poniedziałek, 18 maja 2026

Orkiestra Klubu Samotnych Serc Sierżanta Pieprza

Wczorajsze Nawiedzone zaliczam do najbardziej udanych w mojej radiowej karierze. Ziściło się marzenie obszernego zaprezentowania ścieżki do Sierżanta Pieprza, czyli filmu, który odegrał szczególną rolę w dziejach trzynastoletniego andy'ego.
Nie zapomnę atmosfery wojskowego Kina Pancerniak, ulokowanego na terenie jednostki wojskowej, gdzie otwarte seanse serwowane jedynie w niedziele. Słynne poranki. No i, wyczekiwanie przed dziewiątą rano przed blaszaną bramą koszar, aż nastąpi moment, kiedy jeden, bądź dwoje wartowników, pociągną za cyngiel wrót i będzie można szybkim przemarszem dotrzeć do budynku kinowego, usadowionego gdzieś w sercu jednostki, a potem bez rozglądania ustawić do kasy z dwuzłotową monetą, którą wręczali Siostrzyczce i mnie co tydzień Rodzice. A jeszcze potem Kronika Filmowa i sedno sprawy - film, na twardych, drewnianych, bez żadnych obić krzesłach, wszak dla wojska wygody tylko pod twardą dupę. Uwielbiałem to kino, choć komfortem zdecydowanie odstawało od wszystkich innych.
Jak na rozżarzonym ogniu śledziłem tam przygody Winnetou, pękałem ze śmiechu na filmach z Louisem De Funesem, ale i co niemiara wspaniałych, z dozą wyobraźni filmów przygodowych, głównie w kolorze. Jednym z nich Sierżant Pieprz, na którym na pewno zagościłem więcej, niż raz.
Z podnietą wkraczałem w wyimaginowany świat widowiska i oczywiście słuchałem piosenek Beatlesów w wydaniu Petera Framptona, BeeGeesów, Sandy Fariny, Aerosmith, Alice'a Coopera czy Billy'ego Prestona. Szalenie podobali mi się Aerosmith, którzy na wielkich i oblanych złotem bilonowych dolarówkach, wykonywali "Come Together", ale przecież także niesamowite, wręcz obłędne, znużone, zabrudzone, jakby naćpane "Because", w ujęciu Alice'a Coopera. Wszystko to zagościło także na mym wczorajszym FM. Kto nie przespał, to jego.
Niewiarygodne, że tak pełen uroku i kapitalnej muzyki film, o budżecie sięgającym końca Drogi Mlecznej, okazał się komercyjnym fiaskiem. Tym bardziej, że wszystko zadziałało, włącznie z piosenkarzami oraz aktorami, którzy wówczas byli w szczytowej formie.

Zapisałem album na wczoraj, a przynajmniej znaczną jego część, dzięki czemu dostąpiliśmy dziewięciu piosenek!, a za pretekst wytyczyłem gorące w faktach Jack Douglas in memoriam. Jeden z trojga tu producentów, niedawno zmarły. Dopiero co przypominałem wyprodukowane przez niego (w ostatnich jego chwilach - cóż za przypadek!) płyty Aerosmith: "Rocks" oraz "Toys In The Attic", a tu proszę, po tygodniu mamy już związany z Nim kącik pamięci.
Filmowego Sierżanta Pieprza wyprodukowała trójca: wspomniany Jack Douglas, Maurice White oraz piąty Beatles, George Martin. Po wczorajszym, raz jeszcze przypomnę - film pochodzi ze Stajni Roberta Stigwooda, ówczesnego giganta filmowego, jednocześnie bogacza i producenta, który posiadał własną wytwórnię RSO (podobnie jak inny bogacz, Richard Branson, i kojarzone z Dzwonami Rurowymi Oldfielda Virgin), czyli Robert Stigwood Organisation. Wytwórnię także sprzyjającą grupie Bee Gees, więc niedziwne, iż bracia Gibb zostali powołani do tego filmu w roli istotnej, jako jedni z bohaterów, co i odtwórcy muzycznego urobku Beatlesów. Wciąż świetnie się tego słucha. Co piosenka, wskakują mi do łba filmowe kadry, tej barwnej i odrealnionej historii, pełnej wdzięku i na domiar sprawy - stojącej poparciem nie tak dawnego przecież, lecz totalnie lepszego świata.
Kolejne moje chwile szczęścia, nie dam sobie wyrwać.

andy

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 

"SOBOTNI WIECZÓR ANDY'EGO"
w prawie każdą sobotę od 23.00 do 1.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm