Suzi w mig stała się siedemdziesięciosześcioletnią dziewczyną, jednak nadal mogłaby swoją pozytywną energią obśmiać niejednego małolata. Zresztą, te dzisiejsze aplikacyjne małolaty...
Nie wiem, jak to możliwe, że wytrzymałem kilka miesięcy bez tej płyty od jej premiery. Na szczęście podsunął mi się jakiś czeski sklep i zgodził nadać przesyłkę za pobraniem. Wysupłałem więc sto siedem złotych za digisleeve "Freedom". Jak widać, niemało bejmów. A co istotne, świadomie wydanych w oparciu o wiedzę, że to i tak nie jest najbardziej luksusowa wersja - deluxe bogatsze o jeszcze jedną, ostatecznie nieznaną mi kompozycję.
No więc, nowa Suzi łohoho. Tak dobrej płyty dawno nie miała, a nawet po czasie z nią spędzonym, myślę głośno... czy aby nie jest to jej najlepsza rzecz. Pod zastanowienie podsuwa tę myśl andy, który nieskromnie zna się na Suzi, posiadając również jej stare płyty, w ogóle słuchając Artystki od czterech-, blisko pięciu dekad. Myśmy z Siostrzyczką nie mogli się kiedyś nasłuchać i napodziwiać.
Tak przy okazji, uważajcie na ten album w wersjach jewel case. Chyba takich oficjalnie nie wydano, hmmm... a z tych, które namierzyłem... same piraty. Niestety, obywatele Federacji Rosyjskiej wciąż nie złożyli broni, a tegoroczny szesnastoprocentowy wzrost sprzedaży kompaktów na świecie, tylko ich do dalszego działania zmotywuje.
Suzi nową płytę nagrała dla Chrysalis, absolutnie kultowej wytwórni, na której licencji za PRLu wydawano u nas single, np. UFO, Blondie, Leo Sayera czy Ten Years After. Chrysalis jest dla Suzi awansem w stosunku do niedawnych labeli, też przecież nie od macochy - Steamhammer czy całkiem prężnego Cherry Red Records. Inna sprawa, iż niedawną płytę właścicielki "48 Crash", z gigantami glamu, czyli ludźmi ze Sweet oraz Slade, wydało Sony Music. Także, nie ma żartów.
Przygotujcie się mili Państwo na czad i dobre melodie. Porywające, niekiedy ze stadionowymi refrenami, ale i zapamiętywalnymi riffami plus porywającym solówkowaniem. Wszyscy sprawni, jak z nut. Ale są też warte uwagi teksty. Zwracam na nie uwagę, albowiem bez nich, w przypadku tej płyty, sporo byśmy stracili. Nie będę tu jednak ich wywlekać, za dużo czasu, niemniej tytułowe "Freedom" istotne, ponieważ sugeruje, byśmy do siebie powrócili. Do tego, kim jesteśmy. By przetrwać w tym świecie wszyscy nosimy maski, a chodzi o to, by poczuć komfort własnej skóry. Nie akceptujmy więc wszystkiego, czego nie czujemy. Odrzucajmy narzucane bzdury. Wybierzmy wolność - to bardzo ważne słowo!
Nie zgubcie końcowego w zestawie coveru MC5 "Kick Out The Jams" (z wplecionym skrawkiem "School's Out" - boskie!) Zaje...piękna wersja, i to z Alice'em Cooperem w gościnie. I podobnie, jak Suzi, także Detroitczykiem. O jejunciu, jak oni cudownie zaśpiewali i z jakim rock'n'rollowym entuzjazmem jawi się cała rock'sekcja. Czyżbyśmy mieli do czynienia z coverem roku? Kto wie... Według mnie, nie będzie lepszego -- "kick out the jams, motherfucker" - wybucha we wstępie niegrzeczna Suzi. A Pan Alicja, niczym obozowy druh, strofuje wychowawczo: "Suzi...!". No i, zaczyna się istny kocioł czarownic. Musicie posłuchać. Koniecznie.
andy
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00
na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub afera.com.pl
"SOBOTNI WIECZÓR ANDY'EGO"
w prawie każdą sobotę od 23.00 do 1.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań) lub radiopoznan.fm







