poniedziałek, 12 lutego 2018

granie Gierkowskiego schyłku

Tajemniczy DJ Iks spisał się przy konsolecie wyjątkowo dzielnie, z kolei nadworny Tomek Ziółkowski posłuchał Nawiedzonego Studia zachwyciwszy się Spiskiem. Szczególnie kawałkami, w których płuca rozpierał Krzysztof Cugowski. Ten były nawet senator Prawa i Sprawiedliwości (jedyna plama w życiorysie tej wybitnej dla polskiego rocka postaci), to chyba taki Tomkowy number one, i zdaje się już nikt nigdy tego nie zmieni. Myślę, że nawet On sam. Inni niech też nie próbują.
W ogóle posypały się pochwały za rodzimy kącik "Szanujmy wspomnienia, czyli cudze chwalicie swego nie znacie". I wcale niekoniecznie za przywołany Spisek, a głównie za Zbigniewa Górnego. No proszę, a ja myślałem, że mnie Nawiedzeni skarcą. Cieszy więc możliwość wybiegania poza ramy rocka i odsłanianie kart innych fascynacji. A powiem Szanownym Państwu, że o ile jazzu w zasadzie nie słucham, to akurat ten nasz z epoki Gierkowskiej, autentycznie ubóstwiam. Im późniejszy Gierek, tym lepiej. Prym wiodą nagrania z okresu 1974-1979. Wszystkie filmowe ilustracje w wydaniu Włodzimierza Korcza, Andrzeja Korzyńskiego, Włodzimierza Nahornego czy właśnie Zbigniewa Górnego, to prawdziwa eksplozja. Od zawsze uwielbiałem te ich jazz/funk/groove/rockowe wtręty. Zwracałem na tę naszą jazz/funk/muzyczkę baczną uwagę, i zawsze mi jej mocno brakowało na płytach. Na szczęście ostatnimi czasy pojawia się jej coraz więcej. Marzyłem, by posiąść na LP lub CD tematy do "Karate po polsku" oraz "Prywatnego Śledztwa", jak również muzykę do "Zapachu psiej sierści" - polsko-bułgarskiej produkcji, z kapitalną rolą Romana Wilhelmiego, a muzyką Włodzimierza Nahornego. I wreszcie mam. Jakże to inna i zdecydowanie urokliwsza twórczość od wielu gigantycznych i nazbyt pieszczotliwie dopracowanych światowych produkcji tamtego okresu. U nas grywano sercem i skromnymi możliwościami technologicznymi, często zamykając z racji cięć budżetowych sesje po jednym/dwóch podejściach - i to się niekiedy wyczuwa. A przecież i tak brzmi to najlepiej na świecie. Poza tym, nie każdy był Marylą Rodowicz, która mogła poprawiać wszystko w nieskończoność. Nie od dziś wiadomo, że Polacy w dżezie byli mistrzami, i nie tylko za sprawą świetnego warsztatu, ale po prostu mieli duszę, poczucie estetyki i wysublimowanego piękna, do tego wrytą za sprawą szarych ulic niedostępną kolorowemu światu wrażliwość, plus ambicje i niesłychanie pieczołowicie wypracowany profesjonalizm. I w niczym nie ustępowaliśmy wielkim światowym nazwiskom. Zresztą, gdyby taki Jerzy Milian lub Andrzej Korzyński urodzili się w Stanach Zjednoczonych, zapewne opływaliby bogactwem, a ich nazwiska płynęłyby jednym strumieniem wraz z Henrym Mancinim, Nino Rotą i Hansem Zimmerem, jak też byłyby ozdobą chodnikowych gwiazd na hollywoodzkim Walk Of Fame.
W najbliższą niedzielę dorzucę kolejny przykład grania z gierkowskiego okresu - z dużą dozą disco.







Andrzej Masłowski
 
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 
"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"



mój niewykorzystany piątkowy pakiet startowy













"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 11 lutego 2018 - Radio "Afera" - 98,6 FM Poznań





"NAWIEDZONE STUDIO"
niedziela 11 lutego 2018 - godz. 22.00 - 2.00
 
RADIO "AFERA", 98,6 FM (Poznań)
www.afera.com.pl 


realizacja: DJ IKS
prowadzenie: Andrzej Masłowski







SAXON - "Thunderbolt" - (2018) -
- Sons Of Odin

ROYAL HUNT - "A Life To Die For" - (2013) -
- A Life To Die For

===============================
===============================

ZENO ROTH
(30.VI.1956 - 5.II.2018) 

kącik poświęcony Artyście



ZENO - "Listen To The Light" - (1998) -
- I Would Die For You - {śpiew MICHAEL FLEXIG}

ZENO - "Zeno" - (1986) -
- Eastern Sun - {śpiew MICHAEL FLEXIG}

ZENO - "Zenology" - (1995) -
- Together - {śpiew MICHAEL FLEXIG}
- Surviving The Night - {śpiew TOMMY HEART}

===============================
===============================

FAIR WARNING - "Four" - (2000) -
- For The Young

BOULEVARD - "IV: Luminescence" - (2017) -
- What I'd Give

MAGNUM - "Lost On The Road To Eternity" - (2018) -
- King Of The World

AMMUNITION - "Ammunition" - (2018) -
- Virtual Reality Boy
- Wrecking Crew

STEVE WALSH - "Black Butterfly" - (2017) -
- The Piper
- Warsaw

================================
================================

PAT TORPEY
(13.XII.1953 - 7.II.2018)

kącik poświęcony Artyście



MR. BIG - "Back To Budokan" - (2009) -
- Take Cover
- To Be With You

JEFF PARIS - "Race To Paradise" - (1986) -
- Don't Make Promises

IMPELLITTERI - "Stand In Line" - (1988) -
- Somewhere Over The Rainbow - {Judy Garland cover}

================================
================================

KAYAK - "Seventeen" - (2018) -
- Cracks

SPISEK - "Spisek" - (2017) - nagrania z lat 1977-78
- Hallo Herbie
- Powódź - {śpiew KRZYSZTOF CUGOWSKI}
- Mannix w Warszawie - {śpiew KRZYSZTOF CUGOWSKI}
- Sępowskie Lato

ZBIGNIEW GÓRNY - "Soundtracks" - (2017) -
- Pokochać Cudzoziemską Damę - {temat do filmu "Okno", 1981}
- Temat Przewodni - {temat do filmu "Karate Po Polsku", 1982}
- Wokaliza - {temat do filmu "Prywatne Śledztwo", 1986}
- Pościg - {temat do filmu "Prywatne Śledztwo", 1986}

V/A - "Cinema France" - (2017) -
RAYMOND LEVÉVRE - Le Gendarme Se Marie (Generique) - {temat do filmu "Żandarm Się Żeni", 1968}

DIE PUHDYS - "25 Jahre Die Totale Aktion - Live" - (1994) -
- Hiroshima - {Wishful Thinking cover} - nagranie koncertowe z 1984 roku

DIE PUHDYS - "Die Puhdys" - (1974) - nagrania z 1973 roku
- Vorn Ist Das Licht
- Von Der Liebe Ein Lied
- Türen Öffnen Sich Zur Stadt
- Ikarus

================================
================================

CRAIG MacGREGOR
(13.IX.1949 - 9.II.2018)

kącik poświęcony Artyście








FOGHAT - "Foghat Live" - (1977) -
- Fool For The City
- Honey Hush

FOGHAT - "Tight Shoes" - (1980) -
- Stranger In My Home Town

================================
================================

MR. BIG - "Defying Gravity" - (2017) -
- Nothin' Bad ('Boat Feelin' Good)





Andrzej Masłowski
 
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 
"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"




sobota, 10 lutego 2018

osiemnastka

W przeczytanej w internecie rozmowie z byłym goalkeeperem Maciejem Szczęsnym, a ojcem jeszcze słynniejszego Wojciecha, wychwyciłem: "...wtedy sobie uświadomiłem, że trzeba fotografować, zwłaszcza bliskich, bo nigdy nie wiesz, kiedy tylko to ci zostanie. Zdjęcie to nie tylko obraz tej osoby, ale także chwila, którą razem spędziliście...". Jakże trafne. Tylko, że do takich wniosków docieramy, gdy jesteśmy na etapie pragnienia cofnięcia zegarowych wskazówek.
Wczoraj miałem okazję zagościć na 18-tce. Niestety niezakrapianej, choć wódki nie brakowało. Kolejny antybiotyk odebrał mi przyjemność nawalenia się wódą, co cenię w życiu jak mało co. Dziwnie się człowiek czuje, gdy większość procentowo hula, a jemu pozostaje na pociechę kilka szklanek Pepsi, plus stół zastawiony żarłem. 
Na trzeźwo również niełatwo zrozumieć współczesne dance'owe trendy. Straszne, naprawdę. A momentami jeszcze straszniejsze. Ludzie jednak się bawią. Hmmmm... po kilku głębszych chyba już wszystko jedno, co sączy się z nabuzowanych głośników.
Współczesny didżej nie ma nawet jednej płyty. Cała aparatura, to mnóstwo świecidełek, a nawet podobnej pary do tej z metalowych koncertów, do tego przesterowany mikrofon i dwa muzodajne laptopy, które tyrają za wynegocjowaną stawkę. Pozazdrościłem sobie, że jestem z pokolenia "Comanchero", "Vamos A La Playa", "I Like Chopin", "Tarzan Boy" czy "Paninero". Tego pokolenia od ładnych piosenek, choć niegdyś uważanych za szczyt bezczelności, gdy nazywano je muzyką. Wiem wiem, walę tekstami starego zgreda, ale naprawdę czuję, że urodziłem się w lepszej epoce, i nigdy bym się na nic z obecnymi małolatami (o pardon, już od teraz pełnolatami) nie zamieniał.
Choć plusem kolejnej serii antybiotyku, taneczna wymówka. Wystarczyło pokazać opatrunek, by odpuszczono mi pajacowanie na parkiecie. Nigdy nie lubiłem tańczyć, a w podstarzałym wieku plusem bywa zrzucanie wszystkiego na chorobową i zarazem chorobliwą niezdolność, co czynię nawet, gdy niekiedy naprawdę bywam zdrowy.
Na nasze jutrzejsze spotkanie przygotowałem dużo różnobarwnej muzyki. Także w niewielkim stopniu polskiej. Dawno nie mieliśmy kącika "Szanujmy wspomnienia, czyli cudze chwalicie swego nie znacie". Proszę jednak nie pokładać w nim zbyt wielkiej nadziei. Nie mam zamiaru udawać nadpobudliwego miłośnika rodzimej twórczości.
Od Słuchacza Szymona, a belfra zarazem, otrzymałem w podarku lekko wysłużony kompilacyjny kompakt 38 Special "Flashback" - thanks Mr. Simon - Simon says. O ironio, a ja właśnie mniej więcej przed rokiem przerzuciłem mojego idealnego winyla na CD-R, by Szanownym Nawiedzonym w którejś audycji zaprezentować - choć do teraz nie znalazłem stosownej okazji - a tu teraz beztrzaskowo ta kapitalna składanka melodyjnych southern-rockowców, że ach... Cieszę się bardziej o tyle, iż CD różni się nieco od winyla. Mój egzemplarz LP zawiera dziesięć kawałków oraz dodatkową EPkę, co w sumie daje czternaście piosenek. Tutaj też jest czternaście, lecz cztery ostatnie nie pokrywają się z tamtymi, i na odwrót rzecz jasna. Cóż, muszę poszukać dawno zapisanej kartki z "Flashback", wkleić do radiowego zeszytu, i niech popłyną nuty...
Do usłyszenia.... niedziela, godz.22.00 na 98,6 FM Poznań lub www.afera.com.pl







Andrzej Masłowski
 
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 
"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"




piątek, 9 lutego 2018

TOMMY EMMANUEL - "Accomplice One" - (2018) -








TOMMY EMMANUEL
"Accomplice One"
(THE PLAYERS CLUB / MASCOT)

***1/2






Na "Accomplice One" niewiele takiej muzyki, z którą obcuję na co dzień. Jednak pełna pasji wirtuozerska gra Australijczyka Tommy'ego Emmanuela oraz jego gości, tylko rozbudziła we mnie uśpione wodze fantazji.
Chylę czoła przed różnorodnością tego country/folk/bluesowego albumu, nawet jeśli bywają na nim fragmenty, w których Tommy z kompanami mają ochotę pograć tylko dla samych siebie. Vide kilka końcowych instrumentalnych kompozycji, jak: Hedrixowskie i jednocześnie kosmiczne "Purple Haze"- z Jerrym Douglasem grającym na dobro, "Rachel's Lullaby" - z hawajskim mistrzem ukulele Jake'em Shimabukuro, jazzowy "Djangology" - na trzy akustyczne gitary: Emmanuel + Frank Vignolo oraz Vinny Raniolo. Następnie, z pojedynczymi głosowymi wtrętami prymitywny blues "Watson Blues" - z bluegrassowymi: mandolinistą Davidem Grismanem oraz akustycznym gitarzystą Bryanem Suttonem, bądź jazz/bluesowy, w tym zasilony dosłownie kilkoma wokalizami "Tittle Tattle" - z grającym na akustyku Jackiem Pearsonem, który przed dwoma dekady zasilał nawet The Allman Brothers Band. Ale nie zabrakło też piosenek, jak choćby z udziałem samego Marka Knopflera "You Don't Want To Get You One Of Those", dla której przecież specjalnie nabyłem całe to dzieło. Rzecz na dwie akustyczne gitary oraz dwuśpiew Emmanuela z Knopflerem, co zaowocowało prostą country/bluesową pieśnią - skomponowaną przez samego Knopflera, choć sprawiającą wrażenie powstałej gdzieś w epoce Roberta Johnsona.
Spośród pozostałych instrumentali oraz piosenek, szczególnie przypadły mi do gustu: finalizująca album ballada "The Duke's Message" - zaśpiewana przez Suzy Bogguss, a utrzymana w klimacie bard-mistrzyni Joan Baez, ponadto gitarowy country/folkowy popis wraz z gitarzystą akustycznym Clivem Carrollem w "Keepin' It Reel", a zagrany z zaangażowaniem bliskim najbardziej pozytywnie rozsierdzonych graczy flamenco, do tego mą uwagę przykuło również trzyminutowe, country'owe, a i radośnie zrytmizowane "Song And Dance Man" - z gościnnym udziałem wokalisty, mandolinisty i country/bluegrassowego giganta Ricky'ego Skaggsa.
Obok kompozycji współczesnych, znajdziemy na "Accomplice One" także przeróbki, jak choćby gitarowo-mandolinowy tandem David Grisman/Bryan Sutton w "C-Jam Blues", którzy oprócz wspomnianego "Watson Blues", tym razem w kompozycji opartej na nutach Duke'a Ellingtona, natomiast klasyczny temat Otisa Reddinga "(Sittin' On) The Dock Of The Bay", nasz główny winowajca zagrał i zaśpiewał w duecie z amerykańskim gitarzystą J.D. Simo - który może nawet poszczycić się współpracą z Joe Bonamassą.
Wyjątkowo też wbił się we mnie - i nie chce odpuścić - otwierający "Deep River Blues" - autorstwa zmarłego przed kilkoma laty Doca Watsona. Wykonany do spółki z przedstawicielem młodszego pokolenia alternatywnego country Jasonem Isbellem, stanowi nie tylko za świetne otwarcie całości, ale i za jeden z tak zwanych "albumowych momentów".
Ponad godzina korzennej amerykańskiej muzyki, nie dla każdego, jednak fani archetypicznego grania przyklękną z wrażenia.







Andrzej Masłowski
 
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 
"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"






link do "i stanie się koniec"

Polecam Państwa uwadze artykuł Pawła Piotrowicza "I stanie się koniec" z portalu onet.pl. Rzecz na temat wycofania się amerykańskiej sieci Best Buy z płyt kompaktowych, co stanie się wraz z początkiem lipca tego roku.
Mam własny pogląd na zdarzenie, lecz zarazem kompletny brak chęci rozwodzenia się na blogu. Proszę zwrócić uwagę na mentalność Amerykanów, naszego Starego Kontynentu oraz Japończyków. Refleksje pozostawiam Państwa uwadze.
Nie mam zwyczaju udostępniać cudzych artykułów, lecz tym razem w drodze jednorazowego wyjątku...
Poniżej link:
http://muzyka.onet.pl/pop/koniec-plyt-cd-juz-bliski/8zq33c






Andrzej Masłowski
 

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 
"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"




wtorek, 6 lutego 2018

nie żyje ZENO ROTH (30.VI.1956 - 5.II.2018)

Odszedł Zeno Roth. Znakomity niemiecki gitarzysta melodic-hard-rockowy.
Był młodszym bratem słynniejszego Uliego Jona Rotha - wczesnego gitarzysty Scorpions. I choć Zeno nie odnosił sukcesów na miarę brata, dał się poznać z jak najlepszej strony. Niedawno, konkretnie 5 listopada ub.roku, zaprezentowałem w audycji fragment pierwszego albumu Zeno, zatytułowanego po prostu "Zeno", a wydanego w 1986 roku. Były to czasy, kiedy grupa otwierała nawet koncerty Black Sabbath. Pamiętam, że ktoś zwrócił uwagę na te kompozycje, określając je entuzjastycznym: wspaniałe! I pomimo mojego wielkiego serca do tego dzieła, nie byłem to ja.
Właśnie sprawdzam w audycyjnej rozpisce; do Państwa domów dotarły trzy utwory: "Love Will Live", "Don't Tell The Wind" oraz "Heart On The Wing". W radiowym zeszycie zaplanowałem jeszcze wyemitowanie przebojowego "Eastern Sun", lecz nie starczyło czasu. Kapitalny jest debiutancki Zeno, proszę zaufać memu nieskromnemu, ale naprawdę dobremu gustowi. Pójdę dalej, uważam nawet, że każdy sympatyk hard'n'heavy, musi tego posłuchać. Zarówno z uwagi na super melodyjne i czadowe kompozycje, jak też z racji obecności na debiucie perkusisty Chucka Burgiego (współpracownika Blue Öyster Cult, Joe Lynn Turnera czy Meat Loafa) oraz instrumentalisty klawiszowego Dona Aireya (od lat muzyka Deep Purple). Tamtej wieczoro-nocy zaprezentowałem także dwa nagrania Scorpions z LP "Fly To The Rainbow", a więc z czasów, gdy jeszcze tam kąsał na gitarze Uli Jon Roth, brat Zeno.
Grupa Zeno opublikowała w swej długiej karierze ledwie pięć albumów, z których posiadam trzy, ale to i tak wystarczy, byśmy w niedalekiej perspektywie wspólnie sięgnęli po kilka bombowych, a nigdy dotąd niewyemitowanych w Nawiedzonym Studio nagrań.
Uli Jon Roth po śmierci brata wydał oświadczenie, w którym zaznaczył, iż Zeno zmarł we śnie po cierpieniu w związku z długoletnią chorobą, i że tym samym ostatecznie przeniósł się do znacznie lepszego miejsca.
W dalszym toku Uli zauważa, że Zeno był niezwykle utalentowanym artystą, którego tak zapamięta, a także jako człowieka łagodnego i troskliwego, o najgłębszych uczuciach, ale też jako osobę tryskającą humorem. Uli dostrzega w Zeno wielkiego gitarzystę, powołując się przy okazji na niedawne z nim spotkanie, tak w okolicach Świąt Bożego Narodzenia, kiedy to Zeno zaprezentował mu demówki z najnowszymi nagraniami, a te uwypukliły jego lepszą grę, niż kiedykolwiek wcześniej. Uli przy okazji zobowiązał się dokończyć zgrywanie i miksowanie pozostawionej przez Zeno muzyki, by ostatecznie niebawem ją opublikować. Jak określił: nowa muzyka mego brata zawiera w sobie sporo piękna i magii.
Kolejna ogromna strata w świecie muzyki, i kolejna przedwczesna. Opuścił nas wspaniały wrażliwy muzyk, choć niestety świat nie będzie go opłakiwać w równym stopniu, co arcy-znanych Davida Bowiego lub George'a Michaela. Już tak to jest.
Zeno Roth przeżył niespełna 62 lata.
Wielkie dzięki Zeno za wszystkie pozostawione muzyczne skarby, a teraz brnij do świata lepszego...






Andrzej Masłowski
 

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 
"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"




słówko o zmarłym ostatnio Wojciechu Pokorze, i nie tylko...

Wywód będzie przydługawy, więc jeśli kogoś zamęczę, niech w odpowiednim momencie przekręci gałką na inną częstotliwość...
Zamartwiałem się w niedzielę o kondycję mojego Szanownego Realizatora. Był nieźle przetrącony, choć trzeźwy na ciele i umyśle. Kibicowałem, by dolegające mu to coś, na pograniczu lumbago a rwy kulszowej, pozwoliło dokończyć mozolnie przeze mnie przygotowaną audycję. Na szczęście Tomek zuch chłopak.
Dawno nie było tak skoncentrowanej audycji. Proszę tylko zerknąć na jej rozpiskę. Z każdej płyty po dobrych kilka utworów, co uczyniło z Nawiedzonego Studia coś w rodzaju wieczoru płytowego. Nie po jednym wybranym kawałku, a po kilka dla każdej z płyt reprezentatywnych kompozycji, dzięki czemu można było poznać charakter danego albumu.
Celowo po nowych piosenkach Simple Minds zapodałem w eter kilka z genialnej i historycznej już "Street Fighting Years". Na celu miałem okazanie dzielącej ich przepaści. I huknęło. A echa owego grzmotu do teraz jeszcze do mnie docierają.
Znajomy podpuścił, że w nowym Teraz Rocku wkładka o Alice Cooperze. No i co z tego, na co mi ona, mam wszystkie płyty Pana Alicji na półce, co mi się o nich będzie mądrować jeden z drugim. I jeszcze słyszę, że ponoć źle ocenili nową płytę Kayak. I właśnie m.in. z takich powodów nie kupuję już tego pisma. Po co się denerwować, niech zwycięża potęga muzyki, na którą tamto towarzystwo bywa głuche. Za dużo tam o tych naszych pseudo rockowych nieudacznikach, za mało zaś kompetencji o tym, co naprawdę dobre. Teraz Rock od lat bywa schematyczny, przewidywalny, po prostu nudny. I wcale nie jedyny.
Zmarł Wojciech Pokora. Aktor wybitny, przeuroczy i przecudowny jednocześnie. Od zawsze, na zawsze. I wcale nie tylko za role docenta Zenobiusza Furmana, historyka sztuki Stanisława Marii Rochowicza, oberleutnanta Von Nogaya, inżyniera Gajnego czy hrabiego Żorża Ponimirskiego. Każde jego pojawienie się na ekranie znacząco przyozdabiało daną sztukę - filmową czy teatralną. Aktor doskonały - o cechach z natury charakterystycznych, których może mu pozazdrościć niejeden pragnący zostać jego następcą.
Wojciech Pokora, jako Żorż Ponimirski
Pan Wojciech nie do końca był rad z kojarzenia jego osoby z kreacjami ról komediowych, albowiem jego ambicją były także role dramatyczne, których otrzymywał odpowiednio mniej. Ja także widziałem w Nim uniwersalność, choć jakoś bezwiednie na jego widok, ma twarz pogodniała. I choć mam świadomość, że z racji sędziwego wieku, jego najokazalsze role już dawno bywały popełnione, to jednak paskudnie się czuję wiedząc, że już nigdy nie zobaczę Pana Wojciecha w chociażby peryferyjnej nowej rólce.
Nieskromnie zaznaczę, że sporo jego filmowych kreacji, głównie tych komediowych, znam na pamięć, o czym dobrze wiedzą moi znajomi/przyjaciele. Wiele bawiących mnie z nich sekwencji lubię wklejać do życia potocznego. Zapewne dla kogoś nieznającego dobrze tego kina, musi to być irytujące, ale to nie mój problem. Uważam, że człowiek przynajmniej z elementarnym poczuciem humoru, powinien większość z nich znać. Nie kojarzyć, a znać! Bywa, że nieraz coś zacytuję osobnikowi rówieśnikowi, a tamten nie wie, o co chodzi, zadaję sobie wówczas pytanie, gdzie on żyje? Wszak wg mnie, właśnie na tym polega prawdziwy patriotyzm. Nie na fałszywym wznoszeniu sztandarów z Orłem w asyście falangi, a na miłości do rodzimej sztuki, na ziomalskim poczuciu humoru oraz na tym, o czym kiedyś rozprawiał z synem Markiem inżynier Karwowski, iż patriotyzm, to między innymi wściekłość, że moja szósta A, przegrała w nogę z piątą B.
Naprawdę mdli mnie, gdy otacza mnie ten cały nadmuchany balon sztucznego patriotyzmu. Mocno nabuzowany złymi i fałszywymi emocjami. Z niepokojem obserwuję pranie mózgów. Na każdym kroku nic, tylko gloryfikacja polskości, a cała reszta świata bez znaczenia. I niestety to działa na wyobraźnię wielu niesamodzielnie myślących ludzi.
Każdy pakiet informacji oznajmia, jak to się wszyscy nami zachwycają, jak o nas myślą, i jacy to my istotni. Rozumiem, że polska gospodarka najlepsza, także filmy, muzyka i sport. Czy naprawdę ktoś wierzy w to, że o premierze Morawieckim mawia się na salonach, a taki Washington Post nie ma innych ciekawszych newsów, od naszych nieuregulowanych problemów z Żydami, żołnierzami wyklętymi lub podsycaniem antypolskości względem niemałej rzeszy lewaków - takich, jak ja? Kto da sobie wmówić, że o polskich skoczkach narciarskich rozprawiają w Austrii, Słowenii czy Niemczech. Czy nas interesuje, gdy zawody wygrywa jakiś Norweg lub Austriak? Skąd, naszą próżność zaspokoi jedynie kolejne i nikogo nieobchodzące poza nami zwycięstwo Kamila Stocha. Proszę dać wiarę, że tacy Norwegowie mają w głębokim poważaniu zachwyt nad Stochem, zupełnie jak my nad jakimś ich najlepszym skoczkiem. Nikogo to nie obchodzi. Tak samo jak trzecie miejsce w Wimbledonie, bądź drugie olimpijskie miejsce w biegu na pięć kilometrów. Tak samo mało kto w Europie skojarzy nazwę świetnej grupy Riverside, jedynie poza kręgiem najbardziej dociekliwych fanów rocka. I nie dajmy się otumanić głoszonym peanom na ich cześć w lokalnej prasie.
Ostatnio przeczytałem, że jakiś krytyk amerykański zachwycił się polską grupą Trupa Trupa, czy jakoś tak się zwącej. Informację przedstawiono w taki sposób, jakby owa kapela za kilka minut miała się okazać nowym muzycznym gigantem. I to, że jeszcze jakiemuś innemu angielskiemu czy niemieckiemu recenzentowi także przypadła ich muzyka do gustu, nie świadczy, że cały świat popuszcza z ich powodu. Tego typu pełne gloryfikacji artykuły potrafią przyćmić realny stan rzeczy. Świat naprawdę woli finał Super Bowl, bądź ściska kciuki za powrót do zdrowia Lady Gagi, a to po ostatnio przerwanej koncertowej trasie, zamiast rozwikłania problemów o polskie, choć w rzeczywistości niemieckie obozy śmierci. Oczywiście skandaliczne jest takie przedstawianie faktów, lecz urobiliśmy ten temat do granic problemów niemal wszechświata, zamiast realnie i ostatecznie rozwiązać bolące kwestie w ciszy i merytoryce.
Nie myślą o nas z podmarszczonym czołem nigdzie, to tylko pseudo patriotyczna retoryka obecnego obozu rządzącego. Tak między nami: wszyscy nas mają tak samo w zadzie, jak my problemy takich Norwegów, Hiszpanów, Senegalczyków czy Algierczyków razem wziętych. Przecież w tamtych krajach zapewne również rozprawiają o własnych sukcesach myśli technologicznych, wyczynach sportowych, plonach gospodarki panującej czy posiadanych w inwentarzu turystycznych atrakcjach.
Nasza Polska jest naszą Polską. Piękną i ukochaną, to nie ulega wątpliwości. Nawet jeśli obecna Polska nosi sporo cech naczelnego wodza, jak bycie niedomytą, rozmemłaną, nieestetyczną, agresywną, pozbawioną szlachetności ducha, zadufaną w sobie i w dużej mierze po prostu niedouczoną.






Andrzej Masłowski
 
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 
"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"