wtorek, 15 września 2026

Eddie Money - to już siedem lat

Gdy na jednej z melodicrockowych stron przedwczoraj zapodało, że oto wybił dzwon siedmiu lat od pożegnania Eddiego Moneya, nie dawałem wiary w siłę upływającego czasu. Do pionu wystawia mnie jego powolny, acz cykliczny pęd. Zasmuca jednocześnie przemijalność.
Pamięć, o tym rock'n'rollowo w życiu usposobionym piosenkarzu, nigdy we mnie nie zgaśnie, lecz jestem już na takim etapie, że najlepiej fakty wyznaczają okładki płyt oraz wyryte na ich rewersach daty zdarzeń. Stwierdzone naukowe, im dalej człowiek w las, tym pamięć dawnych wydarzeń ostrzejsza, a współczesność przymglona. 

Eddie Money był właścicielem z lekka zniszczonego, oklejonego żużlem głosu, któremu sprzyjały masowo wypalane papierosy. Swoje przywiązanie do dymka zamanifestował nawet na paru albumowych okładkach, lecz to właśnie te paskudne ćmiki zabiły go raczychem przełyku. Dlatego rzućcie to świństwo, nikt za Was tego nie zrobi. Ja nie kopcę od lipca dwa tysiące dziewiątego i obyło się bez plastrów, gum czy innych tabletek. Po prostu - z dnia na dzień. W jednej chwili zgniotłem paczkę niemal pełnych czerwonych Marlboro i pogrzebałem ją w ulicznym koszu. Tak oto wyzwoliłem się ze szponów nałogu i od tamtej chwili mam więcej na nieśmierdzące przyjemności - czytaj: kompakty. Inna sprawa, iż niewiele frajdy mi już poza muzyką zostało, tym bardziej, że wg lekarzy wszystko tylko na nie. Nie pal, nie pij, tym w portkach tylko siusiaj, a w żywieniowym menu najlepiej samo zielsko i niegazowana nałęczowianka. Podobno wszystkie smakowite dobrodziejstwa tylko mniej lub bardziej szkodzą. Zero hamburgerów, frytek, coli, chipsów, orzeszków czy batoników Kinder Bueno z ładną panią w telewizyjnej reklamie.
Ostatnio lekarka zwyzywała mnie, że jak to możliwe tak się zaniedbać i nie upomnieć o badania laboratoryjne, bo przy moich bólach kręgosłupa ona teraz nie wie, jakie leki przy doskwierającej mi cukrzycy okażą się skuteczne, a których zażywanie tylko stratą czasu. Na szczęście kręgosłup trochę odpuścił, ale nie ma nic za darmo, jedno zrobiło krok wstecz, to teraz od dwóch tygodni, co zjem, to albo wyrzyguję, albo mnie skręca w nadmiarach wytwarzanej nadkwasoty. Mam nadzieję, że na antenie tego nie słychać, bo naprawdę daję z siebie wszystko, a ostatnie audycje, tkwię w przekonaniu - repertuarowo wyszły mi, jak z nut.


No więc, Eddie Money. Wspominam ciepło, często, słucham z pasją i podnietą, i zawsze jest tak, jak gdyby nadal żył. Jego śpiewanie wprowadza mnie w świetny, niekiedy szampański nastrój, bo miał tych kapitalnych piosenek bez liku. Nie wyobrażam sobie słonecznej pobudki, nabrania chęci do posłuchania chrypki Moneya i nie mieć pod ręką, choćby "Shakin' ", "Take Me Home Tonight", "Two Tickets To Paradise" lub opiewającej w starą życiową mądrość wolnizny "Life For The Taking" - "... cóż, to jest życie - moje życie. Życie, które trzeba wykorzystać. Życie na wyciągnięcie ręki ...".

andy

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 

"SOBOTNI WIECZÓR andy'ego"
w prawie każdą sobotę od 23.00 do 1.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm


UWAGA! -- proszę kliknąć w zdjęcie, aby ujrzeć je bez zniekształceń !