Ostatnio zasłuchuję się Jean-Michel Jarre'em i cieszy mnie, że nie brakuje mi jego muzyki. A wzbiłem się ponowną chęcią ku tej elektronice za sprawą info o przyszłorocznych trzech koncertach Mistrza w moim kraju - Katowice, Łódź oraz Gdańsk. A gdzie Poznań? Zupełnie Gród Przemysła spadł w hierarchii atrakcyjności. To czyni, że nie dostąpię żadnego z trzech zaplanowanych występów faceta, którego lubię, podziwiam i słucham przez całe muzyczne życie.
Nigdy nie zapomnę moich pierwszych fascynacji albumami "Oxygene" i "Equinoxe". Epoka podstawówki, kiedy wszyscy braliśmy tę muzykę w dotyk wyobraźni. Jednocześnie piekielnie zazdrościłem giełdziarzom, posiadaczom tych tytułów i nigdy nie mogłem pojąć, co w nich siedzi, że chcą się ich pozbyć. Ale przecież ja sam też się pozbywałem wspaniałych tematów tylko po to, by posiąść kolejne. W tamtych latach mało kogo było stać na kolekcjonowanie. Większość kolegów wyłapywała płyty, potem je przegrywała na taśmy, po czym na kolejnych giełdach zamieniała na inne tytuły. Ja, nie mając magnetofonu, musiałem się przed podmiankami porządnie nasłuchać, zapamiętać, albowiem nic nie dawało gwarancji ponownego kontaktu z wypuszczoną z rąk muzyką.
Jarre'a często słuchałem leżąc na dywanie i uwalniając receptory imaginacji. Zawsze czułem się przy jego twórczości bosko. Ten facet nieważne, czy akurat prezentował melodyjny, skoczny fragment, czy kontemplacyjny - zawsze gęsia skórka.
Dzisiaj przez połowę dnia kręciłem "Geometrią Miłości". Nietypowy Jarre i mało znany. Album z gatunku wyciszonych, zmysłowych, zadumanych, znakomity też wobec umysłów filozoficznych.
W zbiorach posiadam wznowienie cd z dwa tysiące osiemnastego, choć pierwotnie wydano go w dwa tysiące trzecim. I ten stary egzemplarz miałem jako nowość w dawnym sklepie. Tym sklepie najfajniejszym i jedynym godnym zapamiętania. Wtedy nie był to, jak teraz Jean Michel Jarre "Geometry Of Love", a zapisywał się, jako Project By Jarre "Geometry Of Love - For Vip Room". I przyrostek w tytule sporo wyjaśniał, albowiem rzecz to stworzona na zamówienie, bodaj dla jakiegoś bogacza, który poprosił Jarre'a o skomponowanie muzyki do jego ekskluzywnego nocnego lokalu. Chodziło o muzykę tła, o rytmy niekonfliktujące z rozmowami i szeptami gości. A że w takich miejscach zawsze pachnie namiętnością lub płatną miłością, tak też wobec geometrii miłości album opatrzono stosowną okładką, która przedstawia spikselowane kobiece łono, i tak się złożyło: ówczesnej sympatii Jarre'a.
Ten blisko trzykwadransowy album, dostarcza subtelnej elektroniki i ambientu, co mogło też przygarnąć wielbicieli new age. Świetnie się słucha, pod warunkiem, że nie wymagamy od Jarre'a łatwych melodyjek. Nie ma tu nic singlowego i niczego na żadnym promo z tego nie wykrojono. Tylko do słuchania w całości, aczkolwiek piękny temat "Skin Paradox", można sobie powtórzyć w oderwaniu od spójności.
andy
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00
na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub afera.com.pl
"SOBOTNI WIECZÓR andy'ego"
w prawie każdą sobotę od 23.00 do 1.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań) lub radiopoznan.fm
