poniedziałek, 7 lipca 2025

"NAWIEDZONE STUDIO" - program z 6 lipca 2025 / Radio Afera 98,6 FM Poznań





"NAWIEDZONE STUDIO"
wydanie z 6 lipca 2025
(z niedzieli na poniedziałek,
od 22.00 do 2.00)
 
98,6 FM Poznań
oraz afera.com.pl

realizacja i prowadzenie: andy

 

BAD COMPANY "Bad Company" (1974) -- Mick Ralphs in memoriam
- Can't Get Enough
- Ready For Love {Mott The Hoople cover}

DON BARNES "Ride The Storm" (2017) -- materiał z 1989 roku -- 19 września tego roku ukaże się nowy album 38 Special - "Milestone". Nie było ich od dwóch dekad, ciekaw jestem...
- Ride The Storm

FOREIGNER "Foreigner" (1977) -- ekscytująca wieść, uwaga! - Foreigner ogłaszają trasę po USA w grudniu '25 z udziałem Lou Gramma. Dawny pierwszy głos wystąpi u boku Luisa Maldonado, nowo ogłoszonego frontmana Foreigner, który po letniej trasie ma oficjalnie zastąpić Kelly'ego Hansena.
- Cold As Ice
- Starrider

LAURENNE / LOUHIMO "Falling Through Stars" (2025) -- premiera!
- Loud & Clear
- Wait

HUEY LEWIS AND THE NEWS "Sports" (1983) -- w minioną sobotę Huey Lewis obchodził 75-urodziny. Tylko wszystkiego najlepszego, Maestro!
- The Heart Of Rock & Roll
- Heart And Soul

BRUCE SPRINGSTEEN "Lost And Found" (2025)
- The Lost Charro {"Inyo" album - recording during the "Ghost Of Tom Joad" tour 1995 - 1997}

ROD STEWART "Ultimate Hits" (2025) -- premiera!
- Downtown Train {Tom Waits cover} {kawałek występuje na kompilacji "The Best Of" /1989/ , w boxie "Storyteller" /1989/ oraz albumie "Vagabond Heart" /1991/}
- Rhythm Of My Heart {René Shuman cover}

SAXON "Innocence Is No Excuse" (1985)
- Broken Heroes

LIONEL RICHIE "Back To Front" (1992) -- kompilacja + premierowe
- Dancing On The Ceiling {z albumu "Dancing On The Ceiling" /1986/}
- Easy {The Commodores cover} {z albumu "Commodores" /1977/}

THE COMMODORES "Gold" (2005) -- kompilacja
- Flying High {z albumu "Natural High" /1978/}

LIONEL RICHIE "Can't Slow Down" (1983) -- z deluxe edition na 20-lecie albumu
- Stuck On You
- The Only One
- Hello

SCORPIONS "Crazy World" (1990)
- Wind Of Change

STYX "Pieces Of Eight" (1978) -- 18 lipca będzie nowy album - "Circling From Above"
- Renegade
- Pieces Of Eight

STEVEN WILSON "Hand. Cannot. Erase." (2015) -- w ramach 10-lecia albumu, 15 sierpnia trafi do sprzedaży winyl, jako 'splatter vinyl edition'
- Happy Returns
- Perfect Life

ROUGH DIAMOND "Rough Diamond" (1977)
- Seasons

IAN THOMAS BAND "Still Here" (1978)
- Just Like You
- I Really Love You
- Clear Sailing

BALANCE "In For The Count" (1982)
- All The Way
- She's Alone Tonight {singiel '83 / bonus track}

BRUCE DICKINSON "Balls To Picasso" (1994) -- 25 lipca ukaże się reworking albumu, pt. "More Balls To Picasso"
- Gods Of War

THE DOOBIE BROTHERS "Walk This Road" (2025)
- State Of Grace
- Here To Stay

TOM PETTY AND THE HEARTBREAKERS "Southern Accents" (1985)
- Rebels

GIANT "Stand And Deliver" (2025)
- Pleasure Dome






"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl
(
obecność nieobowiązkowa !)
 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze

 

niedziela, 6 lipca 2025

LIONEL RICHIE trasa "Say Hello To The Hits" - sobota, 5 lipca 2025, Atlas Arena, Łódź

Rewelacyjny sobotni wieczór w Atlas Arenie. Wymarzony wręcz koncert na lato. Uroczysty, jak niedzielny rosół. Gorąca muzyka, zarówno do tańca, co i poprzytulania, na scenie zaś biały fortepian, czasem i drugi - nawet na podnośniku - oczywiście gitarzyści, klawiszowiec, perkusista, a jeszcze przecież instrumenty ozdobniki, jak flet, harmonijka czy saksofon. Spektakularnie, z rozmachem. Jestem pod absolutnym wrażeniem. Byłem na wielu koncertach, na takim jeszcze nie. I od razu uprzedzając fakty, jeden z najlepszych w moim życiu. Lionel to gwiazda/showman, wyluzowany, komunikatywny, zabawny, z polotem i entuzjazmem, dobrze w upierzeniu wystylizowany, fryz jak po skrzypovicie, a co najważniejsze, jakie On dostarcza śpiewanie oraz repertuar. Trasa z największymi przebojami. Od razu na początek "Hello", by mieć sprawę z głowy, by publika przez dalszą część wieczoru nie męczyła Artysty o tę konkretną melodię. Wreszcie, by ten mógł na spokojnie skoncentrować się na wszystkich pozostałych przebojach, z jakże bogatego śpiewnika.
Lionel w białym smokingu, a może to był frak (czort wie, nie odróżniam, ale i nie muszę), wyłonił się znienacka, gdzieś z ciemni, od razu w czubie estradowego wybiegu, w gnieździe świetlnych strumieni. Tak zaczynają najlepsi, Drodzy Państwo. W mig wrzawa, gorące przyjęcie, spontaniczny zachwyt. Trzeba losowi pozwalać, by nas zaskakiwał.
Nie będę nikogo zadręczać opowieściami step by step z programu występu albowiem, kogo to interesuje. Koncertów się nie opowiada, je się przeżywa. Mnie też nie obchodzą niczyje recenzje - te wszystkie męki-gadaniny to absolutne nudziarstwo. Żaden tekst nie odda atmosfery. Nie przełożymy na papier uczuć, podobnie jak cudownego zapachu łódzkich lip, kiedy z kolegą dobijaliśmy słynnej ulicy Piotrkowskiej.
Na takich live'ach trzeba po prostu być. Wiecie Państwo, ja już zaliczyłem tyle koncertów, głównie rockowych, że teraz rajcują mnie właśnie takie. I już tłumaczę, skąd taka reakcja. Otóż, kiedy jako młodzieniec czasem wyłapałem w telewizji jeden czy drugi z rozmachem show, zawsze zachwycały mnie na scenach tej maści bandy, z mnogością muzyków, którzy grali pełną parą, bawili się, rajcowali publiczność, a przede wszystkim fantastycznie brzmieli. I to były takie zabawy na sto dwa. A ja przez całe życie ganiałem za artystami naparzającymi w przesterowane gitary, w zasadzie nigdy nie dostępując najwyższej próby piosenkarzy, szczególnie w takich okolicznościach. No to, Lionel Richie okazał się właśnie koncertem królewskim. Takim na czerwonym dywanie. Dystyngowanym, ale żadnym sztywniackim, gdyby czasem komuś na myśl przyszło.
Wspomniałem, że same przeboje. O tak, tylko i wyłącznie. A zatem, co jeszcze poza "Hello"? Oto kilka z pamięci, na tu, na teraz, na szybko przypomnianych tytułów: "Stuck On You", "Penny Lover", "Running With The Night", "You Are", "Sweet Love", "My Destiny", "Endless Love" (za Dianę Ross robiła publiczność) "Say You, Say Me", "All Night Long" (to na bis), nawet "We Are The World". Nie obyło się też bez repertuaru Commodores, a więc "Three Times A Lady", "Fancy Dancer", "Easy" czy zachwycające wykonanie "Sail On". Dwie godziny najlepszych piosenek bez trzymanki i już wiem, pozostanie we mnie ten koncert do częstego wspominania. Takie dni bywają jak z powieści.
Miejsce na zajmowanej przeze mnie trybunie w sektorze 'p', wyceniono na diabelskie sześćset sześćdziesiąt sześć złotych. To też trzeba mieć szczęście na bilety o odpowiedniej algebrze.
Miejsca tylko siedzące. Hala pełna, ale tak jakby nie na ścisk. Trochę więcej krzesełek przydałoby się na parkiecie, by przede wszystkim zatuszować uczucie pustych bocznych naw. Ale to żadne wobec spektaklu zmartwienie.

W przedbiegach, w roli supportu Varius Manx i Kasia Stankiewicz. Nie bardzo rozumiem, dlaczego nie po prostu Varius Manx? Ale chyba jest coś na rzeczy, skoro w składzie brak kilku mi znajomych twarzy, z Robertem Jansonem na czele. Hmmm... Nie umniejsza to jednak wyczynom, iż Variusi ogólnie dali radę, unieśli ciężar zespołu na rozgrzewkę, natomiast Kasia Stankiewicz to babski głos petarda, zacumowany w drobnej istotce. Cudownie było przeżyć chórem odśpiewane "Orła Cień", a na bis, w ramach krótkiego pakietu niespodzianek, cover Nirvany "Smells Like Teen Spirit". Kto by pomyślał. Zdumione twarze przybyłych nieocenione, a i ja nie omieszkałem się uszczypnąć.

Nareszcie liznąłem trochę Łodzi. Zawsze tylko szybko, szybko, na szybko, tak na styk, na idealny czas koncertu, a tym razem kolega zachęcił do wyjazdu dużo wcześniej, dzięki czemu powłóczyliśmy się po Manufakturze i okolicach, nareszcie zagościłem na słynnej Piotrkowskiej, otarłem się o Pałac Poznańskich, zjadłem kapitalnego w bułce kebaba, a od handlarzy ulicznych kupiłem angielski winyl The Doobie Brothers, który dotąd miałem jedynie na kompakcie. O proszę, właśnie dałem przykład zdania wielokrotnie złożonego. andy potrafi zacząć i nie kończyć.

Cudowny dzień. Przede wszystkim muzycznie, ale i pod względem relaksu, pogodowej aury czy jak najbardziej niezdrowego jedzenia. W tym cholernym świecie, gdzie na każdym kroku pouczają jak powinienem żyć, dobrze na przekór zeżreć coś, co odbeknie się spalenizną i tłuszczem!
Wiecie Drodzy Państwo, w moim wieku trzeba łapać każdą nadaną przez los chwilę, a potem rozkoszować się, delektować, wreszcie - doceniać. Żyje się raz, a co!

andy

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 

"USPOKOJENIE WIECZORNE"
w każdy poniedziałek od 22.07 do 23.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm










============================
============================

============================
============================

















piątek, 4 lipca 2025

sheer greed

Kiedy w siedemdziesiątym dziewiątym punk dobijał końca, pomału tworzyło się miejsce dla heavy metalu. Lecz tacy Girl byli kompletnie nie na czasie, grali jeszcze inaczej, a i wizerunkowo nie wiadomo, pod kogo ich należało podpiąć. Jawili się kombinacją rock'n'rolla, glam metalu i nowej fali, ponadto panowie wielbili makijaże, farbowane włosy i różne wyskokowe ciuchy. Pod tym względem stali się w pewnym sensie pionierami stylu, który już niebawem przygarnęli tacy Mötley Crüe, Britny Fox, Hanoi Rocks, Poison, Ratt, Warrant czy L.A. Guns.
W latach 1979-81 Girl wydali dwa albumy (potem jeszcze coś), oba dla wytwórni Jet Records, którą to słusznie skojarzymy z sukcesami Electric Light Orchestra bądź wczesnym solowym Ozzym Osbournem.
Warto u Girl dostrzec dwa nazwiska: wokalista Phil Lewis - facio kilka lat później został muzykiem L.A. Guns. Druga postać, to gitarzysta Phil Collen, wtedy zupełnie sławą anonimowy, jednak wkrótce dokonał transferu życia dołączając do Def Leppard.
Ich debiut album - "Sheer Greed" - wyprodukował tandem Chris Tsangarides (w jego katalogu m.in. Tygers Of Pan Tang, Thin Lizzy, Y&T, Gary Moore czy Judas Priest) oraz Nick Tauber (m.in. Thin Lizzy).
Myślę, że Girl lubili The Cars i trochę Cheap Trick, tyle, że chcieli grać tę muzykę ostrzej, niegrzeczniej, w nieco postpunk-nowofalowo-metalowym duchu, co szybko da się zweryfikować po posłuchaniu wszystkich z "Sheer Greed" piosenek. A wśród nich, także niespodzianki, jak scoverowani Kiss z "Do You Love Me", albo w pozaalbumowym, dołożonym w dodatkach do CD, coverze The Kinks "You Really Got Me". Oba fajne, aczkolwiek polecałbym jednak samego zespołu znój, na przykład zestawienie jeden po drugim "Passing Clouds" wraz z "My Number".
Płyta warta poznania, nie tylko zresztą przez szerokie spektrum wielbicieli L.A. Guns oraz Def Leppard. Z takim graniem poradziliby sobie nawet dzisiaj, pomimo iż to twórczość wciąż tylko klubowa.

andy

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 

"USPOKOJENIE WIECZORNE"
w każdy poniedziałek od 22.07 do 23.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm

a tymczasem, gdzieś... w niedalekim sąsiedztwie...

wtorek, 1 lipca 2025

ultimate sir Roda

Na okładce "Ultimate Hits" zdjęcie z sesji do "Out Of Order", z naciskiem na domysł piosenki "Forever Young". Chodzi o ukończoną niedawno osiemdziesiątkę genialnego Roda, ale też samą piosenkę "Forever Young", będącą jednym z niedawnych kampanijnych akcentów.
Pewnym widniało ukazanie się tego rodzaju wydawnictwa, ale uważajcie Drodzy Państwo, jest kilka wersji; podwójny winyl - opiewający w dwadzieścia kompozycji - pojedynczy kompakt ma ich szesnaście, najlepiej zaś sprawa przedstawia się z podwójnym CD, zawierającym hitów trzydzieści.
Podoba mi się zielone tło i białe liternictwo, ewidentnie nawiązujące do Celticu Glasgow, któremu to klubowi sir Rod szczerze kibicuje.
Kupiłem tego dopiero co wydanego składaka, pomimo iż trzymam na półkach bodaj wszystkie Mistrza albumy, a i składaków, też jakby nieco. W najnowszym bestowym śpiewniku nie brakuje numerów, za które dałbym się pokroić, lecz, jak to bywa z tego rodzaju wydawnictwami, nigdy do końca nie jest różowo. O pardon, biało-zielono. Zawsze czegoś zabraknie, dlatego nigdy nie liczmy, że za jednym pociągnięciem załatwimy sprawę. Wydawcy o tym wiedzą i tak w bębnie mieszają, by dać nam szansę dokupić jedną czy drugą katalogową płytę.
Chciałem zwrócić Państwa uwagę na pewien pakiet ejtisowych hitów, z którymi wiążę cudowne wspomnienia, i gdyby wszystkie cztery znalazły się w tym zbiorze, byłoby miód malina orzeszki. Ale tak się niestety nie stało, ponieważ otrzymujemy trzy z nich, jednego - niech ich kule! - poskąpiono. Kolejna więc szkoda, znowu coś na przekór. A można było na tę mocną okoliczność stworzyć besta/marzenie, bo kiedy, jeśli nie teraz - zamiast serwować kolejny niedosyt. Otóż, jednym rytmem andy'ego młodości, w dawnej (naszej) telewizji, co również na wszelakich prywatkach, wytworzył się niegdyś pakiet czterech piosenek, więc posłuchałbym jednym ciągiem ich wszystkich, właśnie z tego produktu. Cóż, nie od dzisiaj wiem, iż musiałbym własną ręką tworzyć tego rodzaju kompilacje, by choć raz poczuć pełnię satysfakcji. A sprawa rozbija się o "Baby Jane", "Some Guys Have All The Luck", "Young Turks" oraz "What Am I Gonna Do (I'm So In Love With You)". Niestety, na "Ultimate Hits" zabrakło tego ostatniego. Dziwne, przecież było singlem, przebojem, teledyskiem, i czym tam jeszcze. Przydałoby się zatem w tym zestawie o wiele bardziej, niż np. niedawne swingi z Joolsem Hollandem, które ostatecznie wcale nie okazały się tak atrakcyjne, jak sobie początkowo wyobrażałem. Mimo jednak tego drobnego uchybienia, polecam Państwu Szanownym "Ultimate Hits". Rzetelny przegląd hitów etapu Roda Stewarta (żadnego stewarda! - błagam) zaraz po Faces, a więc od czasów "Maggie May" czy "Handbags & Gladrags", i tak chronologicznie, krok po kroku, poprzez "Sailing", "Da Ya Think I'm Sexy?" czy coverowe "Rhythm Of My Heart", aż dochodzimy do dopiero co świętowanej osiemdziesiątki. Sam nie wiem, jak to przeleciało. Niewiarygodne. Jedne, drugie mistrzostwa piłkarskie... jedne, drugie wakacje... kilka istotnych w życiu człowieka wydarzeń... i już osiem dych na karku. Życie to zupełnie jak pędzący ekspress zostawiający w pamięci drobne ruchome kadry, jakieś niedostrzegalne kruszyny w całym ogarniającym nas bezkresie kosmosu, tak maciupkie, jak dla człowieka cały pod jego stopami mikrosystem.
Wszystkich zawartych tu trzydzieści piosenek znam na pamięć, każdą słyszałem ze sto razy, albo i więcej, a mimo to słucham tego przerzedzonego przez sito dorobku Artysty zestawu z wypiekami na twarzy. Kupiłem w niedzielę (minioną mieliśmy handlową), więc kręci się raz za razem. Nie wiem, siódmy, może ósmy raz w odtwarzaczu, i na tym na pewno nie koniec.
Kocham facia. Kocham nawet w obliczu świadomości, iż najlepsze piosenki, dokonania, dawno ma już za sobą. 

P.S. A tak swoją drogą, na 80-urodziny powinno być 80 przebojów na circa 4 płytach, maks w cenie 80 złotych. Ach, no i każda płyta po 80 minut!

andy

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 

"USPOKOJENIE WIECZORNE"
w każdy poniedziałek od 22.07 do 23.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań) lub radiopoznan.fm


"USPOKOJENIE WIECZORNE" - program z 30 czerwca 2025 / Radio Poznań, 100,9 FM Poznań

"USPOKOJENIE WIECZORNE"
wydanie nr 64
30 czerwca 2025

(poniedziałek, w godz. 22.07 - 23.00)

Polskie Radio Poznań
100,9 FM Poznań
realizacja Adam Loch

prowadzenie andy

 

ROY BUCHANAN "Sweet Dreams - The Anthology" (1992) -- 2 CD kompilacja
- The Messiah Will Come Again {z albumu "Roy Buchanan" /1972/}

MARILLION "Afraid Of Sunlight" (1995) -- 30-lecie albumu
- Beautiful

BAD COMPANY "Fame And Fortune" (1986) -- Mick Ralphs in memoriam
- This Love

T2 "It'll All Work Out In Boomland" (1970)
- J.L.T.

DAVID BYRON "Take No Prisoners" (1975)
- Love Song

BRUCE SPRINGSTEEN "Lost And Found" (2025)
- Sunday Love {"Twilight Hours" - recorded in 2018 alongside the "Western Skies" sessions}

JOHN WAITE "Mask Of Smiles" (1985) -- 26 lipca br. nastąpi 40-lecie albumu
- The Choice

BAD COMPANY "Run With The Pack" (1976) -- Mick Ralphs in memoriam
- Fade Away