wtorek, 6 września 2016

De/Vision w 2001 roku....

W ostatnich dniach De/Vision wydali nową płytę, zatytułowaną "13". Jeszcze jej nie posłuchałem, lecz za sprawą innej syntezatorowo-popowej formacji Mesh, i ich najnowszego dzieła "Looking Skyward", powróciłem myślami właśnie do poznańskiego koncertu De/Vision, który odbył się 5 listopada 2001 roku w dusznym nieklimatyzowanym Eskulapie. Co do teraz nie uległo zmianie.
W pamięci noszę już tylko pojedyncze kadry, niestety mocno za sprawą czasu postrzępione. W pamiątkowym albumie z zachowanymi biletami, też zapisałem niewiele. Zdjęć żadnych. Nie było wówczas smartfonów, a typowego aparatu fotograficznego jakoś nigdy nie nabyłem. I tak, aż do teraz.
W 2001 roku najprawdopodobniej miałem już nowiuśkiego srebrnego Samsunga, następcę pomarańczowego Alcatela, który służył dzielnie przez bite trzy lata. Oba te urządzenia niestety były jeszcze mocno prymitywne. Nie dość, że o wbudowanym aparacie foto nie mogło być mowy, to we wspomnianym Alcatelu nie można się było pomylić podczas pisania sms-ów, gdyż w razie czego, wszystko należało skasować, i od początku... Model ten nie posiadał opcji "zaznacz", "usuń", "Wklej", "pisz dalej", itp.... Malutki ekran pozwalał jedynie na śledzenie tekstu dwóch wersów. Miał on jeszcze taką suwającą się klapkę do ochrony klawiatury, co było ważne, choćby z racji braku zabezpieczenia blokady ekranu urządzenia. Był to sporych rozmiarów pomarańczowy aparat, który przykuwał ogólną uwagę, ponieważ w tamtym czasie niemal wszystkich pogrążyły Nokie.
Okropne wzorniczo, w dodatku osadzone w smutnawych srebrno-szaro-czarnych barwach.
Powróćmy do tematu... Cóż ja tam zanotowałem, w tym moim koncertowym pamiętniku? A to, że występ potrwał trzy godziny. Przed gwiazdą wieczoru, czyli De/Vision, wystąpili inni synth-popowcy z Toy, których posiadam nawet płytę CD, gdy zwali się jeszcze Evil's Toy. Niestety nie zanotowałem listy utworów, a przynajmniej choćby kilku z nich. Widać nie było to wówczas do niczego potrzebne. Zapewne liczyłem na dobrą pamięć, którą jako 36-latek musiałem jeszcze mieć. Szkoda, nie przewidziałem, że po piętnastu latach pozostaną w mej głowie tylko strzępy. Ale i z nich da się coś wydobyć. Zapamiętałem wokalistę Steffena Ketha, występującego w wełnianej ciemnej czapeczce. Chyba z lekka przyciasnawej. Wyglądał modnie. Nie potrafiłem tylko pojąć, jak on się w niej nie ugotował. W Eskulapie, w którym obowiązywała temperatura wrzenia, a Steffen śpiewał z przejęciem i wcale nie statecznie. Z moich skroni spływały sople potu, które poprzez plecy, uda, wdzierały się do stóp.  Steffen zaś w tej wełnianej czapeczce przez cały czas suchutki i świeży, jakby dopiero opuścił łaźnię. Gdy osiem lat później rzuciłem w cholerę papierosy, zrozumiałem w czym tkwiła przyczyna.
Zanotowałem ponadto, a raczej odnotowałem zakup maxi singla CD "Heart-Shaped Tumor". Cena 25 złotych. Niemało, ale na koncertach z reguły płyty bywają droższe. Przyznam, gdybym tego nie zapisał, nie zapamiętałbym tego faktu. Mało tego, w ogóle zapomniałem o istnieniu tego wydawnictwa. Przed dzisiejszym wyjściem do roboty zajrzałem do rzadko odwiedzanej szafki z singlami oraz maxi singlami, i faktycznie - jest! Ten spokojnie leżakował w regale pomiędzy innymi zapomnianymi. Chyba nabyłem go na pamiątkę z tamtego wieczoru. Nie przypominam sobie, bym go kiedykolwiek posłuchał. A jeśli tak, to musiało być to jedynie wówczas, po udanym występie. Singielek nafaszerowany remiksami, których nigdy nie lubiłem, a tutaj ich aż pięć. Na pocieszenie zauważyłem dwa nagrania spoza podstawowego albumu. Muszę posłuchać.
Troszkę bzdur Państwu nagadałem w minioną niedzielę. Bo jak się okazuje, wcale nie była chwalebna frekwencja, na kartce stoi jak byk zapisane: "ludzi mało - ok. 300 osób". Hmmm... Jednak pamięć bywa zawodna. Zastanawiam się tylko, na ile te moje wspomnienia mają w takim układzie sens, skoro wiele z nich nie da się już zweryfikować.






Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00


"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"






poniedziałek, 5 września 2016

Uriah Heep, Wishbone Ash...

Na początku wczorajszego Nawiedzonego Studia zaserwowałem szczyptę możliwości Wishbone Ash oraz Uriah Heep. Zespołów, które na przełomie późnej jesieni a wczesnej zimy odwiedzą nasz kraj na kilku koncertach. Choć nas rzecz jasna najbardziej interesują te poznańskie.
Nie oszukujmy się, nie da się porównać dawnej wielkości obu grup ze współcześnie funkcjonującymi składami, niemniej koncerty, to koncerty, a te zawsze rządzą się swoimi prawami.
W najlepszych czasach dla tego typu muzyki oba te bandy grały wręcz niesamowicie. Z polotem, wirtuozerią, kunsztownie i z finezją. Nie przesadzę ze stwierdzeniem, że słuchając Uriah Heep "Live - January 1973" oraz Wishbone Ash "Live Dates" mamy do czynienia z jednymi z najlepszych koncertowych płyt tego świata. To prawdziwe abecadło i obowiązkowa przepustka do dalszych penetracji rocka. Proszę uwierzyć, że nie tylko Led Zeppelin czy Pink Floyd nagrywali kamienie milowe. Pozwolę sobie nawet na stwierdzenie, iż trudno będzie okrzyknąć rockowego fana autentykiem, skoro nie ruszają go takie albumy, jak: UFO "Strangers In The Night", Thin Lizzy "Live And Dangerous", Yes "Yessongs", Genesis "Seconds Out", Queen "Live Killers", Deep Purple "Made In Japan" czy Rush "Exit...Stage Left". Oto ledwie kilka wybitnych koncertówek, spośród obfitej talii. Rocka naprawdę nie zainicjowali Nirvana, The Smiths, bądź Joy Division - choć wszyscy świetni i także kultowi.
Czasem z moim dobrym znajomym po cichu się "podśmiechujemy", że najlepszych muzyków wyprodukowały roczniki 1945-1955. I ogrom tu faktów nie dających się obalić. Inna sprawa, że właśnie tamto pokolenie miało przywilej korzyści. Bowiem nikogo nie było przed. No chyba, że weźmiemy pod uwagę mistrzów muzyki klasycznej.
W okresie 1967-75 rock tworzył się w zgodzie z naturą, bez całej tej śmierdzącej otoczki. Artystów cechowała niewinność, lekkość twórcza, swoboda myślenia. Wszystko wówczas było pierwsze. Panowało twórcze dziewictwo. Nuty same wskakiwały na pięciolinie. Owszem, ingerowały w artystów alkohol, narkotyki, ale nawet i one nadawały swoistej mocy, choć pochłonęły przy tym kilku geniuszy. Zespoły takie, jak Uriah Heep czy Wishbone Ash, choć muzycznie od siebie troszkę odległe, miały wielu wspólnych fanów. Fanów, którzy nie dzieli muzyki na gatunki, podgatunki, stylistykę czy inne diabelstwo, a po prostu na dobrą i złą. Tamta epoka jawiła się twórczo i postępowo - czytaj: progresywnie. Co wcale nie oznacza, że wszyscy grali rocka, często mylnie klasyfikowanego jako rock progresywny. Większość z nas uważa, że ten rodzaj sztuki uprawiali jedynie wirtuozi organów, gitar, snując przydługawe opowieści, jak ELP, Genesis, Yes, Pink Floyd, itd. Tymczasem postępowymi artystami stali choćby tacy, jak: Bob Dylan, Joan Baez, Simon And Garfunkel, na równi obok psychodelicznych Jefferson Airplane, blues-rockowych Cream, czy demoniczno-metalowych Black Sabbath. Wszyscy oni działali w jednym czasie i tworzyli swoje. Każdy zasługiwał na miano oryginału i był swoistym klejnotem w koronie. Wspomniani Uriah Heep i Wishbone Ash także. Uriah Heep posiadali genialnego wokalistę Davida Byrona - prawdziwego artystę, takiego z krwi i kości. Jakże go bardzo brakuje. Bo choć Jurajka po jego odejściu nadal dzielnie się trzymała, a i trzyma po dziś dzień, to już nigdy nie eksplodowała. Dlatego rozumiem sympatyków tego zespołu (trzymanego w tamtych latach w ryzach głównie przez Kena Hemnsleya i Micka Boxa), że kłopotliwie znoszą ich późniejszą działalność. Działalność, którą ja osobiście nadal lubię, a czasem nawet i bardzo. Jednak styczniowy występ roku 1973 z Town Hall w Birminghan, to prawdziwy majstersztyk - nie do przecenienia. Ależ oni byli w formie. Jak to wszystko zostało tam zagrane, no i jak sam David Byron zaśpiewał, ach! Zupełnie, jakby alkohol nic a nic nie szkodził. Grupa zagrała jakby została opętana przez dobre duszki. Bez eksperymentów, a jedynie tylko same przeboje, ale za to jak. Znane z debiutanckiego "Very 'Eavy, Very 'Umble" (kompozycja "Gypsy"), aż po aktualny wówczas "The Magician's Bithday" (nagranie tytułowe, "Sweet Lorraine" oraz genialne "Sunrise" - otwierające notabene cały występ). Z powtykanymi ówczesnymi (młodymi) już klasykami, jak pędzący "Easy Livin' ", podniosła mini suita "July Morning", czy też klasowy hard rocker "Look At Yourself". By pod koniec występu pobawić się jeszcze z publiką rock'n'rollami. Koncert marzenie. Dzisiaj już tylko możliwy do posłuchania z płyty.
Z tamtego składu ostał się jedynie gitarzysta Mick Box. Od dawna nie żyją Gary Thain i David Byron, zaś Lee Kerslake z Kenem Hensleyem uważają przygodę za dawno zakończoną. Przy czym należy dodać, iż Ken Hensley w ogóle traktuje obecnych Uriah Heep jako tribute band, troszkę naśmiewając się z aktualnych poczynań Micka Boxa i jego zespołowych kompanów.
Podobnymi ciepłymi słowami poczuwam się obdarzyć koncertówkę Wishbone Ash "Live Dates". Ten 2-płytowy album, także wydany w tym samym 1973 roku, jest kolejną rewelacją. Naprawdę nie trzeba znać większości płyt Wishbone Ash, proszę mi zaufać, ale tego tytułu nie wolno odpuścić. Mało tego, można nawet pominąć fajną płytę "No Smoke Without Fire", jak i połowę kanonowego albumu "There's The Rub", nic się złego nie stanie, lecz niech nikt nie warzy odrzucić pierwszych czterech studyjnych dzieł, no i oczywiście wspomnianego "Live Dates". Bo to tak, jakby katolik zapomniał dziesięciu przykazań, a astrofizyk układu słonecznego. Co prawda "Live Dates" nie jest rejestracją jednego konkretnego występu, a splotem ich kilku (ze Zjednoczonego Królestwa), za to wszystko poukładano i zmiksowano na tyle korzystnie, że całości słucha się z zapartym tchem. Nawet pomimo kilku przymusowych wyciszeń. Jednak to, czego Wishbone Ash dokonali podczas tamtej trasy, gitarowo przechodzi ludzkie pojęcie. Człowiek odnosi wrażenie, jakby nikt inny nie był w stanie piękniej zagrać na tym instrumencie, Cóż za niezwykłe solówki, gitarowe dialogi. Wszystko z finezją, przestrzennie, bogato, melodyjnie, a i z pewną poetyką. Słowem - mistycznie. Ten czarujący dwupłytowiec obrazuje grupę tuż po wydaniu cudownej "Wishbone Four" (tutaj z niej "Ballad Of The Beacon" i "Rock'n'Roll Widow"), nie zapominając przy tym o wielu smaczkach z albumów wcześniejszych. Proszę posłuchać całości i przetrzeć uszy ze zdziwienia. Jeśli nie spodobają się komuś obłędne "Phoenix", "Throw Down The Sword", "The King Will Come", bądź "The Pilgrim", to niech rzeczywiście odpuści sobie to piękne archeo granie i nadal zapycha uszy Red Hotami, albo całą tą krótkowzroczną alternatywką. O której nikt ciepłego słowa nie napisze za kolejnych czterdzieści lat. Co tam czterdzieści - za pięć.
Reasumując.... polecam posłuchanie obu koncertowych albumów Uriah Heep i Wishbone Ash. Raz, by liznąć wielkiego rocka z dawno już minionej epoki, dwa, by po prostu nie przegapić nadchodzącego spotkania z Mickiem Boxem i Andym Powellem. Żyjącymi legendami wielkiego grania.






Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",

w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00


"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"





"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 4 września 2016 - Radio "Afera", Poznań, 98,6 FM








"NAWIEDZONE STUDIO"
niedziela 4 września 2016 r. - godz.22.00 - 2.00
 
RADIO "AFERA", 98,6 FM (Poznań)
www.afera.com.pl 


realizacja: Tomek Ziółkowski
prowadzenie: Andrzej Masłowski






WISHBONE ASH - "Live Dates" - (1973) -
- Warrior

URIAH HEEP - "Uriah Heep Live - January 1973" - (1973) -
- Introduction
- Sunrise

URIAH HEEP - "Fallen Angel" - (1978) -
- Woman Of The Night
- Come Back To Me
- Love Or Nothing

UFO - "Strangers In The Night" - (1979) -
- Shoot Shoot

PALACE - "Master Of The Universe" - (2016) -
- Matter In Hand

SCORPIONS - "Acoustica" - (2001) -
- Dust In The Wind - {Kansas cover}

REO SPEEDWAGON - "Nine Lives" - (1979) -
- Back On The Road Again

CHINA SKY - "China Sky II" - (2015) -
- One Life
- The Road Not Taken
- You're Not Alone

CHINA SKY - "China Sky" - (1988) -
- The Last Romantic Warrior

NEW MODEL ARMY - "Winter" - (2016) -
- Winter

NEW MODEL ARMY - "Impurity" - (1990) -
- Purity

NEW MODEL ARMY - "Thunder And Consollation" - (1989) -
- 225
- Vagabonds

DE/VISION - "Two" - (2001) -
- Escape The World

MESH - "Looking Skyward" - (2016) -
- My Protector
- The Fixer

DEPECHE MODE - "Speak & Spell" - (1981) -
- Puppets

NEW ORDER - "Low-Life" - (1985) -
- This Time Of Night

BLACKFIELD - "Blackfield" - (2004) -
- Where Is My Love - {z dodatkowego CD}
- Blackfield
- Summer
- The Hole In Me
- Hello

BLACKFIELD - "II" - (2007) -
- Miss U
- End Of The World

NICK CAVE & THE BAD SEEDS - "The Good Son" - (1990) -
- Sorrow's Child

PINK FLOYD - "1967 - The First 3 Singles" - (1997) -
- Arnold Layne
- Candy And A Currant Bun
- See Emily Play
- Scarecrow
- Apples And Oranges
- Paint Box

HOW WE LIVE - "Dry Land" - (1987) -
- In The City

PROTO-KAW - "Before Became After" - (2004) -
- Words Of Honor
- Axolotl


Tomek Ziółkowski jako pierwsze nagranie w "Nocniku" nastawił "Auld Wives" grupy Bear's Den. Z dobrze nam znanej płyty "Red Earth & Pouring Rain".



Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00


"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"






niedziela, 4 września 2016

portret właściwy

30 września wejdzie do kin film w reżyserii Jana P. Matuszyńskiego "Ostatnia Rodzina". To najbardziej wyczekiwana przeze mnie jesienna premiera. I nie ma nawet żadnej porównywalnej do tego płyty, spośród bogatego wachlarza zapowiedzi.
Ostatnio na oficjalnym Facebookowym profilu filmu można było obejrzeć kolejny trailer. Tym razem z powtykanymi scenkami i dialogami. Można było także przekonać się, jak blisko prawdziwych postaci stoją odtwórcy głównych ról: Andrzej Seweryn (Zdzisław Beksiński) oraz Dawid Ogrodnik (Tomek Beksiński). Choć jednak, jak będzie naprawdę, przekonamy się za nieco ponad trzy tygodnie.
Film zostanie poprzedzony książką Wesława Weissa, która na półki księgarskie trafi już w drugiej połowie miesiąca. Temat samej książki pojawił się stosunkowo niedawno - zaledwie kilka tygodni temu. Jej tytuł "Portret prawdziwy" może nawet z lekka nawiązywać do wydanej przed dwoma laty "Beksińscy. Portret podwójny" - autorstwa Magdaleny Grzebałkowskiej. Jednak spodziewajmy się czegoś zgoła innego. Wiesław Weiss znał dobrze Tomka jako radiowca, kolegę prasowego (Tomek pisywał recenzje oraz felietony do "Tylko Rocka" - redagowanego przez Wiesława Weissa), powszechnie uznanego anglistę i tłumacza wielu filmowych list dialogowych, wreszcie jako po prostu dobrego kolegę. I właśnie oczyma tego ostatniego postanowił skoncentrować się na ciekawym, aczkolwiek w konsekwencji tragicznym życiu lubianego przez wielu z nas "Nosferatu" Beksińskiego. W najnowszym wrześniowym magazynie "Teraz Rock" możemy zapoznać się z niewielkim wyciągiem z zapowiadanej książki - na stronach 100-102. Ten malutki fragment nie zaostrza należycie apetytu, bowiem nie ma w nim niczego, czego prawdziwy sympatycy Tomka, by nie wiedzieli. Żywię jednak nadzieję na całą pozostałą resztę. Liczę na ciekawe epizody radiowe, kulisy współpracy z "Tylko Rockiem", a troszkę mniej na stosunki rodzinne - o tych sporo już zdążyła rozpisać się wspomniana Magdalena Grzebałkowska.
Pragnąłbym ujrzeć portret człowieka, być może i nieco ekscentrycznego, aczkolwiek normalnego, uczuciowego i wrażliwego zarazem. Niech książka ta przechyli szalę na bardziej pozytywny obraz Tomka.
Po lekturze "Beksińscy. Portret podwójny" stoczyłem wiele pogaduszek. Bardzo rozbolały mnie przede wszystkim niewłaściwe osądy i postrzeganie postaci Tomka. Ludzie dotąd niezaangażowani uczuciowo w jego postać odbierali go jako kapryśnego i niesfornego smarkacza, który nigdy należycie nie wszedł w dorosłość. A jego wampiryczne upodobania, czyli opowieści z krypty, podlane odpowiednimi rekwizytami, jak posiadanie peleryny, potężnej kolekcji horrorów, itp.itd. wcale nie przyjęto z przymrużeniem oka, a jako przejaw choroby psychicznej. Proszę uwierzyć, iż mój egzemplarz książki p.Grzebałkowskiej krążył po niemałej części Poznania i przeczytało go mnóstwo osób. Przeważająca większość "nie znająca się" należycie na Tomku, i nigdy nie śledząca jego audycji czy felietonów, po prostu w sposób kompromitujący oceniła jego sylwetkę. Mam zatem nadzieję, iż książka Wiesława Weissa troszkę to zrekompensuje. Nie chodzi o wybielanie czegokolwiek, a o pozytywne epizody z jego życia, o których p. Grzebałkowska kompletnie zapomniała. Po filmie tego się nie spodziewam, bowiem niewiele da się zrobić w kilkudziesiąciominutowym obrazie. W nim spodziewajmy się ogólnego zarysu losów rodziny. Mam przede wszystkim nadzieję, że Dawid Ogrodnik należycie odtworzy, i zarazem ożywi postać nieodżałowanego Nosferatu.
Wypatruję jednego i drugiego. Z zapartym tchem.





Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00


"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"






piątek, 2 września 2016

WISHBONE ASH w 2017 r. na 4 koncertach w Polsce





Na początku 2017 roku wpadnie do nas na cztery koncerty grupa Wishbone Ash
Trasa "The Tough And Tender Tour 2017" przebiegnie następująco:

28 stycznia - Poznań
29 stycznia - Gomunice (województwo łódzkie)
30 stycznia - Czechowice-Dziedzice (województwo śląskie)
1 lutego - Wrocław







Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00


"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"



URIAH HEEP w grudniu 2016 na 3 koncertach w Polsce






Uriah Heep w grudniu przyjadą do Polski na trzy koncerty. Grupa wystąpi:

2 grudnia: Katowice "Mega Club"
3 grudnia: Poznań "Eskulap"
4 grudnia: Gdańsk "Klub B90"

Bilety: 110 zł / w dniu koncertów 130 zł






Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00


"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"




czwartek, 1 września 2016

wrzesień jesień

Już po wakacjach. Nastało wrzesień jesień. Dzieciaki poszły do szkół. Od rana mnóstwo białych koszulek, obciachowych (niby eleganckich) garniturków, a na wysokości Urszulanek także granatowych mundurków. Okropny sztywniacki widok. Tak samo, jak cała ta dzisiejsza data - pierwszy września. I naprawdę wcale nie tylko z uwagi na kolejną rocznicę agresji Trzeciej Rzeszy na Polskę. Choć lato 1939 ponoć było upalne do samiuśkiego końca. Podobnie jak to z 1944, gdy w Warszawie zmobilizowali się Powstańcy. Wówczas nawet usilnie wypatrywano deszczu, a tu nic, wszystko tylko mocniej płonęło.
Przechodząc do dzisiejszych realiów.... jak to dobrze, że w tych ogólnie niespokojnych czasach u nas w miarę spokojnie, a samo lato, cóż... kiepskawe, za to mimo wszystko jawiło się pełnią kolorytu. Niespowite gruzami, bombardowaniami, łzami.... Doceńmy to. Zarazem pomyślmy o ludziach, którzy dzisiaj potrzebują naszej pomocnej dłoni. Warto ją wyciągnąć, bo nigdy nie wiadomo, czy my też jej kiedyś nie przygarniemy. To szczególne przesłanie do wszelakich ksenofobów. Szczególnie tych "prawuchowych", aczkolwiek do wszelakich ONRowców nawet nie apeluję. Nie mam do nich szacunku za grosz.
Teraz, już na stare lata, "pierwszy września" nie robi na mnie większego wrażenia. Data, jak każda inna, jednak w młodości... Otwarcie szkolnych bram, to był prawdziwy upiór. Szczególnie dla kogoś, kto kochał muzykę, swobodę, życie... I nie było czasu na Mickiewicza, teorie kwantowe, bądź różniczkowanie. Dlatego w klasie maturalnej pozwoliłem sobie na dwieście nieusprawiedliwionych godzin. A to, że w konsekwencji z budy nie wyleciałem, niech pozostanie słodką tajemnicą mego Taty - też belfra, który po każdej wywiadówce odstawiał kolejne nauczycielki pod sam dom. Teraz, po latach, mogę....
Zostawmy jednak ten nieszczęsny i przydługawy szkolny epizod, przechodząc automatycznie do spraw interesujących. Ostatnio dyskutowaliśmy sobie o nadchodzącej polskiej trasie New Model Army. A to w związku z ich najnowszą płytą "Winter" - udaną! Jak się okazuje, grupa wcale nie wystąpi w Eskulapie, a w klubie "U Bazyla". Konkretnie, w nowej jego siedzibie, mieszczącej się teraz przy ul. Norwida na Jeżycach.
Nie koniec na tym dobrych koncertowych wieści. Otóż, 3 grudnia zagrają w Poznaniu legendarni Uriah Heep. Bilety od dzisiaj już niestety droższe - 110 złotych. Lokalizacja - podobno Eskulap, choć z tym Eskulapem sami Państwo widzicie - nic pewnego.
Kolejnym planowanym koncertem w "osławionym" Eskulapie staje Wishbone Ash. Kolejna rockowa legenda. Grupa wystąpi 28 stycznia 2017 roku. Na temat biletów niczego jeszcze Szanownym Państwu nie podpowiem.
Metallica na listopad zapowiedziała nowe studyjne dzieło "Hardwired... To Self Destruct". Podobno całkowicie wyzbyte ballad - i bardzo dobrze! Panowie "straszą" o powrocie do złotych thrashowych czasów. Tylko błagam, byle nie jakiś kolejny "St. Anger".
Muzyczna jesień zapowiada się nad wyraz atrakcyjnie. Nowe albumy zapowiedzieli:
- 23 września Marillion "F.E.A.R."
- 16 września Led Zeppelin "The Complete BBC Sessions" - niegdyś jako wydawnictwo 2-płytowe, teraz aż 3 płyty!
- 23 września Kansas "The Prelude Implicit" - z nowym wokalistą Ronniem Plattem - po ustąpieniu Steve'a Walsha
- 11 listopada Pink Floyd "The Early Years" - kilkunastopłytowy box za ponad dwa tysiące złotych, a dla reszty świata tylko 2-płytowy z niego wyciąg za złotych kilkadziesiąt
- 18 listopada Pretty Maids "Kingmaker"
- 28 października Fair Warning "Pulp Your Past"
- 30 września Oliver Hartmann "Shadows & Silhoutees"
- niebawem Mike Oldfield "Return To Ommadawn"
- 18 listopada Blackfield "Blackfield V"
- już w sprzedaży Barclay James Harvest 3-płytowa edycja "Gone To Earth"
- początek października Ray Wilson "Makes Me Think Of Home"
- 16 września Ian Hunter "Fingers Crossed"
- 21 października Bon Jovi "This House Is Not For Sale"
- 23 września Vangelis "Rosetta"
- 21 października Riverside "Eye Of The Soundscape"
- 4 listopada Hammerfall "Built To Last"
- 2 września The Divine Comedy "Foreverland"
- 14 października Beth Hart "Fire On The Floor"
- 14 października Justin Hayward "All The Way" - kompilacja + premierowy utwór "The Window Of Heaven"
- 7 października Barry Gibb "In The Now" - jedyny żyjący z Bee Gees'ów
- 9 września Nick Cave & The Bad Seeds "Skeleton Tree"
- niebawem Meat Loaf "Braver Than We Are"
- wkrótce Nosound "Scintilla"
- a już jutro powinna dotrzeć najnowsza Sophie Ellis-Bextor "Familia"
i jeszcze wiele wiele innych.....

Piosenka na dziś: New Model Army "Vagabonds" ("....jesteśmy starcami, jesteśmy młodziakami, jesteśmy włóczęgami i ich dziećmi, więźniami po wieki...."). Jeden z killerów genialnego longplaya "Thunder & Consolation". Kocham całe to dzieło bez łapania tchu, ale skoro tylko piosenka, to piosenka. Mamy tu spotkanie postpunkowej energii z klasycyzującymi skrzypcami. Cóż za zetknięcie hałasu z romantycznością. No i jak tutaj zadziornie śpiewa Justin Sullivan - nie do opisania. Justin zresztą jest taki na całym tym albumie. Tego nie można przegapić. Ja sam słuchałem tego nagrania chyba z tysiąc razy, jak i całej tej fenomenalnej płyty. Polecam!






Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00


"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"