czwartek, 16 kwietnia 2026

a moment of forever

Na ostatniej giełdzie płytowej, na kompakcie wyrwałem z jednej z wielu skrzyń Krisa Krstoffersona "A Moment Of Forever". Płyta z dziewięćdziesiątego piątego. Nigdy nie miałem. Warto grzebać. Jegomość z Katowic skrywa w swych handlowych zbiorach tego rodzaju smaczki. Lecz niemal nikt, poza mną, nie wyda za nie złamanego centa. Nie czuję więc presji, by na giełdy wbijać tuż po otwarciu bram. Najczęściej przysłuchując się zapytaniom zainteresowanych, słyszę o metallikach, tupakach czy innych wuTangklanach, a dziewczyny najczęściej wyszukują dżeziku lub soundtracków. Uwierzcie, nikt nie poszukuje Krisa Kristoffersona. Wynika z tego, że nie mam co marzyć o podążaniu za trendami. Ten etap dawno za mną, jestem zgred i nic, tylko za chwilę kiełki plus niegazowana nałęczowianka.
Kris Kristofferson, zmarły przed dwoma laty country'owiec. Gigantycznie dobry, a dla świata absolutny top. Było nie było, jeden z czworga Rozbójników - obok Johnny'ego Casha, Waylona Jenningsa i Williego Nelsona. Lecz Kris nie tylko piosenkarzem był, co również aktorem. I jako dzieciak pamiętam trailerowe plakaty w zagranicznych pismach zachęcające do filmu "Narodziny Gwiazdy" (u boku Barbry Streisand), a na "Konwoju" zagościłem, gdy był filmu czas. Wyemitowano go m.in. w jednym z moich preferowanych kin, kiedy odbywałem przymus siódmej- lub ósmej klasy podstawówki. Wtedy obraz odebrałem, na zasadzie: o jacież pierdzielę

Od lat mam na półce Kristoffersona winyl "The Silver Tongued Devil And I". Stara płyta. Dokładnie, z siedemdziesiątego pierwszego. Super fota Krisa na tamtejszej okładce. Zagram kiedyś w Aferze. Ale, póki co, trzymajmy się najnowszej zdobyczy - "A Moment Of Forever". Tytuł przetłumaczyłem sobie, na "chwilę, która trwa wiecznie". No dalej, angliści, korygujcie. Przecież zawsze się czegoś przyczepicie.

Producentem płyty Don Was - facio od m.in. płyt Michaela McDonalda, Boba Segera, Boba Dylana czy weźmy jeszcze Glenna Freya. Nie ma co wymieniać, macie jego nazwisko na wielu płytach, przejrzyjcie je tylko.
Wśród muzyków kilka mocnych nazwisk, chociażby: Jim Keltner, Benmont Tench czy David Campbell. Ale nazwiska nie grają - głosi stara prawda. No więc, słuchajmy. Przekonajmy się, co przynosi nam czternastoutworowy repertuar tego obecnie już ponad trzydziestoletniego albumu. Supremacja wolnizn, ale i kilka ożywionych, również.
Kris to tego rodzaju nudziarz, który nie zanudza. Przeciwnie, mnie wręcz uruchamia, pobudza, zachęca do łapania melodii w komitywie z ciekawymi testami. Aby nie omawiać całej, gwarantuję, dobrze już posłuchanej płyty, polecę na dziś poruszającą, czterominutową balladę. No coś tak absolutnie pięknego, oderwać się nie sposób. Chyba ze dwa tuziny przeleciała się po moim pokoju. A w sumie to ponury, o ślicznej melodii song, którego Kris podrasował stosowną dramaturgią. Rzecz o niejakim Casey'im czy Caseyu (nie wiem, jak odmienić), który żyje na stacjach metra, gdzie codziennie towarzyszy mu zatrute powietrze, swąd brudu i śmieci, upokarza brak Słońca, nawet deszczu, a jego codziennymi dźwiękami jedynie odgłosy łańcuchów przy obrotowych bramkach. No i, jeszcze coś - lustrzane odbicie innych samotników. Wspaniała piosenka. Z gatunku: skarby ziemi naszej

P.S. A tak z innej beczki - wiecie, że w marcu przyszłego roku w Poznaniu, w Tamie, zagra Michael Schenker? Nie wiedzieliście? Nie mogliście. Podaję jako pierwszy. Swego rodzaju premia. Ode mnie na przedmajówkowy czas.

andy

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 

"SOBOTNI WIECZÓR ANDY'EGO"
w prawie każdą sobotę od 23.00 do 1.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm


percepcja i obiektywizm

Ludzkie skupienie jest żadne, dlatego od dawna nie tworzy się dzieł, w których do najlepszego fragmentu należy pokonywać góry, lasy, doły. Jeśli nie ma strzału w środek tarczy w pierwszych piętnastu minutach, płyta do kosza. Doszło do nas to, o czym maniacy opowiadali andy'emu w giełdowych kuluarach, kiedy byłem jeszcze muzycznym pacholęciem. Już wtedy objawiano, iż amerykański didżej przesłuchuje z longplaya jedynie po łebkach pierwsze trzy piosenki, i jeśli wśród nich nie znajduje kandydata na hit, płytą można zabijać muchy. Dlatego mało kto niegdyś ryzykował najlepszy song zakotwiczyć na pozycji np. numer cztery, albo gdzieś na bisajdzie. Teraz wiemy, z jakiego powodu "Hotel California" zaczyna się od "Hotelu California", a Alice'a Cooper "Trash" od "Poison". To tylko dwa niewinne przykłady z płyt dwóch różnych epok. Inna sprawa - najlepszych.
Podobnie jest z radiem, w sensie - z prezentacją albumów na wieczornych pasmach FM, bo tylko na nich można sobie jeszcze na więcej pozwolić. Dajcie wiarę, nie lada sztuką wyciągnąć z półki od deski do deski perfekcyjny album i zapodawać z niego maksymalnie trzy/cztery piosenki, koniecznie na tyle interesujące, by nie zanudziły słuchacza. Trzeba mu przy takiej dawce zaoferować odpowiednią otoczkę, by słuchający nie przerzucił się na inne pasmo lub całkowicie zrezygnował z radia obcowaniem. A przecież żal, by ze znakomitego albumu, na którym, dajmy na to - z dziesięć killerów - zaprezentować jeden. To takie absolutne nic. Wyzbyte oprawy, spłycone do pośpiechu, artystycznie zdehumanizowane, ograbione z dobrego smaku, nawet swego rodzaju ceremoniału.
Każdego tygodnia, zestawiając propozycje do kolejnych audycji gryzę się, co wyrzucić, co pozostawić. Niekiedy po latach przeglądam niewyrzucone zapiski i łapię się za głowę, jak to możliwe, że pominąłem jeden czy drugi utwór z płyty, którą wręcz wielbię. Jeśli w eter poszły trzy mocarze, a siedem nie, dla odbiorcy rysuje się przekaz: aaa, czyli te trzy lubi, a tamte uważa za słabsze. Tymczasem rolą prezentera jest dokonać wyboru. Nawet przy subiektywnej, pełnej do czegoś sympatii, musi on przedstawić album w miarę obiektywnie. I dla przykładu, na dynamicznym dziele, z jedną dajmy na to balladą, kiedy akurat ta ballada ustępowałaby wszystkim pozostałym tempom, powinien zrezygnować z jednego dynamitu na rzecz właśnie tego jednego heartbreakersa, by uwypuklić wszystkie możliwe walory. Chyba, że ballada okazałby się wyjątkowo miernej urody, wówczas wiadomo - nic na siłę.
Męczyło mnie, musiałem napisać. Słuchacz powinien wiedzieć, jak muszę się naharować, byśmy ze wspólnego słuchania mieli obopólną satysfakcję.

andy

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 

"SOBOTNI WIECZÓR ANDY'EGO"
w prawie każdą sobotę od 23.00 do 1.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm


wywalili Jagodę

Jestem rozzłoszczony - by nie rzec: wkur****y - wywaleniem Wojciecha Jagody z Canal+ Sport. Dla mnie to absolutnie barwny i super inteligentny komentator. Jakże inny od tych wszystkich nudziarzy, którzy bez nawalanki w nieustannym maglowaniu statystyk nie są w stanie porządnie zrelacjonować meczu.
Okay, być może metafora, jaką Pan Wojtek użył podczas komentowania meczu Widzewa z Termaliką nie poszła w zgodzie z tą dzisiejszą cholerną poprawnością ("ależ silny fizycznie jest Kamil Zapolnik. Odbijają się od niego piłkarze Widzewa Łódź, jak dzieci od rozpędzonego pociągu. Naprawdę, nie wygląda na aż tak silnego"), ale na tym polega urok gadania na żywo. Przecież nikogo personalnie nie dotknął, nikomu też zębów nie wybił. Ale zawsze jakaś szumowina się o bzdurę doczepi. Nigdy nie doceni całokształtu działalności takiego człowieka, tylko jeden mały błąd - i po nim. Zobaczcie, jak dzisiaj przy mikrofonie trzeba uważać. Jak niewiele potrzeba, by komuś odebrać miłość do wykonywanego zawodu. I zapewne teraz w miejsce Wojciecha Jagody wskoczy jakiś współczesny niedouk, z brakiem historycznej wiedzy lub inny pozbawiony pasji banał w gębie, który zamęczy widza nadmiarem truizmów i statystyk.
Nawet najnudniejszy mecz skomentowany przez Wojciecha Jagodę nabierał kolorytu, właśnie dzięki jego metaforom, co i lekkością oratorską oraz potężną wiedzą. To, czego inni nie zapodaliby bez pomocy promptera, Jagoda miał w małym palcu. Dla mnie był numerem jeden w nadawaniu z boisk Ekstraklasy. Kiedyś jeszcze uwielbiałem Rafała Wolskiego, ale ten na własną prośbę przeszedł do płatnego i tylko w internecie Viaplay, więc zniknął mi z oczu.
Wojciech Jagoda nie ma za dużo fanów, ponieważ nie kochają go kibole. A nie kochają, gdyż bije ich intelektualnie. Stąd nie spodziewam się nadmiernej ilości listów w jego obronie.
A tak z innej beczki - pamiętaj, jeśli w jakiejś profesji jesteś zbyt dobry, już paru słabiaków czeka na twoje miejsce.

andy

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 

"SOBOTNI WIECZÓR ANDY'EGO"
w prawie każdą sobotę od 23.00 do 1.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm


środa, 15 kwietnia 2026

a w tegorocznej Galerii Sław ...

Niezmiernie ucieszyła mnie wieść o tegorocznym wstąpieniu do Galerii R'N'R Sław m.in. Phila Collinsa oraz Iron Maiden. Oczywiście gratulację chuchając też w stronę podwójnego aktu Joy Division/New Order, co i Sade, Oasis czy młodo zmarłego Luthera Vandrossa. Jest jeszcze nie z mojej półki emocji, soul-raperka Queen Latifah, więc jako, że kobieta, wysubtelnieję, ale jest jeszcze w dostąpieniu tego zaszczytu pewien raper, którego totalnie w dupie mam.

Wyciągam z półki Iron Maiden "The Number Of The Beast". Nigdy nie zapomnę "The Prisoner" u Tomka Goehsa - na jego ledwie dychającym szpulowcu. Wówczas przez chwilę myślałem, iż to pierwszy z nowej płyty Maidenów numer. Na dodatek - z nowym głosem. Dopiero, gdy po niedługim czasie wyciągnąłem z Wawrzynka nowiuśki winyl, zdziwiłem się, że w albumowej kolejności to dopiero kawałek numero tre.
Niezapomniany, złowieszczo niosący się wstęp: ... we want information, information, information, who are you? Jestem nowym numerem dwa. Kim jest numer jeden? Jesteś numerem sześć. - Nie jesteś numerem, jesteś wolnym człowiekiem! ... Narracji dokonał Patrick McGoohan. Ale nie osobiście, lecz na podstawie wyciętych ścieżek z jego głosem z serialu nomen omen "The Prisoner", a konkretnie z epizodu "Number Six" - vide six, six, six, the number of the beast, co tym bardziej mocuje majdenową sztangę.
Patrick McGoohan - jeden z moich najulubieńszych antybohaterów kilku wydań Columbo. Jego skrzypliwy, zniszczony głos, obłędny!
Z tym dogadaniem z McGoohanem fajna historia. Otóż, menedżer Mejdenów, Rod Smallwood, w imieniu grupy zadzwonił do Aktora z prośbą o użyczenie, po czym w słuchawce usłyszał: "Przypomnij nazwę? Powiadasz, że to zespół rockowy? - zrób to !!!".

andy

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 

"SOBOTNI WIECZÓR ANDY'EGO"
w prawie każdą sobotę od 23.00 do 1.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm


hope and fury

Kilka słów, nie żadna tam recenzja. Recenzje pisywano niegdyś w Non Stopie lub Magazynie Muzycznym, potem to już tylko jakieś małolaty piździbączki, więc szkoda czasu na przepisywaczy po anglo-amerykańskiej prasie.

Niespełna trzydzieści pięć minut trwa najnowsza płyta Joe Jacksona - "Hope And Fury". Tytuł oznacza Nadzieję i Furię lub Nadzieję i Wściekłość, jednocześnie wydając się ironią do Krainy Nadziei i Chwały. I choć Joe Jackson jest Anglikiem, wyraźnie w muzyce ukochał Amerykę, dzielnie dzieląc serce pomiędzy Portsmouth a Nowy Jork. Na dowód, niech posłuży wydany w 1982 roku album "Night And Day", właśnie hołdujący Nowy Jork oraz Cole Portera. Tak swoją drogą, to właśnie tam mamy kapitalny numer "Steppin' Out", który odnoszę wrażenie, że poznałem, zanim jeszcze powstał. Jako młodzian wielokrotnie przymierzałem się do opatrzonej nim płyty, na której zdobycie ostatecznie nieco lat zeszło.
Ten zawsze elegancki, acz na swój sposób subtelnie ekstrawagancki facio, jest niezłym wokalistą, przy czym jeszcze lepszym pianistą, co i saksofonistą. I teraz wiemy, skąd w jego nurcie popular, tyle jazzu. Dorzucę do tej rekomendacji okładkę niedawno u mnie przypomnianej płyty "Body And Soul", na której Joe imituje Sonny'ego Rollinsa, w zasadzie, z dowolnej płyty, ale tutaj konkretnie kłania się album "Sonny Rollins, Vol. 2" z pięćdziesiątego siódmego. Tak swoją drogą, nigdy nie widziałem innych okładek Sonny'ego Rollinsa, niż z jego sylwetką w przeróżnych konfiguracjach w ujęciach z saksofonem.
"Hope And Fury" jawi się ciekawymi melodiami, rytmami, zagrywkami, funkowym groovem oraz nieszablonowymi tekstami - takimi w epickiej, narratorskiej konwencji, czyli pełnymi historiami, nie do zacytowania w wyrwaniu z kontekstu.
Jeśli tu i teraz mam postawić na jeden utwór, niech będzie pięcio-i-półminutowe "End Of The Pier". Przekrój stulecia angielskiej klasy robotniczej, swego rodzaju kontrast od początku lat dwudziestych minionego stulecia, aż po czasy pandemii. Do tego świetna melodia, choć nieco za długa jak na dzisiejsze standardy radiowe. No chyba, że w późnowieczornych pasmach.
Inne tu dobre: "I'm Not Sorry", "Made God Laugh", "Fabulous People", "After All This Time" oraz "See You In September". Jest w czym powybrzydzać.
Płyta dla wyrobionego ucha. Wciąż ufam, że nie brak dla tego rodzaju rytmów amatorów.

andy

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 

"SOBOTNI WIECZÓR ANDY'EGO"
w prawie każdą sobotę od 23.00 do 1.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm


wtorek, 14 kwietnia 2026

(*) Maire Brennan in memoriam

Przykro usłyszeć o śmierci Maire Brennan. Kompletnie niespodziewana, druzgocąca dzisiejsza wieść.
Szalenie babeczkę lubiłem, a w zasadzie - lubię nadal. Nic co piękne, niech nie ulega przedawnieniu.
I choć jestem od wczoraj do kitu, nie mogę pozostać w milczeniu wobec tak bliskiej memu sercu Artystki.
Znam jej wszystkie, albo prawie wszystkie płyty, i kiedy w nie wchodzę, nie odrywam uszu. Byłem na dwóch występach, w jakże różnych, acz godnych dla tej muzyki miejscach. Najpierw w poznańskiej Farze, a wiele lat później w Auli UAM. Oba koncerty cudowne, ale ze względu na kilka okoliczności, zapamiętam przede wszystkim ten pierwszy. Wokalistka Clannad w kościele, w miejscu dla wielu moich rodaków uduchowionym i mistycznym, podobnie jak natchniona twórczość wykonawczyni hitu z Robin Hooda. Chciałbym, by nie tylko z tamtą ścieżką dźwiękową, była kojarzona ta nad wyraz wrażliwa i piękna persona.
Było w moje imieniny, smagany śniegiem mróz na dworze i równie siarczyście w nieogrzewanej świątyni, a Maire z jedynie narzuconą na nagich ramionach chustą w rozległy haft. Publiczność w szalikach, kurtkach, rękawicach, a Ona rozpalona w swej twórczości i tylko para z ust. I jeszcze w tym ziąbie nie zabrakło sił na pokoncertowe autografy - na specjalnie przygotowanych do tego celu mini plakatach. Jeden z nich w mojej kolekcji, od lat zdobiący ścianę w kąciku pod niedopompowanym sterowcem, z napisem "Led Zeppelin". Nigdy nie zapomnę, jak po złożeniu podpisu, Maire wyciągnęła do mnie dłoń, z pierzastą delikatnością wypowiadając: "merry christmas". Tak, i to są moje chwile szczęścia, o których wspominam w dniu, w którym nikomu nie jest do śmiechu.

andy

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 

"SOBOTNI WIECZÓR ANDY'EGO"
w prawie każdą sobotę od 23.00 do 1.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm


"NAWIEDZONE STUDIO" - program z 12 kwietnia 2026 / RADIO AFERA na 98,6 FM Poznań


"NAWIEDZONE STUDIO"
wydanie z 12 kwietnia 2026
(z niedzieli na poniedziałek,
od 22.00 do 2.00)
 
98,6 FM Poznań
oraz afera.com.pl

realizacja i prowadzenie: andy

 

Oddaję niedzielne zestawienie z lekkim poślizgiem. Wczorajsze samopoczucie warte urlopu na żądanie. Cieszę się, że summa summarum przetrwałem. Czułem się, jak na ostatnich nogach. Łóżko opuściłem za dwadzieścia trzecia - po południu. I też tylko na chwilę. Jedyne żarełko, to wypite dwie miski rosołu - samego, bez marchwi, makaronu czy gęsiny - do tego jeden mały, czysty jogurt - żaden tam owocowy.
Nie ma się co jednak rozczulać, trzeba się za siebie brać. Tak więc, oto jestem, niech gra muzyka!

 

PENDRAGON "Passion" (2011)
- This Green And Pleasant Land

LE ORME "Collage" (1971)
- Collage

CELINE DION "Celine Dion" (1992)
- Halfway To Heaven
- Where Does My Heart Beat Now

IRON SAVIOR "Awesome Anthems Of The Galaxy" (2026) -- premiera!
- Call Me {Blondie cover}
- Catch Me I'm Falling {Real Life cover} {Iron Savior w oparciu o Pretty Poison cover}
- When The Rain Begins To Fall {Jermaine Jackson & Pia Zadora cover}
- Suburbia {Pet Shop Boys cover}

AXEL RUDI PELL "Ghost Town" (2026)
- Ghost Town

ROBIN BECK "Trouble Or Nothin' " (1989)
- Don't Lose Any Sleep {John Waite cover}
- Save Up All Your Tears {Bonnie Tyler cover}
- First Time

CHRIS NORMAN "Lifelines" (2026)
- Run {Snow Patrol cover}

JOE JACKSON "Hope And Fury" (2026) -- premiera!
- I'm Not Sorry
- Made God Laugh
- End Of The Pier

SEALS & CROFTS "Greatest Hits" (1975) -- Dash Crofts in memoriam
- King Of Nothing {z albumu "Unborn Child" /1974/}
- Summer Breeze {z albumu "Summer Breeze" /1972/}

AMBROSIA "Life Beyond L.A." (1978) -- Christopher North in memoriam
- How Much I Feel
- Life Beyond L.A.

MEAT LOAF "Bat Out Of Hell II - Back Into Hell" (1993)
- Objects In The Rear View Mirror May Appear Closer Than They Are

BRUCE HORNSBY & THE RANGE "The Way It Is" (1986)
- Every Little Kiss
- Mandolin Rain
- The Way It Is

PENDRAGON "The Window Of Life" (1993)
- The Last Man On Earth

THE BEATLES "Let It Be" (1970)
- Across The Universe

THE RICHIE ZITO PROJECT "Avalon" (2006)
- Oh Samantha {feat. Joseph Williams}
- Avalon {feat. Danny Vaughn}

OST "The Firm" (1993)
DAVE GRUSIN The Firm - Main Title
DAVE GRUSIN Mitch & Abby
DAVE GRUSIN Memphis Stomp
DAVE GRUSIN How Could You Lose Me? - End Title

JON ANDERSON & THE BAND GEEKS "Live Perpetual Change" (2025)
występ z Arcadia Theatre w St. Charles, w Stanie Illinois, 12 maja 2023
- Close To The Edge {Yes cover}


"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl
(
obecność nieobowiązkowa !)
 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze


o ostatniej giełdzie płyt w Plazie nie dowiedziałbym się,
gdyby nie właściciel potężnego stoiska z kompaktami,
który wysłał zapraszającego smsa.
Martwy pod względem potrzebnych algorytmów Facebook,
robi się pomału głupią stronką do wakacyjnych przechwałek lub
uprawiania polityki.


płyt mnóstwo, ludzi jakby mniej, niż poprzednim razem,
ale podobno bywały fale


tym razem wyłowiłem osiem kompaktów. Wciąż dużo, jak na kogoś, kogo niby
coraz trudniej zaskoczyć.