wtorek, 3 lutego 2026

frontiers

Wczorajsza w Polskim Radio Poznań emisja "Faithfully" poskutkowała zarzuceniem na talerz całego "Frontiers". Jednego z trzech najlepszych Journey ze Steve'em Perrym, a i przecież, w ogóle. Ejtisowa trylogia: "Escape" / "Frontiers" / "Raised On Radio", to złota pieczęć melodic rocka. I nie przypadek, że Serafino Perugino nazwał własny label środkowym aktem tego albumowego tercetu.
43-letnie "Frontiers" nosi się mianem sukcesów we wszystkich kategoriach - druga lokata w dwusetce Billboardu, cztery single petardy - wszystkie z topowej trzydziestki, do tego sprzedaż albumu tylko w Stanach na poziomie przekraczającym sześć milionów egzemplarzy.
Niektórzy sukces wyczuwali pod paznokciami niecierpliwych kończyn, jak choćby jeden z amerykańskich internautów, o imieniu Eric. Zaciekły fan grupy, który tak oto wspomina: Kupiłem album w dniu premiery. Gapiłem się na zegar, jak szalony, a było to w szkole średniej. Nie mogłem doczekać, by pobiec do mojego ulubionego sklepu z płytami zaraz, gdy tylko miał się pojawić dzwonek po ostatniej lekcji. Jakbym widział siebie. Ten sam mechanizm. My od muzyki wariaci już tak mamy. Nasz kodeks nie przewiduje amnestii.
"Faithfully" to niezwykle cudna ballada, najwyższy punkt na mapie muzyki pośród tego charakteru dokonań. Kompozycja Jonathana Caina, z której tantiemy powinny uczynić go bogaczem. A to jedynie ledwie skarb dla słuchających całych płyt oraz Słuchaczy Uspokojenia Wieczornego. Wiadomo, Jonathan Cain, to i pianistyczne intro, ale zaraz po nim wyłania się ten głos! - Steve Perry. Jejciu, magia. I trzeba słuchać dalej, by z horyzontu nie nawiała nam gitarowa solówka Neala Schona. Zawsze przy tej melodii jestem gdzieś w ciepłej Kalifornii - rozmarzony, w promieniach Słońca wyczekując na Route 66 okazji ku dalszemu włóczykijstwu. A przecież Steve Perry zna życie w drodze lepiej, niż ja, więc w piosence słyszymy o miłości i wierności, gdy bliskich sobie ludzi rozdzielają obowiązki. Artysta wiecznie w trasie, czyli takie życie cyrkowca, a w takich okolicznościach każdy raczej potrzebuje klauna, by dać się rozśmieszyć.
"Faithfully" to taki kawałek, że choć dopiero co poszedł w eter, najchętniej znowu zasiadłbym za sitkiem, by go zapowiedzieć. A gdyby szef się nie zorientował, machnąłbym go w eter jeszcze raz, i jeszcze...
Popatrzcie Państwo, jakie "Frontiers" skrywa piosenki - m.in. radiowy, teledyskowy, a i na deskach scenicznych zabijacz "Separate Ways (Worlds Apart)", tuż potem potęga ballada, kolejne wielkie coś - "Send Her My Love", jako trzecie, hardrockowe, na pół metalowe wręcz "Chain Reaction" - cóż za klawiszowa maestria Caina plus kąśliwe akordy Schona, a w końcówce jego obłędnie dobre solówkowanie! I oto kolejny hit - AOR'owe "After The Fall". Zobaczcie Państwo, za nami pierwsze cztery piosenki, a już jesteśmy mokrzy. Za chwilę wyróżnione na dziś "Faithfully" i już po nas. A potem, także w dechę cała strona B. Nieprawdopodobny album, mówię Wam. Że co, że zaraz go sobie posłuchacie? Słusznie. Aż nie mogę się powstrzymać od zazdrości.
I pomyśleć, iż ta płyta byłaby jeszcze lepsza, gdyby posiadła w trackliście "Ask The Lonely" oraz "Only The Young". No, ale te miały kontrakty filmowe, o czym ówcześni fani dopiero mieli się przekonać.
I teraz zestawmy omówione właśnie granie z takim Grammy 2026. Powiem Państwu, załamałem się, kiedy analizując laureatów uświadomiłem sobie, czego świat słucha. Co kręci ludzi, których codziennie mijam na chodnikach. I wiecie co?, dobrze być dziadersem i zgredem w jednym. To nie poruta, to przywilej.

andy

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 

"USPOKOJENIE WIECZORNE"
w każdy poniedziałek od 22.07 do 23.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm





(*) Chuck Negron in memoriam

Odszedł Chuck Negron, jeden z wokalistów Three Dog Night. Sympatycznej, lekko rockowej, kalifornijskiej formacji, głównie kojarzonej z ogromnie - szczególnie kiedyś - popularnymi piosenkami: "Joy Of The World" oraz coverem Harry'ego Nilssona "One". Radiowe killery, które na przełomie dziejów 60/70's, każdy chciał mieć.
Może więc, z racji kolejnej niewesołej okoliczności, zaproponuję na dzisiaj album "Hard Labor". To już trochę później. Wbijamy do roku tysiąc dziewięćset siedemdziesiątego czwartego. Gdyby ktoś dawno nie słuchał, mowa o albumie, którego intro i outro, zdobi okropny cyrkowy motyw, melodia wizytówka wobec dziedziny sztuki, jaką jedynie popieram za popisy akrobatyczne oraz klaunów. Na szczęście cała reszta albumu zdatna do konsumpcji. Komercyjnie rzecz raczej kojarzona z coverem Leo Sayera "The Show Must Go On". Piosenką zaliczaną do top dziesięć największych hitów grupy, choć osobiście bardziej sprzyjam nastrojowemu "I'd Be So Happy" - otwierającemu stronę B.
Dwie okładki - w chałupie posiadam edycję printed in U.S.A., tę z plastrem zaklejającym wykluwanie płyty na porodówce, pomimo iż ostatecznie wolałbym edycję europejską, nieocenzurowaną. Amerykanie zawsze mieli z czymś problem. Najwięcej w zakresie wolności wypowiedzi (nie tylko w sztuce) cięć, a przecież w teorii, hmmm... kraj chluba demokracji. Taka wersja płyty losem mi przypadła, więc nie dyskutuję. Nie pominięto w jej wnętrzach (na szczęście) metryki, jednej z wizualnych atrakcji, sporej tu w sumie tekturologii.

andy

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 

"USPOKOJENIE WIECZORNE"
w każdy poniedziałek od 22.07 do 23.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm







"USPOKOJENIE WIECZORNE" - program z 2 lutego 2025 / Radio Poznań, 100,9 FM Poznań

"USPOKOJENIE WIECZORNE"
wydanie nr 94
2 lutego 2026

(poniedziałek, w godz. 22.07 - 23.00)

Polskie Radio Poznań
100,9 FM Poznań
realizacja Paweł Kretkowski

prowadzenie andy

 

GENESIS "A Trick Of The Tail" (1976)
- Entangled

ALLY VENABLE "Money & Power" (2025)
- Do You Cry

BEYOND THE BLACK "Break The Silence" (2026)
- Weltschmerz

ROB MORATTI "Sovereign" (2025)
- Every Word

JOURNEY "Frontiers" (1983)
- Faithfully

JETHRO TULL "Heavy Horses" (1978)
- Rover

GALAHAD "Nothing Is Written" (1991)
- Don't Lose Control



poniedziałek, 2 lutego 2026

"NAWIEDZONE STUDIO" - program z 1 lutego 2026 / Radio Afera 98,6 FM Poznań




"NAWIEDZONE STUDIO"
wydanie z 1 lutego 2026
(z niedzieli na poniedziałek,
od 22.00 do 2.00)
 
98,6 FM Poznań
oraz afera.com.pl

realizacja i prowadzenie: andy

 

FAITH NO MORE "The Real Thing" (1989)
- Zombie Eaters

SAXON "Wheels Of Steel" (1980)
- Street Fighting Gang
- Suzie Hold On

RAINBOW "Rising" (1976)
- Starstruck
- Stargazer

ANGEL "Once Upon A Time" (2023)
- Without You

JETHRO TULL "The Broadsword And The Beast" (1982)
- Flying Colours
- Pussy Willow

URIAH HEEP "The Magician's Birthday" (1972 / reedycja 2017)
z dodatkowego CD - "The Alternative The Magician's Birthday"
- Silver White Man {alternate version}

BEYOND THE BLACK "Break The Silence" (2026) -- premiera!
- Rising High
- (La Vie Est Un) Cinema

BRUCE SPRINGSTEEN "Lost And Found" (2025)
- Repo Man
- The Lost Charro

LUCINDA WILLIAMS "World's Gone Wrong" (2026) -- premiera!
- Low Life
- How Much Did You Get For Your Soul?
- So Much Trouble In The World

WISHBONE ASH "Blue Horizon" (2014)
- Tally Ho!
- Way Down South

CARAVAN "In The Land Of Grey And Pink" (1971)
- Winter Wine

CAMEL "Moonmadness" (1976)
- Air Born

ANDRZEJ KORZYŃSKI "07 Zgłoś Się" Seria IV (2025)
- Szczęśliwy Październik {z odcinka "Morderca Działa Nocą" /1985/}
- Na Zawsze Twoja Dziewczyna {z odcinka "Bilet Do Frankfurtu" /1985/}

JOE COCKER "Sheffield Steel" (1982) -- Sly Dunbar in memoriam
- Many Rivers To Cross {Jimmy Cliff cover}

NICK LOWE "Indoor Safari" (2024) -- od Pana Tomka, Słuchacza z Warszawy
- A Different Kind Of Blue

NICK CAVE & THE BAD SEEDS "Where The Wild Roses Grow" (1995) -- maxi cd
- Where The Wild Roses Grow {featuring Kylie Minogue}
- The Willow Garden {vocals Conway Savage}
- The Ballad Of Robert Moore And Betty Coltrane

PHIL COLLINS "Testify" (2002)
- Testify

GALAHAD "Aries" (1994) -- EPka -- "Voiceprint Radio Sessions"
- Aries

PAT METHENY "Speaking Of Now" (2002)
- As It Is
- Wherever You Go

JETHRO TULL "Crest Of A Knave" (1987)
- Budapest


"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl
(
obecność nieobowiązkowa !)
 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze

 

"BLUES RANUS" (zastępstwo) - program z 1 lutego 2026 / Radio Afera 98,6 FM Poznań

"BLUES RANUS" - zastępstwo
niedziela 1 lutego 2026 - godz. 21.00 - 22.00
realizacja i prowadzenie: andy

 

ERIC CLAPTON "Journeyman" Deluxe Edition (1989 /reedycja 2025)
- Old Love {gościnnie Robert Cray}

CHRIS REA "Water Sign" (1983)
- Out Of The Darkness

JOHN LEE HOOKER "Boom Boom" (1992)
- Same Old Blues Again {gościnnie Robert Cray}

OUTLAWS "Playin' To Win" (1978)
- You Are The Show
- Dirty City

CROSBY, STILLS, NASH & YOUNG "American Dream" (1988)
- Clear Blue Skies {główny wokal Graham Nash}
- That Girl {główny wokal Stephen Stills}

ERIC BURDON "My Secret Life" (2004)
- Over The Border
- My Secret Life {Leonard Cohen cover}


piątek, 30 stycznia 2026

karawan

W odtwarzaczu kompaktowym drugi album Caravan. Takie tam skojarzenie z dzisiejszym pogrzebem. Smutna uroczystość. Najbliżsi zmarłej płaczą, a ledwie mówiący ksiądz wygłasza regułkę, którą po paru ostatnich pochówkach opanowałem, jak amen w pacierzu. Żadnej inicjatywy, kreatywności, wałkują przyodziani w czerń powierzone im skostniałości, a wierni, niczym echo, oznajmiają swe przybycie równie jękliwymi odzewami. Tyle lat od wynalezienia stwórcy, a tu wciąż na jedno kopyto. Oby tylko na sercu lżej najbliższym zmarłej, albowiem łączę się z Nimi w tym smutnym dla nich czasie. Wiem, co to utrata matki. Nie minęło jeszcze pół roku od piętnastego sierpnia, najgorętszego dnia minionego - choć w sumie wyjątkowo kiepskiego - lata. Mama umarła w dniu, w którym z Mundim w ogóle tego nie przewidywaliśmy. Był to jedyny dzień, w którym z przekonaniem założyłem szorty, by ostatecznie bardzo tego pożałować. Godzinę przed kresem, Mama z apetytem zjadła kolację, a ja niebawem miałem wyruszać na Berwińskiego. Skapnęła mi się ekstra audycja - którą ostatecznie poprowadził nieoceniony Mariuszko. 

"If I Could Do It All Over Again, I'd Do It All Over You" - tytuł dżdżownica. Ciągnie się, jak stąd po Archangielsk. Płyta jednak o zwyczajnym total/time'ie, i o to chodzi. Wszystko idealnie, ani kapki pod menisk wypukły. Choćby o milimetr poza czasowy szablon czarnej płyty. Akurat tyle, na ile starcza ludzkiej percepcji.
W chałupie dwa egzemplarze. Dlaczego? Ot, wyjaśnię; otóż pierwszym, był francuski z wytwórni Mantra (pierwszy od lewej), ale przyszedł dzień, kiedy wyparł go remaster. Pojawił się etap, kiedy odbijało mi na ich punkcie. Rzucałem się na każde nowe wydanie z podbitym dźwiękiem, a jeszcze, jeśli dokładano dodatkowe utwory, to już za każde pieniądze. Pierwszy egzemplarz bez żalu wydałem szwagrowi, jednak niedługo później i on sprawił sobie identyczną edycję, więc pewnego razu postanowił sędziwy już podarunek zwrócić darczyńcy. Zdziwiłem się, ale i ucieszyłem zarazem, i od tamtego dnia uznałem płytę za przeznaczenie. 

Dwójka Caravan cudowna, choć obwieszczam wszem i wobec, w ogóle kocham ten zespół i mam bzika nawet na płyty noszące miano średniaków. Nie potrafię tego uzasadnić, ale do jasnej ciasnej, czy wszystko na tym świecie koniecznie trzeba uargumentowywać?
A zatem, "If I Could..." to bezsprzecznie najlepsza płyta Caravan, co i całej Sceny Canterbury. I dajcie spokój z tymi wszystkimi Gongami, SoftMachinami, HatfieldamiNorthami i kogo tam jeszcze licho.
Przed nami wyjątkowe coś, z prześlicznymi motywami/melodiami, wszędobylskimi i zarazem szlachetnymi Hammondami, co różnego rodzaju bębnami (często afro-kubańskimi), do tego fletem, saksofonem i oczywiście basem, gitarą... Cała baza tych instrumentów znacznie podwyższa jakość, wzmacnia stereofonię, a repertuar czyni atrakcyjniejszym. No i, cóż za olśniewające, jedyne w swoim rodzaju śpiewanie Pye'a Hastingsa i Richarda Sinclaira. Ich delikatne, niemal harmonijne, i jak gdyby z lekka wycofane głosy, paradoksalnie najbardziej definiują styl grupy.
Nie umiałbym nie mieć tej muzyki. Nie posiadając jej na półce, nie ośmielałbym się gadać do mikrofonu. Bez niej rockowy radiowiec to pipa, nie radiowiec.

Niesprawiedliwie album przywoływany pamięcią jedynie wobec "For Richard". Tak fani ochrzcili ponad czternastominutową mini suitę "Can't Be Long Now / Francoise / For Richard / Warlock". Genialny numer, ale w żaden sposób nie odstają, kolejny długas, choć jednak już tylko dziesięciominutowy, a i również zbity z czterech fragmentów - "With An Ear To The Ground You Can Make It / Martinian / Only Cox / Reprise", do tego o połowę krótsze "As I Feel I Die" - cóż za organy!, bądź tytułowa krócizna, mamy ją zaraz od brzegu strony A.
Muzyka z tego albumu jest równie na haju, co pierwsza część tytułu, tym razem dwuutworowego kolejnego mini długasa - "And I Wish I Were Stoned / Don't Worry". A przecież psychodeliczne i pod radio "Hello Hello", nawet dzisiaj mogłoby każdego poranka wybudzać nas z radiodbiornika pod resztę udanego dnia. Diapazon repertuaru całego dzieła, jak widać, wydaje się niewyczerpany. Upłynęło ponad pół wieku, a ja zawsze coś tu odkrywam. Nie da się tej muzyki pogrzebać. Niech nikt na to nie liczy. Zresztą, kto pamięta epizod Projekt Morderstwa u Columbo, to i skojarzy słowa, tego nie do zagięcia porucznika: zwłoki mają paskudny zwyczaj wypływania na powierzchnię.
Nie znam drugiego takiego, ni nawet z lekka podobnego albumu, a przesłuchałem ich w życiu tony. Lub hektolitry - jaka komu miara pasuje. Urocze, lekkie w odbiorze, wyzbyte banału dzieło, o niemal baśniowej aurze.

andy

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 

"USPOKOJENIE WIECZORNE"
w każdy poniedziałek od 22.07 do 23.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm


czwartek, 29 stycznia 2026

zombie pożeracze

Faith No More'owy Mike Patton rocznikiem ode mnie trzy lata młodszy (a z dokładniejszych wyliczeń nieco mniej), więc na boisku nie załapałby się z rówieśnikami mej daty nawet na ławkę. Ale z biegiem lat różnice znacznie się zacierają, więc dzisiaj to już niemal równolatek.
Przed kilkoma dniami obchodził urodziny, sięgnąłem więc po najlepszą z jego głosem płytę - "The Real Thing". Lubię w całości, włącznie z hitem "Epic" - bez pardonu nafaszerowanym skando-rapem.
Po upływie lat wciąż nie potrafię zadeklarować uwielbienia dla jakiegoś konkretnego jednego utworu, wystającego lepszością ponad inne. Mimo to myślę sobie, że na dzisiaj możemy podgłośnić kapitalne, sześciominutowe, z każdą chwilą zyskujące na natężeniu "Zombie Eaters". Nic się nie zestarzało. Klasa kawałek. Choćby się skichały te wszystkie pierdy deftonsy, parkłejdrajwy czy bringmidehorajzony, nie daliby rady wskoczyć w podobne do Faith No More buty, nawet po kilku głębszych. Inna sprawa, iż dzieciarnia z pokolenia z, jest cienka jak drut.
A zatem "Zombie Eaters". Kotłuje się, Mike Patton wychodzi z siebie. Śpiewa, krzyczy, skanduje, a niekiedy, gdy trzeba - śpiewa baranim głosem  (ten to ma głos, chyba ponad skalę oktaw). Wszystkiego po trochu. Ależ piosenka. Uwielbiałem ją w osiemdziesiątym dziewiątym, kłaniam jej się nisko także teraz.
Dobry tekst, choć trzeba nad jego rozwikłaniem popracować. Wyczuwam tu relację dzieciaka z rodzicem z perspektywy malca. I ten smarkacz to typowy pasożyt. W dodatku panikarz. Ledwie znika mu matka z oczu, a ten już płaczem doprowadza ją do szału. A potem znowu wysysa z niej nie tylko mleko, ale i każde źdźbło energii. Żadna więc z niego niewinna istotka, to intruz! - zombie wręcz. Interesowna, lejąca w gacie persona, żądna jedynie własnych potrzeb. Ale jest jeszcze coś. Istnieje coś takiego, jak depresja poporodowa, a wtedy role mogą się odwrócić, i to rodzicielka staje się złośliwa oraz mściwa. Z pozycji obiektywnej nie znajduję dla żadnej ze stron współczucia. W owym zakresie skrywam raczej kiepską regulację empatii. Zaznaczę przy sprzyjającej okazji - nie cierpię wrzeszczących i beczących bachorów, podobnie jak rapu. Pamiętajmy, dzieciaki bezlitośnie uzurpują własne szczęście od rodziców, a gdy go nie dostają, przechodzą do kontry i z biegiem czasu nienawidzą.
Musiał Mike mieć jakieś silne w tym zakresie przeżycia/wspomnienia, skoro eksploduje w tej piosence z niesłychanym zaangażowaniem, wiarą i przekonaniem. Głośniki aż wyzwalają wichurę. Ale tak trzeba, ponieważ tak właśnie się słucha rocka, a nie na tych komputerkach popierdółkach.
Dużo zdrówka dla Mike'a!

andy

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 

"USPOKOJENIE WIECZORNE"
w każdy poniedziałek od 22.07 do 23.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm