A właśnie, skoro przywołałem "The Final Countdown"... zanim huknie internet, Nawiedzone Studio już minionej nocy obwieściło zbliżające się 40-lecie albumu, którego dzwon wybije dokładnie 26 maja, czyli za osiem dni, a jeszcze szczegółowiej: w Dniu Matki . Przygotujcie Drodzy Państwo kielichy, szampana, tort, odkurzcie gramofony, przeczyśćcie lasery w kompaktach, niech ta muzyka zagra najczyściej, najsoczyściej i najmelodyjniej. Płyta to wszak obłędnie dobra i gustowna, z samymi killerami. I by nie było, że tylko tytułowe "The Final Countdown", bo ręce idzie załamać na ludzi, którzy niczego więcej od Europe nie kumają. Tutaj, co numer, to sztos.
Na wczoraj, na moim FM poszło "Danger On The Track", bo wciąż wznoszę ten numer po miłości kres. Przy czym, nic we mnie nie pękło względem "Rock The Night", "Cherokee", "Love Chaser" czy "Heart Of Stone". Istne cudowności.
Nie opiszę, co czułem po obejrzeniu na jednym z dwóch dostępnych niegdyś kanałów w tv, teledysku do "The Final Countdown" - kiedy narodzin piosenki nastał czas. Myślałem, że mi serce pęknie. Pomyślałem: jezusie, to najcudowniejszy numer, jaki dotąd słyszałem. Zasnąć nie mogłem. Nie tylko ja, większość mego dawnego bractwa, z wrażenia również leżała w bezruchu. Co za piosenka! A potem wyczekiwanie na kolejną garść nieznanego mi wcześniej zespołu, który już miał dwa albumy na koncie.
Marzyła mi się ta płyta, tuptałem w niecierpliwym wyczekiwaniu, ale najpierw mój kumpel okazał się szczęściarzem. Pewnego razu pojechał na Rynek Łazarski i tam upolował u handlarza nowiuśki egzemplarz, za całe osiem tysiaków. Wtedy była to niemal cała wypłata. Kompan właśnie niedługo wcześniej rozpoczął pracę, więc był przy forsie. Dla mnie taki album, za taki szmal, był jeszcze nieosiągalny. Musiałem na swoją kolej poczekać, tak mniej więcej rok, zanim nieco cena zelżała. Do tego czasu słuchaliśmy u niego, a miał niezłe warunki do głośnego słuchania. Mieszkał w szkolnym gmachu, w którym po ostatniej lekcji już tylko duchy i pełno pustych sal. Dało się więc rozstawić sprzęt i huknąć z armaty. Złote czasy. Kolorowe. Dużo lepsze, niż w tym dzisiejszym przepychu/bogactwie - dajcie wiarę. I właśnie dlatego niejednokrotnie zapewniam, kto nie urodził się w odpowiednim terminie, minimum lata 60/70's, w życiu ma muzyczne przesrane. Dlatego cieszę się, że dane mi było i poczęty zostałem w najlepszej epoce ludzkich dziejów.
andy
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00
na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub afera.com.pl
"SOBOTNI WIECZÓR ANDY'EGO"
w prawie każdą sobotę od 23.00 do 1.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań) lub radiopoznan.fm
