Ostatnio chyba nie ma miesiąca bez kiermaszów płytowych. Winyle w natarciu, ale kompaktów wciąż nie brakuje. Dzisiaj w KingCrossie było ich optycznie jakby więcej.
O giełdach w socialmediach dowiaduję się z drugiej ręki, ponieważ nie wiedzieć czemu, moje facebookowe algorytmy coś się zacinają.
Z dzisiejszych łowów tylko sześć kompaktów, ale i tak się cieszę. Niestety coraz trudniej mnie zaskoczyć, pomimo iż życzyłbym sobie, aby przygoda nigdy nie dobiła mety.
Przede wszystkim - nareszcie na cd upolowałem pierwszego Christophera Crossa. Niby nic, żaden trudny do pozyskania tytuł, a jednak czasem właśnie taki najtrudniej włączyć do kolekcji. Człowiek wiecznie poszukuje dziwolągów, zaś pewniaki odwleka w nieskończoność. Na szczęście nie muszę już słuchać z winylu, niech od teraz debiut właściciela
"Ride Like The Wind", w czarnym nośniku jedynie biernie zdobi kolekcję. Na tej zasadzie muszę też koniecznie zakupić jego
"Another Page". Podobna historia - w chałupie skrywam dwa egzemplarze w winylu, a kompaktu wciąż brak - ...
i tylko mi ciebie brak, ciebie brak, w tym więźniu ... - jak niosą słowa piosenki. Takich zaległości cała masa. Dzisiejsze nabytki to w sumie żadne niespodzianki, z wyjątkiem jednego tytułu, pozostałe od dawna posiadałem na czarnych płytach, więc dzisiejsza misja miała na celu przerzucić lubiane tytuły na idealne w dźwięku i obsłudze srebrzyste placki. Przy czym, dzisiaj płyty nie były najważniejsze. Spotkałem w różnych okolicznościach paru dawno niewidzianych znajomych. Popatrzcie Drodzy Państwo, jak nieraz może zadziałać przypadek. Niechcący wysiadłem jeden przystanek wcześniej i dzięki temu spotkałem na odcinku między Bułgarską a Galerią, Pana Przemka - niegdyś naczelnego magazynu
Metropolia, w którym przez moment działałem. Miło w przelocie usłyszeć, że Pan Przemek wie o moim radio, a gwoli zapewnienia - słucha! Jedynie nie bardzo dosłyszałem, której rozgłośni? A potem, już w gmachu, przy płytach kłania mi się człowiek z tryskającym spojrzeniem i entuzjastycznym '
cześć', próbując wywołać podobną kontrreakcję, lecz niestety, ja nie poznaję. Głupie uczucie. Zamarłem, znieruchomiałem, i teraz, jak tu sobie poradzić? Nie trwało długo:
no jak to kto? Przemek. O jasne, teraz wiem - pomyślałem. Jak mogłem nie poznać, przecież byliśmy na Meat Loafie. Dwadzieścia z górką lat zrobiło swoje - to tak na moje usprawiedliwienie. A tu jeszcze Przemek czapkę z daszkiem zarzucił licząc, że dla mojego oka to
piece of cake. Pogadaliśmy. Miła atmosfera, serdeczne wspomnienia...
Okazało się, Przemek cały czas jest ze mną; czytuje bloga, słucha audycji w obu rozgłośniach, wszystko o mnie wie. I tak, jak powinienem przypuszczać - wciąż jest otwarty na muzykę, mnóstwo jej słucha, jeszcze więcej zna, a kupuje ponad surowo ściśnięty portfel poznaniaka. Dzisiaj na moich oczach Przemko wybulił grubo ponad tysiaka. Brawo! Tych kompaktów wykosił ze dwadzieścia, albo i lepiej. Jak ja lubię takich maniaków. Wciąż są wśród nas, zapewniam.
Tych znajomych twarzy dojrzałem dzisiaj jeszcze kilka, lecz większość, na zasadzie:
cześć lub
dzień dobry. Wszystkich miło było zobaczyć. Pozdrawiam Panowie. Dzięki za super dzień.
andy
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00
na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub afera.com.pl
"USPOKOJENIE WIECZORNE"
w każdy poniedziałek od 22.07 do 23.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań) lub radiopoznan.fm