Nie jestem oddanym wielbicielem Joni Mitchell, jednak na wczorajszą wieść o 55-rocznicy najwyżej artystycznie wycenianego albumu "Blue", zareagowałem jego kolejnym w życiu posłuchaniem. Zniszczą mnie te media społecznościowe, codziennie o czymś przypominając, albo w ogóle uświadamiając.
Uczczenie powyższego wydarzenia zaowocuje reedycją albumu w kompakcie oraz winylu. Ja jednak zostanę przy starej edycji CD, którą posiadam na amerykańskim nośniku, dzięki mej Sisterce.
Wznowienie na kompakcie chyba niczym szczególnym nie zaskoczy. No, może poza dźwiękiem. Za to, winylowi modnisie, będą mieli pole do popisu. Otóż, wytwórnia Rhino zachęca do zakupu na własnej stronie oraz w kilku wybranych sieciach dwóch rodzajów analogów -- 180-gramowego nośnika w ściśle limitowanej edycji, bodaj 350 egzemplarzy, opatrzonego tak wieloma technicznymi parametrami, że nie sposób ich teraz przytoczyć. Oprócz tej reglamentowanej wersji, ukaże się jeszcze 5 tysięcy egzemplarzy na tradycyjnym czarnym placku - brawo!, nareszcie normalnie. Z dala od tych kolorowych paćkanin.
Przyjemna płyta, pełna uwodzicielskich pieśni, bliskich natury Joan Baez. Rzecz z okresu przemian sercowych u Joni, tym samym przemianowania jednych uczuć w drugie. I przecież - oba związki artystyczne. Do tego inspirujące wakacje na Krecie, z których zaowocowała niemal połowa repertuaru.
Dla rockowego ucha liczy się tutaj głównie piosenka "This Flight Tonight", którą dwa lata później przerobili na kompletnie inne terytorium zmysłów Nazareth. Myślę, że Joni musiała walnąć oczami zdumienia, kiedy starła nowinkę ze swym subtelnym pierwowzorem.
Mnie Joni do końca życia wzbudzać będzie skojarzenia z angielską komedyjką sprzed circa dwóch dekad, gdzie na pewno zagrał Hugh Grant, choć reszty aktorów za nic nie pomnę. Tytuł, bodaj "To właśnie miłość" lub "To tylko miłość", czy jakoś tak. Było tam takie w fabule zdarzenie z Joni związane. Otóż, bohaterka widzi z ukrycia, jak jej luby kupuje biżuterię na eleganckim stoisku dużego towarowego składu, i ta biżuteria ląduje do gustownego prezentowego kartonika. Jest zachwycona. Wkrótce zbliża się jakaś względem niej okazja, więc liczy na podpatrzoną błyskotkę. Otrzymuje wreszcie spodziewany upominek, w niemal identycznym kartoniku, lecz po otwarciu zaskoczenie - zamiast świecidełek, jej ulubiona artystka Joni Mitchell na płycie CD. Nie pamiętam już, jaki album, jednak drogą dedukcji stawiam na "Travelogue". Obejrzę kiedyś raz jeszcze tylko dla tej sceny i upewnię, jak z moją spostrzegawczością.
andy
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00
na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub afera.com.pl
w prawie każdą sobotę od 23.00 do 1.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań) lub radiopoznan.fm





