Sam niegdyś zapędziłem się do pisania in memoriam, więc nawet, jeśli obecnie nie mam na to najmniejszej ochoty, trzeba być konsekwentnym.
Odeszli David Allan Coe oraz Alex Ligertwood.
Pierwszy, to zbuntowany, niesforny i mający na bakier z prawem country'owiec, który z początku pragnął zostać bluesmanem. Nie brak takich, którzy uważają go za postać równie dla country istotną, co Johnny Cash czy Kris Krostofferson. Nie wypowiem się jasno w tej kwestii, za mało bowiem poświęciłem mu czasu. W moich przepastnych zbiorach płytowych, w zasadzie nie mam niczego, poza polskim, pronitowskim winylem "Willie And David". A większego gniota nie widziałem. Nie wiem, co strzeliło do łba wydawcy tej licencji - która faktycznie pierwsze źródło miała w Stanach - opublikowanej w koszmarnej i tylko minimalnie innej, jakże bliskiej naszemu pomysłowi graficznemu, okładce. Dla jasności, to u nas ktoś zerżnął pomysł z zachodniego pierwowzoru.
Kompletny gniot. Kto wymyślił taką płytę? Komu przyszło do głowy zakupić taki niczego wart tytuł? Po cztery nieznane i nic nieznaczące numery Willego Nelsona i Davida Allana Coe. I to jeszcze z błędem - na stronie A, powinien być Nelson, a Coe, na B. Jest odwrotnie, choć naklejki uparcie oznajmiają swoją słuszność. Płyta, której nie chce się słuchać. I słusznie - szkoda czasu. Nie muszę dodawać, że nie znajdziemy tu choćby pół nuty czegoś znanego z repertuaru Coe'ego - ani "Ride", ani też "She Used To Love Me A Lot", które na cudownych kilka minut przerobił w latach osiemdziesiątych Johnny Cash - pomimo iż opublikowano jego wersję dopiero po śmierci.
Drugi, to moim zdaniem dobry, nawet bardzo dobry, choć w skali ogólnej kontrowersyjny wokalista Alex Ligertwood, najczęściej kojarzony jedynie z Santaną. Poważny błąd. Z jego pola działania, dodałbym jeszcze przynajmniej jedną nazwę - Brian Auger's Oblivion Express. W swoim czasie grałem płyty tej ekipy w Nawiedzonym, więc przynajmniej, choćby tylko dzięki temu źródłu, to granie nie powinno być nikomu obce.
Co do Santany, Ligertwooda mamy na jego płytach od schyłku lat siedemdziesiątych, poprzez niemal całe lata osiemdziesiąte, aż po dziewięćdziesiąty drugi rok, czyli już tylko źdźbło, czym "Somewhere in Heaven" na "Milagro".
Osobiście bardzo lubię, niekiedy wręcz ubóstwiam płyty "Marathon", "Zebop!" oraz "Beyond Appearances". Mamy tam sporo śpiewania Ligertwooda, tylko epizodycznie przecinane Gregiem Walkerem.
Postaram się w najbliższych audycjach zaserwować najlepsze momenty każdej z wymienionych płyt.
Panowie - Davidzie i Alexandrze - pędźcie ku Gwiazdom...
P.S. A co Carlosa Santany dodam, iż właśnie umarła Deborah Santana - była żona twórcy "Samby Pa Ti", którą Maestro uważał za przyjaciółkę i inspirację
andy
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00
na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub afera.com.pl
"SOBOTNI WIECZÓR ANDY'EGO"
w prawie każdą sobotę od 23.00 do 1.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań) lub radiopoznan.fm


