KROKUS
"Long Stick Goes Boom" - Live From Da House Of Rust
(SONY MUSIC)
****1/2
Solothurn jest niewielką, otoczoną górami miejscowością, leżącą w północnej części Szwajcarii. I nie każdy ma prawo wiedzieć, że to właśnie tam zainicjowała się grupa Krokus. Stało się to w 1975 roku, w czasach kiedy to muzycy tego zespołu mieli ambicję grać rocka progresywnego. Do momentu, gdy za sitkiem pojawił się charyzmatyczny wokalista Marc Storace, który kompletnie wszystko przewrócił do góry nogami, zabierając grupę w wieczystą podróż po krainie hard'n'heavy. Złośliwi nawet twierdzą, że Krokus, to taki AC/DC dla ubogich, i choć podobieństw nie da się zatuszować, wątpię by muzykom z tego zespołu zależało na beznamiętnym kopiowaniu rówieśniczych kolegów z krainy kangurów.
Krokus odrodzili się muzycznie w ostatnich latach (bardzo dobry album "Dirty Dynamite", jeszcze lepszy wcześniejszy "Hoodoo"), zaczęli nawet w czasach regresów ekonomicznych sprzedawać spore ilości płyt. Dla przykładu, album "Hoodoo" w rodzimej Szwajcarii pokrył się Platyną.
Grupa przeżywa drugą młodość, przy okazji w niczym nie ustępując entuzjazmowi jaki z sobą nieśli w czasach genialnych płyt "Hardware" czy "Headhunter". Do tego, w sześcioosobowym składzie znajduje się aż czterech muzyków z tamtych najbardziej kwiecistych lat, tj. wokalista Marc Storace, gitarzyści Fernando Von Arb i Mark Kohler, oraz basista Chris Von Rohr. Czuć, że dobre duszki im sprzyjają, bo rock'n'roll spod ich ostrzy sypie złotymi wiórami.
Do tej pory grupa wydała oficjalnie tylko dwa albumy koncertowe, ten jest trzecim i zarazem najlepszym. Zarówno pod względem wykonawstwa jak i samej realizacji, bowiem repertuarowo "Fire And Gasoline", także był przecież niczego sobie. Jednak brakowało mu "tego czegoś".
Koncert w Solothurn odbył się 30 sierpnia ub.roku, w miejscu o nazwie "House Of Rust". Jest to sporych rozmiarów elegancka hala, która z zewnątrz wygląda jakby faktycznie została zbudowana z zardzewiałych blaszanych elementów. W wypełnionej tam po brzegi sali stawił się tłum fanów, który miał szczęście wziąć udział w doskonałym przedstawieniu. Grupa będąca wręcz w genialnej formie, zaprezentowała równie atrakcyjny repertuar, od wczesnych klasyków, typu: "Long Stick" (to oczywiście "Long Stick Goes Boom"), "AM Woman" (czyli "American Woman" - przeróbkę klasycznego hitu grupy The Guess Who), "Fire", "Screaming In The Night" czy "Easy Rocker", aż po te najnowsze, jak: "Better Than Sex", "Dog Song", w tym i absolutnie obłędną żywiołową wersją "Hoodoo Woman". To nie wszystko, bowiem prawie na samym końcu Krokus zagrali jeszcze przebojowy hymn "Live For The Action", skomponowany w 2009 roku na hokejowe mistrzostwa świata, których Szwajcaria była gospodarzem. To tak, jakby w Polsce na Euro powierzono podobne zadanie grupom typu TSA czy Kat, zamiast tłuściutkim paniom w strojach ludowych, w dodatku wykazującym znaczne ubytki w uzębieniach. Co kraj to obyczaj - warto się trzymać porzekadeł, te niosą wiele prawd, a i życiowych mądrości. Wedle zasady - jaki hymn, takie sukcesy.
Reasumując, jeśli ktoś do tej pory nie posmakował jeszcze porządnego podmetalizowanego rock'n'rolla, to ma ku temu właśnie prawdziwą okazję, zanim mu niedobitki tego świata wmówią, że szczytem luzu, a i dobrami narodowymi są jakieś Kulty, Luxtorpedy czy tym podobne Strachy, na których to warto położyć Lachę.
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)
===============================
"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP
RADIO AFERA "Nawiedzone Studio", niedziela, godz. 22.00 - 2.00 (98,6 FM Poznań)
POLSKIE RADIO POZNAŃ "Sobotni wieczór andy'ego", sobota, godz. 23.00 - 1.00 (100,9 FM Poznań)
niedziela, 6 lipca 2014
dzisiaj można spokojnie posłuchać muzyki ....
Los się do mnie uśmiechnął, wręczając winylowe wznowienie "The Division Bell", a tu jeszcze siłą rozpędu nadchodzi wieść o nowej płycie Pink Floyd. Ponoć z materiałem z tamtych lat. Jeszcze z Rickiem Wrightem i Nickiem Masonem - rzecz jasna. Czyżby wyjątkowo w tym roku jesień miała szansę na ładne kolory?
Dzisiaj mundialowy odpoczynek. Liczę na Państwa obecność przed odbiornikami. Zapraszam i polecam się pamięci. Jak zawsze dużo cudownej muzyki, której nikt poza mną nie zagra. Taka jest prawda. Być może nieskromna - ale prawda. Będzie na czysto i na trzeszcząco. Wakacyjnie, ale nie badziewsko.
W najbliższy czwartek pojawię się w audycji "Alternoc" (nie będzie meczu!) za Maćka Madejskiego. Tylko na godzinkę, od 22-giej do 23-ciej. Przeleci w trymiga, ale zabiorę ze sobą coś fajnego.
Do usłyszenia !
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)
===============================
"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP
Dzisiaj mundialowy odpoczynek. Liczę na Państwa obecność przed odbiornikami. Zapraszam i polecam się pamięci. Jak zawsze dużo cudownej muzyki, której nikt poza mną nie zagra. Taka jest prawda. Być może nieskromna - ale prawda. Będzie na czysto i na trzeszcząco. Wakacyjnie, ale nie badziewsko.
W najbliższy czwartek pojawię się w audycji "Alternoc" (nie będzie meczu!) za Maćka Madejskiego. Tylko na godzinkę, od 22-giej do 23-ciej. Przeleci w trymiga, ale zabiorę ze sobą coś fajnego.
Do usłyszenia !
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)
===============================
"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP
sobota, 5 lipca 2014
do sprzedaży trafiła winylowa reedycja PINK FLOYD "The Division Bell"
Pamiętam jak dziś premierę "The Division Bell". Tak wyczekiwana płyta, że trudno byłoby zapomnieć. Nowy album Pink Floyd, który można było kupić w wolnej Polsce, ot tak - normalnie. Po prostu, wejść do sklepu w dniu premiery i nabyć go jak każdy obywatel tego świata.
Wcześniej można było o czymś takim tylko pomarzyć. A tak, przyszedł 28 marca, roku 1994, pootwierały się o dziesiątej wrota sklepowe i na półkach ujrzeliśmy stosy tego dobra. Bierz bracie ile chcesz - jedną, dwie,... Półki uginały się od kompaktów z wygrawerowaną Braille'ową treją , no i od kaset, które w tamtych czasach miały znaczący udział w sprzedaży nośników.
Pamiętam także pierwszy odsłuch, a i niekończące się w pierwszych dniach wywody fanów. Każdy słyszał coś innego i każdy posiadał innych faworytów. Byli też i narzekalscy, że to komercja, że to nie to co "The Wall" czy "Dark Side Of The Moon"... Ciekaw jestem opinii dzisiaj tych wszystkich niezadowolonych. Czas weryfikuje poglądy.
Niedawno zachęciłem Państwa wklejką reklamującą okazały box "The Division Bell", który właśnie trafił do sprzedaży - z racji 20-lecia albumu. Rzecz to nie dla każdego, bo i nie na każdą kieszeń. Jednak wraz z boxem, do sprzedaży trafił sam podwójny winyl - na 180-gramowóce. Dwie dekady temu był to 1-płytowiec. Podobno wszystko na nim zrewolucjonizowano. Ciekaw jestem. Mój jak widać, jeszcze dziewiczy.
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)
===============================
"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP
Wcześniej można było o czymś takim tylko pomarzyć. A tak, przyszedł 28 marca, roku 1994, pootwierały się o dziesiątej wrota sklepowe i na półkach ujrzeliśmy stosy tego dobra. Bierz bracie ile chcesz - jedną, dwie,... Półki uginały się od kompaktów z wygrawerowaną Braille'ową treją , no i od kaset, które w tamtych czasach miały znaczący udział w sprzedaży nośników.
Pamiętam także pierwszy odsłuch, a i niekończące się w pierwszych dniach wywody fanów. Każdy słyszał coś innego i każdy posiadał innych faworytów. Byli też i narzekalscy, że to komercja, że to nie to co "The Wall" czy "Dark Side Of The Moon"... Ciekaw jestem opinii dzisiaj tych wszystkich niezadowolonych. Czas weryfikuje poglądy.
Niedawno zachęciłem Państwa wklejką reklamującą okazały box "The Division Bell", który właśnie trafił do sprzedaży - z racji 20-lecia albumu. Rzecz to nie dla każdego, bo i nie na każdą kieszeń. Jednak wraz z boxem, do sprzedaży trafił sam podwójny winyl - na 180-gramowóce. Dwie dekady temu był to 1-płytowiec. Podobno wszystko na nim zrewolucjonizowano. Ciekaw jestem. Mój jak widać, jeszcze dziewiczy.
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)
===============================
"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP
piątek, 4 lipca 2014
PHILIP CATHERINE na koncercie w poznańskim "Blue Note" - sobota 27.09.2014
Na drzwiach Blue Note'u spostrzegłem dzisiaj plakat zapowiadający koncert Philipa Catherine - fantastycznego belgijskiego gitarzysty. I choć Catherine jest gitarzystą jazzowym, to potrafi grać wszechstronnie. Zwróciłem na niego uwagę , gdy zagrał gościnnie na jubileuszowym koncercie Vladimira Cosmy.
Polubiłem go od razu, tak więc na koncert, który odbędzie się w sobotę 27 września br. wybiorę się z wielką chęcią, co zresztą także szczerze Państwu polecam.
Philip Catherine wystąpi wraz z AMC Trio.
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)
===============================
"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP
Polubiłem go od razu, tak więc na koncert, który odbędzie się w sobotę 27 września br. wybiorę się z wielką chęcią, co zresztą także szczerze Państwu polecam.
Philip Catherine wystąpi wraz z AMC Trio.
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)
===============================
"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP
środa, 2 lipca 2014
NAZARETH - "Rock'n'Roll Telephone" - (2014) -
"Rock'n'Roll Telephone" - (UNION SQUARE MUSIC) -
***1/2
Wszystko wskazuje , że będzie to ostatni album Nazareth z głosem Dana McCafferty'ego. Choroba płuc, która ciągnie się za artystą od kilku lat, nie pozwala mu kontynuować muzycznej kariery. Pamiętam jak była powodem odwołanego koncertu w moim Poznaniu, a gdy po kilku miesiącach zespół w komplecie jednak zameldował się na deskach klubu "Eskulap", a Dan McCafferty nawet zaśpiewał doskonale, to jednak co pewien czas zmuszony był korzystać z podręcznego inhalatora. Sam występ, także mocno został okrojony z zaplanowanego wcześniej obszerniejszego repertuaru.
Nazareth od pewnego czasu działają już z nowym wokalistą - Lintonem Osbornem, na razie ograniczając się w tym składzie jedynie do samego koncertowania. Ostatnia studyjna sesja dokonana została jeszcze ze starym kompanem McCaffertym. Wierzyć się nie chce, że to cudowne gardło przymusowo wędruje na emeryturę. Tym bardziej, że jego głos na "Rock'n'Roll Telephone" brzmi po prostu fantastycznie. Zupełnie jakby nie było żadnej czasowej różnicy pomiędzy płytami "Rampant", "Hair Of The Dog" a tą najnowszą. Mało tego, jego zespołowi koledzy wielokroć grają ostrzej, niż klasyczny Nazareth, bo przecież każdy kto zna twórczość zespołu, pamięta przecież , że poza kilkoma zdecydowanie "hałaśliwymi" płytami, na pozostałych bywało już różnie. Czasem trzy/cztery mocne numery, a reszta bywała osadzona w średnich, bądź wolniejszych tempach. Na "Rock'n'Roll Telephone" przeważnie rządzi solidny podmetalizowany rock'n'roll. Zresztą, tytuł zobowiązuje. Choć sam ten właśnie utwór nie traktuje o rozkoszach szaleńczego r'n'rollowego życia, a raczej jest rodzajem swoistej refleksji nad czymś utraconym, co nie pozwala normalnie funkcjonować ("nie wiem, gdzie jestem i jaki mamy dzień, zgubiłem zegarek i telefon, nie mam pieniędzy - zostałem wyrzucony z obiegu, nie dostając żadnej alternatywy. Potrzebuję r'n'rollowego telefonu, abym mógł zadzwonić do domu i przestać się czuć samotnym...")
W zasadzie, każda piosenka traktuje tutaj o czymś istotnym, skończyły się czasy komponowania tekstu jako wypełniacza dla melodii i grupie bardzo zależy, by to szczególnie podkreślić, skoro pod każdym tekstem znajdujemy dodatkowo krótkie zespołowe adnotacje.
Przyznam, iż nie od razu polubiłem te płytę. Wciąż zresztą nie do końca jestem z niej zadowolony, jednak już po wielu przesłuchaniach, z coraz to większą chęcią do niej powracam. Najchętniej słucham tych wszystkich melodyjnych i energetycznych "łomotów", jak fantastyczne: "Boom Boom Bang" (wciągający niczym rzeczny wir, no i jeszcze ta niesamowicie fajna funky'ująca gitara - gdzieś tam pod koniec...) oraz "Rock'n'Roll Telephone", ale i także bardzo udanych pozostałych kompozycji, w tym: walcowatego "One Set Of Bones", przebojowego "Speakasy" czy typowo hard rockowe "God Of The Mountain", "Not Today" oraz "Punch A Hole In The Sky".
Duże wrażenie robi także dynamiczna akustyczna pieśń "Back 2B4", traktująca o niemożliwości powrotu do tego co już było. McCafferty odnosi to do własnego zdrowia, które przeminęło bezpowrotnie, choć przecież na szczęście nie kończy jego życia.
Trochę mniej kocham takie samplowano-funky'ujące rytmy jak "Long Long Time", ale to przecież detale jak na taki zespół, któremu należą się zresztą brawa za chęć poeksperymentowania.
Po odejściu McCafferty'ego z oryginalnego i klasycznego składu Nazareth, pozostaje w nim tylko zasłużony basista Pete Agnew, który wraz z synem Lee (grającym na perkusji) i sprawnym gitarzystą Jimmy'im Murrisonem, staną z nowym wokalistą Osbornem przed trudnym zadaniem niezatopienia tej zasłużonej łodzi, która jak ta płyta pokazuje, wciąż może dryfować po morzach i oceanach.
P.S. 1 Bardzo chętnie za rok, może dwa, dołożę do ogólnej oceny jeszcze jakieś pół gwiazdki, bądź więcej...
P.S. 2 Przygoda z najnowszym Nazareth potrwa nieco dłuższą chwilę jeśli sięgniemy po limitowaną 2-płytową edycję tego albumu. O ile spośród siedmiu nagrań, aż pięć, to znane kompozycje zarejestrowane w wersjach koncertowych (m.in. "Big Boy", "Sunshine" czy "Expect No Mercy"), o tyle otwierające całość dwie pierwsze studyjne, stanowią za cenny suplement do 11-utworowego podstawowego zbioru. "Just A Ride" oraz "Wanna Feel Good?" - obie z pazurem - pierwsza bardziej mroczna, niemal Sabbathowska, szczególnie z uwagi na brzmienie gitary Murrisona, druga boogie-bluesująca i świetnie nadająca się na koncertowe deski.
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)
===============================
"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP
koniec "Radio Yesterday"? - czyli, cios bez znieczulenia
W dzisiejszym radio niewiele już pozostało autorskich audycji, bo i też jeszcze mniej na muzycznej mapie widnieje radiostacji. Ekonomia wycięła je niczym chwasty. Być może ekonomia, a kto wie czy nie nikłe zapotrzebowanie na coś więcej, niż przysłowiowy chleb.
Co pewien czas dowiaduję się, że zniknęło to, czy tamto ... Nie ma znaczenia tradycja, popularność, a co za tym idzie duża słuchalność. A słuchalność, to przecież Słuchacze, zatem dobro najwyższe. Tych należy pielęgnować, niczym piękne ogrodowe kwiaty. Te botaniczne porównania (kwiaty, chwasty,...) chyba najlepiej oddają stan rzeczy.
Przykre, że z Radia Merkury (regionalnej stacji Polskiego Radia) po 21 latach znika z anteny Arkadiusz Kozłowski - połowa tandemu (do spółki z Mariuszem Kwaśniewskim) audycji "Radio Yesterday". Nie wnikam co jest tego powodem, bowiem na pewno jakiś powód być musiał. Jaki by on nie był, autor audycji na pewno sam nie zrezygnował, jego Słuchacze z niego zresztą również. Wszystko ponoć rozegrało się podczas kilkuminutowej rozmowy (a raczej monologu w gabinecie kogoś ważnego) - i dwadzieścia jeden lat pasji oraz artystycznej pracy przestało istnieć ot tak, za pstryknięciem serdecznego z kciukiem, bez znieczulenia.
Powiem Państwu, że wszystko parszywieje. Bo dzisiaj można roztrwonić czyjś dorobek, pozbawić złudzeń oraz nadziei kogoś tylko dlatego, że w danej chwili coś nie gra w należyty rytm.
Żałosnym wydaje się fakt, iż Wiernym Słuchaczom audycji, dyrekcja niczego nawet nie ma zamiaru wyjaśniać. Już nawet nie chodzi o obszerne tłumaczenia, a o choć jakieś krótkie oświadczenie.
Dobrze byłoby, gdyby za Arkadiuszem Kozłowskim ujął się jego programowy partner Mariusz Kwaśniewski. Nie znam relacji pomiędzy panami, ale zdumiewa mnie, że zwracają się do siebie per "pan". Nie wiem czy to taki smaczek względem odbiorców, czy po prostu nie udało im się zaprzyjaźnić przez tak długi czas. Nie moje - nie wnikam. Jeśli nawet, to i tak sztuka radiowa i wspólne tworzenie dzieła powinno ich ze sobą wiązać. Przyjaźnią artystyczną, bo przecież tworzyli sztukę przez dobry kawał czasu. Nie tylko dla swoich odbiorców, bo dla siebie także.
Znam osobiście obu Panów. Może nie za dobrze, ale znam, i obaj zawsze wydawali mi się bardzo kulturalnymi i sympatycznymi gośćmi. Co więc staje na przeszkodzie, by ci nie potrafili się ze sobą, jak i dyrekcją radia, porozumieć. Po co niszczyć owoce dobrych plonów. Powiem coś Państwu w tajemnicy, bo jesteśmy sami, osobiście nie byłem i nie jestem Słuchaczem Radia Merkury, ponieważ w ogóle nie słucham radia, ale znam bardzo wielu fanów tej audycji. Ponoć najbardziej szacownej audycji przy Berwińskiego 5. A to o czymś świadczy. I zobowiązuje.
Z Arkiem Kozłowskim znamy się prawie dwadzieścia lat, choć nie pamiętam kiedy ostatni raz się widzieliśmy, kiedy rozmawialiśmy.... W latach 90-tych trochę przegadaliśmy o muzyce, a nawet troszkę pomiędzy sobą pobuszowaliśmy w płytach. Arek nawet dwukrotnie był moim gościem w audycji "Strażnicy Nocy", którą to audycję prowadziłem w środowe wieczory w poznańskim nieistniejącym już Radio "Fan". Były to dwa bardzo fajne muzyczne wieczory - moim skromnym zdaniem. Zawsze lubiłem poznać opinię Arka i myślę , że jego Słuchacze także. Pobuszowałem ostatnio po internecie i znalazłem kilka fragmentów Radia Yesterday. Fajna audycja, nie dziwię się, iż jest tak popularna. Dwóch łebskich facetów, z dobrą prozą, dobrym gustem, do tego humorystycznie. Nie dziwię się , że w soboty pomiędzy 10-tą a 13-tą odbiorniki radiowe grzały się do czerwoności.
Arek i ja, inaczej postrzegamy świat, ale nawet nie przeszkadzałyby mi nasze skrajne polityczne poglądy (jakie posiadamy), bowiem ludzie kochający muzykę zawsze się jakoś dogadają. Trudniej zaś o porozumienie na szczeblu człowiek (kulturalny) kultury, a garniturowy buc - w jakimś wypucowanym gabinecie, który to buc czuje się ważny i lubi podejmować decyzje w celu dowartościowania tylko własnego ego. Nieważne ilu przy tym pokona przeciwników.
Niedobrze panie dzieju. Oj, niedobrze. Nie mam nic przeciwko usuwaniu audycji autorskich takich, których twórcy za pośrednictwem eteru sieją prywatę, jednak nie pozwalam ruszać prawdziwych pasjonatów. Ja też się do takowych zaliczam. Poświęciłem temu całe swoje życie i żądam szacunku jeśli nie za cokolwiek innego , to przynajmniej właśnie za to. Tyle, że mnie na szczęście nikt jeszcze nie wywala, więc o szacunek proszę w imieniu wielu wielu Słuchaczy Radia Yesterday.
Jak życie jest kruche, niech pokaże nam właśnie powyższy przypadek. W ub.roku świętowanie 20-rocznicy audycji, z tej okazji specjalny koncert nawet z udziałem znanego piosenkarza Edwarda Hulewicza, z kolei dosłownie już za chwilę, tj. 4 lipca na rynek trafi płyta kompaktowa "Radio Yesterday" (wydawcą Polskie Nagrania "Muza"),
i kiedy ta trafi do wielu domów zachodniej części Polski (obszar zasięgu audycji), już stanie się pamiątką z przeszłości. Niektórzy Słuchacze, którzy z jakiś powodów nie byli w stanie śledzić losów programu w ostatnich dniach, kupią płytę nie wiedząc, iż to właśnie ostatnie pożegnanie.
Moje "Nawiedzone Studio" także za chwilę, albowiem w sierpniu, będzie świętować 20-lecie. Nie będę go celebrować z hukiem, ponieważ nie mam takich sprawczych mocy, a nikt za mnie niczego przecież nie zrobi. Opowiem Państwu w którejś z kolejnych audycji o tym i o owym, ale koncertu nie zorganizuję. Posłuchamy sobie i tak najlepszej muzyki na jaką mnie stać, a raczej moich artystycznych wybrańców.
Trzymajcie kciuki i wspierajcie nas - autorów audycji. Słuchajcie i nie olewajcie nas za zamienniki spotyfajfusowo-jutjebusowe, bo kiedyś naprawdę nas może zabraknąć.
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)
===============================
"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP
Co pewien czas dowiaduję się, że zniknęło to, czy tamto ... Nie ma znaczenia tradycja, popularność, a co za tym idzie duża słuchalność. A słuchalność, to przecież Słuchacze, zatem dobro najwyższe. Tych należy pielęgnować, niczym piękne ogrodowe kwiaty. Te botaniczne porównania (kwiaty, chwasty,...) chyba najlepiej oddają stan rzeczy.
Przykre, że z Radia Merkury (regionalnej stacji Polskiego Radia) po 21 latach znika z anteny Arkadiusz Kozłowski - połowa tandemu (do spółki z Mariuszem Kwaśniewskim) audycji "Radio Yesterday". Nie wnikam co jest tego powodem, bowiem na pewno jakiś powód być musiał. Jaki by on nie był, autor audycji na pewno sam nie zrezygnował, jego Słuchacze z niego zresztą również. Wszystko ponoć rozegrało się podczas kilkuminutowej rozmowy (a raczej monologu w gabinecie kogoś ważnego) - i dwadzieścia jeden lat pasji oraz artystycznej pracy przestało istnieć ot tak, za pstryknięciem serdecznego z kciukiem, bez znieczulenia.
Powiem Państwu, że wszystko parszywieje. Bo dzisiaj można roztrwonić czyjś dorobek, pozbawić złudzeń oraz nadziei kogoś tylko dlatego, że w danej chwili coś nie gra w należyty rytm.
Żałosnym wydaje się fakt, iż Wiernym Słuchaczom audycji, dyrekcja niczego nawet nie ma zamiaru wyjaśniać. Już nawet nie chodzi o obszerne tłumaczenia, a o choć jakieś krótkie oświadczenie.
Dobrze byłoby, gdyby za Arkadiuszem Kozłowskim ujął się jego programowy partner Mariusz Kwaśniewski. Nie znam relacji pomiędzy panami, ale zdumiewa mnie, że zwracają się do siebie per "pan". Nie wiem czy to taki smaczek względem odbiorców, czy po prostu nie udało im się zaprzyjaźnić przez tak długi czas. Nie moje - nie wnikam. Jeśli nawet, to i tak sztuka radiowa i wspólne tworzenie dzieła powinno ich ze sobą wiązać. Przyjaźnią artystyczną, bo przecież tworzyli sztukę przez dobry kawał czasu. Nie tylko dla swoich odbiorców, bo dla siebie także.
Znam osobiście obu Panów. Może nie za dobrze, ale znam, i obaj zawsze wydawali mi się bardzo kulturalnymi i sympatycznymi gośćmi. Co więc staje na przeszkodzie, by ci nie potrafili się ze sobą, jak i dyrekcją radia, porozumieć. Po co niszczyć owoce dobrych plonów. Powiem coś Państwu w tajemnicy, bo jesteśmy sami, osobiście nie byłem i nie jestem Słuchaczem Radia Merkury, ponieważ w ogóle nie słucham radia, ale znam bardzo wielu fanów tej audycji. Ponoć najbardziej szacownej audycji przy Berwińskiego 5. A to o czymś świadczy. I zobowiązuje.
Z Arkiem Kozłowskim znamy się prawie dwadzieścia lat, choć nie pamiętam kiedy ostatni raz się widzieliśmy, kiedy rozmawialiśmy.... W latach 90-tych trochę przegadaliśmy o muzyce, a nawet troszkę pomiędzy sobą pobuszowaliśmy w płytach. Arek nawet dwukrotnie był moim gościem w audycji "Strażnicy Nocy", którą to audycję prowadziłem w środowe wieczory w poznańskim nieistniejącym już Radio "Fan". Były to dwa bardzo fajne muzyczne wieczory - moim skromnym zdaniem. Zawsze lubiłem poznać opinię Arka i myślę , że jego Słuchacze także. Pobuszowałem ostatnio po internecie i znalazłem kilka fragmentów Radia Yesterday. Fajna audycja, nie dziwię się, iż jest tak popularna. Dwóch łebskich facetów, z dobrą prozą, dobrym gustem, do tego humorystycznie. Nie dziwię się , że w soboty pomiędzy 10-tą a 13-tą odbiorniki radiowe grzały się do czerwoności.
Arek i ja, inaczej postrzegamy świat, ale nawet nie przeszkadzałyby mi nasze skrajne polityczne poglądy (jakie posiadamy), bowiem ludzie kochający muzykę zawsze się jakoś dogadają. Trudniej zaś o porozumienie na szczeblu człowiek (kulturalny) kultury, a garniturowy buc - w jakimś wypucowanym gabinecie, który to buc czuje się ważny i lubi podejmować decyzje w celu dowartościowania tylko własnego ego. Nieważne ilu przy tym pokona przeciwników.
Niedobrze panie dzieju. Oj, niedobrze. Nie mam nic przeciwko usuwaniu audycji autorskich takich, których twórcy za pośrednictwem eteru sieją prywatę, jednak nie pozwalam ruszać prawdziwych pasjonatów. Ja też się do takowych zaliczam. Poświęciłem temu całe swoje życie i żądam szacunku jeśli nie za cokolwiek innego , to przynajmniej właśnie za to. Tyle, że mnie na szczęście nikt jeszcze nie wywala, więc o szacunek proszę w imieniu wielu wielu Słuchaczy Radia Yesterday.
Jak życie jest kruche, niech pokaże nam właśnie powyższy przypadek. W ub.roku świętowanie 20-rocznicy audycji, z tej okazji specjalny koncert nawet z udziałem znanego piosenkarza Edwarda Hulewicza, z kolei dosłownie już za chwilę, tj. 4 lipca na rynek trafi płyta kompaktowa "Radio Yesterday" (wydawcą Polskie Nagrania "Muza"),
i kiedy ta trafi do wielu domów zachodniej części Polski (obszar zasięgu audycji), już stanie się pamiątką z przeszłości. Niektórzy Słuchacze, którzy z jakiś powodów nie byli w stanie śledzić losów programu w ostatnich dniach, kupią płytę nie wiedząc, iż to właśnie ostatnie pożegnanie.
Moje "Nawiedzone Studio" także za chwilę, albowiem w sierpniu, będzie świętować 20-lecie. Nie będę go celebrować z hukiem, ponieważ nie mam takich sprawczych mocy, a nikt za mnie niczego przecież nie zrobi. Opowiem Państwu w którejś z kolejnych audycji o tym i o owym, ale koncertu nie zorganizuję. Posłuchamy sobie i tak najlepszej muzyki na jaką mnie stać, a raczej moich artystycznych wybrańców.
Trzymajcie kciuki i wspierajcie nas - autorów audycji. Słuchajcie i nie olewajcie nas za zamienniki spotyfajfusowo-jutjebusowe, bo kiedyś naprawdę nas może zabraknąć.
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)
===============================
"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP
wtorek, 1 lipca 2014
umieć słuchać
Już lipiec. Na dobre rozpoczęły się kanikuły. Ale kto tu myśli o ciepłych morskich kąpielach czy leśnych spacerach, skoro pogoda zdecydowanie się leni, a Mundial nie pozwala poderwać tyłka z fotela. Czy jak w moim przypadku - z dywanu. Bo ja foteli, kanap czy taboretów, nie uznaję. W tej dziedzinie preferuję japońszczyznę, czyli cały dzień na dywanie, a kanapa co najwyżej, to może jedynie imitować stolik. Na kanapie jadam, piszę, opieram się...., a sypiam na ziemi - twardej i płaskiej. Dlatego nie marudzę, że w krzyżu strzyka, że szyja zdrętwiała, i tak dalej, i tak dalej... Wszystkim tak polecam. Serio. Inni nazwą Was drodzy Państwo dziwakami, ale to Wy będziecie zdrowi, a oni niech dogorywają pod sztandarem zdrowej żywności. Stawiam, że te "szczypiory", pochłaniające wszelakiej maści otręby, cieciorki i tym podobne ochydztwa, zakończą swój żywot na talerzu Eddiego (vide móżdżek na "Piece Of Mind")
Francuzi lepsi od Nigeryjczyków. Niemcy górą także, choć Algierczyków piekielnie żałuję. Rozmawiałem dzisiaj z pewnym Francuzem. Po naszemu. Facet polskim posługiwał się wręcz genialnie. Jak stwierdził, czeski u niego, to także bułka z masłem. Gość w moim wieku. Kibic Nantes i rzecz jasna swojej reprezentacji. Obiecałem mu trzymać kciuki za trójkolorową jedenastką, no i się sprawdziło. Ale o piłce pogadaliśmy ledwie kilka minut, o muzyce też niewiele (trochę o Beatlesach i Bowiem - których okazał się fanem), lecz głównym tematem był mój ulubieniec Louis De Funes. Dowiedziałem się kilku ciekawostek, ale najbardziej zasmucił fakt, iż Francuzi obecnie nie śmieją się już z jego filmów. U nich "insza" kultura i do rupieci nie wracają. Szkoda, bo ja kocham tego faceta. Za to przede wszystkim, że w całym moim życiu najlepiej mnie rozśmieszał. Spośród wszystkich rozśmieszających. Bardziej od Monty Pythona, Benny'ego Hilla, Jasia Fasoli, Pierra Richarda, Chevy'ego Chase'a, Flipa i Flapa, Krzysztofa Kowalewskiego, Wojciecha Pokory, Zenona Laskowika, Norka i Krawczyka, Charliego Chaplina, Wiesława Gołasa, Edwarda Dziewońskiego i jeszcze kilku innych..... Zapytałem jak tego dokonał, że nie gubi się w tej naszej gmatwaninie językowej, odparł iż posiada dar słuchania i zapamiętywania. Właśnie - dar słuchania. Jaka to ważna cecha - umieć słuchać - i wcale nie mam na myśli muzyki. Gdyby ludzie potrafili słuchać, to i rozmawiać byłoby łatwiej. Rozmawiać i rozumieć się wzajemnie. Być może wiele odmiennych światopoglądów nie zgrzytałoby na swój widok. Bo ludzie potrafiący słuchać, są mądrzejsi. A jeszcze dodatkowo nie grzeszą poczuciem humoru.
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)
===============================
"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP
Francuzi lepsi od Nigeryjczyków. Niemcy górą także, choć Algierczyków piekielnie żałuję. Rozmawiałem dzisiaj z pewnym Francuzem. Po naszemu. Facet polskim posługiwał się wręcz genialnie. Jak stwierdził, czeski u niego, to także bułka z masłem. Gość w moim wieku. Kibic Nantes i rzecz jasna swojej reprezentacji. Obiecałem mu trzymać kciuki za trójkolorową jedenastką, no i się sprawdziło. Ale o piłce pogadaliśmy ledwie kilka minut, o muzyce też niewiele (trochę o Beatlesach i Bowiem - których okazał się fanem), lecz głównym tematem był mój ulubieniec Louis De Funes. Dowiedziałem się kilku ciekawostek, ale najbardziej zasmucił fakt, iż Francuzi obecnie nie śmieją się już z jego filmów. U nich "insza" kultura i do rupieci nie wracają. Szkoda, bo ja kocham tego faceta. Za to przede wszystkim, że w całym moim życiu najlepiej mnie rozśmieszał. Spośród wszystkich rozśmieszających. Bardziej od Monty Pythona, Benny'ego Hilla, Jasia Fasoli, Pierra Richarda, Chevy'ego Chase'a, Flipa i Flapa, Krzysztofa Kowalewskiego, Wojciecha Pokory, Zenona Laskowika, Norka i Krawczyka, Charliego Chaplina, Wiesława Gołasa, Edwarda Dziewońskiego i jeszcze kilku innych..... Zapytałem jak tego dokonał, że nie gubi się w tej naszej gmatwaninie językowej, odparł iż posiada dar słuchania i zapamiętywania. Właśnie - dar słuchania. Jaka to ważna cecha - umieć słuchać - i wcale nie mam na myśli muzyki. Gdyby ludzie potrafili słuchać, to i rozmawiać byłoby łatwiej. Rozmawiać i rozumieć się wzajemnie. Być może wiele odmiennych światopoglądów nie zgrzytałoby na swój widok. Bo ludzie potrafiący słuchać, są mądrzejsi. A jeszcze dodatkowo nie grzeszą poczuciem humoru.
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)
===============================
"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP
Subskrybuj:
Posty (Atom)















