Sezon na truskawki trwa. To mój ulubiony owoc. Zresztą w zasadzie jedyny jaki tak naprawdę lubię. A dzisiaj do truskawek dojdzie jeszcze Euro. Wykupiłem pełen pakiet Polsatu, aby nie przegapić żadnego meczu, choć przecież przegapię. Nie da się żyć samym futbolem przez dwadzieścia cztery godziny. Jest jeszcze praca, muzyka i trochę życiowych drobnostek. Tabelki przygotowane, będą notatki, a później tradycyjnie gdzieś to wszystko ćpnę i na długo zapomnę. Tymczasem ambitnie, ze szczegółami: ile do przerwy, ile po dogrywce, itd....
Przy jednej z osiedlowych ławeczek co wieczór spotyka się grupka piwoszy. Przez cały rok tylko analizują grę Kolejorza, teraz jednak od kilku dni zauważyłem, że z ich ust padają nazwiska reprezentantów, a nawet dla towarzystwa zabierają futbolówkę i kopią po dwudziestej drugiej. Czekają i trudno się dziwić. Czekam i ja. I proszę tylko nie nazywać mnie "cebulokiem", bo ja nie z tych. Interesują mnie wszystkie mecze, nie tylko te od święta, bądź usłane na bazie sukcesów. Oglądam turnieje, jak i potyczki towarzyskie. Bez względu na efekt, choć zawsze domagam się zwycięstw. Obiecuję jednak w niedzielę nie oglądać podczas audycji drugiej połówki Niemców z Ukrainą. Jakoś wytrzymam, ale nie wiem jak dam radę w kolejną niedzielę, a i później...
Piosenka na dziś: Salem Hill "To The Hill". Kto pamięta tę amerykańską grupę? Kilkanaście lat temu okazjonalnie pojawiała się w Nawiedzonym. No tak, ale wówczas w ogóle pojawiało się dużo takiej muzyki.
"To The Hill" to rzecz nastrojowa i bardzo osadzona w stylistyce grupy Kansas. Jak zresztą spora część całego albumu. Nie wiem, co Salem Hill grają dziś, bo zupełnie w swoim czasie zapomniałem o tej grupie, choć paradoksalnie mam świadomość, że istnieją i nagrywają płyty. Lubiłem jednak album "The Robbery Of Murder" z 1998 roku, a teraz po latach do niego powróciłem i nic się w odczuciach nie zmieniło. Bywa, że muzyka lubi się zestarzeć, ale nie ta. W kilku kompozycjach zagrał na tej płycie gościnnie David Ragsdale - skrzypek grupy Kansas. Co prawda, to ten mniej utytułowany od długoletniego Robby'ego Steinhardta, za to występujący z grupą Steve'a Walsha także w latach ostatnich. Czyli do oficjalnego opuszczenia grupy przez wspomnianego Walsha. Ragsdale pięknie zagrał wiolinistyczne solo w końcówce "To The Hill". Niemal z takim uczuciem jak jego wcześniejszy konkurent Steinhardt w osławionym "Dust In The Wind". Warto poznać, a raczej - trzeba posłuchać. Gdyby komuś było mało, to jest jeszcze na tym długograju podobnej miary cacko, zwie się "Trigger".
W najbliższą niedzielę dużo takiej muzyki. Choć nie obiecuję akurat samych Salem Hill. Znowu uzbierałem za dużo skarbów na te skromne cztery godzinki. Ale selekcja muzyki to już mój ból głowy, tak jak skład na niedzielny bój z północnymi Irlandczykami u Adama Nawałki.
Do usłyszenia....
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) -
www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"
RADIO AFERA "Nawiedzone Studio", niedziela, godz. 22.00 - 2.00 (98,6 FM Poznań)
POLSKIE RADIO POZNAŃ "Sobotni wieczór Andy'ego", sobota, godz. 23.00 - 1.00 (100,9 FM Poznań)
piątek, 10 czerwca 2016
czwartek, 9 czerwca 2016
skarb kibica
Wpadł w me ręce Skarb Kibica. Zawsze tak się dzieje, przy każdym Euro czy Mundialu. Lubię te wszystkie ciekawostki o naszych orłach. I co my tutaj mamy? Imiona żon piłkarzy, roczne zarobki, posiadane auta, ewentualne hobby, itp. Nie rozczarowałem się. Od razu uprzedzę, że kibicuję , trzymam kciuki, wznoszę modły, a gdy wygrają deklaruję wszech uwielbienie. O to ostatnie niestety jestem spokojny. Nakręcona machina znowu wydaje się przeciążona, a już postawa w sparingach z Holandią i Litwą obnażyła wszelkie niedociągnięcia. I choć Polish The Special One - Adam Nawałka uspokaja, że wszystko będzie na czas, to coś wydaje mi się, że najlepsze za nami. Chłopaków zjadła trema, albo forma wygasła w niewłaściwym momencie. Chciałbym się mylić, dlatego zabrałem się za krakanie. Bo widzę, że słabi są jak aluminiowy drut. Cała linia obrony do wymiany. Nie ufam Pazdanowi, a tym bardziej Wawrzyniakowi. Glik, który w Torino wszystkich w drużynie trzyma za mordę, ostatnio coś nogi ma splątane. Pierwszy atakujący Lewandowski zaczyna gwiazdorzyć. Nie wolno go dotknąć, bo od razu widok jak z komendy "padnij" i pretensje do sędziego, iż ten nie wywala z drużyny połowy obcego zastępu. Grosicki potrafi błysnąć, a nawet być przewodnikiem drużyny - jak ostatnio, tylko co z tego, skoro tak łatwo popada w niełaskę kontuzji. Dopiero mu rękę złamano, a już nóżkę przekręcono. Zastanawia mnie, z czego zbudowani są zatem walczaki z wyspiarskich Premiership? Co dwa dni mecze; kopią się, karki przekręcają, podepczą i zadepczą, a za dwa dni stają jak nowo narodzeni. Nasi zaś cierpią.
Wszyscy wzdychają i błogosławią te nasze porcelanki, by choć dotrwali do Euro. Bo gdy wypadnie jeden czy drugi, to po drużynie. Po marzeniach, po obietnicach. A przecież już uczyniono z nich bohaterów. I to jeszcze przed wypasionym Arłamowem.
Gdy widzę podjeżdżający pod hotel drużynowy autokar, i wyciskające się z niego, niczym pasta z tuby, biało-czerwone dresiki z powtykanymi do uszu białymi słuchaweczkami, plus obowiązkowa guma do żucia, to zastanawiam się, czego oni tam wszyscy słuchają. Czyżby chłopaki ładowali się Metalliką, a może Wagnerem?. Bo gdy ja kopałem piłę, to po metalowym łomocie później sam spuszczałem łomot innym. A co te nasze orły? Przyjrzyjmy się bractwu....:
Odpuśćmy sobie rubrykę "auto" - nuda. Każdy ma merca, beemke lub porszaka. Jedynie Lewy jakiś niezdecydowany - kręci Bentleyem Continentalem, Porsche Cayenne, Audi RS7 oraz Ferrari F12 Berlinetta. Wolno mu, tym bardziej, że zarabia skromne siedemdziesiąt baniek euro rocznie. Poza tym, drugi w naszym polskim rankingu dżokerów Wojciech Szczęsny, wyciąga na rok ledwie trzy i pół bańki, choć i on porszakiem depcze.
Weźmy orłów zainteresowania:
Michał Pazdan: analizowanie meczów piłkarskich - (ciekawe co w sezonie ogórkowym?),
Artur Jędrzejczyk: robienie żartów kolegom - (nowa świecka tradycja w dziedzinie "hobby"),
Grzegorz Krychowiak: co nie dziwota - moda.
Filip Starzyński: domator, spacery z psem - (takie pasje to ja mam na porządku dziennym i późnowieczornym),
Bartosz Kapustka: hip hop - (kto bogatemu zabroni),
Arkadiusz Milik: jazda rowerem, zdrowe odżywianie (szczególnie to drugie modne coś),
a teraz uwaga!!! - Bartosz Salamon: literatura - (szacun, niemniej żywię nadzieję, iż koledzy dają żyć),
w tym miejscu specjalne pozdrowienia dla Kamila Grosickiego - hasło "pasja": disco polo - (czyżby Zenek Martyniuk miał zasiąść w loży honorowej?).
Mimo wszystko, trzymajmy kciuki. Bądźmy dobrej myśli.
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) -
www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"
Wszyscy wzdychają i błogosławią te nasze porcelanki, by choć dotrwali do Euro. Bo gdy wypadnie jeden czy drugi, to po drużynie. Po marzeniach, po obietnicach. A przecież już uczyniono z nich bohaterów. I to jeszcze przed wypasionym Arłamowem.
Gdy widzę podjeżdżający pod hotel drużynowy autokar, i wyciskające się z niego, niczym pasta z tuby, biało-czerwone dresiki z powtykanymi do uszu białymi słuchaweczkami, plus obowiązkowa guma do żucia, to zastanawiam się, czego oni tam wszyscy słuchają. Czyżby chłopaki ładowali się Metalliką, a może Wagnerem?. Bo gdy ja kopałem piłę, to po metalowym łomocie później sam spuszczałem łomot innym. A co te nasze orły? Przyjrzyjmy się bractwu....:
Odpuśćmy sobie rubrykę "auto" - nuda. Każdy ma merca, beemke lub porszaka. Jedynie Lewy jakiś niezdecydowany - kręci Bentleyem Continentalem, Porsche Cayenne, Audi RS7 oraz Ferrari F12 Berlinetta. Wolno mu, tym bardziej, że zarabia skromne siedemdziesiąt baniek euro rocznie. Poza tym, drugi w naszym polskim rankingu dżokerów Wojciech Szczęsny, wyciąga na rok ledwie trzy i pół bańki, choć i on porszakiem depcze.
Weźmy orłów zainteresowania:
Michał Pazdan: analizowanie meczów piłkarskich - (ciekawe co w sezonie ogórkowym?),
Artur Jędrzejczyk: robienie żartów kolegom - (nowa świecka tradycja w dziedzinie "hobby"),
Grzegorz Krychowiak: co nie dziwota - moda.
Filip Starzyński: domator, spacery z psem - (takie pasje to ja mam na porządku dziennym i późnowieczornym),
Bartosz Kapustka: hip hop - (kto bogatemu zabroni),
Arkadiusz Milik: jazda rowerem, zdrowe odżywianie (szczególnie to drugie modne coś),
a teraz uwaga!!! - Bartosz Salamon: literatura - (szacun, niemniej żywię nadzieję, iż koledzy dają żyć),
w tym miejscu specjalne pozdrowienia dla Kamila Grosickiego - hasło "pasja": disco polo - (czyżby Zenek Martyniuk miał zasiąść w loży honorowej?).
Mimo wszystko, trzymajmy kciuki. Bądźmy dobrej myśli.
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) -
www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"
środa, 8 czerwca 2016
KOD - czyli Kurski, Opole a Demokracja
Na Facebooku padło zapytanie: "czy lubiliście być w szkole prymusami?". No cóż.... nie wiem, nigdy nie byłem. Tylko mój Syn przynosił świadectwa z czerwonym paskiem. Na szczęście w porę się opamiętał. Dzisiaj jak na porządnego żaka przystało, ciągnie studyjny znój, nie tracąc przy tym życiowych uciech, ni przyjaciół. W moich młodzieńczych latach kujonem (lub jak kto woli; prymusem) bywało się jedynie, gdy byłeś nielubiany (za przykład niech posłuży sylwetka ministra Ziobro), bądź fatalnie grałeś w nogę (tutaj sylwetka się nie zmienia).
Kilka osób zapytało o moje wrażenia z Opola. Nie oglądałem, choć żałuję, bo ponoć było pikantnie. Kuba Sienkiewicz wydymał TV rządową i na przedfestiwalowej próbie wykonał piosenkę "Kiler" w tradycyjnej wersji, by w ostateczności wydłużyć dziełko o kompromitującą dla władzy zwrotkę. Jeszcze trochę, a Jacek Kurski zaprzestanie nadawania na żywo czegokolwiek. Bo nie wiadomo jeszcze co niebawem zasunie na Światowych Dniach Młodzieży bardzo przyzwoity papież Franciszek. Podobno niespecjalnie właśnie z tego powodu lubiany przez większość polskich koloratek. Ale o tym jestem przekonany, że dobrze już poinformowano pana Dudę - prezydenta wszystkich biskupów.
Wracając do festiwalu.... Dostało się Jackowi Kurskiemu od opolskiej widowni. "W wielu krajach aplauz wyraża się poprzez gwizdy" - zarzucił skompromitowany ze sceny. Sugerując, że na festiwalu polskiej piosenki musiało zasiąść sporo cudzoziemców, zachwycających się inaczej Być może w takim razie są też kraje, w których rzuca się z widowni śmierdzącymi jajami. Jeśli tak, to szkoda, że tego dnia w opolskim amfiteatrze nie zasiedli przedstawiciele wszystkich możliwych nacji.
Andrzej Masłowski
Kilka osób zapytało o moje wrażenia z Opola. Nie oglądałem, choć żałuję, bo ponoć było pikantnie. Kuba Sienkiewicz wydymał TV rządową i na przedfestiwalowej próbie wykonał piosenkę "Kiler" w tradycyjnej wersji, by w ostateczności wydłużyć dziełko o kompromitującą dla władzy zwrotkę. Jeszcze trochę, a Jacek Kurski zaprzestanie nadawania na żywo czegokolwiek. Bo nie wiadomo jeszcze co niebawem zasunie na Światowych Dniach Młodzieży bardzo przyzwoity papież Franciszek. Podobno niespecjalnie właśnie z tego powodu lubiany przez większość polskich koloratek. Ale o tym jestem przekonany, że dobrze już poinformowano pana Dudę - prezydenta wszystkich biskupów.
Wracając do festiwalu.... Dostało się Jackowi Kurskiemu od opolskiej widowni. "W wielu krajach aplauz wyraża się poprzez gwizdy" - zarzucił skompromitowany ze sceny. Sugerując, że na festiwalu polskiej piosenki musiało zasiąść sporo cudzoziemców, zachwycających się inaczej Być może w takim razie są też kraje, w których rzuca się z widowni śmierdzącymi jajami. Jeśli tak, to szkoda, że tego dnia w opolskim amfiteatrze nie zasiedli przedstawiciele wszystkich możliwych nacji.
Andrzej Masłowski
poniedziałek, 6 czerwca 2016
....diamenty i zwątpienia....
Ten sam Piotrek, który okazał się sprawcą dla wczorajszego wydania Nawiedzonego Studia ub.rocznego kompaktu grupy Charlie, przegrał mi także najnowsze dzieło mało znanej niemieckiej formacji Okta Logue. Płyta ukazała się w kwietniu, lecz w Polsce o niej jak dotąd ni widu, ni słychu. No jasne, bo po co się wysilać dystrybutorom, skoro można pójść na łatwiznę i handlować sprawdzonym towarem. Coraz trudniej w tym naszym pięknym kraju upolować ciekawe płyty wschodzących wykonawców. Dopiero, gdy się przebiją, dobrną do statusu gwiazd, to wówczas każdy wydawca przypisuje sobie wielkie zasługi w ich propagowaniu. Szkoda, bo płyta naprawdę piękna i chętnie posłuchałbym jej wspólnie z Państwem w jednym z naszych niedzielno-poniedziałkowych spotkań. Album zwie się "Diamonds And Despairs" i zdecydowanie chętnie go zakupię. Ów Piotrek obiecał go nawet w najbliższych dniach poszukać na niemieckich półkach sklepowych, tak więc kto wie....
Cały czas jestem pod wielkim wrażeniem odkrytego niedawno "komercyjnego" albumu grupy Charlie, pochodzącego z 1983 roku. Słucham go bez przerwy, a i jednym okiem poszukuję kompaktu, ponieważ już drżę, by zbyt szybko nie zamęczyć upolowanego winyla. Jak się okazuje; grupa w tamtym okresie proponowała moją ukochaną muzykę, a przez całe życie kojarzyłem ich z hard-prog-rockowej twórczości, często bliskiej stylistyce Wishbone Ash. Okazuje się, że całkiem niezły wokalista Terry Thomas (w tym gitarzysta i główny kompozytor grupy), gdy odsunął się na moment od mikrofonu i dał pośpiewać nowemu (chwilowemu niestety) nabytkowi Terremu Slesserowi (ex-Back Street Crawler - grupy Paula Kossofa), to wyszła z tego płyta jak z nut. Cóż za witalna atmosfera całości. Kapitalne melodie - zręczne zwrotki, szumne refreny.... Rewelacja! Gdy się coś takiego odkryje, to niewiele później innych dań smakuje. Dlatego słuchana od soboty ostatnia płyta tej grupy, pt. "Elysium", kompletnie nie robi wrażenia.
Tym bardziej, że powróciwszy do śpiewania Terry Thomas, słabo już dzisiaj ciągnie gardłem, a i samym piosenkom brakuje dawnego czaru. No i słychać, że album spleciono w mało profesjonalnych warunkach. Ach, te dzisiejsze domowo-komputerowe studia nagraniowe. Tanio, wygodnie, lecz niekoniecznie fajnie. Proszę porównać choćby produkcje z 1985 r. "Brothers In Arms" Dire Straitsów lub z tego samego roku solowego debiutu Stinga "The Dream Of The Blue Turtles", a jakąkolwiek współczesną płytę zmajstrowaną w domowym zaciszu i nadaną mailowo do zmiksowania na drugi kraniec świata - przepaść. W tamtych latach wyobrażałem sobie, że w XXI wieku muzyka będzie przeładowana produkcyjnie, a tymczasem w wielu przypadkach ta zajeżdża zwykłą amatorszczyzną. Choć można znaleźć i pozytywy, iż obecnie wszystko to, co chałupnicze, wydaje się bliższe natury. Hmmm....
Zmieniając temat.... Przed południem przechodziłem obok poznańskich Krzyży Czerwca 1956. Była tam jakaś patriotyczna akademia z kilku szkół podstawowych, gdzie w towarzystwie Pana Prezydenta Jaśkowiaka mówiono o krwi przelanej.... Za dwadzieścia dni 60-rocznica, więc domyślam się, iż to właśnie z tego powodu. Pomyślałem o patriotyzmie, albowiem wzruszają mnie często tego typu obchody, nawet jeśli niektórzy ich uczestnicy, tylko przymusowo odbębniają podczas nich pańszczyznę. Mam jednak nadzieję, że z tamtych młodych ludzi wyrosną rasowi patrioci, niemający niczego wspólnego z łysymi karkami w narodowościowych bluzach okrytych kapturem, a których to można czasem podejrzeć na przeróżnych zacnych obchodach, o których tamci łysi idioci i tak nie mają bladego pojęcia. Niestety w większości dla takowych prężnie rozwija się w ostatnim czasie narodowościowy handel. Jak grzyby po deszczu wyrastają w każdym mieście sklepy oferujące symbole narodowe - bluzy, buty, t-shirty, a nawet majty. Są z tego dobre pieniądze, jednak tworzące się dzięki temu ultraprawicowe grupy mają z prawdziwym patriotyzmem tyle wspólnego, co łyse dłubiące w nosie karczysko z jakimkolwiek wytwornym rautem. Sprzyjanie i przymykanie oka na to powszechne zjawisko, prędzej czy później zaowocuje niemałą ilością dramatów czy tragedii. Dzisiejsza władza puszcza oko do tego homofobiczno-ksenofobicznego elementu.
Piosenka na dziś: Blind Ego "Blackened". Wczoraj wspólnie jej posłuchaliśmy, tak więc nie muszę porać się ze szczegółowym opisywaniem. Przebojowy fragment dość ambitnej płyty "Liquid", która do sprzedaży trafi dopiero wczesną jesienią. Musi to być kawał dobrej muzyki, skoro mojemu Szanownemu realizatorowi Tomkowi, też się bardzo podobało. Jedyny zarzut jaki mam, to do samego wydawcy, który się nawet nie pofatygował, by na opakowaniu przedstawić muzyków. I co z tego, że sama muzyka najważniejsza, ja jednak lubię wiedzieć kto, i na czym, ....
Dowodzącym Blind Ego jest gitarzysta Karlheinz Wallner - znany szerszej widowni jako muzyk progresywnej i często mocno Pinkfloydującej grupy RPWL. Grupy, która nas lubi, przez co upatruję sporą szansę ujrzenia Blind Ego niebawem w Poznaniu. Trzymajmy kciuki.
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) -
www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"
Cały czas jestem pod wielkim wrażeniem odkrytego niedawno "komercyjnego" albumu grupy Charlie, pochodzącego z 1983 roku. Słucham go bez przerwy, a i jednym okiem poszukuję kompaktu, ponieważ już drżę, by zbyt szybko nie zamęczyć upolowanego winyla. Jak się okazuje; grupa w tamtym okresie proponowała moją ukochaną muzykę, a przez całe życie kojarzyłem ich z hard-prog-rockowej twórczości, często bliskiej stylistyce Wishbone Ash. Okazuje się, że całkiem niezły wokalista Terry Thomas (w tym gitarzysta i główny kompozytor grupy), gdy odsunął się na moment od mikrofonu i dał pośpiewać nowemu (chwilowemu niestety) nabytkowi Terremu Slesserowi (ex-Back Street Crawler - grupy Paula Kossofa), to wyszła z tego płyta jak z nut. Cóż za witalna atmosfera całości. Kapitalne melodie - zręczne zwrotki, szumne refreny.... Rewelacja! Gdy się coś takiego odkryje, to niewiele później innych dań smakuje. Dlatego słuchana od soboty ostatnia płyta tej grupy, pt. "Elysium", kompletnie nie robi wrażenia.
Tym bardziej, że powróciwszy do śpiewania Terry Thomas, słabo już dzisiaj ciągnie gardłem, a i samym piosenkom brakuje dawnego czaru. No i słychać, że album spleciono w mało profesjonalnych warunkach. Ach, te dzisiejsze domowo-komputerowe studia nagraniowe. Tanio, wygodnie, lecz niekoniecznie fajnie. Proszę porównać choćby produkcje z 1985 r. "Brothers In Arms" Dire Straitsów lub z tego samego roku solowego debiutu Stinga "The Dream Of The Blue Turtles", a jakąkolwiek współczesną płytę zmajstrowaną w domowym zaciszu i nadaną mailowo do zmiksowania na drugi kraniec świata - przepaść. W tamtych latach wyobrażałem sobie, że w XXI wieku muzyka będzie przeładowana produkcyjnie, a tymczasem w wielu przypadkach ta zajeżdża zwykłą amatorszczyzną. Choć można znaleźć i pozytywy, iż obecnie wszystko to, co chałupnicze, wydaje się bliższe natury. Hmmm....
Zmieniając temat.... Przed południem przechodziłem obok poznańskich Krzyży Czerwca 1956. Była tam jakaś patriotyczna akademia z kilku szkół podstawowych, gdzie w towarzystwie Pana Prezydenta Jaśkowiaka mówiono o krwi przelanej.... Za dwadzieścia dni 60-rocznica, więc domyślam się, iż to właśnie z tego powodu. Pomyślałem o patriotyzmie, albowiem wzruszają mnie często tego typu obchody, nawet jeśli niektórzy ich uczestnicy, tylko przymusowo odbębniają podczas nich pańszczyznę. Mam jednak nadzieję, że z tamtych młodych ludzi wyrosną rasowi patrioci, niemający niczego wspólnego z łysymi karkami w narodowościowych bluzach okrytych kapturem, a których to można czasem podejrzeć na przeróżnych zacnych obchodach, o których tamci łysi idioci i tak nie mają bladego pojęcia. Niestety w większości dla takowych prężnie rozwija się w ostatnim czasie narodowościowy handel. Jak grzyby po deszczu wyrastają w każdym mieście sklepy oferujące symbole narodowe - bluzy, buty, t-shirty, a nawet majty. Są z tego dobre pieniądze, jednak tworzące się dzięki temu ultraprawicowe grupy mają z prawdziwym patriotyzmem tyle wspólnego, co łyse dłubiące w nosie karczysko z jakimkolwiek wytwornym rautem. Sprzyjanie i przymykanie oka na to powszechne zjawisko, prędzej czy później zaowocuje niemałą ilością dramatów czy tragedii. Dzisiejsza władza puszcza oko do tego homofobiczno-ksenofobicznego elementu.
Piosenka na dziś: Blind Ego "Blackened". Wczoraj wspólnie jej posłuchaliśmy, tak więc nie muszę porać się ze szczegółowym opisywaniem. Przebojowy fragment dość ambitnej płyty "Liquid", która do sprzedaży trafi dopiero wczesną jesienią. Musi to być kawał dobrej muzyki, skoro mojemu Szanownemu realizatorowi Tomkowi, też się bardzo podobało. Jedyny zarzut jaki mam, to do samego wydawcy, który się nawet nie pofatygował, by na opakowaniu przedstawić muzyków. I co z tego, że sama muzyka najważniejsza, ja jednak lubię wiedzieć kto, i na czym, ....
Dowodzącym Blind Ego jest gitarzysta Karlheinz Wallner - znany szerszej widowni jako muzyk progresywnej i często mocno Pinkfloydującej grupy RPWL. Grupy, która nas lubi, przez co upatruję sporą szansę ujrzenia Blind Ego niebawem w Poznaniu. Trzymajmy kciuki.
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) -
www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"
"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 5 czerwca 2016 - Radio "Afera", Poznań, 98,6 FM
![]() |
"NAWIEDZONE STUDIO"
niedziela 5 czerwca 2016 r. - godz.22.00 - 2.00
RADIO "AFERA", 98,6 FM (Poznań)
www.afera.com.pl
realizacja: Tomek Ziółkowski
prowadzenie: Andrzej Masłowski
JUDAS PRIEST - "Turbo" - (1986) - 30-lecie albumu
- Turbo Lover
- Locked In
- Out In The Cold
JORN - "Heavy Rock Radio" - (2016) -
- Running Up That Hill - {Kate Bush cover}
- Killer Queen - {Queen cover}
- Hotel California - {Eagles cover}
SAVATAGE - "Fight For The Rock" - (1986) - 30-lecie albumu
- Fight For The Rock
- Wishing Well - {Free cover}
KISS - "Dynasty" - (1979) -
- Sure Know Something
ACE FREHLEY - "Origins Vol.1" - (2016) -
- Emerald - {Thin Lizzy cover}
TED POLEY - "Beyond The Fade" - (2016) -
- We Are Young
PHANTOM 5 - "Phantom 5" - (2016) -
- All The Way
UFO - "Headstone - Live At Hammersmith 1980" - (2009) -
- Blinded By A Lie
KROKUS - "Change Of Address" - (1986) - 30-lecie albumu
- Now
- School's Out - {Alice Cooper cover}
- Say Goodbye
CHARLIE - "Charlie" - (1983) -
- The Heartaches Begin
CHARLIE - "Elysium" - (2015) - z pożyczonej płyty od Piotra Grauscha - dziękuję!
- Youtube Girl
- Call Me Dave
BLIND EGO - "Liquid" - (2016) - przedpremierowo!
- Blackened
- Never Escape The Storm
THE ALAN PARSONS PROJECT - "The Alan Parsons Symphonic Project - Live In Colombia" - (2016) -
- I Robot
- Damned If I Do
- Don't Answer Me
- La Sagrada Familia
OMEGA - "Omega 6 - Nem Tudom A Neved" - (1975) -
- Nem Tudom A Neved
- Huszadik Századi Városlakó
SKORPIO - "Kelj Fel!" - (1977) -
- Dőntsd El Végre Már
- Vége Van A Napnak
OMEGA - "Omega 5" - (1973) -
- Én Elmegyek
ERIC CLAPTON - "I Still Do" - (2016) -
- Somebody's Knockin' - {kompozycja J.J.Cale}
EAGLES - "Eagles Live" - (1980) -
- Hotel California - {z koncertu w Santa Monica Civic Auditorium, Santa Monica, California, 29.VII.1980}
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) -
www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"
środa, 1 czerwca 2016
Dzień Dziecka
Zapomniałbym o najważniejszym - dzisiaj Dzień Dziecka. A zatem moje drogie dzieci, postawcie tego dnia na swoim i kupcie sobie mnóstwo słodyczy - cukierków, czekolad, kremów...., a na kolację pożryjcie z apetytem podwójnego McRoyala w McDonaldzie. I pokażcie środkowy palec wszystkim friendly foodom.
Wczoraj na Facebooku znajoma zahaczyła o temat filmowej bohaterki Pippi Langstrumpf. Postanowiłem sobie w nocy przypomnieć drugi odcinek tamtej fantastycznej serii, pt. "Pippi idzie na zakupy". To film z 1969 roku. Dzisiaj by już nie przeszedł, bo od razu znalazłyby się protestujące środowiska matek, nauczycielek, księży pedofilów, itp... Że demoralizujące, że niepedagogiczne, itp... Pippi za jedną złotą monetę wykupuje połowę sklepu z łakociami i obdarowuje nimi stęsknionych dzieciaków gapiących się ze ślinką przez szybę. Co tam się dzieje! Ile szczęścia na ich twarzach. Bo to naprawdę cieszy dzieciaków, a nie jakaś masakra spleciona ze zbożowych trocin lub chipsy z suszonych jabłek.
Wszystkiego naj naj naj... dzieciaki !
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) -
www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"
Wczoraj na Facebooku znajoma zahaczyła o temat filmowej bohaterki Pippi Langstrumpf. Postanowiłem sobie w nocy przypomnieć drugi odcinek tamtej fantastycznej serii, pt. "Pippi idzie na zakupy". To film z 1969 roku. Dzisiaj by już nie przeszedł, bo od razu znalazłyby się protestujące środowiska matek, nauczycielek, księży pedofilów, itp... Że demoralizujące, że niepedagogiczne, itp... Pippi za jedną złotą monetę wykupuje połowę sklepu z łakociami i obdarowuje nimi stęsknionych dzieciaków gapiących się ze ślinką przez szybę. Co tam się dzieje! Ile szczęścia na ich twarzach. Bo to naprawdę cieszy dzieciaków, a nie jakaś masakra spleciona ze zbożowych trocin lub chipsy z suszonych jabłek.
Wszystkiego naj naj naj... dzieciaki !
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) -
www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"
truskawkowe pola
Dopiero dzisiaj kupiłem czerwcowego Teraz Rocka. Zaznaczam - dopiero, albowiem ten jest dostępny od okolic tygodnia. Nabywam go mocno z przyzwyczajenia, i to od samego początku istnienia. Coraz mniej tam dla mnie, ale kupuję, ponieważ głupio jakoś zaprzestać. Dla równowagi; z zazdrością przejrzałem u znajomego ostatni numer pisma "Classic Rock" - i to jest dopiero rewelacja! Niestety u nas by coś takiego nie przeszło, ponieważ dwie trzecie fascynującego numeru wyleciałoby na rzecz przymusowych Kazików, Comy, Luxtorped i tym podobnych syfów. Przez co, z kapitalnego pomysłu na pismo światowego formatu, ostałaby się jedynie kolejna podpałka pod ogródkowego grilla.
Ale nie o tym.... Chciałem nawiązać do jednej z Czytelniczek Teraz Rocka, która w najnowszym numerze delikatnie zwróciła uwagę na pogłębiającą się w piśmie małą czcionkę. Cytuję: "....Jej wielkość uniemożliwia czytanie w wielu sytuacjach, jak np. jazda metrem, pociągiem, tramwajem.... Poza tym wzrok nam się będzie pogarszał i wyeliminuje nas to z grona czytelników....". I powiem Państwu, że mnie też sprawa jak najbardziej dotyczy. Jako blisko 51-latek, nie mam już tak wyśrubowanej ostrości. Wszystko zależy od pogody, od promieni słońca, poziomu cukru, a nawet od stanu wypoczęcia. Bywa, że nadal widzę kapitalnie, lecz są też dla przeciwwagi dni zdecydowanie zamglone, mniej wyraziste. Dostrzegam drobniejsze literki, nawet jeśli te wcale nie zmieniają swych gabarytów od lat. Również pragnąłbym nieco większych znaków, a w co istotniejszych akapitach nawet wytłuszczeń. Moje oczy się starzeją, książeczki płyt kompaktowych wydają się z każdym rokiem mniejsze i ciaśniejsze. Niektóre teksty autentycznie muszę odczytywać przy pomocy podręcznej lupy. Notabene, pamiątki po mojej Babci. Jej służyła - teraz mnie. Tak więc, moja Babcia Stasia pozostawiła po sobie nie tylko niezliczoną ilość cudownych malowideł, ale i użytkowe przedmioty. Lupa, to tylko jedno z nich.
Nie mogę doczekać Euro. Nic o tym nie wspominam, ale myślę o mistrzostwach piłkarskich jak moja Zuleczka o swoich ulubionych spacerkach. Dzisiaj towarzyski sprawdzian w Gdańsku z Holandią. Może lepiej byłoby zagrać słabo i przegrać. To zmotywowałoby. Zawsze przed ważnymi imprezami grywaliśmy nieźle, a później wielkie oczekiwania... i klapa. To może teraz odwróćmy kolejność.
W najbliższą niedzielę odbędzie się ostatnie normalne Nawiedzone Studio. Później będzie już tylko futbol, choć mecze nie powinny nam kolidować ze słuchaniem muzyki. Na szczęście nie ma czasowych różnic, bo Francja, to nie RPA lub Korea, więc poza finałem całej imprezy, reszta nie nałoży się na nasze późno-wieczorne spotkania.
Piosenka na dziś: Peter Gabriel w Beatlesowskim "Strawberry Fields Forever". Piosenka nagrana w 1976 roku w towarzystwie Londyńskich Symfoników. Mało spopularyzowana, bowiem sam film "All This And World War II", z którego pochodziła, jakoś nie zdobył u nas większego uznania. Z kina w ogóle go nie pamiętam, choć przyznam, iż na filmy z muzyką z racji wówczas szczenięcego wieku zacząłem zwracać uwagę kilkanaście miesięcy później. Dlatego moim kultowym obrazem z piosenkami Beatlesów do dzisiaj staje "Orkiestra Klubu Samotnych Serc Sierżanta Pieprza" - z Peterem Framptonem i Bee Gees'ami. Plus gościnnie pojawiającymi się Aerosmith, Alice Cooperem czy Billy'im Prestonem. Filmu "All This And World War II" nie udało mi się zobaczyć do dzisiaj, ale z piosenkami poszło nieco łatwiej.
Gdyby kogoś czasem zaintrygował wspomniany soundtrack do "All This And World War II", to nadmienię, iż jest na nim obok Petera Gabriela jeszcze sporo ciekawostek, weźmy choćby: Bryana Ferry'ego w "She's Leaving Home", Jeffa Lynne'a w "With A Little Help From My Friends / Nowhere Man", bądź perkusistę The Who, Keitha Moona wykonującego "When I'm Sixty-Four". No proszę, i z jednej piosenki zrobił nam się cały ciąg polecajek. A gdyby do nich dołożyć jeszcze: Bee Gees, Roda Stewarta, Eltona Johna, Leo Sayera, to......
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) -
www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"
Ale nie o tym.... Chciałem nawiązać do jednej z Czytelniczek Teraz Rocka, która w najnowszym numerze delikatnie zwróciła uwagę na pogłębiającą się w piśmie małą czcionkę. Cytuję: "....Jej wielkość uniemożliwia czytanie w wielu sytuacjach, jak np. jazda metrem, pociągiem, tramwajem.... Poza tym wzrok nam się będzie pogarszał i wyeliminuje nas to z grona czytelników....". I powiem Państwu, że mnie też sprawa jak najbardziej dotyczy. Jako blisko 51-latek, nie mam już tak wyśrubowanej ostrości. Wszystko zależy od pogody, od promieni słońca, poziomu cukru, a nawet od stanu wypoczęcia. Bywa, że nadal widzę kapitalnie, lecz są też dla przeciwwagi dni zdecydowanie zamglone, mniej wyraziste. Dostrzegam drobniejsze literki, nawet jeśli te wcale nie zmieniają swych gabarytów od lat. Również pragnąłbym nieco większych znaków, a w co istotniejszych akapitach nawet wytłuszczeń. Moje oczy się starzeją, książeczki płyt kompaktowych wydają się z każdym rokiem mniejsze i ciaśniejsze. Niektóre teksty autentycznie muszę odczytywać przy pomocy podręcznej lupy. Notabene, pamiątki po mojej Babci. Jej służyła - teraz mnie. Tak więc, moja Babcia Stasia pozostawiła po sobie nie tylko niezliczoną ilość cudownych malowideł, ale i użytkowe przedmioty. Lupa, to tylko jedno z nich.
Nie mogę doczekać Euro. Nic o tym nie wspominam, ale myślę o mistrzostwach piłkarskich jak moja Zuleczka o swoich ulubionych spacerkach. Dzisiaj towarzyski sprawdzian w Gdańsku z Holandią. Może lepiej byłoby zagrać słabo i przegrać. To zmotywowałoby. Zawsze przed ważnymi imprezami grywaliśmy nieźle, a później wielkie oczekiwania... i klapa. To może teraz odwróćmy kolejność.
W najbliższą niedzielę odbędzie się ostatnie normalne Nawiedzone Studio. Później będzie już tylko futbol, choć mecze nie powinny nam kolidować ze słuchaniem muzyki. Na szczęście nie ma czasowych różnic, bo Francja, to nie RPA lub Korea, więc poza finałem całej imprezy, reszta nie nałoży się na nasze późno-wieczorne spotkania.
Piosenka na dziś: Peter Gabriel w Beatlesowskim "Strawberry Fields Forever". Piosenka nagrana w 1976 roku w towarzystwie Londyńskich Symfoników. Mało spopularyzowana, bowiem sam film "All This And World War II", z którego pochodziła, jakoś nie zdobył u nas większego uznania. Z kina w ogóle go nie pamiętam, choć przyznam, iż na filmy z muzyką z racji wówczas szczenięcego wieku zacząłem zwracać uwagę kilkanaście miesięcy później. Dlatego moim kultowym obrazem z piosenkami Beatlesów do dzisiaj staje "Orkiestra Klubu Samotnych Serc Sierżanta Pieprza" - z Peterem Framptonem i Bee Gees'ami. Plus gościnnie pojawiającymi się Aerosmith, Alice Cooperem czy Billy'im Prestonem. Filmu "All This And World War II" nie udało mi się zobaczyć do dzisiaj, ale z piosenkami poszło nieco łatwiej.
Gdyby kogoś czasem zaintrygował wspomniany soundtrack do "All This And World War II", to nadmienię, iż jest na nim obok Petera Gabriela jeszcze sporo ciekawostek, weźmy choćby: Bryana Ferry'ego w "She's Leaving Home", Jeffa Lynne'a w "With A Little Help From My Friends / Nowhere Man", bądź perkusistę The Who, Keitha Moona wykonującego "When I'm Sixty-Four". No proszę, i z jednej piosenki zrobił nam się cały ciąg polecajek. A gdyby do nich dołożyć jeszcze: Bee Gees, Roda Stewarta, Eltona Johna, Leo Sayera, to......
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) -
www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"
Subskrybuj:
Posty (Atom)























