wtorek, 28 lutego 2023

elevate

Szczęściem moim, że nie muszę już pisać recenzji płytowych. A pisałem, pisałem dużo, i często niepotrzebnie. Teraz już nie muszę. Niczego nie muszę. Niech nie oznacza jednak, że raz po raz nie zamieszczę tu jakiejś nawijki o czymś szczególniejszym, kiedy poczuję stosowność. Jest taka płyta na dziś, na teraz: Lee Aaron "Elevate". Płyta oraz Artystka. I nawet nie chodzi o jej wdzięki, co raczej życiową postawę, w której duży czynnik człowieczeństwa.
Przyglądam się stworkowi od początku, odkąd tylko samozwała się 'metalową królową', do którego to tytułu w swoim czasie predysponowały Lita Ford oraz Doro Pesch.
Co do Lee, szczególnie przyklasnąłem jej albumowi "Body Rock", którego wdzięki w moim kraju olali wszyscy dawniejsi dziennikarze prasowi i domniemywam, że radiowi także, skoro kilku kumpli-metali nigdy nie wspomniało o jakiejkolwiek emisji płyty tej przefajnej podmetalizowanej Kanadyjki na krajowych FM. I do dzisiaj sprawa kuleje, skoro najnowszy w jej dorobku album "Elevate", choć do polskiej oferty wreszcie dotarł, to jednak z wyraźnym, lekceważącym poślizgiem.
Lee jest w świetnej formie. W tej okładkowej czerwieni wygląda tak bombowo, że nawet nie zauważam, jak z dziewczyny przeobraziła się w podstarzałą mamuśkę, przy czym, i tak za nic bym nie wygonił.
Artystka wciąż dysponuje potężnym, lekko zdartym głosem oraz inspirowanym bluesem stylem śpiewania. Najbardziej rozbroiło mnie, gdy w jakimś z wywiadów oznajmiła, że względem tego albumu najpierw zarezerwowała studio nagraniowe, po czym z kompanami szybko zabrała się za pisanie piosenek. Mobilizujące, prawda? Ktoś pomyśli: eee tam, w pośpiechu można tylko w bucie na gwóźdź natrafić. Otóż nic z tego. Nowa płyta Aaaronki jakaś taka lepsza. Przemyślana, o wysokiej kulturze urockendrollowienia, co też genialnie zrealizowana - ale bas i bębny!!!). A przecież, w całym tym pośpiechu nie było czasu na ciaćkanie, nieustanne przerwy na fajeczkę czy dłuższe siusiu, bo trzeba było się sprężać. Każda godzina wynajętego studia kosztuje. Tak też ekipa krwiście czerwonej Lee postanowiła docenić pierwsze, najbardziej entuzjastyczne podejścia (take 1), a resztę pozostawić roli producenta - czyli samej Lee Aaron.
Przeważnie jest szybko, a jeśli nie za szybko, to w rekompensacie drapieżnie. I bez żadnych grunge'ów, skundlonych rapów i tym podobnych syfów. To iście rock'n'rollowo-metalowa płyta, niezwykle interesująca, daleka od monotonii i schematów. W warstwie literackiej nie brak na niej tematów związanych z problemami wywoływanymi przez media społecznościowe, głównie w kwestiach różnic światopoglądowych, jakże często będących pożarami nienawiści. Rolą "Elevate" jest nasze scalenie oraz inspiracja do miłości lub innych dobrych więzi międzyludzkich. To nie tylko pustosłowie lub artystyczny pretekst do powiększenia elektoratu, Lee naprawdę taka jest. Od lat wspiera ludzi cierpiących na zespół stresu pourazowego, a jej organizacja, z wielu działań, m.in. udziela bezpłatnych lekcji muzyki osobom dotkniętym. To nie wszystko, Lee jest również szefową fundacji 'BodyRock Coffee', z której dochody idą na walkę z rakiem oraz na wspomożenie rodzin, których najbliższych dotyczą związane z tym dramaty. I tyle, ile tu dobrego, tyle też na tej niespełna trzykwadransowej płycie, którą otwiera zadziornie riffujące i obdarzone chwytliwą melodią w zwrotce, co też w na półskandowanym refrenie "Rock Bottom Revolution". Jednak, by nie było tak samo, już kolejne dwa numery: "Trouble Maker" oraz "The Devil U Know", charakteryzują inne tempa i inspiracje. Np. pierwszy z nich, ewidentnie uwidacznia bluesowe gitary.
Z kolei "Freak Show", wcale nie jest takie 'freak', a całkiem serio uświadamia, że choć wszyscy bywamy różni, to tak naprawdę jesteśmy tacy sami, pragnąc miłości oraz akceptacji. Tu także gitara zapędza się w blues/hardrockowe rewiry.
Kolejny numer nosi tytuł "Heaven's Where We Are" i powstał na tę płytę jako pierwszy, pomimo iż mamy go w albumowym jądrze. Świetny refren, do którego doprowadza fajnie wystopniowana zwrotka. Tematycznie idzie o docenianie życia tu i teraz, zamiast rozpamiętywania przeszłości, szczególnie jeśli ta nie była nam przychylna.
Numer "Still Alive" ciężkawy, motoryczny i raczej nie o potencjale radiowym, ale na pewno o istotności potężnego głosu Lee. Tuż po nim następuje "Highway Romeo". Dynamiczny, melodyjny kawałek, rewelacyjnie nadający się na otwarcie koncertowych bram lub na początek Nawiedzonego Studia, pomimo iż jego ostatnie wydanie akurat nim zamykałem.
No i mamy balladę - "Red Dress". Jedyną na płycie. Tekst oraz fortepian wywołują uczucie nostalgii, natomiast śpiew Aaronki w iście balowym odzieniu.
Jako przedostatnie w zestawie, najdłuższe, bo aż 6-minutowe "Spitfire Woman" kąśliwe i złowieszcze, i ponownie z kapitalną melodią. Rzecz o kobiecie, która niechcący zabiła męża, a zabiła patelnią, kiedy odkryła, że ten ją zdradza.
No i pozostał nam finał, w postaci tytułowego "Elevate". Kurcze, to jest tak dobre, że na moje ucho powinno być na otwarciu. Zakładam jednak, że nasza metalowa heroska wiedziała, co czyni. Ależ ponownie cudowna chrypka, do tego nośna, wręcz stadionowa melodia, no i te niebiańsko mocne gitarowe riffowanie. Tak przy okazji, gitary wymiatają na całości i należą do najlepiej nastrojonych spośród dziesiątek ostatnio przesłuchanych płyt. I tylko żal, że pod takim albumem nie podpisuje się żaden mocniejszy label. Chciałoby się tej płycie przyklasnąć po zasłużonym dobiciu do maintreamowego topu.
Zluzujcie choć na moment wszyscy Zeppelino-Sabbathowcy, posłuchajcie czegoś na odtrutkę. Nikt Wam tego Ozzy'ego nie ukradnie, jest tyle innej muzyki, a nie non stop tylko Flojdy, Zeppy, Metalliki, Sabbathy czy Ramsztajny.

a.m.

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl

 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"


poniedziałek, 27 lutego 2023

repeat offender

Z okresem opisywanych niedawno na moim blogu US'książeczek, najbardziej kojarzy mi się album Richarda Marxa "Repeat Offender". Niemal równie mocno, co Tom Petty i jego genialne "Full Moon Fever", a jednak z Marxem jakoś szczególniej. To była jego druga płyta, choć o świeżości wystrzałowego debiutu. Marx pojawił się znikąd, tym bardziej, iż wcześniej nikt go u nas nie znał. W Stanach zaś, od samego początku wróżono mu sławę na miarę Bruce'a Springsteena, pomimo iż, co już wiemy, sprawy aż tak daleko nie zaszły.
"Repeat Offender" to jedenaście bezbłędnych rock'popowych piosenek, w których zacumowały młodość oraz entuzjazm, także chęć wykrzyczenia światu skrywanych uciążliwości, a przede wszystkim pierwsze pasma sercowych uniesień i rozczarowań. W obsadzie dzieła niemało muzyków kalifornijskich, co z automatu zaowocowało AOR/melodic'rockowym dziełem pod auspicjami najbardziej przeze mnie wymarzonego do odwiedzin miejsca naszej Planety.
Na tak wczesnym etapie kariery, podobny poziom światowy mógł osiągnąć tylko ktoś, kto przynajmniej niewinnie, ale jednak liznął już słodyczy profesjonalnej muzyki. A Richard Marx poznał ten fach, albowiem od pewnego czasu komponował dla kilku wciąż od siebie lepszych oraz uczestniczył w ich sesjach, głównie jako 'background vocals'. Tu warto przytoczyć, iż w 1984 roku dwie jego piosenki: "Crazy" oraz "What About Me?", nagrał sam Kenny Rogers, a że pierwsza z nich wbiła w szczyt zestawień, z automatu rozpędziła się kariera wyznaczonego na dziś bohatera. Poza tym, Marx muzykalność wchłonął z matczynym mlekiem, wszak jego Mama była piosenkarką, a Tata jazzmanem. A to przecież zobowiązuje, choć nie zawsze syn musi posiąść inżynierski fach, o czym z kolei zawsze marzył mój Tata.

Wydany wiosną 1989 roku "Repeat Offender", tylko w Stanach pokrył się poczwórną Platyną, dobijając do szczytu zestawień Billboard 200, a na cały ten wyśmienity album naprowadzało aż 6 wydanych z niego singli, co stanowiło przekroczenie matematycznej jego połowy. Na czub wysunęła się obłędnie piękna ballada "Right Here Waiting" ("... gdziekolwiek jesteś, cokolwiek porabiasz, będę tu na Ciebie czekać..."). Rzecz, w której pianino zabiło gitarę. Literacko był to list miłosny do żony Marxa, aktorki Cynthi Rhodes, choć wtedy nie byli jeszcze małżeństwem. A od około dekady już nie są. To jedna z najbardziej namiętnych, a zarazem najwolniejszych piosenek naszego globu, pomimo iż powstała w nieco ponad kwadrans. Niezwykłe, wgniatające w fotel coś. Skarb ziemi naszej. Dlatego taka "Angelia" ("... sprawiłaś, że nasza miłość była kłamstwem..."), też przecież pełna wdzięku wolnizna, musiała się jedynie zadowolić klimatem równie umiarkowanym, jak nasza wiecznie niedogrzana Polska. Ale ale... przecież trzy/czwarte "Repeat Offender" to jednak głównie rock. No okay, być może nieco ugrzeczniony, jednak żaden z tego zarzut, wszak elegancko doprawiony armadą okazałych gitar, pianin, saksofonów czy nawet Hammondów. Piosenki, pokroju: "Satisfied", "Too Late To Say Goodbye", "Heart On The Line" czy "Real World" ("... żyję w prawdziwym świecie, gdzie wszystko nakreślono czarno na białym. Nie dostaniesz tu nic za friko, jeśli tego nie wywalczysz...") przefantastyczne, a i godne grzechu. Aż prosi się we wzmacniaczu unieść gałkę głośności. No chyba, że Wasz partner/partnerka, mają do wspaniałej muzyki awersje i notorycznie wszystko przyciszają.
Planowałem przypomnienie płyty na moim FM, jednak niesłusznie przyzwyczaiłem Słuchaczy N.S. do wyrywkowych prezentacji albumów, tak średnio po trzy/cztery kompozycje z jednego tytułu, przez co cały zamiar odpuściłem. Bo akurat "Repeat..." musi pójść w całości, od deski do deski, a dzisiaj nikt już takiego radiowania nie uprawia. I tu problem, albowiem kocham pełną tracklistę, wszystkich jedenaście numerów, z żadnego ustąpić nie potrafię, tym samym płyta, zamiast w eter, wraca na półkę - i tak do kolejnej domowej emisji.

a.m.

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl

 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"

"NAWIEDZONE STUDIO" - program z 26 lutego 2023 / Radio "98,6 FM Poznań"









"NAWIEDZONE STUDIO"
wydanie z 26 lutego 2023
(
z niedzieli na poniedziałek, start godz. 22.00, zamknięcie bram 2.00)
 
98,6 FM Poznań oraz w sieci
realizacja i
prowadzenie: Andrzej Masłowski

 

Odpuszczę może na dziś zrzucenie na papier tego, o czym chwilę wcześniej gawędziłem w audycji. Nie widzę sensu w przepisywaniu się po mikrofonie. Szkoda czasu, lepiej daną kartkę konkretniej spożytkować.
Oto więc rozpiska wszystkiego, co wczoraj. Punkt po punkcie, utwór po utworze, do tego kolorowe okładki oraz znośne całości zredagowanie. Wierzę, że dla Szanownych Państwa satysfakcjonujące.
Polecam się Waszej pamięci, przemiło będzie spotkać się z Wami w nieuszczuplonym gronie za kolejny tydzień.
Do usłyszenia ...


RUNNING WILD "Under Jolly Roger" (1987) -- 16 lutego spoczął w ciszy i głuszy Majk Moti, czołowa gitara wczesnych Running Wild
- Under Jolly Roger
- Raw Ride

SCORPIONS "Love At First Sting" (1984)
- Bad Boys Running Wild

ANGEL "Risen" (2019) -- w kwietniu nowy album "Once Upon A Time"
- Under The Gun
- Shot Of Your Love

ANGEL "Angel" (1975)
- Tower
- Mariner
- Angel (Theme)

KHYMERA "Hold Your Ground" (2023) -- nowość
- Sail On Forever
- Our Love Is Killing Me
- On The Edge

FIRST SIGNAL "Face Your Fears" (2023) -- nowość
- Face Your Fears
- In The Name Of Love

Y&T "Yesterday & Today Live" (1991)
materiał z dwóch koncertów w San Jose Cabaret, z 29 oraz 31 grudnia 1990 roku
- Hurricane
- Beautiful Dreamer

TEN "Something Wicked This Way Comes" (2023) -- nowość
- Brave New Lie
- The Tidal Wave

THE ROLLING STONES "Sticky Fingers" (1971)
- Wild Horses
- Can't You Hear Me Knocking

FOCUS "In And Out Of Focus" (1970) -- w marcu trzy koncerty w Polsce, w tym jeden w Poznaniu
- Sugar Island
- Anonymus
- House Of The King
- Why Dream

PATTI LaBELLE "Winner In You" (1986)
- Oh, People
- On My Own - {duet with Michael McDonald} - {kompozycja Burt Bacharach / Carole Bayer-Sager}
- Sleep With Me Tonight - {kompozycja Burt Bacharach / Neil Diamond / Carole Bayer-Sager}

CARLY SIMON "Greatest Hits Live" (1988)
koncert z Gay Head na Wyspie Martha's Vineyard w Massachusetts, z 9 czerwca 1987 roku
- You're So Vain
- Never Been Gone

CHICAGO "The Heart Of Chicago 1967-1997" (1997)
- The Only One - {previously unreleased / a new recording produced and featuring backing vocals Lenny Kravitz}
- Here In My Heart - {previously unreleased / a new recording produced by James Newton Howard}

PETER CETERA "Solitude / Solitaire" (1986)
- Glory Of Love
- Only Love Knows Why

MECCA "Undeniable" (2011) -- w kwietniu nowy album "Everlasting"
- Ten Lifetimes
- Undeniable

LEE AARON "Elevate" (2022)
- Highway Romeo

bad boys running wild


Andrzej Masłowski 
"NAWIEDZONE STUDIO"

w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl

 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"

 


niedziela, 26 lutego 2023

penetrator

Ted Nugent - gitarowy Gonzo Ameryki, w latach 70' nie do pobicia. Jego włosy wiatr rozwiewał po rurę wydechową, a wczesne płyty, bez niepotrzebnych krętactw, siłą natury pokrywały się Platyną, zaś na "Free-For-All" (1976) przepustkę do lat świetności szlifował Meat Loaf.
Kiedy byłem o czterdzieści lat młodszy winyle Nugenta oddychały zaduchem i papierosowym dymem studenckiego Wawrzynka, który we wszystkie niedziele, pomiędzy dziewiątą a czternastą, był najcudowniejszym miejscem znanej mi Polski okresu 77-85. Chyba nie było fana cięższych brzmień, który nie otarłby się w tamtym miejscu o jedno czy drugie dzieło tego gitarowego dzikusa. Jego ślizgi po gryfie pachniały lepszym światem, a przede wszystkim nowocześnie zrealizowanym hard'n'heavy, jakiego w Polsce nikt nie uprawiał, natomiast do Iron Maiden i mocniejszego lica Judas Priest, było jeszcze parę minut.
"Penetrator" to już nieco późniejszy i za sprawą klawiszy złagodzony album Mistrza. Ewidentnie skierowany ku szerszej publice i rzecz jasna o nadziei pobuszowania w górnych rejonach dwusetki Billboardu. Ale wynik słaby, ledwie #56. Inna sprawa, że dzisiaj każdy metal czy hardrocker, o takim notowaniu może tylko pomarzyć.
Ostatnio na moim FM przypomniałem numer "My Little Red Book", kompozycję spółki Burt Bacharach/Hal David, którą Nugent nagrał na jeszcze późniejszy i raczej średniawy album "Little Miss Dangerous". Jednak to właśnie za sprawą niedawnej śmierci Burta Bacharacha, a i w konsekwencji wygrzebania jego paru numerów, niekoniecznie zaśpiewanych tylko przez Dionne Warwick, przypomniałem sobie o choćby Tedzie Nugent'cie. Trochę się facio na mej płytowej półce zleżał, więc powstała okazja, by przypomnieć najlepsze momenty z jego, co również mego życia.
Na "Penetrator" przemiennie śpiewają (no, może nie do końca tak jeden po drugim) Ted Nugent oraz zmarły przed trzema laty Brian Howe. Ten drugi wystąpił u Gonzo tylko na tej płycie, a potem czmychnął na wiele lat do Bad Company, zastępując przy sitku Paula Rodgersa. Jako, że Ted Nugent świetnym gitarzystą, lecz kiepskim wokalistą, na "Penetrator" przodują kawałki z Howe'em. Inna sprawa, że w warstwie kompozycyjnej też sporo ciekawsze.
Na stronie A wyskakuję ze skóry przy: "(Where Do You) Draw The Line" (rzecz spółki Bryan Adams/Jim Vallance), "Knockin' At Your Door" (kompozycja Andy'ego Frasera z Free) oraz zamykającym pierwszy albumowy rozdział "Go Down Fighting". Szczególnie lubię ten środkowy fragment. W życiu nastawiałem go dziesiątki razy i nawet teraz, aż chce się pod jego rytm chwycić za wiosło i wbić w tłum. Strona B już mniej okazała, bo i niepotrzebnie tyle ryja (dosłownie!) drze tu sam Nugent. Niemniej, i w tej odsłonie znalazła się jedna, zaśpiewana zresztą przez Howe'a perełka "Blame It On The Night". I dla tego momentu warto płytę przerzucić celem jej kontynuacji.
Konkludując, nie jest to najokazalsze dzieło tego zdumiewająco odjazdowego w tamtych latach Amerykanina, lecz darzę je sporym sentymentem oraz kilku zatrzymanymi kadrami szalejącego przy tych nutach dziewiętnastolatka, bo tyle miałem na liczniku. W 1984 roku istniałem już w miarę dojrzałym odbiorcą, którego Nugent wykrystalizował na pozyskiwanych w przywołanym wcześniej Wawrzynku albumach: "Weekend Warriors", "State Of Shock" czy "Scream Dream". Oj, chata się przy nich zatrzęsła nie raz, nie dwa, a niekiedy nawet interweniowali sąsiedzi. Na domiar dobrego, nigdy wizyty nie złożyła milicja, a lokatorzy wciąż odpowiadali na moje 'dzień dobry'.

a.m.

 

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl

 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzywiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"


sobota, 25 lutego 2023

w kwietniu nowi Angel

Legendarni glamowcy z Angel właśnie ruszają w północnoamerykańską trasę od wybrzeża do wybrzeża, która rozpocznie się 3 marca i potrwa do końca kwietnia. Pretekstem nadchodzący nowy album "Once Upon A Time" - planowana jego premiera na dzień 21 kwietnia br. Spójrzcie na okładkę - cóż za kolorystyka! A i konwencja bliska ostatniego jak dotąd "Risen" (2019). Pachnie kolejnym szampanem i wytryskiem konfetti. A jeszcze muzycy odgrażają się, że będzie to album o krok lepszy, a może i najlepszy w ogóle.
Od lat w Angel nie gra już Gregg Giuffria (w swoim czasie porzucił ich dla własnej formacji Giufftria, a potem wczesnych House Of Lords), mimo to nie brak w składzie oryginalnych członków, w osobach Punky'ego Meadowsa oraz Franka Dimino.
Szykuje się 11 premierowych kompozycji, z kilkoma fajnie zatytułowanymi, jak: "Rock Star" czy "Turn The Record Over", ze szczególnym naciskiem na tasiemcowe, jak stąd po Archangielsk "Once Upon A Time An Angel And A Devil Fell In Love (And It Did Not End Well)". Aż się zdyszałem. Ciekawe, jak będzie mi się zapowiadało ten numer do mikrofonu. Pewnie z podobnym smaczkiem ryzyka uczuć anioła do diabła.
Lata prosperity Angel to okres 1975-81. Grali wtedy wspaniałe klimaty na gruncie ówczesnej muzyki młodzieżowej. Najpierw niewinnie próbując niezbyt skomplikowanego, lekkiego w odbiorze rocka progresywnego, po circa dwóch latach elastycznie przebijając się w modną falę glam rocka. I tu przede wszystkim wyśmienity debiut, zatytułowany po prostu "Angel", z m.in. genialnymi "Tower" czy "Mariner", ale i niesamowicie poruszającą albumową kodą "Angel (Theme)". Jak na ówczesnych młodziaków wielka kultura gry oraz inteligentne, pełne wrażliwości teksty. Tak lubię tę płytę, że już teraz zasiadłbym przy sitku, by ją Państwu zaprezentować. A przecież czyniłem to kilkukrotnie. Wrażenie robi też, zawarty na drugim longplayu "Helluva Band", blisko 9-minutowy numer "The Fortune". Rzecz o skazańcu z celi śmierci, który czeka na przyjście kata. Wspaniałe coś, bez chwili nudy. Zresztą, nuda zaczyna się, gdy twoi kumple, zamiast zaprosić cię na sobotnio-niedzielną nasiadówę przy butelce, oferują ci raz na pół roku weekendowy obiadek w towarzystwie swych wnuków.
Wartym przypomnienia wydaje się też fakt, iż Angel odkrył basista Kiss, Gene Simmons, który jednocześnie zagwarantował grupie kontrakt dla Casablanca (nie użyję deklinacji, ponieważ głupio się pisze), a i dla kontrastu wbił wizerunkowo ekipę Giuffri, Meadowsa i Dimino w białe kombinezony, będące jednocześnie zgrabnym kontrastem wobec czerni Kiss.
Gorąco polecam również, wciąż jeszcze ostatni album "Risen". Brzmi jak z dawnej epoki, a jednocześnie chlubi się soczystą, absolutnie współczesną produkcją. I co najważniejsze: kapitalne melodie! Niebanalne, zapamiętywalne, nie do ustania. Cała płyta w dechę, choć najtrudniej zaprzestać słuchania "Under The Gun", "Shot Of Your Love", "Tell Me Why" czy "Don't Want You To Go".
Wszystko wskazuje, iż najnowszej płyty nie będzie w polskiej ofercie, niemniej uspokajam, ściągnę ją choćby z końca świata.
Jeśli ktoś właśnie zastanawia się, czy warto w ten temat wchodzić, czy warto tę muzykę polubić... Polubić? Ależ nie. Pokochać! Nawiedzone Studio posiada wszystkie albumy, więc jeśli życzylibyście sobie Drodzy Państwo emisji na mych niedzielnych łączach któregokolwiek z nich, wystarczy tylko cynk. 

a.m.


"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl

 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"

zdrowe relacje

Nie powinna, a jednak zaskoczyła mnie deklaracja udziału Paula McCartneya na nadchodzącym albumie RollingStonesów. Wszak rywale w swoim czasie najwięksi. To nic, że po latach Maca w jednym z wywiadów wyznał, iż The Beatles byli od Stonesów lepsi. Bo byli, przy całej mojej sympatii do obu ekip.
Na nowych Stonesach ex-Beatles pociągnie po basie tylko w jednym utworze, nie ma więc mowy o dobiciu na stałe do składu Richardsa i Jaggera. Już wiadomo, nie będzie też na albumie wywoływanego Ringo Starra, choć po śmierci Charliego Wattsa taki transfer byłby czymś niesamowitym. Nic z tego, w całej tej sprawie to tylko jeden utwór z gościnnym McCartneyem i nic więcej. A skoro na moment wywołałem Ringo Starra, mistrzunio właśnie odwołał wszystkie koncerty w Ameryce Północnej, kiedy ponownie wyszedł mu pozytywny wynik na cowid.
Reasumując, niech nikogo nie dziwi powstała unia na linii Beatles-Stones, albowiem już przed sześcioma dekady spółka Lennon/McCartrney obdarowała Stonesów kawałkiem "I Wanna Be Your Man" (choć potem też sami to nagrali), zaś cztery lata później Mick Jagger przebywał z Beatlesami w studio, gdy ci nagrywali "All You Need Is Love", co również okazjonalnie Jagger zaglądał na inne ich sesje, w tym na miksowanie albumu "Revolver" oraz na dokładanie orkiestracji do "A Day In The Life". Na tego podstawie, nie ma mowy o żadnej konkurencji, to jedynie zdrowe relacje. 

a.m.

 

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl

 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"


piątek, 24 lutego 2023

dzień niespodziewanego całusa

Wracamy z Mundim i naszą Zulunią z wieczornego spaceru, wnet myślę sobie: 'ooo, zdążę jeszcze na drugą połowę Wisły Kraków z Odrą Opole'. Do przerwy widzę zero jeden, a ja trzymam za Wisłą, by powróciła do Ekstraklasy. Ale... No właśnie, u mnie często jest jakieś 'ale'.
Spróbowałem wsunąć paluch do skrzynki na listy, ale klapka coś zablokowana, pytam więc Mundi: czy sprawdzała ostatnio pocztę?, bo ja całkowicie zapomniałem. W odpowiedzi: 'wiesz co, chyba w ubiegłym tygodniu'. Aha, no to hyc po kluczyk, i...? I jak zawsze mnóstwo papieru zmarnowanego na reklamy, od razu zresztą idącego na przemiał (to się nazywa dbanie o środowisko), do tego jakaś korespondencja z banku, obok inne coś od kolejnego żyłusa, no i generalnie sam śmietnik, a tu, pomiędzy blubrami i różnymi rzeczami niepotrzebnymi, jeden grubszy list - dla mnie. Przyszedł od Andrzeja z Zielonej Wyspy. Tym razem z Polski, ze znaczkiem bożonarodzeniowym, na którego spodzie zapisano 'Polska B'. Gdybym nie wiedział, ze to kategoria cenowa, zaszedłbym w zastanowienie: hmmm... Co tu dłużej trzymać w niepewności - płytę dostałem. Podwójną. Bo to album dwupłytowy, a na dodatek lubianego zespołu, o czym w załączonej depeszy Pan Andrzej wspomina. A propos depeszy, niebawem nowi Depeche Mode. Do teraz nie odpaliłem w sieci singla. Bo już taki jestem. Poczekam na album. Co tam uszy będę przemęczać łomotem z komputerka.
No cóż... pięknie dziękuję Panie Andrzeju! Dawno nie sprezentowano mi żadnej muzyki, więc ucieszyłem się uroczyście. Ostatnim strzałem byli najnowsi, genialni notabene Poets Of The Fall, więc rozbestwiony jestem. I takim oto akcentem przerodziło się w miły wieczór.

P.S. w jednej z galerii popołudniem zauważyłem, że 24 lutego 'dniem niespodziewanego całusa'. Wiedzieliście? 

P.S. 2. W "Świecie Książki" winylowy singiel Pink Floyd "Hey Hey Rise Up" kosztuje 66 złotych, a w Empiku? Patrz niżej. Ci jak zawsze mają wejście.

a.m.

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl

 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"

czwartek, 23 lutego 2023

zdrów Meniketti

Rok temu, mniej więcej o tej porze, wokalista kapitalnych Y&T, Dave Meniketti, oznajmił o doskwierającym mu raku prostaty. Na dobry omen chorobę wykryto we wczesnym stadium, z 90-procentową szansą wyleczalności. I oto Drodzy Państwo, mam dla nas wszystkich świetną wiadomość! - przed dwoma dniami Dave poinformował o totalnej remisji. Wychodzi na to, że paskudztwo odpuściło i wkraczamy w dział: "żyli długo i szczęśliwie".
Od Nawiedzonego Studia tylko zdrowia dla Ciebie Dave!

                                                                                      a.m.


"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl

 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"

wtorek, 21 lutego 2023

odszedł Majk Moti

Miałem napisać w niedzielę, ale coś odwróciło moją uwagę... 16 lutego odszedł Majk Moti (czyli Michael Kupper) - gitarzysta Running Wild. Grał z nimi na kilku najwcześniejszych albumach, za wyjątkiem debiutanckiego. Świetne czasy, kapitalna ekipa. Miałem bzika na punkcie ich "Under Jolly Roger". Albumu niczym Wenus - wściekłego, kipiącego i żarzącego. Szalenie dobre coś, kupione przeze mnie jednak stosunkowo późno, gdzieś już w epoce kompaktowej. Ale znałem płytę świetnie, niemal na pamięć. Kilku moich kumpli miało na kasetach, słuchałem więc z nimi raz po raz. Nie tylko zresztą 'dżoli rodżer', bo i też "Port Royal" bądź "Branded And Exiled". Szlachetnie wspominam żelazne chwile tamtego bandyckiego metalu spod pirackiej bandery. I tylko szkoda, że o obecnych Running Wild da się już tylko myśleć meteorologicznie: z dużej chmury mały deszcz.
Numer "Under Jolly Roger" to jedna z perełek szybkiego, refrenowego i wściekłego metalu: 'wywieśmy naszą flagę, niech się nas boją, bliski ich koniec, oto strzelające spluwy i armatni huk, nie ma poddaj się, nie ma odwrotu, po prostu walcz!.'
Majk Moti po odejściu z Running Wild robił za programistę komputerowego, a i pracował w cyfrowej reklamie. Nie za to jednak pamięć o nim.
Dyskretny Szczęk Blach traci ważną postać, której piekielne po gryfie ślizgi pozostaną w nas - metalach, oraz na tych paru albumach. 

a.m.


"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl

 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"

poniedziałek, 20 lutego 2023

nocne z kumplem pisanie

Wspomnienie w Nawiedzonym Studio 45-letniego albumu Kate Bush "The Kick Inside", zaowocowało sms'em od mojego super kumpla czasów podstawówki: "Uwielbiam Kate Bush. Jej płyta była moją pierwszą zagraniczną kupioną w klubie Wawrzynek. Byłem wtedy razem z Tobą. Pamiętam tamtą atmosferę, ludzi z płytami i Ciebie wymieniającego się z nimi. Tego nie zapomnę do końca życia. Od tego dnia Kate jest w moim sercu". -- Odpisałem: "To cudowne, co teraz napisałeś. Fredziu, pozwól, że zacytuję Ciebie na blogu". -- "Ależ proszę. Będę zaszczycony".
W dalszej części naszej pisaniny, Fredziu w którymś momencie dorzucił: "Gdy przypominam sobie, jak słuchaliśmy u Ciebie płyt, jak za kieszonkowe kupowałeś płyty w księgarni na ul. (zapomniałem nazwy) przy Parku Sołackim, jak uwielbiałeś Smokie i Budgie, jak grywaliśmy w grę hokej, jak graliśmy w piłkę, to tęsknię za tamtymi dniami i szkoda, że czasu nie da się cofnąć". Oj tak, szkoda. 

a.m.


"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl

 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"

"NAWIEDZONE STUDIO" - program z 19 lutego 2023 / Radio "98,6 FM Poznań"









"NAWIEDZONE STUDIO"
wydanie z 19 lutego 2023
(
z niedzieli na poniedziałek, start godz. 22.00, zamknięcie bram 2.00)
 
98,6 FM Poznań oraz w sieci
realizacja i
prowadzenie: Andrzej Masłowski

 

Opis zbędny, wszystko wynika z rozpiski, nie będę więc Szanownym Państwu zabierać cennego czasu. Jedno pewne, za tydzień obiecuję się zdecydowanie dotkliwiej na rockowo. Żadnych balladek czy innych głaskanek. Wczorajsze obszerne kąciki Burta Bacharacha oraz country/ballad/rocka zaspakajały raczej moje zapotrzebowanie, niemniej uwierzcie, bardzo tego potrzebowałem.
Do usłyszenia ...

DURAN DURAN "Duran Duran" /często jako "The Wedding Album"/ (1993) -- 30-lecie albumu.
- Come Undone
- Ordinary World

KYLIE MINOGUE "Light Years" (2000) --
- Your Disco Needs You - {na basie zmarły niedawno Phil Spalding}

TOM JONES "Gold" (2005) -- kompilacja.
- What's New Pussycat? /1965/ - {kompozycja Burt Bacharach / Hal David}

CROWNE "Operation Phoenix" (2023) --
- Operation Phoenix
- Just Believe
- Northern Lights

TEN "Something Wicked This Way Comes" (2023) --
- Parabellum
- Something Wicked This Way Comes

LEE AARON "Elevate" (2022) --
- Heaven's Where We Are
- Spitfire Woman

GILLAN & GLOVER "Accidentally On Purpose" (1988) -- 35-lecie albumu.
- She Took My Breath Away
- Lonely Avenue - {Ray Charles cover} - piosenka do filmu "Rain Man"

PAUL CARRACK "Groovin' " (2002) --
- Walk On By - {Dionne Warwick cover} - {kompozycja Burt Bacharach / Hal David}
- Anyday Now - {Chuck Jackson cover} - {kompozycja Burt Bacharach / Bob Hilliard}

TED NUGENT "Little Miss Dangerous" (1986) --
- Little Red Book - {Manfred Mann cover} - {kompozycja Burt Bacharach / Hal David}

V/A "Help" (1995) --
MANIC STREET PREACHERS - Raindrops Keep Fallin' On My Head - {B.J. Thomas cover} - {kompozycja Burt Bacharach / Hal David}

DIONNE WARWICK "The Real ..." (2015) -- kompilacja.
- Love Power - {duet with Jeffrey Osborne} - {oryginalnie na albumie Dionne Warwick "Reservations For Two" /1987/} - {kompozycja Burt Bacharach / Carole Bayer Sager}
- Captives Of The Heart - {oryginalnie na albumie Dionne Warwick "Aquarela Do Brasil" /1994/} - {kompozycja Burt Bacharach / John Bettis}
- Sunny Weather Lover - {oryginalnie na albumie Dionne Warwick "Friends Can Be Lovers" /1993/} - {kompozycja Burt Bacharach / Hal David}

RUMER "This Girl's In Love" (2016) --
- What The World Needs Now Is Love - {Jackie DeShannon cover} - {kompozycja Burt Bacharach / Hal David}
- The Look Of Love - {Dusty Springfield cover} - {kompozycja Burt Bacharach / Hal David}

KATE BUSH "The Kick Inside" (1978) -- 45-lecie albumu.
- Moving
- The Saxophone Song
- The Man With The Child In His Eyes
- Wuthering Heights

KENNY ROGERS "Love Songs" (1997) -- kompilacja.
- Have I Told You Lately That I Love You - {Van Morrison cover}
- Wind Beneath My Wings - {Kamahl cover}
- Lady - {kompozycja Lionel Richie}
- We've Got Tonight - {duet with Sheena Easton} - {Bob Seger cover}

BETTE MIDLER "Experience The Divine - Greatest Hits" (1993) -- kompilacja.
- Wind Beneath My Wings - {oryginalnie na albumie OST "Beaches" /1988/}
- The Rose - {oryginalnie na albumie OST "The Rose" /1979/}

BETTE MIDLER "The Best Bette" (2008) -- kompilacja.
- This Ole House - {oryginalnie na albumie "Bette Midler Sings The Rosemary Clooney Songbook" /2003/}
- Something Your Heart Has Been Telling Me - {1984 demo / previously unreleased}

ONE HORSE BLUE "One Horse Blue" (1993) --
- Hopeless Love
- Don't Lose Sight

POCO "Legacy" (1989) --
- Call It Love
- The Nature Of Love

 

Andrzej Masłowski 
"NAWIEDZONE STUDIO"

w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl

 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"

 


niedziela, 19 lutego 2023

wieczór przy radioodbiorniku

Od 22-giej gram dzisiaj
na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl



Do usłyszenia...

a.m.

środa, 15 lutego 2023

US katalogi - Welcome to the Club!

Na dzisiaj katalog powitalny klubu, o którym wczoraj część pierwsza. Oferta z 1989 roku, ale konkretnego miesiąca tu nie podano. Wczoraj nie napisałem, a właśnie sobie przypomniałem, w owym klubie na dzień dobry otrzymywało się kilka wybranych kompaktów gratis. Nie pamiętam, ile, ale na pewno coś tam było.
Firma udostępniająca tę szeroką ofertę ze stajni CBS/Columbia, nie była żadną sektą, z której nie szło się wydostać, a handlem na zdrowych zasadach. W każdej chwili można było zrezygnować, i z tego co wiem, bez konsekwencji.
Siostrzyczka miała frajdę w uszczęśliwianiu brachola, więc co pewien czas podrzucała to i owo. Pierwszy strzał, to było dziesięć kompaktów. Jeszcze nie miałem cd-playera, a pierwsze cedeki już dopłynęły. Pierwsza paka przypłynęła statkiem. A się naczekałem! Między innymi: Meat Loaf "Bat Out Of Hell", Michael Jackson "Bad", Dire Straits "Brothers In Arms", Santana "Abraxas", Bruce Springsteen "Born In The U.S.A.", nawet Paula Abdul "Forever Your Girl". Różnie różniście, tak, bym się nie zasiedział tylko w najbardziej preferowanym rocku. Wszystkie dotarły w "long sleeve'ach", czyli podłużnych kartonikach, które gabarytowo stanowiły za bite połowy rozmiarów okładek płyt winylowych. Dzisiaj tamte wydawnictwa, w dobrze zachowanych opakowaniach, osiągają niezłe ceny, wszystko zależy od atrakcyjności i unikatowości, więc niekiedy bywa astronomicznie. Szkoda, że tych tekturek nie doceniłem, i ja, z natury kolekcjoner, wszystkie z czasem pociąłem bądź powywalałem. Zakrywam twarz w dłoniach, to nigdy nie miało prawa się wydarzyć. Wtedy jednak myślałem inaczej. Zapewne sądziłem, że tylko niepotrzebnie zajmują miejsce, a mnie marzyła się śladem nowoczesnej technologii podobna miniaturyzacja, nie żadne opakowania kolosy, przypominające winylowe relikty. Ciągle mam jednak nadzieję, że może choć jeden się ostał. Że przypadkiem zachowałem. Być może spłaszczyłem i wetknąłem pomiędzy stare książki lub do jednej z nich. Jeśli zatem któryś się znajdzie, głośno obwieszczę.
Przypominam legendę:
T - compact disc
C - kaseta magnetofonowa
S - płyta winylowa
ceny oczywiście w dolarach

"Bad Boys Of Rock & Roll" - nazwa działu. W sumie lepiej byłoby "Hot Girls - Bad Boys", wszak wiadomo, iż Aerosmith i Poison lubili kształty, wdzięki i temperaturę. Miło powspominać, jak to "Permanent Vacation" było jeszcze nowizną. Moja ukochana płyta Aerosmith, pomimo iż do "Pump" lubię wszystkie. -- Z kolei Poison, co my tu mamy? Wszystkie dwa albumy. No tak, bo oni wciąż byli na starcie, z notabene fantastycznymi i nigdy niepobitymi "Look What The Cat Dragged In" oraz następną w skromnym dorobku "Open Up And Say... Ahh!". Miód orzeszki malina muzyka.

Wówczas wciąż jeszcze nowością była wydana jesienią 1988 kompilacja "Money For Nothing", a mimo to siła o kilka lat wcześniejszego "Brothers In Arms" przeogromna. Niedziwne, płyta nagrana w pełni cyfrowo, wciąż świeży nośnik CD, gremialne nabywanie odtwarzaczy, więc idealna płyta do testów, ale przede wszystkim muzyka! Do dzisiaj słyszę jej pierwszy "play" na moim odtwarzaczu. Ta cisza, absolutna cisza, bez trzasków i zgrzytów, gdy znienacka Knopfler podsyła eleganckie akordy do "So Far Away". Zamarłem. Nie wierzyłem, że można tak czysto i wyraźnie, z mrowieniem na skórze. Pierwszy utwór, jaki odpaliłem z nowiuśkiego srebrnego Technicsa, chwilę wcześniej zakupionego w Pewexie przy Ratajczaka. Choć to zdaje się była Baltona, ale jaka to różnica. Moment pierwszego posłuchania muzyki z kompaktu uważam za jedną z najcudowniejszych chwil mojego życia. Być może dlatego nie wdaję się w sztucznie wytworzony winylowy renesans.

U2 - nigdy nie byłem ich zaprzysiężonym, niemniej lubię, niekiedy nawet bardzo. Najbardziej te surowsze, pierwsze trzy albumy oraz "Achtung Baby". Jednocześnie nadal nie pojmuję gloryfikowania "The Joshua Tree". Albumu, który jeszcze przed nastaniem południa zaczyna się dłużyć. Co pewien czas do niego powracam, sprawdzam, próbuję i wciąż nie umiem. Ale świat kocha Bono i jego kolegów właśnie za 'dżoszuę' bądź dokument z podróży do Stanów w celu poszukiwania początków bluesa i rock'n'rolla, czym "Rattle And Hum", i ja to szanuję. 

Traveling Wilburys i cała ta JeffLynne'owa otoczka. Miał lider E.L.O. wpływ na swoich inspiratorów. Przez chwilę oddawał im to, co od nich 'podewziął'. Wspaniałe czasy. Wszyscy mieli się świetnie. George Harrison i Bob Dylan wysoko na listach, a Roy Orbison z największym życiowym sukcesem - genialny album "Mystery Girl". Jednak moim numero uno całej tej 'Wilbury'usowej' familii, bezapelacyjnie Tom Petty "Full Moon Fever". Tutaj, w tej ramce akurat nieujęte, ale zdaje się widziałem na innej stronie, albo w katalogu z innego miesiąca.

Galeria Sław Rock'n'Rolla. A w niej także bywa na soul, o czym przekonuje obecność Otisa Reddinga, Steviego Wondera czy The Temptations.
W tamtym czasie mieć na kompakcie "Sticky Fingers" czy "Exile On Main Street" Stonesów, to naprawdę było coś. Ja musiałem jeszcze chwilę poczekać. Kupiłem z poślizgiem, kilka lat później. Do teraz mam je na półce. Tamte egzemplarze. Pierwsze tłoczenia. Niekiedy, pomimo iż mam już remastery, na przekór nowej technologii w podbijaniu dźwięku, lubię właśnie te stare zabierać do radia. Daje mi to uczucie obcowania z czymś jeszcze nienaruszonym, sprzed remontu, kiedy wszystko miało inny, czytaj: lepszy zapach.

=============================

a.m.

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl

 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"