poniedziałek, 9 marca 2020

"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 8 na 9 marca 2020 / Radio "Afera" - 98,6 FM Poznań



"NAWIEDZONE STUDIO"
z niedzieli na poniedziałek, z 8 na 9 marca 2020 - godz. 22.00 - 2.00
 
RADIO "AFERA", 98,6 FM (Poznań)
www.afera.com.pl 


realizacja: Majka Chaczyńska
prowadzenie: Andrzej Masłowski







PENDRAGON - "Love Over Fear" - (2020) -
- Water
- Afraid Of Everything

IRON MAIDEN - "Best Of The Beast" - (1996) -
- Virus

THE NIGHT FLIGHT ORCHESTRA - "Aeromantic" - (2020) -
- Divinyls
- If Tonight Is Our Only Chance
- Transmissions

GENESIS - "We Can't Dance" - (1991) -
- Dreaming While You Sleep
- Since I Lost You

KARAŚ / ROGUCKI - "Ostatni Bastion Romantyzmu" - (2020) -
- Nie Mogę Spać
- Na Zakręcie

H.E.A.T. - "II" - (2020) -
- Dangerous Ground
- Come Clean
- Victory

OZZY OSBOURNE - "Ordinary Man" - (2020) -
- Scary Little Green Men

RUSS BALLARD - "It's Good To Be Here" - (2020) -
- Proud Man

KISS - "Revenge" - (1992) -
- God Gave Rock 'N' Roll To You II

BLUE ÖYSTER CULT - "Heaven Forbid" - (1998) -
- Power Underneath Dispair
- Live For Me

WISHBONE ASH - "Coat Of Arms" - (2020) -
- We Stand As One
- Empty Man

ULI JON ROTH - "Metamorphosis" - (2003) -
- Tales Of The Summer Wind

SCORPIONS - "In Trance" - (1975) -
- Life's Like A River

SCORPIONS - "Fly To The Rainbow" - (1974) -
- Drifting Sun
- Fly People Fly

IQ - "Resistance" - (2019) -
- Rise
- Shallow Bay

MOSTLY AUTUMN - "White Rainbow" - (2018) -
- Into The Stars

KANSAS - "Live Confessions (From New York To Omaha)" - (2016) -
z CD 3: recorded at The Civic Auditorium, Omaha, Nebraska, July 21, 1982
- Chasing Shadows
- Crossfire
- Face It

KANSAS - "Leftoverture Live & Beyond" - (2017) -
- Lamplight Symphony






Andrzej Masłowski
 
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"






niedziela, 8 marca 2020

najszczęśliwsze dni

Perkusista Budgie - Steve Williams - jest nad wyraz komunikatywnym jegomościem. Aktywnym w mediach społecznościowych, do tego wyciągającym dłoń do każdego entuzjasty Papużki, jak też własnej osoby. Ośmieliłem się i zapytałem, czy pamięta poznański koncert, ten z sierpnia 1982 roku w poznańskiej Arenie, zagrany dla pięciu tysięcy fanów? Odpowiedział, że nigdy nie zapomni tamtej po Polsce trasy, ponieważ należała do najszczęśliwszych dni jego życia. Steve, moich także.
Już w najbliższą środę Pendragon. Ciasnawy "Blue Note" wyprzedany. Będzie tłoczno, a przecież nie zawsze tak bywało. Przy trasie "Passion" klub przy Kościuszki obnażał sporo wolnej przestrzeni, a i podczas promowania najmniej udanego albumu "The Man Who Climb Mountains" prezentował się niewiele lepiej. Widać nowa płyta "Love Over Fear" przypadła do gustu dawnym wielbicielom grupy, którzy w marginalnym na mapie koncertów Poznaniu, nie przeoczyli nadchodzącego wydarzenia. I choć, z ostatnich płyt Brytyjczyków, moją faworytką wciąż "Passion", nie ukrywam także naturalnie narosłej sympatii wobec "Love Over Fear". Pendragon grają ją na aktualnej trasie w całości. Trochę szkoda, że bez spontanicznego polotu utwór po utworze, lecz skoro w drugiej części show muzycy obiecują "The Walls Of Babylon", "Paintbox", "Breaking The Spell" czy "Indigo", ogólnie zapowiada się nieźle.
W poprzednim wpisie obiecałem na dzisiaj trochę Uliego Jona Rotha, teraz dorzucam jeszcze nutkę Pendragon - tego posłuchamy w nawiedzonym. Przynajmniej, tak mi się wydaje. Co jeszcze? Zapakuję do torby trochę wspomnień plus pięć gorących kompaktów. Wszystkich pewnie nie tknę, ale ze dwa/trzy powinny znaleźć antenowy czas. Na pewno nie będzie niespodzianek. Nigdy ich nie ma. Nawiedzone Studio bazuje na muzyce przez gospodarza lubianej, a że ten żadnym modnisiem ...
Zaczynamy jak zawsze o 22-giej, a więc, gdy już porządni ludzie śpią. Liczę więc na tych drugich. Zresztą, tylko na nich tak naprawdę mi zależy.
Do usłyszenia na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl







Andrzej Masłowski
 
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"




w minioną środę ...
... nie obyło się bez stresu, ale wierzę, że był całości wart



piątek, 6 marca 2020

koncertowo

To już oficjalnie - Genesis przystępują do koncertowania. W minioną środę grupa zapowiedziała siedem koncertów. Wszystkie na Wyspach. Jednak zainteresowanie ogromne, więc dopisano kolejnych kilka dat, i już jest zaplanowanych szesnaście. Trasa pod insynuującą nazwą "The Last Domino?". Oby nie, niech dotrą jeszcze bliżej Odry. Z radości aż wydusiłem z siebie: they are coming back! Chciałbym powtórzyć Chorzów - z ulewnego 7 czerwca 2007 r.

Do ciekawego prog/rockowego festiwalu dojdzie w dniach 26 i 27 września br. (sobota i niedziela) w Poznaniu. W Centrum Kultury Zamek wystąpią: IQ, Mostly Autumn, Anekdoten, Collage, Galahad, The Brew, Uli Jon Roth oraz na razie mniej jeszcze rozpoznawalni Tiger Moth Tales oraz Karfagen.
Nie ukrywam, posłuchanie na żywo byłego gitarzysty Scorpions, Uliego Jona Rotha, sprawiłoby mi ogromną przyjemność. To prawdziwy magnes jednego z dwóch nadchodzących wieczorów.
Szkoda, że Mostly Autumn dopiero teraz. Największy zapał do ich muzyki miałem przed piętnastoma/dwudziestoma laty. Obecnie już tylko jej słucham. Fakt, kupuję na bieżąco płyty, lecz nie ma we mnie tego dawnego uczucia. Podobnie sprawa przedstawia się z bardzo fajnymi IQ. Oczywiście, jak najbardziej są niekwestionowaną legendą, zespołem z wysokiej półki, choć ich ostatnie dokonania nie robią już na mnie większego wrażenia. Z ostatniego podwójnego "Resistance" me serce zabiło jedynie przy sześciominutowych "Rise" oraz "Shallow Bay". Natomiast przy trzech dostępnych tam suitach wynudziłem się jak mops. Mam nadzieję, że podczas poznańskiego występu grupa zajrzy do wspaniałych "Subterranea" i "Ever", ale i najwcześniejszych klasycznych płyt.
Kompletnie wygasło we mnie uczucie do Galahad oraz Anekdoten, dlatego też ich muzyka bywa nieobecna w Nawiedzonym Studio. Ostatnie dwa albumy Galahad poleżały w moim pokoju przez pół roku, po czym poszły pod młotek, natomiast Anekdoten nawet nie miałem ochoty sprawdzać. I niemal pewne, za chwilę ktoś mnie zapewni: "panie Andrzeju, błąd, nowi Anekdoten są kapitalni, polecam". Tak tak, znam tę śpiewkę. Nic z tego, tak to nie działa.
Ciekawią mnie zreformowani Collage, choć widoczne personalne przetasowania składu wzbudzają lekki niepokój. Ale kto wie, być może pojawi się świeżość, jakiej na pewno grupa potrzebuje.
The Brew nie lubię, zaś kopciuszków Tiger Moth Tales i Karfagen do tej pory nie liznąłem.
Koncerty rządzą się swoimi prawami. Być może w obecnej kondycji niedoceniani przeze mnie artyści błysną i będę wycofywać wszystkie złożone powyżej zeznania. Czego wszyscy sobie życzmy.
Wracając do Uliego Jona Rotha. Oby mu tylko zdrowie dopisało. Bez niego cała atrakcyjność festiwalu siądzie. Przypomnę Szanownym Państwu jego sylwetkę już w najbliższą niedzielę. Zarówno solo, jak i ze Scorpionsami, z którymi nagrał kilka znakomitych, tych najwcześniejszych płyt - oprócz debiutu. Bo, jak pamiętamy, na "Lonesome Crow" struny wykręcał młodziutki Michael Schenker. Muzyk, który chwilę później dołączył do najlepszego składu UFO, nagrywając z nimi kilka swoich życiówek. Z kolei Uli Jon Roth, to również, a raczej przede wszystkim biegły, pełen polotu gitarzysta. Muzyk, który po opuszczeniu Scorpions mocno stracił na popularności, lecz artystycznie bardzo się rozwinął. Niedawno też opublikował - niesiony nostalgią - podwójny album z nowymi wersjami klasyków Scorpions. Sprawa dotyczyła okresu mu przynależnego. Słucha się tego świetnie, tym bardziej w Zamku liczę na tę muzykę.

A już za pięć dni Pendragon. Album "Love Over Fear" powinien przekonać dotychczasowych wielbicieli, tak więc w "Blue Note" pustek nie przewiduję.

Fajnie, że już marzec. Miesiąc powiewu wiosennej nadziei. Tym razem obyło się bez mrozów i śniegu. Wygasająca zima była najpiękniejszą w mym życiu. O ile o tej porze roku da się cokolwiek ciepło powiedzieć.

Pan prezydent Duda przed kilkoma dniami podpisał nowelizację ustawy ws. programu "Kolej plus", co stało się w posmutniałych okolicznościach przyrody na zaniedbanym dworcu w Końskich. Kto wie, być może siłą rozpędu, w podobnym klimacie, zechce Pan prezydent podpisać teraz cokolwiek o więziennictwie. No i czekam na odpowiednie fotki.









Andrzej Masłowski
 

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"




środa, 4 marca 2020

OZZY OSBOURNE "Ordinary Man" (2020)











OZZY OSBOURNE
"Ordinary Man"
(EPIC)

****





Panowie metale, chcielibyście po siedemdziesiątce płodzić takie płyty, jak "Ordinary Man". I żaden tam z Ozzy'ego "ordinary man", a prawdziwa bestia, powszechnie bardziej znana z nieco "usubtelnionego" określenia: "Książę Ciemności".
Ozzy po dziesięciu latach powraca z nowym studyjnym albumem, no a że jego dwa/trzy wcześniejsze były raczej takie sobie, przerwa może wydawać się nieco dłuższa. Maestro nazbierał sił, pomimo iż ku przewrotności podupadł na zdrowiu - pośród wielu dolegliwości, m.in. choroba Parkinsona. Nici więc z zaplanowanej na wiosnę trasy "No More Tours 2". W kwietniu Ozzy'emu przyjdzie stawić czoła leczeniu w Szwajcarii, później rekonwalescencja, po czym ściskanie kciuków, by choć jesienna część koncertów wskoczyła na właściwy tor.
"Ordinary Man" być może nie powstałoby, gdyby nie inicjatywa, a w konsekwencji również innowacyjność Andrew Watta - ogarniętego muzyka oraz producenta, rozumiejącego świat piosenki oraz rocka. Prawdopodobnie dzięki niemu, nie bez trudności na co dzień poruszający się Ozzy, na całej "Ordinary Man" wywija niezłe taekwondo. Można przekonać się o tym już od samego początku, za sprawą "Straight To Hell". Numeru zdecydowanie noszącego znamiona BlackSabbath'owej przeszłości. Ozzy wykrzykuje tu znajome "allright now!", przywołujące początek "Sweet Leaf" - numeru otwierającego trzeci album Sabbs. I to jest dokładnie ta muskulatura, jak i tempo od znajomego krawca. Lecz, aby nie było stricte anachronicznie, w toku tej przyjemnie hałaśliwej piosenki towarzyszy nam jeszcze troszkę przeróżnych smaczków, jak ciężkie basowe przeplatanki Guns N'Roses'owego Duffa
McKagana, gitarowa ekwilibrystyka Slasha oraz różnego rodzaju pogłosy, chóry, itp. Początek torpeda. Chce się tego posłuchać dobrych tuzin razy, zanim przejdziemy do kolejnego w zestawie "All My Life". Połowicznie balladowego kawałka, którego refren pod słusznym napięciem. Tutaj też liczy się efektowna gitara, choć tym razem nie Slash ją obsługuje, a odpowiedzialny za techniczną warstwę płyty, Andrew Watt. W wynurzającym się po chwili "Goodbye", bywa jeszcze ostrzej. Tutaj Ozzy wraz z Wattem tną, niczym bezkompromisowi Prong lub White Zombie. Dlatego chwilą ukojenia staje tytułowa ballada "Ordinary Man" (... zastanawiam się, po kiego jeszcze żyję, choć z drugiej strony, nie chcę umrzeć jako ktoś zwyczajny ... - pada w sugestii z ust Ozzy'ego). Dwóch wielkich w roli głównej - Książę Ozzy oraz Sir Elton John. Ten drugi zagrał na fortepianie, ale też zaśpiewał pierwsze oraz drugie partie wokalne. Są jeszcze wyważone, choć rozciągające się po całym terytorium smyczki, jest gitara Slasha (cóż za solo!), wreszcie, jest też krajobraz pełen zadumy, który unosi się nad piosenką. Już w dniu poczęcia wyszedł z tego wiekopomny hit. Trochę szkoda, iż w dalszym toku nie napotkamy na nic równie nostalgicznego, choć podobnym nastrojem pomachują jeszcze, całe "Holy For Tonight" oraz okruszki, było nie było, osadzonego w zdecydowanie BlackSabbath'owym duchu "Under The Graveyard". Mocarnej piosence, stworzonej pod kolejnego przebojowego singla - z utrwalającą się melodią, ale też z odpowiednim wobec natury Ozzy'ego ciężarem. Jeśli ktokolwiek stęsknił się za znaną z "The Wizzard" harmonijką, otrzyma ją we wstępie do "Eat Me", po czym niemal funkowo wyluzowany bas McKagana wręczy przepustkę pod kolejne a'la BlackSabbath'owe riffy - oj, daje ten Andrew Watt radę, nie powiem, nie powiem. Nad urokami tej melodii zawieszono odpowiednio mroczną atmosferę, której zręcznie wtóruje stosownie pod nią skrojony tekst.
Trochę dzieje się jeszcze w czterominutowym "Scary Little Green Men". Powolna zwrotka, mocniejszy "przedrefren", no i zasadniczy w refrenie czad, do tego gitarowe gęste granie Toma Morello, ponadto kolejne basowe przeplatanki McKagana oraz trochę perkusyjnej wirtuozerii RedHot'owego Chada Smitha.
Na koniec albumu pozostają dwa kawałki z udziałem niezdecydowanego, na pół piosenkarza, na pół rapera, cholernie i nieprzyzwoicie popularnego Posta Malone'a. Ostatni na trackliście "Take What You Want" (z udziałem także Travisa Scotta) potraktowano jako albumowy bonus, ponieważ pierwotnie pojawił się już na ubiegłorocznej płycie Malone'a. I dobrze, bowiem do całości przystaje niczym Carnegie Hall do Nashville. A więc, oficjalne zakończenie podstawowego setu przypadło kawałkowi "It's A Raid". Ogólnie rzecz biorąc, niespecjalnie mnie, ni chyba wielu innym wyznawcom Sabbs, potrzebnemu. Jednostajna naparzanka, która najbardziej nadawałaby się do jakiejś kolejnej wideo gry ze strzelanką. Plusem tego ponad czterominutowego łomotu przeurocza końcówka. No bo, jakże przyjemnie z ust Ozzy'ego usłyszeć: fuck you all!







Andrzej Masłowski
 
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"



poniedziałek, 2 marca 2020

"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 1 na 2 marca 2020 / Radio "Afera" - 98,6 FM Poznań




"NAWIEDZONE STUDIO"
z niedzieli na poniedziałek, z 1 na 2 marca 2020 - godz. 22.00 - 2.00
 
RADIO "AFERA", 98,6 FM (Poznań)
www.afera.com.pl 


realizacja: Majka Chaczyńska
prowadzenie: Andrzej Masłowski









THE STRANGLERS - "Giants" - (2012) -
- 15 Steps

DEEP PURPLE - "Infinite" - (2017) -
- The Surprising

DEEP PURPLE - "The House Of Blue Light" - (1986) -
- Bad Attitude
- Strangeways

OZZY OSBOURNE - "Ordinary Man" - (2020) -
- Under The Graveyard

BIFF BYFORD - "School Of Hard Knocks" - (2020) -
- Me And You
- Black And White

Y&T - "In Rock We Trust" - (1984) -
- This Time

RUSS BALLARD - "The Fire Still Burns" - (1985) -
- Once A Rebel

RUSS BALLARD - "It's Good To Be Here" - (2020) -
- Time Machine
- Kickin' The Can
- The Misunderstood
- You Can Do Magic

KARAŚ / ROGUCKI - "Ostatni Bastion Romantyzmu" - (2020) -
- Kilka Westchnień
- Bolesne Strzały W Serce
- La Petite Mort
- 1996 - {T. Love cover}

SPANDAU BALLET - "The Story - The Very Best Of" - (2014) -
- Code Of Love - {oryginalnie na LP "True", 1983}

THE STRANGLERS - "Aural Sculpture" - (1984) -
- Northwinds
- Ice Queen
- Skin Deep


ULTRAVOX - "Rage In Eden" - (1981) -
- We Stand Alone
- I Remember (Death In The Afternoon)

PAT METHENY - "From This Place" - (2020) -
- You Are
- Sixty-Six

BUDGIE - "The Definitive Anthology - An Ecstasy Of Fumbling" - (1996) -
- Beautiful Lies - {recorded 1988, previously unreleased}

URIAH HEEP - "Sweet Freedom" - (1973) -
- Circus
- Pilgrim

BILLY JOEL - "Glass Houses" - (1980) -
- You May Be Right
- Sometimes A Fantasy
- All For Leyna
- I Don't Want To Be Alone

WISHBONE ASH - "Argus" - (1972) -
- Throw Down The Sword
























Andrzej Masłowski
 
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"





niedziela, 1 marca 2020

KARAŚ / ROGUCKI - czwartek, 27 II 2020, godz. 21.00 - "Tama", Poznań

Miałem nosa, by w miniony czwartek wbić do "Tamy".
Kuba Karaś, z niedawno zdemilitaryzowanych The Dumplings, plus chwilowo zrelaksowany wobec uśpionej Comy Piotr Rogucki, utworzyli z gitarzystą Kamilem Kryszakiem oraz perkusistką Wiktorią Jakubowską koncertowy kolektyw, który właśnie przed chwilą rozruszał wyczekujący wiosny Poznań.
Zetknięcie rutyny (Rogucki) z młodością (Karaś), choć przecież basista The Dumplings zapodaje na scenie już od niemal dekady. Nie taki więc z niego gostek nieopierzony, pomimo iż do publiki stand-up/zagajnikiem zdecydowanie staje Piotr Rogucki. Niezły showman, z poczuciem humoru, i to takim, jaki lubię. Kuba wydaje się nieco nieśmiały, pomimo iż bas-wiosłem włada z pewnością rutyniarza.
Poszedłem z ciekawości, wyszedłem z rumieńcami. Niesłychana energia, polot i świeżość. No i melodie, jakich nie spodziewałbym się na podstawie dokonań Roguckiego w Comie.
Zagrali całą debiutancką płytę "Ostatni Bastion Romantyzmu", i trochę zaskakujące, iż nie przewidzieli choćby kapki repertuaru na spodziewany konsekwencją udanego występu bis. Nad tym muszą jeszcze chłopaki popracować. Powtórzyli więc trzy z głównego setu kawałki ("1996", Kilka Westchnień" oraz "Bolesne Strzały w Serce"), i uwaga, okazało się, że była jeszcze lepsza zabawa. Lud rozruszany, rozbawiony, z apetytem na jeszcze. Na domiar pikanterii, akurat wraz z końcem podstawowego show, Kamilowi nawalił jego 6-strunowy elektryk, tak więc cover T. Love "1996" tym razem poszedł z pudła akustycznego, pomimo iż reszta sekcji nadal serwowała po swojemu, czytaj: z czadem! Niesamowicie fajnie to zrobili.
Karaś / Rogucki czerpią z nowej fali, niekiedy nawet z przynależnemu mej młodości new romantic, grając podbarwionego elektroniką rocka, niekiedy pop rocka, w dostrzegalnym retro stylu, na który ku memu zasmuceniu załapuje się jedynie obecna młodzież, średnio dwudziesto-/trzydziestolatkowie. Byłem jednym z trzech, może czterech starszych kibiców, i wcale nie było mi z tym źle. No cóż, moi zgredziali równolatkowie chadzają jedynie na rocka progresywnego lub sprawdzony hard metal, poezję śpiewaną, osiedlowe festyny, albo co gorsza, otumaniające umysł modne fitnesso-siłownie.
W pewnej chwili szturchnęła mnie JustiSza, znana w fotoreporterce postać, która załapuje się na niemal wszystkie koncerty. Justi włada szerokoobiektywem i potrafi ustrzelić niezłe kadry. Tuż po naszym z Justi przywitaniu, Piotr Rogucki wypatrzył przy scenie dziewuszkę, o imieniu Michalina, bodaj najmłodszą uczestniczkę koncertu. Wnet okazało się, że to nawet córka jednej ze znajomych JustiSzy. Piotr Rogucki zadedykował maludzie kawałek "Nie Mogę Spać", ale nie był to żaden show do poduszki. Nawet, jeśli piosenka faktycznie jedną nogą należała do najbardziej nastrojowych fragmentów czwartkowego wieczoru.
Wszyscy pośpiewaliśmy refreny do "Kilka Westchnień", "Katrina", "Bolesne Strzały w Serce", "Ciociosan" czy "La Petite Mort" ("... chciałbym cię namówić na małą śmierć ..."). Ich melodie też opanowałem w trymiga, bo to autentycznie super chwytliwy repertuar.
Poznań był dopiero trzecim przystankiem na ich koncertowej mapie, jednocześnie trzecim koncertem jaki przewidziano na luty, a także trzecim w ogóle, w dopiero przed chwilą zainicjowanej historii. Za kilka dni wyruszają w trasę ponownie. Będzie tych występów jeszcze, z osiem, może dziesięć. I niech nikt wahający się do tej pory ich nie przeoczy.
Niesamowite, dzisiejsze młodziaki nawet nie zdają sobie sprawy, ile w tej muzyce retro brzmień, natomiast staruszki boją się przekonać, jak miło pobrzmiewają w niej echa New Order, The Stranglers, Ultravox, Gary'ego Numana, a nawet lżejszych Fiction Factory czy Real Life. Tak, tylko należy bez pejoratywnych skojarzeń lub jakichkolwiek uprzedzeń. Zresztą, w "Tamie" były tłumy, więc pewnie usilnie namawiać nie ma co.
Od wczoraj dosłuchuję repety z płyty. W kawałku "Na Zakręcie" mą uwagę przykuwa brzmienie - tego malutkiego na scenie - synth-automatu, który z monstrualnym wdziękiem podkrada brzmienia Ultravox'owemu Billy'emu Currie'emu. Niemożliwe? - nie wierzcie gębie, połóżcie za zębie.
Młodość w archeo wydaniu - tak można określić sojusz muzyków Comy i The Dumplings. Nie dotarliście do Tamy, zakupcie właśnie wydane CD i przekonajcie się sami. "Ostatni Bastion Romantyzmu" już w chwili poczęcia wydaje się klasyką, a ja nie przestaję nucić: "... to tylko kilka westchnień, deszcz meteorów unicestwia Ziemię, za chwilę niczego nie będzie ...".

P.S. Podziękowania dla Agencji WiniaryBookings. Dla Bartka oraz mojej syneczkowej latorośli.






Andrzej Masłowski
 
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"