poniedziałek, 20 czerwca 2022

hate über alles

Zaskakująco udani najnowsi Kreator. Na ich płytę czekał mój Szwagier Szymon. Uwielbiał tych germańskich thrashowców. Miał w domu nawet pierwsze tłoczenia ich najstarszych kompaktów. Niestety nie doczekał "Hate Über Alles", ponieważ umarł w lutym. Ale doczekał numeru tytułowego, czego wyraz uznania zdążył jeszcze wyrazić na swoim facebookowym profilu.
Dokonywałem ostatnio zakupów u dystrybutora "Hate Über Alles". Tego konkretnego tytułu nie planowałem, przyznaję. Kreator to jakoś nigdy nie była moja bajka, acz faktem, mam w zbiorach nawet ze dwa ich starsze kompakty. Pracownikowi działu handlowego owej firmy, przy zamówieniu niewinnie dopisałem: "Nie bądźcie wiśnie, dorzućcie jakieś fajne promo do mojego radia, co można Wam podpromować, a z czym mógłbym się przy okazji dodatkowo zapoznać. Na pewno coś macie". Ku zaskoczeniu, nie wrzucili kolejnego melodicrocka, a opancerzonych fabryczną folią nowiuśkich Kreator. Pomyślałem, przeceniają moją otwartość na muzykę, ale ok, spróbuję. I wszystko pojąłem, gdy tylko "Hate Über Alles" rozkręciło się na dobre. Od razu pomyślałem: to jakiś znak. Misja dziedziczenia muzyki po kimś, kto ją kochał, lecz już samemu z uczuć się nie wyspowiada.
No więc, całkiem serio nowi Kreator nagrali kapitalny album. Robi się przemiło, gdy nareszcie mogę wyrazić zachwyt wobec najprawdziwszego thrashu, a nie tej ugrzecznionej i przereklamowanej Metalliczki.
Przede wszystkim, rewelacyjny numer "Midnight Sun". Taki nie do nasłuchania. Ostatnio go sobie zapętliłem i kręcił się przez godzinę. No i świetne featuring. Skąd oni wytrzasnęli tę Sofię Portanet. Fantastyczna babka. Cóż za traf. Sprawdziłem, Sofia to nieco ponad trzydziestoletnia Niemka, z ojca Hiszpana, przy czym absolwentka dorastania paryskiego. W życiu przeszła przez niejeden napuszony chór, aż wreszcie skończyła na wysypisku heavy metalu. No, ale taki los każdego, w kogo mieście nie straszą billboardy Fundacji Kornice.
Na dobry początek, obok "Midnight Sun", polecam jeszcze: "Strongest Of The Strong", "Pride Comes Before The Fall" oraz "Become Immortal" ("... nienawidzę Słońca, oświetla mnie ciemność..."). Warto wiedzieć, iż w żyłach tej muzyki płynie czarna krew. Być może to ona stanowić będzie o nieśmiertelności. Tego nie wiemy. Nikt nie wie, co prawda, co fałsz, co dotyk, a co ułuda.
Mille Petrozza w doskonałej formie. Wali akordy i riffy, i wciąż niesamowicie śpiewa. Dzielnie mu drugą gitarą solówkuje Sami Yli-Sirniö - i ogólnie przyjemnie mrowi.
A tak przy okazji, w latach dziewięćdziesiątych gitarzystą w Kreator był niejaki Frank Gosdzik. I ciekawi mnie właśnie, co na to w nazwiska personaliach brakujące "w", tuż po "g", a przed "o" Pan, Panie Andrzeju.
"Hate Über Alles" dobrze mi zrobiło. I wierzę, że nie tylko. Bo oto właśnie odezwał się Słuchacz z Warszawy, który kiedyś regularnie, a potem raptem zniknął. Aż się odnalazł, przy okazji zapewniając, że wciąż słuchał N.S., choć po kryjomu. I zahaczył o przywołaną teraz płytę: "... nie znam nowej płyty Kreator, ale to co puściłeś, rozwaliło mnie". 

a.m.


"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja 19/20 czerwca 2022 / Radio "Afera" - 98,6 FM Poznań




"NAWIEDZONE STUDIO"
z niedzieli na poniedziałek - 19/20 czerwca 2022 (godz. 22.00 - 2.00)
 
98,6 FM Poznań lub afera.com.pl 
realizacja i
prowadzenie: Andrzej Masłowski

Przestery, fuzy, piski, różnice w wypoziomowaniu dźwięków i inne niechciane przytulanki. Zastanawia mnie, na co to komu. I jaka radość z ustawień, z których nie da się korzystać podczas prowadzenia didżejki. Najgorsze, że w trakcie Nawiedzonego nie ma czasu na eksperymenty. Mogłoby zaowocować jeszcze większymi problemami. Szkoda wielka, że w studio brak instrukcji, jak z czegoś takiego wyjść.
Tym razem oba kompakty bez zastrzeżeń (w tym jeden przejściowy, zastępczy), ale cóż z tego, skoro audycja na straty. Nie szło z przyjemnością poprowadzić programu. Niepierwszy raz się z tym spotkałem. Ktoś lubi raz po raz coś w wewnętrznych ustawieniach konsolety pokombinować. Niestety, nie mogę dojść, co!
To była walka i chęć zatrzaśnięcia drzwi już po pierwszym antenowym wejściu. I wiecie co Szanowni Państwo, nie mam siły się o nic wykłócać i nikomu z radia wszystkiego od początku tłumaczyć. Zawsze każdy w takich sytuacjach patrzy na mnie jak na marsjanina. Na zasadzie, co ten znowu ma za problem? A ja za stary jestem, by w oczach innych robić z siebie głupa. Chciałbym jedynie robić swoje. Wchodzić do studia i sprzedawać przyniesioną sztukę najlepiej, jak potrafię. I żeby mi żadne techniczne radiowych młodziaków podstępki w tym nie przeszkadzały. Tyle, tylko tyle. Być może naiwnie, ale jednak wierzę, że za tydzień demony znikną i powróci nieprzesterowana konsoleta. A kto wie, może nawet zastanę nowego cd-playera. Merytoryczność zagwarantuję już sam. Także najlepszą muzykę i z sercem poprowadzoną całość. Wystarczy tylko nie przeszkadzać, poradzę sobie. I wiecie co, przykro mi, jak cholera, bo naprawdę ogromnie czekam na każdą niedzielę. Każdej pędzę na Rocha w poczuciu najlepszych czterech godzin tygodnia, a tu masz ci bracie los. Nie mam z najnowszej audycji żadnej satysfakcji. Cały tydzień był taki sobie, więc i konsekwentne takie też jego zwieńczenie. Ogólnie do zapomnienia. Czekam na lepsze. I obym nie usłyszał, że lepsze już było. Wklejam setlistę, resztę z serca wykreślam.
Do dobrego usłyszenia ...

 

JANI LIIMATAINEN "My Father's Son" (2022)
- The Music Box - {śpiew Renan Zonta}
- Haunted House - {śpiew Jani Liimatainen}

KREATOR "Hate Über Alles" (2022)
- Midnight Sun - {featuring Sofia Portanet}
- Strongest Of The Strong

MICHAEL SCHENKER GROUP "Universal" (2022)
- Under Attack - {śpiew Ronnie Romero}

OST "Top Gun Maverick" (2022)
- Hold My Hand - {śpiew Lady Gaga}

KATE BUSH "Hounds Of Love" (1985) - 1 miejsce w UK, patrz na dole
- Running Up That Hill (A Deal With God)

WINGS "Wings Greatest" (1978) - 80-tka Paula McCartneya
- Another Day - {singiel /1971/}
- My Love - {album "Red Rose Speedway" /1973/}

SLADE "The Slade Box - A 4 CD Anthology 1969-1991" (2006) - 76-urodziny Noddy'ego Holdera
- Run Runaway - {wersja singlowa /1984/ - inaczej niż na albumie "The Amazing Kamikaze Syndrome" /1983/}
- All Join Hands - {album "Rogues Gallery /1985/}
- Ooh La La In L.A. - {album "You Boyz Make Big Noize" /1987/}
- Universe - {singiel /1991/}

BRUCE SPRINGSTEEN & THE E STREET BAND "Hammersmith Odeon, London '75" (2006)
- Thunder Road
- Tenth Avenue Freeze-Out
- Lost In The Flood

HONEYMOON SUITE "The Big Prize" (1985) - winyl
- All Along You Knew - {gościnnie Ian Anderson}
- What Does It Take
- One By One

ANDY FRASER "Fine Fine Line" (1984) - winyl
- Fine, Fine Line
- Branded By The Fire
- Living This Eternal Dream

EDDIE AND THE TIDE "Go Out And Get It" (1985) - winyl
- Call My Name
- One In A Million
- Runnin' Wild, Runnin' Free

DAVID ROBERTS "All Dressed Up" (1982) - winyl
- Someone Like You
- Boys Of Autumn
- Midnight Rendezvous

RADIOACTIVE "xXx" (2022)
- Remember The Ghosts - {śpiew Robbie LaBlanc}

FIRST SIGNAL "Closer To The Edge" (2022)
- One More Time

FORTUNE "Level Ground" (2022)
- Hand In Hand

ZADRA "Guiding Star" (2022)
- Dream Of You

DEF LEPPARD "Diamond Star Halos" (2022)
- All We Need

TREAT "The Endgame" (2022)
- Sinbiosis

THUNDER "Dopamine" (2022)
- One Day We'll Be Free Again

 



Andrzej Masłowski 
"NAWIEDZONE STUDIO"

w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl

 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"

 

Serial "Stranger Things" odzyskał popularność dla "Running Up That Hill". Szczyt w brytyjskim zestawieniu singli. Niewiarygodne. Przynajmniej na coś nadało się masowe małpie gapienie w netflixowe seriale. Brawo Kaśka!





niedziela, 19 czerwca 2022

kanał

Wiosna na ostatniej prostej. Szybko przeleciała. Jak zawsze, zresztą. Z początku nieśmiała, chłodna, pochmurna, z czasem coraz przyjaźniejsza, by na finiszu wręcz letnia. I jak zawsze piękna, kolorowa, życiodajna, jak najmilej widziana. Za tydzień już letnie Nawiedzone, ale jeszcze dzisiaj nacieszmy się nią. Bo do kolejnej, długie trzy/czwarte roku. Będzie się dłużyło. A tak swoją drogą ciekawe, ile tych wiosen jeszcze...
Grunt, że uspokoiłem szyjkę przy zębie. Męczyła dobrych kilka dni. Pani dentystka poległa, po czym za utrapienie wziął się jej młodszy kolega po fachu, no i jakoś żyję. Oby tylko diabelstwo wieczorem nie dało o sobie znać.
Nawiedzone Studio wystartuje o 22-gej na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl
Do usłyszenia ...

a.m.


sobota, 18 czerwca 2022

urodzinowo

Dzisiaj Paul McCartney świętuje 80-tkę. Wszystkiego najlepszego!









W środę 15 czerwca, 76-urodziny obchodził Noddy Holder. Wszystkiego najlepszego!










a.m.


czwartek, 16 czerwca 2022

lies (through the 80's)

Było wczesną, jeszcze tą cieplejszą jesienią, roku odległego, kiedy z moim nowym kumplem wbiliśmy do Żydka przy Długiej. Malutki rozmiarami, acz wielki asortymentem sklep, tylko z winylami. Z czasem doszły tam jeszcze kasety, ale nie zawracajmy sobie głowy. Żydek, czyli Pan Adler, był niski, krępy, nosił grube szkła i miał poszarpane, raczej niespecjalnie wystylizowane włosy, o dotkliwie zarysowanej siwiźnie. W jego sklepie na wyciągniecie ręki było dużo dobra, choć o każde jedno trzeba było z osobna poprosić. To jeszcze nie te czasy do wertowanych samowolek. Zjawisko "diggin' " określa nową epokę rycia w płytach, a wtedy tylko osoba zza lady rozdawała karty.
Na środku lokalu była dzieląca sklep od zaplecza kotara, a za nią prawdziwe skarby, ale to już tylko dla wybrańców. Wyobrażam sobie, co tam musiało się dziać, skoro dla mnie w podstawowej części gospodarzyły na półkach same rzeczy niezwykłe. Kilka stamtąd wyciągnąłem, m.in. Nazareth "Hair Of The Dog" - przeceniony na mą prośbę z sześciuset do czterystu pięćdziesięciu, ponieważ przeskakiwało na "Beggars Day". I też w tym miejscu kupiłem Rainbow "Difficult To Cure", jak również potrzebny do dzisiejszego tekstu, gorący wówczas album Manfred Mann's Earth Band "Chance". Półkowały dwie sztuki, i do dzisiaj nie pojmuję, dlaczego jedna w cenie 950, a druga, będąca w identycznie dobrym stanie, aż po 1900. Trapi mnie, bo pewnie wciąż o czymś nie wiem, a obecnie nie da się tego rozwikłać.
Całe "Chance" szybko stało się moim muzycznym priorytetem, dlatego dziwiły mnie niekończące fatalne recenzje, jakie album otrzymywał. Z czasem płyta zasłużyła nawet na miano najgorszej w dorobku Ziemskiej Orkiestry Manfreda Manna, co spowodowało, że od zawsze wyłączam się z wszelakich dyskusji w jej temacie, ponieważ obecnie nikt już tej muzyki i tak nie słucha, nie przeżywa, a najczęściej przepisuje po starszych kolegach, którym gusta zjechały jeszcze przed sakramentalnym "tak".
"Lies (Through The 80's)" to pierwszy singiel z Chance. Drugim było "For You" - notabene świetny cover Bruce'a Springsteena. Choć to zdaje się też chyba tylko moja opinia. Nie od dziś wiadomo, że to, co dla mnie bombowe, w skali ogólnej raczej ble. No, ale powróćmy do "Lies (Through The 80's)" i strony B singla, tajemniczo zatytułowanego "You're Not My". Ojojoj, czyżby to nowy, jakiś pozaalbumowy track? Nic z tego. To "Adolescent Dream", jedynie na potrzeby singla lekko zmodyfikowane. Głównie za sprawą mylącego wielu ludzi tytułu.
"Lies (Through The 80's)", czyli "Kłamstwa przez całe lata osiemdziesiąte", otwierało album i okazało się fantastyczną syntezatorowo-gitarową piosenką, z wiodącym wokalnie Chrisem Thompsonem (który na tej płycie już tylko epizodycznie), któremu nieprzerwanie uroczo dośpiewywał zespołowy chór. Uwielbiam brzmienie Manfreda Manna. Szczególnie jego wirtuozerski popis w sercu kawałka. Szkoda, że tak krótki. Przepadam również za nieustępliwie tnącą gitarą oraz tą niesamowitą, prześliczną końcówką, łagodzącą wezbrany na trzech/czwartych temperament. A tekst? Wtedy miał być proroczy jedynie wobec nowej dekady 80's, a myślę sobie, że do czasów obecnych pasuje jeszcze bardziej: "... przez całe lata osiemdziesiąte nasze stopy odwracać się będą od przeszłości...", z konkludującą ostatnią linijką: "... widziałem dzieciaka bez uśmiechu na twarzy".  

a.m. 


danger zone

Producenci "Top Gun" na numer przewodni mieli do wyboru dziesiątki piosenek, a jednak żadna z tak zwanych gotowców im nie kontentowała. Złożyli więc zamówienie u samego - wszechmogącego - Giorgio Morodera. U człowieka, u którego można oprzeć głowę na ramieniu nawet w sytuacji beznadziejnej. I misja szybko się dokonała. Z tym, że Moroder nie czuł się na siłach, by wykonać solo, poczynił więc przymiarki wobec Toto, ale że nic z tego nie wyszło, a i wkrótce przed oczyma mignęło jeszcze paroma innymi niepewnościami, tym większa nadeszła ulga, gdy okazało się, że ostatecznie wyniuchano fantastycznego Kenny'ego Logginsa. Artystę obozu CBS, podobnie jak wspomniani Toto czy w ogóle wydawca całego "Top Gun". Tu należy dodać, iż sam Moroder był wówczas związany z Virgin. Nie miało to jednak wpływu na żadne z tego tytułu komplikacje. Zaskakujące, że ostatecznie Toto w ogóle nie załapali się na soundtrack, choć swoje miejsce zaznaczyli ówcześni ich konkurenci - Cheap Trick czy Loverboy.
"Danger Zone" od początku emanowało chęcią osiągnięcia sukcesu, jednocześnie pociągając za sobą całą resztę, równie wybornych TopGun'owych kawałków. Do dzisiaj ów numer jawi się jednym z najbardziej rozpoznawalnych soundtrackowych songów w historii muzyki. Jego krzepa przyspiesza bicie serca, i niedziwne, że w gorącym "Top Gun Maverick" oferowano mu drugie życie. To jednocześnie jedyna i niepowtarzalna okazja, by przeglądając się w lustrze historii puścić oczko ku młodszemu odbiorcy z muzyką, której obecnie na listy przebojów już nikt nie przemyca.
Najnowszy film ma wiele wspólnego ze swoim poprzednikiem, w zasadzie jest nawet jego ciągiem dalszym, jednak muzyczne ścieżki różnią się zauważalnie. Na tegorocznej dominuje muzyka ilustracyjna, a piosenek ledwie trzy. Nie licząc tych ze sceny barowej, gdzie z szafy grającej wydobywają się mocno wyciszeni, a nawet trzecioplanowi (choć przecież pierwszorzędni) David Bowie, T.Rex czy Foghat. Na "jedynce" jest ich jednak cały szwadron. Z kolei pole instrumentalne, wypełnia tam tylko jeden, za to gigantyczny temat "Top Gun Anthem". Nieprawdopodobnie piękna rzecz. Melodia tej miary, co "The Loner" Gary'ego  Moore'a. Przy czym, Moore dokonał swego cudu jednak rok później. Wychodzi więc na to, iż Harold Faltermeyer wymyślił nuty w innym świecie, a Steve Stevens prześlizgnął je z nieopisywalnym uczuciem po swych gitarowych strunach. I wydaje się niemożliwe, by komukolwiek mogło się coś takiego nie spodobać. A jeśli jednak, oznaczałoby, że jest coś z tym kimś nie tak.
Ścieżka do "Top Gun Maverick" świetna, a jednak to tylko kruszynka wobec swej starszej, songbookowej siostry z 1986 roku. Absolutnego widoku z góry najwyższej. Dlatego bez chwili zawahania uważam tamten OST za najlepszy zestaw piosenek, jaki skompilowano w ramach jednego filmu. Natomiast przy "Danger Zone" aż chce się człowiekowi wcisnąć w fotel myśliwca F-14 i wzbić ponad chmury z prędkością jak najbardziej maksymalnego ryzyka.

Kenny Loggins
strona A "Danger Zone"
strona B "I'm Gonna Do It Right" (numer dotyczący albumu "Vox Humana")
1986 CBS
nr katalogowy CBSA 7188

a.m.


 

środa, 15 czerwca 2022

mr. roboto

Andy ponownie ma dla Was Styx. I znowu z siódemki. Tym razem singiel schyłkowego okresu pierwszej fazy działania grupy. Potem nastąpiła siedmioletnia przerwa, choć jeszcze po drodze doszedł świetny live "Caught In The Act".
"Mr. Roboto" - w USA w lutym 1983 (3 miejsce na Billboardzie), w Europie miesiąc później (nienotowany w Top 40). Otwieracz dla albumu "Kilroy Was Here". Niesamowita piosenka. Kompletnie inna od wszystkiego dotąd zaprezentowanego przez Styx. Mamy odejście od rockowego schematu, jest nowocześnie, syntezatorowo, dopasowanie do światowej ekspansji klawiszowego rocka. Dochodzą vocodery i różne inne przetworniki plus cała bateria najnowocześniejszych dobrodziejstw ówczesnej techniki. Wreszcie, jest porywająca melodia, swobodnie radząca sobie na gruncie futurystycznego świata. Kto wie, czy takiego właśnie nie doczekamy. "Kilroy" to robot, którego osadzono w więzieniu za rock'n'rolla, a wpakowali go tam wrogowie takiej muzyki.
Wielu starszych fanów kręciło nosem, ponieważ Styx stali się pupilkami poranno-popołudniowych pasm radiowych, no i prysł czar dawnych prog/rockowych ambicji. Co istotne, przede wszystkim spodobało się młodziakom, a więc dobił do grupy nowy elektorat odbiorców.
Jak wiemy, w Styx przemiennie śpiewali Dennis DeYoung oraz Tommy Shaw. We wczoraj zaprezentowanym "Boat On The River" pierwsze wokalne skrzypce nadawał Tommy Shaw, natomiast w dzisiejszym "Mr. Roboto" Dennis DeYoung. Ten drugi był zresztą w Styx'ach traktowany jako wokalny przewodnik. Shawowi przydzielano nieco skromniejszy zasób repertuaru.
Zaskakiwała strona B singla, utwór "Snowblind". Znakomity, lecz był to jednak temat dotyczący poprzedniego i innego w nastroju albumu "Paradise Theater".
Dobrego odbioru!

a.m.