Podczas audycji napisał jeden ze Słuchaczy, że ostatnio rzadko słucha Nawiedzonego Studia, bo to, bo tamto... A wczoraj akurat mógł, więc... i że mu przypadło do gustu. Widzicie Państwo, a ja do waszej dyspozycji bywam każdej niedzieli. Zawsze mi się chce, zawsze mam czas, ochotę. Chyba, że choroba powali. Ale to już siła wyższa. Choć bywa, że z grypą, z gorączką, a też docieram. Mówić nie ma czym, a jednak pełne cztery godziny z najlepszą muzyką gwarantowane. Dlatego doceniam każdego, komu powieki opadają, a jednak ciekawość i miłość do muzyki zwyciężają. Przez góry, lasy, doły!
Tak na przyszłość, wolałbym jednak, by niesłuchający w ogóle mnie o tym nie informowali. Na co mi ta wiedza? Do czego? Jaka to zresztą zapłata za mój cotygodniowy trud?
Myśląc o spotkaniu z Państwem szykuję i układam setlistę przez cały tydzień. Co pomysł - zapisuję, a później sprawdzam, słucham, odmierzam czas, wreszcie pakuję i pędzę na każde niedzielne spotkanie. I nie po to, by w końcowym rozrachunku usłyszeć lub przeczytać, że nie mogłem, że się nie chciało...
Niedawno pewien młody człowiek przez przypadek rozpoznał moją osobę komunikując, że gdy studiował w Poznaniu często słuchał Nawiedzonego, lecz później, gdy się wyprowadził, zostawił, porzucił... Miło wspomina, ale na tym koniec. Szkoda, uważam bowiem, że ważne tylko co tu, teraz. Nie obchodzi mnie przeszłość. Dawnych audycji wstydzę się jak cholera. Były fatalne, czasem wręcz na żenująco niskim poziomie. Niekiedy słyszę, że ktoś ma je ponagrywane. Po co? Zmazać, wyrzucić, zapomnieć. Dla mnie tylko obecne Nawiedzone Studio ma sens, i tylko teraz się pod nim podpisuję. Co prawda uprawiam to pole od ponad 22 lat, ale do okolic 2010 roku traktuję sprawę jako przygodę, a dopiero od kilku lat myślę, że robię to nieco lepiej. Do ideału wciąż daleko, jednak wierzę, że gdy już dotrę na drogi kres, to wreszcie będę w pełni dumny ze wszystkiego.
Realizująca przed tygodniem Ola zapytała, od jak dawna bawię się w radio? Gdy ją uświadomiłem, trochę zbladła, po czym dodała: "mnie jeszcze nie było na świecie".
Jedno mogę zagwarantować: zawsze daję z siebie wszystko. Nigdy nie sknerzę muzyki i gram, co ściska wątrobę.
Od kilku dni rządzi box Trzynastego Stulecia. Nie mogę się oderwać. Krótkie te płyty, więc słucham jedną za drugą. I pomyśleć, że kiedyś rozśmieszał mnie czeski. Może z uwagi na odjazdowe kino naszych południowych braci. Choć powiem Państwu w tajemnicy, ponieważ jesteśmy sami, że uwielbiam czechosłowacką kinematografię lat siedemdziesiątych. Byli odjazdowi, pełni fantazji i z niesłychanym poczuciem humoru. XIII.Stoleti też są odjazdowi. Z kolei czeski język tylko całej sprawie dodaje uroku. Wywołuje emocje, dodaje dreszczy, jest o wiele silniej oddziałujący, niż angielski. Brawo dla Petra Stepana za nieunikanie rodzimego języka. Całość tylko na tym zyskuje. Już tym angielskim rzygam. Naprawdę. Wszyscy tylko po angielsku. Każdy myśli się przebić do wielkiego świata, zamiast postawić na regionalność. Jestem przekonany, że większość krajowych wykonawców miałaby o wiele większą szansę zyskać sympatię swoich rodaków, gdyby nie uciekali od języka matek i ojców. Inna sprawa, że większość współczesnych twórców próbuje dorównać anglo-amerykanom, przez co już na samo dzień dobry wbijają się w wir przeciętności. Siła w oryginalności, a XIII.Stoleti ją posiadają. Chylę czoła.
Płyta na dziś: XIII Stoleti "Werewolf". W całości wilkołak powala. Świetna rzecz. Transylvania w wydaniu północnych rumuńskich sąsiadów tamtym także powinna przypaść do gustu. Ale to już ich sprawa. Nie wiem, jak w Rumuni słyszą czeską mowę. Być może mniej zabawnie, jak u nas. Halinka Młynkova przed laty w jednym z wywiadów mocno mych rodaków rozczarowała oznajmiając, iż dla Czechów oraz Słowaków polski bywa równie zabawny. A co, tylko nam wolno?
Petr Stepan zazwyczaj śpiewa do akompaniamentu klawiszowo-gitarowego, lecz bywa, że do jego muzyki wkradają się poza-rockowe instrumenty, jak choćby flecik, stylizowany na dawny dworski - słyszalny pod koniec "Transylvanian Werewolf". Proszę się tylko przyjrzeć tytułom: "Royale Carpathia", "Bratrstvo Vlkodlaka", "Vampire Woodoo", "Stigmata Vampire", bądź "Julie Umira Każdou Noc", a najlepiej po prostu tego wszystkiego posłuchać. Jest jeszcze lepiej, niż nasuwa niekiedy zawodna wyobraźnia.
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) -
www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"
RADIO AFERA "Nawiedzone Studio", niedziela, godz. 22.00 - 2.00 (98,6 FM Poznań)
POLSKIE RADIO POZNAŃ "Sobotni wieczór Andy'ego", sobota, godz. 23.00 - 1.00 (100,9 FM Poznań)
poniedziałek, 21 listopada 2016
"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 20 listopada 2016 - Radio "Afera", Poznań, 98,6 FM
"NAWIEDZONE STUDIO"
niedziela 20 listopada 2016 r. - godz.22.00 - 2.00
RADIO "AFERA", 98,6 FM (Poznań)
www.afera.com.pl
realizacja: Tomek Ziółkowski
prowadzenie: Andrzej Masłowski
GREAT WHITE - "Hooked" - (1991) -
- Can't Shake It
GREAT WHITE - "...Twice Shy" - (1989) -
- Once Bitten, Twice Shy - {Ian Hunter cover}
GRAHAM BONNET - "The Book" - (2016) -
- Eyes Of The World - {Rainbow cover}
- Since You Been Gone - {Rainbow cover, choć de facto kompozycja Russ Ballard}
HAMMERFALL - "Built To Last" - (2016) -
- The Sacred Vow
- Twilight Princess
RHAPSODY OF FIRE - "Into The Legend" - (2016) -
- Shining Star
SIRENIA - "Dim Days Of Dolor" - (2016) -
- Treasure N'Treason
- Aeon's Embrace (French version)
SVARTANATT - "Svartanatt" - (2016) -
- Demon
XIII.STOLETI - "Vendetta" - (2004) -
- Horizont Události
- Berlin & Vienna
XIII.STOLETI - "Intacto" - (2015) -
- Phobia Nocturna
- Nebe Pod Berlinem
AOR - "L.A.Darkness" - (2016) -
- Burning Rainbows
BON JOVI - "This House Is Not For Sale" - (2016) -
- This House Is Not For Sale
FM - "Indiscreet 30" - (2016) -
- Shot In The Dark - {Wildlife cover} - ten numer znamy głównie z wykonania Ozzy'ego Osbourne'a, jednak należy on do wczesnej grupy wokalisty FM - Steve'a Overlanda - Wildlife.
QUEEN - "The Works" - (1984) -
- Keep Passing The Open Windows
CHRIS DE BURGH - "A Better World" - (2016) -
- Hope In The Human Heart
- Bethlehem
LEONARD COHEN - "You Want IT Darker" - (2016) -
- Traveling Light
- It Seemed The Better Way
KARIBOW - "Holophinium" - (2016) -
- Some Will Fall
- Angel Scent
SELFISH - "Wanting You Would Be" - (1998) -
- Pink Floyd
FANTASY - "Paint A Picture" - (1973) -
- Icy River
- Gnome Song
SIMPLE MINDS - "Acoustic" - (2016) -
- New Gold Dream (81-82-83-84)
- Someone Somewhere In Summertime
MAGNUM - "On The Thirteenth Day" - (2012) -
- So Let It Rain
- Dance Of The Black Tattoo
WICKMAN ROAD - "After The Rain" - (2016) -
- All Alone
- No Matter The Distance
TOM CHAPLIN - "The Wave" - (2016) -
- Love Wins
=========================================
=========================================
"NOCNIK"....
.... pierwsze trzy nagrania z kompaktów Tomka Ziółkowskiego.... po czym komputer do białego rana....
![]() |
| ....na trzeci rzut ERIC CLAPTON z klasycznego już dziś "Unplugged" w popularnej "Layla".... |
![]() |
| ....a później już z automatu, od BON JOVI po DAVIDa BOWIEego to sprawka Tomka, po czym kręciło i dobierało się już samo.... |
![]() |
| MAGNUM na talerzu |
![]() |
| Niedzielny wczesny słońca zachód. Jesienią rzadko, bo rzadko, ale też potrafi być pięknie |
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) -
www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"
piątek, 18 listopada 2016
Zmarła Mama Freddiego Mercury'ego, Jer Bulsara
Brian May - gitarzysta Queen - właśnie poinformował o śmierci Mamy Freddiego Mercury'ego.
Jer Bulsara zmarła 13 listopada w wieku 94 lat. Odeszła w spokoju, w ciszy, we śnie.
Muzyk niedawno z okazji urodzin życzył Jer zdrowia i wielu wielu lat, jednak Najwyższy upomniał się o nią już teraz. Przy tej okazji Brian May wspomina dawne dobre czasy i niemal półwieczną z nią znajomość. Utrzymywaną do końca.
"Miała błysk w oku.... niezależnego ducha i silne poczucie humoru.", dodając: "...była zapracowaną mamą, pełną życia i optymizmu". Jer również kibicowała Queen, co także zauważa Brian: "...była zawsze zapaloną zwolenniczką naszego rozwoju". Mama Freddiego była dumna z kolegów syna. Ci nigdy o nim nie zapomnieli. Wspierała Queen także z Paulem Rodgersem, Adamem Lambertem,..."była z nami całą drogę" - dorzuca May.
Myślę, że i nam także przychodzi pokłonić się Jer Bulsara. Wydała na świat i wychowała człowieka, którego wielu z nas pokochało.
Dzięki Jer, że byłaś, dzięki za Syna, a teraz brnij do świata lepszego...
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) -
www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"
Jer Bulsara zmarła 13 listopada w wieku 94 lat. Odeszła w spokoju, w ciszy, we śnie.
Muzyk niedawno z okazji urodzin życzył Jer zdrowia i wielu wielu lat, jednak Najwyższy upomniał się o nią już teraz. Przy tej okazji Brian May wspomina dawne dobre czasy i niemal półwieczną z nią znajomość. Utrzymywaną do końca.
"Miała błysk w oku.... niezależnego ducha i silne poczucie humoru.", dodając: "...była zapracowaną mamą, pełną życia i optymizmu". Jer również kibicowała Queen, co także zauważa Brian: "...była zawsze zapaloną zwolenniczką naszego rozwoju". Mama Freddiego była dumna z kolegów syna. Ci nigdy o nim nie zapomnieli. Wspierała Queen także z Paulem Rodgersem, Adamem Lambertem,..."była z nami całą drogę" - dorzuca May.
Myślę, że i nam także przychodzi pokłonić się Jer Bulsara. Wydała na świat i wychowała człowieka, którego wielu z nas pokochało.
Dzięki Jer, że byłaś, dzięki za Syna, a teraz brnij do świata lepszego...
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) -
www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"
intacto
Przepiękna ostatnia płyta Leonarda Cohena. Zawsze lubiłem TEN głos, TĘ wrażliwość, TĘ melorecytatyjność - że się tak wyrażę. Na "You Want It Darker" wszystko jest jeszcze dobitniejsze. Głos Cohena przesiąknięty mroczną głębią, eksplodującym basem, aż głośniki drżą. Drżę i ja, bo to cholernie przejmująca muzyka. Podsumowująca. Syn Adam zrobił ojcu nie lada przysługę, przykładając się do jej produkcji.
Tytułowe "You Want It Darker" bez wątpienia jedną z piosenek roku. Żałować jedynie można, że ta od pewnego czasu porusza się w innym wymiarze. Przyznam Państwu, że wzruszają mnie: "If I Didn't Have Your Love", "Traveling Light", "It Seemed The Better Way" czy wspomniana "You Want It Darker". Na ten rok pożegnań jednak już dość.
Dzisiaj 54-urodziny obchodzi gitarzysta Kirk Hammett, a jego Metallica właśnie celebruje premierę najnowszej płyty. Straszą, że będzie dobrze. Nie wierzę. Przy każdej kolejnej piszą podobnie. Że tym razem już na pewno będzie bombowo, po czym jedno/drugie posłuchanie... i na półkę. Albumowa okładka ohydna, choć znajdą się tacy, co rzekną: oryginalna. To fakt, każda edycja, każdy nośnik, posiada inaczej powykrzywiane gęby. Wolę ryciny z "Master Of Puppets" i "Ride The Lightning". Stawiam w ciemno, że muzykę także. Kupię, posłucham..., ale to dopiero, gdy nacieszę się 10-płytowym boxem Trzynastego Stulecia. Cóż za gratka dla fanów Nosferatu Beksia, jego muzyki i najwspanialszych księżycowych audycji. Audycji wszech czasów.
Wielu płyt Petra Stepana & Co dotąd nie miałem - czas nadrobić zaległości.
Czeski może rozbawiać, lecz Trzynastemu Stuleciu jedynie dodaje uroku - wampirzastego.
Dopiero nowa edycja "Ztraceni v Karpatech" uświadomiła mi poprawną pisownię. Do tej pory słowo "ztraceni", zawsze zapisywałem jako "straceni", i tak też wymawiałem. Przez "s", ale zdaje się nikt nie zwrócił na ten szczegół uwagi. Postaram się zmienić przyzwyczajenie, choć dawnych zapisków na blogu nie poprawię. Niech zostanie, jak jest. Znak czasów, błędów i wypaczeń.
Płyta na dziś: XIII Stoleti "Intacto". Tegoroczna. Wow!, TA czaderska prowadząca gitara pozostała bez zmian. Lubię to nawalane przez nią niemal punk-rockowe tempo, no i te uroczyste partie instrumentów klawiszowych - także przecież niczym punk proste. Muzyka tego zespołu zbudowana została na niewyszukanych środkach, a jednak posiada jakąś niezwykłą moc. Człowiek od razu wkracza do starych murów opuszczonych zamczysk, w których wybrańcom ukazuje się duch Elżbiety, z finałowej pieśni "Straceni w Karpatach".
Spójrzmy tylko na niektóre tytuły... "Phobia Nocturna", "Horror Monsters", bądź "Černá Věž" (czyli, czarna wieża). Płyta się kręci na cały regulator. Cegły próbują wyskoczyć z szyku, ale ciężar muzyki utrzymuje je w ryzach. Nie wiedziałem, że oni nadal tak kapitalnie grają. A może nawet jeszcze lepiej. Już tylko dla "Intacto" (z hiszpańska: nienaruszony) warto posiąść tę zabawkę.
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) -
www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"
Tytułowe "You Want It Darker" bez wątpienia jedną z piosenek roku. Żałować jedynie można, że ta od pewnego czasu porusza się w innym wymiarze. Przyznam Państwu, że wzruszają mnie: "If I Didn't Have Your Love", "Traveling Light", "It Seemed The Better Way" czy wspomniana "You Want It Darker". Na ten rok pożegnań jednak już dość.
Dzisiaj 54-urodziny obchodzi gitarzysta Kirk Hammett, a jego Metallica właśnie celebruje premierę najnowszej płyty. Straszą, że będzie dobrze. Nie wierzę. Przy każdej kolejnej piszą podobnie. Że tym razem już na pewno będzie bombowo, po czym jedno/drugie posłuchanie... i na półkę. Albumowa okładka ohydna, choć znajdą się tacy, co rzekną: oryginalna. To fakt, każda edycja, każdy nośnik, posiada inaczej powykrzywiane gęby. Wolę ryciny z "Master Of Puppets" i "Ride The Lightning". Stawiam w ciemno, że muzykę także. Kupię, posłucham..., ale to dopiero, gdy nacieszę się 10-płytowym boxem Trzynastego Stulecia. Cóż za gratka dla fanów Nosferatu Beksia, jego muzyki i najwspanialszych księżycowych audycji. Audycji wszech czasów.
Wielu płyt Petra Stepana & Co dotąd nie miałem - czas nadrobić zaległości.
Czeski może rozbawiać, lecz Trzynastemu Stuleciu jedynie dodaje uroku - wampirzastego.
Dopiero nowa edycja "Ztraceni v Karpatech" uświadomiła mi poprawną pisownię. Do tej pory słowo "ztraceni", zawsze zapisywałem jako "straceni", i tak też wymawiałem. Przez "s", ale zdaje się nikt nie zwrócił na ten szczegół uwagi. Postaram się zmienić przyzwyczajenie, choć dawnych zapisków na blogu nie poprawię. Niech zostanie, jak jest. Znak czasów, błędów i wypaczeń.
Płyta na dziś: XIII Stoleti "Intacto". Tegoroczna. Wow!, TA czaderska prowadząca gitara pozostała bez zmian. Lubię to nawalane przez nią niemal punk-rockowe tempo, no i te uroczyste partie instrumentów klawiszowych - także przecież niczym punk proste. Muzyka tego zespołu zbudowana została na niewyszukanych środkach, a jednak posiada jakąś niezwykłą moc. Człowiek od razu wkracza do starych murów opuszczonych zamczysk, w których wybrańcom ukazuje się duch Elżbiety, z finałowej pieśni "Straceni w Karpatach".
Spójrzmy tylko na niektóre tytuły... "Phobia Nocturna", "Horror Monsters", bądź "Černá Věž" (czyli, czarna wieża). Płyta się kręci na cały regulator. Cegły próbują wyskoczyć z szyku, ale ciężar muzyki utrzymuje je w ryzach. Nie wiedziałem, że oni nadal tak kapitalnie grają. A może nawet jeszcze lepiej. Już tylko dla "Intacto" (z hiszpańska: nienaruszony) warto posiąść tę zabawkę.
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) -
www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"
![]() |
| Po jednym zdaniu z moim ulubionym Panem posłem Stefanem Niesiołowskim |
czwartek, 17 listopada 2016
SVARTANATT - "Svartanatt" - (2016) -
SVARTANATT
"Svartanatt"
(THE SIGN RECORDS)
*****
Svartanatt tworzy piątka zarośniętych i zapuszczonych facetów, przypominających nieco swym wizerunkiem Geezera Butlera, gdzieś z okolic 1970 roku. Muzycznie zresztą wcale nie stojąc daleko od jego upodobań, choć o kopiowaniu Black Sabbath w tym konkretnym przypadku mowy nie ma. Nawet jeśli ich archeo-masywnym brzmieniem Szwedzi nie pogardzają.
Svartanatt, czyli "czarna noc" (czyżby nawiązanie do klasycznego hitu Deep Purple?), grają prog-hard'n'heavy stylizowane na epokę przełomu 60/70's. I są w tym albo obecnie najlepsi, albo jeszcze do lepszych nie udało mi się dotrzeć. Na pewno wiarygodni, porywający, by nie rzec obłędni. Przyznam, że nie przepadam za tymi wszystkimi Answer'ami, Blues Pillsami czy White Stripes'ami, w których tak wielu upatruje odnowicieli i wskrzesicieli starego dobrego grania. Natomiast, ta oto konkretna płyta, po prostu zwala z nóg. I to w biały dzień, choć z dostojeństwem owej czarnej nocy. Ciężkie brudne garażowe gitary, do tego surowe, wręcz prymitywne brzmienie, a także stosowna realizacja całości. Grupa jawi się tak, jakby autentycznie przeniosła się z tamtej epoki, a my tylko przypadkowo ją dopiero teraz odkrywamy. Jest w niej wszystko, co fani starego rocka kochają - zarówno wspomniane czadowe gitary, ale i hammondowsko-brzmiące organy, masywna mięsista perkusja, plus odpowiednio chrypliwy wokalista, a także gitarzysta Jani Lehtinen. Słowem: kaskada muzealno-metalowych brzmień - super! Tego typu anachronizmy przyjemnie popieszczą podniebienia entuzjastów tych wszystkich dawnych Black Sabbath, Deep Purple, Indian Summer, Jody Grind, Nektar, Uriah Heep, UFO, Atomic Rooster, Birth Control, T2, itp. grup.... I choć spośród dziesięciu zawartych tu kompozycji wszystkie autentycznie wydają się bezbłędne, to bez wątpienia trafiła się pośród nich perła nad perły, a jest nią 6,5-minutowa "Thunderbirds Whispering Wind". Cóż za klimat, cóż za granie! Trudno przelać na kartkę papieru to, co tam się dzieje, a ludzkie serce przeżyć musi. Organy, gitary, z początku dostojny śpiew, by w konsekwencji dojść do granic absolutnego szaleństwa. Czysty obłęd i bez wątpienia jedna z najwspanialszych kompozycji ostatnich wielu lat. Wierzyć się nie chce, że naprawdę ten numer nie powstał cztery dekady temu, wszak od takiego czasu powinien "straszyć" w niejednym domu.
Jeśli ktoś pomyśli, że na tym koniec, to.... Proszę koniecznie posłuchać całej pozostałej reszty. Od króciutkiego 2,5-minutowego "Filled Up With Darkness", poprzez nawet jawiące się przebojowo "Times Are Changing" oraz singlowego "Demon", aż po fantastyczny finałowy, hard rockowy, ale i niemal mistyczny "Destination No End". Organy w nim brzmią, niczym najszlachetniejsze Hammondy, natomiast to, co gitara maluje mniej więcej w połowie tej kompozycji, musi przyprawić o ciarki.
Podobnie ciepłymi słowami należałoby obdarować nazbyt niestety krótkawe "Rocket" czy "Dreams", jak też uroczy w swej prostocie "Dead Mans Alley", bądź przebojowy, blisko 6-minutowy "Secrets Of The Earth".
Ta płyta obudziła we mnie uśpionego demona-łasucha na tego typu rock-wymiatanie. Ależ kapitalna muzyka! Co za album, co za w ogóle fantastyczny 2016 rok.
P.S. Dzięki szczególne dla Piotrka "nie tylko maszyny są naszą pasją", bo gdyby nie on, nigdy nie poznałbym tej muzyki.
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) -
www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"
środa, 16 listopada 2016
WICKMAN ROAD - "After The Rain" - (2016) -
WICKMAN ROAD
"After The Rain"
(AOR HEAVEN)
****1/2
Chce mi się żyć, gdy słucham tej muzyki. Dzięki niej wszelakie demony ustępują miejsca dobrym emocjom. Myślę, że gdyby ludzkość słuchała tego typu grania, na świecie panowałyby niepodzielnie miłość i pokój. A przede wszystkim, uśmiechalibyśmy się wzajemnie.
Wickman Road, to debiutujący szwedzki melodic-rockowy kwintet, któremu pisanie ultrachwytliwych piosenek przychodzi z niesamowitą łatwością. Zapewne w ich klawiszowo-gitarowym, i wcale nieciężkim rocku, odnajdą się entuzjaści legendarnych dokonań takich mocarzy, jak: Europe, FM, Glass Tiger, Signal, Bon Jovi czy Foreigner, jak i też wielu ich obecnych kontynuatorów.
Muzycy tego na razie wciąż mało znanego zespołu spełniają wszystkie kryteria, by tworzyć upragniony rodzaj sztuki na najwyższym poziomie. Kto wie, być może nawet w niedługim czasie staną się wiodącym AOR-owym bandem na Starym Kontynencie.
Wokalista Eric Ahlqvist posiada fajny, charakterystyczny głos, zaś jego koledzy po prostu wymiatają. I trzeba być bardzo odpornym, by nie ulec czarowi przepięknym kawałkom, w rodzaju: "After The Rain", "Breaking Free", "I Can't Wait Anymore", bądź balladom: "I Believe In You", "No Matter The Distance" czy "All Alone". W tej ostatniej, do partii chóralnych, muzycy wykorzystali nawet zniekształcający vocoder.
Szkoda, że płyta nie występuje w krajowej dystrybucji, przez co ominie wielu rodzimych miłośników gatunku. Ja także trafiłem na nią zupełnym przypadkiem podczas wizyty w jednym z berlińskich sklepów. I to też dzięki kompanowi, który ją dla mnie sokolim okiem wyszukał.
To, czym rozczarowali niedawno na drugim albumie Seven, w pełni właśnie zrekompensowali Wickman Road. I oby tylko oni za czas jakiś na swej "dwójce" nie obniżyli lotów.
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) -
www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"
wtorek, 15 listopada 2016
LEONARD COHEN - "You Want It Darker" - (2016) -
LEONARD COHEN
"You Want It Darker"
(SONY MUSIC)
*****
Kto by pomyślał, że będzie to ostatnie słowo. W moim niekrótkim przecież życiu Leonard Cohen był od zawsze, i myślałem, że już tak pozostanie.
Odnoszę wrażenie, iż takie "The Partisan", "Who By Fire" czy "So Long, Marianne", poznałem jakby przed chwilą. Nawet jeśli to już kilka dekad. Nigdy nie brałem pod uwagę, że kiedyś nadejdzie TEN dzień.
Początek roku przywitał śmiercią Davida Bowiego, który kilkadziesiąt godzin wcześniej opublikował niesamowitą płytę "Blackstar". I jakże inaczej słuchało się jej po dziesiątym stycznia.
Leonard Cohen kilka niewielkich tygodni temu, i bez żadnego pośpiechu, a wraz z obowiązującymi w katalogu wydawniczym procedurami, wydał zbiór najnowszych piosenek. Jest ich tylko dziewięć, i nie pochłoną one z Państwa życia zbyt wiele czasu. Wszak to zaledwie 36 minut, z jeszcze nic nieznaczącymi kilkunastoma sekundami. Dlatego proszę się do nich przyłożyć i posłuchać z należną uwagą. Nie tylko usłyszymy zbiór ładnych melodii, ale i poruszających tekstów, które zupełnie inaczej odczytujemy właśnie dzisiaj. Przed 11 listopada wszystko pachniało inaczej. Bo choć Artysta odszedł jeszcze kilka dni wcześniej, to dopiero od wspomnianego piątkowego poranka nawarstwiały się wieści o śmierci tego niesamowitego piosenkarza, pieśniarza, barda, poety, człowieka o przenikająco gołębiej wrażliwości i ponuro-pięknym głosie.
Warto podkreślić, że z każdą płytą głos Cohena stawał się coraz grubszy, jakby "potęgująco" twardszy. Czasem basowe głośniki mych domowych kolumn z trudem wytrzymywały poziom Jego mocy.
Ten nietuzinkowy facet odegrał przeogromną rolę w moim życiu. Pokłonom nie może być końca, albowiem jego poruszające do głębi songi towarzyszyły w radosnych, jak i tych smutniejszych chwilach mego życia. Przy czym, wielkie ukłony dla mojej Siostrzyczki, która w odpowiednim czasie wepchnęła do Jego rzeki.
Otwierający i tytułowy zarazem "You Want It Darker" w zasadzie wyjaśnia wszystko. Chociaż, czy chwilę po albumowej premierze, należycie odczytalibyśmy słowa: "...mój Ty Panie, oto jestem, jestem gotów...(...)...zdmuchnijmy płomień, jeśli chcesz, by nastał mrok..."?. Leonard Cohen wyrecytował powyższe dostojnie, z należną powagą i pełnią świadomości. I co z tego, że tak piękną do niego melodię splótł sam Patrick Leonard - ten od sukcesów Madonny czy choćby Rogera Watersa, a nowoczesną oprawą przyodział syn Mistrza - Adam (jak całą zresztą tę płytę), zapewne wolelibyśmy, by te inicjujące album bliskie pięć minut, powstało sporo później.
W zasadzie we wszystkich melorecytowanych songach z "You Want It Darker" odnajdziemy nastrój życiowego podsumowania, bez jakiejkolwiek nadziei na remedium.
Piosenki, choć produkcyjnie podane perfekcyjnie, a czasem i nawet nowocześnie, noszą w sobie najskromniejszą i wyciszoną niemal do maksimum oprawę. A przecież nie zabrakło im pianina, organów, czasem i skrzypiec, a też nierzadko żeńskich wokalnych partii. Wspomniane skrzypce poruszają jakoś szczególniej w "It Seemed The Better Way". Co tam poruszają, David Davidson za ich sprawą wyciśnie niejedną z serca płynącą łzę. Skrzypcowej repryzy w albumowej codzie, splecionej z tematem kompozycji "Treaty", też prosiłbym nie przegapić.
Entuzjastów Mistrza chyba nie muszę do tej płyty namawiać. Dlatego nie widzę sensu rozbierania poszczególnych z niej songów na części pierwsze. Przy czym polecam każdemu z nas płynący przekaz z "If I Didn't Have Your Love": "...zupełnie jakby słońce lśnić przestało, i nie zostało już nic, co moglibyśmy poczuć, bo takim byłoby moje życie, gdyby nie Twa ożywiająca je miłość...".
Tylko Leonard Cohen mógł napisać odpowiednie postscriptum. I tylko Jego stać było na tyle artystycznych bogactw, które naszym barkom przyjdzie ocalać od zapomnienia.
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) -
www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"
Subskrybuj:
Posty (Atom)


































