sobota, 18 marca 2023

crime scene

Od wczoraj słucham najnowszych RPWL, albumu "Crime Scene", i rozgryzam cały ten kryminalistyczny wbity w niego temat. Tym razem nie musiałem płyty kupować (choć raz się udało!), skapnął mi się od Piotra 'nie tylko maszyny są naszą pasją' egzemplarz promo, czego powodem czuję się znaczniej umotywowany, by niczego nie przeoczyć. A zacznę od zapowiedzi koncertu, bo wiecie moi Drodzy, że w sobotę 15 kwietnia, wydarzy się w Suchym Lesie kolejny ich w naszym kraju show? Nie pozwolę nikomu wydarzenia przeoczyć, będę nękał radiem i blogiem.

Spójrzmy na albumową okładkę. A ta sporządzona niemal tuż po makabrycznym mordzie. Właśnie dłoń kryminologa ustawia tabliczkę nr 6 przy leżącej na drodze siekierze, a gdzieś z zamglonej oddali dochodzą światła policyjnych wozów i jeszcze jakieś równie niewyraźne kontury stróżów prawa.
Z zawartych tu sześciu utworów wyłania się kilka brutalnych aktów. Posmak zbrodni uczepia się każdej nuty, tym samym wchodzimy wgłąb ciemnej strony ludzkiej duszy. Na trzy kwadranse rozsiada się przemoc, opętanie i śmierć, ale też wspaniała do tego muzyka. Spodziewana PinkFloyd'owska aura, niekiedy Coldplay'owa melodyka, co też PeterGabriel'owska dramaturgia. Oczywiście RPWL rządzą się stylistyczną autonomią, więc wszelkie próby porównań chybione. Mają z tym wyraźny problem szufladkujący muzykę krytycy i niech im ziemia... Jednymi słowy, dużo interesujących, nierzadko porywających melodii, w które wbite fantastyczne solówki Kalle'ego Wallnera, jednak pochwalić trzeba cały team, bo przecież nowy basista, monachijczyk Markus Grützner, wali lub delikatnie pulsuje czterema strunami po dreszcze.
Wątek zbrodniczy nieźle przystaje licu RPWL, którzy zawsze poszukiwali ciekawych tematów, stroniąc od zawracania mandoliny kwiatkami czy innymi botanicznymi cudami. Tematykę przestępczości wcale grupie nie musiały podsuwać bogate akta kryminalistyki, wystarczył splot paru ostatnich wydarzeń i mamy fest płytę. Spójrzmy, jakich zmian dokonała w nas długa fala niedawnej pandemii, co robią z nami social media, jak wykrzywiają nasze charaktery polityka i politycy, ale też przy braku czasu rodziców, jak ich pociechy wychowuje ulica.
Otwierające album, czystej miary prog, ośmiominutowe "Victim Of Desire", podsuwa wgląd do psychiki seryjnego mordercy: "... proszę, złap moją duszę i zabierz do rzeki naszego życia. Leć tęgo i pozostaw za sobą najmroczniejsze sny".
Nikrofiliczne "Red Rose" dotyczy niejakiego Carla Tanzlera, radiologa żyjącego przez kilka lat ze zwłokami. Sprawa z lat trzydziestych ubiegłego stulecia, o facecie kochającym się z rozkładającymi ciałami.
"A Cold Spring Day In '22" dotyka tragedii z Hinterkaifeck. Zimny, wiosenny dzień 1922 roku, z historią morderstwa całej rodziny, w tym dwojga małych dzieci.
"Life In A Cage" rozpoczyna coś na modłę bicia serca, a z liryki płynie, iż nie uciekniesz od tego, kim jesteś. Bo, jeśli zagościło w tobie zło, jest zamknięte: "... życie w klatce, nie mogę już latać".
Blisko 13-minutowe i najdłuższe w zestawie "King Of The World", to eksploracji zła ciąg dalszy. Wielu z nas wierzy w bycie królami życia, a w rzeczywistości nic z tego.
No i finał, blisko 8-minutowe "Another Life Beyond Control" - numer o szanowanej w swoim mieście osobie, człowieku, który okazał się kanibalem.
Zanosi się na koncert z dreszczykiem, a że Suchy Las stoi zaułkiem Poznania, wszystko może zdarzyć się.

a.m. 

P.S. Dzięki Piotrze 'nie tylko maszyny są naszą pasją' za tę oraz parę innych muzycznych niespodzianek.



"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl

 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"

 

piątek, 17 marca 2023

pilne

O Służbie Zdrowia napisano i powiedziano wszystko, a jednak od siebie też chętnie dorzucę jeden kamyczek. By nie było. Otóż, opiekujący się mną Doktor wystawił skierowanie do potrzebnego wobec mojej przypadłości specjalisty, z dopiskiem: pilne. Zapewnił, że muszą mnie przyjąć, i to jeszcze tego samego dnia, a jeśli odmówią, moim zadaniem nie odchodzić od okienka rejestracji, wyciągnąć kałacha i serią z automatu po personelu. Taki fajny psychopatyczny nastroik, jednocześnie dobry scenariusz pod kolejny film w klimacie Michaela Douglasa.
Z dużą dozą wzmocnionego w sobie poczucia pewności podszedłem do wyznaczonego okienka, odczekałem cierpliwie przyssany do niego ogonek, a gdy już dostąpiłem upragnionej szyby, zamiast hardym, jednak spolegliwym tonem zarzuciłem: dzień dobry, chciałbym poprosić o przyjęcie.
Pani nawet na mnie nie zerknęła, od razu dając nura do komputera, chwilę czegoś w nim poszukała, i po chwili już miała dla mnie 'dobrą' wiadomość: początek lipca - usłyszałem. Pomyślałem, że zapracowana bidulka w tej obleganej rejestracji, na tak przecież 'ważnym' świstku nie dojrzała jednak dopisku 'pilne', więc jej się z tym lipcem tak jakoś wyrwało. Podkreśliłem więc raz jeszcze, najmilszym jakim potrafię tonem, że tu stoi zaznaczone: 'pilne'. Na co pani: "no tak, właśnie dlatego na początek lipca, ponieważ poza owym 'pilne', termin oczekiwania...." - czterysta ileś dni.
I ot koniec całej tej historii, która dla tego wpisu dobiła końca, lecz dla mnie wciąż jest na etapie wstępno-rozwojowym.

a.m. 


"NAWIEDZONE STUDIO"

w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl

 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"

środa, 15 marca 2023

dotyk

Czekałem na to CD, odkąd tylko zwróciłem uwagę na niedawne odkrycie wielkiego wokalnego talentu Renaty Lewandowskiej, a w konsekwencji chwilę późniejszego wydania na winylu kilku jej zakurzonych archiwów - za lata 74-78. Nie mogłem się przecież zobojętnić.
Obecne faworyzowanie winylu, jako nośnika, kazało czekać na kompaktowy odpowiednik aż dwa lata, a ja na dobitkę dowiedziałem się o nim całkiem niedawno, więc z jeszcze kilkumiesięcznym poślizgiem dopiero jakoś ostatnio sprawę namierzyłem.
Wzbierają się we mnie ciarki, gdy słyszę Renatę Lewandowską z opolskiego występu w 1974 roku, wraz z grupą, o 'grupowej' nazwie "Grupa &". Na CD jej nazwa ze słowiańska, jako "Grupa I". Jej solowa aria w "Radości o Poranku" obłędna!!! Po cichu liczyłem, że będzie na albumie, ale niestety. Podobnie, jak nie wiedzieć czemu, widzę tylko jeden z dwóch utworów tonpressowskiego singla z 1978 roku. Albo więc sprawę blokują prawa autorskie, albo w planach druga płyta, co nawet da się zrozumieć, wszak, po co dobry temat zamykać jednym pif paf.
Fantastyczny głos. Dlaczego tę dziewczynę wtedy przegapiłem? Przecież za szurka oglądałem wszystkie festiwale, włącznie z Kołobrzegiem i Zieloną Górą. Na moje pod wokandę wytłumaczenie, iż w 1974 roku ze szkolnej legitki wynikało zaledwie dziewięć przeżytych wiosen, a tu jeszcze na bank rodzinka oraz z salki katechetycznej ksiundz, dupę zawracali komunią, zamiast sprawami muzycznego uduchowienia. A przecież Pani Renata śpiewała też w Quorum, jak nic znanej kapeli z hitu "Ach, Co To Był Za Ślub". Lubiłem ten przyodziany w retro żart, ponieważ jego atutem stało dobre wykonawstwo, a ja zawsze w muzyce lubiłem szyk i elegancję, co wraz z upływem lat oraz dzięki odpowiedniej autoedukacji wpłynęło na mą niechęć do paru innych trendów, którymi dzisiaj nie psujmy sobie humoru.
W minioną niedzielę miałem przy sobie ten kompakt, nosząc się z silnym zamiarem jego zaprezentowania, jednak znowu czas w pewnej chwili przyspieszył, a na zegarowej tarczy jeszcze podświetlona świadomość, iż priorytetowy 'nocnik' musem co do sekundy.
A zatem cierpliwości, w 'nawiedzonej' poczekalni: "Lato Tego Roku", "Dotykiem Chcę Dziś Poznać Wszystko", duet z Wojciechem Tarczyńskim w "Okno" (nie odmieniam na "Oknie", bo nie zabrzmi oryginalną pisownią - ach, ten język polski) oraz "Olbrzymi Twój Cień" z Alibabkami plus recytacją Andrzeja Łapickiego - On też miał głos nie z tej planety!
Renata Lewandowska ze swobodą w oktawach, co i też fascynacją czarnymi głosami, w rodzaju Arethy Franklin, Niny Simone czy Elli Fitzgerald, acz z wizerunkową prezencją nadwiślańskiej Janis Joplin. Pomimo, iż przez jej rodzime Świebodzice widzę, przepływa niejaka Pełcznica. I licho wie, czy to rzeka, rzeczka czy może jakaś smródka.
Reasumując, świetna dziewczyna. Szkoda, że przykurzona sławą, a w zasadzie kompletnie zignorowana przez nasz ówczesny kanciaty muzyczny przemysł.
Doczytałem w albumowej książeczce, iż w 1979 roku Wifon szykowało jej płytę, lecz ostatecznie z całej sprawy nici. Niedziwne, że Artystka po około dekadzie walki o dostrzeżenie talentu summa summarum odpuściła, po czym, mówiąc kolokwialnie: wybyła do Stanów, gdzie pasja do muzyki przegrała z chlebodajną architekturą. Też sztuką, jednak szkoda, że nieśpiewaną. 

a.m. 


"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl

 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"


poniedziałek, 13 marca 2023

"NAWIEDZONE STUDIO" - program z 12 marca 2023 / Radio "98,6 FM Poznań"







"NAWIEDZONE STUDIO"
wydanie z 12 marca 2023
(
z niedzieli na poniedziałek, start godz. 22.00, zamknięcie bram o 2-giej)
 
98,6 FM Poznań oraz w sieci
realizacja i
prowadzenie: Andrzej Masłowski

 

BONFIRE "Point Blank" (1989) -- na początek naszego wczorajszego spotkania pokłosie ubiegłotygodniowego newsa o nadchodzących trzech re-recordings'ach z katalogu Bonfire, szykowanych na powakacyjny wrzesień. Sprawa dotyczy nowego życia wobec pierwszych trzech płyt grupy, w tym właśnie wczoraj przypomnianej "Point Blank". Nie mogłem po raz kolejny nie sięgnąć po moje ukochane trzy minuty, czym "The Price Of Loving You", skomponowane przez Desmonda Childa - giganta od piosenek i produkcji, jednego z najlepszych melodyków ever, a także mającego na sumieniu mamucie sukcesy Bon Jovi, Aerosmith, Kiss czy Alice Coopera.
-
The Price Of Loving You

BONFIRE "Legends" (2018) -- ponownie Bonfire, choć już nie z epoki Clausa Lessmana, a do niedawna jeszcze aktualnego w teamie Alexxa Stahla. Bo, o czym wiemy, na nowych płytach zaśpiewa niejaki Dyan. Licho wie, kto to, jednak zakładam, że Hans Ziller wie, co czyni. W eter poszybował cover enerdowskich Puhdys, numer, którego przed tygodniem mieliśmy fragment w wydaniu live ze świetnej koncertówki z 1984 roku. Panie wyspiarski Andrzeju, czapki z głów!
-
Erinnerung - {Puhdys cover}

WINGER "Karma" (2009) -- 5 maja nowa płyta Kipa Wingera i spółki. Na zaprezentowanej ostatnio bombowej okładce do ich najnowszego dzieła, powraca stare logo (to z pierwszych dwóch płyt), a na srebrzystym dysku dwanaście premierowych kompozycji, i oby przynajmniej tak dobrych, jak pierwsze dwa od brzegu na 'Karmie'.
- Deal With Te Devil
- Stone Cold Killer

WINGER "Better Days Comin' " (2014) -- ballada "Ever Wonder" to chyba najlepszy wolnias w katalogu tych najchętniej zadziornych nowojorczyków. Na tej płycie jednocześnie zupełnie innych, niż w czasach, kiedy uprawiali glam metal. Tutaj nawet nie obyło się bez grunge'u, jak choćby w nie na moje uszy "Storm In Me". Takie AliceInChains-PearlJam'owe wyziewy. Nie znoszę i zarazem nie pojmuję, jak można się podkochiwać w takim muzycznym dupotruciu. Ale okay, niech jednak świat będzie różnorodny. Tak jest uczciwiej i piękniej.
- Ever Wonder

CREYE "III Weightless" (2023) -- nie pamiętam kto, ale na pewno któryś z muzyków Georgia Satellites powiedział przed laty, że w r'n'rollu wymyślono już wszystko, co niech nie oznacza, że nie można go grać. I te słowa idealnie pasują do szwedzkiego melodicrockowego sekstetu Creye, nad wyraz uroczo uprawiającego pierzastą odmianę heavy metalu. Oczywiście to takie heavy z dużym zamiłowaniem do popu lat 80'. Być może ta muzyka nie wgniata w fotel, ale na pewno rozchmurzy niejeden ponury dzień. Korzystajmy więc pełną gębą, albowiem, gdy pewnego dnia Słońce przemieni się w białego karła, będzie za późno.
- One Step Away
- The Game

SAXON "Rock The Nations" (1986) -- Saxon to grupa, której początki sięgają ksiąg rozpoczynających się od: "dawno, dawno temu...", a jednak ich metal wciąż w młodzieńczej formie i liczmy, że udowodnią to jutro w Warszawie. Uwaga, już 24 marca nowy album! Druga część coverów, kontynuująca wydane przed dwoma laty "Inspirations". Tym razem do identycznego tytułu, dojdzie jeszcze przedrostek "more". Dziesięć przeróbek, m.in. z dawnego katalogu Cream, The Who czy Alice'a Coopera, których to oryginały pozwoliłem sobie wznieconym tematem wczoraj pociągnąć. Dlatego też, trzy następne w antenowej kolejności płyty, pograły wczoraj w imię "More Inspirations". -- I jeszcze jedno, dość ważne... otóż z grupy samoeliminuje się Paul Quinn, odwieczny w ekipie Byforda gitarzysta, z którym do teraz ciągną całą tę machinę, jako oryginalni jej przywódcy. Quinn ma dosyć hoteli, wiecznych eskapad, głośnego życia, pragnie trochę domowego ogniska, więc rezygnuje. Nie tak całkowicie, albowiem wciąż pozostanie Saxon'iarzem studyjnym i na wybranych, okazjonalnych występach, jednak trzy/czwarte dawnego szaleństwa przechodzi na emeryturę. W Warszawie jeszcze zagra, więc to jedna z ostatnich, a może raczej lepiej zabrzmi: nielicznych już okazji.
- Waiting For The Night
- We Came Here To Rock

CREAM "Disraeli Gears" (1967) -- na tej kapitalnej płycie roi się od znamienitych kawałków, jednak głowę daję, że większość artystów, zamiast "Opowieści o dzielnym Ulissesie", wybrałoby do scoverowania "Sunshine Of Your Love", "Swlabr" lub "Strange Brew". I w tym m.in. tkwi oryginalność, co i wielkość poczynań Saxon. Nie są zbyt oczywiści, lubią wyzwania, a przede wszystkim takie heavy, po którym lecą gacie.
- Tales Of Brave Ulysses

THE WHO "Then And Now" (2004) -- kompilacja. -- to również przerobią Saxon. Jedna z najfajniejszych czad'piosenek lat sześćdziesiątych i zarazem jeden z trzech/czterech filarów katalogu The Who tamtego okresu.
- Substitute - {singiel 1966}

ALICE COOPER "From The Inside" (1978) -- lubię ten album, choć większość wielbicieli Alicji uważa go za cieniasa, a co najwyżej przeciętniznę. No cóż... mam się do tego odnieść? Zmęczony już jestem przekonywaniem i tak nieprzekonanych. Niech zaniosą uszy i wrażliwość do serwisu, być może znajdzie się jakieś antidotum. -- O ile nie naciskam na winyle, to akurat ten album na skrzeczącym nośniku warto. Mowa o starej edycji, bo nie wiem, czy w latach późniejszych kolejnych wydań nie uproszczono. W każdym razie, okładka amerykańskiego 1st pressu rozwiera się w połowie na boki i otrzymujemy szpital dla obłąkanych. Doskonałe nawiązanie do pobytu Alicji w podobnym miejscu, kiedy walczył z uzależnieniem od alkoholu. A co do wczoraj zaprezentowanej z tego muzyki, otwierające całość, tytułowe "From The Inside", to miód malina orzeszki.
- From The Inside

RICK WAKEMAN & THE ENGLISH ROCK ENSEMBLE "A Gallery Of The Imagination" (2022 / premiera albumu 2023) -- a ja myślałem, że maestro Wakeman nie nagrywa już płyt z takim rozmachem. O proszę, wciąż w nim tkwi wrażliwość zarezerwowana dla twórców dawnego rocka progresywnego i on wie, jak nadal z niej korzystać. Cztery numery instrumentalne plus osiem zaśpiewanych przez Hayley Sanderson - babeczkę o wypadkowej wrażliwości Annie Haslam i Maggie Reilly. -- W Wakemana 'galerii wyobraźni' zapanowała zasada, iż to muzyka maluje obrazy. Tym samym, każda z kompozycji niczego nie narzuca, pozwalając odbiorcy na autonomiczne poruszenie wyobraźnią i dowolną interpretacją. I jeszcze spójrzmy na rewers okładki. Tkwią tam zarysy wielkiej czwórki: 1) ekscentrycznego surrealisty Salvadora Daliego ... 2) modernistycznego wirtuoza Pablo Picasso ... 3) niezwykłej meksykańskiej autoportretcistki Fridy Kahlo ... oraz 4) Rembrandta - najważniejszego w dziejach baroku.
- Hidden Depths
- The Man In The Moon
- My Moonlight Dream

EIVØR "Slør" (2017) -- english edition -- marzyłem o tym CD, a długo nie było w polskiej dystrybucji. Gdy tylko się pojawiło, najpierw zgarnąłem dla mojego Doktora, a gdy zasiliłem budżet, po mniej więcej dwóch tygodniach także dla siebie. Cóż za album tej cudnogłosej Farerki. Nie do nasłuchania. Chce się raz za razem, tak, by ten sen nigdy się nie skończył: "... kiedy światło księżyca na morzu się mieni, w twoich oczach rafy koralowe lśnią niczym wirujące galaktyki...".
- Surrender
- Broken
- Slør
- Falling Free - {live bonus track}

A FLOCK OF SEAGULLS "A Flock Of Seagulls" (1982 / reedycja 2023) -- 3-płytowa reedycja debiut albumu Seagullsów, z całą masą bisajdów czy różnych live rejestrów dla BBC. Fantastyczny album, w którym bujałem się jako siedemnastolatek. Jest tu przede wszystkim "I Ran", numer powiązany z najlepszymi momentami mego życia. Gdy go słucham, wskakują mi kadry uśmiechniętych przyjaciół tamtych lat. Ich popersowe fryzki, poszerzane w pachach, pumpiaste kurtki, co też potężnie modne, także pumpiaste dżinsy, do których obowiązkowe białe adidasy. -- U nas "I Ran" na singlu wydało Tonpress. Nie wiedzieć czemu na stronie B, do skądinąd fajnego, ale na pewno nie aż tak porywajacego "Wishing (If I Had A Photograph Of You)". -- Czasy eksplozji Duran Duran, Ultravox, Thompson Twins, Icehouse, OMD, The Fixx i tym podobnej synth/pop/rock muzyczki, u nas w przypadku A Flock Of Seagulls zaliczanej do 'new romantic'. Tylko w Polsce tak oto ochrzczonego nurtu, jakże cudownie wówczas redagowanego przez nieodżałowanego Tomasza 'Nosferatu' Beksińskiego. -- Mike Score gra do dzisiaj, nieustannie pod sztandarem 'Stada Mew" koncertując, czasem coś nawet nagrywając, ale wiadomo, tamtych czasów odtworzyć się nie da. Od tego mamy wspomnienia i stare płyty, w tym ta tu oto kapitalnie sporządzona reedycja.
- I Ran
- D. N. A.
- Man Made
- Windows - {utwór dodatkowy / strona B singla "Space Age Love Song /1982/}

OST "Wilder Westen Inclusive" (1988) -- nareszcie jest. Dzięki kiermaszowi w Plazie udało mi się zdobyć poszukiwane od dawna CD. Mocno wyeksploatowany winyl opuszcza kolekcję. Swoje zrobił. Stary giełdowy egzemplarz od początku był jakiś taki zmizerniały. Trzymałem go na półce jedynie, by nie stracić dostępu do lubianej muzyki, a z czasem także z dużą dozą nadziei, że gdy tylko zdobędę kompaktowy odpowiednik, odstawię LP na wieczny spoczynek. -- Jest to soundtrack do mini serialu produkcji RFN, w którym zagrała nawet nasza Krystyna Janda, a niemal całą muzykę sporządził Tony Carey, w przeszłości instrumentalista klawiszowy Rainbow (mamy go na "Rising" oraz "On Stage"), ale też ciekawego Planet P. Project. Tu polecam szczególnie udany, o wyraźnym PinkFloydowskim, a nawet bardziej RogerWaters'owym zabarwieniu album "Pink World". Niedawno Carey wystąpił w Warszawie, ale o tym mówiłem w jednej z audycji.
TONY CAREY - Rooms And Views
TONY CAREY - Room With A View
PHIL CARMEN - On My Way In L. A.

LYNYRD SKYNYRD "(Pronounced 'Lěh-'Nérd 'Skin-'Nérd)" (1973) -- Gary Rossington in memoriam -- albumowy debiut, który finalizuje Lynyrdowy utwór wizytówka "Free Bird". Piosenka o wolności. O tym, czym ona jest. Możemy ją sobie za sprawą metaforycznego ptaka interpretować na wiele sposobów. Zwierzęta nie mają z wolnością problemu, to my ludzie ujawniamy w tym względzie nieporadność, to my tworzymy granice, zasieki, szerzymy pola nienawiści i podziałów.
- Free Bird

LYNYRD SKYNYRD "God & Guns" (2009) -- Gary Rossington in memoriam -- Uwielbiam ten album. Przedostatni z katalogu studyjnych i w mocno innym składzie od epoki "Free Bird". Nagrywany w septecie, lecz wydany, kiedy Skynyrdzi ostali się już kwintetem. W międzyczasie, niemal równocześnie umarli Ean Evens oraz Billy Powell. Temu ostatniemu poświęcona ballada "Gifted Hands". Genialna. Upłynęło wiele lat, a ta wciąż porusza. 
- Unwrite That Song
- That Ain't My America
- Gifted Hands

LYNYRD SKYNYRD "Second Helping" (1974) -- Gary Rossington in memoriam -- 'Alabama' Skynyrds to rockowy hymn południa Stanów, przy czym trzeba zaznaczyć, iż żaden z muzyków grupy nie pochodził z Alabamy.
- Sweet Home Alabama

LYNYRD SKYNYRD "Street Survivors" (1977) -- Gary Rossington in memoriam -- Ostatni album przed samolotową tragedią. Spójrzmy na zdjęcie, mamy tu jeszcze ich wszystkich, jest i Steve Van Zant, i Steve Gaines, jest i zmarły właśnie Gary Rossington. -- Numer "That Smell" dotyczy chwilę wcześniejszego wypadku samochodowego z udziałem Gary'ego Rossingtona, który swoim fordem walnął w drzewo i jakimś cudem uszedł cało. No prawie, albowiem miał jednak sporo połamane i poprzebijane. -- /... butelki whiskey i nowe fury. Dębie, stoisz mi na drodze, jest za dużo koki i dymu. Spójrz, co się z tobą dzieje. Otacza cię zapach śmierci, nad tobą anioł ciemności, wbiłeś igłę w ramię, więc weź kolejny łyk, uderz się w kluber i jeszcze jeden idiota ochlapus, który cię utopi .../
- That Smell

MEAT LOAF "Midnight At The Lost And Found" (1983) -- Gary Rossington in memoriam -- Wspaniała ballada, na raczej średniej płycie Klopsika, dużo innej od wcześniejszych, pełnych klasy i obfitości kompozytorskich wielkiego Jima Steinmana.
- Don't You Look At Me Like That - {na gitarze Gary Rossington, żeńskie wokale Dale Krantz Rossington}

VAN HALEN "Van Halen 3" (1998) -- jedyny album z Garym Cheronem w roli wokalisty Van Halen. Słabiutki. Zdecydowanie nie lubię. Wszystko tu jakieś ujednolicone. Irytująco krzykliwy Cherone stara się podejść pod Sammy'ego Hagara, z nieporównanie gorszym skutkiem. Ale ale, ale rozciągnięta ballada "Once" akurat wspaniała. Lubię ją od pierwszego wejrzenia, więc to ona w nocnym 'nawiedzonym studio' zapowiedziała czerwcowy powrót Extreme, z pierwszą od piętnastu lat płytą, o stosownym do liczby dotychczasowych wydawnictw tytułem "Six". Do usłyszenia ...
- Once

 

Andrzej Masłowski 
"NAWIEDZONE STUDIO"

w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl

 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze" 

 



sobota, 11 marca 2023

kiermasz

Piątkowo-sobotni obwoźny kiermasz kompaktów oraz winyli w poznańskiej Plazie dobitnie pokazał niesłabnące zainteresowanie płytami CD. Wspaniale popatrzeć, jak garściami ludzie wyciągali z kartoników poszukiwane tytuły. Najczęściej rarytasy spoza krajowej, coraz mizerniejszej oferty. Sprzedawca nie nadążał nad reasumowaniem, taki ruch w interesie.
Niestety ceny winyli idiotyczne. Ta szaleńczo niezgodna z racjonaliami moda doprowadza do absurdu. Jeszcze niedawno wiele dziś gigantycznie wycenianych albumów kupowałem na niemieckich flomarktach (w celach zarobkowych) za psie grosze, a dziś osiągają ceny białych kruków, choć często nimi nie są. Musi nadejść jakieś opamiętanie. Nawet, jeśli oczywistym wydaje się fakt, iż to rynek kształtuje ceny. Szkoda, że w tym konkretnym przypadku przyćmiewa świadomość, łapie w sidła naiwności oraz kreuje sztucznie napędzoną tendencję na niby najlepsze jakościowo nośniki. 

a.m.


"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl

 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"

czwartek, 9 marca 2023

serdecznie i ciepluśko

Wczorajszy dzień kobiet spodobał mi się w ciastku, kawie oraz jednym głębszym. Poza tym, dzień jak co dzień. Wydałem z siebie dokładnie tyle życzeń, ile w rewizycie otrzymuję corocznie na dzień faceta. A że typ ze mnie niemiły, żadnych ciepluśkich słów, ni całusków sobie nie przypominam.
Nastawiłem więc babskie śpiewanie z płyty Jima Peterika. Z takimi osóbkami to mi odpowiada, a jakże!. Żadnego ględzenia o kwiatkach, roślinkach, ciuszkach z wyprzedaży, wnukach, czy tym podobnych nudach, w tym notorycznego u bab (Andy, ty seksisto i mizoginie!) przyciszania muzyki. Jest odjazdowo. Spójrzmy zatem na niektóre tytuły piosenek: "From Night In Pontiac", "Full Moon Crazy" czy "Music In The Aire". Jakże szczęśliwie się pod ich skrzydełkami czuję. Hardrockowe laseczki, bądź podążając tropem albumowego tytułu: tygrysice, dają radę - i pod tym, i pod każdym innym względem. Najlepszego śpiewające królowe!

a.m.


"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl

 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"

środa, 8 marca 2023

we wrześniu tryptyk Bonfire

W ostatnim 'nawiedzonym' porozmawialiśmy m.in. o nadchodzących trzech nowych - acz na bazie starych - albumach Bonfire, jakie grupa zapowiedziała na koniec tegorocznego lata. No i proszę, dokopałem się do źródłowej w tym temacie zajawki. Mamy ją na foto, by nie było, że Andy sobie zmyśla. A zatem, przed nami nowe wcielenia pierwszych trzech płyt Bonfire: "Don't Touch The Light", "Fire Works" oraz "Point Blank", kiedy jeszcze do sitka oktawy wciskał Claus Lessmann. Potężny sentyment ujawniam wobec trzeciego tytułu, a już szczególnie wielbię tamtejsze "The Price Of Loving You" - w głównej części skomponowane przez giganta kompozytorsko-produkcyjnego Desmonda Childa. Oczywiście cała płyta świetna, chyba najbardziej we wczesnej fazie twórczości amerykańska, choć bez rewanżu ze strony dwusetki Billboardu.
Nie wiem, czy z tą 'trójcą' to dobry pomysł, ale na pewno jakiś pomysł jest. Wspaniałe albumy, uwielbiam je w pierwowzorach i żywię nadzieję, że za sprawą ich re-recordings nie wydarzy się nic, co zblazuje mą wobec grupy sympatię. Tak swoją drogą, po jasną ciasną niektórzy artyści prą do poprawiania już dokonanego? Nie lepiej skoncentrować się na nowych wyzwaniach? Nieodgadnione zakamarki ludzkiego umysłu. 

a.m.

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl

 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"