poniedziałek, 14 października 2013

"INDIAN SUMMER", "BLUES RANUS" oraz "NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 13 października 2013 - Radio "Afera", Poznań, 98,6 FM

6-godzinne spotkanie, z uwagi na dwa zastępstwa za kolegów Witka Andree oraz Krzysztofa Ranusa.
Oto co z tego wszystkiego wynikło:

=======================================================

"INDIAN SUMMER"
program z 13 października 2013 r.
RADIO "AFERA" 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

godz. 20.00 - 21.00

realizacja: Szymon Dopierała
prowadzenie: Andrzej Masłowski 




QUIDAM - "Alone Together" - (2007) -
- Depicting Colours Of Emotions

MARILLION - "He Knows You Know" - (1983) - maxi singiel (złożony z singla i maxi singla)
- He Knows You Know (edited 7" version)

MARILLION - "Assassing" - (1984) - maxi singiel (złożony z singla i maxi singla)
- Assassing (7" version)

MARILLION - "Freaks (Live)" - (1988) - maxi singiel
- Freaks

GALAHAD - "Other Crimes & Misdemeanours Parts II & Part III" - (2008) -
- Dreaming From The Inside - {singiel z 1987 roku, nagranie z 1986 roku}

ANATHEMA - "Weather Systems" - (2012) -
- Untouchable Part 1

BLACKFIELD - "Blackfield IV" - (2013) -
- Pills - {śpiew: Aviv Geffen, Steven Wilson, Vincent Cavanagh}
- X-Ray - {śpiew: Vincent Cavanagh}

DAVID SURKAMP - "The Pavlov's Dog Trinity Sessions" - (2007) -
- Hard Again

===================================================
===================================================

"BLUES RANUS"
program z 13 października 2013 r.
RADIO "AFERA" 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

realizacja: Szymon Dopierała
prowadzenie: Andrzej Masłowski 





CHRIS FARLOWE - "Farlowe That!" - (2003) -
- Ain't No Big Deal

LESLIE WEST - "Unusual Suspects" - (2011) -
- One More Drink For The  Road - {feat. STEVE LUKATHER}

V/A - "Good Rockin' Tonight" - The Legacy Of SUN RECORDS - (2001) -
ELTON JOHN - Whole Lotta Shakin' Going On
VAN MORRISON & CARL PERKINS - "Sittin' On Top Of The World

TOM JONES - "Spirit In The Room" - (2012) -
- Traveling Shoes - {oryginalnie wykonywała to Vera Hall Ward}

BREAKOUT - "Karate" - (1972) - nagrania z 1970 roku
- Powiedzmy To
- Rzeka Dzieciństwa

FLEETWOOD MAC - "Live" - (1980) -
- I'm So Afraid

"Dear Mr Fantasy" featuring the music of JIM CAPALDI & TRAFFIC - A Celebration For JIM CAPALDI - (2007) -
PHIL CAPALDI & JON LORD - Gifts Of Unknown Things 

SANTANA - "Abraxas" - (1970) -
- Black Magic Woman / Gypsy Queen

===================================================
===================================================


"NAWIEDZONE STUDIO" 
program z 13 października 2013 r.
RADIO "AFERA" 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

realizacja: Kuba Witkowski
prowadzenie: Andrzej Masłowski 






FREDDIE MERCURY - "Mr. Bad Guy" - (1985) -
- I Was Born To Love You

HAREM SCAREM - "Mood Swings II" - (2013) -
- Saviors Never Cry

DEF LEPPARD - "Hysteria" - (1987 / reedycja 2006) - DELUXE EDITION
- Rock Of Ages (Medley):
a) Not Fade Away - {The Rolling Stones cover, a de facto to The Cricketts}
b) My Generation - {The Who cover}
c) Radar Love - {Golden Earring cover}
d) Come Together - {The Beatles cover}
e) Whole Lotta Love - {Led Zeppelin cover}
- Love Bites

CONEY HATCH - "Four" - (2013) -
- Blown Away
- Boys Club

DREAM THEATER - "Dream Theater" - (2013) -
- Behind The Veil

MAGNUM - "Chase The Dragon" - (1982) -
- Soldier On The Line
- The Spirit
- Sacred Hour

RITCHIE BLACKMORE'S RAINBOW - "Black Masquerade" - Rockpalast - (2013) -
Rockpalast - Dusseldorf, Germany, 1995
promocja albumu "Stranger In Us All"
"ostatnie dni" Rainbow - po dwóch latach zainicjowało się Blackmore's Night
- Temple Of The King
- Black Masquerade

CHRIS NORMAN - "There And Back" - (2013) -
- I'm Gone
- Gypsy Queen
- Nobody's Fool

SMOKIE - "Solid Ground" - (1981) -
- Take Good Care Of My Baby

FISH - "Suits" - (1994) -
- MR 1470

FISH - "A Feast Of Consequences" - (2013) -
- All Loved Up

YWIS - "Leonardo's Dream" - (1995) -
- On My Own

CLANNAD - "Nadur" - (2013) -
- Brave Enough
- The Fishing Blues

NEW MODEL ARMY - "Between Dod And Wolf" - (2013) -
- Stormclouds

PETER GABRIEL - "And I'll Scratch Yours" - (2013) -
ELBOW - Mercy Street

SAGA - "Steel Umbrellas" - (1994) -
- I Walk With You

LES FRICTION - "Les Friction" - (2012) -
- Louder Than Words
- Torture
- What You Need

LA TULIPE NOIRE - "Matricide" - (2013) -
- A Letter From Patmos
- The Death Chamber

ERIC CLAPTON - "Clapton" - (2010) -
- Autumn Leaves

JONATHAN WILSON - "Fanfare" - (2013) -
- Love To Love


Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)




 


 


 

piątek, 11 października 2013

wczorajszy dzień a koncert Fisha

wczorajszy dzień a koncert Fisha

(10 października 2013 - "Eskulap", Poznań) - promocja nowego albumu Fisha "A Feast Of Consequences"
("MOVEABLE FEAST TOUR - 2013")


Nie napiszę recenzji z koncertu. Coś nie jestem w nastroju. Sporo runęło na mą głowę. Czekają mnie nie lada wydatki. Trzasnął mi komputer i przyjdzie kupić nowy. Na szczęście zlitowała się nade mną moja Mama, która pożyczyła swój sprzęt. Do tego wczoraj, już miałem wychodzić na koncert, a tu telefon od Syna, że mu kobieta przyłożyła autem. Na szczęście lekko. Obyło się bez żadnych ran. Aby tego było mało, to jeszcze po koncercie przychodzę do domu, włączam sprzęt i wzmacniacz szlag trafił. Nie miałem ochoty już na nic, a co dopiero na pisanie relacji z koncertu Fisha.


Na samym koncercie też byłem obecny tylko ciałem. Tak to mogę określić. Coś tam słyszałem, coś zobaczyłem, lecz duchem nie chłonąłem. I tak przeleciały mi te nieco ponad dwie godziny, podczas których pogadałem dodatkowo z kilkoma znajomymi. A o tym, jaki to fajny koncert, a jaki to utwór Fish wykonał lepiej, a czego komu zabrakło, bądź co kogo zadowoliło ... Stałem pomiędzy tym wszystkim i tylko coś tam do mnie docierało. Jedno jest pewne, serca to ja do muzyki nie miałem za grosz.
Teraz tylko boję się tych wszystkich przepytujących mnie "pytajdeł". Wielu z nich poczuje się dobrze po słowach: "stary, nie miałem wczoraj do tego głowy". Zaraz padnie: "aaaa, to czyli kiepsko było? , tak myślałem, dobrze, że nie poszedłem". Typowo polskie podejście. Uff, zaoszczędziłem sporo kasy, bo Masłowski nie jest zachwycony - rzuci jeden z drugim. A Masłowski, byłby zapewne zachwycony wczorajszym wspaniałym koncertem, gdyby tylko powyższe klimaty nie zbiły go z tropu. C'est La Vie - jak to śpiewał niegdyś Greg Lake. Tylko dlaczego tych słów nie można używać przy milszych okazjach.
No to krótko, Fish i jego czterej kompanii zaserwowali szoł około 2-godzinny. Rozpoczęli od "Perfume River". To kompozycja z najnowszej płyty, z której to płyty można było jeszcze posłuchać: "Feast Of Consequences", "Blind To The Beautiful" czy suity "The High Wood". Choć owa suita wydaje mi się, że nie była idealnie zagrana w całości. Głowy jednak pod topór nie podstawię, bowiem najnowszego długograja Fisha wciąż się uczę. Ze starszych kompozycji zapamiętałem "Mr 1470", "Lucky" (na bis) czy "Dark Star". Oczywiście nie mogło zabraknąć akcentów marillionowskich, a więc: Freaks" (na bis), "He Knows You Know" (gdzieś tam w środku), no i skrócone wersje "Assassing", czy "White Feather" (w drugiej części spektaklu).
Tyle co zapamiętałem na dziś. Często po kilku dniach pamięć przywraca więcej.
Fish generalnie  w dobrej kondycji, choć nie wszystko jednak potrafił wyciągnąć głosowymi strunami. Wówczas z reguły Ryba stosuje pewien profesjonalny zabieg, że niby oddala mikrofon od ust, no i przez to nie wszystko tenże zbiera. Podobnie jak przed laty w Blue Nocie wygłupiał się Joe Bonamassa. Także, stary chwyt, ale nie na takich grzybków jak ja. Jednak wielu go kupi.
Reasumując, był to na pewno bardzo dobry koncert, tyle że mnie wczoraj opuściły dobre duszki.

P.S. Dobrym pomysłem scenograficznym było slajdowanie okładek płyt. Co widać na zdjęciach. Dzięki temu, wiadomym było z jakiej płyty (czy singla) Fish w danym momencie śpiewa piosenkę.

P.S.2. Rozmawiałem dzisiaj z pewną uroczą damą, która wczoraj zabawiła w "Blue Note" na koncercie Gordona Haskella. Ponoć publika dopisała, a Gordon "smędził" należycie. Marzę zatem od dziś, by go niegdyś posłuchać na żywca. I oby nic tej przyjemności nie odebrało.




Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)


 

wtorek, 8 października 2013

PETER GABRIEL - "And I'll Scratch Yours" - (2013) -

PETER GABRIEL - "And I'll Scratch Yours" - (REAL WORLD) -  
**1/2


Fani Petera Gabriela nie wpuszczają zbyt chętnie obcych na swoje terytorium. Nie wiem zatem czy ta płyta, choć w zamyśle ciekawa, jest przez to dobrym pomysłem.
Maestro Gabriel poprosił artystów, których kompozycje wykonał na płycie "Scratch My Back", by ci teraz wykonali jego utwory.
Fajnie uzupełniają się tytuły obu wydawnictw, tworząc jeden wspólny: "podrap mnie po plecach, to i ja cię podrapię". Był niegdyś taki film z Elvisem Presleyem, którego polskie tłumaczenie było niemal identyczne, choć oryginalny tytuł obrazu brzmiał przecież "Paradise Hawaiian Style". Ach, te zapędy lingwistyczne tych naszych językowych śmiałków - vide pamiętny "Dirty Dancing", którego wynikiem okazał się kultowy "Wirujący Sex".
"And I'll Scratch Yours" jest płytą podpisaną nazwiskiem Petera Gabriela, choć de facto Gabriela tutaj nie ma. Jedynie tylko nad całością przedsięwzięcia unosi się jego duch, ponieważ nawet każdy z zaproszonych gości musiał także poradzić sobie ze wszystkim.
Nie znajdziemy tu zatem gabrielowskich smaczków aranżacyjnych, nie znajdziemy ponadto muzyków z jego sztabu.
Przyznam, że poczułem lekkie zakłopotanie, gdy posłuchałem otwierającego całość "I Don't Remember", w wykonaniu lidera Talking Heads - Davida Byrne'a. Ta zbytnio nasączona interpretacja dudniącą elektroniką i nieco przyspieszonym rytmem, z lekka przechyliła me uszy w powiędłe liście. Do tego dziwaczny, wręcz histeryczny śpiew Byrne, nie od razu do siebie przekonał. I nie wiem czy nadal tak nie jest. Lubię Byrne'a, ale tutaj nie czuję tego co stworzył. Dziwny początek albumu. Uczucie jak po cytrynie z cukrem.
Następne dwa utwory, to już mocny akcent płyty. Najpierw Justin Vernon, czyli Bon Iver w "Come Talk To Me". Pięknie zaśpiewał ten Amerykański twórca młodego pokolenia, do spółki ze swoimi asystentami w chórkach. W podkładzie świetnie na bębnach Sean Carey, niczym Manu Katche, no i ta snująca się gitara, zupełnie jak przyjazny cień, podążający za melodią i rytmem. Takie przeróbki mają sens. I tak samo jest z następującą po niej "Blood Of Eden" , wykonaną przez młodą amerykańską artystkę Reginę Spektor. Podpisującą się małymi literkami, jako regina spektor. To takie śpiewanie pod Natalię Merchant do spółki ze Stiną Nordenstam. Poza samymi objęciami jej głosu, nieśmiało słychać w tle perkusję, gitarę, czy inne instrumenty. Bardzo ładne. I że tak się niezgrabnie wyrażę - rzecz to do wielokrotnego użytku.
Niestety nie wszędzie jest tak dobrze. To co zrobił Stephen Merritt z "Not One Of Us", zakrawa o kryminał. Także ceniony przeze mnie Randy Newman, sprofanował "Big Time". Nie każdy jest Tomem Waitsem, i nie każdemu przychodzi tworzyć wraz z pijanym fortepianem. Newman wypadł tutaj niczym kościelny organista odstawiający fuszerę na jakimś prowincjonalnym weselu.
Równie mało przekonująco jawi się w "Shock The Monkey", niejaki Joseph Arthur.. O ile ten amerykański muzyk posiada dość ciekawą barwę głosu, momentami nawet nieźle imitującą samego Gabriela, o tyle zaproponowana przez niego wersja tejże kompozycji, zakrawa o szczyt chałtury. Jeden wielki zgrzyt i rzępolenie, słowem kakofonia. Całościowo brzmi to jeszcze gorzej od możliwości audiofilskich mojego laptopa.
Podobnej sztuki aranżacyjnej powinni poduczyć się muzycy Arcade Fire, wykonujący szlachetne "Games Without Frontiers". Wokalnie wszystko bez zarzutu, choć i tak o zbliżeniu się do duetu Peter Gabriel & Kate Bush nie ma mowy. Niestety koszmarnie wypada wszystko to, co gra i snuje się w tle. I tutaj apel do wszystkich młodych gniewnych, chwyćcie za instrumenty, a komputery zostawcie analitykom i graczom giełdowym, by im szelki spodni nie popuściły.
Podobnie można by rzec o próbie uwspółcześnienia piosenki "Don't Give Up" - tutaj w wykonaniu alternatywnej Kanadyjki Feist, z wtrętami w refrenie innych Kanadyjczyków z Timber Timbre. Słuchając ich kolaboracji towarzyszyło mi podwójne uczucie, z jednej strony zwyczajna nuda, a z drugiej zaś jednak pewien szacunek, choćby za próbę ciekawego podejścia do tej "nienaruszalnej" kompozycji.
Pozwolą Państwo, że pominę "Solsbury Hill" w wydaniu Lou Reeda, bo jak wielki kryzys twórczy przeżywa ten muzyk, niech zaświadczy choćby i także niedawny wspólny i zarazem koszmarny projekt "Lulu" - wystękany z monotonnym łomotem Metalliki. Lou Reed przez cały czas coś tutaj mamrocze pod nosem, a bełkotliwa sekcja po prostu dogorywa, by wreszcie po nieco ponad pięciu minutach oddać pola upragnionej ciszy.
Ostatnie cztery minuty tej małej srebrzystej płyty, wypełnia piękny głos Paula Simona, który to muzyk bardzo serio podszedł do kompozycji "Biko". Myślę, że bliskiej mu duchowo i stylistycznie, co w przeszłości muzyk udowodnił na swych "afrykańskich" płytach. Krótka to wersja i na pewno nie tak piękna jak te u Petera Gabriela czy Simple Minds. Jednak przynajmniej uczuciowa i ładnie zagrana. Na dryfujące struny gitarowe i smyczkowe pasaże.
Zapomniałem jeszcze wspomnieć o Brianie Eno i grupie Elbow. Otóż, Eno wyszedł obronną ręką z "Mother Of Violence" - takiego dziwadełka znanego z gabrielowskiej "dwójki", choć niczego niezwykłego w zasadzie nie dokonał.  Za to Elbow, wykonali jedną z najpiękniejszych piosenek albumu "So", a mianowicie "Mercy Street". I tę interpretacją polecam wszystkim Państwu pozostawić sobie na deser, gdyż to najpiękniejszy fragment omawianego albumu. Guy Garvey zaśpiewał tu niemal z tak wielkim przejęciem jak w oryginale Peter Gabriel. I co ważne, zespołowi koledzy, także zagrali przepięknie, zachowując wszelkie składniki z "podsłuchanej" wcześniej receptury. Pomimo, iż w ten sposób absolutnie nie odfajkowali swego zadania na kolanie.
Ach, gdyby tak wszyscy podeszli do powierzonego im zadania.
Płyta ciekawostka, bez jakiegokolwiek przymusowego z nią uczestnictwa.


Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)




poniedziałek, 7 października 2013

z życia świra

W najbliższą niedzielę pogram aż sześć godzin. Maraton. Ale cieszę się. Mam tak wiele pomysłów, że przynajmniej dzięki temu, uda mi się nieco marzeń zrealizować. Liczę na Państwa obecność. Ale taką na serio. I proszę mnie nie zawieść, bo ja Państwa na pewno nie zawiodę. Przygotuję się najlepiej jak potrafię, a nie chciałbym tej muzyki posłać w kosmos. Umówmy się zatem na długi, długi wieczór. Na prawdziwą wieczoro-noc. Będę w Aferze już od godziny 20-tej. Rozpocznę zastępstwo za Witka Andree - w jego "Indian Summer". Tam, jak to zwyczaj nakazuje, dużo rocka progresywnego. Co prawda, w ostatnich latach niewiele słucham nowych zespołów grających pod Yes, Pink Floyd czy Genesis, a Witek śledzi to uważnie, tak więc na pewno nie sprostam mu we wszystkim, niemniej posiadając "trochę" takiej muzyki, postaram się mimo wszystko nie dać plamy. A tak przy okazji, zastępstwo w "Indian Summer", będzie na swój sposób czymś historycznym. Do tej pory jeszcze nigdy za Witka nie pograłem.
Od godziny 21-szej "Blues Ranus". Tutaj już mam pewne doświadczenie. Wydaje mi się , że dobry tuzin razy miałem przyjemność pograć w zastępstwie za Krzysztofa, a więc kolejna porcja bluesa dobrze nam wszystkim zrobi. Mam nadzieję, że do tego czasu dotrze pewna nowość, na którą ostrzę zęby. A jeśli nie, to i tak znajdę przecież mnóstwo innych niespodzianek i miłego grania w ogóle w tak zwanym "klimacie" .
No, a od 22-giej, to już moje oczko w głowie, czyli "Nawiedzone Studio". A w nim wiadomo ... - wszystko się może zdarzyć.
Słowem, zapraszam Drogich Państwa już teraz na najbliższą niedzielę 13 października, od godziny 20-tej, na 6-cio godzinny maraton rockowy. Zupełnie jak w pewnym utworze rzeszowskiej grupy RSC.
Wszystko tego dnia musi być specjalne - program specjalny, ogólna wokół niego atmosfera, bo tego dnia jeszcze dodatkowo ukończę 48 lat.
Mam nadzieję, że nikt i nic, nam tego nie popsuje.
Przy okazji, mając teraz Państwa wszystkich przy sobie, pragnę serdecznie podziękować za nasze wczorajsze spotkanie. Może trochę chaotyczne i kiepskie, względem kondycji mojej osoby, ale... Nie wiem dlaczego? Taki jakiś był ten dzień. Niewytłumaczalny. Coś dziwnego było w powietrzu. I to nie tylko na mnie sobą podziałało, ale na nasz radiowy odtwarzacz, także. Przez co, łajza nie do końca pozwoliła nam posłuchać świetnego utworu Threshold.  Tak bywa. Ale to też pokazuje, że z realizującym Krzysztofem, niczego tam nie manipulujemy. Wszystko odbywa się na żywo. Tylko z prawdziwych płyt, na prawdziwym sprzęcie, no a nawiedzone duchy, choć zazwyczaj przyjazne, bywają także i złośliwe. Też mają prawa do swych chimerów , skoro nam tu naziemnym, przystoi to co dnia.
Nie byłem na Editors, a ponoć zagrali świetny koncert. Nie na wszystkim uda się być. Niestety. Nie mogło zresztą być inaczej, nowa płyta kapitalna, to i zespół w formie.
W czwartek w Eskulapie Fish. Mam już bilet. Dostałem od Krzyśka. Ma się wtyki - a co! Cieszę się, pomimo iż będzie to już niepoliczalne spotkanie z Rybą. Zawsze narzekam, ze znowu Fish, a dlaczego nie kto inny, a później wracam do domu naładowany pozytywnymi emocjami. Nie sądzę, by teraz miało być inaczej. Żałuję jedynie, że organizatorzy koncertów nie potrafią ze sobą współpracować, gdyż tego samego dnia w "Blue Note" wystąpi Gordon Haskell. Chętnie posłuchałbym go na żywo. Lubię jego głos, także wiele piosenek, nastrój jaki wytwarza, że już nie wspomnę, iż to koniec końców, były wokalista King Crimson. Z genialnych płyt "In The Wake Of Poseidon" oraz "Lizard". Poszedłbym, posłuchałbym. Ach, gdyby Gordon przyjechał dzień wcześniej ... , bo dzień później to już nie za bardzo. Tego dnia Polacy zagrają o wszystko z Ukrainą. To będzie na pewno świetny mecz. Damy z siebie wszystko, zremisujemy i odpadniemy, ale zagramy dużo lepiej niż na "narodówce". Tak przewiduję. Obstawiajcie u bukmacherów bramkowy remis. Tak będzie. Coś tak czuję. Choć wolałbym obstawić zwycięstwo. No i żeby się jeszcze sprawdziło. Maybe yes, maybe no, maybe baby i don't know.
Trochę radości by się przydało. Czasem wygrany mecz ożywia naród, odsłania firankę wpuszczając masyw świeżego powietrza. Można zapomnieć o złych wiadomościach, płynących każdego dnia z serwisów informacyjnych. I niech mi nie wmawiają, że akurat on jeden z drugim, to potrafią żyć obok. Akurat, jedzie mi tu czołg? Znam tych co nie posiadają telewizora czy internetu, a zawsze wszystko wiedzą. Wystarczy stąpnąć w ich czule miejsce, a od razu okaże się, że doskonale wiedzą co w Syrii, u Palikota, u Ministro Sportu, u Prezesa co się znowu zesrał, czy u mądralińskiego Cejrowskiego. Wzorowego przesz pod każdym względem Polaka katolika.
Słucham na przemian Stinga, Clannad, Manic Street Preachers, New Model Army... Wszyscy smęcą, ale jak jesiennie. Przy takiej muzyce nawet ta chłodna pora ma pewien sens. Dopóki bezdeszczowa, to jeszcze nie narzekam. Choć ja zmarzluch straszny. Wieczorem świeże skarpetki zarzucam na kaloryfer, po to, by rano założyć całkiem cieplutkie na wrażliwe stópki. Moja żonka z politowaniem zarzuciła wszystko mówiącym wzrokiem, gdy pewnego razu ujrzała co czynię. Faktycznie, gdybym coś takiego zobaczył u innego kogoś, pomyślałbym - świr. U siebie zawsze człowiek znajdzie coś na usprawiedliwienie.
Tyle na dziś, kłaniam się pięknie.


Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)




"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 6 października 2013 - Radio "Afera", Poznań, 98,6 FM

"NAWIEDZONE STUDIO" 
program z 6 października 2013 r.
RADIO "AFERA" 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

realizacja: Krzysztof Piechota 
prowadzenie: Andrzej Masłowski 




DEMON - "Unbroken" - (2012) -
- Wings Of Steel

HESS - "Living In Yesterday" - (2012) -
- Where To Run

SCORPIONS - "Crazy World" - (1990) -
- Lust Or Love

SCORPIONS - "Taken B-Side" - (2009) - kompilacja rarytasów
- Wind Of Change (Russian Version)

TIERRA SANTA - "Mi Nombre Sera Leyenda" - (2013) -
- Mi Nombre Sera Leyenda

DREAM THEATER - "Dream Theater" - (2013) -
- The Bigger Picture
- Surrender To Reason

THRESHOLD - "March Of Progress" - (2012) -
- That's Why We Came

ARC ANGEL - "Harlequins Of Light" - (2013) -
- Fortune Teller 2
- Diamonds And Gold

HAREM SCAREM - "Mood Swings II" - (2013) -
- Anarchy
- A Brighter Day

MANIC STREET PREACHERS - "Rewind The Film" - (2013) -
- Show Me The Wonder

THE BEATLES - "Revolver" - (1966) -
- Good Day Sunshine

PETER GABRIEL - "And I'll Scratch Yours" - (2013) -
- I Don't Remember - (śpiew DAVID BYRNE)
- Come Talk To Me - (śpiew BON IVER)
- Blood Of Eden - (śpiew REGINA SPEKTOR)

ROBBIE ROBERTSON - "Shine Your Light" - OST "Ladder 49" - (2004) - singiel CD
- Shine Your Light

CLANNAD - "Nadur" - (2013) -
- Rhapsody Na gCrann
- The Song In Your Heart

STING - "The Last Ship" - (2013) -
- The Last Ship

FISH - "A Feast Of Consequences" - (2013) -
- High Wood - (fragment suity "The High Wood")

NEW MODEL ARMY - "Between Dog And Wolf" - (2013) -
-Lean Back And Fall
-Qasrel Nil Bridge

OPERA - "Opera" - (2013) - nagrania z 1988 roku / pierwszy raz na CD - z cyklu "Szanujmy wspomnienia, czyli cudze chwalicie swego nie znacie"
- Komu Moja Twarz
- Nie Zabijajmy Choć Siebie

THE FOUR TOPS - "Indestructible" - (1988) - zagrane z LP
- Indestructible - (gościnnie pierwszoplanowy śpiew SMOKEY ROBINSON)
- If Ever A Love There Was - (duet z ARETHA FRANKLIN, solo na saksofonie KENNY G)
- The Sun Ain't Gonna Shine - (solo na saksofonie MOKSHAGUN CLARENCE CLEMONS)
- Loco In Acapulco - (kompozycja, produkcja, perkusja, chórki - PHIL COLLINS)
- Are You With Me - (jednym z kompozytorów HUEY LEWIS, a jako sekcja rytmiczna jego grupa THE NEWS)

BARBARA MANDRELL - " ... In Black & White" - (1982) - zagrane z LP
- Operator, Long Distance Please
- Rolling Stone
- The Thrill Is Gone

JIM CAPALDI - "Some Come Running" - (1988) -
- Dancing On The Highway




Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)





 

piątek, 4 października 2013

MANIC STREET PREACHERS - "Rewind The Film" - (2013) -

MANIC STREET PREACHERS - "Rewind The Film" - (SONY MUSIC) - ****


To zespół idealnie nadający się do radia. Zawsze takowym był i nadal nic się nie zmieniło. Ich nośne piosenki wypierają zazwyczaj z radiowej anteny z dziesięć numerów zagranych przed nimi, jak i kolejnych dziesięć po nich. A jednak Maniacy najlepiej wypadają w kompozycjach nastrojowych, sentymentalnych. Na szczęście na "Rewind The Film" znajdziemy ich całe mnóstwo. Zresztą, sam tytuł albumu już wiele nam nasuwa, bo jakby to było fajnie, gdybyśmy mogli za naciśnięciem guzika w pilocie, przewinąć nasze życie, niczym jakiś film, i przenieść się do lat młodości. Można by wiele rzeczy poprawić, zrobić raz jeszcze, pomijając wszelakie błędy. Niestety tego filmu nie da się przewinąć w żadną stronę. Biegnie on zawsze do przodu swym stałym rytmem. Nie da się zatem odzyskać lat młodości, a każdy kolejny dzień przybliża nas nieuchronnie do starości. Dlatego, doceniajmy to co zdobyliśmy, a i pochylmy się nad wszelkimi życiowymi stratami.
Ta płyta także brnie spokojnym rytmem, choć nie brakuje na niej przecież piosenek żywszych. Jak pełen werwy i pozytywnych emocji singlowy "Show Me The Wonder", w którym Bradfield toczy wokalny dialog z całym peletonem dęciaków (trąbka, saksofon tenorowy , czy także barytonowy). Nie jest to najlepsza piosenka Maniaków na tej płycie, a jednak porywa. Gdyby jednak ode mnie zależało wytypowanie pierwszego singla, postawiłbym na pełną rozmachu pieśń "Anthem For A Lost Cause". Lubię taką dramaturgię, takie stopniowanie napięcia, od wyciszonej ballady po pełen rozmachu witalny refren. Niemal do euforycznego śpiewania z ławicą szalików w rozśpiewanych dłoniach. Ładnie tu na trąbce zagrał Gavin Fitzjohn.
Obie te piosenki są najwyższej próby, ale ... , no właśnie, na "Rewind The Film" znalazły się rzeczy o wiele lepsze, jak choćby otwierająca całość natchniona ballada "This Sullen Welsh Heart", którą to James Dean Bradfield zaśpiewał w duecie z młodziutką gwiazdą muzyki folk, Lucy Rose. Piękna to kompozycja, oparta głównie na wokalnym dialogu obojga i akompaniamencie gitary akustycznej. Zupełnie jak podczas nocnego ogniska na jakimś z letnich obozowisk. Romantycznie. No i takim utworem otworzyć album w dzisiejszych czasach... Szacunek dla wytwórni, która daje mi wiarę w ludzi, że nawet na tym szczeblu show businessowych rozgrywek, wciąż możliwym wydaje się ugranie zwycięstwa sztuki nad szybkim i łatwym zyskiem.
Ale posłuchajcie Państwo trzeciej piosenki na tym albumie. Jest nią tytułowa "Rewind The Film". Kto wie, może to jedna z piosenek tego roku? Niemal w całości zaśpiewana przez Richarda Hawleya (gitarzystę znanego z Pulp) i zagrana przez niego również na gitarze hawajskiej. Napisałem niemal, ponieważ samego Bradfielda także tutaj usłyszymy - lecz tylko przez chwilę w samym refrenie. To także skromna ballada, niemal country-folkowa, nieco monotonna, a jednak z pełnym patosu refrenem i symfonicznym rozmachem. Z wiolonczelą i altówką w głównych rolach. Nie wiem co jest w tym utworze, ale muszę go sobie codziennie posłuchać. Czasem i kilka razy.
Nie koniec to jednak duetów, jest tu jeszcze jedna ładna przyjazna kolaboracja w "4 Lonely Roads"- ze śpiewającą Walijką, Cate Le Bon, której głos troszkę przypomina mi niejaką Mandy Morton - z zapomnianej już dziś folk rockowej grupy Spriguns. Grupy, która w swoim czasie konkurowała z innymi Wyspiarzami , a mianowicie ze Steeleye Span. Piosenka z udziałem Le Bon jest najkrótszą z tychże "kolaboracyjnych", i może nawet najmniej efektowną, a jednak także i ta posiada jakiś swoisty urok.
Niech nie oznacza to jednak, iż na wyróżnienie zasługują tutaj tylko piosenki z udziałem gości. Porywają swą nostalgią także Bradfieldowskie snute historie, choćby te w "Running Out Of Fantasy", "(I Miss The) Tokyo Skyline" (ach, te finałowe smyczki!...) czy "30-Year War". I jeszcze kilka innych....
Jedynym niepotrzebnym fragmentem wydaje się być "Manorbier". Taka nieco chora kołysanka, praktycznie instrumentalna, gdyby nie policzyć pojawiających się pod jej koniec wokaliz Bradfielda. W dodatku z uporczywie wygrywanym nieznośnym gitarowym motywem, niczym z krzywego zwierciadła. Ni to piękne, ni intrygujące, a burzące jakoś niepotrzebnie udany obraz całości. 

P.S. Zaciskam kciuki, gdyż ponoć niebawem ukazać się powinna nowa płyta Bradfielda & Co. , choć grupa odgraża się, że będzie już zupełnie inna od tej.
P.S.2  Na "Rewind The Film" za albumowe motto, posłużyły Manic Street Preachers słowa Alberta Camusa: "Przyszłość będzie szczodra jedynie wtedy, kiedy wszystko ofiarujesz teraźniejszości."


Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)




czwartek, 3 października 2013

FIND ME - "Wings Of Love" - (2013) - , FERGIE FREDERIKSEN - "Any Given Moment" - (2013) - , ARC ANGEL - "Harlequins Of Light" - (2013) -

=================================
=================================


FIND ME - "Wings Of Love" - (FRONTIERS RECORDS) - ****

FERGIE FREDERIKSEN - "Any Given Moment" - (FRONTIERS RECORDS) - **** 1/2

ARC ANGEL - "Harlequins Of Light" - (FRONTIERS RECORDS) - ***3/4



Pod etykietą Frontiers Records kryją się przeważnie melodic rockowi wykonawcy, którzy pierwszą muzyczną młodość mają już jakby za sobą. A jednak ta włoska wytwórnia ma w swoich szeregach centralną figurę w postaci niejakiego Serafino Perugino - człowieka konsoleciarza i zarazem niesamowitego motywatora. To dzięki niemu wielu muzykom skazanym na emeryturę, z pozoru jesień życia zakwitła wiosennymi kwiatami. Proszę wziąć niemal dowolną płytę z tym neapolitańskim labelem, by się o tym przekonać.
Frontiers Records wydaje średnio po trzy/cztery nowe tytuły miesięcznie, z których większość można niemal w ciemno postawić na honorowym miejscu półki z płytami.

Jedną z najświeższych pozycji w firmowym katalogu Frontiers jest zupełnie nowy projekt o nazwie Find Me. Ten kanadyjsko-szwedzki duet, tworzą doświadczeni muzycy, a mianowicie wokalista Robbie Le Blanc - znany z grupy Blanc Faces, wspólnie prowadzonej z własnym bratem. Drugim zaś muzykiem w Find Me, jest kompozytor, producent i muzyk (perkusja, instrumenty klawiszowe) Daniel Flores - znany m.in z projektu The Murder Of My Sweet. Skład całości uzupełnia kilku muzyków sesyjnych, grając na pozostałych instrumentach - w tym aż 4 gitarzystów!.
Pełen bogactwa kompozytorskiego album powinien zadowolić nawet najbardziej wybrednych sympatyków gatunku. Swoje artystyczne trzy grosze dołożyli tutaj ludzie związani do tej pory z takimi grupami jak: Vega, Eclipse, W.E.T., Hardline czy Sunstorm. I to słychać.
Lekkość i przebojowość bijąca z tych dwunastu piosenek, powinna zadowolić entuzjastów grup pokroju: Foreigner, Giant, Survivor, wczesnego Bon Jovi czy zapomnianych już nieco Glass Tiger. I szczególnie uczepiłbym się tej ostatniej nazwy, albowiem wokalista Robbie LaBlanc, posiada bardzo podobną manierę i barwę głosu do Alana Frew - z tejże kanadyjskiej formacji.
Płyty słucha się dosłownie jednym tchem, a po kilku z nią obcowaniach, piosenki stają się bliskie niczym dobrzy starzy kompani.
Osobiście szczególnie polecam chwytliwe: "One Soul", "Wings Of Love", "Your Lips" czy "On The Outside". To tak na dobry początek, bo tak po prawdzie, to cała płyta nie posiada słabych punktów.

Idąc dalszym tropem tego lubianego przeze mnie włoskiego labelu, pragnę szczególnie polecić najnowszą płytę Fergiego Frederiksena. Ten były wokalista La Roux czy Toto (znany choćby z kapitalnego LP "Isolation", 1984), od jakiegoś czasu cierpi na nieodwracalną odmianę jakiegoś raczyska, a mimo tego nie poddaje się, i choć jego szanse na dłuższe życie już przy poprzedniej płycie "Happiness Is The Road" (2011) nie były zbyt wielkie, to jednak muzyk jawi się wielką pogodą ducha i nieustającą chęcią muzykowania. Mało tego, wciąż świetnie śpiewa, a i otacza się znakomitym sztabem muzyków oraz kompozytorów, złożonych już teraz w zasadzie tylko z samych przyjaciół. Każdy z nich zapragnął także dołożyć od siebie kompozytorską cegiełkę , dzięki czemu efekt finalny przechodzi najśmielsze oczekiwania. Choć największe słowa uznania należą się Alesssandro Del Vecchio. Muzyk ten (instrumenty klawiszowe, organy Hammonda) , a i zarazem kompozytor, namówił Frederiksena, by ten się nie poddawał, w chwili gdy tego dopadła choroba, a i zarazem obiecał wszelką pomoc przy nagrywaniu każdego nowego materiału. Dzięki czemu, mamy już drugi longplay z pięknymi rockowymi piosenkami, zamiast jakichkolwiek złych wieści. Ot, dowód na to, że wiara i miłość, są w stanie pokonać niejedną przeszkodę.
Na "Any Given Moment", jak nie trudno się domyślić, otrzymujemy muzykę Toto-podobną, pomimo iż w samej sesji nie uczestniczyli przecież dawni koledzy Frederiksena z Toto.
Już w pierwszym nagraniu "Last Battle Of My War", Frederiksen mocno akcentuje: "...toczę ostatnią bitwę w mej wojnie, dalej walczę, wciąż walczę..., nie ukrywam, że żyję dniem dzisiejszym tak, jakby jutra miało nie być,..., jestem i udowadniam, że trzymam życia flagę ku wygranej". Z kolei, w następnym "Let Go", w pewnej chwili padają słowa: "po prostu nie mogę odejść". Podobne myśli , pełne nadziei, wiary i woli życia, Frederiksen podkreślił także w innych kompozycjach, jak choćby w: "Times Will Change" czy "When The Battle Is Over".
Dzięki powyższemu, powstała płyta nie tylko do miłego posłuchania, ale i do przeczytania i zastanowienia się nad sensem życia. A ponadto, umacniająca wiarę w ludzi, w życie, w miłość, i we wszystko to, o czym często słyszymy , lecz nie zawsze wpuszczamy w czyn.
Za ciekawostką można uznać nową wersję piosenki "Angel Don't Cry". Pomimo innej aranżacji i nowego ducha, ta wspaniała niegdyś ozdoba LP "Isolation", tutaj także wypadła efektownie. Warto docenić świetną grę gitarzysty Davida Coyle'a, jak i Hammondowskie zagrywki samego Alessandro Del Vecchio.
To kolejna płyta nad którą czuwał wspomniany powyżej Serafino Perugino. Lecz tylko jako drugi producent, bowiem głównym pozostał przyjaciel Frederiksena, Alessandro Del Vecchio.

Kolejną płytą z tej samej wytwórni , na którą pragnę zwrócić Państwa uwagę, jest "Harlequins Of Light" - amerykańskiej grupy Arc Angel. Grupy , która płytowo zainicjowała się już w 1983 roku, jednak pomiędzy tamtą płytą, a wydaną właśnie, powstała po środku jeszcze tylko jedna "Tamorok" (2002) . I ta, zarazem środkowa, była troszkę inna od pozostałego dorobku grupy, zahaczając nieco o rejony muzyki kulturowo-etnicznej. Każda jednak miała ambicje art-rockowe, tyle że w amerykańskim słowa tego znaczeniu. Będąc bliżej pokrewnym grupom w rodzaju Styx, Gowan czy Kansas, aniżeli europejskim Genesis, Yes czy Pink Floyd. Podobnie miała się sprawa z innym tworem lidera Arc Angel, Jeffa Cannaty, jakim była całkiem w sumie niezła grupa o niewyszukanej nazwie Cannata. U nas do dzisiaj pozostająca niemal zupełnie nieznana. Tak po prawdzie, podobnie zresztą jak i samo Arc Angel.
Jeff Cannata, to bardzo utalentowana postać. Jest kompozytorem, producentem, a także perkusistą. Przede wszystkim. Jednak oprócz tego, artysta również nieźle śpiewa, a i z takim samym skutkiem grywa na gitarze.
Sympatykom melodyjnego hard rocka należy się przy okazji ważna informacja, otóż na debiutanckim longplayu Arc Angel, tych 30 lat temu, w chórkach podśpiewywał sam James Christian (znany wokalista grupy House Of Lords). Zresztą, Christian wspólnie występował jeszcze z Cannatą w grupie Jasper Wrath. Ale to już bardzo zamierzchłe czasy.
"Harlequins Of Light", także wypełniony jest na swój sposób melodyjnym rockiem, ale to taki rock o symfonicznym uniesieniu, opracowany co prawda głównie na gitary, instrumenty klawiszowe czy perkusję, jednak nie stroniący od (zaprogramowanych) symfonicznych motywów.
Całości słucha się jak concept albumu, który podany został w formie musicalowej, czy wręcz nawet jako swoistej rock opery. Natomiast przyjemna barwa głosu Jeffa Cannaty, nasuwa czasem skojarzenia z bardzo charakterystycznym śpiewem Larry'ego Gowana - dzisiaj już muzyka Styx, a do całkiem niedawna prowadzącego własną grupę, ochrzczoną po prostu jako Gowan. Polecam album "Lost Brotherhood" - z muzykami Rush (Alex Lifeson) czy King Crimson (Tony Levin).
Wszystkie obecne tu kompozycje stanowią za premierowy materiał, jedynie za wyjątkiem "Fortune Teller 2", którą to kompozycję w "części pierwszej" Jeff Cannata popełnił już nieco ponad ćwierć wieku temu. Było to jeszcze pod szyldem grupy Cannata, na albumie "Images Of Forever". Tak na marginesie, świetny to utwór i wyróżniający się fragment na albumie. Nie gorzej słucha się także tytułowego "Harlequins Of Light", "Voice Of Illuminati", "Through The Night" (tutaj pomyślałem nawet , że zaśpiewał to stricte Larry Gowan) czy "Diamonds And Gold".
Polecam na te utwory szczególnie zwrócić Państwa uwagę, chociaż najlepiej jest posłuchać wszystkiego jako zwartej całości.



Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)