Wczoraj uderzyło zapowiedzią nowej Asii. Nadchodzi "Indigo". Stanie się co prawda dopiero 6 listopada, ale zapewniam - przeleci raz dwa i znów stuknie każdemu posunięciem w czasie.
andy dziadzieje, skóra się marszczy, kości zastygają, ale nowa muzyka lubianych twórców, wciąż podaje tlen.
Spodziewajmy się piętnastu kompozycji plus jednej ekstra w innym podejściu. Asia anonsuje m.in. trzyczęściowe "Tattoo Indigo", a także gościnny udział Mike'a Portnoya oraz byłego podstawowego gracza, gitarzysty, Steve'a Howe'a - od prawie zawsze filaru Yes. Na tym nie koniec, bo oto kolejna fascynująca okładka autorstwa Rogera Deana. Dużo się Maestro ostatnio napracuje - oprócz "Indigo", niedawno też piękna praca dla Yes, a niebawem jeszcze dla DBA.
Wiadomo, obecna Asia to kompletnie inny zespół od ekipy, która wdzierała się sławą dzięki "Heat Of The Moment" czy "Don't Cry". John Wetton nie żyje, a przed wieloma laty grupę opuścili Carl Palmer oraz wspomniany już Steve Howe. Teraz Asię stanowią: szefujący Geoff Downes oraz John Mitchell, Virgil Donati i Harry Whitley. Ich możliwości poznaliśmy na niedawno wydanym albumie koncertowym, na którym zaprezentowali nowe, choć niekoniecznie odmienne oblicze debiutanckiego dzieła i jeszcze kilka spoza niego dodatków.
Nastawiłem dawno niesłuchane "Gravitas". Póki co, wciąż ostatnie studyjne słowo Azjatów, i może nawet tyciu ustępujące wcześniejszemu "XXX", niemniej, i tak bardzo je lubię. Niemal na równi z "trzydziestką".
Piękny hołd dla Joe'ego DiMaggio, jednego z najlepszych baseballistów, bliskiego sławą Babe'a Rutha. Nazwiska obu sportowców stale poruszano w cyklu "Gwiazd Lombardu", skąd sporo nauczyłem się o tej zupełnie u nas nieokraszonej sławą dyscyplinie. Wetton śpiewa tu z utęsknieniem, jak niemal do utraconej miłości. Zupełnie, jak w swoim czasie DiMaggio adorował Marilyn Monroe, z którą byli małżeństwem niecały rok, a baseballista zamieniał się niestety w damskiego boksera, lejąc najpiękniejszą dziewczynę niejednokrotnie, by po jej śmierci dwa razy w tygodniu słać na grób bukiety z czerwonych róż.
Wetton w "Joe DiMaggio's Glove" zaśpiewał: "byłeś darem z niebios". Przepiękna cztero-i-półminutowa ballada, z najsubtelniejszymi klawiszami, okraszonymi gitarą akustyczną i jedynym ciepłem, które w głosie niósł dawny wokalista King Crimson.
Na "Gravitas" tego rodzaju niehałaśliwego rocka mamy dużo więcej - osobiście przepadam za "Russian Dolls". Piosenką, która być może w obecnej paskudnej ruskiej rzeczywistości nie zostanie przyjęta z otwartymi ramionami, jednak pamiętajmy, kiedy powstała. "Russian Dolls", czyli matrioszki - osławione drewniane lale w rosyjskich strojach ludowych, które po demontażu wyłażą od największej tylko mniejsze, mniejsze i jeszcze mniejsze. Znak rozpoznawczy i zarazem rosyjskie dobro narodowe. Jedno z nielicznych, i tak po prawdzie wstyd, iż tak wielki naród, o najpotężniejszym terytorium, skrywa głównie biedę, smród i alkohol. Nie produkują niczego wartościowego, poza śmiercionośną bronią i do niej amunicją. Nie mają nawet jednej marki samochodowej, nie licząc tych wszystkich dawnych brzydactw - moskwiczów, ład i wołg. Nie słyną z zegarków, czekolad, wspomnianej motoryzacji, turystyki czy komputerów, że o muzyce nie wspomnę. Jednak piosenka Asii tego im nie wygarnia. Ta stanowi za wyraz uczuć, więc nasz bohater przebywa długą podróż pociągiem z Moskwy do Sankt Petersburga, by być blisko ukochanej. Tak blisko, jak sąsiadujące ze sobą matrioszki.
Koniecznie muszę dorzucić jeszcze porywające, jak najbardziej rockowe "I Would Die For You", z cudną, zarówno w zwrotce, co i refrenie melodią. "Umarłbym za Ciebie" - cóż za deklaracja, do której Wetton doszlusowuje: "wywracasz moje życie do góry nogami". Pełne uroku, no bo, kto w tym ohydnym świecie zachowuje się jeszcze jak Romeo.
"Gravitas" to album tuż po opuszczeniu grupy przez Steve'a Howe'a, więc w rolę gitarzysty wcielił się młodziutki Sam Coulson, ale jak wiemy, już też go w tej ekipie nie ma. Chwilę później podjął się solowej kariery i zniknął na dobre.
Czekam na nową Asię, bo głośno sobie myślę, że może być wyjątkowa. W najbliższym styczniu upłynie bita dycha od pożegnania Johna Wettona. Tak leci czas, a ja wciąż mam przed sobą Jego lazurowe, świecące oczy, które wbijał we mnie przy składaniu autografu na bilecie w Filharmonii Pomorskiej.
andy
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00
na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub afera.com.pl
w prawie każdą sobotę od 23.00 do 1.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań) lub radiopoznan.fm
