piątek, 13 marca 2026

falling heaven

Może coś o muzyce...

Kłania się AOR/melodicrockowy, a nawet tyciu hardrockowy, francuski klawiszowo-gitarowy kwintet Heart Line. Jego liderem - gitarzysta oraz producent Yvan Guillevic.
Znamy ich, prezentowałem fragmenty obu wcześniejszych albumów, a od roku mają już trzeci. Dobrze, że z rocznym poślizgiem łaskawie zawitał do krajowej oferty, bo stało już nade mną widmo oblizania się smakiem. Nie wiem, jakie lasy, góry i doły, morza i oceany, pokonują do nas niektóre płyty, niemniej korzystając z okazji, polecałbym wyszukiwanie elastyczniejszych przewoźników.

Heart Line zawsze grali mięciutko, być może z uwagi na ograniczonego w oktawach Emmanuela Creisa, który niekiedy brzmi jak dziewczyna. Ale lubię jego śpiewanie. Gdyby grupa nie miała ambicji niekiedy poheavymetalizować, nieźle myślę poradziłby sobie w mainstreamowych heartbreakersach. Dobrze jednak, iż Panowie mają moc, bo już tych usypiających balladek wystarczy pod jeszcze przez moment poniedziałkowe Uspokojenie.


Okładka "Falling Heaven" przedstawia grę/strzelankę bombardującą Hollywood, i to przecież wcale nie musi odbiegać od realiów. Podobne grafiki nieraz w przeszłości bywały prorocze. Z obwoluty bije więc niepokojem, z tytułów piosenek niekiedy, też - np.  "Fire In The Sky", "Falling Heaven", a może i nawet "God Has A Plan". Bo przecież nigdy nie wiadomo, co ten nam zgotuje. Przy czym, w samej muzyce nie odczuwam torped, naparzających w nasze domostwa drony, czy w ogóle brania odbiorcy tego dzieła na cel. Siłą Heart Line - piszemy ich nazwę w dwu osobnych słowach - jest przepychanie na współczesny grunt fascynacji dawnymi ekipami, typu Journey, Foreigner, Bad English czy Giant. Aczkolwiek, powiedzmy sobie szczerze, i nie wstydźmy się tego, Heart Line wobec każdego z wymienionych jest cieniutki, jak giętki drut, pomimo iż w skali ogólnej jak najbardziej sympatyczny. Słucham nawet z pierzastym podziwem, acz klasyków nie dopatrzyłem się, nie dosłyszałem, a trop się urywa. Na poprzednich dwóch albumach, też ich nie było, pomimo iż na wydanym przed trzema laty "Rock 'N' Roll Queen", przez moment błysnął utalentowany, lecz ostatecznie chyba niespełniony Patrick Rondat - koncertowy gitarzysta od Jean-Michel Jarre'a. Pamiętacie Państwo, jeszcze w czasach Radia Fan prezentowałem jego albumy. Wtedy sprowadzałem za ciężką forsę z zagranicy, ponieważ długo nie chciały do nas wbić. Ostatecznie nawet nie wiem, czy kiedykolwiek dotarły do krajowej oferty. Jak już miałem na półce, straciłem pole zainteresowania jego ewentualną nadwiślańską dystrybucją.
Fani Metallik czy innych Slejerów nie mają tu czego szukać. Dla nich ta muzyka to jak pierdnięcie muchy w napełnionej tlenem beczce. Ci Francuzi grają dla wygładzonego ucha, co nawet może dziwić, albowiem współczesne żabojady w ogóle stronią od klasycznego rocka. Na ile przyglądam się panującym w krainie znad Sekwany tendencjom, Heart Line są ewidentnym stamtąd kaprysem losu. Słuchajmy, nie zatrzymujmy się, świat jest nasz, a życie jedno.

andy

"NAWIEDZONE STUDIO"

w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 

"USPOKOJENIE WIECZORNE"
w każdy poniedziałek od 22.07 do 23.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm