poniedziałek, 9 stycznia 2023

"NAWIEDZONE STUDIO" - program z 8 stycznia 2023 / Radio "98,6 FM Poznań"


granie spod okładek Rodneya Matthewsa






"NAWIEDZONE STUDIO"
wydanie z 8 stycznia 2023
(
z niedzieli na poniedziałek, start godz. 22.00, zamknięcie bram 2.00)
 
98,6 FM Poznań oraz w sieci
realizacja i
prowadzenie: Andrzej Masłowski

 

Druga niedziela nowego roku głównie pod banderą starszej muzyki. Z ubiegłorocznych wspominek ledwie źdźbło; po drobince przypomnieli o sobie Lana Lane, Marillion, FM oraz Dare. Najwięcej entuzjazmu wzbudzili Triumph. Prawdę mówiąc, spodziewałem się. Gdyby niegdyś mocniej na nich postawiono, byliby podobnie rozpoznawalni, co ich krajanie z Rush.
Państwa Szanownych reakcje mobilizują do działania. Chętnie zatem Triumph podozuję. Posiadam ich wszystkie albumy, możemy więc sobie powybrzydzać. Nie jesteście zaskoczeni, prawda? Andy, jak coś lubi, to od razu dyskograficznie. Pójdę dalej, trzy/czwarte dorobku Triumph mam nawet zdublowane. Najpierw poszczególnych płyt kupowałem pojedyncze edycje, a potem pojawił się box z miniaturkami, w sensie replikami winyli na kompaktach. Ładne coś. I właśnie z niego słucha mi się najprzyjemniej.
Zabrakło wczoraj czasu na nową falę, ska i retro pop/pop'rock, a i na niemodny britpop. Propozycji ogrom, ale nic to, poprzerzucam na kolejne nasze spotkania. Poza tym, przez cały czas wpadają mi nowe (ze starociami) pomysły, oczywiście wszystko zapisuję, więc gdyby coś, nawet w środku nocy stanę w gotowości.

Tak, jak żegnając się za pięć druga wspomniałem, mam chorego Tatę. Bardzo chorego. Nie dzieje się dobrze. Potrzymajcie proszę za niego kciuki. Z góry dzięki! On teraz tego bardzo potrzebuje. Ponadto, ślę podziękowania za piękne przed dobranocą reakcje, od tych Nawiedzonych, którzy dosłuchali do końca.
Starość bywa uwłaczająca. Tylko w filmach pokazuje się ją jak wczesną, miłą w dotyku jesień - z lekko pożółkłymi liśćmi, w sweterku i rozpiętej wiatrówce, albo w bujanym fotelu, z kubkiem gorącej herbaty. W prozie życia panoszą się jedynie paskudne zamienniki, jak ból, cierpienie, niemoc. A w chwilach zwątpień nigdy nie wyskakuje żaden dobry duszek, by choć kapkę ulżyć. Wiara w jakiegokolwiek boga też nie skutkuje. Najbardziej w tego, w którego moi Rodzice tak zawzięcie wierzą i z ufnością powierzają mu najskrytsze pragnienia. Oto owoc każdego długiego żywota, amen.
Nie lubię. Kciuk w dół.

Trochę więcej o samej muzyce już w kolejnych wpisach. Zaglądajcie proszę na "Andrzej Masłowski - Nawiedzone Studio". To miejsce stworzyłem z myślą o Was.
Tyle się wczoraj naopowiadałem, że darujmy sobie opisy przy poszczególnych tytułach.

Do usłyszenia ...


LANA LANE "Neptune Blue" (2022) --
- Under The Big Sky
- Lady Mondegreen (She's So Misunderstood) --

OST "Over The Top" (1987) --
LARRY GREENE - Take It Higher
LARRY GREENE - Mind Over Matter

SAXON "Denim And Leather" (1981) --
- Princess Of The Night

DOKKEN "Lighting Strikes Again" (2008) --
- I Remember

TRIUMPH "Rock And Roll Machine" (1977) --
- The City
Part 1 - War March
Part 2 - El Duende Agonizante
Part 3 - Minstrel's Lament

RUSH "Hemispheres" (1978) --
- The Trees

TEN YEARS AFTER "Watt" (1970) --
- I'm Coming On
- Think About The Times

DAVID BOWIE "Young Americans" (1975) --
- Young Americans
- Can You Hear Me

AEROSMITH "Draw The Line" (1977) --
- Kings And Queens
- Milk Cow Blues - {Kokomo Arnold cover}

LITA FORD "Dangerous Curves" (1991) --
- Shot Of Poison
- Bad Love
- Playin' With Fire

DIAMOND HEAD "Borrowed Time" (1982) --
- In The Heat Of The Night
- Call Me

ELOY "Metromania" (1984) --
- The Stranger
- Metromania

BARCLAY JAMES HARVEST "Caught In The Light" (1993) --
- Cold War
- Spud-U-Like
- Once More

MAGNUM "Kingdom Of Madness" (1978) --
- The Bringer
- Invasion
- Lords Of Chaos
- All Come Together
- Sweets For My Sweet - {The Drifters cover} - utwór dodatkowy, spoza albumu / singiel 1975

MARILLION "An Hour Before It's Dark" (2022) --
- Murder Machines

FM "Thirteen" (2022) --
- Long Road Home

DARE "Road To Eden" (2022) --
- Lovers And Frirends -- ... lato odeszło, odeszło wszystko, odeszły z Tobą tak bardzo znaczące chwile ...

 

Andrzej Masłowski 
"NAWIEDZONE STUDIO"

w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl

 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"

 




niedziela, 8 stycznia 2023

twarz w dłoniach

Głupio mi po wczorajszych Marillion. Nagadałem za dużo i słusznie mnie ustawiacie Drodzy Państwo do pionu. Nie powinien tak zadeklarowany fan. Co z tego, że ostatnio na miękkich nogach, ale jednak ktoś, kto tyle tej grupie zawdzięcza. Nie wykasuję wczorajszego tekstu, niech zostanie, trzymajcie za słowo, kiedy trzeba wypomnijcie, za słowa trzeba brać odpowiedzialność.
Zapętliłem "An Hour Before It's Dark", kręci się już po raz trzeci, niekiedy ze wstydu skrywam w dłoniach twarz, bo przecież jest tu trochę pięknej, momentami przepięknej muzyki. No dobrze, nie za wszystko wystawiłbym pierś, jednak, jak od początku zachwycały mnie "Murder Machines" i "The Crow And The Nightingale", tak nic się nie zmieniło. A przecież suity "Sierra Leone" oraz "Care", też mają mocne chwile.
Tak w ogóle, wciąż jest mi to bliska grupa. Żałuję, że się zmieniam, niestety nie na lepsze, i oto tego owoc. Następnym razem, zanim objadę idola, utnę sobie długi spacer. Świeże powietrze dobrze pozycjonuje myśli, te głupie studząc.
O 22-giej zagram dzisiaj na 98,6 FM Poznań mnóstwo wspaniałej muzyki. Oby również Marillion.
Liczę na wspólny długi wieczór, a potem już nocne słuchanie.
Do usłyszenia ...

a.m.


Andrzej Masłowski 
"NAWIEDZONE STUDIO"

w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl

 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"






sobota, 7 stycznia 2023

'top dwadzieścia' 2022

Powinno być krótko, lecz z przyczyn obiektywnych trochę się dorzucę.
Nie marzyło mi się żadne podsumowanie minionego roku - i nadal go nie chcę - jednak padły sugestie, bym pozostawione za plecami dwanaście miesięcy pokrótce oszacował. Niech się stanie. Za moment chorągiewka "booom" i wyskoczy moja 'top dwudziecha', choć i tak uważam, że wszystko dla moich Słuchaczy wynika z nadawanych coniedzielnych audycji, ewentualnie ich poniedziałkowych opisów. To właśnie w tamte chwile wkładam całego siebie, nie w żadne tabelki.
Przejrzałem płyty. Nazbierało się. Myślę jednak, że kupuję ich przynajmniej o połowę za dużo. Niestety działa w tym wszystkim siła nałogu, co też zaufanie do pewnych wykonawców, którzy w dużym stopniu nie są mi już tak potrzebni, jak dawniej. Wiem, że to jednak nie zadziała, albowiem trudno będzie odmówić sobie np. kolejnego Axela Rudiego Pella, pomimo iż jego muzyka najbardziej rajcowała mnie dwadzieścia, dwadzieścia pięć lat temu. Podobnie sprawy tyczą takich Marillion czy Porcupine Tree. Ci drudzy zawiedli na całej linii, choć nie wiedzieć czemu, ich "Closure/Continuation" zebrało sporo pochlebnej prasy. I fani też wmówili sobie, że silna osobowość Stevena Wilsona gwarantuje towar pozbawiony wad. Myślę, że ma to wymiar tęsknoty za czasami, kiedy naprawdę Porki nagrywali bombowe płyty.
Najsmutniej mi z Marillion, że już ich nie potrafię, nie umiem. Plądrowanie po ich najnowszym "An Hour Before It's Dark" to usilne szukanie kruszynki złota, by wyprawa nie spełzła na panewce. Przyznam się i zlinczujcie mnie, nie kocham nowych Marillion. Okay, zmieniłem się, ale i oni też nie bez winy. Ile bym tego nie posłuchał, nie leży mi atmosfera ostatnich propozycji Rothery'ego i spółki. Nie te emocje i nuty, a nawet okładki. Coraz brzydsze. Wszystko jakieś takie przekombinowane, a niby ku przewrotności, w artystycznym wyrażaniu prostsze. Ostatnie dwie/trzy płyty, niegdyś tak przeze mnie wielbionej grupy, noszą smak ciasta z zakalcem. Powiedzmy sobie szczerze, nawet jeśli wszyscy zapragniemy, ci faceci nigdy nie nagrają już drugich "Seasons End", "Holidays In Eden" czy "Brave". Nie łudźmy się. Tamci Marillion mieli w sercach neapolitański rozmach, co też zapach kwiatów, który choć już tylko zatrzymany w kadrze, wciąż pobudza zmysły dawną wonią. Zupełnie jak kartki z najlepszych wakacji z szaloną pierwszą miłością w tle.
Zmienił się świat, tym samym zapotrzebowanie na sztukę. A przede wszystkim zmienili się sami muzycy. Obserwuję konto społecznościowe Marillion, ich relacje z fanami, artystyczną podaż, ale głównie dostrzegam ciężki makijaż, mnóstwo biżuterii i takie silne pragnienie podobania się. Sorki Marillion, że Wam się tyle dziś dostaje. Acz świadczy to, że w głębi wciąż mi na Was zależy.
Równie dobrze mógłbym dołożyć ostatnim Magnum, albumowi "The Monster Roars". Tym razem Tony Clarkin i Bob Catley tylko tacy sobie. Mogło być też sporo lepiej z nowymi propozycjami Ten, Muse czy Find Me. Za to całkiem całkiem wypadli Def Leppard, Bryan Adams, Killer Kings, Joe Lynn Turner, MSG, Heather Nova, Bruce Springsteen, House Of Lords, Snowy White, Ronnie Atkins, Treat, Giant, Tears For Fears, HammerFall czy Ozzy Osbourne, pomimo iż brak wszystkich ich w topowej dwudziestce. Cóż, trudno, może innym razem.
Podpieram nos wskazującym palcem na znak zastanowienia, bo nie odpiera mnie myśl, że czegoś tu jeszcze zabrakło. Że o czymś zapomniałem. Oooo, już wiem. Eureka! Zabrakło tego, czego brakuje od dawna. Artystów od piosenek. I samych piosenek. Ale takich piosenek zajebistych. Przepraszam za dosadność, lecz niekiedy, by się klarownie wyrazić, trzeba walnąć pięścią w blat. Myślę o piosenkach niekoniecznie rockowych czy półrockowych, lecz zaaranżowanych i samych w sobie gustownych - ze staromodnym fortepianem, emocjonalną gitarą, jakimiś smyczkami lub brassami oraz wspomagającym wokalnym tłem. Wszystko jedno, aby z melodią, emocjami i czynnikiem pozostawiającym je na długo w pamięci. Niestety w zamian, wszystkie te Sony, Universale i Warnery, okazują mało w nas wiary, w nasze poczucie dobrego smaku, masowo tłukąc kaszanę, czyli rozmydlone r&b, rap (zawsze groźny jak śrutem po dupie!) lub innego rodzaju łomot - dla zmyły podawany pod różnymi etykietami. Bo dzisiaj, im dziwniej się daną twórczość ochrzci, tym większa szansa na wielomilionowe w kompach klikanie. Czyli element od pewnego czasu wyrażający przywiązanie do lubianych artystów. Nie kupujemy płyt, a klikamy. Wartość muzyki mierzymy w klikaniu, nie w nakładach fizycznych nośników. Znak czasów, ale też edukacja, która oducza zbieractwa. Dlatego w naszych domach coraz chłodniej. Brak biblioteczek, półek z płytami, ścian pełnych obrazów i gobelinów, bądź pokoi nafaszerowanych zapierającymi dech antykami. Wszystko teraz takie odchudzone, minimalistyczne, niedogrzane i przestrzenne. Domy, w których nie mieszkają pasja i pozytywne szaleństwo. Nie lubię. Kciuk w dół.
I tyle o tym, co do zapomnienia. Teraz dobre, a to poniżej. Nie przykładajcie jednak większej wagi do kolejności. Jeśli rozdrażni Szanownych Państwa wyższość albumu, np. z miejsca piątego, nad według Was lepszym z dwudziestego, to sobie zamieńcie. Nie mam nic przeciwko, byleśmy się nadal lubili i szanowali. Najgorsza niechęć, często przecież przeradzająca w nienawiść, czyli największą, niszczącą ludzi truciznę.

Moja albumowa dwudziestka:
1. Fortune "Level Ground"
2. Lana Lane "Neptune Blue"
3. Poets Of The Fall "Ghostlight"
4. Jethro Tull "The Zealot Gene"
5. Dare "Road To Eden"
6. Scorpions "Rock Believer"
7. Saxon "Carpe Diem"
8. Kreator "Hate Über Alles"
9. Journey "Freedom"
10. The Cult "Under The Midnight Sun"

11. Stratovarius "Survive"
12. Mad Max "Wings Of Time"
13. Generation Radio "Generation Radio"
14. Alan Parsons "From The New World"
15. Dreamtide "Drama Dust Dream"
16. Thunder "Dopamine"
17. Colosseum "Restoration"
18. FM "Thirteen"
19. John Mellencamp "Strictly A One-Eyed Jack"
20. A-ha "True North"

Do jutra na moim FM, już teraz zapraszam!

a.m.  


Andrzej Masłowski 
"NAWIEDZONE STUDIO"

w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl

 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"


piątek, 6 stycznia 2023

poskakali

Poprawne, a emitowane w TVN skoki naszych, nieźle muszą wkurzać pana Babiarza. Toteż z braku laku wziął się w grudniu nawet za studio mundialowe. Poszło mu, jak mnie o szermierce.
Po raz pierwszy w tym sezonie nastawiłem skaczących harpunów. Nuda jak zawsze, tutaj bez zmian, ale da się odreagować po całym dniu słuchania. Ooo, i słyszę znajomych komentujących. Pamiętam ich głosy jeszcze z Eurosportu. Nazwisk niestety nie. Trzeba jednak panom oddać, potrafią barwić słowem. Bo, gdy tylko wyciszymy fonię, dzieje się niewiele więcej jak na podwórku. Tylko patrzeć, jak zaraz mamuśki: 'Zdzisio, Krzysio, do domu, ciemno już, narty na barki, kolacja stygnie'.
Ciekawe, jaki obrót przybrałyby sprawy, gdyby do skakania dołączyła Brazylia, Argentyna, Maroko, Anglia, Chorwacja, Arabia Saudyjska, Hiszpania ... wymieniać jeszcze? Jeśli zatem Kubacki skoczkowym odpowiednikiem Lewandowskiego, pamiętajmy, że gdzieś tam być może żyje, tylko nie wie o swojej wielkości, narciarski Mbappe, Ronaldo, Messi czy Harry Kane. Taki Obywatel Kane... 'różyczka' (rosebud).
Może nie powinienem, ale lubię dyscypliny wszystkich interesujące. To one dają pogląd o wielkości jednych, a słabości drugich. Skoki absorbują maks dziesięć krajów na krzyż, z czego pięć ma cokolwiek do powiedzenia. Ale okay, nie czepiaj się Andy. Rzucam więc okiem na konkurs w Bischofshofen, i taką prawidłowość widzę, co jeden zaskoczy, to mu punkty odejmą za wiatr, a co drugi niedociągnie, za brak wiatru mu zbonifikatują. Emocje jak na rybach. A w życiu jest tak, albo przeskoczysz urwisko, albo lecisz w przepaść. Bo masz to szczęście na wiatr, albo po tobie. Tam nie ma żadnych rekompensat. Żadnego jury i liczenia punkcików.
Stefan Hula - zapomniałem, a on wciąż skacze. Zawsze zamykał stawkę i nic się nie zmieniło.
Powiewają polskie flagi, Polacy gramy u siebie. Zupełnie jak w siatkówce, w kolejnym naszym narodowym specjale. Ooo, Stefan Kraft 141 metrów w pierwszej serii, ale całość wygrywa jakiś Norweg. Granerud, czy jakoś tak. Kubacki trzeci, a zjechało ludu jak po złoto. Teraz wiem, dlaczego trybuny przycichły. I tak zleciały te circa dwie godziny. PKO Ekstraklaso, wracaj!

a.m.


czwartek, 5 stycznia 2023

nora

Niewątpliwie plusem każdego stycznia bywa słuchanie starych płyt. Główną tego składową jest brak nowych. No i... i tak trzymać! No więc, zabrałem się za wertowanie po półkach i nie obywa się bez zaskoczeń. O pewnych albumach całkiem zapomniałem, i to one robią szum. Człowiek z archiwów wyciąga tematy, kiedyś będące bliskimi sercu bez niczyjej namowy, a dziś trzeba fu fu, zdmuchnąć kurz i sprawdzić: czy mnie jeszcze pamiętasz. Zboczeniem każdego radiowca wnet idą kartka i długopis; z tej płyty zagraj 2, 6 i 7, a z tej 1 i 10. Tak sobie zapisuję, a potem wrzucam do odtwarzacza i spisuję tych kawałków czasy, plus sprawdzam końcówki, czy dobrze przycięte lub, czy przechodzi utwór w następny i trzeba wyciszyć, a przy koncertach konieczne ładne wypolerowanie aplauzów, niekiedy przez producentów już źle przyciętych, w czym prym wiodą niemal wszystkie 'live' produkcje Metal Mindu. Dociągam ich niedoróbki na tip top, inaczej każda wtopa pójdzie na moje konto. A Wy Kochani myślicie zapewne, że ja sobie siedzę z nogami na stole, popijam drinka z parasolką i wbitą w rant szklanki cytrynką. Nie nie, to niezła, acz nader przyjemna harówa. A, bo tu trzeba jedną płytę schować, drugą wypakować, w sprzęcie poustawiać, zaprogramować, a jeszcze kolejność nagrań na bieżąco notować, by byków w rozpisce poniedziałkowej nie było.
Tak zawzięcie wertuję i słucham, że w dwa dni przygotowałem się na co najmniej trzy/cztery nawiedzone. Moja nora (bo tak moje królestwo nazywa Mundi - "ooo, wylazł wreszcie ze swej nory" - słyszę niekiedy) przypomina magazyn w trakcie przyjęcia towaru. Nie narzekam, jako młodzian marzyłem tak mieć, więc się spełniło, a ty Andy siedź, słuchaj, gdzie trza przykładaj lupę i lustruj latami poczynione nabytki. 

a.m.


środa, 4 stycznia 2023

majowe atrakcje

Ciekawe, co Drodzy Nawiedzeni wybierzecie z poznańskich atrakcji na niedzielę 14 maja br.: Diary Of Dreams w "u Bazyla" czy może Camel w "Sali Ziemi"? Tak mnie wzięło pod zastanowienie. Ech, ten Poznań, albo długo, długo nic, albo od razu dwie atrakcje na jeden cyngiel. Tak przy okazji, jak to jest, że interesujące mnie koncerty w moim mieście, z reguły w niedzielę? A np. Wrocław, Kraków czy Warszawa, w poniedziałki, środy, czwartki... Hmm...
Polecam opcję bilokacji, a może w trzeciej opcji myśli, załapie się jeszcze niejeden na Nawiedzone Studio. 

a.m. 

-------------------------------------

Andrzej Masłowski 
"NAWIEDZONE STUDIO"

w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl

 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"

poniedziałek, 2 stycznia 2023

"NAWIEDZONE STUDIO" - program z 1 stycznia 2023 / Radio "98,6 FM Poznań"









"NAWIEDZONE STUDIO"
wydanie z 1 stycznia 2023
(
z niedzieli na poniedziałek, start godz. 22.00, zamknięcie bram 2.00)
 
98,6 FM Poznań oraz w sieci
realizacja i
prowadzenie: Andrzej Masłowski

 

Najcieplejszy Sylwester od lat. Może nawet od zawsze. Wejście w Nowy Rok bez rękawic i skrobania samochodowych szyb, w posmaku przedwiośnia. Nie można tak było od razu?
Klimat się ociepla. Nie mam nic przeciwko. Przeciwko mam wiele innego. Nareszcie pierwszy stycznia bez śniegu. Lubię. Łapka w górę. 


HARLAN CAGE "Forbidden Colors" (1999) -- nowy rok nawiedzone rozpoczęło od 'Larry Greene in memoriam'.
- Can't Tame The Raven
- Hard Yellow Line (You Lied To Me)

OST "Top Gun" (1986) -- 'Larry Greene in memoriam' kontynuacja. Teraz tak na głośno pomyślę: nie zagrałem obu kawałków Larry'ego z "Over The Top". Kapitalnego soundtracku, zasługującego na laurkę, pomimo iż film przegrał sławą z "Top Gun". Numer "Through The Fire" genialny! Kocham go o wiele bardziej od Kenny'ego Logginsa "Danger Zone" (choć ten kocham również!), czyli muzycznej wizytówki filmu, przywołanej nawet w najnowszej produkcji "Top Gun Maverick". Larry trafnie: "żyj tak, jakby każda sekunda była ostatnią".
LARRY GREENE - Through The Fire

FORTUNE "Fortune" (1985) -- dużo ostatnio u mnie o Fortune, a niestety za mało w eterze. Jechałem do radia z przekonaniem zaprezentowania minimum połowy tego absolutnie genialnego albumu, a stanęło na dwóch kawałkach. Nie da się jednak takiej muzyki bez słowa wprowadzenia, jak to słyszę w radiostacjach na fotelu u fryzjera. Słówko o grupie obowiązkowe. Tym bardziej, że w moim kraju nosi ona status anonimowej, bo i tak, bez urazy, ale większość wyznawców muzealnego rocka, AOR-u czy hard'n'heavy nic, tylko po grobową dechę nieustannie Black Sabbath, Led Zeppelin, AC/DC i Nirvana. A już na hasło 'metal', odpowiedź: 'Metallica', to czysty paw.
- Deep In The Heart
- Stormy Love

JOURNEY "Live In Concert At Lollapalooza" (2022) -- koncert z Lollapalooza w Chicago, 31 lipca 2021. Ten oto okazały, gruby digipak, to niezły suplement do niedawno wydanego z premierowym materiałem "Freedom", pomimo iż z niego nie znajdziemy tu choćby okruszka. Ale nowa trasa dopiero się zacznie. Wszystko wystartuje w lutym od USA i Kanady, a na supporcie Toto. Będzie zabawa. Tymczasem Lollapalooza to jeszcze kartka wstecz. Tylko największe przeboje i gdzieś w domyśle trwające przygotowania do kolejnych podbojów. Chicagowski występ plenerowy, tysiące rozpalonych fanów, genialna zabawa, no i oby kiedyś u nas.
- Any Way You Want It
- Don't Stop Believin'

MARIAH CAREY "Daydream" (1995) -- "Open Arms" z Lollapaloozy zagrałem przed tygodniem, a wczoraj, zamiast wiązać supeł konfrontacji z oryginalną wersją piosenki, zaśpiewaną przez Steve'a Perry'ego w 1981 roku na LP "Escape", pomyślałem o udanej interpretacji Mariah Carey. Nikt za popełniony czyn nie zwyzywał, co daje mi jako radiowcowi coraz większe poczucie wolności.
- Open Arms - {Journey cover}

SAXON "Carpe Diem" (2022) -- 14 marca na jedyny polski koncert do Warszawy wpadną Saxon. Gdy w latach 80-tych, w okresie największej sławy, wystąpili pod nosem w mojej poznańskiej Arenie, z niezapamiętanego powodu zaniemogłem, więc teraz można by się zrehabilitować. Kusi, bo i ostatni album wspaniały, a ja też młodszy nie będę. Jest więc niezły punkt wyjścia, co przede wszystkim okazja pogapić się na prężącego na scenie struny głosowe Biffa. Uwielbiam gościa, może więc ulegnę nadwornemu taksówkarzowi Nawiedzonego Studia, Maćkowi, i zbierzemy dupska na ten występ.
- Age Of Steam
- The Pilgrimage

SAXON "Wheels Of Steel" (1980) -- moja ulubiona płyta Saxon z ich najwcześniejszego etapu. Hektolitry godzin przelałem na jej słuchaniu. Grzała mnie ta muzyka w czasach liceum, a i paru moich kumpli nie skrywało co do niej kręćka. Miałem takiego super kumpla, Gruchę, który posiadał "Wheels Of Steel" na kasecie, oryginalnej, z okładką, i często razem u niego słuchaliśmy. Głównie na blałkach, gdyż oboje szkoły szczerą udręką nie znosiliśmy. Ostatnio innemu koledze, Markowi, najlepszemu uczniowi mojej licealnej klasy powiedziałem, że gdyby się cofnąć do okresu budy, nadal bym z niej nawiewał i chlubił notoryczne zagrożenia na okres. Schools Out! Wracając do Gruchy, niestety przed kilkoma laty zamordowanego przez swoją konkubinę, w 1980/81 rozkręcaliśmy u niego sprzęt na full, otwieraliśmy okna, chwytaliśmy za imitujące gitarę lub statyw mikrofonowy miotły, i niech nas oglądają. Tak się wczuwaliśmy, jak dzisiaj ku przewrotności młodziaki mają muzę gdzieś. Ale tej płyty - i także z kasety - wspólnie nasłuchałem się z niedawno zmarłym, a parokrotnie na tym blogu wspomnianym Leszkiem. Tych asów od sympatyzowania z Saxon miałem więcej, ale dzisiaj pozostańmy przy Gruszce i Leszku. Ja z kolei do chwili obecnej ściskam egzemplarz na starym winylu. Tak tak, to wciąż ten sam legendarny longplay, z którego wyduszałem wszystkie pradawne siódme poty.
- Stand Up And Be Counted

JETHRO TULL "The Zealot Gene" (2022) -- w ramach ub.rocznych wspominek, z rocznika raczej takiego sobie, pierwszy od brzegu numer ze wspaniałej płyty Dżefro Tal. A potem jeszcze koncert w Sali Ziemi. Jak miło Panie Anderson widzieć Pana w doskonałej formie. Życzyłbym milionów sprzedanych egzemplarzy wszystkich Pana aktualnych propozycji, bo i wiem, że właśnie nadchodzi nowa. Rozpędził nam się Maestro. Przez lata nic, aż po niedawnym "The Zealot Gene", już wiosną tego roku wypatrujmy nowego albumu.
- Mrs Tibbets

POETS OF THE FALL "Ghostlight" (2022) -- najnowsze dzieło alterrockowych Finów ze stołecznych Helsinek, często wręcz nieludzką ręką genialnie melodyjnego, wciąż niekomercyjnego rocka, przy tym z nutą dramaturgii, szczególnie w sferze ballad. Tutaj wali z siłą Niagary. Niepojęte, jaki z tego autentyk. Gorący sekstet rock'romantyków z zimnej Finlandii, wręcz zabłąkany dawną wrażliwością, jakiej nigdzie dziś nie wykładają. Ten rock powinien walić stropy stadionowych scen, a nie dusić się po zatęchłych klubikach. To prezent od Pana Jacka z Warszawy, który idealnie mnie wyczuł, podsyłając ów specjał we właściwej chwili. Dzięki raz jeszcze!
- Requiem For My Harlequin
- Weaver Of Dreams
- Heroes And Villains

DARE "Road To Eden" (2022) -- niezrównani w celtyckim rocku Anglicy z Dare, dowodzeni przez jednego z młodszych synów Thin Lizzy, Darrena Whartona. Kocham od zawsze, byłem nawet na ich koncercie, ale i tak nie odmówiłbym wbicia na niebawem organizowany gdzieś w UK festiwal, na którym Dare zagrają wraz z angielskimi FM oraz Tyketto. Cóż za zestaw. Ciary. -- Album "Road To Eden" wspaniały. No, ale Dare nie nagrywają kiepskich płyt. Nawet przeciętnych. Tylko bardzo dobre i jeszcze bardziej bardzo dobre. I na każdej zawsze po parę piosenek genialnych, jak obie wczorajsze.
- Fire Never Fades
- The Devil Rides Tonight

FUN BOY THREE "Waiting" (1983) -- umarł Terry Hall, wokalista nie tylko wczoraj zaprezentowanych Fun Boy Three, co równie ułamkowych w sławie The Colourfield, wszak Terry Hall głównie stał siłą potężnej sławy The Specials. Niedawno zresztą zreformowanych. Mimo wszystko płytę "Waiting" lubię najbardziej. Oczywiście jest to wynikiem wspomnień, a że sentymentalny jestem... Nie chce mi się przepisywać po wczorajszym, bo i w ogóle o muzyce najlepiej gada się na żywca do mikrofonu. Na pisaninę szkoda czasu.
- Murder She Said
- The More I See (The Less I Believe)
- We're Having All The Fun
- The Tunnel Of Love
- Things We Do

MR GIL "Love Will Never Come" (2022) -- ciężkawo coś wchodzi mi ten wydany dopiero co Gilu. Na pewno tej muzyce przyda się czas, bo i słychać, iż nie ma mowy o łatwiźnie. Na albumowej nalepce powinno widnieć: 'cierpliwości'. Jakby nudna i jednolita wydała mi się ta muzyka po pierwszym czy drugim posłuchaniu. A potem... potem coś drgnęło, niemniej nadal nie czuję pełni satysfakcji. I jeszcze najważniejsze: mizerna produkcja. Taka typowo nasza, słabopolska. Jak zawsze oszczędnie, po najtańszości, a to szkodzi takiej muzyce. Wypadałoby całość do poprawki, by tych sześć kompozycji uczynić łaskawszymi. Nie oczekujcie pradawnych Collage'owych solówek. Gilu gra inaczej, a tych wyczekiwanych pieszczotliwych po strunach szlifów ewidentnie unika, w to miejsce proponując garście akustycznych brzmień. Elektrycznych też starcza, lecz to już inny świat. Nie myślmy tutaj o "Moonshine" czy solo debiucie "Alone". -- Gilu wciąż ma u mnie kredyt zaufania, niech zatem trwa przygoda.
- Growing

MR GIL "Alone" (1998) -- zatęskniłem za tym albumem słuchając ostatniego. Co widać na foto, mam pierwsze tłoczenie, a to jeszcze czasy Ars Mundi. Dawno, dawno temu. Lepsza okładka od tej późniejszej w reedycji Metal Mindu. Do tego dochodzą handlowe wspomnienia, albowiem na Poznań najwięcej tej płyty rozprowadził pewien muzyczny sklep, w którego działalność byłem wtedy po uszy zaangażowany. Był to najlepszy z muzyką sklep w Poznaniu. Brzmi nieskromnie, acz pachnie faktami.
- Strange
- Wake Up

PETER SINFIELD "Stillusion" (1993) -- "Stillusion" to nic innego, jak album "Still" (1973), plus dwa dodatkowe utwory. I niby wszystko okay, acz... no właśnie, otóż całość wymieszano względem oryginalnego winylu, Pete'a zamieniono na poważniej brzmiącego Petera, no i tytuł "Stillusion", jak by nie można zachować "Still", a na naklejce dopisać: "+ 2 bonus tracks". Że o okładce nie wspomnę. Oto przykład, jak ją na podstawie oryginału koniecznie popsuć. Niestety nie miałem wyboru, w tamtych latach ten upragniony z rodziny karmazynowej album, jedynie tak 'zreedycjonowano', a człowiek cieszył się, że w ogóle jest na CD. Wznowiono go później w Japonii oraz na Wyspach, w przynależnej okładce, a także po remasterze, jednak nie miałem ochoty po raz wtóry uganiać się za posiadaną już muzyką.
- A House Of Hopes And Dreams
- Still - {duet with Greg Lake}

PROCOL HARUM "The Prodigal Stranger" (1991) -- im dłużej żyję, tym bardziej umacniam się w ciepłym wobec tej płyty uczuciu. Wiem wiem, słyszę to od zarania, iż do nazwy 'Procol Harum' obowiązkowo przylegają jedynie "Grand Hotel", "A Whiter Shade Of Pale" oraz koncert z Orkiestrą w Edmonton, natomiast "The Prodigal Stranger" to już materiał dziejów technologicznie ulepszonych, to i zaraz ktośki powiedzą: popłuczyny po dawnej świetności. A ja tak nie uważam. Myślę, że to absurdalne tezy słabych fanów tej konkretnie muzyki, którzy mocno przywiązują wagę do roczników, czyli: im starsze, tym podobno lepsze. W zasadzie, z takimi 'ktosiami' szybko ucinam gadkę. Pozwólmy im żyć we własnym zabetonowaniu -- "The Prodigal Stranger" cudowną płytą i basta, jakże zresztą zyskującą po czasie. Wczoraj z niej większa garść na cześć Gary'ego Brookera, jednej z największych w muzyce strat 2022 roku. Tych strat więcej, jednak analizę ostatnich dwunastu miesięcy rozpocząłem od niego.
- (You Can't) Turn Back The Page
- One More Time
- The King Of Hearts
- Learn To Fly

FORTUNE "Level Ground" (2022) -- do poduchy aż trzy numery z wydanych wiosną minionego roku Fortune. Jednocześnie ostatniego słowa Larry'ego Greene'a. Przecudowny album, dla mnie top piątka 2022. Jednym z pragnień, z którym wkraczam w nowy rok, by moje nawiedzone nie musiało prezentować lubianej muzyki pod patronatem klepsydr. Niech się w tym dwa tysiące dwudziestym trzecim tylko dobrze dzieje. Do usłyszenia ...
- I Will Hold You Up
- I Should Have Known (You'd Be Trouble)
- Lunacy Of Love




Andrzej Masłowski 
"NAWIEDZONE STUDIO"

w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl

 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"