Na matę talerza gramofonu wędruje jedynka Locomotiv GT. Jedna z najwyżej cenionych pozycji starego węgierskiego rocka. Niegdyś u nas obiekt westchnień i marzeń. Ale było dawno, więc dotyczy jedynie moich roczników lub jeszcze odleglejszych.
Pamiętacie węgierski odcinek Czterdziestolatka? Stefan Karwowski wolałby, by był japońskim, jednak dyrektor Mietek Powroźny do Kraju Kwitnącej Wiśni wysłał innego przedstawiciela zjednoczenia, na co Karwowski musiał oblizać się smakiem, na pocieszenie przyjmując delegację do Budapesztu. I tutaj jedna z moich ulubionych, rozbudowanych scen - kiedy Karwowski przygotowuje się do misji, do podróży, wczuwa w nadchodzącą atmosferę, układa plan działania, a co na to jego rodzina? - jak każda ówczesna, zaczyna się tworzenie list marzeń. Ojciec w delegację, więc poprzywozi to i tamto. Mój Tata latał po delegacjach, więc znam klimat. Ale, po kolei. Żona Stefcia, Madzia, szykuje mu na wyjazd krakersy i inne dobrodziejstwa, by ten nie tracił u bratanków na swoje przyjemności forsy, za której zaoszczędzenie dostaje mnóstwo życzeń od niej oraz dzieciaków. Madzia zamawia buty, upragniony model z koniecznym brązem wpadającym w beż, tak też daje mu na wzór jeden zużyty. Marek bodaj marzy o korkotrampkach, zaś Jagoda wyraźnie stawia na płytę Locomotiv. -- "A ja chcę płytę Locomotiv" - słyszymy. Nie Locomotiv GT, a Locomotiv. Jak wiemy, późniejszy przebieg wydarzeń spowoduje totalne zamieszanie, że tylko cud sprawi tylko spełnienie zachcianki Madzi. W filmie później nie ma już nic o ewentualnych suwenirach dla dzieciaków. Nie ujrzymy Stefcia w sklepie z płytami (a szkoda!), ani też nie trzyma pod pachą płyty Locomotiv, kiedy wysiada z samolotu na lotnisku w Warszawie. I tu kolejna szkoda, albowiem zawsze ciekawiło mnie, jaki tytuł przywiózłby Jagodzie. Podobno wówczas na Węgrzech mieli wszystko. W tym temacie w swoim czasie dokładnie przemaglowałem nieżyjącego Słuchacza, mego imiennika, który w tamtych latach odwiedził największy budapesztański sklep z płytami, a że sam miał na punkcie muzyki bzika, dokładnie wszystko zapamiętał. Zrelacjonował mi wszystko ze szczegółami. Niekiedy wręcz rozrysowywał rozkład półek i usadowioną na nich ofertę muzyki. Oczyma wyobraźni widziałem te wszystkie indyjskie licencje poszukiwanych u nas odpowiedników światowych płyt oraz węgierskie licencje plus ich muzykę. Andrzej zapewniał, że z węgierskimi wykonawcami w ogóle nie było problemu, Węgrzy nie tylko oferowali bieżące nowości, ale i tytuły wsteczne. Pozazdrościć. Marzyło mi się o podobnym widoku u nas. Dzisiaj zadawałbym mu kolejne garści pytań i dociekliwości. Przez lata narosły we mnie jeszcze inne pustki do wypełnienia, ale cóż... jego śmierć przerwała tę ważną dla mnie znajomość, a ja nawet nie wiem, gdzie chłopinę pochowano.
Wracając do Locomotiv GT, grupę założyli byli muzycy Omegi - Presser Gabor i Laux Jozsef. Lecz absolutnie jedną z kluczowych postaci, był również Karoly Frenreisz - jeden z dwojga wokalistów, do tego istotny kompozytor, basista, gitarzysta, saksofonista czy flecista. Niemal władca instrumentów, więc niedziwne, iż oprócz Locomotiv, chcieli go również Metro czy Skorpio, a nawet Kati Kovacs. Ona z udziałem Locomotiv GT nagrała nawet super płytę - mam!
Locomotivom było ze swoją twórczością za duszno na Węgrzech. Muzycy aż prosili się o międzynarodowy poklask. Byli na czasie, trendi, robili dokładnie to, co inne bandy w Anglii, Stanach czy Niemczech Zachodnich. I dokładnie, jak tamte progrockowe bandy uwielbiali ucieczki w improwizacje, a do rockowej sekcji dorzucali te wszystkie pianina, organy, flety czy saksofony. Wczesnych albumów niekiedy słucha się z otwartą paszczą. Jedyne, z czym przegrali, to z melodiami. Mieli do nich umiarkowaną zdolność.
Szkoda, że wyprawa do Stanów, po drugim albumie, okazała się jedynie wartościową przejażdżką krajoznawczą, nie zaś zawojowaniem samego Nowego Lądu. Tyciu zabrakło, by ich świat kupił.
Jest jeszcze związany z nimi fonograficzny wątek polski. Szkoda, że niechlubny, albowiem wytłoczony w Muzie winyl, ostatecznie pod każdym względem okazał się porażką. To znaczy, od strony artystycznej nie ma się do czego przyczepić, lecz realizacja, zmiksowanie występu z Kongresówki, to istny kryminał. A tu jeszcze wytłoczono płyty ponad potrzebę odbiorcy, by ta potem latami zalegała w każdej osiedlowej księgarni.
Najlepsze fragmenty debiutanckiego "Locomotiv GT":
a) "Egy Dal Azokért, Akik Nincsenek Itt" - chyba najbardziej w refrenie przebojowe tu nagranie, acz w pozostałej sferze mające taki nieco psychodeliczny nerw
---------------------------------------------------------------------------------------------------------
b) "A Napba Öltözött Lány" - i prog, i jazz, i funk. Miks różności, dający niezły odlot.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------
c) "A Kötéltáncos Álma" - ballada trochę w duchu Uriah Heep lub Rare Bird
---------------------------------------------------------------------------------------------------------
d) "Hej, Én Szólok Hozzád" - szczególnie udana druga część. Śmiałość improwizacji, czyli, jak ja to w takich wypadkach mówię: w instrumentach swobodny przepływ myśli
---------------------------------------------------------------------------------------------------------
andy
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00
na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub afera.com.pl
"SOBOTNI WIECZÓR ANDY'EGO"
w prawie każdą sobotę od 23.00 do 1.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań) lub radiopoznan.fm







