poniedziałek, 14 lipca 2025

"NAWIEDZONE STUDIO" - program z 13 lipca 2025 / Radio Afera 98,6 FM Poznań






"NAWIEDZONE STUDIO"
wydanie z 13 lipca 2025
(z niedzieli na poniedziałek,
od 22.00 do 2.00)
 
98,6 FM Poznań
oraz afera.com.pl

realizacja i prowadzenie: andy

 

HUEY LEWIS AND THE NEWS "Fore!" (1986) -- ciąg dalszy celebrowania 75-urodzin Huey Lewisa
- Jacob's Ladder
- Stuck With You

AC/DC "If You Want Blood You've Got It" (1978)
- Hell Ain't A Bad Place To Be
- Whole Lotta Rosie

38 SPECIAL "Bone Against Steel" (1991) -- po ponad dwudziestu latach nadchodzi nowy album - "Milestone". Stanie się 19 września br.
- Rebel To Rebel
- Treasure

BLACK SABBATH "Paranoid" (1970) -- z irlandzkiego tłoczenia z 1976 r.
- Fairies Wear Boots

DOUBLE VISION "Double Vision" (2025) -- premiera!
- Prison Of Illusion
- The Man You Make Me
- Youphoria

FOREIGNER "Agent Provocateur" (1984) -- mój stary giełdowy egzemplarz, pamiętający wszystkie stare, dobre i złe uczynki
- That Was Yesterday
- I Want To Know What Love Is

SPYS "S.P.Y.S." (1982)
- Don't Run My Life
- Danger
- Over Her

SAGA "Behaviour" (1985)
- Listen To Your Heart

DAVE COUSINS "Two Weeks Last Summer" (1972) -- Dave Cousins in memoriam
- Blue Angel
a) Divided
b) Half Worlds Apart
c) At Rest

EARTH & FIRE "3 Originals" (1998) -- na 2-óch CD trzy regularne albumy oraz ekstra kawałki okresu 69-76
z albumu "Gate To Infinity" (1977):
- Smile
- Driftin'

KING CRIMSON "In The Wake Of Poseidon" (1970)
- Cadence And Cascade {śpiew Gordon Haskell}
- In The Wake Of Poseidon (including "Libra's Theme") {śpiew Greg Lake}

TRIANGLE "Square The Circle" (2000 / reedycja 2001)
- Nature's Window

KITARO "An Enchanted Evening" (1996)
- Silk Road

MANDALABAND "The Eye Of Wendor: Prophecies" (1978)
- The Eye Of Wendor

MANDALABAND "Mandalaband" (1975) -- na wczoraj dwie środkowe części suity "Om Mani Padme Hum"
- Om Mani Padme Hum
b) Movement Two
c) Movement Three

PENDRAGON "Kowtow" (1988 / winyl reedycja 2015)
- I Walk The Rope {na saksofonie Julian Siegal}

T2 "Fantasy" (1997) -- materiał z 1970
- CD / The Minstrel

WALLENSTEIN "Mother Universe" (1972)
- Shakespearesque

STYX "Edge Of The Century" (1990) -- w oczekiwaniu na nowy album - "Circling From Above"
- Show Me The Way

DENNIS DeYOUNG "26 East Vol. 1" (2020)
- To The Good Old Days {feat. Julian Lennon}

ROD STEWART "Ultimate Hits" (2025)
- Every Beat Of My Heart {z albumu "Every Beat Of My Heart" /1986/}



"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl
(
obecność nieobowiązkowa !)
 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze


niedziela, 13 lipca 2025

double vision

Nowa grupa Double Vision. Amerykańska. Póki co, nieznani szerszej widowni muzycy, ale nie, że nieznani w ogóle. Niektórzy działali w kilku utytułowanych formacjach, jak Outloud, Prophet czy Warrior Soul, nawet jeśli ich nazwy skojarzą tylko najbardziej zaawansowani gracze.
Dotąd Double Vision zdobyli mikro sławę jako cover band Foreigner, a ich nazwa bezpośrednio odnosi się do tytułu drugiego albumu ekipy Lou Gramma, wydanego w tysiąc dziewięćset siedemdziesiątym ósmym.
Muzykom, na ich dopiero co wydanym debiucie, nadal zależy na podsycaniu sympatii do Foreigner, jednocześnie pomału pragnąc za nimi zacierać ślady, wyzwalając się z artystycznej wtórności. Trzeba przecież podążać z duchem nowych wyzwań. O ile tak się da. Zobaczymy, jak sobie poradzą, szczególnie w dobie koncertowego uaktywnienia Foreigner z Lou Grammem.
Dobre ballady: "The Man You Make Me" oraz "A Stranger's Face" plus obfita paleta kilkunastu rocksongów, takich w opanowanych tempach, jak na styl Foreigner przystało. Płyta na lato, choć może nie tak denne, jak tegoroczne.

andy

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 

"USPOKOJENIE WIECZORNE"
w każdy poniedziałek od 22.07 do 23.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm

czwartek, 10 lipca 2025

robi się płyta King Crimson

King Crimson nagrywają nowy album. Pierwszy od czasów "The Power To Believe", a więc upłynęły dwadzieścia dwa lata. Póki co, brak jeszcze konkretów. Tym samym, przypuszczalnej daty premiery.
Czy się cieszę? Nie. Wszystkie dokonania po genialnym "Red" kompletnie mi nie leżą i nie będę udawać, że wczorajszy news wzbudził we mnie najmniejszy dreszcz. Dla jasności, w swoim czasie intensywnie siedziałem w temacie King Crimson, mam na półce wszystkie ich płyty, dobrze znam pełen zakres dokonań, lepiej, niż moglibyście Państwo po mnie przypuszczać, a jeszcze na koncie dzierżę udział w dwóch koncertach, wśród których widnieje pierwszy polski występ w Sali Kongresowej - z Billem Brufordem na bębnach. Pojechałem wówczas podniecony faktem ujrzenia i posłuchania Roberta Frippa oraz popodziwiania właśnie Billa Bruforda oraz Tony'ego Levina. I od razu przyznam się bez bicia, za Adrianem Belew jakoś nie bardzo. Szanuję, podziwiam talent, jednak od serca nie moja bajka. Konkludując, warszawski koncert okazał się artystycznym sukcesem, pomimo iż zabrakło w nim magii pierwszych siedmiu płyt. Przy jakiejś okazji dam nura do albumu z moimi koncertowymi biletami, ustrzelę odpowiednie foto i wspólnie sobie popodziwiamy.
Zakładam, że każdy zainteresowany tematem zna wszystkie dzieła Karmazynowego Króla, więc na dzisiaj polecę...

Gordon Haskell - o krótkim stażu w King Crimson wokalista. Mamy go ciupinkę na albumie "In The Wake Of Poseidon" (w wolniźnie "Cadence And Cascade") oraz niemal na całym "Lizard".
Haskellowi sporą popularność, a i ogólną rozpoznawalność, przyniosła piosenka "How Wonderful You Are" (oto pokaz siły lokalnych mediów!). Rzecz z dwa tysiące pierwszego, choć na albumie "Harry's Bar" opublikowana dopiero w kolejnym roku. Zanim świat zajął się solowym Haskellem, a także i zaczęto organizować mu polskie koncerty oraz programy telewizyjne, najpierw andy lansował autorskie dokonania Mistrza, a zadziało się w nieistniejącym już winogradzkim Radio Fan. I wtedy wielu kolegów z branży dziwiło się, cóż to znowu za dziwoląg, którego masłowski lansuje? A dziad wiedział, nie powiedział, a to było tak... No więc, rok 1996 i płyta "Butterfly In China". Mój absolutny faworyt. Nie tylko wtedy. Niewystępujący jednak album na żadnych listach przebojów oraz notowaniach sprzedaży, a jednak piękny, piosenkowy, uroczy. I znają go tylko nieliczni. Już wtedy była z niego cudowna artystycznie nisza. Nie śniły się jeszcze Haskellowi sukcesy, nagrywał więc od serca swoje, w oparciu o równie noname'owych muzyków, bo przecież, jaki kowalski kumał nazwisko: Gordon Haskell. Jedynie ci, co wyjrzeli poza bestsellerowy debiut King Crimson, dostąpili bogatszego świata, ponieważ interesowało ich więcej, niż tylko top. Ja też nie potrafię o muzyce z ludźmi, którzy na hasło 'King Crimson', ciągle tylko jeden/dwa tytuły: "Epitafium" lub "Schizofrenik dwudziestego pierwszego wieku".
"Butterfly In China" (motyl w porcelanie, nie żadne Chiny, gdyby co). Wiele pięknych piosenek. Chyba najczęściej poprzez FM emitowałem "Pelican Pie", "Someone I Knew" oraz "I Don't Remember It". Ale nie upieram się, mogło być lekko inaczej, było nie było, minęło prawie trzydzieści lat. 

andy

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 

"USPOKOJENIE WIECZORNE"
w każdy poniedziałek od 22.07 do 23.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm


wtorek, 8 lipca 2025

kilroy was here

Jeszcze jedno nawiązanie do wczorajszego Uspokojenia Wieczornego. Na antenę poszedł jeden fragment z kompaktu "Kilroy Was Here", ale nie myślcie sobie, że andy to jakiś cienias i nie ma w winylu. Egzemplarz w gatefoldzie, holenderski pierwszy press z osiemdziesiątego trzeciego. Mam wrażenie, że płyta jest ze mną od kolebki, podobnie jak wszystkie inne winylowe Styksy, jakie trzymam na tej samej półce. Kocham tę muzykę, bezkrytycznie wielbię ten album, choć nikomu nie będę wciskać, iż stanowi za identyczny poziom, co cztery wcześniejsze: "Paradise Theatre", "Cornerstone", "Pieces Of Eight" (słuchaliśmy ostatnio w Nawiedzonym) oraz "The Grand Illusion". W skali ogólnej topowe z nich albumy Styx i nic już tego nie zmieni. Ale "Kilroy Was Here", pomimo tyciu mniejszych notowań, znaczy dla mnie równie wiele. Krótka rock opera, mniej więcej czterdziestominutowa, a więc o typowej dla dawnych winyli skali czasowej. Takie płyty zawsze były idealne do słuchania i nigdy nie nużyły. Poza tym, ludzka percepcja daje radę właśnie wobec czterdziesto-/czterdziestopięciominutowych płyt. Później trzeba zmienić nastrój, albo wyłączyć się na minutę lub dwie od muzyki. Dlatego te stare albumy wygrywają, natomiast epoka lat dziewięćdziesiątych, z tymi wszystkimi osiemdziesięciominutowymi kolosami, to jak pakt z diabłem. Na swój sposób zajeżdżanie sztuki. Wykorzystywanie zasobu płyty kompaktowej do maksimum nigdy nikomu na dobre nie wyszło.
Na "Kilroy Was Here" medialnie w tamtych latach liczyły się, ballada "Don't Let It End" oraz otwierające całość, chwytliwe i jak na wtedy super nowoczesne "Mr. Roboto". Jednak hity hitami, natomiast rock oper należy słuchać w całości, i ta płyta w pełni na to zasługuje. Myślę, że wczoraj zapodana sześciominutowa wolnizna "Just Get Through This Night", też moje zapewnienie jakoś potwierdza.
Centralną postacią albumu jest Robert Orin Charles Kilroy, którego inicjały układają się w słowo "ROCK". Tematycznie w dużym uproszczeniu idzie o to, by główny bohater oraz pewien młody muzyk, na pewnej planecie podjęli się misji przywracania rocka. Jest on zakazany, ponieważ istnieją tam rządy faszystów/autokratów, a więc ludzi, którzy czują się rockiem oraz jego następstwami zagrożeni. Mamy tu rzetelnie opisaną i podaną - jak z teledyskowych kadrów - historię, którą obrazowo opatuliła okładka, jej wnętrze, co także sama do płyty wkładka. Świetne coś, warto posłuchać, szczególnie w dobie nadchodzącego albumu, który już 18 lipca.

andy

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 

"USPOKOJENIE WIECZORNE"
w każdy poniedziałek od 22.07 do 23.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm


mandalaband

Uspokojenie Wieczorne krótkie, a przelatuje jeszcze szybciej, więc ta niecała godzina emisji to taka trzcinka wobec Państwa oczekiwań. Niemniej, i tak się cieszę, że ją mam. Bywa jednak, że kiedy się dopiero rozkręcam, wnet trzeba zarzucić: do usłyszenia. Stawia mnie to niekiedy w obliczu niedopowiedzeń, niedoinformowań, ale na szczęście jest blog. Tu zawsze mogę się zsuplementować, jak choćby względem grupy Mandalaband, którą wczoraj zapodałem na dobranoc. 

Krótkotrwała, acz dwuetapowa brytyjska formacja Mandalaband istniała w drugiej połowie lat siedemdziesiątych. Potem, czyli w dwudziestym pierwszym wieku odrodziła się, ale i owe odrodzenie również nie było zbyt długie. Na obu etapach wydali dwa razy po dwa albumy, wszystkie interesujące, choć o dreszcz emocji przyprawiają te najstarsze.
Twórcą grupy kompozytor i producent David Rohl, chętniej zapisujący się jako Davy Rohl.
Polecam wydany w 1975 roku debiut, zatytułowany po prostu "Mandalaband", z m.in. fascynującą suitą "Om Mani Padme Hum". Rzecz z motywami tybetańskimi, do tego chórami, orkiestracjami, szczyptą psychodelii oraz imponującymi, wręcz jazzowymi partiami fortepianowymi. Zaprezentowanie tego konkretnego utworu w mojej audycji Polskiego Radia Poznań, a trwającego ponad dwadzieścia minut, pochłonęłoby połowę przydzielonego mi czasu, więc ucierpieliby inni wykonawcy, a jak Państwo zapewne zauważyliście, staram się każdego poniedziałku wrzucać po siedem/osiem piosenek.
Na drugim longplayu, zatytułowanym "The Eye Of Wendor: Prophecies", czyli tym wczoraj zaprezentowanym, otrzymujemy czternaście kompozycji, o skromnym jednak wymiarze czterdziestu minut, a więc podobnie jak przy debiucie. Za to muzyków, co niemiara. Obok podstawowego składu, pojawiło się przynajmniej kilku intratnych gości, np. Kevin Godley i Graham Gouldman - obaj panowie z 10CC - do tego ludzie z The Moody Blues oraz Barclay James Harvest, jak choćby wczoraj z tej ostatniej grupy John Lees, który w "Witch Of Waldow Wood", że tak nieładnie określę: walnął obłędne gitarowe solo.
To są wspaniałe płyty i trzeba je mieć. Nie, że należałoby, wypadałoby poznać, a po prostu trzeba mieć. Nie słucham ich co dnia, lecz, gdy już to nastąpi, siedzę przy nich jak wryty.
Późniejsze dwie, obie opatrzone rzymską numeracją, jako III i IV, mają swoje podtytuły; pierwsza to "BC: Ancestors", następna "AD: Sangreal", i one też na swój sposób chełpią się rozmachem oraz ciekawymi gośćmi - m.in. ludzie z Barclay James Harvest, Riversea, Gabriel, Iona czy Nightwish. Wiadomo, oferują współczesne już brzmienie i takąż realizację, więc jest bez dawniejszej magii, a mimo wszystko wciąż warto posłuchać. Pierwszy z nowych albumów opowiada o czasach zanim pojawili się Chrześcijanie, tym samym otrzymujemy zaproszenie do starożytnego Egiptu czy Mezopotamii. Kolejne dzieło suponuje pierwsze tysiąclecie chrześcijaństwa. A zatem, historia cesarzy, królów, wojowników, krzyżowców, najogólniej mówiąc: bohaterów i złoczyńców.
Polecam Państwa Szanownych uwadze grupę, z naciskiem na jej najwcześniejsze dokonania. 

andy

"USPOKOJENIE WIECZORNE"
w każdy poniedziałek od 22.07 do 23.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 


"USPOKOJENIE WIECZORNE" - program z 7 lipca 2025 / Radio Poznań, 100,9 FM Poznań

"USPOKOJENIE WIECZORNE"
wydanie nr 65
7 lipca 2025

(poniedziałek, w godz. 22.07 - 23.00)

Polskie Radio Poznań
100,9 FM Poznań
realizacja Adam Loch

prowadzenie andy

 

CHICAGO "Chicago 19" (1988)
- Look Away

LIONEL RICHIE "Back To Front" (1992) -- kompilacja + nowe
- Sail On {The Commodores cover} {z albumu "Midnight Magic" /1979/}

ROD STEWART "Ultimate Hits" (2025) -- 2 CD kompilacja
- Have You Ever Seen The Rain {Creedence Clearwater Revival cover}

OVERLAND "S.I.X." (2023) -- 5 września nowy album FM - "Brotherhood"
- Things Will Never Be The Same

STYX "Kilroy Was Here" (1983) -- 18 lipca nowy album - "Circling From Above"
- Just Get Through This Night

DENNIS DeYOUNG "26 East Vol. 1" (2020)
- Run For The Roses

LOU GRAMM "Ready Or Not" (1987) -- Foreigner ogłaszają trasę po Stanach. Stanie się w grudniu tego roku z udziałem Lou Gramma. Dawny pierwszy głos grupy wystąpi u boku Luisa Maldonado, nowo ogłoszonego frontmana Foreigner, który po letniej trasie oficjalnie zastąpi Kelly'ego Hansena.
- Until I Make You Mine

MANDALABAND "The Eye Of Wendor: Prophecies" (1978)
- Witch Of Waldow Wood


poniedziałek, 7 lipca 2025

na Piotrkowskiej...

Stawiam przed Państwa oczami winyl zakupiony w minioną sobotę w Łodzi.
Ulica Piotrkowska, serce miasta, reprezentacyjny trakt w jego geografii. I podkreślę, miasto absolutnie niebrzydkie, a od zawsze mnie o takim zapewniano. Brzydoty jakoś nie dostrzegłem, a jeśli nawet jakieś pojedyncze akcenty, siłą rzeczy lub natury zniszczenia, zaniedbania lub muralów bohomazy, co z tego? Brzydota też może stanowić za oryginalność, dlatego nie dziwi mnie fascynacja filmowców Łodzią, z Davidem Lynchem na czele. No więc, oto jesteśmy na Piotrkowskiej, jest piękny letni dzień, w różnych kierunkach podążają spacerowicze, wśród których zapewne niemało turystów. Proszę wyobrazić sobie, że ta leniwa ulica stoi normalnymi sklepami, knajpami, hotelo-hotelikami, nic zatem niespotykanego, a jednak, jako dużą atrakcję oferuje się niemal całkowicie wymarły w polskim krajobrazie uliczny handel. Dopadają więc człowieka zewsząd zapachy lawend, stoiska ze słodyczami, pamiątkami, co i nieuniknione w kanikułowym okresie hałasy dzieciarń. Szczególnie przy wyselekcjonowanych wobec nich skupiskach. Nie brakuje też okazałej palety gastronomii, albowiem polak głodny, to polak zły. I w tym niemal kiermaszowym skupisku znalazłem jedyny ciekawy stragan, namaszczony kształtem litery 'U', głównie z winylami, nieposkąpiony jednak w kompaktach oraz kasetach. Dwoje jegomości na turystycznych, kampingowych krzesełkach, a przy ladzie rotujący zainteresowani tematem. Obok mnie pewna młoda dama właśnie coś sobie wybrała i reguluje zapłatę kartą, a kiedy po chwili opuszcza miejscówkę, już w jej miejsce wskakuje inny ktoś. I tylko rycie, przebieranie, macanie, sprawdzanie kondycji, niekiedy do sprzedawców jedno czy drugie zapytanie, i tak chwila po chwili, cały czas kręci się. No to andy też wertuje, co pewien czas jakaś okładka budzi moje zainteresowanie, no i, teraz mnie macie, otóż do końca życia nie odżałuję, że zrezygnowałem z winylu Commodores z lovesongami. Uznałem wyższość posiadanego w chałupie kompaktu, któremu nie poskąpiono żadnego akcentu z tamtej tracklisty, ale to przecież nie to samo. Człowiek jednak głupim umrze, tym bardziej, że płyta taniocha, ja wiem... jakieś trzy, może cztery dychy. I co istotne, było mnie stać.

Od razu jednak, i tu już bez drobinki zawahania, zdecydowałem się na angielskie tłoczenie kapitalnego The Doobie Brothers "The Captain And Me". Pierwsze bicie, rzecz z siedemdziesiątego trzeciego, co warte podkreślenia. Oczywiście wydanie Warner Bros., bo jakżeby inaczej. To nie tylko muzycznie boska płyta, ale ma jeszcze fascynującą okładkę. Jej historia na swój sposób mrozi krew w żyłach, ale to już pozostawię w Państwa gestii. Zechcecie zgłębić temat, bez problemu dotrzecie do odpowiedniej literatury. Po co teraz spoilerować, to takie niefajne.
Dotąd tych Doobies pieściłem jedynie na kompakcie, ale jednak mówimy o takim tytule, który uprasza się o czarny placek. I trzeba koniecznie dorwać stare wydanie, albowiem tylko ono smakuje. Poza tym, jeszcze niechcący kupiłbym jakieś dzisiejsze wznowienie i trafiłoby się nie daj bóg kolorowe diabelstwo, tylko wściekłbym się.
Posłuchałem dwa razy z rzędu, płyta gra nad wyraz dobrze. Dbał o nią poprzednik, a kto wie, może poprzednicy. Cena cztery dychy. To dokładnie równowartość dwóch półlitrowych coca col w Atlas Arenie.
Piotrkowska długa, a nawet jeszcze dłuższa, fajnie się więc do pewnego momentu nam człapało, jednak w pewnej chwili poczuliśmy przyjemne zmęczenie, takie od namiaru emocji, a wtedy najlepiej przysiąść na jednej z ławek, napić się pepsi i pogadać o czymś innym. Czymś jakże odległym od wtryniających w szerszym gronie swoje trzy grosze mądrali, tym bardziej spojrzeć z dala na nudy związane z robotą, a już szczególnie smutne treści o obcych dzieciakach. Obecnie to już raczej w grę wchodzą wnuki. I to nuda jeszcze większa.
Powiem Wam Najdrożsi (zabrzmiało teraz, jak z ambony), niedawna sobota, odatowana piątym lipca, okazała się przecudownym dniem. Pod każdym względem. Nie mogę zapomnieć. Nawet w przypływie starczej demencji. A przecież, za wierzchołek atrakcji miał posłużyć jedynie wieczorny koncert.
I teraz, a propos koncertów, czytam od paru dni świeże opinie w tematach muzyki pod chmurką, np. o pożegnalnym występie Black Sabbath, co i metalowych gwiazd grupę poprzedzających, wyniuchałem też relację z Narodowego o AC/DC, a wczoraj na moich oczach pan bluesowy produkował się w temacie Neila Younga. Na tym nie koniec, bo jeszcze gdzie indziej jedna czy druga relacja z kilku dni na Openerze, do tego virtuoso live Satrianiego z Vaiem. Tych koncertów mnóstwo, dla każdego coś, a ja w tym wszystkim czuję się jakoś inaczej - lżej, wakacyjniej. I uwierzcie, po raz pierwszy siedzi we mnie totalny zlew na pieprzenie o solówkach, riffach, o tym, co zagrali, a co nie. I o całym tym ze sceny nawalaniu, kto dawał głośniej, a kto szybciej. Odczuwam komfort, pewne od losu uprzywilejowanie, wszak przytrafił mi się od dawna skrywany w marzeniach live w atmosferze Słońca, słodkich drinków oraz dziewczyn z plakatów. A na scenie jeden z najlepszych piosenkarzy ever!

andy

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 

"USPOKOJENIE WIECZORNE"
w każdy poniedziałek od 22.07 do 23.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm