poniedziałek, 28 lipca 2025

"BLUES RANUS" (zastępstwo) - program z 27 lipca 2025 / Radio Afera 98,6 FM Poznań

"BLUES RANUS" - zastępstwo
niedziela 27 lipca 2025 - godz. 21.00 - 22.00
realizacja i prowadzenie: andy



GARY MOORE "After The War" (1989) -- Ozzy Osbourne in memoriam
- Led Clones {featuring Ozzy Osbourne}

JOE BONAMASSA "Breakthrough" (2025)
- Broken Record

GOLDEN EARRING "Together" (1972) -- George Kooymans in memoriam
- Brother Wind

WATERLOO "First Battle" (1970)
- The Youngest Day {bonus track}

FUZZY DUCK "Fuzzy Duck" (1971)
- Time Will Be Your Doctor
- Country Boy

FRANK ZAPPA "Zoot Allures" (1976)
- Disco Boy

andy


piątek, 25 lipca 2025

(*) Chuck Mangione

Lipcowa czarna seria nie ma końca. Bo, oto kolejne 'in memoriam' - umarł Chuck Mangione; amerykański trębacz/kompozytor, o włosko wymawialnym nazwisku: mandżione.
W młodości kolega często namawiał mnie do posłuchania jego meksykańskiego trąbienia w filmowych "Dzieciach Sancheza". I tak, szukałem tej płyty, szukałem... a konkretnie - podwójnego albumu. Amatorów jednak było więcej, więc upolować w Wawrzynku nie było łatwo, a jeśli już, to ceny zaporowe, niekiedy pod licytację, jeśli ramię w ramię naraz troje chętnych. Zawsze ktoś mnie przebił. Długo nie udawało mi się poznać tej muzyki. Ukazała się w siedemdziesiątym ósmym, a ja dopiero gdzieś w okolicach osiemdziesiątego/osiemdziesiątego pierwszego, dałem się koledze namówić na posłuchanie z jego kaseciaka. To był absolutny szok. Coś z jednej strony cudownego, z drugiej fascynującego. Nie mogłem wyjść z podziwu, a przecież to był jazz, do którego raczej serca nigdy nie miałem. Ale jaki to był jazz! W tej muzyce dało się ujrzeć całą historię Majów i Azteków, ale i niedogolone gęby złowrogich chroniących swe terytoria wieśniaków, poobwieszanych kaburami.
O filmie powiadano, że nudny, ale nie wierzę. Przekonam się jednak, gdy kiedyś go dostąpię, bo pomimo sześćdziesiątki na karku, jakoś nigdy się nie udało. Wiem, że zagrał Anthony Quinn, a to już stoi niezłą rekomendacją.
Nigdy nie śledziłem dokonań Mangione, przy czym miałem okazję poznać kapkę jego innej muzyki. Pomógł mi w tym w latach dziewięćdziesiątych sklep z kompaktami, jaki prowadziłem. Pamiętam, pewnego razu nastawiłem sobie kompilację Jego dokonań, krótką, na jednym CD, w takiej okładce z czerwoną lub wiśniową ramką otaczającą jego portret. Nie wiem, dlaczego ostateczne jej nie przygarnąłem. Były na niej tzw. momenty, chociaż przyznam, kompletnie ich teraz nie pamiętam.
Polecam Państwu - kto jeszcze nie słyszał - "Dzieci Sancheza". Pierwszy numer zwie się "Children Of Sanchez Overture" i trwa, uwaga! - czternaście minut. Proszę sobie nie myśleć, że uwertury to tylko jedno-/dwuminutowce. I ten wstęp do całego dzieła jest genialny! Śpiewa tu Don Potter, ale cała kwintesencja, gdy po sekcji bębnów, z paradą trąbki wchodzi Mangione. Na tym nie koniec, u schyłku pierwszej płyty następuje jeszcze dłuższe, siedemnastominutowe "Consuelo's Love Theme", a więc na miłosną, spowolnioną nutę "Children Of Sanchez". Tutaj z kolei rządzą klarnet, wiolonczela, flet czy bas, pod koniec mamy nieco wokaliz, także śpiewu z tekstem oraz cichej, z każdą chwilą coraz śmielej spotęgowanej trąbki. Piękny temat. Było nie było, miłosny. Ma w sobie oczywistą dla tego albumu meksykańskość, ale niekiedy wydaje mi się, że i słyszę nutę klezmerską.
Generalnie, niemal cały album przewija główny motyw ze wspomnianej uwertury i czyni to na różne sposoby. Np. na żywiej, jak dajmy na to w "Hot Consuelo", albo pogrzebowo, co zadziało się w "Death Scene". Jest wiele styczności, zapętleń, podobizn, wariacji, a mimo tego, choćby chwili nudy. Aaaa, no i, jeszcze genialne, ośmiominutowe "Medley", ale tego to już musicie sami posłuchać. Pomimo, iż to przecież kolejne tutaj kręcenie się wokół jednego.
Podziw budzi wirtuozeria Mangione, niczego oczywiście nie umniejszając jego ekipie, dwojącej się i trojącej. Szczególnie fajna rzecz dla koneserów bębnienia. Wiadomo, tamte rejony świata opierają się o rytm, wszystko inne jest tylko konsekwencją jego bazy.
Wspaniały Mangione. Już tylko powodem Dzieci Sancheza zawsze wiedziałem, że to Wielki Ktoś.

andy

"USPOKOJENIE WIECZORNE"
w każdy poniedziałek od 22.07 do 23.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 


czwartek, 24 lipca 2025

(*) George Kooymans

Dzień po Ozzym dotarła wieść, iż umarł także (tego samego zresztą dnia) George Kooymans - gitarzysta i wokalista Golden Earring. Lider formacji, i tak ku rzetelności, jeden z dwojga śpiewaków w Złotym Kolczyku. Tym drugim Barry Hay.
Nikt w zasadzie uczciwie nie informował, jedynie Nawiedzone Studio, iż nieprawdą były od lat powielane w mediach informacje o RollingStonesach, jakoby oni byli najdłużej działającym zespołem. O rok lepsi stażem wciąż, pomimo śmierci Kooymansa, Golden Earring. Działają od sześćdziesiątego pierwszego, a Stonesi drugiego. Jak dotąd nie słyszałem deklaracji Holendrów, by chcieli złożyć broń, więc historia toczy się...
Grupa nagrywa płyty od sześćdziesiątego piątego, a więc od sześćdziesięciu lat i ma ich dobre dwa tuziny. Mniej od przywołanych Stonesów, ale muzyka to nie wyścigi.
Uważam, trochę krzywdząco kojarzy się ich tylko z "Radar Love". Mam Goldenów z dziesięć kompaktów i to jest autentycznie znakomite granie, tylko niewypromowane. Nawet Iron Maiden docenili niegdyś takie "Kill Me (Ce Soir)", coverując na jeden ze swoich singli. A propos "Kill Me (CeSoir)", jest on na następnym, zaraz po 'radarowym' albumie - "Moontan" - zatytułowanym "Switch". Od razu pakuję do radiowej torby, by nam nie umknął. 

andy

"USPOKOJENIE WIECZORNE"
w każdy poniedziałek od 22.07 do 23.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 


Julian Jay Savarin

Myślami wciąż przy Ozzym (*)
Dużo zostało napisane/powiedziane, wiele wspaniałych treści od Jego przyjaciół oraz sympatyków w socialmediach. Z zapartym tchem czytałem, ale póki co, na razie wystarczy, resztę pozostawmy na kolejne lata. Mimo to, nadal myślmy o Ozzym ciepło, słuchajmy jego muzyki, podziwiajmy.
Ozzym był cudownym człowiekiem. Chyba wszyscy, a przynajmniej zdecydowana większość wierzę, uwielbialiśmy Go. Nie tylko za bycie Księciem Ciemności, no i, jednocześnie ciężkości. Kochany był, do tego niesamowicie odjechany. Ale wiecie, jak to jest, artyści muszą takimi być. Spójrzcie tylko, jacy nudni są ci wszyscy zwyczajni, do bólu prozaiczni. Jak tu się z takimi nudziarzami wódy napić? Z Ozzym balang nie byłoby końca. Świetnie czułbym się w jego towarzystwie i chyba nie umiałbym się nie naprzykrzać, by po każdym shocie jeszcze pośpiewał. Kocham Jego głos, jest jednym z moich najulubieńszych i to się Nigdy nie ma prawa zmienić. Ale dzisiaj już więcej o Ozzym nie napiszę, natomiast poniżej tekst, który popełniłem ciutkę przed jego śmiercią. Z tej racji nie zdążyłem go Państwu przekazać. Aby więc nie zapomnieć, nie zapodziać, aby nie obległy go nietoperze...

Wydane ostatnio "Beyond The Outer Mirr" wywołało lekkie poruszenie w kręgach wielbicieli starego rocka, warto więc odcisnąć słówko na Blogu Nawiedzonego, bo jak się sprawa uleży zapomnę, a potem zapomnimy wszyscy.
Julian Jay Savarin - intrygujący Brytyjczyk, w muzyce oraz literaturze zafascynowany science-fiction. Był organistą oraz tekściarzem w progrockowej formacji Julian's Treatment, która wydała tylko jeden album, a stało się w tysiąc dziewięćset siedemdziesiątym. Co prawda, kolejny album - "Waiters On The Dance" z siedemdziesiątego trzeciego - też był zespołowym, a jednak został podpisany nazwiskiem Juliana Jaya Savarina. Oba dzieła konceptualne; debiut opowiada historię ostatniego człowieka żyjącego na Ziemi, drugi zaś skupia się na pewnej galaktycznej organizacji, która obowiązywała na Ziemi na długo przed dziejami nam znanymi.

Na jedynym Julian's Treatment "A Time Before This" zapanowało motto: "cień padnie na Wszechświat, na jego drodze będzie rosło zło, a śmierć nadejdzie z nieba". Płyta fascynująca pod każdym względem, dlatego ubolewam nad rychłym kresem formacji. Ale cóż... złożyły się na to problemy z zarządzaniem, w tym z promocją i oczywiście pieniędzmi. Wszystko, niczym domek z kart, zawaliło się nagle. Na szczęście mamy do dyspozycji wszystkie albumy, a że wakacje sprzyjają reminiscencjom, trzymajcie mnie za słowo.
Ostatnio, zupełnie nieoczekiwanie w handlu pojawił się trzeci album Julian's, acz jako drugi pod szyldem Julian Jay Savarin - "Beyond The Outer Mirr". Otrzymujemy sensacyjny, przez ponad pół wieku przeleżały w archiwach materiał z odnalezionych taśm, choć jeszcze niedawno wszyscy w branży myśleli, iż te taśmy zaginęły bezpowrotnie. Od dawna zapajęczony skarb właśnie trafił na sklepowe półki, i sądzę, że nikogo nie rozczaruje. Ponownie w muzyce i literaturze jest fascynująco, a więc i obce cywilizacje, i wszechświat, co i szczypta surrealizmu. Powrót muzyki z dziejów chwały prog, sci-fi rocka oraz psychodelii. Na moim FM połuchaliśmy już "Broken Dreams", "Third From The Sun" oraz ostatnio "I Am You", i to nie jest moje ostatnie słowo. 

P.S. w albumowej obsadzie m.in. Nigel Jenkins, super gitarzysta, którego wielbię za Zed. Grupa kompletnie w obrębie świata anonimowa, która dochrapała się jednak dwóch albumów dla dużych wytwórni. Pierwszy, w repertuarze wręcz genialny, w Stanach wydało Atlantic, drugi z kolei, równie potężne Polydor. Ale Jenkins to nie tylko nieokryte nawet mikro sławą Zed, albowiem facio działał na przykład na niwie Sally Oldfield, Mike'a Batta bądź Alberta Hammonda.

andy

"USPOKOJENIE WIECZORNE"
w każdy poniedziałek od 22.07 do 23.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 


środa, 23 lipca 2025

(*) Ozzy Osbourne

Wczoraj, tak jeszcze przed dwudziestą pierwszą, odezwał się Słuchacz, profesją powieściopisarz - Radosław Dąbrowski, z krótkim: "Ozzy". Coś we mnie drgnęło, lekko zaniepokoiło, na moment zamarłem, więc w nadziei, że to nie to, postawiłem znak zapytania. W szybkiej odpowiedzi otrzymałem potwierdzenie. Niewiarygodne, umarł Ozzy Osbourne. Jak to możliwe, przecież był od zawsze i nigdy nie zakładałem, że kiedyś przyjdzie taki dzień. Kochany Ozzy, i co teraz? Jakże bombarduje mnie świadomość, że jedyną możliwością pomachania Księciu Ciemności, mogą teraz stanowić słowa piosenki "See You On The Other Side" - "... wiem, że zobaczę cię jeszcze raz... // ... tak, zobaczę cię po drugiej stronie...".
Rzuciłem okiem na fragment pożegnalnego koncertu Black Sabbath "Back To The Beginning" z Birmingham. Koncertu, który odbył się 5 lipca i był dostępny także na livestreamie. Nie mogłem go wtedy dostąpić, ponieważ cały dzień spędziłem w Łodzi. Teraz wiem, coś mnie ominęło, ale cóż... wówczas nie mogłem o tym wiedzieć.
Niedawno przeczytałem, że Ozzy w Birmingham wcale nie wyglądał źle, i że nawet był w formie. Gdy jednak teraz z uwagą przyglądam się temu występowi, oj nie, nie był w dobrej formie. Był w takiej, w jakiej chcieliśmy, by był, czyli komunikatywny, zabawny, nieźle śpiewający, lecz widzę w jego twarzy ból, zmęczenie, daje się wyczuć nadchodzący kres. A jeszcze seria zdjęć, jakie z Ozzym ustrzeliły sobie gwiazdy tamtego wieczoru, nie pozostawiają co do Jego wycieńczenia złudzeń. Oczywiście łatwo recenzować po faktach. Prawda, nie twierdzę, iż użyłbym tych samych słów, gdybym był na żywo uczestnikiem tamtego pożegnalnego show.

W takiej chwili chciałbym za dużo wręcz napisać, uzewnętrznić Państwu swe myśli i emocje, ale jest tego nie na jeden wpis, tak więc, może z czasem, kiedy wszyscy ochłoniemy, kiedy kurz opadnie. Kiedy będę mógł powrócić na chłodno do katowickiego, pierwszego z Ozzym u nas koncertu Black Sabbath, na którym miałem zaszczyt poczuć jedynie szum wylanej przez tego cudownego szaleńca w moim kierunku wody. Tak bardzo jej pragnąłem, szczególnie w tamtej gorącej, wręcz piekielnej atmosferze. Nie udało się, ostatnie krople dobiły na dwie/trzy głowy przede mną.
Okay, może na chwilę zatrzymam się, poszukam na półce grubego segregatora, albumu koncertowego... O jest, zajrzę zatem, przewracam tych eścia stron, szukam, szukam biletu z tamtego wydarzenia... oooo, znalazłem -- 10 czerwca '98. I oto, co obok wklejonego biletu zapisałem: "... organizowałem autobus ze Sports-Touristu. Jechało do Katowic około 40 osób, wracało blisko 50 - komplet...", i dalej: "... kolejny koncert marzeń, choć za bębnami nie było Billa Warda, choć na bilecie widnieje jego nazwisko. Ward był chory, za niego zagrał Vinnie Appice..." I jeszcze trochę przeróżnych treści, odnośnie utworów, atmosfery... czym nie będę zanudzać. Każdy wie. Kto był choć raz na Black Sabbath zdaje sobie sprawę, jakiego rodzaju mogą to być wywody. Nudne dla kogoś, kto nie uczestniczył, dla drugiej strony jednak bezcenne. Jeszcze co do biletu, kolejne małe sprostowanie - nie zagrali Neurosis, w ich miejscu pojawili się Sweet Noise. Ale to mało ważne. Jedno i drugie nie moja bajka.
Trochę w audycjach, trochę na blogu, z czasem opowiem/napiszę Państwu, ile i co znaczą dla mnie albumy "Master Of Reality", "Diary Of A Madman", "The Ultimate Sin", "Bark At The Moon", "No Rest For The Wicked", "Black Sabbath" czy "Paranoid". Jest tego za dużo na jeden raz, a już tym bardziej w tak nieoczekiwanych, gorących okolicznościach. 

Ozzy, Księciu Złoty, czy jak tam wolisz Ciemności, na zawsze w moim sercu!

andy


"USPOKOJENIE WIECZORNE"
w każdy poniedziałek od 22.07 do 23.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 

wtorek, 22 lipca 2025

piosenki niemłodych wioślarzy

Pięćdziesiąt trzy minuty Uspokojenia Wieczornego nie zagwarantują posłuchania dwuutworowego fragmentu nawet najlepszego koncertu, ale jednego fragmentu jak najbardziej. Wiadomo, przy reglamentowanym antenowym czasie trzeba się sprężać, gibko wyrabiać, a co ważne - dawać szanse wielu artystom, nie zaś skupiać się tylko na jednym - z jakiej zresztą paki uprzywilejowanym. I, o ile jestem z czasowym deficytem pogodzony, o tyle wczoraj na serio zakuło mnie, że takich Kayak nie dało się tyciu więcej. Jedno, osamotnione z kapitalnego live'u "Chance For A Live Time" nagranie "Niniane", to według mądrości ludowych igła w stogu siana. Chociaż pamiętam, jak niegdyś szacowny bezrobotny Ferdynand Kiepski oznajmił, że nie ma nic głupszego od mądrości ludowych.

A zatem, Kayak. Holenderska ekipa. Nie wiem, czy jeszcze istniejąca, czy już może w tym momencie nie, albowiem od czasu pewnego muzycy przekonywali zawiesić buty na kołku, a ja wciąż nie zdobyłem ich ostatniego, w dużej mierze koncertowego wydawnictwa, na którym jednak również jakieś premierowe studyjne wabiki.
Mam słabość do tego kierowanego przez pierwszej wody klawiszowca/kompozytora Tona Scherpenzeela zespołu i jednocześnie wyrażam satysfakcję, iż przed laty dostąpiłem podziwiania go na scenie. To znaczy, on na scenie, ja przed.
Szepnąłem wczoraj Państwu o wartości Kayak, nie tylko ze złotego okresu 70/80's, chociaż tych lat osiemdziesiątych praktycznie u nich nie było. Grupa rychło po ich zapoczątkowaniu rozpadła się i niewiele wskazywało na reaktywację, na swego rodzaju remedium dla udanych w dziedzinie prog rocka lat dziewięćdziesiątych. Tyle, że wtedy więcej mieliśmy na ustach nazw, typu Pendragon, Marillion czy IQ, niż trochę zawsze u nas przyćmionych Kayak. Na szczęście udział Andy'ego Latimera w numerze "Full Circle" - na płycie "Close To The Fire" - podsyciło zainteresowanie polskiego odbiorcy i pamiętam jeszcze z czasów, kiedy byłem subiektem sklepu płytowego, jak z coraz większą ochotą padały o Kayak zapytania.
Jako, że "Close To The Fire" , z początku nie było w polskiej dystrybucji, sprowadzałem album z właściwej ku niemu Holandii, a potem było całkiem podnietliwe oczekiwanie kolejnego, który już po upływie roku. // "Night Vision" - już z innym wokalistą, ogromnie spodobało mi się od pierwszego wejrzenia. Okazałe "Cassandra", "A Million Years", "All Over Again" czy szczególnie świetne "Tradition", uczyniły płytę jedną z mych ulubionych. I na wczoraj miałem z niej zapisanych kilka propozycji, lecz w radiowym cd'playerze nie stawiła się żadna. Zatem, dopilnujcie proszę, bym nie odstawił na półkę. 

andy


"USPOKOJENIE WIECZORNE"
w każdy poniedziałek od 22.07 do 23.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 


moje spowolnienie po sprincie na setkę

Nie muszę wykazywać zainteresowania sportem, by w dwie minuty każdego poniedziałku wysnuć, co w trawie piszczy. Panowie serwisanci, z wyraźnym, przydatnym każdemu sportsmenowi podnieceniem, w mig wszystko przekażą, więc na ciutkę przed moim Uspokojeniem Wieczornym zaspokoją w wiedzy. A mam w jej dziedzinie poważne luki, by rzec nawet: niewydolność.
Zauważyłem w ich serwowanych raportach jednak pewną powtarzalność; otóż, nie ma serwisu bez Lecha Poznań. A, no bo właśnie kolejne jakieś przygotowania, liczne i niekończące zgrupowania, do tego bieżące mecze, a tu już nadchodzące, plus loteriada w transferach, i co nie tylko. Jest więc tematów bez liku, a i pretekstów, by pokibicować lokalnym. Powszechnie wiadomo, Lech mistrzem jest. Ostatnie potyczki z Legią i Kraksą oznajmiły jednak, jakim.
Najwyraźniej, entuzjazm na buziach serwisantów wywołują głównie sukcesy (i chyba słusznie), najlepiej kiedy wielkopolskie nabierają rangi ogólnopolskiej ("słuszną linię ma..."), wszak sport krzepi. Kiedy tych sukcesów brak, w ich przekazie Panowie też dadzą z siebie maksa. Wiara nie ustępuje, a już tylko domyślam się, co to się dzieje w kontekście dzisiejszego starcia z islandzkim drągalem.
Dlatego Kolejorz, kto dziś wygra ważny mecz? - "... w górę serca...!" - przy Bułgarskiej każdorazowo obwieszczają liczne trybuny, w skali krajowej niekwestionowany frekwencyjny dominat, ze szczególnym naciskiem na najmocniej dopingujący kocioł - zarówno na stadionie, jak i poza nim, o czym ostatnio nawet dało się przekonać w mediach ogólnopolskich. Wspólny przemarsz z kibolstwem Cracovii jednoznacznie poinstruował cielęcych gapiów, gdzie jest Polska. Także, wyrażam piękne dzięki zmotywowanym ultrasom za wszelakie podpowiedzi, bo nie wiedziałem, a teraz wiem. Oni zawsze potrafią puścić oczko albo bąkiewicza.
Wracając do info sportowych, niedziwne chyba, iż nagminnie w nich przewija się Iga Świątek. Dziewczyna ostatnio znowu pogina bieżnią udanej passy, więc choć mnie osobiście tenis emocjonalnie nie ziębi, nie parzy, a wręcz dynda, jak najbardziej życzę Idze sukcesów. Może nawet bardziej z tytułu, iż to po prostu fajna dziewczyna i, co ważne, dobrze ma poukładane w głowie.
Tenis, póki co, to wciąż bezpieczna, niemal o familijnym wydźwięku dyscyplina, acz wiadomo, elitarna i idąca w portfel. Jednocześnie godna zachęty i powszechnemu sprzyjaniu. Nikt nikomu za szacunek wobec Sabalenki w mordę nie da, ale oczywiście jesteśmy narodem kreatywnym, więc wszystko przed nami.
Żal w tym wszystkim jedynie siatkarzy, którzy czasem nawet coś cennego wyrwą, ale że nie ma systematyczności, lud chwilowo odstawił dyscyplinę od rangi sportu narodowego.
Dorzucę się raz jeszcze do poletka radioserwisantów, otóż, w ich informacjach coraz częściej dobijają mych uszu również mikroskopijne sukcesy Magdaleny Fręch. Fakt, do Igy jeszcze daleko, albowiem sukcesy Pani Fręch opiewają w dwudzieste lub trzydzieste rankingu lokaty, a więc może wyjaśnię bardziej obrazowo - finalizowanie turniejów góra w drugich lub trzecich ich rundach. Jednak, jedno oko na Maroko, polski kibic przygląda się, bywa czujny, uważający, zresztą, niewiele innego ma do roboty. Ściska więc kciuki i należy go sukcesywnie doinformowywać.
Sport w Polskim Radio Poznań zawsze wyrasta po serwisie ogólnym i w dwie minuty dowiemy się absolutnie wszystkiego. Pod warunkiem, że nie jesteśmy entuzjastami szybownictwa lub szachów. Ale i w tych przypadkach, gdybyśmy pierdyknęli minimum brązem, poszłoby bez omieszkania. I także tempem na setkę. Właściwi ludzie na właściwym miejscu. Nawet gorycz porażki, np. ukochanego Lecha, zapodadzą w na pół'triumfalnym tonie. Ciekawe więc, co myślą sobie Słuchacze, kiedy po gwarze stadionów, Pan od komunikatorów przystankowych zapowiada Uspokojenie Wieczorne, po czym w eter wędruje obowiązkowa wolnizna. To tak, jak gdyby sprinter pruł w trzonie stawki, a ostatecznie zakończył na piątej lokacie. I ten chwilę wcześniej rozentuzjazmowany tłum, w jednej chwili chóralnym jękiem zawodu wzdycha uuuu!.
Ale, ale... wczoraj w sporcie żadnych sukcesów, więc poszło z pożytkiem dla muzyki. Było bardzo miło. Trochę treści od Słuchaczy upewniło, że nie tylko sportem Polak żyje, muzyka też na coś się przydaje. Być może nawet na więcej, niż tylko zapchajdziurę. Musiało być coś w powietrzu, skoro odpisywaniu wiadomościom nie było końca. Dobry ładunek, zdrowe w nutach pierdyknięcie. A przecież, żadnego heavy. Jednocześnie zapewniam, zdążyłem do domu, zanim chmury odkręciły kurek.

andy

 

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 

"USPOKOJENIE WIECZORNE"
w każdy poniedziałek od 22.07 do 23.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm