wtorek, 10 marca 2015

podejrzane na UK Top 40

Zerknąłem do brytyjskiej UK Top 40 na "Rock Albums". Proszę spojrzeć jak przedstawia się pierwsza piątka. Na pierwszym miejscu najnowszy Steven Wilson, na drugim reedycja "Physical Graffiti" Led Zeppelin, a z brązowym medalem uplasowali się świeżo co wydani Black Star Riders. I choć w Nawiedzonym Studio tej płyty jeszcze nie słuchaliśmy, zapewniam, że ją posiadam i już wkrótce.... Czwarte miejsce Fall Out Boy - myślałem, że już nie istnieją, hmmm.... , a na piątym nowa świetna płyta Europe "War Of Kings".
Gdybym był ministrem propagandy rzekłbym - Nawiedzone Studio rządzi na Wyspach :-)
Jak widać dobra muzyka ma się dobrze i zaprzecza tezom, że w dzisiejszych czasach zasiaduje w podziemiach.
Aby nieco dołożyć pikanterii dorzucę, iż szóste miejsce w Anglii okupują Thunder z płytą "Wonder Days", z kolei na dziewiątym, trzymają się cały czas mocno Pink Floyd z "The Endless River", a pierwszą dychę zamykają Scorpionsi z "Return To Forever".
Rock will never die !!!







Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

(4 godziny na żywo!!!)
 
===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP



poniedziałek, 9 marca 2015

"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 8 marca 2015 - Radio "Afera", Poznań, 98,6 FM




"NAWIEDZONE STUDIO" 
program z 8 marca 2015 r. 

 
RADIO "AFERA" 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!!
www.afera.com.pl

realizacja: Szymon Dopierała      
prowadzenie: Andrzej Masłowski






REVOLUTION SAINTS - "Revolution Saints" - (2015) -
- Turn Back Time
- In The Name Of The Father

AXXIS - "Kingdom Of The Night" - (1989) -
- The Moon

AXXIS - "The Big Thrill" - (1993) -
- Love Doesn't Know Any Distance
- Waterdrop

SCORPIONS - "Return To Forever" - (2015) -
- Rock My Car
- Gypsy Life

ULI JON ROTH - "Scorpions Revisited" - (2015) -
- Yellow Raven

EUROPE - "War Of Kings" - (2015) -
- Days Of Rock'n'Roll
- Angels (With Broken Hearts)

DEEP PURPLE - "Purpendicular" - (1996 / reedycja 2014) -
- Sometimes I Feel Like Screaming - {single edit}
- Don't Hold Your Breath - {Japan bonus track

RAINBOW - "Ritchie Blackmore's Rainbow" - (1975) -
- Catch The Rainbow
- Still I'm Sad

LED ZEPPELIN - "Physical Graffiti" - (1975 / reedycja 2015) -
- Boogie With Stu
- Night Flight 

THUNDER - "Wonder Days" - (2015) -
- Black Water

CAMEL - "Breathless" - (1978) -
- Echoes

CAMEL - "Rajaz" - (1999) -
- Rajaz

DAVID GILMOUR - "Live in Gdańsk" - (2008) -
Stocznia Gdańska, 22 sierpnia 2006
- Fat Old Sun
- High Hopes

STEVEN WILSON - "Hand. Cannot. Erase." - (2015) -
- Ancestral
- Happy Returns
- Ascendant Here On...

SOLSTAFIR - "Otta" - (2014) -
- Otta 

AMORPHIS - "The Beginning Of Times" - (2011) -
- Escape
- You I Need

MARK KNOPFLER - "Get Lucky" - (2009) -
- Piper To The End
- Monteleone

MARK KNOPFLER - "Privateering" - (2012) -
- Kingdom Of Gold

RICHARD PAGE - "Goin' South" - (2015) -
- Two Roads And Four Headlights








Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

(4 godziny na żywo!!!)
 
===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP


niedziela, 8 marca 2015

STEVEN WILSON - "Hand. Cannot. Erase." - (2015) -




STEVEN WILSON
"Hand. Cannot. Erase." - (KSCOPE) -
***** 

Steven Wilson lubi opowiadać historie mało oczywiste i dające do myślenia, i w zasadzie - czyni to zawsze. Jak sam twierdzi; ponieważ muzyka musi być o czymś. I choć na najnowszym "Hand. Cannot. Erase." tym razem nie jest o duchach, to jednak historia samotnej dziewczyny żyjącej w wielkomiejskim świecie, także niesie ze sobą sporo tajemniczości. Artysta nawiązał do pewnego autentycznego zdarzenia sprzed mniej więcej dekady, kiedy to pewna młoda kobieta zerwała z całą swoją nieciekawą przeszłością i przeniosła się do dużego miasta, które to miasto wchłonęło ją niczym jedną z setek tysięcy żyjących tam osób. Przez to, czyniąc anonimową. Gdy po dłuższym czasie dziewczynę znaleziono martwą w wynajmowanym przez nią mieszkaniu, wszyscy byli zaskoczeni, włącznie z właścicielem kamienicy, który nawet nie zorientował się iż ta przez długi czas nie płaciła czynszu. To pokazało jak w tłumie znikamy, stajemy się anonimowi, nieistotni dla nikogo. Dlatego ta historia, opowiedziana piórem Wilsona, lecz z pozycji wyimaginowanej kobiety, dobitnie służy za poruszenie problemu współczesnego pędu życia i idącego z nim w parze - chaosu. Nie masz rodziny, przyjaciół, nie masz nikogo. Możesz się komunikować poprzez internet i budować fikcyjny świat, ale i tak nic nie znaczysz dla kogokolwiek po drugiej stronie, ponieważ tak naprawdę wciąż nikogo nie masz. Gdy umierasz w samotności, nikogo twój los nie obchodzi, nikt nawet nie zauważy twego zniknięcia. A jednak płyta choć niesie ze sobą melancholijny charakter, pokazuje różne barwy, i te smutne, i te bardziej promienne, albowiem właśnie z nich składało się życie naszej bohaterki, jak i przecież każdego z nas.
Solowa twórczość Wilsona jest zgoła odmienna od Porcupine Tree, a jednak słuchacz od razu wie z kim i z czym ma tutaj do czynienia. Dlatego "Hand. Cannot. Erase." jest kolejnym dziełem poruszającym i pięknym zarazem. Artysta potrafi wytworzyć dramaturgię i wszystko podlać odpowiednią muzyką. Są tu zatem momenty liryczne, innym razem mocniejsze - o zdecydowanie progresywnym rodowodzie, nie brakuje także po prostu ładnych piosenkowych melodii. To kolejna z tych płyt, których należy posłuchać w całości. Trudno zatem wyróżnić cokolwiek i wyrywać z kontekstu, skoro mamy do czynienia ze swego rodzaju monolitem. A jednak nie można nie dostrzec przynajmniej kilku "fragmentów", jak rozbudowane odpowiednio 9-cio oraz 13,5-minutowe "Routine" i "Ancestral" - z gościnnym udziałem izraelskiej wokalistki Ninet Tayeb. Ma Wilson żyłkę do ciekawych postaci z tamtej części świata. Po Avivie Geffenie, tym razem pojawiła się dziewczyna o subtelnej barwie głosu, która w ciekawy sposób zarysowuje postać albumowej bohaterki. Jej głos skrywa w sobie pewną tęsknotę. Warto dodać, iż sama kompozycja "Ancestral", szczególnie w drugiej części, mocno nawiązuje do prog-rockowego grania spod znaku Porcupine Tree, Rush czy King Crimson. Zresztą coś podobnego zarysowuje się także w "3 Years Older".
Nie sposób się oprzeć Blackfieldowo-Porcupine'owej melodyce z tytułowego "Hand Cannot Erase", bądź w "Happy Returns" czy "Perfect Life" - w którym narrację prowadzi Katherine Jenkins (...miałem siostrę o trzy lata starszą, która wprowadziła mnie do świata książek, muzyki, a i poczęstowała pierwszym papierosem... z czasem jednak zapomniałam jej twarzy...), po czym całą resztę obejmuje Steven Wilson, który delikatnie i przejmująco prowadzi już całość do końca. W tekście padają nazwy Dead Can Dance czy This Mortal Coil, których to grup siostry słuchały, co przy okazji jasno sugeruje, iż ich młodzieńcze więzi przypadały na okolice połowy lat osiemdziesiątych.
Czapki z głów ponadto za obłędny instrumentalny gitarowo-organowo-syntezatorowo-moog'owy popis w "Regret #9" i za całą niewypisaną przeze mnie resztę.
"Hand. Cannot. Erase." poruszy nawet tych, którym wydaje się, że poznali już Stevena Wilsona na wylot. Z drugiej strony, nie da się go też nikomu przecież wepchnąć do ust na siłę. Tego co tworzy Wilson trzeba pragnąć, inaczej nic z tego.
Być może uległem jakiejś chwilowej fascynacji, lecz właśnie odnoszę wrażenie obcowania z najlepszą solową płytą tego nietuzinkowego artysty.




Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

(4 godziny na żywo!!!)
 
===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP








czwartek, 5 marca 2015

RICHARD PAGE - Goin' South" - (2015) -



RICHARD PAGE
"Goin' South" - (LITTLE DUME) -
***

Trudno śledzić na bieżąco przebieg kariery Richarda Page'a, skoro w naszym kraju nie można zdobyć żadnej z jego solowych płyt, a i z dawnymi dziełami Mr. Mister nie jest najlepiej. Z tego właśnie powodu zatrzymałem się na ciężko zdobytej w swoim czasie "Peculiar Life" z 2010 r., lecz do dzisiaj nie udało mi się zapoznać z "Songs From The Sketchbook" (2012). Przy czym od razu zaznaczę, iż słuchanie muzyki spoza fizycznych płyt, w moim przypadku nie wchodzi w grę.
Na "Goin' South" (która to przyleciała aż zza Oceanu) nie znajdziecie Państwo drugiego "Kyrie" czy "Broken Wings". Na pewno to nikogo nie powinno zdziwić, Richard Page już dawno zamknął tamten rozdział. Mało tego, nie zawieruszyła się tutaj nawet jedna nuta z "Peculiar Life". Tym razem Richard Page postanowił oddać hołd muzyce country, której jest wielkim fanem od najmłodszych lat. Legenda głosi, iż nawet jeden z jego pierwszych jeszcze szkolnych zespołów, tworzył właśnie w zgodzie z tamtym gatunkiem.
Dziesięć najnowszych piosenek Page'a najłatwiej będzie polubić sympatykom Eagles, Firefall, Dana Fogelberga, bądź puszczającym oczko do łagodniejszej odsłony twórczości Johna Mellencampa, Jacksona Browne'a czy Johna Hiatta. Szczególnie, że dominują tutaj ballady. Typowo amerykańskie - co należy podkreślić. Lekkie, swobodne, żeby nawet nie rzec - powiewne. Nie jest to dzieło zmuszające do głębszych refleksji, co także uwidaczniają same teksty. Ot, przyjemna płyta do zrelaksowania czy zanucenia sobie jednej lub drugiej melodii.
Otwierający całość "Southern Wind" mógłby spokojnie zagościć na niejednej płycie Glenna Freya. Page nawet mocno tutaj pod niego zaśpiewał. Z kolei następny, niemal radosny "Turn Out The Light", jest jakby krzyżówką stylu Dana Fogelberga z wczesnym Kennym Logginsem.
Nie chcę odbierać Page'owi oryginalności, lecz w każdej obecnej tu piosence, można się dopatrzeć jakiś porównań. Balladę "Diamonds" mogliby dla przykładu z równym powodzeniem zaśpiewać tacy Reo Speedwagon, bądź zapomniany nieco Curtis Stigers. Podobnie sprawa ma się niemal z wszystkimi pozostałymi piosenkami. Na szczęście jednego czego nie da się z nikim pomylić, to głos Richarda Page'a. Zawsze czysty, silny i natchniony, ale i zarazem nigdy nie przekraczający bariery pozostawionej już tylko dla krzykaczy. Być może dlatego jego piosenki zawsze są tak eleganckie i wysmakowane. Mnie najbardziej podobają się wszystkie ballady, jak: "Diamonds", "Two Roads And Four Headlights", "Another Day Gone By", "Heaven Is Right Now", "Me And My Guitar" - choć ta ostatnia niebezpiecznie dryfuje ku tandecie Gartha Brooksa.
Nie jest to płyta rockowa w żadnym stopniu, choć zamykający całość "This Side Of The Soil" nosi w sobie przysłowiowego pazura i w chwilach słabości mogliby go nawet zagrać tacy Allman Brothers Band czy Lynyrd Skynyrd.
Miłe wrażenie pozostawia jeszcze rozentuzjazmowana pieśń "Everybody's Hometown" - z fajnymi jakby plemiennymi zaśpiewami, przywołującymi na myśl radosne chwile z pierwszej płyty "The Circle & The Square", popularnych u nas Red Box.
"Goin' South" jest hołdem dla country, lecz złożonym tylko ze świeżo powstałych piosenek, głównie autorstwa samego Page'a, a niekiedy tylko przy pomocy kogoś z zewnątrz. Nie znajdziemy tu zatem żadnego coveru, co w przypadku tej płyty nawet znalazłoby swoje uzasadnienie.
Pozwolę jeszcze zauważyć, że pomimo skromnej oprawy i nieprzeładowania aranżacyjnego, Page pozyskał do współpracy kilku "mocnych" muzyków, jak perkusistę Gregga Bissonette - znanego choćby z pierwszych trzech albumów Davida Lee Rotha (czyli wokalisty Van Halen) , ale i także wybornego gitarzystę Tima Pierce'a (grał m.in. z B. Springsteenem, R. Watersem czy E. Claptonem).
"Goin' South" trwa nieco ponad pół godziny i przyjaźnie reguluje zmysłami, nawet jeśli dziury w nich nie wierci.



Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

(4 godziny na żywo!!!)
 
===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP






ULI JON ROTH - "Scorpions Revisited" - (2015) -



ULI JON ROTH
"Scorpions Revisited" - (UDR) - 
****

Bez wątpienia to jedno z największych miłych zaskoczeń początku roku. Choć materiał z tego podwójnego CD został przecież przygotowany jeszcze w roku ubiegłym.
Uli Jon Roth nie był pierwszym gitarzystą Scorpions, albowiem na debiutanckim "Lonesome Crow" rządził niepełnoletni jeszcze wówczas Michael Schenker, a jednak to właśnie do Uliego Rotha przylgnęło miano wirtuoza z pierwszego okresu działalności grupy. Nawet jeśli zdamy sobie sprawę, że mistrz Ulrich zrealizował z ekipą Klausa Meinego zaledwie cztery płyty studyjne oraz jedną (za to niesamowitą!) koncertówkę "Tokyo Tapes". Trzeba przy tej okazji zauważyć, iż poza najbardziej zagorzałymi zespołowymi fanami, świat już dawno zdążył zapomnieć o tej postaci. A i sam Uli usunął się w cień dawnych kolegów, z rzadka realizując również własne projekty. Często nawet bardzo ciekawe, lecz bez siły przebicia szołbiznesowego pancerza. Musiało jednak kiedyś do tego dojść, nagranie "Scorpions Revisited", było tylko kwestią czasu.
Informacja zawarta w książeczce sugeruje, iż część nagrań powstała na żywo, a pozostałe (nie wiadomo ile?) już w sterylnych warunkach studyjnych. Ciekawe to, wszak nie słychać żadnej różnicy. Widać producenci (Uli Jon Roth + Sascha Paeth - wzięty gitarzysta m.in. od Luca Turilliego) działali w nad wyraz zgodnej komitywie i wszystko dopieścili w najdrobniejszych szczegółach.
Maestro Ulrich dobrał sobie do składu dwóch gitarzystów, plus pozostałą sekcję rockową, a przy mikrofonie zagościł mało do tej pory znany Nathan James. Trochę innego kalibru głos co sam Klaus Meine, a jednak do wczesnych kompozycji Scorpions pasujący jak ulał. Jego bardzo fajna barwa doskonale nadaje się do tej nieco archeo-metalowej muzyki, którą Roth sprawnie przyprawił tu i ówdzie klimatem Wschodu (m.in. "The Sails Of Charon", "In Trance", a i z lekka także "Yellow Raven").
Można nieco pokręcić nosem dlaczego zabrakło tak wybitnych kompozycji, jak: "Born To Touch Your Feelings" (jedna z najcudowniejszych ballad wczesnego Scorpions), "He's A Woman - She's A Man" (niegdyś wielki przebój i obowiązkowy punkt każdego koncertu), "Speedy's Coming" (pierwszy mocny i zarazem szybki numer Skorpionów) , bądź przebojowych "Top Of The Bill" czy "Robot Man", że o prześlicznym "Fly People Fly" nie sposób także zapomnieć. Nie da się mieć wszystkiego. Poza tym, muzyk nie wyszedłby nigdy na wolne powietrze, gdybyśmy go zmusili do ponownego zrealizowania wszystkiego, w czym zasłużył się w tamtych czasach. Od tego są stare płyty, a ten podwójny zbiór, to tylko dowód wciąż wielkich możliwości, które drzemią w artyście.
Przy okazji jest to dobry materiał dla dzisiejszego młodego odbiorcy, którego bez wytchnienia ekscytują wyczyny Zakka Wylde'a, Steve'a Vaia, Eddiego Van Halena czy Joe Satrianiego, nie zdając sobie sprawy, że był już jednak ktoś przed nimi. A trzeba przyznać, że Uli wciąż gra kapitalnie. I da się to zauważyć nie tylko w długasach, pokroju: "The Sails Of Charon", "We'll Burn The Sky", "Dark Lady" (genialna wersja !!!), w psychodeliczno-eksplodującym "In Trance", w magicznym "Drifting Sun" czy a'la Hendrixowskim "Polar Nights". Choć ten najdłuższy smaczek w postaci "Fly To The Rainbow", pozostawiony został na sam koniec, zupełnie zresztą jak w 1974 roku na drugim LP Skorpionów - a pierwszym wówczas z udziałem naszego bohatera.
Proszę posłuchać koniecznie tego albumu, z tym że uwaga! - on uzależnia.
Wciągają bez reszty niczym wir nowe wersje nastrojowych "Evening Wind", "Yellow Raven", "Crying Days" czy "Life's Like A River". Z kolei, hołd dla Jimiego Hendrixa w "Hell-Cat", wzbudza jak najwyższy szacunek. Skoro jednak mowa o gitarzyście grupy Scorpions, to automatycznie na myśl przychodzą przecież rasowe wymiatacze, których tu rzecz jasna sporo, m.in: "Virgin Killer", "Longing For Fire", "Sun In My Hand" (kolejne oczko w stronę Hendrixa) , bądź "Pictured Life". Słowem - nowy duch, nowa jakość, nowe emocje.
Cóż za tryskająca życiem niespodzianka, a przecież spleciona z dawnych pożółkłych już nieco nut.




Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

(4 godziny na żywo!!!)
 
===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP




Wielbłąd

Zatrzęsło ziemią po wczorajszej wieści o dwóch koncertach Wielbłąda w naszym kraju. A co "gorsza" - jeden z nich przewidziano na Poznań. Już się pojawiły jęki stęki, że czemuż to w lipcu? Och bracie, nigdy nie dogodzisz. Bo w lipcu i basta. I cieszmy się, że na tym wielkopolskim pustkowiu pojawi się wreszcie prawdziwa gwiazda progresywnego rocka. Z najwyższej półki.
Żonce wczoraj zakomunikowałem, że tak ma zaplanować kanikułę, by termin nie kolidował z 19 lipca. Przecież ja także muszę z czegoś zrezygnować - z niedzielnego Nawiedzonego Studia. A dla mnie to sporo. Nie będzie mieć dylematu pewien dżentelmen, który dorwał mnie po koncercie Anneke i Arjena, że on to nie wie co ma robić, bo w niedzielę mam podobno o tej samej porze konkurencję w "trójce". Jaką tam konkurencję? - odrzekłem. Jednocześnie pomyślałem, przecież ja się z nikim nie szarpię, nie ścigam - swoje miejscu w szeregu znam.
To będzie druga wizyta (o pardon - nawet trzecia) Camel w naszym kraju. Ta pierwsza miała miejsca w Krakowie i Warszawie - w 1997 roku. Byłem - w Krakowie. Nieskromnie dodam, że sam nawet zorganizowałem autokar i byłem kierownikiem wycieczki - a jak! Cudowne chwile, tego się nie zapomni. Grupa promowała płytę "Harbour Of Tears", nie zapominając rzecz jasna o starszych "kawałkach". Obok Hali Wisły, w której przetaczały się romantyczne decybele Latimera, umiejscowiony jest także stadion Wisły, a tego dnia jak na złość Kolejorz zagrał z Białą Gwiazdą - remisując zaledwie 1:1. Kierowca dowiózł nas pod halę (no i zarazem stadion) wczesnym popołudniem i poprosił by szybko wysiadać, po czym dosłownie pędził maszynę zaparkować gdzieś z dala od strefy zagrożenia. Autobus ocalał - my także. Choć kolega Jacek Łuczak (ówczesny nawiedzony realizator) mając przy sobie prasówkę dostał się na stadion i wmieszał zgrabnie w tłum wraz z kibicami Wisły. Opowiadał później jak musiał powstrzymywać radość ze zdobytego gola dla Lechitów.
O koncercie pisać nie będę, bo po tylu latach to i tak nikogo raczej nie zainteresuje, tym bardziej, że niebawem każdy z nas będzie mógł się przekonać o wartości grupy na własne oczy i uszy.
Niestety wraz z tą wesołą nowiną, dzień wcześniej nadeszła informacyjna gorycz. Odwołano Axxis. Wszystkie trzy polskie koncerty. Nie sprzedały się. No cóż.... Takie granie w moim kraju nie ma zbyt wielu entuzjastów. Szkoda, znowu jako jedyni się wyłamaliśmy. Lubimy koncerty, ale tylko tych gwiazd z najwyższej półki popularności. Podkreślam - popularności. Bowiem wielkość nie zawsze idzie w parze z popularnością, lecz by to zrozumieć potrzebna jest zmiana mentalności, a to się nie dzieje z dnia na dzień. Między innymi właśnie z takich powodów nie ma na polskiej scenie politycznej miejsca dla partii Janusza Palikota. Żałuję, być może za jakiś czas....
Tak z innej beczki.... , zakupiłem nieco płyt, i tych nowych, i tych starszych w nowej szacie, także. Będziemy je sobie wspólnie przesłuchiwać. Tyle mogę obiecać. Z pisaniem gorzej, brak czasu i natchnienia. Choć miałbym ochotę nie raz wyrazić własną opinię, szczególnie gdy widzę co pisze internet. Ale i nie tylko. Prawdziwe dziennikarstwo również upada, często będąc uległym wobec wytwórni, która podrzuca promocyjne płyty i wymaga dobrych not. Bo interes ma się kręcić. Z drugiej strony, internet chwyta byka za rogi i pozwala sobie bezczelnie recenzować ściągnięte pliki, bo przesz większość tych amatorów w życiu nie widziało oryginalnych płyt na oczy.
Pochwalę się jeszcze, że od dobrego znajomego (a i z tego co wiem również okazjonalnego
Słuchacza Krzysztofa) dostałem przedwczoraj w prezencie winyla Johnny'ego Casha. Kapitalna płyta. No i co z tego, że powszechnie wydaje się oklepana, ciekaw jestem - kto tak naprawdę ją zna. Amerykanów i skazańców z San Quentin nie pytam. Dziękuję za to cacko. Dobrze gra i zostanie ze mną na zawsze.
W marcu nie zagoszczę w Good Time Radio. Pan Michał już poumawiał wielu gości, a mój limit chwilowo wyczerpany. Trochę pograliśmy w lutym, a i w pierwszą niedzielę marca, teraz niech inni się wyżyją. Być może uda się jeszcze w kwietniu, maju, .... Poinformuję. Muzyki i pomysłów na pewno nie zabraknie.
A zatem, do usłyszenia w niedzielę o stałej porze Nawiedzonego Studia!




Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

(4 godziny na żywo!!!)
 
===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP




środa, 4 marca 2015

CAMEL na dwóch lipcowych koncertach w Polsce

Z ostatniej chwili....
Niesamowita wiadomość !   CAMEL na dwóch koncertach w Polsce !!!!!
Poznań - 19 lipca 2015 "MTP2"
Kraków - 20 lipca 2015 "ICE"



Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

(4 godziny na żywo!!!)
 
===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP