środa, 11 października 2023

Pamiętnik referendalny, czyli, jak odmówić wzięcia udziału w niedzielnym referendum?


Jak odmówić udziału w referendum?
Po wejściu do lokalu wyborczego, udajemy się do komisji, gdzie się legitymizujemy. W tym momencie należy poinformować, że nie chcemy głosować w referendum, oznajmiając odmowę wzięcia karty referendalnej. Co ważne, decyzja ta musi zostać odnotowana przy naszym nazwisku.


Co zrobić, jeżeli pobraliśmy już kartę referendalną, lecz nie chcemy głosować?
Wyborca ma prawo zmienić zdanie, nawet jeśli już pobrał kartę referendalną. Należy ją oddać komisji, a komisja nie ma prawa jej wrzucić do urny. Taka karta zostanie zapakowana do odpowiedniego pakietu, opisana i zapieczętowana. 


Czy możemy nie wrzucić pobranej karty do urny?
Nie wolno! Wyniesienie karty poza lokal wyborczy podlega karze grzywny, ograniczenia wolności lub nawet jej pozbawienia do lat dwóch.

poniedziałek, 9 października 2023

debata

Pseudo debata z ideologicznymi, ustawionymi pod PiS partyjnymi i dłuższymi od szansy na odpowiedź pytaniami, z odgórnie zainstalowanymi tezami. Obrzydlistwo. Tylko głupiec nie dostrzegł działań propagandowej tuby rządowej, czym od ośmiu lat TVP. No i ci prowadzący. Skandaliczny, poirytowany całą sytuacją mieszany duecik posłusznych tej władzy funkcjonariuszy. Nie wspomnę o naładowanym nienawiścią, totalnie agresywnym Morawieckim - parapremierem Państwa Polskiego. Nic, tylko Tusk i Tusk. Ten facet chyba nie śpi po nocach. A to przecież on doradzał w rządzie Tuska naszemu byłemu premierowi podwyższenie wieku emerytalnego. Teraz się bezczelnie wykręca i odwraca kota ogonem. Kłamliwy typ, o czym wiedzą wszyscy nieuzależnieni od propagandy, a jednocześnie śledzący na co dzień alternatywne, niepołączone z rządem wolne media.

Czas przeznaczony dla każdego z reprezentantów poszczególnych frakcji praktycznie niemożliwy dla potrzeb prawdziwej debaty. A gdzie tu miejsce na wymianę zdań, polemikę, wnikliwsze analizy.
Musieli ustawowo tę debatę zorganizować, a że przy okazji wyszła szopka...

a.m.

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl

 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"

okiem giełdowego wiarusa

Jakoś ostatnio, w jednym z niesieciowych sklepików, w gablocie ze starym rockiem wypatrzyłem brakujący album BTO z 1984 roku. Zaskoczyła mnie cena, ledwie trzydzieści dziewięć złotych, no i ewidentnie nieoryginalne pudełko, natomiast sama książeczka jak najbardziej okay. Żaden lewus. No przecież wiadomo, kupiłem i uradowany dobijam do domu, włączam odtwarzacz, szuflą zapodaje dysk, ale zanim wcisnąłem 'play', coś skłoniło luknąć na płyty nadruk, a wtedy... Kurde felek, też BTO, lecz inny tytuł. Zamiast spodziewanego albumu, na widełkach trei zacumował ich debiut. Rozczarowanie. Niech to kule. Nie tego się spodziewałem. Tym bardziej, iż zakup zakontraktowany w sklepie niby dla koneserów/kolekcjonerów. Sądziłem, że każdą płytę bierze się tam pod lupę, zanim wystawi na półkę, a tu taki ambaras. Na tym nie koniec, w koszu z winylami, za niewiarygodną taniochę, wyłowiłem leciwą reedycję albumu The Allman Brothers Band "Brothers And Sisters". Taki tytuł za psie pieniądze, co to się dzieje, czyżby właścicielowi sklepu skapnęło się wysprzątanie czyjejś chałupy przed remontem? Zdarza się. Prowadziłem sklep, więc wiem. Z piętnaście lat temu wyhaczyłem parkę wózkarzy, którzy taśtali ok. trzystu, może nawet ze trzysta pięćdziesiąt winyli, głównie z polskim rockiem, ale i rodzimym jazzem, do tego ogrom ruskich, polskich, bułgarskich, enerdowskich i czechosłowackich licencji. Zapytałem: ile panowie chcecie za tę przyciężkawą dla was makabrę? Po spragnionych ryjkach spostrzegłem, że kilka win leśnych owocowych powinno temat dopiąć. Ile dasz kierowniku? - padło z ust jednego. Za całość zaoferowałem dwie stówy. Od razu na ich twarzach zarysowała się złota polska jesień. Przyklepane, zaklepane. Wszyscy zadowoleni. Kochani, ile tam było skarbów! Nie chcę nikogo rozzłościć, wszak w każdym drzemie odrobina zazdrości, więc oszczędzę szczegółów. Wyszedłem do przodu już tylko przy pierwszej od brzegu płycie. Pierwsze, monofoniczne tłoczenie kwintetu Andrzeja Trzaskowskiego (tak tak, ojca obecnego prezydenta Warszawy), albumu z 1965 roku, skosiłem za nią sto osiemdziesiąt złotych. Aż i tylko. Dzisiaj dostałbym jeszcze raz tyle. Dodam, iż większość płyt miała stan menniczy, więc nie musiałem się silić na aukcyjne opisy, całość stała gwarancją najwyższej jakości. Ze sto płyt sprzedałem w tydzień, a reszta sobie spokojnie pracowała przez rok, może dwa. Tak więc, to tylko jeden z przykładów, jak dało się jeszcze niedawno wyciągać gruby szmal u świtu winylowego renesansu. Potrzebne było trochę szczęścia, a mnie nie ominęło, więc dobrych kilka razy udało mi się sprawę wykorzystać. I to też jedno z moich zwycięstw. Ale... powróćmy do owego sklepiku. Otworzyłem w jego temacie lufcik, tak też temat należy dopiąć. Otóż, sprawa BTO zakończyła się dopłaceniem dwóch dych do zakupu innego CD, a konkretnie najnowszych Mystery. Ku memu zaskoczeniu, nad wyraz udanych. Szczególnie końcówka albumu, dwa ostatnie numery: suita "Is This How The Story Ends?" oraz prześliczny jej przedmówca, pięciominutowe "Homecoming". Najładniejsi Mystery od lat. Takie pierwsze wrażenie, bo dopiero przebijam albumu błonę dziewictwa. A przecież, od dawna nie ma w Mystery Benoit Davida. Kiedyś głównie dla niego kupowałem ich płyty. Wcale nie dla szefa, Michela St-Pere'a.
No i jeszcze sprawa Allman Brothers. Niska cena wytapiała podstęp, czułem, że jest coś nie tak, ale się podkusiłem. I na pierwszy rzut oka... Sprawa rypła się dopiero na talerzu gramofonu. Już podczas pierwszego numeru pyk, pstryk i poszła igła z pół centymetra ku nalepce. No to raz jeszcze, od początku, no bo może źle igła weszła w rowek i stąd całe zamieszanie. Ale nie, znowu to samo. Przyjrzałem się winylowi, wcześniej zakładając okulary (bez nich ni rusz), do akcji wkroczyły także palcowe opuszki, po czym zaczęło się macanko, oglądanko, i tak po nitce do kłębka, aż wylazło. Grudka jakaś. Twardo się trzyma, jakby była na klej i za nic nie chce ustąpić. Chwyciłem więc za specjalistyczny płyn, porządnie całość po obu stronach przemyłem, obowiązkowo po owej czynności chwilę odczekałem, tak, by chemia odparowała, i dawaj na talerz. Od ręki ustąpiły pyki, przeskoki, po prostu ktoś płytę przede mną nieźle zapaskudził, a panom w sklepie najwyraźniej nie chciało się poświęcić dla niej czasu i zapewne problemu dochodzić, więc, zamiast wystawić za stówę, zadowoliło ich trzy i pół dychy. No i gitara! Być może wyłowili to za złotówkę lub pięć, więc i tak są do przodu. Inna sprawa, ja jeszcze bardziej. 

Przy okazji zahaczę o pogodę. Lubię pomarudzić, gdy ciepło odchodzi. Tworzę sobie grunt pod tę cholerną polską jesień, zazwyczaj zimną i wilgotną. A to, że ponoć jutro ma się na chwilę poprawić, tego tekstu nie dotyczy. Bo wiecie Państwo Drodzy, my z Tomkiem Ziółkowkim wielbimy tę cieplejszą wiosnę, od maja wzwyż, a jeszcze bardziej lato. Do tego, nie jak na inteligencików przystało góry, szlaki i potoki, my optujemy za morzem, do tego tak się złożyło, iż nasze kobietki też mają się ku sobie. Oooo, jak dobrze, bo niektóre 'szczęścia' moich kumpli, to nierzadko obraz pomiędzy płaczącymi dziećmi a rapem. I w tym oto miejscu pozwolę sobie - bodaj z wczoraj - wspomnianego Tomka (tak przy okazji, byłego przecież realizatora mojej audycji) zacytować: "ale mnie wkurzali ludzie, którzy ostatnio mówili, że już za długo jest ciepło". He he he, Tomku drogi, a jak mnie wkurzają. W lodówkach bym głupotę pozamykał. Poza tym uważam, iż większość z nich to zwykłe złośliwe mendy, wiedzące, jak osobiście lubię Słońce, lato, uśmiech z tym związany, więc wielu z nich celowo próbuje ten uśmiech zmazać. Zwyczajnie piękną porę roku obrzydzić. Sretetete. Unikam, na zaczepki nie odpisuję, wódy też się z takimi nie napiję. Z tymi, co na PiS i Konfę, tym bardziej.

a.m.

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl

 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"


"NAWIEDZONE STUDIO" - program z 8 października 2023 / Radio 98,6 FM Poznań









"NAWIEDZONE STUDIO"
wydanie z 8 października 2023
(
z niedzieli na poniedziałek. Start o 22-giej, zamknięcie o 2-giej)
 
98,6 FM Poznań oraz w sieci
realizacja i
prowadzenie: a.m.


KK's PRIEST "The Sinner Rides Again" (2023)
-- premiera!
- Sons Of The Sentinel
- The Sinner Rides Again

TYGERS OF PAN TANG "Bloodlines" (2023)
- A New Heartbeat

RHAPSODY "Symphony Of Enchanted Lands" (1998) -- 25-lecie albumu
- Epicus Furor
- Emerald Sword
- Eternal Glory

STRATOVARIUS "Destiny" (1998) -- 25-lecie albumu
- Cold Winter Nights - {European edition bonus track}
- Dream With Me - {Japanese edition bonus track}

AC/DC "Back In Black" (1980) -- 76-urodziny Briana Johnsona
- Hells Bells
- Given The Dog A Bone
- Let Me Put My Love Into You

IAN HUNTER "Defiance Part 1" (2023) -- premiera! -- daty sygnatura na rewersie okładki wskazuje rocznik wydania '2022', a jednak album miał premierę w obowiązującym właśnie roku.
- Guernica
- I Hate Hate
- Angel

JOE BONAMASSA "Blues Deluxe Vol. 2" (2023) -- premiera!
- Is It Safe To Go Home
- Lazy Poker Blues - {Fleetwood Mac cover}

CHRIS FARLOWE "Live At Rockpalast 2006" (2018) -- występ w ramach 'Rockpalast', serii kontynuowanej od pięćdziesięciu lat, na potrzeby niemieckiej stacji telewizyjnej WDR, czyli Westdeutscher Rundfunk.
koncert na Crossroads Festival w Bonn, w marcu 2006 roku
- Ain't No Big Deal On You
- Out Of Time - {The Rolling Stones cover}

TOM PETTY And THE HEARTBREAKERS "Long After Dark" (1982) -- w poprzedni poniedziałek, 2 października, nastała 6-rocznica śmierci Toma Petty'ego.
- You Got Lucky
- Deliver Me
- Change Of Heart

MIKE RUTHERFORD "Smallcreep's Day" (1980) -- w poprzedni poniedziałek, 2 października, lider Mike+The Mechanics, a przede wszystkim gitarzysta/basista/współkompozytor Genesis, świętował 73-urodziny.
- Smallcreep Alone
- Out Into The Daylight
- At The End Of The Day

MIKE + THE MECHANICS "Singles 1985 - 2014" (2014) -- ciąg dalszy świętowania urodzin Mike'a Rutherforda.
- Too Far Gone - {strona B singla "Silent Running /On Dangerous Ground/" z 1985 roku}
- I Think I've Got The Message - {strona B singla "Everybody Gets A Second Chance" z 1991 roku}

GREG LAKE "Manoeuvres" (1983)
- Too Young To Love
- It's You, You Gotta Believe
- Slave To Love
- I Don't Know Why I Still Love You

STEVEN WILSON "The Harmony Codex" (2023)
- Rock Bottom - {with Ninet Tayeb}
- Staircase

SLOWDIVE "Everything Is Alive" (2023)
- Chained To A Cloud

BEGGARS OPERA "Waters Of Change" (1971)
- Time Machine


"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl

 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"


sobota, 7 października 2023

więcej lepiej taniej weselej

Siwe chmury, deszcz, na termometrze plus czternaście, odczuwalne pięć. Polska jesień. Oto jest. A przecież dopiero październik. Jego pierwsze dni. Brrr! Na myśl o listopadzie już wpadam w hipotermię. Co to będzie, co to będzie. I tu, z racji aury, co i nadchodzącego października piętnastego, nachodzi mnie pewna sytuacja u rodziny Kiepskich; prezes Kozłowski kandyduje do Sejmu, pod hasłem: "więcej lepiej taniej weselej". Ferdek ów faktem wydaje się zachwycony, prezes tym bardziej, lecz do Sejmu lgną też młodzi. Ludzie może i bez doświadczenia, i czegoś konkretnego do zaproponowania, za to roznosi ich stosowny do wieku entuzjazm. No i, prezes Kozłowski, życiowy ślizgacz, populista, zawsze pewny swego, ostatecznie nie dostaje się do tego Sejmu, jednak zupełnie nie załamuje rąk. I tak stanie na nogi, zawsze przecież wychodzi na jego, więc jedna czy druga porażka wkrótce obrócą się w czegoś innego sukces. Tak też, chwilę po tych przegranych wyborach, prezes w mieszkaniu Ferdka (człeka go wspierającego, a i pomysłodawcę sloganu wyborczego) zasiada przed tv i oboje oglądają pejzaż powyborczy, recenzując zwycięzców. A u tych wesoło, śpiewająco i kolorowo. Wśród triumfujących, do polityki zmierzają m.in. córka Ferdynanda, Mariolka, a także synowa, Jolancia. I tak patrzą, patrzą w ten ekran starsi panowie, miny nietęgie, aż w pewnej chwili Ferdek, z wyraźną refleksją w głosie, zapytuje Kozłowskiego: "panie prezesie, no to, co to teraz będzie?". I tu, pogodzony z porażką prezes: "to, co pan widzi". By po sekundzie/dwóch jeszcze się uzupełnić: "albo i lepiej". 

a.m.

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl

 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"


czwartek, 5 października 2023

76-urodziny Briana Johnsona

Za nic nie pamiętałbym o dzisiejszych 76-urodzinach Briana Johnsona, gdyby nie Facebook. Wobec artystów owe źródło obecnie spełnia się nawet lepiej od dawnych fan klubów. Ale nie dotyczy wszystkich i wszystkiego. Facebook, podobnie jak pozostałe media, nie zauważą jakiegoś pierwszorzędnego muzyka drugorzędnego zespołu z trzeciorzędnej mieściny, jednak ktoś taki, jak Brian Johnson, nie do przeoczenia.
Brianie Johnson, wszystkiego najlepszego od Nawiedzonego Studia! Niech Twe gardło nadal przypomina tor żużlowy, a duszy i ciele towarzyszy maksyma: 'beer drinkers and hell raisers'.
Kiedy ukazało się "Back In Black", pierwszy album AC/DC po śmierci Bona Scotta, Johnson miał trzydzieści trzy lata, a ja piętnaście. Od tamtego etapu dziejów trochę się u nas pozmieniało. Po drodze Stan Wojenny, blisko dekadę później oswobodzenie z kajdan komunizmu, a w konsekwencji wolna Polska, potem wejście do NATO, do Unii Europejskiej, wreszcie Strefy Schengen, a teraz chodzi już tylko o to, by tego nie stracić. Dlatego koniecznie dupska do urn i mądrze głosować!
AC/DC wciąż są. Nie powiem, że bez przeszkód, ale marka funkcjonuje, niekiedy nawet koncertuje. Ich ostatni, udany studio album "Power Up", ukazał się przed trzema laty i wcale nie jest powiedziane, że na tym koniec.
Wracając myślami do "Back In Black"; jako wciąż jeszcze wtedy dzieciak, zasłuchiwałem się tą płytą po furię sąsiadów. Głośno i wyraźnie. Posiadałem też dla tej muzyki wiele potrzebnych rekwizytów, w tym a'la BrianJohnson'owy kaszkiet, w sensie dżinsową myckę, w której byłem pewien, że wyglądam jak świeżo upieczony wokalista Ejsów. Zresztą, kim to ja nie byłem. Kiedy trzeba Angusem Youngiem, biegającym ze stosownie uniesioną stopą po pokoju z gitarą, którą imitował kreślarski liniał, a gdy sytuacja wymagała sekcji perkusyjnej, waliłem w powietrzne bębny z siłą Phila Rudda. Cały repertuar miałem opanowany perfekt i przy okazji powracania do tej muzyki łapię się, że nadal wiele pamiętam. Dużo mi to łojenie dawało radości, zaś śpiewanie, o pardon: wydzieranie Briana Johnsona, stanowiło najidealniejszą wyściółkę dla każdej z dziesięciu piosenek. Po czterdziestu trzech latach nadal uwielbiam to wzdychające do nieśmiertelności granie i niech nic i nikt tego nie zmienia.

a.m.

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl

 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"


nienawiść, gdyby się skończyła

Podziękowałem Sisterce za niewychodzącego z kompaktu Iana Huntera. Napisałem: wspaniała, mądra, rock'n'rollowa płyta. Trochę nieprecyzyjnie, wszak mamy tu także trzy ballady, w tym dwie genialne. I jeszcze, że: to 84-letni Artysta, którego formę oceniam na tuż po czterdziestce.
Dla przypomnienia, Ian Hunter - wokalista, gitarzysta, czasem pianista. Na tej płycie częściej wokalista/pianista, niż wokalista/gitarzysta, co zdałoby się sugeruje okładka. W przeszłości dowodził angielskimi Mott The Hoople, których piekielnie lubię, choć najszczególniej uwielbia ich ex-singer Great White, Jack Russell. I dziwić tylko może fakt, że nikt obu tych panów dotąd nie zeswatał, bo byłaby z tego płyta, że hej.

Spójrzcie Drodzy Państwo na to okraszone żółcią zdjęcie. Szczególnie na sam dysk (wytłoczony w Meksyku!, choć płyta Made in USA), i na wytwórnię! Tak tak, dobrze widzicie - Sun. A konkretniej: Sun Record Company. Wciąż działają. Od 71 lat. Firma pamiętająca najwcześniejsze dokonania Elvisa Presleya i Johnny'ego Casha, i za nic niemyśląca o bujanym fotelu i filcowych paputach.
Że tak na chwilę odejdę od Huntera, Elizabethka kupiła bracholowi ponad dwieście kompaktów! Wyszarpała na ichniejszych wyprzedażach garażowych. Bardzo popularnych i 'rojowiskowo' okazyjnych. U nas okazji nie ma, tam są. Ameryka bogata, stać ich na cenową symboliczność, jeśli w chałupie bądź garażu zalega. Zdobyła Ela dużo country i musicali. Wspaniale, nareszcie odskocznia od rocka. Duża i ciężka paka, więc popłynie statkiem. Może do gwiazdki kurier naciśnie na domofon.
Sisterka zapytała, czy wolę Metallic'kę czy AC/DC? Podobno widziała bombowe z nimi czapki na zimę. W zgodzie z sumieniem podziękowałem na nie. Zbyt popularne, w t'shirtach z tymi kapelami latem chodzą wszyscy, a ja nie jestem wszyscy. Wolałbym coś odrobinkę mniej oczywistego. Z Metallicką biega każdy dzieciak, któremu zechce się zamanifestować przynależność do metalu, zaś AC/DC wbijają na siebie wszyscy ojcowie, starsi wujowie, co też świeżo upieczeni dziadkowie. Jednymi słowy: dziady. Ale czapeczkę/czapesiunię, by było modnie w zdrabnianiu, przyjąłbym takową z logo np. Meat Loafa, Alice'a Coopera albo Beatlesów. Ci ostatni, niby tacy oczywiści, a w przyrodzie to już niemal gatunek pod ochroną. Dlatego miło posłuchać w jednym kawałku Ringo Starra na najnowszym Ianie Hunterze. Dzieje się tak w piosence "Bed Of Roses". Takiej, wyczuwam dla Huntera retrospektywnej i skonstruowanej w formie epickiej, choć ku niezgodzie dla tej formy songu, z naznaczonym refrenem.
Goście gośćmi, jest ich tu multum i fajnie, że są, na pewno wzmacniają produkt i lidera morale, jednak najważniejszy repertuar, wykonanie i przekaz. A tu wszystko działa i jest przynajmniej kilka przepięknych melodii, jak we wspomnianym już "Bed Of Roses", co również wolniźnie opartej o Pablo Picassa "Guernica", czy jak na razie moim numero uno, balladzie "Angel" ("... kiedy myślę o aniele, myślę o tobie ..."). I jest jeszcze jeden numer, który skopie tyłki rozpanoszonemu brakowi empatii. Ostatnio na dobranoc Nawiedzonego Studia, w podobnej materii, cytatem zajechał Ozzy, który w starawym "Shot In The Dark", gdzieś pomiędzy wierszami, wyartykułował: "nigdy nie dbam o ludzi, którzy nienawidzą". A teraz Ian Hunter spłodził rock song "I Hate Hate", odnoszący się jak najbardziej do tu i teraz, do fali hejtu, w necie lub polityce, czy też z uwagi na kolor skóry, odmienne myślenie, kochanie, popieranie bądź negowanie maseczek i jeszcze wielu innych ku nienawiści aspektów: "... czyż nie byłoby wspaniale, gdyby skończyła się nienawiść ...".

a.m.

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl

 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"