RADIO AFERA "Nawiedzone Studio", niedziela, godz. 22.00 - 2.00 (98,6 FM Poznań)
POLSKIE RADIO POZNAŃ "Sobotni wieczór Andy'ego", sobota, godz. 23.00 - 1.00 (100,9 FM Poznań)
sobota, 7 lutego 2015
28 lutego 2015 r. ANNEKE VAN GIERSBERGEN & ARJEN. A. LUCASSEN - THE GENTLE STORM ACOUSTIC
ANNEKE VAN GIERSBERGEN (ex-The Gathering)
&
ARJEN. A. LUCASSEN (m.in. Ayreon)
jako projekt: THE GENTLE STORM ACOUSTIC
28 lutego w poznańskim klubie "Blue Note"
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)
===============================
"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP
młodość i rock'n'roll
Bywało, że jako młodzieniec zastanawiałem się jak długo będę lubić rocka. Bałem się mieć do czynienia z jakąś uleczalną chorobą. Tak jak to bywa z katarem lub swędzeniem na środku pleców, do podrapania których akurat paluch nie sięga. Wszak wszystko kiedyś przechodzi. Słuchając wtedy Deep Purple czy AC/DC miałem uczucie obcowania z czymś najpiękniejszym na świecie i drżałem na samą myśl, iż pewnego dnia obudzę się i będzie już po wszystkim. Zamiast gramofonu i płyt, mój pokój zapełni sporych rozmiarów książkowa biblioteka, a na śniadanie będę kawę popijać z filiżanką w dłoni. Ponadto jeszcze chodzić w dobrze skrojonych spodniach, wyprasowanych na kant, a spod sweterka wystawać mi będzie kołnierzyk od śnieżnobiałej koszuli. A jeszcze gorzej, gdy w perspektywie zagrozi gruntowne wykształcenie wiążące krawat na dożywotnim garniturze. Przypatrywałem się zatem jak w takiej roli sprawdzają się ojcowie moich kolegów, choć nie musiałem szukać daleko, przecież mój Tata także całe życie uwielbiał koszule z kołnierzykami. Kiedyś próbowałem namówić go na jakiegoś t-shirta lub zwykły "bezguzikowy" sweter. Niestety, nic z tego. Gdy w końcu przyodział coś podobnego na siebie, nie wiedział gdzie ma podziać dłonie, zapewne czuł się w tym dokładnie tak samo jak ja w garniturze. Przyznaję, i ja kilka razy zhańbiłem się krawatem (zawsze pod naciskiem), lecz po dziś dzień stosuję względem niego uniki. Nie pozwalam zapraszać się zatem na żadne wesela, chrzciny (w ogóle jak najdalej od kościoła i kleru), a na pogrzeby zakładam specjalną i jedyną czarną koszulę jaką posiadam, za którą dałem niegdyś autentycznie grubą forsę, ponieważ musiała być z najdelikatniejszych włókien. Lecz nawet pomimo tej dogodności, szczerze jej nie znoszę.
Odskoczyłem jednak od głównego wątku. Wielokrotnie zdarzyło mi się w młodości przedostać wyobraźnią do obecnych czasów. Jak to będzie w wieku pięćdziesięciu lat? - zastanawiałem się. Czy wciąż będę żywić sympatią Iron Maiden, Whitesnake czy Led Zeppelin, a może pozostanie mi już tylko liczenie taktów pod dyktando batuty Herberta Von Karajana?. Nie wyobrażałem tego sobie, pragnąłem do końca życia kochać tylko długowłosych szarpidrutów. Dziś już wiem, że na szczęście nic się we mnie nie zmieniło i raczej zmienić nie powinno. Jednak pamiętam jak bardzo wielu dobrych kompanów przedwcześnie straciło dziewictwo, wchodząc tym samym błyskawicznie w dorosłe życie, a co za tym idzie - w pieluchy. Niektórym przytrafiło się to jeszcze w trakcie szkolnej edukacji. Szybko skończyło się zatem słuchanie Iron Maiden, wspólne eskapady na koncerty, jak i sympatyczna wódeczka w osiedlowym barze. Sprzęt grający zaczął pokrywać kurz, choć najczęściej trafiała na niego jakaś serwetka z ludowym akcentem, a na niej obowiązkowa porcelanowa figurka ze słoniem. Taka durna moda - z trąbą ku górze - bo ma przynosić szczęście. A widział ktoś kiedykolwiek figurkę z trąbą ku dołu?
Jako 18-25-latek byłem dość lubianym osobnikiem. Ponoć skromnym, sympatycznym i nieśmiałym. Były takie czasy. Zapraszano mnie więc wszędzie. W pewnym momencie tylko do samych nowożeńców. Napatrzyłem się na to przedwczesne szczęście. Widok z reguły bywał zawsze ten sam - odstępny pokoik u teściów, sama teściowa zawsze za ścianą w kuchni na czatach, znudzony teść z gazetą w głównym salonie właśnie wygrzewał miejsce w rozklekotanym fotelu, a młodzi państwo cieszyli się z odwiedzin każdych gości, pod warunkiem, że prowadziło się konwersacje szeptem, jako że zawsze dziecko akurat przed chwilą właśnie zasnęło. Mowy nie było zatem o włączeniu jakiejkolwiek płyty, zresztą te i tak zostały już wcześniej na lata zakopane w jakiejś zabytkowej szafie, na siódmy spust, a sam grający sprzęt służył już tylko za ozdobę. W najlepszym wypadku co bardziej nieustępliwy żonkoś instalował sobie jeszcze zestaw słuchawkowy, ale i tak Iron Maiden ustępował pola Andreasowi Vollenweiderowi lub Jean Michel Jarre'owi. Tak wyglądały niemal wszystkie obrazy z odwiedzin młodych małżonków, a dokonałem ich z dobre dwa tuziny. I nie było zmiłuj, nie dało rady się z tego wycofać. Ja jeszcze wówczas miałem zaplanowanych dobrych dziesięć lat wolności, o której oni mogli już całkowicie zapomnieć. Pomijam fakt, że w tak młodym wieku przychodziło z reguły drastyczne rozczarowanie, albowiem te jeszcze przed chwilą piękne dziewczyny, dopiero co powyciągane z szalonych prywatek (dzisiejsze domówki), teraz były blade, niewyspane, a co gorsza - zupełnie zwyczajne. Szybko przechodziło pierwsze oczarowanie. Większość z tych przedwczesnych związków za chwilę się rozpadło. Jedne niemal błyskawicznie, inne po niewielu latach. Chęć zbyt wczesnego wejścia w dorosłe życie z reguły nigdy nie miało szans przetrwania, a cofnąć czasu już nie dało rady. Bo nie każdy w życiu trafił na taką kobietkę - jak ja. Dlatego, nie spieszcie się, na "to" zawsze przyjdzie czas. Używajcie muzyki, miłości i młodości - nie pozwólcie sobie tego przedwcześnie wyrwać.
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)
===============================
"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP
Odskoczyłem jednak od głównego wątku. Wielokrotnie zdarzyło mi się w młodości przedostać wyobraźnią do obecnych czasów. Jak to będzie w wieku pięćdziesięciu lat? - zastanawiałem się. Czy wciąż będę żywić sympatią Iron Maiden, Whitesnake czy Led Zeppelin, a może pozostanie mi już tylko liczenie taktów pod dyktando batuty Herberta Von Karajana?. Nie wyobrażałem tego sobie, pragnąłem do końca życia kochać tylko długowłosych szarpidrutów. Dziś już wiem, że na szczęście nic się we mnie nie zmieniło i raczej zmienić nie powinno. Jednak pamiętam jak bardzo wielu dobrych kompanów przedwcześnie straciło dziewictwo, wchodząc tym samym błyskawicznie w dorosłe życie, a co za tym idzie - w pieluchy. Niektórym przytrafiło się to jeszcze w trakcie szkolnej edukacji. Szybko skończyło się zatem słuchanie Iron Maiden, wspólne eskapady na koncerty, jak i sympatyczna wódeczka w osiedlowym barze. Sprzęt grający zaczął pokrywać kurz, choć najczęściej trafiała na niego jakaś serwetka z ludowym akcentem, a na niej obowiązkowa porcelanowa figurka ze słoniem. Taka durna moda - z trąbą ku górze - bo ma przynosić szczęście. A widział ktoś kiedykolwiek figurkę z trąbą ku dołu?
Jako 18-25-latek byłem dość lubianym osobnikiem. Ponoć skromnym, sympatycznym i nieśmiałym. Były takie czasy. Zapraszano mnie więc wszędzie. W pewnym momencie tylko do samych nowożeńców. Napatrzyłem się na to przedwczesne szczęście. Widok z reguły bywał zawsze ten sam - odstępny pokoik u teściów, sama teściowa zawsze za ścianą w kuchni na czatach, znudzony teść z gazetą w głównym salonie właśnie wygrzewał miejsce w rozklekotanym fotelu, a młodzi państwo cieszyli się z odwiedzin każdych gości, pod warunkiem, że prowadziło się konwersacje szeptem, jako że zawsze dziecko akurat przed chwilą właśnie zasnęło. Mowy nie było zatem o włączeniu jakiejkolwiek płyty, zresztą te i tak zostały już wcześniej na lata zakopane w jakiejś zabytkowej szafie, na siódmy spust, a sam grający sprzęt służył już tylko za ozdobę. W najlepszym wypadku co bardziej nieustępliwy żonkoś instalował sobie jeszcze zestaw słuchawkowy, ale i tak Iron Maiden ustępował pola Andreasowi Vollenweiderowi lub Jean Michel Jarre'owi. Tak wyglądały niemal wszystkie obrazy z odwiedzin młodych małżonków, a dokonałem ich z dobre dwa tuziny. I nie było zmiłuj, nie dało rady się z tego wycofać. Ja jeszcze wówczas miałem zaplanowanych dobrych dziesięć lat wolności, o której oni mogli już całkowicie zapomnieć. Pomijam fakt, że w tak młodym wieku przychodziło z reguły drastyczne rozczarowanie, albowiem te jeszcze przed chwilą piękne dziewczyny, dopiero co powyciągane z szalonych prywatek (dzisiejsze domówki), teraz były blade, niewyspane, a co gorsza - zupełnie zwyczajne. Szybko przechodziło pierwsze oczarowanie. Większość z tych przedwczesnych związków za chwilę się rozpadło. Jedne niemal błyskawicznie, inne po niewielu latach. Chęć zbyt wczesnego wejścia w dorosłe życie z reguły nigdy nie miało szans przetrwania, a cofnąć czasu już nie dało rady. Bo nie każdy w życiu trafił na taką kobietkę - jak ja. Dlatego, nie spieszcie się, na "to" zawsze przyjdzie czas. Używajcie muzyki, miłości i młodości - nie pozwólcie sobie tego przedwcześnie wyrwać.
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)
===============================
"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP
czwartek, 5 lutego 2015
GREENWAY - "Serious Business" - (1988) -
GREENWAY
"Serious Business" - (ATLANTIC) -
****
"Serious Business" jest jedyną solową płytą Briana Greenwaya - gitarzysty kanadyjskiej grupy April Wine. Grupy nie o takiej rażącej sile popularności co dla przykładu inni przedstawiciele klonowego liścia, jak prog-rockowi Rush czy przebojowy Bryan Adams, a jednak w rodzimych stronach grupy niezwykle cenionej. Podobnie zresztą jak doskonały tamtejszy tercet Triumph, który w naszym kraju pozostaje po dziś dzień wręcz anonimowy, a dla przykładu już w tak nieodległej Skandynawii, noszący status hard rockowej gwiazdy.
Greenway wraz z wokalistą i gitarzystą Mylesem Goodwynem stanowili za dwie największe zespołowe indywidualności, które pomimo chęci przywództwa potrafiły się jednak ze sobą dogadać. Mimo tego, po nagraniu w 1985 r. udanej płyty "Walking Through Fire", muzycy zrobili sobie wolne, które to trwało blisko dekadę, po czym zawiązano przymierze i powrócono do grania pod dawną banderą. Co prawda, tych kilka nagranych kolejnych płyt nie cieszyło się już zbyt wielkim uznaniem, a jednak nie zniechęciło to muzyków do dalszego tworzenia.
I gdzieś tam, pomiędzy latami przeznaczonymi dla twórczości grupy, pojawił się rok 1988. Przychylny jak mało który dla gitarowego melodyjnego rocka, w jakim notabene April Wine sprawnie poruszali się od zawsze. Choć należy podkreślić, iż entuzjaści pierwszych trzech-czterech bardziej "zadziornych" albumów, nie chcą mieć raczej zbyt wiele wspólnego z wszystkimi kolejnymi.
We wspomnianym 1988 roku Goodwyn oraz Greenway, wydali swoje solowe albumy, i jak się później miało okazać - jedyne. Oba bardzo stylowe, choć paradoksalnie różne względem siebie, a i oba zarazem dyskretnie przemilczane przez ówczesne listy przebojów. Płytę Mylesa Goodwyna prezentowałem niedawny czas temu w Nawiedzonym Studio, a na solową próbkę możliwości Briana Greenwaya już wkrótce przyjdzie czas.
Muzyka z "Serious Business" powinna ucieszyć wszelakich entuzjastów od melodyjnego rocka, jak i tej nieco lżejszej odmiany hard rocka. Gdzie główną rolę sprawuje bardziej miękka sekcja gitarowo-klawiszowa. Warto przy okazji zaznaczyć, iż obok chwytliwych gitarowych akordów (w tym także techniką slide) oraz brawurowych choć z reguły krótkich solówek Greenwaya, na płycie zabawił jeszcze niesamowity Aldo Nova. Tutaj w roli klawiszowca, choć jak wiemy, muzyk "na swoim" najchętniej pełni rolę gitarzysty. Niedawno prezentowałem jego debiut, a w przeszłości także i pozostałe albumy.
W tak zwanym "Serious Business Band" (to nazwa grupy Greenwaya na tymże właśnie LP) pojawił się jeszcze klasowy bębniarz Andy Newmark (współpracownik Pink Floyd, Davida Gilmoura czy Carly Simon). Personalia zatem bardzo okazałe.
No i w tym momencie ktoś może pomyśleć, po co ten facet rozpisuje się o jakimś nikomu (u nas!) tu nieznanym Brianie Greenwayu?. Ano właśnie, oto sedno sprawy. Ponieważ czuję się już zmęczony notorycznymi i do znudzenia powtarzającymi się tymi samymi hasłami, w rodzaju Led Zeppelin, Pink Floyd, plus jeszcze z górą kilkoma innymi tuzami. Przecież świat muzyki nie kończy się tylko na pięknej gitarze Gilmoura i boskim gardziołku Pana Roberta, a z 75 procentami sympatyków rocka o nikim innym bracie nie pogadasz. Dlatego zachęcam do poszukiwań, by nie zejść z tego świata w nieświadomości, bądź i w poczuciu, że coś się przeoczyło.
Można tylko żałować, że Greenway w tamtym czasie nie stworzył czegoś więcej. Po tych dziesięciu kawałkach z "Serious Business" dopada człowieka uczucie głębokiego niedosytu. Chciałoby się od razu pod ręką mieć kolejne jego płyty. Maestro zadbał tu o wszystko co kocham w muzyce najbardziej, czyli o melodie, o różnorodność, o klasowe ich zagranie (świetne partie gitar!), ale przede wszystkim - o emocje!. Czuć, że facet nie odstawił żadnej kontraktowej fuszery, a włożył w to dzieło całego siebie.
Jak jest rockowo, to noga sama tupie i rozwala stropy ("In The Danger Zone", "Right Track" lub "R U Ready For Love"), a jeśli ballady, to takie, które skruszą mury do najbardziej zabetonowanych serc ("I Can't Hold Back", "Playin' To Win", "I Believe In You" oraz absolutnie niezwykłej urody "Let It Go").
Świetna płyta, chyba nawet dla każdego, wszak pod jednym warunkiem, że bardzo zechcemy do niej dotrzeć.
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)
===============================
"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP
wtorek, 3 lutego 2015
najlepsi wg lutowego "Teraz Rock"
Kupiłem dzisiaj lutowy "Teraz Rock". Wkładka o The Black Keys, myślę - fajnie. Pod koniec magazynu najciekawszy dział "Teraz Historia". To dla niego wciąż warto kupować to jedyne kultowe pismo. Szkoda, że w całej pozostałej reszcie dzieje się tak niewiele. Chyba, że kogoś kręcą relacje z koncertów mocno przereklamowanych Royal Blood, bądź wypas wydarzenie "Zacieralia 2015". Recenzji płyt jak na miesięcznik dramatycznie mało. W tym większość z nich mocno już po czasie - chociażby: Neal Schon "So U", Genesis "R-Kive" czy Krokus "Long Stick Goes Boom....".
Redakcja wymyśliła ciekawostkę pod hasłem "25 superrefrenów polskiego rocka" - uwaga! - na 6 stronach. Z kolei, inne 3, pochłonęły faworytki za ubiegły rok, wytypowane przez znaczących artystów pokroju Kazika Staszewskiego, bądź Roberta "Litzy" Friedricha. Okazało się, że ikona polskiego rocka Kazik Staszewski, spośród wszystkich płyt tego świata, zachwycił się Dr Misio, Marszałkiem Pizdudskim, J-23/Korpusem Dyplomatycznym i jeszcze kilkoma innymi delicjami. Natomiast (równa Kazikowi) potęga rodzimego "solidnego napierdalania" - Litza, pochylił czoła przed najnowszymi Acid Drinkers (oj nie, proszę mu nie zarzucać nieskromności, on jest teraz właścicielem Luxtorpedy, a z Acidami nie ma już niczego wspólnego, więc głosuje na "nie swoje"). "Cieszy mnie", że się na powyższych panach nie zawiodłem. Zawsze można na nich liczyć. Za co dziękuję. Na redaktorach pisma, jak i czytelnikach - także. Bo oto w tym właśnie numerze nastąpiło rozwiązanie plebiscytu na wszystko co "naj" za rok 2014. A co tutaj się dzieje..., łojojojoj !!!
Człowiek, gdyby tylko zatapiał się w "Q", "Mojo", "Classic Rock" lub "Rolling Stone", to by nie miał zielonego pojęcia co tak naprawdę w muzycznej trawie piszczy., Proszę dać mi wiarę, że nasza polska odrębność i oryginalność kulturowa, mogłyby zaimponować w każdej części globu. I tylko żal do świata, że tak wspaniałych artystów jakich zrodziła nasza polska ziemia, tylko tamtejsi głupcy nie kumają, bo my tutaj w Polsce słuchamy ich zgodnym chórem. Wyniki rubryki "Teraz najlepsi 2014" dały mi do myślenia - ile to jeszcze przede mną. Mam tyle płyt, a wciąż nie dokopałem się jeszcze do rzeczy najlepszych. Weźmy na ruszt tylko nasze podwórko, zagraniczne typowania odpuszczamy - byśmy się wspólnie nie pogrążyli.
"Teraz Najlepsi 2014 - TU". Instrumentalistą roku został niekwestionowany geniusz Robert "Litza" Friedrich. Jezu, a ja w domu żadnej jego płyty ! W dziale "zespół" zwyciężyli co prawda Behemoci, ale proszę się nie martwić, bo oto już na drugim miejscu widnieje Luxtorpeda, a tuż za rogiem po piętach depczą jej Acid Drinkersi. W rubryce "płyta roku" - w tej samej kolejności drugie i trzecie miejsce okupują najnowsze dzieła Luxtorpedy i Acidów. Za "przebój roku" wybrano rzecz jasna kawałek Acid Drinkers "Don't Drink Evil Things". Lecimy dalej i przechodzimy do rubryki "Koncert (roku) Polskiego Wykonawcy", i co my tutaj mamy? Na pierwszym miejscu Budka Suflera na Przystanku Woodstock. Ufff! - mam, kupiłem ostatnio - honor zatem powraca. Ale już po chwili znowu topnieję, ponieważ drugie miejsce z Acid Drinkers na Luxfeście, tylko obnaża po raz kolejny mój brak dobrego gustu. Na dobitkę jeszcze miejsce trzecie - Acid Drinkers na Przystanku Woodstock, a Luxtorpeda na Cieszanów Rock Festiwal, także na wybornym miejscu szóstym. To już po mnie. Szczególnie, gdy jeszcze wyłoni się Coma na festiwalu w Jarocinie na miejscu siódmym.
Najlepsze jednak zostawiłem Państwu na koniec. Dział "Artysta/Zespół Wszech Czasów". Na pierwszym miejscu Kult. Na czwartym Acid Drinkers. Okazuje się, że buty im czyszczą SBB, Czesław Nemen, TSA czy Dżem. A teraz UWAGA !!! - dział "Płyta Wszech Czasów" - na najwyższym podium ACID DRINKERS "Infernal Connection", a zaraz na drugim COMA "Pierwsze Wyjście z Mroku" Swoją potęgą pokazały rury wydechowe albumom" Republika "Nowe Sytuacje", Budka Suflera "Cień Wielkiej Góry", Niemen "Niemen Enigmatic" i jeszcze kilku innym.... I tutaj następuje moje "nie rozumiem" , gdyż w ostatnim dziale pod ochrzczonym nazwą "Najbardziej Oczekiwana Premiera Płytowa 2015", na pierwszym miejscu uplasowała się Coma, natomiast zabrakło Acid Drinkers czy Luxtorpedy. Na szczęście na siódmym miejscu zapachniało Kultem, więc nie wszystko stracone.
Na stronie ósmej widnieje dział "Teraz Listy". Zawsze mnie zastanawia ten przytłaczający entuzjazm, płynący z listów do redakcji. Jak ja bym pragnął otrzymywać tylko same takie pochlebstwa. Naprawdę zazdroszczę. Tego nie ma chyba w żadnym innym piśmie. Jedyną krytyką jest zarzut od pana Arkadiusza, że zbyt wiele płyt ocenia się w piśmie na bezpieczne trzy i pół gwiazdki. Pan Arkadiusz wyraził ponadto żal, że w podsumowaniu zniesiono rubrykę "rozczarowanie", przez co nie mógł tam wstawić swego faworyta - najnowszego dzieła U2. Mam nadzieję, że zrekompensowało zapewne panu Arkadiuszowi zagłosowanie na Kult, Acid Drinkers, Royal Blood, Jacka White'a i jeszcze kilku innych "najlepszych" - rzecz jasna.
Nie zawiodłem się, mógłbym obstawiać każdego roku terazrockowe plebiscyty, odnosiłbym zapewne na tym polu o wiele większe sukcesy, niż dawne moje hazardy toto lotkowo-pokerowe.
Żywię nadzieję, że w tym roku nowymi albumami zaszczycą nas Kult, Kazik, Coma, Luxtorpeda, Strachy Na Lachy i Acid Drinkers i o pierwszą szóstkę martwić się nie musimy, a reszta niech się goni.
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)
===============================
"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP
Redakcja wymyśliła ciekawostkę pod hasłem "25 superrefrenów polskiego rocka" - uwaga! - na 6 stronach. Z kolei, inne 3, pochłonęły faworytki za ubiegły rok, wytypowane przez znaczących artystów pokroju Kazika Staszewskiego, bądź Roberta "Litzy" Friedricha. Okazało się, że ikona polskiego rocka Kazik Staszewski, spośród wszystkich płyt tego świata, zachwycił się Dr Misio, Marszałkiem Pizdudskim, J-23/Korpusem Dyplomatycznym i jeszcze kilkoma innymi delicjami. Natomiast (równa Kazikowi) potęga rodzimego "solidnego napierdalania" - Litza, pochylił czoła przed najnowszymi Acid Drinkers (oj nie, proszę mu nie zarzucać nieskromności, on jest teraz właścicielem Luxtorpedy, a z Acidami nie ma już niczego wspólnego, więc głosuje na "nie swoje"). "Cieszy mnie", że się na powyższych panach nie zawiodłem. Zawsze można na nich liczyć. Za co dziękuję. Na redaktorach pisma, jak i czytelnikach - także. Bo oto w tym właśnie numerze nastąpiło rozwiązanie plebiscytu na wszystko co "naj" za rok 2014. A co tutaj się dzieje..., łojojojoj !!!
Człowiek, gdyby tylko zatapiał się w "Q", "Mojo", "Classic Rock" lub "Rolling Stone", to by nie miał zielonego pojęcia co tak naprawdę w muzycznej trawie piszczy., Proszę dać mi wiarę, że nasza polska odrębność i oryginalność kulturowa, mogłyby zaimponować w każdej części globu. I tylko żal do świata, że tak wspaniałych artystów jakich zrodziła nasza polska ziemia, tylko tamtejsi głupcy nie kumają, bo my tutaj w Polsce słuchamy ich zgodnym chórem. Wyniki rubryki "Teraz najlepsi 2014" dały mi do myślenia - ile to jeszcze przede mną. Mam tyle płyt, a wciąż nie dokopałem się jeszcze do rzeczy najlepszych. Weźmy na ruszt tylko nasze podwórko, zagraniczne typowania odpuszczamy - byśmy się wspólnie nie pogrążyli.
"Teraz Najlepsi 2014 - TU". Instrumentalistą roku został niekwestionowany geniusz Robert "Litza" Friedrich. Jezu, a ja w domu żadnej jego płyty ! W dziale "zespół" zwyciężyli co prawda Behemoci, ale proszę się nie martwić, bo oto już na drugim miejscu widnieje Luxtorpeda, a tuż za rogiem po piętach depczą jej Acid Drinkersi. W rubryce "płyta roku" - w tej samej kolejności drugie i trzecie miejsce okupują najnowsze dzieła Luxtorpedy i Acidów. Za "przebój roku" wybrano rzecz jasna kawałek Acid Drinkers "Don't Drink Evil Things". Lecimy dalej i przechodzimy do rubryki "Koncert (roku) Polskiego Wykonawcy", i co my tutaj mamy? Na pierwszym miejscu Budka Suflera na Przystanku Woodstock. Ufff! - mam, kupiłem ostatnio - honor zatem powraca. Ale już po chwili znowu topnieję, ponieważ drugie miejsce z Acid Drinkers na Luxfeście, tylko obnaża po raz kolejny mój brak dobrego gustu. Na dobitkę jeszcze miejsce trzecie - Acid Drinkers na Przystanku Woodstock, a Luxtorpeda na Cieszanów Rock Festiwal, także na wybornym miejscu szóstym. To już po mnie. Szczególnie, gdy jeszcze wyłoni się Coma na festiwalu w Jarocinie na miejscu siódmym.
Najlepsze jednak zostawiłem Państwu na koniec. Dział "Artysta/Zespół Wszech Czasów". Na pierwszym miejscu Kult. Na czwartym Acid Drinkers. Okazuje się, że buty im czyszczą SBB, Czesław Nemen, TSA czy Dżem. A teraz UWAGA !!! - dział "Płyta Wszech Czasów" - na najwyższym podium ACID DRINKERS "Infernal Connection", a zaraz na drugim COMA "Pierwsze Wyjście z Mroku" Swoją potęgą pokazały rury wydechowe albumom" Republika "Nowe Sytuacje", Budka Suflera "Cień Wielkiej Góry", Niemen "Niemen Enigmatic" i jeszcze kilku innym.... I tutaj następuje moje "nie rozumiem" , gdyż w ostatnim dziale pod ochrzczonym nazwą "Najbardziej Oczekiwana Premiera Płytowa 2015", na pierwszym miejscu uplasowała się Coma, natomiast zabrakło Acid Drinkers czy Luxtorpedy. Na szczęście na siódmym miejscu zapachniało Kultem, więc nie wszystko stracone.
Na stronie ósmej widnieje dział "Teraz Listy". Zawsze mnie zastanawia ten przytłaczający entuzjazm, płynący z listów do redakcji. Jak ja bym pragnął otrzymywać tylko same takie pochlebstwa. Naprawdę zazdroszczę. Tego nie ma chyba w żadnym innym piśmie. Jedyną krytyką jest zarzut od pana Arkadiusza, że zbyt wiele płyt ocenia się w piśmie na bezpieczne trzy i pół gwiazdki. Pan Arkadiusz wyraził ponadto żal, że w podsumowaniu zniesiono rubrykę "rozczarowanie", przez co nie mógł tam wstawić swego faworyta - najnowszego dzieła U2. Mam nadzieję, że zrekompensowało zapewne panu Arkadiuszowi zagłosowanie na Kult, Acid Drinkers, Royal Blood, Jacka White'a i jeszcze kilku innych "najlepszych" - rzecz jasna.
Nie zawiodłem się, mógłbym obstawiać każdego roku terazrockowe plebiscyty, odnosiłbym zapewne na tym polu o wiele większe sukcesy, niż dawne moje hazardy toto lotkowo-pokerowe.
Żywię nadzieję, że w tym roku nowymi albumami zaszczycą nas Kult, Kazik, Coma, Luxtorpeda, Strachy Na Lachy i Acid Drinkers i o pierwszą szóstkę martwić się nie musimy, a reszta niech się goni.
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)
===============================
"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP
spontaniczny Maciek
Taka sytuacja, niczym po ogień wlatuje do mnie do roboty Maciek Madejski (radiowy kolega - gdyby ktoś czasem jeszcze nie wiedział), rzuca krótkie i szybkie pytanie: "Andrzej, masz w kolekcji The Beautiful South "Queench" ?". "Tej akurat nie mam" - odpowiadam. "Ok, zaraz wracam" - rzuca na odchodne. I tak po kilku minutach Maciek powraca, tyle że już z płytą w dłoni. "To dla ciebie" - dorzuca. Ten "szaleniec" zobaczył, że w jakimś sklepie płytka leżała na półce w bezczelnie okazyjnej cenie, a że swoją już miał.... - wpadło mu na myśl, że ma ochotę mi ją podarować. Dzięki Ci Maciek !
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)
===============================
"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)
===============================
"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP
poniedziałek, 2 lutego 2015
byle nie szpule i kasety
Ach te taśmy, iluż to wapniaków z sentymentem wspomina dziś czasy kopiowania muzyki na niewygodne szpule lub kanciate kasety. Już wtedy uczono piractwa. Tak tak, ci wszyscy zacni dziennikarze jawnie przecież w imię ówczesnego bezprawia namawiali naród do ustawiania grajotek pod długość właśnie nadawanego albumu. Ludzie, którzy chcieli mieć muzykę, a było im na nią szkoda forsy, kupowali w Pewexie najtańszy kasetowy badziew - po dolcu za sztukę, tak by starczyło za jak najmniej, na jak najwięcej. A później wiecznie narzekali, że magnetofon znowu wciągnął kolejną taśmę, albo że cholera się rozciągnęła, inna z kolei rozmagnetyzowała, a jeszcze kolejna po prostu się zerwała, że o fatalnych jakościowo kopiach nawet wspominać nie warto - i tak każda z nich grała okropnie od zawsze. No to w celu udoskonalania piractwa, owi spece od nagrywania wszystkiego co tylko im podsunięto, inwestowali w coraz to lepszy i droższy sprzęt, w kasety lub szpule - niestety także. Nawet super wypasione magnety i tak chodziły niczym babcie do komunii. Zamiast od początku wpaść na pomysł sprawienia sobie dobrego gramofonu, a i pewnej ilości płyt, którymi można było później handlować na wszelakie sposoby i zawsze mieć mnóstwo muzyki. Co ważne - o najlepszej jakości. Zamiast ślęczeć godzinami i modląc się do jedynego guru Kaczkowskiego o zagranie tego czy owego, a później przez dziesięciolecia gloryfikowania jego "zasług".
Na szczęście w tamtych latach nie miałem w ogóle pojęcia o takiej formie kręcenia wałków, tak więc dzielnie kupowałem, sprzedawałem i wymieniałem winyle, dzięki czemu poznałem wszystko co matka natura stworzyła. Nigdy nie musiałem niczego przewijać, uważać by nie stawiać przy telewizorze, zmazywać i nagrywać ponownie. I zawsze na muzykę gapiłem się przez kolorowe okładki, zamiast przez pryzmat stępionego ołówka od fonetycznego zapisywania tytułów piosenek. Na szczęście nie muszę dzisiaj z urokiem wspominać tego anty-fonograficznego kalectwa, które od zawsze uważałem za absolutnie chore. Bo kasety kupowali nawet Niemcy czy Amerykanie, lecz jedynie do słuchania muzyki w samochodzie, ponieważ kompaktów jeszcze nie wynaleziono. A gdy już ci wracali do swych domów, to tam czekał na nich prawdziwy sprzęt hi-fi i pokaźna kolekcja płyt. Kasety jedynie im służyły do zabijania ciszy w aucie, bądź zagłuszenia ryczącego silnika. I do niczego więcej.
Podchwytliwie zapytał mnie wczoraj sms-em jeden ze Słuchaczy - a co pan sądzi o nośnikach dla szpulowych magnetofonów? Jako, że szybko wyczułem podstęp, a i nadchodzącą niepotrzebnie (prowadzoną godzinami) polemikę, odparłem - nie znoszę taśm, nawet jeśli z nich nagrywa się przecież później płyty.
Reasumując, nie pojmuję "fenomenu muzyki dla ubogich", bo albo się muzyką kocha i inwestuje jak w uczucia dla osoby najbliższej, albo daje kopa w dupę. Po co stosować jakieś środki zamienne.
Najlepiej mam ja, od zawsze kupuję winyle i kompakty, nie ulegam panującym modom, a taśmom konsekwentnie mówię - nie!
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)
===============================
"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP
Na szczęście w tamtych latach nie miałem w ogóle pojęcia o takiej formie kręcenia wałków, tak więc dzielnie kupowałem, sprzedawałem i wymieniałem winyle, dzięki czemu poznałem wszystko co matka natura stworzyła. Nigdy nie musiałem niczego przewijać, uważać by nie stawiać przy telewizorze, zmazywać i nagrywać ponownie. I zawsze na muzykę gapiłem się przez kolorowe okładki, zamiast przez pryzmat stępionego ołówka od fonetycznego zapisywania tytułów piosenek. Na szczęście nie muszę dzisiaj z urokiem wspominać tego anty-fonograficznego kalectwa, które od zawsze uważałem za absolutnie chore. Bo kasety kupowali nawet Niemcy czy Amerykanie, lecz jedynie do słuchania muzyki w samochodzie, ponieważ kompaktów jeszcze nie wynaleziono. A gdy już ci wracali do swych domów, to tam czekał na nich prawdziwy sprzęt hi-fi i pokaźna kolekcja płyt. Kasety jedynie im służyły do zabijania ciszy w aucie, bądź zagłuszenia ryczącego silnika. I do niczego więcej.
Podchwytliwie zapytał mnie wczoraj sms-em jeden ze Słuchaczy - a co pan sądzi o nośnikach dla szpulowych magnetofonów? Jako, że szybko wyczułem podstęp, a i nadchodzącą niepotrzebnie (prowadzoną godzinami) polemikę, odparłem - nie znoszę taśm, nawet jeśli z nich nagrywa się przecież później płyty.
Reasumując, nie pojmuję "fenomenu muzyki dla ubogich", bo albo się muzyką kocha i inwestuje jak w uczucia dla osoby najbliższej, albo daje kopa w dupę. Po co stosować jakieś środki zamienne.
Najlepiej mam ja, od zawsze kupuję winyle i kompakty, nie ulegam panującym modom, a taśmom konsekwentnie mówię - nie!
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)
===============================
"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP
"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 1 lutego 2015 - Radio "Afera", Poznań, 98,6 FM + zastępstwo w "BLUES RANUS"
"BLUES RANUS" - zastępstwo
program z 1 lutego 2015 r.
RADIO "AFERA" 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!!
www.afera.com.pl
realizacja: Krzysztof Piechota
prowadzenie: Andrzej Masłowski
JOE BONAMASSA - "Different Shades Of Blue" - (2014) -
- Different Shades Of Blue
BERNIE MARSDEN - "Shine" - (2014) -
- Shine - {featuring JOE BONAMASSA}
ARENA - "The Seventh Degree Of Separation" - (2011) -
- One Last Au Revoir
![]() |
| 11 kwietnia br. koncert w poznańskim klubie "Blue Note" |
SBB - "Blue Trance" - (2010) -
- Pamięci Czas
- Coda Trance
SBB - "Welcome" - (1979) -
- Loneliness
![]() |
| 24 lutego br. koncert w poznańskim klubie "Eskulap" |
FLEETWOOD MAC - "The Best Of Peter Green's" - (2002) - kompilacja
- Something Inside Of Me - {1969}
- The Green Manalishi (With The Two Pronged Crown) - {1970}
================================
================================
"NAWIEDZONE STUDIO"
program z 1 lutego 2015 r.
RADIO "AFERA" 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!!
www.afera.com.pl
realizacja: Krzysztof Piechota
prowadzenie: Andrzej Masłowski
GAMMA RAY - "Empire Of The Undead" - (2014) -
- Avalon
- Time For Deliverance
CETI - "Killing Time" - (2014) - MAXI CD
- Game Of Love - {gościnnie ALESSANDRO DEL VECCHIO}
- Czas Zła
SCORPIONS - "Blackout" - (1982) -
- You Give Me All I Need
- Now!
DEEP PURPLE - "Stormbringer" - (1974) -
- The Gypsy
BLACK SABBATH featuring TONY IOMMI - "Seventh Star" - (1986) -
- No Stranger To Love
WHITESNAKE - "Live In '84 - Back To The Bone" - (2014) -
- Slow An' Easy
DEMIS ROUSSOS - "Attitudes" - (1982) -
- Follow Me
- House Of The Rising Sun
DEMIS ROUSSOS - "Souvenirs" - (1975) -
- Winter Rains
- From Souvenirs To Souvenirs
- Perdoname
APHRODITE'S CHILD - "666" - (1972) -
- The Four Horseman
THE WATERBOYS - "Modern Blues" - (2015) -
- Long Strange Golden Road
SYLVAN - "Home" - (premiera 20.02.2015) -
- Shine
AYREON - "The Human Equation" - (2004) -
- Day Seven: Hope
DEINE LAKAIEN - "Crystal Palace" - (2014) -
- Forever And A Day
- The Ride
- Where The Winds Don't Blow
ROY ORBISON - "Mystery Girl" - (1989 / reedycja 2014) - DELUXE
- You Got It
- In The Real World
- A Love So Beautiful
- California Blue
- She's A Mystery To Me
AMERICA - "Harbor" - (1977) -
- Don't Cry Baby
- Sarah
- Sergeant Darkness
TOTO - "Fahrenheit" - (1986) -
- Lea
- Don't Stop Me Now
MARK KNOPFLER - "Privateering" - (2012) -
- Privateering
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)
===============================
"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















