czwartek, 15 sierpnia 2019

Glass Tiger i John Parr na "Top Of The Top" w sopockiej Operze Leśnej

Z dużej chmury mżawka. Wielkie oczekiwania przerosła agrafkowa podaż. Pierwszy dzień sopockiego festiwalu "Top Of The Top" obiecywał wiele, bo przecież na scenie pojawić się mieli importowani artyści do tej pory u nas nieosiągalni. Przede wszystkim, Kanadyjczycy z Glass Tiger oraz rasowy AOR-owiec John Parr. Oczywiście, niczego nie ujmując uroczej Jennifer Page, wokalistce Katrinie Leskanich - z popularnych niegdyś Katrina And The Waves, czy obchodzącej sceniczną 50-tkę Bonnie Tyler.
Wyobrażałem sobie tych wszystkich ściągniętych z dalekiej zagranicy wykonawców jako dania główne, pomiędzy które tylko dorzuci się nieco polskiego jadła, gdyż na co dzień mamy go pod dostatkiem. Wszystko jednak do góry nogami. Perfect w dwóch wejściach zagrali bodaj pięć kawałków ("Chcemy Być Sobą", "Nie Płacz Ewka", "Ale Wkoło Jest Wesoło, "Autobiografia" i coś jeszcze), Agnieszka Chylińska trzy piosenki, wśród których cover O.N.A. "Kiedy Powiem Sobie Dość", Felicjan Andrzejczak jedną, za to wiadomą. Hmmm, facet w dorobku ma nawet kilka płyt, a nieustannie tęskni tylko do pewnej Jolki.
W koncercie podzielonym na dwie części, pierwsza "Forever Young", druga "Love Forever", wystąpiło kilkunastu wykonawców. I o ile do tej drugiej kategorii mogli pasować tacy Kombi - Sławomira Łosowskiego, Izabela Trojanowska czy nawet Anita Lipnicka, o tyle Acid Drinkers? Z nich tacy "love" jak z Behemoth "christian metal". Poznańscy komediowi metalowcy zaprezentowali covery: Raya Charlesa "Hit The Road Jack" oraz "Love Shack" B-52's, zaś Tytus tradycyjnie legitymizował się głosem pralki frani przed naprawą.
Szkoda, że rzadko osiągalni w objęciach kamer Sztywny Pal Azji zaprezentowali tylko "Spotkanie Z..", ale rozumiem, że biesiadnie nastawiona publiczność i tak wolała żabojadzich Ottawan, którzy w swej karierze dorobili się ledwie dwóch hitów ("Hands Up" oraz "D.I.S.C.O"), no i które przy każdej koncertowej okazji serwują, zupełnie niczym ładniutka Jennifer Page swe nieśmiertelne "Crush".
Dobrze, że przynajmniej Bonnie Tyler dano nieco pośpiewać. Na otwarcie bram "Holding Out For A Hero", i tylko szkoda, że jeszcze nie do w pełni zagospodarowanej widowni. W dalszej części właścicielka wciąż najbardziej zdartego gardła zaserwowała klejnot Jima Steinmana "Total Eclipse Of The Heart" oraz "It's A Heartache", a więc piosenkę, od której rozpocząłem pod koniec lat 70-tych z Walijką znajomość.
Katrina Leskanich, z popularnych niegdyś Katrina And The Waves, rzecz jasna przedstawiła spodziewane "Walkin' On Sunshine", i gdy zacząłem właśnie na jej występ zacierać dłonie, ta ze swymi muzykami wbiegła za kulisy szybciej, niż z nich chwilę wcześniej wyskoczyła. I bardzo podobnie sprawy przedstawiały się względem najbardziej przeze mnie pożądanych, tj. Kanadyjczyków z Glass Tiger oraz Brytyjskiego niegdyś AOR-owego mocarza, Johna Parra. Zastanawia mnie, jak ich występy dopięto w warstwie ekonomicznej. Kto z nich był tak tani, bądź kogo stać było na ściągnięcie takich wykonawców, że ci zaśpiewali od biedy po jednej piosence. Przylot, sprzęt, próby, hotel, itd... Jak to opłacalnie zbilansować? Zatem, albo ci wykonawcy obecnie nie kosztują już nic, albo TVN mają nad wyraz elastycznego księgowego.
Gdy Glass Tiger zaserwowali "Someday", publiczność siedziała jak wryta. Co to jest, co ta nieznana piosenka robi pośród "Jolki", "Ewki" i "Szklanej Pogody"? Przy tamtych zapalniczki (w sensie, błysk smartfonów) lub hulaj dusza, tutaj zaś jakaś nieznana ekipa, o której wielkości chwilę wcześniej zapewniała Grażyna Torbicka, lecz my osadzeni na trybunach ni chuja nie znaju. Nawet "Ognie Świętego Elma" zagrane z przytupem i lekkimi fałszami ze strony Johna Parra, tylko z lekka podekscytowały widownię. Uśmiechnięte ryjki na trybunach wzrastały jedynie przy "Przeżyj To Sam" lub "Słodkiego Miłego Życia". I to by było na tyle.
A teraz... obiektywnie przyznam, że Perfect świetni. Markowski, ktoś powie, stary dziad w skórzanych portkach i odwiecznej fryzurze pod młodego Einsteina, a jednak głos i rocka w sercu jegomość ma. Zaś gitarowe solówki Dariusza Kozakiewicza mogły tylko zawstydzić rodzimy narybek rockmanów. Do dzisiaj Kozakiewicz to jeden z top of the tops polskich gitarzystów - czy to się komuś podoba czy nie.
Chylińska, której artystycznie nie znoszę, wypadła bardzo dobrze. Ma kobita głos i wie, co z nim zrobić.
Z Kombi obozu Sławomira Łosowskiego pozostało dawne klawiszowe brzmienie i słuszny image lidera, w tym także właściciela zespołowego logo, jednak cała reszta to jak szwedzki śledź, który na stół trafia po ośmiu tygodniach beczkowania w morskiej wodzie, zakutej w plastikowej beczce na rampie przed wiejską chałupą - prawdziwy kulinarny amoniak.
Sebastian Riedel i jego Cree, jak najbardziej ok. Choć Rychu musi tam na górze dźwigać świadomość, że ze swojego talentu synowi z tarki sypnął jedynie okruchami. Bez szaleństwa, ale miło było zarzucić uchem na "Czerwony Jak Cegła" i "Sen o Victorii".
Izabela Trojanowska była, wystąpiła, podobnie jak Lombard, która to grupa w obecnym kształcie idealnie wpasowałaby się w klimat niejednych dożynek.



=============================
=============================

JOHN PARR


==============================
==============================

GLASS TIGER


===============================
===============================

KATRINA LESKANICH



================================
================================


Andrzej Masłowski
 
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 
"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"





wtorek, 13 sierpnia 2019

top of the top

John Parr i Glass Tiger na Top Of The Top Sopot Festival 2019. Niewiarygodne, ale to prawda. Myślałem, że śnię, gdy napisał mi o tym znajomy. Oby tylko ich występów nie przyćmiła "groźna" konkurencja, co Chylińska, Kombi, Acid Drinkers bądź Felicjan Andrzejczak, u którego zapewne tradycyjnie nastąpi ku Jolce szloch. Oni także wystąpią - to też prawda.
Nastawmy więc TVN o 20.00. Całość w dwóch turach.
Oprócz powyższych, na scenę wkroczą także Bonnie Tyler oraz wokalistka popularnej niegdyś ekipy Katrina And The Waves.
Wystąpi tak wielu wykonawców, że pewnie John Parr i Glass Tiger nie zagrają pełnometrażowych koncertów, ale i tak wielki szacunek dla organizatorów, którzy sięgnęli po tych absolutnie z najwyższej półki artystów, pomimo iż ci swoje najlepsze lata mają już jednak za sobą. Zastanawia mnie obecna wokalna forma Johna Parra i Alana Frew. Liczę, że potwierdzą swą wartość.
Trzymam kciuki za dobrą zabawę, tym bardziej, że z tego właśnie powodu przełożyłem dzisiejsze kino. 

Pustki na półkach Media Markt budzą przerażenie. Być może ma na to wpływ okres wakacyjny, choć niemrawa, a utrzymująca się tam od wielu tygodni atmosfera, nasuwa inne przypuszczenia. Bywam tam niemal tydzień po tygodniu, i z niepokojem dostrzegam, jak z półek ubywa. Niesprzedany towar wraca do dystrybutorów, a w jego miejscu nie pojawia się nowy.
Płyty przestają być priorytetem, obecnie Media Markt zagospodarowuje powierzchnię pod sprzęt RTV i AGD. Z nośnikami winylowymi, CD lub wizyjnymi wygrywają smartfony, pralki, lokówki czy kuchenki elektryczne. Ponadto, do głosu brawurą wdarły się oferty ubezpieczeń - na cokolwiek. Dobrze, że jeszcze tej usługi nie proponuje się nabywcom płyt. Teraz wiem, dlaczego w Komputroniku tak usilnie pan z obsługi klienta wręcz molestował mnie o kilka wariantów ubezpieczeń na kupowane słuchawki. Czysty pieniądz, żaden z tego towar, a wpada ekstra zysk. No chyba, że ktoś takie słuchawki nam ukradnie, a my tego dowiedziemy.
Taśmociąg ubezpieczeń dosłownie wszędzie i na wszystko. Na Poczcie, w elektro- czy budomarketach, niebawem zapewne nawet takie MPK zacznie ubezpieczać oferowane przejazdy od możliwości utraty słuchu za sprawą naparzających z głośników ryczących lektorów przystankowych. 

Mój T-Mobile, czy to wiosną, czy też latem, nigdy nie podeśle smsa, w stylu: życzymy ci złotych plaż, słońca i kolorowych drinków, natomiast co do sekundy nie spóźni nadać powiadomienia: "wystawiliśmy fakturę na...". A pamiętam jacy byli barwni przed zawarciem umowy. I tu automatycznie nachodzi mnie syndrom Żabek. Ta niezwykle popularna sieć spożywczaków, na podstawie telewizyjnych reklam, wydaje się być najsympatyczniejszym sklepikiem. Takim dla każdego, takim zawsze pod ręką, zarówno na każdej ważniejszej ulicy, jak i w niejednym zaułku. Prawda czasu, prawda ekranu jest jednak zgoła inna. W rzeczywistości na zarzucone "Dzień dobry" niemal zawsze powita nas milczenie, a na "do widzenia" cisza wyda nam się jeszcze głośniejsza.





Andrzej Masłowski
 
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 
"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"





poniedziałek, 12 sierpnia 2019

"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 11- na 12 sierpnia 2019 / Radio "Afera" - 98,6 FM Poznań





"NAWIEDZONE STUDIO"
z niedzieli 11- na poniedziałek 12 sierpnia 2019 - godz. 22.00 - 2.00
 
RADIO "AFERA", 98,6 FM (Poznań)
www.afera.com.pl 


realizacja: Tomek Ziółkowski
prowadzenie: Andrzej Masłowski






IAN GILLAN with THE DON AIREY BAND and ORCHESTRA - "Contractual Obligation #2 - Live In In Warsaw" - (2019) - udany występ frontmana Deep Purple z warszawskiej Progresji sprzed blisko 3 lat. Repertuar przewidywalny, lecz nadany wszystkiemu wykop na orkiestrę i organową klawiaturę, plus dobra forma wokalna głównego bohatera, świetne.
- Perfect Strangers
- Hush - {Joe South cover}
- Black Night

BUDKA SUFLERA - "Cień Wielkiej Góry Live" - Przystanek Woodstock 2014 - (2014) - ukłon w stronę wczorajszego realizatora audycji, który kojarzy się prowadzącemu głównie z tym właśnie zespołem. A przy okazji, można było poczuć klimat dawnego Przystanku Woodstock, a dzisiejszego Pol'and'Rock, na który to festiwal wreszcie muszę się wybrać. Tym bardziej, że mam w Kostrzynie przesympatycznych znajomych, pewną Bożenkę z Januszem oraz ich dwie córki, Olę i Alę.
- Intro
- Sen o Dolinie
- Memu Miastu Na Do Widzenia

UFO - "Strangers In The Night" - (1979) - genialny koncert! Jeden z najlepszych, jakie matka natura utrwaliła na fizycznym nośniku. Pierwotnie jako 2-płytowy winyl, którego za młodu wałkowałem po kres. Później mi go skradziono, więc może dlatego na wszelki wypadek od lat trzymam w chałupie dodatkową kopię zapasową. Była to pożegnalna trasa Michaela Schenkera, który co prawda w latach 90-tych powrócił na moment do dawnych kolegów, lecz to już nie było to samo - pomimo świetnej płyty "Walk On Water".
- Doctor Doctor
- Love To Love

BUDGIE - "Nightflight" - (1981) - kolejny mój życiowy klejnot, który wczoraj zagrał pod pretekstem dzisiejszej 37-rocznicy pamiętnego koncertu Papużki w poznańskiej Arenie. Tamtego dnia miałem na sobie świeżo zakupioną koszulkę, z napisem "Krzak Blues Rock Band", którą można było wykręcać już po pierwszym kwadransie. Byłem totalnie ogłuszony głośnikami marki Peavey, do których niemal mnie przyspawała tamta muzyka - a wszystko po prawej stronie sceny. Ach, co za czasy!
- Keeping A Rendezvous

IRON MAIDEN - "Powerslave" - (1984) - kocham ten okres Maidenów - to raz, a dwa, poszło wczoraj w eter z uwagi na skojarzeniową z "Nightflight" okładką, notabene tego samego twórcy - Dereka Riggsa.
- 2 Minutes To Midnight

ALVIN LEE - "RX5" - (1981) - tu także projekt graficzny Dereka Riggsa, choć szybujący bardziej w kosmiczne rewiry. Bardzo udany album ex-lidera Ten Years After, choć znany raczej jedynie najzagorzalszym sympatykom jego talentu. Tutaj wokalnymi (oraz gitarowymi) rolami podzielili się panowie Alvin Lee oraz ex-muzyk Rare Bird, Steve Gould.
- Hang On

NAZARETH - "Rampant" - (1974) - jedna z najwspanialszych ballad Nazareth, choć nigdy nie dostąpiła zaszczytu popularności takich "Dream On" czy coverowej "Love Hurts".
- Loved And Lost

NAZARETH - "Hair Of The Dog" - (1975) - najlepsze dzieło Szkotów, i to bez dwóch zdań. Jak na połowę lat 70-tych był to chwilami niemiłosierny czad. Nawet Deep Purple, Uriah Heep i Led Zeppelin, aż tak wysoko nie podnosili decybeli.
- Miss Misery

YES featuring JON ANDERSON, TREVOR RABIN, RICK WAKEMAN - "Live At The Apollo" - (2018) - koncert z O2 Apollo Manchester, z 25 marca 2017 roku, niemal w okowach identycznego repertuaru, co ten z czerwca 2018 roku w naszej Warszawie. Muzycy w błyszczącej formie. Czas ich nie rusza, a grubo ponad siedemdziesięcioletni Jon Anderson śpiewa, jak by mu gardło jeszcze w latach 70-tych odpowiednio zabezpieczył dobry konserwator.
- Hold On
- Rhythm Of Love

ROBSON & JEROME - "Take Two" - (1996) - wyborny brytyjski duet, działający w połowie lat 90-tych. Nagrali tylko dwa albumy, na trzeci nie dali się namówić, pomimo kuszącej wielomilionowej w funtach oferty. Obie płyty zawierały tylko same covery. Piosenki epoki 50/60's., a więc okresu sweetly pop oraz rock'n'roll. Mieli faceci nosa do doboru repertuaru, a przede wszystkim świetnie śpiewali. W kąciku wakacyjnym chętnie przypominam takie płyty. Raz, że tuszują obecny niedostatek w dobrych piosenkach, a dwa, może też kogoś ze słuchających takie nastroje zainspirują?
- What Becomes Of The Broken-Hearted - {Jimmy Ruffin cover}
- The Love Ways - {Buddy Holly cover}
- Something's Gotten Hold Of My Heart - {Gene Pitney cover}

MARC ALMOND - "The Stars We Are" - (1988) - jedna z najlepszych płyt połowy duetu Soft Cell, a jednocześnie wydobyliśmy z niej chyba najlepszą przeróbkę wielkiego przeboju Gene'a Pitneya. I co ważne, z jego udziałem.
- Something's Gotten Hold Of My Heart - {featuring Special Guest Star GENE PITNEY}

NICK CAVE & THE BAD SEEDS - "Kicking Against The Pricks" - (1986) - mroczny Australijczyk przerzucił tę z pozoru grzeczną piosenkę na stropy zaciemnionych starych komnat okresu lamp naftowych.
- Something's Gotten Hold Of My Heart - {Gene Pitney cover}

ROBSON & JEROME - "Robson & Jerome" - (1995) - debiut Brytyjczyków, tak samo udany jak drugi album, od którego rozpoczęliśmy wczorajszy przegląd ich skromnego dorobku.
- If I Can Dream - {Elvis Presley cover}
- This Boy - {The Beatles cover}

THE BEATLES - "I Want To Hold Your Hand" - (1963) - singiel. No proszę, Robson i Jerome doprowadzili nas także do Beatlesów. A, że nie było sensu nadawać tylko "This Boy", to też tytułowe dla singla "I Want To Hold Your Hand" również zapodałem, tym bardziej, że trwa tyle, co nic. Czas całego singla, to nieco ponad cztery i pół minuty.
- I Want To Hold Your Hand
- This Boy

ELVIS PRESLEY - "Artist Of The Century" - (1999) - kompilacja. A nie mówiłem, że jeśli potrzebuję jakiejkolwiek piosenki Króla Rock'n'Rolla, to znajduję ją właśnie na tej 3-płytowej kompilacji? Po raz kolejny ta okazała bombonierka sypnęła czekoladką z przepysznym nadzieniem.
- If I Can Dream - {singiel 1968}

THE BEATLES - "With The Beatles" - (1963) - powyższy singiel Bitelsów powstał w okresie tego właśnie albumu, jednak żadna z obu piosenek tutaj nie zakotwiczyła. A, że lubię ten album, okładkę (chyba jak my wszyscy), tak więc nadałem piosenkę finałową, która jest jedną z najlepszych, choć wiedzą o tym tylko odbiorcy całych płyt. Pobieżni entuzjaści liverpoolskiej Czwórki mogą się tego kawałka nigdy nie doczekać na obecnych falach FM.
- Money (That's What I Want)

JOE COCKER - "Greatest Hits" - (1998) - kompilacja. Niby składak, a jednak cover Jimmy'ego Ruffina był na nim czymś nowym, co Joe Cocker nagrał specjalnie na to właśnie wydawnictwo. Dlatego nigdy nie lekceważmy płyt opatrzonych szyldem "Greatest Hits" lub "The Best Of".
- What Becomes Of The Broken-Hearted - {Jimmy Ruffin cover}

ROD STEWART - "Soulbook" - (2009) - ten zawierający soulowe klasyki album, chyba najpiękniej zachrypniętego Szkota, był wówczas głębokim oddechem po pięciu jego dziełach retro, które nawet cieszyły przy częściach nr 1, 2, no może jeszcze 3, lecz później... Nawet jeśli na "piątce" Rod świetnie zaśpiewał "Beyond The Sea".
- What Becomes Of The Broken Hearted - {Jimmy Ruffin cover}

DON FELDER - "American Rock'n'Roll" - (2019) - super album, choć mocno krytykowany przez tych naszych medialnych znawców. Ameryka panie, tak, to jest prawdziwa Ameryka, a u nas mało kto czuje takie rzeczy. W kraju przesiąkniętym smutnymi piosenkami rzadko kto lubi takie soczyste witalne gitarowe granie, z melodiami sprokurowanymi pod stadionowy tętent.
- American Rock'n'Roll - {Special Guest Guitarist SLASH / Drums MICK FLEETWOOD}
- Falling In Love - {keyboards STEVE PORCARO}
- Hearts On Fire - {keyboards DAVID PAICH}

EAGLES - "One Of These Nights" - (1975) - chyba najlepsza płyta Orłów, choć ja sentymentalnie najbliżej tkwię przy "The Long Run". Miałem wówczas czternaście lat, więc sami Szanowni Państwo rozumiecie, co wówczas czuje człowiek. Jednak, gdy wyłączam emocje, to rozum i słuch podpowiadają, "One Of These Nights" absolutnie najdoskonalszą płytą Freya, Henleya i reszty tamtego zacnego bractwa.
- Visions - {główny wokal DON FELDER}
- After The Thrill Is Gone - {główny wokal GLENN FREY oraz DON HENLEY}
- I Wish You Peace - {główny wokal BERNIE LEADON}

MICHAEL THOMPSON BAND - "Love & Beyond" - (2019) - trochę zaniedbałem tę nowość. Tuż po jej pojawieniu zaprezentowałem jakiś początkowy fragment i tyle. Wczoraj nadarzyła się okazja, by zaserwować fantastyczną trzyutworową końcówkę.
- What Will I Be Without You - {śpiew LARRY ANTONINO}
- Starting Over - {śpiew LARRY ANTONINO}
- 'Til We Meet Again - {instrumentalny}

THE LIGHTNING SEEDS - "Like You Do... Best Of The Lightning Seeds" - (1997) - kompilacja. Bardzo lubię ich pełną polotu i pozytywnej energii płytę "Jollyfication", którą niedawno w pewnym sklepie widziałem za piątaka. Serce zabolało, ale cóż, znak czasów. Dzisiaj muzyka nie kosztuje nic, a co najlepsze, niemal wszyscy wykonawcy godzą się na postawione strumieniowe warunki. I nagrywają, nagrywają, potem za friko udostępniają, a nawet do tego usilnie zachęcają. Ok, skoro tak, to tak - ich prawo. Na dobranoc poszedł fajny piłkarski numer, którego wydano w 1996 roku na singlu, a rok później dorzucono do udanej kompilacji, jako pozaalbumową nowinkę. Nie tylko zresztą ją.
- Three Lions - {piosenka na EURO 1996, którego gospodarzem była Anglia}


==================================

"NOCNIK"

A w Nocniku... dawno nie było pierwszych trzech kawałków z płyt Tomka. Wczoraj Heather Nova i Bruce Springsteen ze swoich najnowszych płyt, zaś Simply Red w bardzo lubianym hicie z ich czwartego albumu. 
Własnoręczna rozpiska Tomka poniżej:






Andrzej Masłowski
 
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 
"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"







niedziela, 11 sierpnia 2019

dzień radiowy

Po intensywnym pobycie nad morzem równie aktywnie powitał mnie Poznań. Nie wypocząłem nic a nic, ale to dobrze, nie potrafię usiedzieć w jednym miejscu, tym bardziej nudzić.
W miniony piątek Tomek Ziółkowski wyciągnął mnie na Bułgarską na Kolejorza, na mecz ze Śląskiem. Dostaliśmy zasłużone wciry, choć do końca ponad trzydzieści dwa tysiące kibiców tkwiło w nadziei przynajmniej doprowadzenia do wyrównania.
Lubię meczową atmosferę Bułgarskiej 17. Udzielają mi się odpowiednie przyśpiewki i skandy, to coś, co bardzo oczyszcza. Człowiek daje upust emocjom, ładując akumulatory dobrej energii.
Mój syncio Tomcio był niedawno na weselisku przesympatycznego sportsmana, mordoładowacza Pakola, na której to uroczystości jeden kawałek "zaśpiewał" Peja. To dopiero się porobiło. Gdyby nie mój urlop poza rogatkami Grodu Przemysła zapewne pojechałbym przybić blachę Pakolowi, któremu z tego miejsca pragnę życzyć ogromu szczęścia na nowej, lecz zablokowanej pełnią wolności drodze życia!
Wczorajsza kąpiel w jeziorze lusowskim jakże cieplejsza od tej w Bałtyku, choć wszyscy moi kompani chóralnie stwierdzili, iż na starość zrobiłem się zmarzluchem. Fakt, dawne to czasy, kiedy do morza wskakiwałem za pierwszym pociągnięciem.
Wczorajszym wieczorem niezły relaks zaproponowało TVP Kultura, serwując udany koncert Faith No More z francuskiego festiwalu Hellfest sprzed kilku lat. Szkoda, że na kanale ograbionym z jakości HD. Faith No More w bieli i florystycznej otoczce wyglądali komunijnie, choć grzali piekielnie. Dawno ich nie słuchałem, dlatego tym milej było pogapić się na Mike'a Pattona i jego kolegów oraz posłuchać kawałków z kapitalnych "The Real Thing", "Angel Dust", jak też mniej mi bliskiej, najświeższej "Sol Invictus".
Dziś dzień radiowy. Zapraszam przed odbiorniki o 22-giej. Audycję poprowadzę z Tomkiem Ziółkowskim, który bez żadnego namawiania zgodził się dzisiejszy program zrealizować. Podobno niebawem będę mógł podidżejować. I can't wait.






Andrzej Masłowski
 
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 
"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"






piątek, 9 sierpnia 2019

SUBLUNAR - "A Welcome Memory Loss" - (2019) -








SUBLUNAR
"A Welcome Memory Loss"
(wydawnictwo własne / self-released)

**1/2






Do redakcji dotarł kompakt dysk młodej ambitnej podkarpackiej formacji Sublunar. Ich debiut "A Welcome Memory Loss" podąża prog-rockowym, niekiedy wręcz metalizującym szlakiem, jest anglojęzyczny i zdecydowanie gitarowy. Oferowane dzieło rysuje niezłe perspektywy, choć przydałby się grupie dobry kompozytor, jakiś zmysłowy aranżer, a przede wszystkim producent. Sublanerzy technikę mają w miarę opanowaną, co już na starcie uświadamia, iż nie obcujemy z żadnymi golasami, jednak dobrze byłoby pokusić się o nieco atrakcyjniejszy repertuar. Ten jest zbyt monotonny, chwilami za bardzo skondensowany i duszny, co dla wymagającego art-rockowego odbiorcy, który może powybrzydzać wśród DreamTheaterów, StevenówWilsonów, itp... atrakcją nie jest. Kto wie, być może na ten stan rzeczy wpływa również dyspozycja Łukasza Dumary, którego skala głosu mocno ogranicza pole działania.
Słychać, że Sublunar lubią nastrojowe lico Anathemy, kombinatorskich King's X czy niekiedy wirtuozerskich Rush, tylko teraz sami muszą to wszystko przerzucić na własne terytorium uprawianej sztuki. Co prawda bywają pełne nadziei momenty, jak choćby w drugich częściach kompozycji "Square One" lub "Grains Of Sand", jednak w ich przypadku mówimy tylko o dobrych podwalinach.
Słychać drzemiący potencjał w panach Jabłońskim i Pęczkowskim, pomimo iż urodzonymi gitarowymi wirtuozami nie są. Jednak pracą i w sukces wiarą też da się góry przestawiać, czego całej piątce tych dżentelmenów życzę w kolejnym ich muzycznym wymiarze.
Ta płyta to na razie tylko mleczak, na prawdziwe kły musimy jeszcze poczekać.






Andrzej Masłowski
 
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 
"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"





sobota, 3 sierpnia 2019

wolne

Wyskoczyłem na kilka dni. Łamię zakazy, nakazy mnie nie obchodzę. Nie odbieram telefonów, mało mówię i dużo śpię. Szwendam się po wydmach, z których widać lepiej, słychać mniej.
Jutrzejsze Nawiedzone w rękach Szymona Dopierały. Życzę dobrego odbioru, jednocześnie wszystkim Słuchaczkom oraz Słuchaczom ślę moc pozdrowień.
25-lecie audycji obchodzę w równie stosownym tonie, co tutejsza słona woda. Wiadomo, w dzisiejszych czasach radio nie znaczy zbyt wiele (bo i też w dużym stopniu samo sobie na to zapracowało), jednak moje coniedzielne FM i tak czyni wszystko, by nie zatonęło.
Fotki z okolic wydm nawet całkiem całkiem, a jednak już teraz deklaruję, że za pierwsze ekstra pieniądze zakupię porządny fotoaparat. Czuję zażenowanie jakością do tej pory zamieszczanych zdjęć, pora więc ruszyć tyłkiem.
Słucham starych płyt: The Seahorses "Do It Yourself" lub Keane "Under The Iron Sea". Jest miło, chwilo trwaj.






 

Andrzej Masłowski
 
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 
"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"