środa, 23 maja 2018

konkursy? dziękuję, nie tańczę

Równo przed tygodniem ugościliśmy na poznańskim koncercie Arenę Micka Pointera. Arenę, w której także występuje przecież klawiszowiec Pendragon, Clive Nolan. I to właśnie z obozu "Królewskich" docierają świeże wieści. Otóż, trwa powtórne nakładanie bębnów na oryginalną albumową ścieżkę "The World". Na bok dawne partie Fudge'a Smitha, a w jego miejsce wgrywa się obecny perkusista Jan-Vincent Velazco. Rozumiem, że wkrótce otrzymamy coś w rodzaju "The World Revisited"? Ach, przecież to jedna z trzech najpiękniejszych płyt Pendragon, i zarazem jedna z naj naj naj tego świata. Ale o tym wiedzą tylko wtajemniczeni. Reszta opycha się mielonymi.

Tworzy się również specjalna książka, a to z racji 40-lecia zespołu. Mam nadzieję, że ktoś na nasze potrzeby ją przetłumaczy. Będziemy sobie cytować.
Na tym nie koniec, albowiem na listopad br. Barrett & Co. zapowiadają dwa albumy koncertowe. I teraz nie wiem, dwa niezależne czy jeden podwójny? Wyjaśni się w swoim czasie, jest więc na co czekać. Jesień może być piękna, choć nie spieszmy się.
Dodam jeszcze, że nowy studyjny twór Pendragon, dopiero w 2019 roku. Przełożyło się w czasie, ale teraz przynajmniej wiemy, dlaczego.
Na nadchodzące koncerty szykuje się nieco niespodzianek. Podobno pojawi się coś, co niegdyś muzycy po drodze przeoczyli. A teraz, po latach... Inna sprawa, że na żywo dostąpić suitę "Queen Of Hearts" lub "Sister Bluebird", to dopiero będzie coś. Tym bardziej, że od "Sister Bluebird" wszystko się rozpoczęło w mym radiowym życiu. A konkretnie od tej kompozycji, a także wcześniejszej na tym samym mini albumie "Fallen Dreams + Angels", "Dune". Co za czasy, łezka drąży wąwóz w oku...
Przyjechała paka z siedmioma winylami. Wszystkie dla Słuchaczy Nawiedzonego Studia. Jest więc tego na siedem audycji. Po jednym na każdą z niedziel. Wyjątkiem ta, z 3 czerwca. Nie będzie mnie, wyjeżdżamy z Korfantym i Peterem do Warszawy na koncert Yes (Jon Anderson, Rick Wakeman + Trevor Rabin). Choć tego samego dnia Camel też zagrają u nas, a konkretnie w Zabrzu. Na Camel byłem dwukrotnie, na Yes tylko raz, więc sprawa oczywista.
Wracając do konkursów z winylami... nie bardzo je lubię, bo i też w takiej roli w ogóle się nie odnajduję. Początkowo więc odmówiłem bardzo przyjaznemu Panu Tomkowi z labelu Atman. Ale, że z niego człowiek z pasją, ideowy i autentycznie kochający muzykę, "podreklamuję" jego wytwórnię z przyjemnością, a i pewną satysfakcją. Już teraz zachęcam wszystkich "niezależnych" do odwiedzin: atman-music.com
Z reguły nie wchodzę w konkursy i wszelakie rozdawnictwo. Noszę w sobie pewne nienowoczesne przekonania, choć bywają odstępstwa od reguły. Jak w tym konkretnym przypadku. Rozdawania biletów na niedawną Arenę odmówiłem - czego nikt przecież zrozumieć nie musi.
Kolega ranem podesłał sms-a: "maseł, wiesz czy można gdzieś kupić tańsze bilety na King Crimson?". Ha ha ha, a to dobre. Co znaczy: tańsze? - odpisałem. Ceny są, jakie są. Ponad trzy paczki trza wysupłać - i nie ma zmiłuj. Właśnie z tego powodu nie idę, ponieważ mnie nie stać. Wszystko poszło na płyty, na koncert Karmazynowego Króla już nie dało rady. I pewnie dostałbym wejściówkę na tzw. krzywy ryj, gdybym tylko grzecznie poprosił organizatora, ale nadużywać znajomości nie wolno, ponieważ później nikt takich sępów nie lubi. Nie warto drzwi za sobą domykać. Trzeba się nauczyć płacić za muzykę. Chcesz dobrego koncertu, kupujesz bilet. Chcesz muzykę próby najwyższej, kupujesz płytę. Chcesz najlepszego napoju, kupujesz Pepsi Colę. Pretensje jedynie do Fenicjan, że na to wszystko wymyślili za mało pieniędzy.






Andrzej Masłowski
 
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 
"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"






w królestwie umierającego słońca

Być uduchowionym, nie znaczy: wierzyć. Ślepo wierzyć, równa się: naiwność. Trzeba powątpiewać - i ja to robię. Dlatego nie uczestniczę w nabożeństwach. Nie dla mnie głoszone tam puste słowa.
W samo południe byłem na pogrzebie kogoś, dla kogo nigdy nic nie znaczyłem. Poszedłem, ponieważ tak trzeba było. Należało, choćby dla kilku osób. Moje uczucia nie miały tu nic do rzeczy. Nie chciałbym jednak takiej osoby jak ja, na własnym pochówku. Nawet jeśli wówczas nie będzie to już miało żadnego znaczenia.
Kraina ciemni i głuszy spotka każdego, bez względu na wzrost, urodę, płeć, rozum, bogactwo, bądź jego brak. I nie spodziewajmy się zbawienia. Żadnego nie będzie. Jest tylko tu i teraz, więc żyjmy, radujmy się, lecz zarazem nie czyńmy sobie na nic więcej nadziei. Boga nie ma, ale żyjmy jakby był.
Skromna przyciemniona kapliczka, obok mnie na ławce spory wieniec, a kilkanaście metrów dalej dosłownie kilka osób. Łącznie dziewięć. Nigdy dotąd nie uczestniczyłem w tak skromnej finalnej uroczystości.
Podchodzi znienacka mężczyzna, dopiero po chwili dociera do mnie, że to grabarz. Szepcze: proszę położyć wieniec na karawanie, będzie panu lżej, proszę nie dźwigać. W tym momencie nie wiem jeszcze, że w kapliczce boleśnie pustawo. Gdy ksiądz jako pierwszy ją opuszcza myślę, że swym śpiewem pociągnie przynajmniej trzydziestoosobowy kondukt, ale nie, jest nas trzy czwarte tuzina - dosłownie. Jakie musiało być czyjeś życie, skoro nikt nie płakał?
Nastawiłem dawno niesłuchany koncert z podwójnego kompaktu Dead Can Dance. Wszak umarli potrafią zatańczyć. Niech wyjdą więc na scenę, chcę dotknąć tej muzyki, dzisiaj jakoś dotkliwiej. Brendan potrafi rozsuwać grobowce, a Liska wyłaniać dyskretnie zza konarów w anielskim gałganie. Piękna muzyka w tym refleksyjnym, choć niekoniecznie smutnym dniu. Prawdziwa hipnoza spowita z dźwięków folku, orientu, mroku cmentarzysk, rozsypujących posągów, chorałów oraz kontrastów czarnej duszy Brendana i "serafinowej" Lisy. Aż chciałoby się chwycić ich oburącz.






Andrzej Masłowski
 
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"




taka tabliczka, pomiędzy grobami





poniedziałek, 21 maja 2018

BLACKBERRY SMOKE - "Find A Light" - (2018) -








BLACKBERRY SMOKE
"Find A Light"
(3 LEGGED RECORDS)

***1/2





Nie zwalniają tempa southern-rockowcy z Atlanty. Średnio, co półtora roku serwują nowy studyjny album. Oto więc kolejnych kilkanaście piosenek wyrytych w południowym podłożu Georgii. "Światło" zawarte w tytule "Find A Light", symbolizuje znalezisko szczęścia, natomiast cały album traktuje o poszukiwaniu nadziei w trudnych czasach, w jakich przyszło nam żyć. Każdy bowiem potrzebuje optymizmu i szczęścia, jednak o to wszystko musimy się postarać na własną rękę.
Płytę rozpoczyna motoryczny, przybrudzony i jednocześnie kąśliwy "Flesh And Bone". Niezłe otwarcie, a zarazem nasuwające skojarzenia z najwcześniejszymi dokonaniami ZZ Top, Lynyrd Skynyrd, Savoy Brown czy Black Oak Arkansas. Kolejny w zestawie "Run Away From It All", także skłania się ku typowej country/rockowej estetyce rodem z Południa. Piosenkę wzbogacają okazjonalne wspólne wokalizy Charliego Starra, Richarda Turnera oraz Paula Jacksona. Gdyby komuś przyszło na myśl, że za chwilę panowie zwolnią, nic z tego, w kolejnym "The Crooked Kind" także tkwi jakiś niespokojny duch. I choć tego typu grania nie zabraknie nam również w dalszym toku albumu, to od czwartego "Medicate My Mind" robi się różnorodniej. Na tym etapie,
country/blues-rockowe "Medicate My Mind" Jeżynki podrasowały funkującymi rytmami, z kolei liryczne, i niemal wyzbyte rocka country'owe "I've Got This Song", przyprawili swojską, a nawet nieco przaśną partią skrzypiec. Nie obędzie się również bez przebojowych piosenek, jak "Best Seat In The House" - gdzie Charlie Starr śpiewa z jakimś niezwykłym entuzjazmem, bądź "Till The Wheels Fall Off" , w której Brandon Still popisał się efektowną grą na organach. Miłośnicy boogie rocka, takiego spod znaku Molly Hatchett, także wyszarpną chwilkę dla siebie: "Nobody Gives A Damn" liczy ledwie trzy i pół minuty, za to dialog gitarowy Charliego Starra i Paula Jacksona wart każdych pieniędzy. Mą uwagę przykuło również "I'll Keep Ramblin' ", którego rytmika niekiedy nasuwa skojarzenia z klasycznym "Call Me The Breeze" Lynyrdów, choć w jego wnętrzu toczy się prawdziwa batalia zapożyczeń - z soulu, rock'n'rolla, gospel, bluesa, country i czego jeszcze się da. Pięć i pół minuty wielokulturowych fascynacji przerzuconych na język rocka. I taka jest ta płyta: różnorodna, bogata, choć jej punktem wyjścia szlachetne country/blues/rockowe granie.






Andrzej Masłowski
 
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 
"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"





"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 20 maja 2018 / Radio "Afera" - 98,6 FM Poznań





"NAWIEDZONE STUDIO"
niedziela 20 maja 2018 - godz. 22.00 - 2.00
 
RADIO "AFERA", 98,6 FM (Poznań)
www.afera.com.pl 


realizacja: Tomek Ziółkowski
prowadzenie: Andrzej Masłowski





Powracam do systemu "nieopisowego". I słusznie; Szanownym Państwu, jak i mnie, nie przypadł on widać do gustu.





PRAYING MANTIS - "Nowhere To Hide" - (2000) -
- Naked

PRAYING MANTIS - "Forever In Time" - (1998) -
- Forever In Time

ARENA - "The Visitor" - (1998) -
- The Visitor

ARENA - "The Unquiet Sky" - (2015) -
- How Did It Come To This?

ARENA - "Arena Live" - (2013) -
recorded 2011/12 tour
- Crying For Help VII
- Crying For Help IV

SEBASTIEN - "Act Of Creation" - (2018) -
- Queen From The Stars

KAMELOT - "The Shadow Theory" - (2018) -
- The Mission
- Phantom Divine (Shadow Empire)
- In Twilight Hours


PRAYING MANTIS - "Gravity" - (2018) -
- 39 Years
- Gravity
- Destiny In Motion

ARENA - "Double Vision" - (2018) -
- Poisoned
- Scars
- Paradise Of Thieves

THE URBANE - "Neon" - (1999) -
- Immaculate
- The Tide

CITY AND COLOUR - "If I Should Go Before You" - (2015) -
- Woman
- If I Should Go Before You

CHRISTON - "Towns & Cities" - (2016) -
- Where Do We Go From Here
- Bonfire
- My Northern Lights

THE VACCINES - "Combat Sports" - (2018) -
- Rolling Stones

KENT - "Hagnesta Hill" - (2000) - wersja anglojęzyczna
- Music Non Stop

KENT - "Isola" - (1997) -
- Glider
- 747


WILLE AND THE BANDITS - "Grow" - (2013) -
- Under The Grove
- Why D' You Do It?

COLIN BLUNSTONE - "The Light Inside" - (1998) -
- Send Me Your Broken Hearts
- Hearts That Turn
- Losing You






Andrzej Masłowski
 
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 
"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"





niedziela, 20 maja 2018

dzisiaj, o 22-giej ....

Być może nie odkryjemy dzisiaj żadnych nowych lądów, a kto wie, czy nie pośniemy przed północą? Jednak jak zawsze przyniosę najbardziej lubianą muzykę. Taką będącą wyrazem moich fascynacji na dzisiaj, na teraz. I jak zawsze będę pełen nadziei, że posłucha tego więcej ludzi, niż tylko my z (realizującym) Tomkiem.
Do usłyszenia o 22-giej, na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl ....






Andrzej Masłowski
 
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 
"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"



sobota, 19 maja 2018

na Mundial bez Piątka

Nie wiem, dlaczego Adam Nawałka wykreślił z mundialowej listy Krzysztofa Piątka?. Przepraszam, że tak z grubej rury o dawno nieporuszanym na blogu futbolu, o którym przecież wszyscy dookoła, a i do znudzenia na każdym portalu. Ale zabolało mnie. Sporo oglądam tej naszej, hmmmm...Ekstraklasy, i nie mówię, że się znam, ale mam oko. Piłkarz Cracovii błyszczał w kończącym się sezonie, że niejednokrotnie pomyślałem: za chwilę drapną go do minimum Holandii lub Belgii, i nie do żadnej tam dołującej ekipy, a zdecydowanie pucharowej. Tak więc Panie Trenerze, błąd błąd błąd, i bynajmniej nie Adrian Błąd, a błąd próby najwyższej. Nie bierzesz Pan na Mundial absolutnej nadziei, a zadowalasz się takim wyrobnikiem Kownackim. I kto tu ma rację? Znowu stanie na moim, ale co mi po tym, gdy stanę do orderu, jak już będzie po ptakach. Na chwilę obecną Piątek w transie, a Lewandowski nieporadny i w głowie zablokowany. Piątek mógłby być jego zmiennikiem, szczególnie gdyby Arkadiuszowi  Milikowi znowu coś w kościach przeskoczyło, a Łukasz Teodorczyk nie pozbierał się z kolejnych fochów. Piątek chce grać, i to widać. Chłopak jest łapczywy pola karnego i rwie go pod bramkę. Wystarczy tylko piłkarza obdarzyć większym zaufaniem i wskazać większe pole do uprawy.
W Rosji nie przewiduję błysku Lewandowskiego. Życzę mu jak najlepiej, lecz jeśli wcięło mu formę właśnie teraz, to trudno uwierzyć, by od ręki ją odzyskał. W Bayernie nie mają na to recepty, więc kto mu pomoże w kadrze, przecież u nas nie ma takiego Müllera czy Alaby, którzy podsuną piłkę pod nos. Taką tylko pod dobitkę. A naszego Lewego do takiej roli latami rozpieszczano. Fakt, Lewy jest mistrzem, ale ostatnio to raczej w walaniu się po trawie i skomleniu o faule po każdym go dotknięciu.
Za miesiąc, z niewielkim okładem, będziemy w Rosji, i głowę daję pod topór, że nie wyjdziemy z grupy. Z Senegalem w najlepszym razie zremisujemy, a z Kolumbią i Japonią po łbie. Zakończymy na czwartym miejscu w grupie, a wiecie Moi Mili dlaczego? Ponieważ wszyscy stawiają nas w roli faworytów, a my tego nie lubimy. To ciężar jakiego jeszcze nigdy nie udźwignęliśmy, nie udźwigniemy go też tym razem. I zapomnijmy o udanym Euro 2016. Wówczas była koniunktura dobrej energii, natomiast obecny poziom Ekstraklasy, plus cienkie występy naszych w obcych ligach (oprócz Piotra Zielińskiego - bo ten zawsze klasa absolutna), rysują obraz Reprezentacji Polski, przykutej niczym małpka do wynudzonego ulicznego kataryniarza.






Andrzej Masłowski
 
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 
"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"




czwartek, 17 maja 2018

ARENA, klub "u Bazyla", Poznań, 16 maja 2018 + support ART OF ILLUSION

Niedawno byłem świadkiem, jak pewien Brytyjczyk słysząc muzykę Areny zareagował: "zaraz zaraz, ale to jest podobne do Marillion". W odpowiedzi usłyszał, że grupa istnieje od ponad dwudziestu lat, a na jej czele stoi, a raczej zasiada za perkusyjnym zestawem niejaki Mick Pointer - muzyk wczesnego wcielenia Marillion, a zarazem uczestnik ich pierwszego longplaya "Script For A Jester's Tear". Na jego twarzy zarysowało się wyraźne zaskoczenie i pewne zmieszanie. Jegomość nigdy dotąd nie słyszał o Arenie, choć na co dzień, co zadeklarował: sympatyzuje z taką muzykę. Gdy na dobitkę Brytyjczyk usłyszał, że w owej Arenie instrumentalistą klawiszowym stoi Clive Nolan, muzyk stylistycznie pokrewnych Pendragon, zawstydził się wyraźnie. Niestety, owej formacji również nie zidentyfikował. Chwycił jednak za smartfon i czym prędzej zanotował wszystkie nazwy, jednocześnie zapewniając - głównie samego siebie - iż na pewno po powrocie do ojczyzny nadrobi zaległości.
Podejrzewam, że podobnych sytuacji bywa sporo więcej. Szczególnie w naszej Polsce, jak i w podobnie sympatyzującej z art rockiem Holandii. I na tym zdaje się koniec, albowiem reszta Europy ma obecnie kompletnie w nosie tego typu muzykowanie. Takiej muzyce najlepiej sprzyjały lata siedemdziesiąte, a za sprawą Marillion, Pallas czy IQ, jeszcze nieco lata osiemdziesiąte. Wszelakie Pendragony, Areny, itp. zespoły, nie ruszają już dziś przeciętnego Francuza, Włocha czy właśnie Brytyjczyka. I chyba właśnie dlatego przy każdej okazji tak chętnie odwiedzają nasz kraj ekipy Micka Pointera czy Nicka Barretta, że o Fishu czy Marillion obozu Hogartha, nawet nie wspomnę. A tak po prawdzie, organizatorzy tego typu koncertów, i tak muszą niejednokrotnie odbijać sobie na czymś innym.
"U Bazyla" nie świeciło pustkami, ponieważ organizator mocno o to zadbał, niekoniecznie otrzymując w zamian do swej kasy należną ilość nominałów Narodowego Banku Polskiego. Ale co ważne, nie było nikogo z przypadku. Serce radowała symbioza Areny z widownią. Nareszcie nikt nie wychodził z klubu przed czasem. Nawet, jeśli nie zabrakło uczestników przesiadujących koncert w ogródku klubowym - na pogaduszkach przy piwie. Przyznam, że i ja większość występu supportujących Arenę rodaków z Art Of Illusion, potraktowałem podobnie. Przepraszam, ale jakoś nie przemawiał do mnie prog/metal w ich wydaniu.
Arena na scenie pojawiła się (a raczej "pojawili się" - tak już gwoli poprawności) zdecydowanie po 21-szej. Intro "A Crack In The Ice" - z płyty "The Visitor" zapodali panowie Nolan/Pointer/Mitchell i Amos, a dopiero po pewnej chwili dobił wokalista Paul Manzi. Ta sama fryzura, ten sam głos, ten sam temperament, aż mi serce zadrżało. Wszyscy po chwili weszli w klasyczny album - który właśnie obchodzi 20-lecie - niczym nóż w masło. I choć nie przepadam za monotematycznymi koncertami, to wczorajsze posłuchanie od dechy do dechy "The Visitor" sprawiło mi ogromną przyjemność. Kurka wodna - że tak przywołam klasyczny zwrot - i pomyśleć, że w 1998 roku wcale nie kochałem tego albumu, a wczoraj wydał mi się bliski jak brat.
"The Visitor" powszechnie uchodzi za najwybitniejsze dokonanie ekipy dowodzonej przez Micka Pointera. I nie tylko za sprawą entuzjastów grupy, ale też samych jej sprawców. Dlatego nie zaskakuje mnie fakt świętowania okrągłej rocznicy płyty, która nawet w ogólnych rankingach neo/prog/rocka uchodzi za jedno z najwybitniejszych osiągnięć. Trudno zatem było się dziwić, że choć Arena za dwa tygodnie oficjalnie wypuści najnowsze studyjne dzieło "Double Vision" (już wczoraj do kupienia na firmowym stoisku), to zamiast wzmożonej jego promocji, muzycy zagrali całe "The Visitor", plus ledwie kilka innych starszych tematów - a z nadchodzącego albumu dosłownie kapkę. O ile dobrze wyłapałem jeden tytuł, to zdaje się zaprezentowali "Poisoned", a ten drugi....? Hmmm, jeszcze nie zdążyłem posłuchać od wczoraj "Double Vision", tak więc z niej odkrycia wciąż przede mną. Z klasycznych kompozycji otrzymaliśmy suitę "Solomon" - znaną z debiutu "Songs From The Lions Cage", a z następnej "Pride" tradycyjnie odśpiewane z publicznością "Crying For Help VII". Mam wrażenie, że był jeszcze jakiś utwór, o którym teraz nie pamiętam, a ten wypełni lukę niepamięci, gdy skończę pisać ten tekst. 
"The Visitor" powinno zostać od samego początku przypisane Paulowi Manziemu. Facet śpiewa bezbłędnie, zarazem wkłada we wszystko pełnię serca, zupełnie jakby był współwinnym popełnienia tego albumu.
Nie obyło się bez chwil wzruszeń. Szczególnie za sprawą "The Hanging Tree", "In The Blink Of An Eye", bądź rozrywającego serce w strzępy finałowego, a i tytułowego zarazem "The Visitor". Milutko również, gdy entuzjazmem napromieniała sala podczas przebojowego "Enemy Without". Bo, czego by nie powiedzieć, "The Visitor" w całej mierze jest niezwykle poruszającym dziełem. A konkretnie opowiadającym o mężczyźnie, który stracił i porzucił wszelkie nadzieje. Jednak pewnego razu pęka metaforyczna lina, lód się załamuje, a nasz bohater spotyka pewnego człowieka, który nakazuje mu stawić czoła całej fatalnej sytuacji. Nie daje mu tym samym czasu na zbieranie złych myśli, sugerując, by ten odzyskał wolę życia i powrócił do dawnego, jeszcze nieutraconego świata. Oprócz ciekawej, choć niełatwej warstwy lirycznej, przede wszystkim góruje tutaj znakomita muzyka. Tego trzeba posłuchać, nie da się bowiem opisać monumentalnych klawiszy Nolana, przecudownych gitarowych solówek Mitchella czy wokalnej ekspresji Manziego. Jak
również fajnego basisty Kylana Amosa. I proszę dać wiarę mym zapewnieniom, że choć Mick Pointer nigdy wirtuozem perkusyjnym już nie zostanie, to wczoraj zagrał naprawdę okey. Szanuję go, albowiem stworzył świetną i charakterną grupę, pomimo iż wyimaginowana Bozinka poskąpiła mu należytego talentu, bądź jakiejkolwiek niezwykłości. Kibicuję Pointerowi i jego kolegom, a każdy kolejny album dołączę do płytowej kolekcji. 
Dotąd podziwiałem Arenę na scenie dwukrotnie. Pierwszy raz w 2011 roku, podczas promocji "The Seventh Degree Of Separation", natomiast po raz drugi w 2015 roku, gdy muzycy promowali kapitalne "The Unquiet Sky". Pamiętam, jak niewiele wówczas brakowało, bym się rozkleił podczas "How Did It Come To This?". Nie inaczej - podczas kilku tzw. momentów - było wczoraj.
Właśnie skończyłem pisać, zaglądam do telefonu... a Tata przed chwilą napisał: "zmarła ciocia Terenia". Ech...





Andrzej Masłowski
 
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 
"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"




Stoisko Areny
Stoisko Areny
Stoisko Areny
Stoisko Areny
Stoisko Areny
Stoisko Art Of Illusion

Stoisko Art Of Illusion
od lewej: Kylan Amos, Mick Pointer, Paul Manzi, Clive Nolan oraz John Mitchell