poniedziałek, 19 sierpnia 2019

"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 18- na 19 sierpnia 2019 / Radio "Afera" - 98,6 FM Poznań





"NAWIEDZONE STUDIO"
z niedzieli 18- na poniedziałek 19 sierpnia 2019 - godz. 22.00 - 2.00
 
RADIO "AFERA", 98,6 FM (Poznań)
www.afera.com.pl 


realizacja: Majka Chaczyńska
prowadzenie: Andrzej Masłowski









GENESIS - "Land Of Confusion" - (1986) - to nie parafraza, a kpina z okładki "With The Beatles". Podobnie jak wymowny, lecz jednocześnie zabawny do tego nagrania teledysk, którego to nagrania posłuchaliśmy w wersji wydłużonej, zgoła odmiennej od tej zakotwiczonej na całym, notabene świetnym albumie.
- Land Of Confusion (extended version)

DON FELDER - "American Rock'n'Roll" - (2019) - ex-Eagles'owiec bywa tutaj nie tylko "rock", ale też "latino". Dobrze, że w niewielkim wymiarze, bowiem na dłuższą metę latino może zemdlić.
- Little Latin Lover - {na akordeonie CHRISTOPHE LAMPIDECCHIA}
- The Way Things Have To Be - {na gitarze + wokale PETER FRAMPTON, na pianinie DAVID PAICH}

MEAT LOAF with JOHN PARR - "Rock'n'Roll Mercenaries" - (1986) - genialna kolaboracja ówczesnych prym AOR-owych młodzieniaszków. Klopsik liczył sobie ledwie trzydzieści dziewięć wiosen, a występujący przed kilkoma dniami w sopockiej Operze John Parr, trzydzieści cztery. Najemnicy r'n'rolla w kawałku z LP "Blind Before I Stop", który na maxi singlu rozrósł się do powierzchni grubo ponad 10-minutowej.
- Rock'n'Roll Mercenaries (exploded version)

JOHN PARR - "John Parr" - (1984) - debiut Brytyjczyka. W niektórych jego wersjach otrzymaliśmy bestsellerowe "St. Elmo's Fire", a w pozostałych wszczepiono w jego miejscu fajną, lecz kompletnie niewypromowaną "She's Gonna Love You To Death". Dlatego posiadam edycje LP jak też CD, bowiem obie czynią repertuarowe różnice.
- Naughty Naughty
- Love Grammar
- Don't Leave Your Mark On Me

GLASS TIGER - "No Turning Back (1985-2005)" - (2005) - kompilacja. Kilka osób wczoraj podskoczyło przy tym cudzie, choć to przecież rockowy przytulas.
- Rescued (By The Arms Of Love)

GLASS TIGER - "Simple Mission" - (1991) - trzecia i ostatnia studyjna płyta Kanadyjczyków. Szkoda, że Alan Frew i jego kompania nie mieli szans pograć tego typu rzeczy w Sopocie. Uwiedliby publikę, a tak niestety od biedy zapodane "Someday", w dodatku przez jeszcze nierozgrzany band, nie dało szans zapamiętania występu (a raczej, występiku) na wieki. Widać, koncert tylko z historią dla mnie samego. Dla zgromadzonych na trybunach od początku liczyły się jedynie niepłaczące Ewki i rozpamiętujące dawne lato Jolki.
- My Town - {gościnnie ROD STEWART}
- One To One
- One Night Alone

LLOYD COLE - "Guesswork" - (2019) - gitarowo-elektroniczny literat powrócił, i to z bardzo syntezatorową płytą. Lloyd Cole brzmi nowocześnie, choć puszcza oko ku epoce ejtis. Naszukałem się tej płyty niczym chirurg śledziony, ale może dzięki temu stanie mi się bliższa.
- The Over Under
- Night Sweats
- The Afterlife

KULA SHAKER - "Hush" - (1997) - maxi CD. Kapitalnie zagrali ten spopularyzowany przez Deep Purple kawałek, trochę już przyćmieni upływem czasu sajkedeliczni brit-popowcy.
- Hush - {Joe South cover}

THE BEATLES - "Let It Be" - (1970) - singiel. Ta wersja różni się od albumowej. Nie ingerował w nią Phil Spector, a na dodatek otrzymujemy do nawiedzonego zestawu kolejną okładkę.
- Let It Be

THE BEATLES - "Meet The Beatles!" - The First Album By England's Phenomenal Pop Combo - (1964) - pierwszy album liverpoolskiej Czwórki dokonany pod szyldem amerykańskiego Capitolu. Zawierał dziewięć nagrań z brytyjskiego "With The Beatles", plus wczorajsze "I Saw Her Standing There" oraz zagranego przed tygodniem singla "I Want To Hold Your Hand" / "This Boy". Poszło w wersji stereo, a więc z dużą dozą pogłosu.
- I Saw Her Standing There

OST - "Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band" - (1978) - jeden z filmów mego dzieciństwa. Ach, te pamiętne seanse w nieistniejącym "Pancerniaku" na Dojeździe. W kinie na terenie wojskowych koszar. Świetny film, którego do dzisiaj nie wydano na DVD. Wyjątkiem było tylko niegdyś jakieś państwo hiszpańsko- bądź portugalskojęzyczne. Wstyd dla filmografii.
ALICE COOPER / BEE GEES - Because
PETER FRAMPTON - Golden Slumbers
BEE GEES - Carry That Weight
AEROSMITH - Come Together

RINGO STARR - "Ringo" - (1973) - od tej piosenki poznałem solowego Ringo. Miałem bodaj 13 lat, gdy udało mi się w jakiejś oficynie kupić pocztówkę dźwiękową z piosenką, w której Beatles'owski bębniarz śpiewa o utraconej miłości, jaką przypomina już obecnie tylko pewna fotografia. Wielki hit w swoim czasie i chyba największy w solowej karierze Ringo. Rzecz skomponowana przez niego do spółki z George'em Harrisonem.
- Photograph

KANSAS - "Always Never The Same" - (1998) - świetna płyta, zrealizowana przy udziale London Symphony Orchestra, którzy to filharmonicy nagrali swe partie w Abbey Road Studios. Rockowa reszta powstała za Oceanem.
- Eleanor Rigby - {The Beatles cover}
- Dust In The Wind

THE BEATLES - "Let It Be" - (1970) - lubię to Beatles'owskie postscriptum. Niby płyta śmietnik, z materiałem okresu 1968-70, nagrana w złej atmosferze, a jednak większość piosenek kapitalna. Wczoraj na poparcie mych zapewnień, w eter poszybowały trzy z nich.
- Across The Universe
- I Me Mine
- The Long And Winding Road

PAUL RODGERS - "Cut Loose" - (1983) - wielki głos, jednocześnie filar Free oraz Bad Company, a i znakomity w jego wydaniu solowy debiut. Kompletnie ignorowany, a niekiedy sponiewierany. Nie przejmujcie się krytykami-nudziarzami, im już dawno gusta osiadły na łajnie, grunt, że my dobrze  słyszymy. Tutaj maestro zagrał na wszystkim sam, także wyprodukował. Obok rockowego pazura, szarpnął się również na kilka ballad - wczoraj jedna z nich. A jakie gitarowe solo...!!!
- Live In Peace

JOHN PARR - "Under Parr" - (1996) - ballada palce lizać. Szkoda, że nikt jej nie zna. Pod warunkiem, że posiadamy płytę. Radio nie preferuje tak długich piosenek, więc te są tylko dla poszukiwaczy skarbów. Gdyby coś takiego Parr zasunął w Sopocie, to może do teraz wspominalibyśmy tamten wieczór.
- Secrets

ROBBIE ROBERTSON - "Robbie Robertson" - (1987) - debiut byłego muzyka The Band. Dzisiaj to tylko pełna dobrego smaku zapomniana płyta, a wówczas... No właśnie, wówczas u nas uznano ją płytą roku, ponieważ zawierała genialne piosenki, którym towarzyszyły będące na topie gwiazdy, pokroju Petera Gabriela czy U2. W dodatku, miały ją wszystkie ówczesne placówki Pewexu, nawet te z meliniarskich dworców. Co kilka lat płytę przypominam i nie mam zamiaru zmieniać przyzwyczajeń.
- Sweet Fire Of Love - {with U2}
- American Roulette
- Somewhere Down The Crazy River

VAN STEPHENSON - "Suspicious Heart" - (1986) - trzeci i ostatni album nieżyjącego od blisko dwóch dekad Amerykanina. Przepiękny AOR. Taka płyta, której chce się słuchać i słuchać. Właśnie takimi piosenkami wyobrażam sobie przyodziewać radiowe playlisty, jednak włodarze wszelakich radiowych stacji widzą promowanie muzyki kompletnie inaczej. To znaczy, nie mają żadnej wizji i są jeszcze bardziej głusi oraz pozbawieni dobrego gustu.
- (We Should Be) Together Tonight
- Suspicious Heart
- Dancing With Danger

PAUL RODGERS - "All I Want Is You" - (1997) - ładniejszej piosenki do poduchy już bym nie wymyślił. Rodgers zaśpiewał: "... nie chcę forsy, ni ziemi obiecanej czy nieba, wszystkiego czego tak na serio pragnę, to Ciebie...". Do kolejnego usłyszenia...
- All I Want Is You (radio edit)







Andrzej Masłowski
 
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 
"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"





niedziela, 18 sierpnia 2019

Yesterday

Miałem chrapę na ten film, lecz jakoś długo nie było okazji. A jeszcze zniechęcały recenzje. Jedyną nadzieją, iż miażdżyły go zazwyczaj same młodzieniaszki. I gdy moje pachole stwierdziło, że film taki sobie, pomyślałem, idź, to film dla ciebie.
Piosenki Beatlesów, plus odrealniona historia, tak, to coś, co lubię.
Tomek Ziółkowski zauważył, że wciąż nieobejrzane "Yesterday" bardzo mnie męczy, postanowił więc poświęcić czas (jak zapewnił, z przyjemnością) i zaaplikować sobie kolejny seans.
I Wy też przekonajcie się na własnej skórze, nie słuchając zblazowanych krytyków, niepozostawiających suchej nitki na reżyserze Dannym Boyle'u i scenarzyście Richardzie Curtisie. "Yesterday" to przeuroczy i zabawny film. Z przesłaniem miłości, zarówno wobec wybranki serca jak i dorobku Wielkiej liverpoolskiej Czwórki.
Świetny scenariusz, inteligentny humor, plus cała masa podtekstów oraz smakowitych aluzji, które niestety wyłowią raczej zagorzali sympatycy grupy. Wielu innym pozostanie tylko podziwiać resztę tej przemiłej historii. Fani Beatelsów będą mieli jednak zabawę podwójną. Sam chwilami uśmiałem się do łez.
Nieznany mi dotąd Himesh Patel znakomity. Kreowany przez niego muzyczny zbawiciel Jack Malik, to prawdziwy misjonarz, który w alternatywnym świecie wykonuje piosenki Beatlesów, jak swoje. I nikt nie chce mu uwierzyć, iż te nie są jego własnością. Ponieważ w świecie, do którego po wypadku autobusowym, a i po chwilowej przerwie prądu na całym świecie dostaje się Malik, nikt nie zna Beatlesów. Nasz bohater z początku jest przekonany, że wszyscy go wkręcają, jednak całkiem szybko orientuje się, że tak właśnie jest. Uświadamia go internet. Wygooglowani "Beatles" nie istnieją. Wyszukiwarka pokazuje "beetle", czyli chrząszcza. W dalszym biegu historii dowiemy się, że również nie istnieją Oasis, Coca Cola, papierosy czy Harry Potter. Ale jak najbardziej istnieją Rolling Stonesi, The Killers, The Black Keys, Coldplay, Pepsi Cola i Ed Sheeran, którego to podziwiamy w roli samego siebie. Wszystko co z Sheeranem związane jest przezabawne, nawet jego nieznajomość Beatlesów, lecz okazany szacunek wobec Malika, który posiadł talent komponowania tak wybitnych piosenek, że nawet czczony Sheeran nie daje rady. Piosenki liverpoolczyków w ustach Malika robią na Sheeranie potężne wrażenie, jako najpiękniejsze w jego życiu zasłyszane. Polecam scenę rywalizacji pomiędzy Malikiem a Sheeranem. Szczegółów oszczędzę, bo film w kinach wciąż urzęduje i nie wolno go odpuścić. Na wczorajszym seansie o 21.50 było nas nawet nieco więcej niż na niedawnym "Rocketman" za białego dnia, ale nie czekajcie do ostatniej chwili.
Proszę wyobrazić sobie, John Lennon żyje. Ma 78 lat i wygląda jak należy, choć funkcjonuje na odludziu i nie zna żadnego Beatles'owskiego Johna Lennona, ani całej otoczki wokół swego zespołu.
Ze smaczków mamy jeszcze stopy żyjących Ringo Starra i Paula McCartneya, choć niestety nic więcej. Oczywiście Paul McCartney na bosaka, jak przystało na aluzję do okładki "Abbey Road". A propos okładek, kolejna fantastyczna scena; konferencja z udziałem dobrej setki konsultantów, w kwestii projektu okładki do właśnie tworzącego się albumu Malika. Nasz bohater pragnie nawiązania do którejś z klasycznych Beatlesowskich płyt, co w każdym przypadku obala główny architekt przedsięwzięcia, sugerując, iż "Abbey Road" to ulica, jak każda inna zwyczajna ulica, i co ta ma robić na albumowej okładce? Z kolei, "Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band" jest tytułem zbyt długim, do tego zwariowanym, od czapy, no i w ogóle, co to za tytuł? Współczesny odbiorca kompletnie go nie pojmie. Zaś dla "White Album" nasuwa się jeden prosty argument: zbyt dużo bieli. Do głosu dochodzi więc jakieś pospolite ochrzczenie albumu. Bezpieczne i czytelne. Bez domysłów i podtekstów.
Na tym nie koniec zabawy. Już na początku, po przejściu w inny wymiar, nasz bohater zapytuje Ellie (graną przez urokliwą Lily James), czy ta zechce się nim opiekować, gdy ten będzie mieć 64 lata? To oczywiście nawiązanie do piosenki "When I'm Sixty Four". Pojawia się też koncert na gmachu pewnego hotelu, który przywołuje słynny występ Beatlesów na dachu londyńskich Apple Studios. Jest też w Nowym Świecie pewna starsza parka, ściskająca w dłoniach zabawkę żółtej łodzi podwodnej, która to parka jednak pamięta piosenki Beatlesów. Walą do Malika za kulisy, by zapewnić go, iż ten nie jest sam, a jednocześnie sami pragną, by nikomu innemu nie uchylać rąbka tej tajemnicy. Jest jeszcze wiele innych smaczków, które w obecnych czasach wyłapią pasjonaci Beatlesów. Ale być może ten film zmotywuje też wszystkich pozostałych do zgłębienia historii tego najwspanialszego zespołu w historii muzyki.
W "Yesterday" otrzymamy mnóstwo wiadomej muzyki, z przesłaniem utrzymania jej w wieczystych objęciach, ale też widnieje druga warstwa, warstwa uczuć głównej pary naszych bohaterów. Ona, która od początku wierzy w sukces Malika, zarówno we właściwym jak i alternatywnym świecie, on zaś średnio utalentowany songwriter, który w naszych realiach nie ma ze swoim talentem żadnych szans, natomiast w alterświecie, gdy próbuje przeforsować własną twórczość, także napotyka na podobne zobojętnienie, dopiero wzięty przez niego w kleszcze repertuar Beatlesów zrzuca na niego ogromny sukces. Malik w drugim wymiarze staje się artystą wszech czasów.
Wiem, zbyt wiele napisałem, ale i tak za chwilę wszystko zapomnicie, dlatego zachęcam, idźcie i przekonajcie się, jaki to przezabawny film. Już czekam na DVD.






Andrzej Masłowski
 
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 
"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"






czwartek, 15 sierpnia 2019

Glass Tiger i John Parr na "Top Of The Top" w sopockiej Operze Leśnej

Z dużej chmury mżawka. Wielkie oczekiwania przerosła agrafkowa podaż. Pierwszy dzień sopockiego festiwalu "Top Of The Top" obiecywał wiele, bo przecież na scenie pojawić się mieli importowani artyści do tej pory u nas nieosiągalni. Przede wszystkim, Kanadyjczycy z Glass Tiger oraz rasowy AOR-owiec John Parr. Oczywiście, niczego nie ujmując uroczej Jennifer Page, wokalistce Katrinie Leskanich - z popularnych niegdyś Katrina And The Waves, czy obchodzącej sceniczną 50-tkę Bonnie Tyler.
Wyobrażałem sobie tych wszystkich ściągniętych z dalekiej zagranicy wykonawców jako dania główne, pomiędzy które tylko dorzuci się nieco polskiego jadła, gdyż na co dzień mamy go pod dostatkiem. Wszystko jednak do góry nogami. Perfect w dwóch wejściach zagrali bodaj pięć kawałków ("Chcemy Być Sobą", "Nie Płacz Ewka", "Ale Wkoło Jest Wesoło, "Autobiografia" i coś jeszcze), Agnieszka Chylińska trzy piosenki, wśród których cover O.N.A. "Kiedy Powiem Sobie Dość", Felicjan Andrzejczak jedną, za to wiadomą. Hmmm, facet w dorobku ma nawet kilka płyt, a nieustannie tęskni tylko do pewnej Jolki.
W koncercie podzielonym na dwie części, pierwsza "Forever Young", druga "Love Forever", wystąpiło kilkunastu wykonawców. I o ile do tej drugiej kategorii mogli pasować tacy Kombi - Sławomira Łosowskiego, Izabela Trojanowska czy nawet Anita Lipnicka, o tyle Acid Drinkers? Z nich tacy "love" jak z Behemoth "christian metal". Poznańscy komediowi metalowcy zaprezentowali covery: Raya Charlesa "Hit The Road Jack" oraz "Love Shack" B-52's, zaś Tytus tradycyjnie legitymizował się głosem pralki frani przed naprawą.
Szkoda, że rzadko osiągalni w objęciach kamer Sztywny Pal Azji zaprezentowali tylko "Spotkanie Z..", ale rozumiem, że biesiadnie nastawiona publiczność i tak wolała żabojadzich Ottawan, którzy w swej karierze dorobili się ledwie dwóch hitów ("Hands Up" oraz "D.I.S.C.O"), no i które przy każdej koncertowej okazji serwują, zupełnie niczym ładniutka Jennifer Page swe nieśmiertelne "Crush".
Dobrze, że przynajmniej Bonnie Tyler dano nieco pośpiewać. Na otwarcie bram "Holding Out For A Hero", i tylko szkoda, że jeszcze nie do w pełni zagospodarowanej widowni. W dalszej części właścicielka wciąż najbardziej zdartego gardła zaserwowała klejnot Jima Steinmana "Total Eclipse Of The Heart" oraz "It's A Heartache", a więc piosenkę, od której rozpocząłem pod koniec lat 70-tych z Walijką znajomość.
Katrina Leskanich, z popularnych niegdyś Katrina And The Waves, rzecz jasna przedstawiła spodziewane "Walkin' On Sunshine", i gdy zacząłem właśnie na jej występ zacierać dłonie, ta ze swymi muzykami wbiegła za kulisy szybciej, niż z nich chwilę wcześniej wyskoczyła. I bardzo podobnie sprawy przedstawiały się względem najbardziej przeze mnie pożądanych, tj. Kanadyjczyków z Glass Tiger oraz Brytyjskiego niegdyś AOR-owego mocarza, Johna Parra. Zastanawia mnie, jak ich występy dopięto w warstwie ekonomicznej. Kto z nich był tak tani, bądź kogo stać było na ściągnięcie takich wykonawców, że ci zaśpiewali od biedy po jednej piosence. Przylot, sprzęt, próby, hotel, itd... Jak to opłacalnie zbilansować? Zatem, albo ci wykonawcy obecnie nie kosztują już nic, albo TVN mają nad wyraz elastycznego księgowego.
Gdy Glass Tiger zaserwowali "Someday", publiczność siedziała jak wryta. Co to jest, co ta nieznana piosenka robi pośród "Jolki", "Ewki" i "Szklanej Pogody"? Przy tamtych zapalniczki (w sensie, błysk smartfonów) lub hulaj dusza, tutaj zaś jakaś nieznana ekipa, o której wielkości chwilę wcześniej zapewniała Grażyna Torbicka, lecz my osadzeni na trybunach ni chuja nie znaju. Nawet "Ognie Świętego Elma" zagrane z przytupem i lekkimi fałszami ze strony Johna Parra, tylko z lekka podekscytowały widownię. Uśmiechnięte ryjki na trybunach wzrastały jedynie przy "Przeżyj To Sam" lub "Słodkiego Miłego Życia". I to by było na tyle.
A teraz... obiektywnie przyznam, że Perfect świetni. Markowski, ktoś powie, stary dziad w skórzanych portkach i odwiecznej fryzurze pod młodego Einsteina, a jednak głos i rocka w sercu jegomość ma. Zaś gitarowe solówki Dariusza Kozakiewicza mogły tylko zawstydzić rodzimy narybek rockmanów. Do dzisiaj Kozakiewicz to jeden z top of the tops polskich gitarzystów - czy to się komuś podoba czy nie.
Chylińska, której artystycznie nie znoszę, wypadła bardzo dobrze. Ma kobita głos i wie, co z nim zrobić.
Z Kombi obozu Sławomira Łosowskiego pozostało dawne klawiszowe brzmienie i słuszny image lidera, w tym także właściciela zespołowego logo, jednak cała reszta to jak szwedzki śledź, który na stół trafia po ośmiu tygodniach beczkowania w morskiej wodzie, zakutej w plastikowej beczce na rampie przed wiejską chałupą - prawdziwy kulinarny amoniak.
Sebastian Riedel i jego Cree, jak najbardziej ok. Choć Rychu musi tam na górze dźwigać świadomość, że ze swojego talentu synowi z tarki sypnął jedynie okruchami. Bez szaleństwa, ale miło było zarzucić uchem na "Czerwony Jak Cegła" i "Sen o Victorii".
Izabela Trojanowska była, wystąpiła, podobnie jak Lombard, która to grupa w obecnym kształcie idealnie wpasowałaby się w klimat niejednych dożynek.



=============================
=============================

JOHN PARR


==============================
==============================

GLASS TIGER


===============================
===============================

KATRINA LESKANICH



================================
================================


Andrzej Masłowski
 
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 
"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"





wtorek, 13 sierpnia 2019

top of the top

John Parr i Glass Tiger na Top Of The Top Sopot Festival 2019. Niewiarygodne, ale to prawda. Myślałem, że śnię, gdy napisał mi o tym znajomy. Oby tylko ich występów nie przyćmiła "groźna" konkurencja, co Chylińska, Kombi, Acid Drinkers bądź Felicjan Andrzejczak, u którego zapewne tradycyjnie nastąpi ku Jolce szloch. Oni także wystąpią - to też prawda.
Nastawmy więc TVN o 20.00. Całość w dwóch turach.
Oprócz powyższych, na scenę wkroczą także Bonnie Tyler oraz wokalistka popularnej niegdyś ekipy Katrina And The Waves.
Wystąpi tak wielu wykonawców, że pewnie John Parr i Glass Tiger nie zagrają pełnometrażowych koncertów, ale i tak wielki szacunek dla organizatorów, którzy sięgnęli po tych absolutnie z najwyższej półki artystów, pomimo iż ci swoje najlepsze lata mają już jednak za sobą. Zastanawia mnie obecna wokalna forma Johna Parra i Alana Frew. Liczę, że potwierdzą swą wartość.
Trzymam kciuki za dobrą zabawę, tym bardziej, że z tego właśnie powodu przełożyłem dzisiejsze kino. 

Pustki na półkach Media Markt budzą przerażenie. Być może ma na to wpływ okres wakacyjny, choć niemrawa, a utrzymująca się tam od wielu tygodni atmosfera, nasuwa inne przypuszczenia. Bywam tam niemal tydzień po tygodniu, i z niepokojem dostrzegam, jak z półek ubywa. Niesprzedany towar wraca do dystrybutorów, a w jego miejscu nie pojawia się nowy.
Płyty przestają być priorytetem, obecnie Media Markt zagospodarowuje powierzchnię pod sprzęt RTV i AGD. Z nośnikami winylowymi, CD lub wizyjnymi wygrywają smartfony, pralki, lokówki czy kuchenki elektryczne. Ponadto, do głosu brawurą wdarły się oferty ubezpieczeń - na cokolwiek. Dobrze, że jeszcze tej usługi nie proponuje się nabywcom płyt. Teraz wiem, dlaczego w Komputroniku tak usilnie pan z obsługi klienta wręcz molestował mnie o kilka wariantów ubezpieczeń na kupowane słuchawki. Czysty pieniądz, żaden z tego towar, a wpada ekstra zysk. No chyba, że ktoś takie słuchawki nam ukradnie, a my tego dowiedziemy.
Taśmociąg ubezpieczeń dosłownie wszędzie i na wszystko. Na Poczcie, w elektro- czy budomarketach, niebawem zapewne nawet takie MPK zacznie ubezpieczać oferowane przejazdy od możliwości utraty słuchu za sprawą naparzających z głośników ryczących lektorów przystankowych. 

Mój T-Mobile, czy to wiosną, czy też latem, nigdy nie podeśle smsa, w stylu: życzymy ci złotych plaż, słońca i kolorowych drinków, natomiast co do sekundy nie spóźni nadać powiadomienia: "wystawiliśmy fakturę na...". A pamiętam jacy byli barwni przed zawarciem umowy. I tu automatycznie nachodzi mnie syndrom Żabek. Ta niezwykle popularna sieć spożywczaków, na podstawie telewizyjnych reklam, wydaje się być najsympatyczniejszym sklepikiem. Takim dla każdego, takim zawsze pod ręką, zarówno na każdej ważniejszej ulicy, jak i w niejednym zaułku. Prawda czasu, prawda ekranu jest jednak zgoła inna. W rzeczywistości na zarzucone "Dzień dobry" niemal zawsze powita nas milczenie, a na "do widzenia" cisza wyda nam się jeszcze głośniejsza.





Andrzej Masłowski
 
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 
"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"





poniedziałek, 12 sierpnia 2019

"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 11- na 12 sierpnia 2019 / Radio "Afera" - 98,6 FM Poznań





"NAWIEDZONE STUDIO"
z niedzieli 11- na poniedziałek 12 sierpnia 2019 - godz. 22.00 - 2.00
 
RADIO "AFERA", 98,6 FM (Poznań)
www.afera.com.pl 


realizacja: Tomek Ziółkowski
prowadzenie: Andrzej Masłowski






IAN GILLAN with THE DON AIREY BAND and ORCHESTRA - "Contractual Obligation #2 - Live In In Warsaw" - (2019) - udany występ frontmana Deep Purple z warszawskiej Progresji sprzed blisko 3 lat. Repertuar przewidywalny, lecz nadany wszystkiemu wykop na orkiestrę i organową klawiaturę, plus dobra forma wokalna głównego bohatera, świetne.
- Perfect Strangers
- Hush - {Joe South cover}
- Black Night

BUDKA SUFLERA - "Cień Wielkiej Góry Live" - Przystanek Woodstock 2014 - (2014) - ukłon w stronę wczorajszego realizatora audycji, który kojarzy się prowadzącemu głównie z tym właśnie zespołem. A przy okazji, można było poczuć klimat dawnego Przystanku Woodstock, a dzisiejszego Pol'and'Rock, na który to festiwal wreszcie muszę się wybrać. Tym bardziej, że mam w Kostrzynie przesympatycznych znajomych, pewną Bożenkę z Januszem oraz ich dwie córki, Olę i Alę.
- Intro
- Sen o Dolinie
- Memu Miastu Na Do Widzenia

UFO - "Strangers In The Night" - (1979) - genialny koncert! Jeden z najlepszych, jakie matka natura utrwaliła na fizycznym nośniku. Pierwotnie jako 2-płytowy winyl, którego za młodu wałkowałem po kres. Później mi go skradziono, więc może dlatego na wszelki wypadek od lat trzymam w chałupie dodatkową kopię zapasową. Była to pożegnalna trasa Michaela Schenkera, który co prawda w latach 90-tych powrócił na moment do dawnych kolegów, lecz to już nie było to samo - pomimo świetnej płyty "Walk On Water".
- Doctor Doctor
- Love To Love

BUDGIE - "Nightflight" - (1981) - kolejny mój życiowy klejnot, który wczoraj zagrał pod pretekstem dzisiejszej 37-rocznicy pamiętnego koncertu Papużki w poznańskiej Arenie. Tamtego dnia miałem na sobie świeżo zakupioną koszulkę, z napisem "Krzak Blues Rock Band", którą można było wykręcać już po pierwszym kwadransie. Byłem totalnie ogłuszony głośnikami marki Peavey, do których niemal mnie przyspawała tamta muzyka - a wszystko po prawej stronie sceny. Ach, co za czasy!
- Keeping A Rendezvous

IRON MAIDEN - "Powerslave" - (1984) - kocham ten okres Maidenów - to raz, a dwa, poszło wczoraj w eter z uwagi na skojarzeniową z "Nightflight" okładką, notabene tego samego twórcy - Dereka Riggsa.
- 2 Minutes To Midnight

ALVIN LEE - "RX5" - (1981) - tu także projekt graficzny Dereka Riggsa, choć szybujący bardziej w kosmiczne rewiry. Bardzo udany album ex-lidera Ten Years After, choć znany raczej jedynie najzagorzalszym sympatykom jego talentu. Tutaj wokalnymi (oraz gitarowymi) rolami podzielili się panowie Alvin Lee oraz ex-muzyk Rare Bird, Steve Gould.
- Hang On

NAZARETH - "Rampant" - (1974) - jedna z najwspanialszych ballad Nazareth, choć nigdy nie dostąpiła zaszczytu popularności takich "Dream On" czy coverowej "Love Hurts".
- Loved And Lost

NAZARETH - "Hair Of The Dog" - (1975) - najlepsze dzieło Szkotów, i to bez dwóch zdań. Jak na połowę lat 70-tych był to chwilami niemiłosierny czad. Nawet Deep Purple, Uriah Heep i Led Zeppelin, aż tak wysoko nie podnosili decybeli.
- Miss Misery

YES featuring JON ANDERSON, TREVOR RABIN, RICK WAKEMAN - "Live At The Apollo" - (2018) - koncert z O2 Apollo Manchester, z 25 marca 2017 roku, niemal w okowach identycznego repertuaru, co ten z czerwca 2018 roku w naszej Warszawie. Muzycy w błyszczącej formie. Czas ich nie rusza, a grubo ponad siedemdziesięcioletni Jon Anderson śpiewa, jak by mu gardło jeszcze w latach 70-tych odpowiednio zabezpieczył dobry konserwator.
- Hold On
- Rhythm Of Love

ROBSON & JEROME - "Take Two" - (1996) - wyborny brytyjski duet, działający w połowie lat 90-tych. Nagrali tylko dwa albumy, na trzeci nie dali się namówić, pomimo kuszącej wielomilionowej w funtach oferty. Obie płyty zawierały tylko same covery. Piosenki epoki 50/60's., a więc okresu sweetly pop oraz rock'n'roll. Mieli faceci nosa do doboru repertuaru, a przede wszystkim świetnie śpiewali. W kąciku wakacyjnym chętnie przypominam takie płyty. Raz, że tuszują obecny niedostatek w dobrych piosenkach, a dwa, może też kogoś ze słuchających takie nastroje zainspirują?
- What Becomes Of The Broken-Hearted - {Jimmy Ruffin cover}
- The Love Ways - {Buddy Holly cover}
- Something's Gotten Hold Of My Heart - {Gene Pitney cover}

MARC ALMOND - "The Stars We Are" - (1988) - jedna z najlepszych płyt połowy duetu Soft Cell, a jednocześnie wydobyliśmy z niej chyba najlepszą przeróbkę wielkiego przeboju Gene'a Pitneya. I co ważne, z jego udziałem.
- Something's Gotten Hold Of My Heart - {featuring Special Guest Star GENE PITNEY}

NICK CAVE & THE BAD SEEDS - "Kicking Against The Pricks" - (1986) - mroczny Australijczyk przerzucił tę z pozoru grzeczną piosenkę na stropy zaciemnionych starych komnat okresu lamp naftowych.
- Something's Gotten Hold Of My Heart - {Gene Pitney cover}

ROBSON & JEROME - "Robson & Jerome" - (1995) - debiut Brytyjczyków, tak samo udany jak drugi album, od którego rozpoczęliśmy wczorajszy przegląd ich skromnego dorobku.
- If I Can Dream - {Elvis Presley cover}
- This Boy - {The Beatles cover}

THE BEATLES - "I Want To Hold Your Hand" - (1963) - singiel. No proszę, Robson i Jerome doprowadzili nas także do Beatlesów. A, że nie było sensu nadawać tylko "This Boy", to też tytułowe dla singla "I Want To Hold Your Hand" również zapodałem, tym bardziej, że trwa tyle, co nic. Czas całego singla, to nieco ponad cztery i pół minuty.
- I Want To Hold Your Hand
- This Boy

ELVIS PRESLEY - "Artist Of The Century" - (1999) - kompilacja. A nie mówiłem, że jeśli potrzebuję jakiejkolwiek piosenki Króla Rock'n'Rolla, to znajduję ją właśnie na tej 3-płytowej kompilacji? Po raz kolejny ta okazała bombonierka sypnęła czekoladką z przepysznym nadzieniem.
- If I Can Dream - {singiel 1968}

THE BEATLES - "With The Beatles" - (1963) - powyższy singiel Bitelsów powstał w okresie tego właśnie albumu, jednak żadna z obu piosenek tutaj nie zakotwiczyła. A, że lubię ten album, okładkę (chyba jak my wszyscy), tak więc nadałem piosenkę finałową, która jest jedną z najlepszych, choć wiedzą o tym tylko odbiorcy całych płyt. Pobieżni entuzjaści liverpoolskiej Czwórki mogą się tego kawałka nigdy nie doczekać na obecnych falach FM.
- Money (That's What I Want)

JOE COCKER - "Greatest Hits" - (1998) - kompilacja. Niby składak, a jednak cover Jimmy'ego Ruffina był na nim czymś nowym, co Joe Cocker nagrał specjalnie na to właśnie wydawnictwo. Dlatego nigdy nie lekceważmy płyt opatrzonych szyldem "Greatest Hits" lub "The Best Of".
- What Becomes Of The Broken-Hearted - {Jimmy Ruffin cover}

ROD STEWART - "Soulbook" - (2009) - ten zawierający soulowe klasyki album, chyba najpiękniej zachrypniętego Szkota, był wówczas głębokim oddechem po pięciu jego dziełach retro, które nawet cieszyły przy częściach nr 1, 2, no może jeszcze 3, lecz później... Nawet jeśli na "piątce" Rod świetnie zaśpiewał "Beyond The Sea".
- What Becomes Of The Broken Hearted - {Jimmy Ruffin cover}

DON FELDER - "American Rock'n'Roll" - (2019) - super album, choć mocno krytykowany przez tych naszych medialnych znawców. Ameryka panie, tak, to jest prawdziwa Ameryka, a u nas mało kto czuje takie rzeczy. W kraju przesiąkniętym smutnymi piosenkami rzadko kto lubi takie soczyste witalne gitarowe granie, z melodiami sprokurowanymi pod stadionowy tętent.
- American Rock'n'Roll - {Special Guest Guitarist SLASH / Drums MICK FLEETWOOD}
- Falling In Love - {keyboards STEVE PORCARO}
- Hearts On Fire - {keyboards DAVID PAICH}

EAGLES - "One Of These Nights" - (1975) - chyba najlepsza płyta Orłów, choć ja sentymentalnie najbliżej tkwię przy "The Long Run". Miałem wówczas czternaście lat, więc sami Szanowni Państwo rozumiecie, co wówczas czuje człowiek. Jednak, gdy wyłączam emocje, to rozum i słuch podpowiadają, "One Of These Nights" absolutnie najdoskonalszą płytą Freya, Henleya i reszty tamtego zacnego bractwa.
- Visions - {główny wokal DON FELDER}
- After The Thrill Is Gone - {główny wokal GLENN FREY oraz DON HENLEY}
- I Wish You Peace - {główny wokal BERNIE LEADON}

MICHAEL THOMPSON BAND - "Love & Beyond" - (2019) - trochę zaniedbałem tę nowość. Tuż po jej pojawieniu zaprezentowałem jakiś początkowy fragment i tyle. Wczoraj nadarzyła się okazja, by zaserwować fantastyczną trzyutworową końcówkę.
- What Will I Be Without You - {śpiew LARRY ANTONINO}
- Starting Over - {śpiew LARRY ANTONINO}
- 'Til We Meet Again - {instrumentalny}

THE LIGHTNING SEEDS - "Like You Do... Best Of The Lightning Seeds" - (1997) - kompilacja. Bardzo lubię ich pełną polotu i pozytywnej energii płytę "Jollyfication", którą niedawno w pewnym sklepie widziałem za piątaka. Serce zabolało, ale cóż, znak czasów. Dzisiaj muzyka nie kosztuje nic, a co najlepsze, niemal wszyscy wykonawcy godzą się na postawione strumieniowe warunki. I nagrywają, nagrywają, potem za friko udostępniają, a nawet do tego usilnie zachęcają. Ok, skoro tak, to tak - ich prawo. Na dobranoc poszedł fajny piłkarski numer, którego wydano w 1996 roku na singlu, a rok później dorzucono do udanej kompilacji, jako pozaalbumową nowinkę. Nie tylko zresztą ją.
- Three Lions - {piosenka na EURO 1996, którego gospodarzem była Anglia}


==================================

"NOCNIK"

A w Nocniku... dawno nie było pierwszych trzech kawałków z płyt Tomka. Wczoraj Heather Nova i Bruce Springsteen ze swoich najnowszych płyt, zaś Simply Red w bardzo lubianym hicie z ich czwartego albumu. 
Własnoręczna rozpiska Tomka poniżej:






Andrzej Masłowski
 
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 
"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"