RADIO AFERA "Nawiedzone Studio", niedziela, godz. 22.00 - 2.00 (98,6 FM Poznań)
POLSKIE RADIO POZNAŃ "Sobotni wieczór andy'ego", sobota, godz. 23.00 - 1.00 (100,9 FM Poznań)
poniedziałek, 31 stycznia 2011
"AUT-TEJKI"
Zapytano mnie, cóż to są te "Aut-tejki", które pojawiają się zawsze na dole, tuż pod rozpiską danej audycji? No tak, to jakby moja wina, bo zdaje się, że nigdy tego nie wyjaśniłem. Jakoś nie było okazji, pytań,... Otóż, te "aut-tejki" to odrzuty z Nawiedzonego Studia, z danego programu, czyli płyty, które planowałem zagrać, ale zabrakło dla nich czasu, w tym konkretnym programie. Wiele z tych tytułów gram w późniejszych programach, lecz niestety nie wszystkie, gdyż np. za tydzień czy dwa , przechodzi mi ochota ,tzn.zmienia się mój nastrój i muzyka powraca na domową półkę z płytami i cierpliwie czeka na kolejną okazję, czy po prostu kolejny kaprys Nawiedzonego. To tak trochę jak z muzykiem, piszącym piosenki na nową płytę. Częstokroć tworzy on 15-20 piosenek, a finalnie na płytę trafia ich 8-10, reszta do szuflady lub w zapomnienie. Po latach jakaś wytwórnia postanawia wydać ten niechciany i niepublikowany materiał i okazuje się, że to rzeczy wspaniałe, a my nie pojmujemy, dlaczego artysta je w swoim czasie odrzucił. Oczywiście, bywają i takie gnioty, że znakomicie rozumiemy podjęcie takiej decyzji. I ,mniej więcej, bardzo podobnie jest w przypadku programów niedzielno-nawiedzonych. Ale uwierzcie mi, że zawsze kiedy o drugiej w nocy pakuję z powrotem płyty do nawiedzonej torby, gryzie mnie sumienie, dlaczego nie zagrałem tego czy tamtego. I choć cztery godziny audycji wydają się być dłużyzną w nieskończoność, to mnie ten czas przelatuje w try miga. Jeszcze dobrze płyt nie rozłożę, ledwie zajawka się skończy, ledwie się przywitam, zapodam dwa, trzy utwory, a tu już 23-cia i pierwsza godzina dobiega końca. W latach 90-tych miałem w tygodniu aż trzy audycje. W nieistniejącym Radio Fan, były to trzy godziny w niedzielę i dwie w środę, no i oczywiście niedzielne Nawiedzone. Przez cały tydzień słuchałem i zapisywałem. Powstawały z tego audycje. Sami oceńcie jakie. Jednak, gdy dochodzi do wspominek, rozmów z Wami, wiem, że warto było je tworzyć. Mając trzy audycje mogłem pozwolić sobie na większą różnorodność, poszerzyć wachlarz muzycznych fascynacji w eterze. Dzisiaj muszę zadowolić się tym co mam. Boli mnie, bo płyt posiadam od cholery i wszystkie je znam, a multum wręcz kocham. Boli mnie, gdy uświadamiam sobie, ileż bzdetnych audycji wiruje w przestworzach, często "tworzonych" przez beznamiętnych prezenterów, uważających się za znawców. Już nie wspomnę, że większość z nich nie zbiera płyt, nie kocha "naprawdę" muzyki, a chce zabłysnąć i bełkocze coś tam pod nosem, nastawiając muzykę najczęściej z laptopa lub wgranych do kompa empetrójek. Ohyda. To nie ma być argument na to, by Masłowski wyżebrał dodatkowy program, absolutnie nie. Wystarczy mi to co mam. Choć szkoda, bo sił mi nie brakuje, entuzjazmu, pomysłów, płyt, itp... Niestety, czasem trzeba swoje emocje i pomysły wrzucić do szuflady z napisem "aut-tejki".
sobota, 29 stycznia 2011
ROXETTE w Warszawie, 19 czerwca 2011
ROXETTE zagrają 19 czerwca 2001 na warszawskim "Torwarze" (ul. Łazienkowska 6a) jedyny koncert w Polsce.
Bilety w cenie: 121 , 143 , 154 oraz 679 zł można nabywać m.in. na stronie: www.eventim.pl
Bilety w cenie: 121 , 143 , 154 oraz 679 zł można nabywać m.in. na stronie: www.eventim.pl
PENDRAGON - trasa po Polsce (12 kwietnia w Poznaniu)
PENDRAGON - trasa koncertowa po Polsce :
12.04.2011 - Poznań, klub "Blue Note"
13.04.2011 - Gdańsk, "Parlament"
14.04.2011 - Bydgoszcz, "Filharmonia Pomorska"
15.04.2011 - Warszawa, klub "Progresja"
16.04.2011 - Kraków, "Loch Ness"
17.04.2011 - Bielsko-Biała, "BCK"
18.04.2011 - Wrocław, "Firlej"
20.04.2011 - Katowice, "Teatr Śląski"
12.04.2011 - Poznań, klub "Blue Note"
13.04.2011 - Gdańsk, "Parlament"
14.04.2011 - Bydgoszcz, "Filharmonia Pomorska"
15.04.2011 - Warszawa, klub "Progresja"
16.04.2011 - Kraków, "Loch Ness"
17.04.2011 - Bielsko-Biała, "BCK"
18.04.2011 - Wrocław, "Firlej"
20.04.2011 - Katowice, "Teatr Śląski"
ABRAXAS , COLLAGE - cytat Andrzeja z forum "Nawiedzonego..." i takie tam ...
Andrzej z Zielonej Wyspy wczoraj na forum napisał:
"Wreszcie udało mi się skompletować całą dyskografię polskiej grupy Abraxas. Wbrew pozorom wcale nie było to łatwe zadanie, bo o ile ich genialny debiut i płyta koncertowa są do dostania, to aby zdobyć pozostałe dwa albumy (w wersji polsko i anglojęzycznej) musiałem się zdrowo nagimnastykować. Warto było, wczoraj dostałem płytę "99" i z tej okazji słucham dzisiaj Abraxas. Ciekawe jak graliby teraz, gdyby przed laty nie zakończyli działalności? Moim zdaniem był to najciekawszy, nasz rodzimy zespół progresywno - rockowy i nie dam się zakrzyczeć fanom Collage, który moim zdaniem jest tylko progresywny, zaś rockowego pazura nie słyszę w ich muzyce wcale."
Z racji, iż nie jestem zalogowany na forum, pozwoliłem sobie na wklejenie tekstu Szacownego Andrzeja na mój blog i dopisanie czegoś od siebie.
Przede wszystkim gratuluję Andrzejowi zebrania pełnej dyskografii Abraxas. Faktycznie, album "99" nie jest tytułem łatwym do zdobycia, a i zresztą w ogóle płyty Abraxas nie leżą sobie w sklepach ot tak, po prostu. I tu, rzecz jasna, może pojawić się ironiczny uśmiech wszechobecnego złodziejstwa sieciowego, ale o nich już nawet nie mam siły mówić czy pisać. Haft! Wszystkie ich płyty, tak przy okazji, są bardzo dobre. Osobiście najwięcej uczucia żywię do "jedynki". W ogóle do początków Abraxas. Pamiętam ich początki. Pamiętam koncert w Parku Wilsona w klubie, na którym było , ja wiem, może dziesięciu widzów. Panowała tam atmosfera, nawet nie kameralna, lecz bliska domowej. Pamiętam jak Adam Łassa robił długie wprowadzenia do każdego z utworów. Były to ich historie bądź osobiste przemyślenia. Grupa była zaangażowana, jakby grała dla tysiąca widzów. Fajne czasy.
Muzyki Abraxas słuchało się jeszcze lepiej, gdy tak pięknie o niej mówił nieodżałowany Tomek Beksiński. Zresztą po jego śmierci, wielu wykonawców lubianych w naszym kraju, troszkę, a czasem nawet i bardzo, utraciło na swej mocy czy popularności, jak np: Lacrimosa, XIII Stoleti, The Legendary Pink Dots, Closterlkeller, Peter Murphy, Peter Hammill, i wielu innych... , a którzy to tworzą po dziś dzień. Szkoda. Nie ma komu już propagować takiej muzyki. A nawet jeśli, to nikt nie już potrafi tak pięknie o niej mówić. Abraxas do tego grona "artystów zapominanych" także się zalicza. Dlatego, namawiam, by każdy z Was pisał i mówił o takich wykonawcach, czy to na forum Nawiedzonego, czy na spotkaniach z przyjaciółmi, gdy pojawia się temat: muzyka, itd... Oczywiście nic na siłę. Wiem, że każdy z nas posiada większość przyjaciół, znajomych, dla których muzyka niewiele, bądź nic nie znaczy, lecz nie warto się poddawać. W swoim życiu udało mi się kilku kumpli zarazić muzyką, a nawet kupowaniem płyt, dlatego nie załamujcie rąk.
Na sam koniec pozostawiłem sobie Collage. Tutaj się nie zgodzę z moim przedmówcą :-) Grupa Collage czy Abraxas, to niekoniecznie grupy, które w swej art-rockowej twórczości muszą pokazywać przysłowiowe pazury. Takie określenie bardziej pasuje mi do gitarowych wymiataczy i tym podobnych, a od Collage zawsze oczekiwałem subtelności, bajkowości i melodyjności, a w tym grupa była na naszym skromnym podwórku mistrzem. Te dzisiejsze nudziarstwa Mirka Gila, jako Mr.Gil ,czy o zgrozo, mdłe do bólu Believe, to oczywiście i ja chętnie sobie odpuszczam, mówiąc najdelikatniej. Ale Collage !!! Oj nie, będę bronić pełną i nabrzmiałą klatką piersiową. Uważam, że płyta "Moonshine" to najpiękniejsza polska progresywna płyta wszech czasów!!! Oczywiście, blisko do niej debiutom Abraxas czy Exodus. Ale blisko, nie oznacza postawienia ich na najwyższym miejscu podium.
Musiałem sobie ulżyć, choć i tak Szanownego Andrzeja z Green Island uważam za jednego z największych autorytetów spośród dzisiejszych odbiorców muzyki. Przy okazji pozdrawiam serdecznie Jego jak i Wasze Nawiedzoności.
"Wreszcie udało mi się skompletować całą dyskografię polskiej grupy Abraxas. Wbrew pozorom wcale nie było to łatwe zadanie, bo o ile ich genialny debiut i płyta koncertowa są do dostania, to aby zdobyć pozostałe dwa albumy (w wersji polsko i anglojęzycznej) musiałem się zdrowo nagimnastykować. Warto było, wczoraj dostałem płytę "99" i z tej okazji słucham dzisiaj Abraxas. Ciekawe jak graliby teraz, gdyby przed laty nie zakończyli działalności? Moim zdaniem był to najciekawszy, nasz rodzimy zespół progresywno - rockowy i nie dam się zakrzyczeć fanom Collage, który moim zdaniem jest tylko progresywny, zaś rockowego pazura nie słyszę w ich muzyce wcale."
Z racji, iż nie jestem zalogowany na forum, pozwoliłem sobie na wklejenie tekstu Szacownego Andrzeja na mój blog i dopisanie czegoś od siebie.
Przede wszystkim gratuluję Andrzejowi zebrania pełnej dyskografii Abraxas. Faktycznie, album "99" nie jest tytułem łatwym do zdobycia, a i zresztą w ogóle płyty Abraxas nie leżą sobie w sklepach ot tak, po prostu. I tu, rzecz jasna, może pojawić się ironiczny uśmiech wszechobecnego złodziejstwa sieciowego, ale o nich już nawet nie mam siły mówić czy pisać. Haft! Wszystkie ich płyty, tak przy okazji, są bardzo dobre. Osobiście najwięcej uczucia żywię do "jedynki". W ogóle do początków Abraxas. Pamiętam ich początki. Pamiętam koncert w Parku Wilsona w klubie, na którym było , ja wiem, może dziesięciu widzów. Panowała tam atmosfera, nawet nie kameralna, lecz bliska domowej. Pamiętam jak Adam Łassa robił długie wprowadzenia do każdego z utworów. Były to ich historie bądź osobiste przemyślenia. Grupa była zaangażowana, jakby grała dla tysiąca widzów. Fajne czasy.
Muzyki Abraxas słuchało się jeszcze lepiej, gdy tak pięknie o niej mówił nieodżałowany Tomek Beksiński. Zresztą po jego śmierci, wielu wykonawców lubianych w naszym kraju, troszkę, a czasem nawet i bardzo, utraciło na swej mocy czy popularności, jak np: Lacrimosa, XIII Stoleti, The Legendary Pink Dots, Closterlkeller, Peter Murphy, Peter Hammill, i wielu innych... , a którzy to tworzą po dziś dzień. Szkoda. Nie ma komu już propagować takiej muzyki. A nawet jeśli, to nikt nie już potrafi tak pięknie o niej mówić. Abraxas do tego grona "artystów zapominanych" także się zalicza. Dlatego, namawiam, by każdy z Was pisał i mówił o takich wykonawcach, czy to na forum Nawiedzonego, czy na spotkaniach z przyjaciółmi, gdy pojawia się temat: muzyka, itd... Oczywiście nic na siłę. Wiem, że każdy z nas posiada większość przyjaciół, znajomych, dla których muzyka niewiele, bądź nic nie znaczy, lecz nie warto się poddawać. W swoim życiu udało mi się kilku kumpli zarazić muzyką, a nawet kupowaniem płyt, dlatego nie załamujcie rąk.
Na sam koniec pozostawiłem sobie Collage. Tutaj się nie zgodzę z moim przedmówcą :-) Grupa Collage czy Abraxas, to niekoniecznie grupy, które w swej art-rockowej twórczości muszą pokazywać przysłowiowe pazury. Takie określenie bardziej pasuje mi do gitarowych wymiataczy i tym podobnych, a od Collage zawsze oczekiwałem subtelności, bajkowości i melodyjności, a w tym grupa była na naszym skromnym podwórku mistrzem. Te dzisiejsze nudziarstwa Mirka Gila, jako Mr.Gil ,czy o zgrozo, mdłe do bólu Believe, to oczywiście i ja chętnie sobie odpuszczam, mówiąc najdelikatniej. Ale Collage !!! Oj nie, będę bronić pełną i nabrzmiałą klatką piersiową. Uważam, że płyta "Moonshine" to najpiękniejsza polska progresywna płyta wszech czasów!!! Oczywiście, blisko do niej debiutom Abraxas czy Exodus. Ale blisko, nie oznacza postawienia ich na najwyższym miejscu podium.
Musiałem sobie ulżyć, choć i tak Szanownego Andrzeja z Green Island uważam za jednego z największych autorytetów spośród dzisiejszych odbiorców muzyki. Przy okazji pozdrawiam serdecznie Jego jak i Wasze Nawiedzoności.
piątek, 28 stycznia 2011
FISH w Poznaniu 30 marca 2011, w klubie "Blue Note"
F I S H
30 marca 2011
Klub "BLUE NOTE", godz. 20:00
30 marca 2011
Klub "BLUE NOTE", godz. 20:00
BILETY
w cenie promocyjnej:
90 pln
110 pln (siedzące)
do dnia 20 marca !!!!!
110 pl
130 pln (siedzące)
od 21 marca
w cenie promocyjnej:
90 pln
110 pln (siedzące)
do dnia 20 marca !!!!!
110 pl
130 pln (siedzące)
od 21 marca
Po wizycie u fryzjera, o pardon!...fryzjerki
To miłe, gdy wchodzi się do saloniku fryzjerskiego, a Pani pamięta kiedy byłem po raz ostatni u niej na fotelu. Po grzecznościowym dzień dobry, otrzymuję z ust wszystkich 4 pracowników saloniku to samo, a na dodatek jeszcze od dwóch klientów, właśnie obsługiwanych. Siadam, a Pani po 5 miesiącach już wie, jak ja lubię. Że uszka odkryte, że bałaganik na głowie, byleby po umyciu po grzebień nie sięgać, itd... Ale Pani także wie, jakich to poprawek na własnej głowie dokonałem sam przez ten szmat czasu mego niebytu u niej: "aaaa! tutaj pan sobie podciął z lewej strony" , dodając po chwili: "i grzyweczkę nierówno pan sobie przyciął". Na nic moje tłumaczenia, że brak czasu, że to, że tamto. Koleżanka Pani mnie strzygącej już siorbie ze śmiechu. Po chwili śmiejemy się wszyscy, ale wewnątrz tego śmiechu jest mi głupio i wstyd. Bo jak taka zarośnięta małpa wyglądałem. Zaoszczędziłem może 14-16 zł, a śmiechu innych się na sobie dorobiłem. Ale co tam, przecież to w końcu, nie pierwszy raz! Pewnie i nie ostatni. Zawsze idę, gdy już dłużej funkcjonować się nie da. Tak samo jest z lekarzem, z urzędem, czy z jakimkolwiek innym przymusem, nawet gdyby niechcący był on przymusem przyjemnym, bo akurat wizyta u fryzjerki do niemiłych przesz nie należy. Człowiek wszak przymusu nie lubi, i przeważnie pójdzie swoją drogą. Najczęściej inną. Za tzw. moich czasów ambicją było wykręcenie się z wojska i służenie dla socjalistycznej ojczyzny. Dzisiaj już dla ojczyzny wolnej, służenie w wojsku jak najbardziej tak, bo za pieniądze, ale beze mnie, zawsze i bez względu na okoliczności. Niech służą tylko ci co chcą, ale niech nie płaczą matki i żony, gdy ich ukochany z Afganistanu nie powróci. Bo żona myślała, że mąż pojedzie, zarobi, duużo zarobi, a później kupi to, tamto i będą żyć lepiej od tego ,który do fabryki każdego ranka biega, za marne tysiąc pięćset. Nie ma nic za darmo. Może ci się uda i spełnisz sen o lepszym życiu. Lecz, jeśli się nie uda, nie płacz, nie miej pretensji, bo twoja pazerność wysłała chłopa na front zupełnie nam niepotrzebny. Ja wolę chodzić do fryzjera za 14 zł, ale jeśli damulka musi ugrzewać dupsko przy kawce u fryzjerki i napompować sobie włosy za złotych 200, to cóż..., bo niejeden facet pantoflarz przecież zrobi wszystko, byleby go tylko damulka z małżeńskiego łoża nie wykopała. A damulce rozum do głowy wskoczy dopiero, gdy samej przyjdzie upaść na bruk i samej zarobić na bycie piękną, ale już nie za 200 zł, bo takiego poświęcenia sama na siebie nie zarzuci.
Powyższy tekst ma wymiar osobisty, choć bezpośrednio mnie i mojej rodziny nie dotyczy - na szczęście.
Wszelkie próby dopytywania się, o co chodzi..., spełzną na niczym - tak na marginesie.
Powyższy tekst ma wymiar osobisty, choć bezpośrednio mnie i mojej rodziny nie dotyczy - na szczęście.
Wszelkie próby dopytywania się, o co chodzi..., spełzną na niczym - tak na marginesie.
3 lutego 2011- dniem bez Smoleńska !!!
W pełni popieram akcję Janusza Palikota, aby dzień 3 lutego br. uczynić dniem bez Smoleńska. I potępiam Facebook za usunięcie tejże inicjatywy. Najprawdopodobniej pracują tam tchórzliwi obywatele, na szczęście wciąż wolnej Polski, którzy chcą zarabiać bezpieczne i pewne pieniądze, bez nastawiania karku. Dobrze, że się wypisałem z tego śmiesznego portalu już dawno temu.
Przeczytaj na: www.palikot.blog.onet.pl
i podaj dalej !!!
Przeczytaj na: www.palikot.blog.onet.pl
i podaj dalej !!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)