tym samym ha ha ha zapragnął sprawdzić, czy Nawiedzony już ma. Oczywiście, że mam. Jak wszyscy zainteresowani - od minionego piątku. Ta, i jeszcze kilka innych nowości, będą musiały poczekać na swą kolej. Nie da się prezentować samych nowości. Uważam, że i tak gram ich bardzo dużo. Każdej niedzieli odsłaniam przynajmniej dwie/trzy gorące płyty, nie mówiąc o kontynuacji nowości napoczętych. Nie da się żyć jedynie nowymi płytami. Było by to jakieś szaleństwo. Celowo nie dopuszczam do takiej sytuacji, wtrącając pomiędzy wiele starszych, mniej lub bardziej oczywistych albumów. A że mnie się nigdzie nie spieszy, to też prezentuję daną nowość, gdy przyjdzie mi na nią ochota. Dla przykładu, najnowszą Lacrimosę "Testimonium" miałem już na dobrych kilka dni przed jej oficjalną premierą, lecz dopiero wczoraj naszło mnie jej zaprezentowanie. Wszystko musi mieć swój czas i miejsce. I niech już tak pozostanie.
Na dzisiaj tyle.
Tymczasem, trzymajmy kciuki za naszych. Tylko zwycięstwo !!!





Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00


("... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze")




"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 3 września 2017 - Radio "Afera" - 98,6 FM Poznań





"NAWIEDZONE STUDIO"
niedziela 3 września 2017 - godz. 22.00 - 2.00
 
RADIO "AFERA", 98,6 FM (Poznań)
www.afera.com.pl 


realizacja: Tomek Ziółkowski
prowadzenie: Andrzej Masłowski






TRAFFIC - "Far From Home" - (1994) -
- Here Comes A Man
- State Of Grace

MOTÖRHEAD - "Under Cöver" - (2017) -
- Heroes - {David Bowie cover}

THE CARS - "Candy-O" - (1979 / reedycja 2017) -
- Double Life

THE CARS - "Panorama" - (1980 / reedycja 2017) -
- Panorama
- Touch And Go

THE CARS - "Heartbeat City" - (1984) -
- Heartbeat City

THE CARS - "Door To Door" - (1987) -
- You Are The Girl

THE WAR ON DRUGS - "A Deeper Understanding" - (2017) -
- Pain
- Holding On
- Nothing To Find

MANCHESTER ORCHESTRA - "A Black Mile To The Surface" - (2017) -
- The Alien
- The Sunshine
- The Grocery
- The Silence

U2 - "Songs Of Innocence" - (2014) -
- The Troubles - {śpiew BONO & LYKKE LI}

LYKKE LI - "I Never Learn" - (2014) -
- Love Me Like I'm Not Made Of Stone
- Never Gonna Love Again

LACRIMOSA - "Testimonium" - (2017) -
Akt 1:
- Wenn Unsere Helden Sterben
- Nach Dem Sturm

THE WATERBOYS - "A Pagan Place" - (1984) -
- Red Army Blues

THE WATERBOYS - "An Appointment With Mr. Yeats" - (2011) -
- White Birds
- An Irish Airman Foresees His Death
- Politics
- Let The Earth Bear Witness

SIOUXSIE AND THE BANSHEES - "Peepshow" - (1988) -
- Rhapsody

DAVE BAINBRIDGE - "Veil Of Gossamer" - (2004) -
- Until The Tide Turns - {śpiew JOANNE HOGG}

MARC ATKINSON - "This Is Where We Are" - (2006) -
- Where Were You?
- Shadow On The Moon
- I Do

GABRIEL - "Ascension" - (2000) -
- More Than You Know
- Faith & Betrayal

OSIRIS - "Reflections" - (1990) -
- Shades Of Gray

THE BLUE NILE - "High" - (2004) -
- Stay Close

====================================
====================================



"NOCNIK"

pierwsze trzy nagrania nocnego pasma z kompaktów Tomka Ziółkowskiego....



DOVES - "Lost Souls" - (2000) -
- The Cedar Room

PHIL COLLINS - "Both Sides" - (1993) -
- I've Forgotten Everything

KEANE - "Hopes And Fears" - (2004) -
- She Has No Time 



====================================
====================================



Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00


("... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze")





niedziela, 3 września 2017

Artysta

Z dowcipem jest tak, że albo jest śmieszny, albo nie. Z byciem artystą, bywa podobnie. Artystą się jest, albo nie. Można być lepszym lub słabszym, lecz sztuką nim być. Bez wątpienia za wielkiego Artystę uważam Mike'a Scotta - szefa Wodnych Chłopców. I dlatego nie mogę doczekać się nowego albumu "Out Of All This Blue". Ten już za tydzień. Będzie 2-płytowy, z aż 23 piosenkami. Jeśli komuś taka dawka nie wystarczy, to zawsze może poszukać edycji 3-płytowej - z kilkoma remiksami lub tym podobnymi ciekawostkami.
Mike Scott jest posiadaczem nie tylko fajnego i rozpoznawalnego głosu, ale wizerunkowo przedstawia się jako typowy swojak, który tylko po godzinach spędzonych na ranczo chwyta za pióro, bawiąc się w poetę i prozaika. Jego piosenkowe opowieści rzadko posiadają typowe zwrotki i refreny. Ostatnimi czasy Mike woli snuć historie, które pozbawione są stereotypowych początków, rozwinięć i zakończeń. Najczęściej wskakujemy do nich w galopie. Zupełnie jakbyśmy się spóźnili na początek filmu i w trymiga musieli ogarnąć temat. Dzięki temu muzyk pragnie wymusić należne skupienie. Być może dlatego, oprócz muzyki, interesuje nas treść.
Ostatnia jak dotąd płyta "Modern Blues" wydaje się pozycją udaną, którą nawet doceniło wielu moich znajomych. Żałuję jednak, że niemal kompletnie niezauważenie przeszła - moim zdaniem, o stokroć piękniejsza - a o cztery lata wcześniejsza "An Appointment With Mr. Yeats". Dlatego patrząc w oczy entuzjastom "Modern Blues", nie do końca pragnąłem podzielać ich entuzjazm. Albowiem czułem, i czuję nadal, leciutkie nią rozczarowanie. Każdy, kto z magicznego spotkania Scottta z jego faworyzowanym poetą i filozofem Williamem Butlerem Yeatsem (1865-1939) pokochał, choćby "White Birds", "Let The Earth Bear Witness" czy "The Hosting Of The Shee" wie, co mam na myśli.
Ktoś podpowiedział, że najnowsi Waterboysi ponownie będą inni. Bardziej zaskakujący, a nawet nie zawsze rozpoznawalni. To tylko zaostrza mój apetyt. Właśnie na to liczę. Im bardziej inaczej, tym lepiej. Po co mi drugie "This Is The Sea", "Room To Room" czy "Dream Harder", skoro już je mam. Niech Mike otworzy kolejną szufladkę drzemiących w nim pokładów, wszak jest prawdziwym Artystą.
W dzisiejszym Nawiedzonym Studio posłuchamy The Waterboys. To mogę Szanownym Państwu obiecać. Więcej już nie powiem, ponieważ nie byłoby niespodzianek. Poza tym, zabieram ze sobą pięćdziesiąt kompaktów, a tradycyjnie upchnę fragmenty, a raczej fragmenciki z maksimum dwudziestu. Sam więc jeszcze nie wiem, czego posłuchamy.
Do usłyszenia....





Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00


("... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze")




sobota, 2 września 2017

po blamażu

Duńczycy rewelacyjni, pomimo iż żadna z nich wielka drużyna. Zagrali jednak bardzo solidnie i nie dali nawet strzepnąć popiołu. Byli zawsze o krok przed nami i nie zastanawiali się, co zrobić z piłką, gdy ta się pod nogami zaplącze. Polacy ociężali. Wszyscy, bez wyjątku. Można było odnieść wrażenie, że nie tylko Łukaszowi Piszczkowi przytrafiło się zatrucie pokarmowe. Pazdan, Mączyński, Cionek do wymiany. Niestety, szczególnie przeze mnie lubiany Kuba Błaszczykowski, także.
Od początku brakowało współpracy na linii Makuszewski-Milik. Dlaczego tak późno trener Nawałka ich uruchomił. Oglądam sporo polskiej ligi, widzę fatalną Legię, dostrzegam niemoc Pazdana i brak ustabilizowanych form Jędrzejczyka czy Mączyńskiego, i żałuję bardzo, że nie dostrzegł tego nasz selekcjoner.
Obejrzałem dzisiejszą potyczkę Kazachów z Czarnogórcami. Dwie bardzo przeciętne drużyny, z trzy-bramkową przewagą półmilionowych przedstawicieli Bałkanów. Ale z Kazachstanem też nie dalibyśmy dzisiaj rady. Jeśli więc trener Nawałka nie dokona w szatni trzęsienia ziemi, to w poniedziałek może dojść do kolejnego blamażu. I ciężko wypracowana 6-punktowa przewaga, która już stopniała do punktów 3, w poniedziałek może okazać się już tylko wspomnieniem. Nie ma żartów, trza się brać do roboty. Musimy w trzech pozostałych do końca eliminacji meczach zdobyć siedem punktów, by na pewno zagrać w Rosji, a to wcale nie jest już takie pewne. Czekają nas trzy mecze. Po potyczce z najłatwiejszym Kazachstanem w poniedziałek, kolejny mecz na wyjeździe z zawsze niepewną Armenią (u nas cudem wyrwane zwycięstwo w doliczonym czasie 2:1) oraz u siebie z Czarnogórą. Z Czarnogórą, która ma tylko trzy punkty mniej od Polaków, tak jak Duńczycy, a więc wszystko te drużyny rzucą na jedną szalę. I tak, z sytuacji niemal komfortowej zrobiło się bardzo nerwowo.
Jestem jednak dobrej myśli. Gdy kwalifikowaliśmy się do MŚ w Korei/Japonii 2002, to też trafił się taki mecz, kiedy to Białoruś złoiła nam u siebie skórę 4:1, a jednak awansowaliśmy z grupy z pierwszego miejsca. Wierzę, że przegrana z Danią okaże się tylko jednorazową wpadką, a zarazem pozwoli Polsce spaść z 5 miejsca w rankingu FIFA. A więc z lokaty, która w żaden sposób nie pokrywa się z rzeczywistością. Uważam, że Polska reprezentacja na dzień dzisiejszy stanowi za circa 25-30 siłą świata.






Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00


("... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze")




piątek, 1 września 2017

boiskowa kopaninka

Kiedy przesłucham te wszystkie najnowsze płyty? - zastanawiam się głośno. Ruszył "wrzesień-jesień", pogoda od razu kiepska, w zamian na szczęście wysypało w fonografii. Dotarły kompakty z dalekiej zagranicy, ale też z naszego podwórka. Czy nie za dużo? Powiadają, że od przybytku głowa nie boli. No nie wiem, nie wiem...
Jedno pewne, szykuje się fantastyczne wydanie Nawiedzonego Studia. Przed nami fragmenty przynajmniej dwóch albumów spoza rodzimej oferty dystrybucyjnej. Choć nie stawia to ich w rolach uprzywilejowanych - wszak najważniejsza muzyka. Ale wiadomo, każdy prezenter lubi coś, czego nie mają inni. Zawsze fajnie jest odkrywać, by przez kolejne lata z dumą głosić: to pierwszy zaprezentowałem ja, Jarząbek Wacław.
Dźwigam na sobie od lat nieco przechwalajek, jak choćby debiutanckich HammerFall, także raczkujących Rhapsody, bądź III album Dare, i trochę innych... Obecnie odkrywam okazjonalnie, ponieważ czynią to za mnie inni. Cały sztab zaprzyjaźnionych Nawiedzonych, dzięki którym docieram do upragnionych nut.
Po wczorajszym subiektywnym wywodzie na temat dyscyplin nieważnych, właśnie zaciskam kciuki za wieczorne spotkanie Polaków z Duńczykami - w królowej sportu: futbolu. Już dzisiaj możemy stanąć jedną nogą w rosyjskim Mundialu 2018, by w poniedziałek z Kazachami wszystko przypieczętować. Oczywiście równie dobrze może z tego wyjść jeden wielki pasztet, bądźmy jednak dobrej myśli.
Jako, że lubię boiskową kopaninkę, dostrzegam w nadejściu jesieni pewien plus: dużo piłki !!!. Eliminacje do Mundialu, za chwilę Liga Mistrzów, a także zaangażowane początkowe fazy wszystkich europejskich lig. Te nigdy nie zawodzą. Jedynie p.Radwańska każdy turniej rozpoczyna od hurra triumfu, by po drugiej lub trzeciej rundzie pakować manatki. Nie można jej jednak odmówić mistrzostwa w nieosiąganiu niczego. Podobnie jawi się wieczna nadzieja Jerzy Janowicz. A i tak mistrzem od zawsze Robert Kubica. Szczególnie w rozwalaniu samochodów. Od niedawna straszą, że kraks-mistrzunio triumfalnie powraca. Panie Robercie, życzę zdrowia, ale może by tak powrócić do gokartów?





Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00


("... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze")