środa, 10 lutego 2021

media bez wyboru

Wspieram akcję "Media bez wyboru". Co prawda moja działalność nie opiera się o fundusze z reklam, lecz mam świadomość, jak ogromnym zagrożeniem dla wolnych polskich mediów jest pomysł wprowadzenia tego koszmarnego podatku.
Akcji nie wspierają jedynie media rządowe, bądź te, które mogą liczyć na uniknięcie podatkowych zaostrzeń - czyli wszystkie wspierające PiS-komuchów. Wszystkie te syfy, w rodzaju TV Republika, TV Trwam i tym podobne gównojady.
Rząd pod pretekstem zwalczania skutków kowidu chce obciążyć firmy medialne, których misją nie jest przecież walka z pandemią, a jedynie informacja.
Dzisiaj więc ogólnopolski medialny bunt. Brak dostępu do wielu informacyjnych portali internetowych, jak również czarna nakładka i z na biało wyrytym komunikatem na ekranie tv - na wielu platformach.
Oczywiście nie zmieni to postawy niektórych zaślepionych bandyckimi działaniami rządu ludzi, którzy tradycyjnie okażą, że wszystko mają w dupie i dalej beztrosko będą podlewać swoje kwiatki, a przy okazji zakupów w spożywczaku śliskimi łapskami dorzucą do koszyka Gazetę Polską - wyziewy tego narwańca Sakiewicza. A w rozmowie z niejednym z nas, z głupim uśmieszkiem oznajmią, że oni i tak korzystają jedynie z Playera lub Netflixa.
Miarka się przebiera od dawna, ale pewnego dnia prawuchy zadyndacie jak Mussolini.

Korzystając z okazji dodam, nieoczekiwanie (we śnie) odeszła Mary Wilson - jedna trzech niesamowitych dziewczyn The Supremes (w najlepszym składzie wraz z Dianą Ross oraz Florence Ballard).
Potężny cios dla muzyki - nie tylko czarnej. Myślę, chyba każdy zna "Stop, In The Name Of Love" czy "You Keep Me Hangin' On". Łezka w oku dawnych czasów wytwórni Motown.
W późniejszych latach Mary nagrywała solo, ale nie było tego zbyt wiele, jak też bez dawnych sukcesów. 


A.M.


Suplement jeszcze tylko, ponieważ andrzejrysuje.pl jak zawsze w formie 


poniedziałek, 8 lutego 2021

"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 7- na 8 lutego 2021 / Radio "Afera" - 98,6 FM Poznań






 

"NAWIEDZONE STUDIO"
z niedzieli na poniedziałek, z 7- na 8 lutego 2021 - godz. 22.00 - 2.00
 
RADIO "AFERA", 98,6 FM (Poznań)
www.afera.com.pl 


realizacja i prowadzenie: Andrzej Masłowski

 

 

Podtrzymuję tego bloga już chyba tylko dla tych audycyjnych rozpisek, ponieważ jego prowadzenie od dawna nie daje mi żadnej satysfakcji, tym bardziej gratyfikacji czy radości. Ale okey, dość marudzenia, jedziemy z tym koksem... Przede wszystkim, ciepło w studio. Okno naprawione. Wobec trzaskających mrozów (minus dziewięć na termometrze, odczuwalna minus pięćdziesiąt) przybyłem na Rocha gotowy na wszystkie warianty. Dwie puszki zmrożonej Pepsi oraz termos z gorącą herbatą (popijałem więc na przemian), a w torbie, do wyboru, podbita misiem bluza Champion (podarek od mojej amerykańskiej Sisterki), albo jednak milej w moich oczach widziany czarny t'shirt. Tym razem żaden z tych muzycznych. Nie chcę ich przeeksploatowywać. W szafie tylko cztery (Kiss, Queen, Judas Priest oraz AC/DC) i muszą się sprawdzić w najpiękniejszych porach roku - wiosną i latem.
A propos koszulek. Jakie teraz wyrabiają cuda. Widzieliści Kochani nowe wzory Thin Lizzy, Night Ranger, Def Leppard, Uriah Heep, a nawet jeden okaz Meat Loafa? - powalające!. Oszalałem. Muszę mieć. T'shirty Thin Lizzy szczególnie boskie. Rozciągnięte na całym obszarze materiału (bez żadnych ramek czy innych ograniczeń) okładki "Jailbreak", "Chinatown" czy "Black Rose", nie dają mi pospać. Podobnie, jak UriahHeep'owe "Demons And Wizards" bądź "Abominog". Chcę każdą. Mamuś błagam, please. To przecież zaledwie dwadzieścia pięć euro za sztukę, plus koszt dowózki, gdzieś z dalekiej zagranicy. Ale co ciekawe, pandemiczne i zrobione z materiałowych skrawków maseczki kosztują dokładnie tyle samo. Powrót do socjalizmu. Bo chyba tylko w Polsce i w DDR panowało niepisane prawo, nieważne jaki masz bracie numer buta, cena ta sama. Nie było więc dyskryminacji, szczególnie wobec tych, którym przyrodzenie nie tylko rozrosło się w majtach, ale też w stopie.
Poszli w eter nowiutcy Transatlantic, równie gorący W.E.T. oraz trochę, ale tylko trochę zalegli Blackfield. Miałem jeszcze kilka innych nowizn, jednak za dużo to też niedobrze.
Pomachało rocznicami. Z tych milszych, 40-tka albumu "The Dude" Quincy'ego Jonesa oraz 50-tka "Tapestry" Carole King. A z racji 10-rocznicy śmierci Gary'ego Moore'a, na samym wstępie poszło o Mistrzu słówko, a także fragment jego ostatniej hard rockowej płyty "After The War" - zanim na dobre Irlandczyk wdał się w najbardziej przez siebie ukochanego bluesa. Lecz, oto kolejny triumf kompaktu nad histerycznie przecenianym winylem. Bo tylko na CD "After The War" dostąpimy obu instrumentalnych - zarówno intro, jak i albumowe outro - "Dunluce", oraz genialnie scoverowanego Roya Buchanana "The Messiah Will Come Again". Zresztą, w przypadku albumów Moore'a, na to samo uskarżały się winylowe odpowiedniki "Run For Cover", "Wild Frontier" czy "Still Got The Blues". Long live CD !
Jestem bardzo zadowolony z damskiego kącika. Od dawna nosiło mnie, by co nieco pograć ze świetnej płyty Joni Mitchell "Dog Eat Dog", jednak dopiero wczoraj się na to zdobyłem. Podobnie, jak na kilka nieśmiertelnych songów z ponad półwiecznej kompilacji Niny Simone (na winylu oryginalnie w 1969 roku). Niesamowitej wokalistki, która z dużą lekkością buszowała po jazzie, soulu i bluesie, a gdyby przyszło jej zaśpiewać rocka, wygryzłaby z Frumpy nawet prawdziwą wokalną bombę, jaką Inga Rumpf. Nina Simone była niezwykłą, ale jednocześnie kontrowersyjną postacią. W życiu niesforna, konfliktowa, burzliwa, a kiedy trzeba, wymierzająca spluwą sprawiedliwość wobec osobników ją wkurzających - raz chybiła, innym raz w cel.
Dopiero wczoraj u mnie skrawek z ostatnich Ceti, choć ich "Oczy Martwych Miast" zrecenzowałem dość dawno. Bardzo przychylnie - na trzy i pół gwiazdki. To takie moje mrugnięcie oczkiem ku Marysi Marihuanie oraz Grzegorzowi Kupczykowi, których naprawdę lubię, jednak coś takiego nie może mieć wpływu na uczciwe postrzeganie sztuki. Od dawna wszak twierdzę, że nikt dotąd dobrze nie wyprodukował muzyki Ceti. Irytuje mnie na ich każdej płycie ta realizatorska polskość. Wszystko spod tej samej sztancy. Brak przestrzeni, jakiejś głębi, a nawet, pomimo misyjnie niesionego metalu, pewnej przytulności. Takie zimne, niedoszlifowane, kartonowe fajansiarstwo. Niestety nie mamy w Polsce nawet jednego z krwi i kości rasowego metalowego producenta, kogoś, kto czułby tę muzykę podobnie, jak niedźwiedź miód. Nie mówię zaraz o Desmondzie Child'zie czy Bobie Rocku, bo to w kwestii finansowej widok z góry najwyższej, jednak zapewne znalazłby się w sąsiednich i historycznie naznaczonych metalem Niemczech lub w bogatej od talentów Ameryce niejeden magik, który wpuściłby w tę ambitną naszą heavy kompanię potrzebnej jej lekkości wyrazu. No i koniecznie musi być ktoś, kto cały band rozstawi po kątach, zmusi do ciężkiego treningu i nie wejdzie w psujące cały mozół pracy kumpelskie relacje.
Pograli też obiecani Touch. Dobre preludium wobec nadchodzącego albumu "Tomorrow Never Comes" - pierwszego od 38 lat! I uwaga, ta piękna amerykańska softrockowa ekipa, w oryginalnym składzie.
Mieliśmy wczoraj jeszcze parę innych rzeczy, o których Szanownych Państwa poinformuje poniższa rozpiska.
Składam podziękowania wszystkim, którzy poświęcili się słuchając "live", jak równie wyrażam tylko trochę mniejszą podziękę wobec odsłuchujących z taśmy (bidulki muszą się wyspać), a wszystkich odpornych na moje fm, jak najbardziej utrwalam w tkwiącym w nich przekonaniu, aby dalej wiedli szczęśliwy żywot swój.
Do usłyszenia ...

 


GARY MOORE "After The War" (1989)
- Dunluce (Part 1)
- After The War
- Blood Of Emeralds



MICHAEL SCHENKER GROUP "Immortal" (2021)
- Drilled To Kill - {śpiew RALF SCHEEPERS}
- The Queen Of Thorns And Roses - {śpiew MICHAEL VOSS}



W.E.T. "Retransmission" (2021)
- Big Boys Don't Cry
- You Better Believe It
- How Do I Know



ACCEPT "Too Mean To Die" (2021)
- Symphony Of Pain



RITCHIE BLACKMORE'S RAINBOW "Memories Of Rock - Live In Germany" (2016)
- Catch The Rainbow



CETI "Oczy Martwych Miast" (2020)
- Machina Chaosu



ALICE COOPER "The Beast Of Alice Cooper" (1989)
- Billion Dollar Babies - {oryginalnie na LP "Billion Dollar Babies", 1973}
- Is It My Body - {oryginalnie na LP "Love It To Death", 1971}



TOUCH "Touch II" (1982) - album niewydany w epoce, dopiero w 1998 roku na CD
- Far Enough
- Frozen On A Wire
- Never In Love



BLACKFIELD "For The Music" (2020)
- For The Music
- Under My Skin



STEVEN WILSON "The Future Bites" (2021)
- Count Of Unease



TRANSATLANTIC "The Absolute Universe - Forevermore (extended version)" (2021)
- Solitude
- Belong
- The World We Used To Know



CAROLE KING "Tapestry" (1971) - 50-lecie albumu
- I Feel The Earth Move
- So Far Away
- It's Too Late



QUINCY JONES "The Dude" (1981) - 40-lecie albumu
- Ai No Corrida
- Betcha' Wouldn't Hurt Me



JONI MITCHELL "Dog Eat Dog" (1985)
- Good Friends - {gościnnie MICHAEL McDONALD}
- Fiction - {gościnne THOMAS DOLBY}
- Smokin' (Empty, Try Another) - {gościnnie STEVE LUKATHER}
- Dog Eat Dog - {gościnnie DON HENLEY oraz JAMES TAYLOR}



NINA SIMONE "The Best Of Nina Simone" (1969)
- Don't Let Me Be Misunderstood - {1964}
- I Loves You Porgy - {1964}
- Ne Me Quitte Pas - {1965}




MANIC STREET PREACHERS "Rewind The Film" (2013)
- Rewind The Film - {feat. RICHARD HUGHES}


 

 

Andrzej Masłowski
 
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę, godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań lub www.afera.com.pl
 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"



sobota, 6 lutego 2021

przegląd wydarzeń

Odszedł Krzysztof Kowalewski. Jeden z najlepszych i najbardziej lubianych aktorów, który podarował mi wiele uśmiechu. Aktor kompletny, potrafiący zagrać wszystko, pomimo iż postrzegany głównie jako komediowy. Fantastyczna postać. Dla mnie absolutna czołówka, z tej samej półki, co Burt Reynolds, Peter Falk, Louis De Funes, Patrick MacGoohan czy Robert Culp.

Dzisiaj dziesiąta rocznica śmierci Gary'ego Moore'a. Nawiedzone Studio wspominało o tym fakcie już ze dwie/trzy audycje wstecz, by nie zostawiać uczucia wielbienia tego Artysty na ostatni gwizdek. I dobrze mi w poczuciu pokonania komputerowego datownika i wszystkowiedzącego Facebooka. 

Od najbliższego piątku zielone światło m.in. dla kin czy teatrów. Na razie eksperymentalnie na dwa tygodnie, więc nie wiem, już się cieszyć czy jednak z ewentualną radością jeszcze przyhamować. Dobrze byłoby, by ten zapyziały rząd poluzował majty i ruszył mózgownicą, jak podejść zdroworozsądkowo do odlockdownowania wszystkich dziedzin. 

Przeczytałem, że autorzy wskrzeszonej jakiś czas temu audycji "Wieczór Płytowy" rozdają swoim słuchaczom płyty ze zbiorów Tomka Beksińskiego, jakie Polskiemu Radio po śmierci Nosferatu przekazał jego ojciec Zdzisław. Na rozdawnictwo poszło Marillion "Clutching At Straws" i ponoć Phil Collins "No Jacket Required". Skandaliczne i godne potępienia. Mam nadzieję, że po moim zejściu Mundi nie odda żadnej z domowego zbioru bliskiej mi płyty podobnym radiowym szansonistom. Jeśli nie będzie potrafiła ich sprzedać, a tym samym przekazać całej uzbieranej kwoty na zwierzaki, niech kolekcję puści z dymem podobnie, jak niegdyś z płytami Beatlesów postępowali wszyscy oskarżający tę grupę o więzi z Szatanem.
Zastanawia mnie, kto jeszcze słucha tych wszystkich podupadłych Dwójko-Trójek? Ludzi, którzy o rock'n'rollu opowiadają z entuzjazmem cytowania Dostojewskiego. 

Na 26 marca wyznaczono premierę nowej płyty Touch - "Tomorrow Never Comes". Pięknej melodicrockowej amerykańskiej formacji, której nigdy Szanownym Państwu nie zagra żadna Dwójko-Trójka, ani jakiekolwiek ich internetowe mutacje.
W szeregach Touch m.in. arcyzdolny instrumentalista klawiszowy Mark Mangold. Ale co raduje, Touch powracają w oryginalnym składzie. Tym z okolic 1980-82, kiedy zaistnieli ze świetnym debiutem "Touch", który promowali podczas pierwszej odsłony Monsters Of Rock. Śladem ówczesnego entuzjazmu, w miarę szybko powstała też druga płyta, jednak w słusznej dla niej epoce nie została wydana, a dopiero w czasach popularności nośnika CD. Jutro przez chwilę ich posłuchamy. W ogóle będzie barwnie i oby też nie bardzo przewidywalnie.
 
 
A.M.

wtorek, 2 lutego 2021

STEVE HACKETT "Under A Mediterranean Sky" (2021)



 

 

STEVE HACKETT
"Under A Mediterranean Sky"
(InsideOutMusic)

****

 

 

Nie byłoby tej płyty, gdyby w związku z arogancko rozpanoszonym kowidem Hackett nie przerwał w marcu 2020 roku trasy koncertowej, a po powrocie bez elektro sprzętu zastał swój pokój jedynie z pełną gamą gitar akustycznych. Sięgnął więc po kilka z nich, jak również po pamiętnik z niedawnych rozległych podróży po akwenie śródziemnomorskim, jakich dokonywał u boku żony. Śladem wielokulturowości tamtych regionów szybko zaczęła tworzyć się stosowna klasycyzująca muzyka, wyzbyta rockowych przesterów oraz daleka zapotrzebowaniom przepastnych, owianych pulsem świateł rockowych scen.
"Under A Mediterranean Sky" nie jest jednak równie oszczędne, co wydane w 1983 roku, minimalnie swego czasu popularne "Bay Of Kings". Jednak na tamtym albumie, w tkaniu filigranowych akustycznych tematów towarzyszyły Hackettowi jedynie flet plus keyboard lub syntezator. Tutaj, obok osadzonej w czubie stawki gitary, pojawiło się znacznie więcej instrumentów - flet, obój, tar, duduk, saksofon, skrzypce oraz jak zawsze spodziewane instrumenty klawiszowe. Na tym ostatnim polu kawału solidnej roboty dokonał Roger King, nierzadko przyczyniający się również imitacyjnej oprawie symfonicznej orkiestry. Sam Hackett natomiast zagrał na gitarze nylonowej, stalowej oraz 12-strunowej, do tego na charango (to taka andyjska mini gitara, trochę a'la mandolina), a i na iraqi oud - kolejnej egzotycznej gitarze, popularnej w rejonach arabskich, z korpusem wyrytym w kształcie gruszki i bezprogowym gryfem. I te wszystkie muzyczne narzędzia przysłużyły się na różne subtelne sposoby w ilustracji uroków Malty, Grecji, Francji, włoskich Pompei, Egiptu, Hiszpanii czy też Chorwacji.

Pan Stefek dźwiga architektonicznym sumieniem wszystkie dobra tej płyty, niekiedy tylko dzieląc kompozytorskie łoże z Jo Hackett bądź Rogerem Kingiem. Jedynym tego odstępstwem barokowe "Scarlatti Sonata", należące do XVIII-wiecznego Neapolitańczyka Domenico Scarlattiego
Na jedno z wyróżnień zasługuje otwierająca całość, blisko 9-minutowa kompozycja "Mdina (The Walled City)". Subtelna, a dzięki Rogerowi Kingowi niekiedy o pełnym orkiestrowym rozmachu, mogąca nawet wzbudzić zazdrość u niejednego akustycznego gitarowego herosa. W tym fragmencie Maestro w niczym nie ustępuje klasą Narciso Yepesowi czy Julianowi Breamowi - wybitnym gitarzystom czasów współczesnych, choć niestety oboje nieżyjący.
Na danie główne zasługują, niemal zlepione programem tej płyty, urzekająco zrelaksowane "Casa Del Fauno" oraz nasączone rytualnym mrokiem "The Dervish And The Djin". Obie konstrukcje doprawione symfonią Rogera Kinga oraz fletem Roba Townsenda. W pierwszej z nich usłyszymy wyraz podziwu Pompejami, a w tytule zarysuje się obecność starowłoskiego Boga Płodności, zaś w "The Dervish And The Djin" zapachnie Bliskim Wschodem i czymś na modłę obrządkowego tańca duchów.
Kolejny albumowy blask, to delikatne "Sirocco". Tym razem ex-Genesis'owiec proponuje wycieczkę do historycznego Egiptu, natomiast w "Andalusian Heart" eksponuje wyraz fascynacji sewilskimi mistrzami flamenco. I w takim antycznym tonie przebiega całe "Under A Mediterranean Sky".
Hackett to wrażliwy i nadludzko zdolny muzyk. Gdyby zaszła stosowna potrzeba zapewne bez trudu zagrałby nawet romanse rosyjskie w rytmie oberka, a jeśli ukradkiem doczepić mu tuzin dodatkowych strun, żadnej by nie pominął. Natura nadała nam go w celu ewangelizowania gitary, i to w czasach, w których ten zasłużony wobec rocka oraz muzyki klasycznej instrument coraz częściej przegrywa z szeroko pojętą elektroniką. I tylko szkoda, że z tak okazałej muzyki obecnie wyciąga się jeszcze mniej niż wynosi dzienny koszt utrzymania ogrodnika w Monte Carlo.

A.M.


poniedziałek, 1 lutego 2021

"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 31 stycznia na 1 lutego 2021 / Radio "Afera" - 98,6 FM Poznań







"NAWIEDZONE STUDIO"
z niedzieli na poniedziałek, z 31 stycznia na 1 lutego 2021 - godz. 22.00 - 2.00
 
RADIO "AFERA", 98,6 FM (Poznań)
www.afera.com.pl 


realizacja i prowadzenie: Andrzej Masłowski

 

Znowu radiowy komputer nawywijał. Zaczęły się juble jeszcze przed moim występem i za nic nie odpuściły. Dezaktywne były więc jingle, zajawki, a także sterowane PC-umysłem pasmo nocne. Próbując zaradzić katastrofie przedłużyłem Nawiedzone Studio o dwie progrockowe suity - w wydaniu grup Grobschnitt oraz My Solid Ground - po czym zziębnięty (niedomykające się w studio okno) nastawiłem jakiś będący pod ręką jedyny w okolicach odtwarzacza cedek i pojechałem do domu. I coś mi podpowiada, by na przyszłość zawsze mieć przy sobie jakiś plan b, czyli gustowny awaryjny osiemdziesięciominutowy sampler. W razie kolejnego warknięcia komputera, niech na zapętleniu sączy się do rana coś, pod czym chętne się podpiszę.
Sypnęło nowościami. Najpierw cudownie pohałasowali Accept oraz Michael Schenker Group, a po nich sprawy w swe ręce wziął Steven Wilson. Myślę, że jego ledwie poczętego "The Future Bites" trzeba trochę posłuchać. Nie jest to płyta na szybkie przemaglowanie, bądź laptopy czy smartfony. Tu musi być wygodny fotel, dobre stereo i zaangażowanie ze strony słuchacza. Muzyka to przecież rozkosz, nie żaden walany po podłodze popcorn. Ale muzyka to też nie wyścigi, podczas, gdy coraz częściej obserwuję rywalizacje, kto się załapał na jakąś nowość szybciej, kto wygrał, kto za plecami, kto lepszy, kto gorszy. Bardzo tego nie lubię. Może dlatego, że przybyłem z krainy, gdzie muzyki słuchało się uważniej, a status nowego albumu nie odpuszczał do momentu, kiedy artysta zaserwował kolejny. To było takie zdrowe. Płyt słuchało się dniami, tygodniami... Znało się każdą nutę i wers na pamięć. A często te z pozoru mniej nieudane, dopiero po dwudziestu posłuchaniach nabierały barw. Obecnie status nowości to maksymalnie trzy/cztery tygodnie.
Dużo słucham najnowszego Steve'a Hacketta. Wspaniały. Wyciszony, pobudzający wyobraźnię, czerpiący z dawnego świata, na długo sprzed automobili i elektroniki. Dostojny, klasycyzujący, wielokulturowy, choć z obrębu jednego akwenu śródziemnomorskiego.
2 lutego nastąpi 40-lecie drugiego w dorobku longplaya Iron Maiden "Killers". Ależ przeleciało. Jak dziś pamiętam jedną z niedzielnych giełd w Wawrzynku, kiedy znienacka obrodziło okładkami z sympatycznym Eddiem, który właśnie na jakimś przechodniu dokonuje ulicznego mordu, a któremu to zza zielonej kotary w pobliskim bloku przygląda się jakiś zamarły strachem jegomość, a i kot na dachu znieruchomiał. Niemal w parze z tą właśnie okładką, na tej samej giełdzie zatrzęsło też wcześniejszym debiutem. Od razu naszło mnie przekonanie o nieprzeciętnym metal objawieniu, ale chyba nikt wówczas nie zdawał sobie sprawy, że z Żelaznej Dziewicy wyrośnie taka potęga. I głową zaręczam, prawie nikt nie znał jeszcze Samson'owego Bruce'a Bruce'a, który dobił do Maidenów przy kolejnym "The Number Of The Beast" - już jako Bruce Dickinson. Ale Paul Di'Anno też był świetny. Inny, może mniej siłowo rozśpiewany i nieaspirujący do frontmana grupy, która niebawem zacznie wypełniać stadiony, niemniej pasował do tej muzyki bez dwóch zdań.
Mieliśmy też we wczorajszym Nawiedzonym świętowanie 70-tki Phila Collinsa. Stonowane i w melancholijnym repertuarze. Kilka perełek z dwóch postGabriel'owych płyt oraz przepiękny finał drugiego solo albumu, w postaci symfoniczno-pianistycznej ballady "Why Can't It Wait 'Till Morning". Ten bardzo osobisty utwór nigdy nie był przebojem, co pokazuje, ile tracą ludzie ufający jedynie komercyjnym radio rozgłośniom.
Pograłem też nieco starego rocka (Spooky Tooth czy The Guess Who), a nawet jazzu. Zarówno tego komunikatywnego, niemal aor'owego, gdzie z saksofonem posiłował się gigantycznie uzdolniony David Sanborn (w karierze nie unikał też związków z rockiem - u boku Erica Claptona, Rogera Watersa, Toto czy Micka Jaggera), ale zapodałem też w eter wirtuozerskich Weather Report. W kompozycji "Mysterious Traveller", do której żywię ogromny sentyment, a którą to pierwszy raz w życiu usłyszałem jako circa 14/15-latek, i zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Miała taki posmak niepokoju, bo i też w pierwszej części uczepiono w niej lekką nutkę grozy. Fantastyczny utwór, niezwykłego przecież zespołu. Grającego pomysłowo i bez zahamowań, do tego łamiącego wszelkie zasady wobec ładniutkich melodyjek.
I na koniec, tak już poza muzyką, wczoraj był piękny dzień z racji kolejnej zbiórki na rzecz WOŚP. Budujące, jak wieloma dobrymi ludźmi się otaczamy.



IRON MAIDEN "Killers" (1981)
- The Ides Of March
- Wrathchild
- Killers



ACCEPT "Too Mean To Die" (2021)
- Zombie Apocalypse
- No Ones Master
- The Best Is Yet To Come



ROYAL HUNT "Dystopia" (2020)
- The Missing Page (Intermission I)
- Black Butterflies



MICHAEL SCHENKER GROUP "Immortal" (2021)
- Sangria Morte - {śpiew JOE LYNN TURNER}
- After The Rain - {śpiew MICHAEL VOSS}
- Sail The Darkness - {śpiew RONNIE ROMERO}



BLUE MURDER "Blue Murder" (1989)
- Out Of Love



STEVEN WILSON "The Future Bites" (2021)
- 12 Things I Forgot
- Eminent Sleaze
- Man Of The People
- Personal Shopper



STEVE HACKETT "Under A Mediterranean Sky" (2021)
- Andalusian Heart



GENESIS "... And Then There Were Three ..." (1978)
- Undertow
- Many Too Many



GENESIS "Duke" (1980)
- Heathaze



PHIL COLLINS "Hello, I Must Be Going!" (1982)
- Why Can't It Wait 'Till Morning



WEATHER REPORT "Mysterious Traveller" (1974)
- Mysterious Traveller



DAVID SANBORN "A Change Of Heart" (1987)
- Chicago Song



GLORIA ESTEFAN "Unwrapped" (2003)
- Wrapped
- Say Goodbye



DAN FOGELBERG "Nether Lands" (1977)
- Nether Lands



SPOOKY TOOTH "Witness" (1973)
- Wings On My Heart
- Things Change
- Pyramids



THE GUESS WHO "Canned Wheat" (1969)
- No Time
- Minstrel Boy
- Laughing
- Undun



GROBSCHNITT "Grobschnitt" (1972)
- Symphony
a) Introduction
b) Modulation
c) Variation
d) Finale



MY SOLID GROUND "My Solid Ground" (1971)
- Dirty Yellow Mist

 

 

Andrzej Masłowski
 
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę, godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań lub www.afera.com.pl
 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"