Wczoraj zmarł Chuck Berry. Mawiano o nim "ojciec chrzestny rock'n'rolla". I to prawda. Był chyba w rock'n'rollu najważniejszy, choć potrafił także świetnie grać bluesa. Oczywiście wiem, że to samo można by napisać o nieżyjących: Elvisie Presleyu, Carlu Perkinsie czy Billym Haleyu, albo o żywych legendach, typu: Jerry Lee Lewis, bądź Little Richard. Jednak Chuck Berry w tej dziedzinie sztuki stał jakby o poziom wyżej, mając szczególnie w latach 50-tych niezwykłą smykałkę do kapitalnych numerów (m.in: "Johnny B.Goode", "Too Much Monkey Business", "Memphis, Tennessee", "Roll Over Beethoven" czy "Rock'n'Roll Music"). Jego kompozycje interpretowało na własny muzyczny język dziesiątki wykonawców (dla przykładu: The Beatles, Rod Stewart, Bruce Springsteen, Jeff Lynne i jego E.L.O., Jimi Hendrix, Beach Boys i wielu wielu innych...). Niektórych posłuchamy w dzisiejszym Nawiedzonym Studio.
John Lennon był Jego ogromnym fanem, czemu dał wyraz w czasach The Beatles, jak i późniejszych. Na płycie "Rock'n'Roll" wziął się za "You Can't Catch Me" oraz "Sweet Little Sixteen". Nieżyjący od ponad trzech i pół dekady Beatles, powiedział o Berrym niegdyś: "Jeżeli poszukujesz rock'n'rollowego imienia i nazwiska, już je masz, nazwij gościa Chuck Berry".
W połowie lat 90-tych Chuck Berry wystąpił jako gwiazda podczas sopockiego festiwalu. Nasza telewizja transmitowała tamto wydarzenie, a zatem można mieć nadzieję na istnienie w telewizyjnych archiwach zapisu koncertu i przypomnienie go niebawem. Niech się na coś nada ta upartyjniona abonamentowa sieczka.
Jednym z najlepszych numerów Berry'ego, zresztą w 1988 roku genialnie przerobionego przez metalowe bractwo z Judas Priest, było "Johnny B. Goode". Artysta generalnie te chwytliwe dwie i pół minuty napisał o sobie: "...w pewnej chatce w Louisiannie mieszkał sobie Johnny B. Goode... Johnny miał kłopoty z czytaniem i pisaniem, za to na gitarze grał tak, że buty spadały...".
Dzięki Ci Chuck za wszystkie muzyczne cuda i grzeszki, za wiele wzruszeń nie tylko moich, a teraz brnij do świata lepszego...
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) -
www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"
RADIO AFERA "Nawiedzone Studio", niedziela, godz. 22.00 - 2.00 (98,6 FM Poznań)
POLSKIE RADIO POZNAŃ "Sobotni wieczór Andy'ego", sobota, godz. 23.00 - 1.00 (100,9 FM Poznań)
niedziela, 19 marca 2017
czwartek, 16 marca 2017
nie żyje WOJCIECH MŁYNARSKI (26.III.1941 - 15.III.2017)
Wojciech Młynarski był od zawsze niezwykłej urody satyrykiem, autorem tekstów i równie wybitnym wykonawcą. Do tego stopnia poważanym, iż chętnie za jego dzieła chwytali inni. Proszę przy tym zwrócić uwagę, że wszelakie interpretacje zawsze brzmiały jak Wojciech Młynarski. To świadczy o oryginalności i wielkości twórcy.
Przeciętny odbiorca piosenek nawet nie zdaje sobie sprawy, jak wiele zna dzieł Młynarskiego. Wystarczy tylko uważniej przejrzeć okładki płyt, by to dostrzec.
Bardzo cenię i lubię Pana Wojtka. Gdybym prowadził jeszcze inne audycje, niż tylko jedyne autorskie "Nawiedzone Studio", na pewno często serwowałbym Słuchaczom piosenki w słusznym oryginale, jednak też nie pomijając wielu ciekawych przeróbek, podróbek, coverów, czy jakkolwiek to nazwiemy.
Przed laty pracowałem w pewnym podmiocie handlowym, w którym okazjonalnie dochodziło do spojrzeń w oczy uznanym artystom. I tak, 10 marca 1994 roku udało mi się zamienić kilka słów z Panem Wojtkiem, by na koniec poprosić o autograf. Skończyło się na serdecznym pozdrowieniu zapisanym na książeczce do albumu "Młynarski w Ateneum" (z koncertu w warszawskim Teatrze Ateneum ze stycznia 1986 r.). To jeszcze były czasy, w których zdarzało mi się podsunąć okładkę płyty do złożenia autografu. Większości pobadźganych do dzisiaj szczerze żałuję, ale tej akurat jakoś nigdy - naprawdę! Mało tego, zawsze byłem z niej dumny, czemu już w przeszłości dawałem wyraz na blogu oraz w audycjach. Uważni Słuchacze i Czytelnicy na pewno również zwrócili na ten fakt uwagę. Pan Wojtek podpisał się: "Panie Andrzeju, pozdrawiam serdecznie Wojtek Młynarski... Poznań, 10.03.94". Teraz rozumiecie Szanowni Państwo, dlaczego pozwalam sobie na tego "Pana Wojtka". Bo dla kogo "Pan Wojciech", a dla kogo "Pan Wojtek". To spory zaszczyt, a zarazem awans w oczach Pana Wojtka za pogawędkę "na temat", a nie jakieś tam zwykłe cwaniakowanie.
Mam do płyty "Młynarski w Ateneum" do tego stopnia sympatię oraz swoisty sentyment, iż nigdy nie odkleiłem z pudełka metki z ceną (155,000 zł), a uczyniłem coś takiego dosłownie z wszystkimi innymi płytami.
Na święta Bożego Narodzenia 2016 roku zakupiłem 5-płytowy box "Wojciech Młynarski - Prawie Całość". Ten wydany w 2014 roku zestaw opiewa w same przez Pana Wojtka osobiście zaakceptowane przeróbki jego piosenek. Zazwyczaj studyjny recital rozpoczyna Jacek Szczygieł, kończy Katarzyna Jamróz, a pomiędzy nimi wielu innych wykonawców, że wspomnę m.in: Michała Bajora, Wiktora Zborowskiego, zmarłego niedawno Gustawa Lutkiewicza, Andrzeja Zauchę, Zbigniewa Wodeckiego, Hannę Banaszak i wielu wielu, a nawet jeszcze więcej innych.
Miałem zamiar niegdyś zagrać kilka kompozycji z tej wielopłytowej cegiełki, ale chyba nie uwierzyłem do końca w zapotrzebowanie moich Słuchaczy na tego rodzaju sztukę. Przepraszam najmocniej, bo przecież to moja wina. Czasem zbyt do serca przyjmuję wszelakiej maści smsy i e-maile, a później na ich podstawie pewne tematy eliminuję. Skoro więc wiecznie tylko przychodzi mi gaworzyć o tym rocku, i jeszcze raz rocku, to gdzie tu upchnąć Wojciecha Młynarskiego? I właśnie dla tego typu twórczości przydałaby mi się dodatkowa audycja. Nawet zdecydowanie krótsza, lecz właśnie poświęcona takowej muzyce.
Bardzo mi przykro z powodu mimo wszystko jak dla mnie zbyt rychłej śmierci Pana Wojtka. Jakoś nie byłem przygotowany, pomimo iż o Jego chorobie niedobre zasłyszenia docierały od dłuższego czasu.
Pozostaną zatem w mej pamięci piosenki z humorem, ale też wszystkie pozostałe, a pełne trafnych spostrzeżeń, mądrości, których nikt inny nie potrafiłby tak uroczo przyodziać. Do wspomnianych szufladek pamięci należy przede wszystkim dorzucić jeszcze tę jedyną w swoim rodzaju chrypkę oraz oryginalną artykulację mistrzowsko i po aktorsku skrojonych recytacji, a raczej melorecytacji. Od dziecka przepadałem za tym Jego pół śpiewem, pół recytacją. Nikt Panu Wojtku w tym nie dorównał, choć wielu próbowało. Bo Wojtek Młynarski był tylko jeden jedyny, niepowtarzalny.
Dzięki piękne za wszystko. Nigdy o Panu - Panie Wojtku, nie zapomnę.
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) -
www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"
Przeciętny odbiorca piosenek nawet nie zdaje sobie sprawy, jak wiele zna dzieł Młynarskiego. Wystarczy tylko uważniej przejrzeć okładki płyt, by to dostrzec.
Bardzo cenię i lubię Pana Wojtka. Gdybym prowadził jeszcze inne audycje, niż tylko jedyne autorskie "Nawiedzone Studio", na pewno często serwowałbym Słuchaczom piosenki w słusznym oryginale, jednak też nie pomijając wielu ciekawych przeróbek, podróbek, coverów, czy jakkolwiek to nazwiemy.
Przed laty pracowałem w pewnym podmiocie handlowym, w którym okazjonalnie dochodziło do spojrzeń w oczy uznanym artystom. I tak, 10 marca 1994 roku udało mi się zamienić kilka słów z Panem Wojtkiem, by na koniec poprosić o autograf. Skończyło się na serdecznym pozdrowieniu zapisanym na książeczce do albumu "Młynarski w Ateneum" (z koncertu w warszawskim Teatrze Ateneum ze stycznia 1986 r.). To jeszcze były czasy, w których zdarzało mi się podsunąć okładkę płyty do złożenia autografu. Większości pobadźganych do dzisiaj szczerze żałuję, ale tej akurat jakoś nigdy - naprawdę! Mało tego, zawsze byłem z niej dumny, czemu już w przeszłości dawałem wyraz na blogu oraz w audycjach. Uważni Słuchacze i Czytelnicy na pewno również zwrócili na ten fakt uwagę. Pan Wojtek podpisał się: "Panie Andrzeju, pozdrawiam serdecznie Wojtek Młynarski... Poznań, 10.03.94". Teraz rozumiecie Szanowni Państwo, dlaczego pozwalam sobie na tego "Pana Wojtka". Bo dla kogo "Pan Wojciech", a dla kogo "Pan Wojtek". To spory zaszczyt, a zarazem awans w oczach Pana Wojtka za pogawędkę "na temat", a nie jakieś tam zwykłe cwaniakowanie.
Mam do płyty "Młynarski w Ateneum" do tego stopnia sympatię oraz swoisty sentyment, iż nigdy nie odkleiłem z pudełka metki z ceną (155,000 zł), a uczyniłem coś takiego dosłownie z wszystkimi innymi płytami.
Na święta Bożego Narodzenia 2016 roku zakupiłem 5-płytowy box "Wojciech Młynarski - Prawie Całość". Ten wydany w 2014 roku zestaw opiewa w same przez Pana Wojtka osobiście zaakceptowane przeróbki jego piosenek. Zazwyczaj studyjny recital rozpoczyna Jacek Szczygieł, kończy Katarzyna Jamróz, a pomiędzy nimi wielu innych wykonawców, że wspomnę m.in: Michała Bajora, Wiktora Zborowskiego, zmarłego niedawno Gustawa Lutkiewicza, Andrzeja Zauchę, Zbigniewa Wodeckiego, Hannę Banaszak i wielu wielu, a nawet jeszcze więcej innych.
Miałem zamiar niegdyś zagrać kilka kompozycji z tej wielopłytowej cegiełki, ale chyba nie uwierzyłem do końca w zapotrzebowanie moich Słuchaczy na tego rodzaju sztukę. Przepraszam najmocniej, bo przecież to moja wina. Czasem zbyt do serca przyjmuję wszelakiej maści smsy i e-maile, a później na ich podstawie pewne tematy eliminuję. Skoro więc wiecznie tylko przychodzi mi gaworzyć o tym rocku, i jeszcze raz rocku, to gdzie tu upchnąć Wojciecha Młynarskiego? I właśnie dla tego typu twórczości przydałaby mi się dodatkowa audycja. Nawet zdecydowanie krótsza, lecz właśnie poświęcona takowej muzyce.
Bardzo mi przykro z powodu mimo wszystko jak dla mnie zbyt rychłej śmierci Pana Wojtka. Jakoś nie byłem przygotowany, pomimo iż o Jego chorobie niedobre zasłyszenia docierały od dłuższego czasu.
Pozostaną zatem w mej pamięci piosenki z humorem, ale też wszystkie pozostałe, a pełne trafnych spostrzeżeń, mądrości, których nikt inny nie potrafiłby tak uroczo przyodziać. Do wspomnianych szufladek pamięci należy przede wszystkim dorzucić jeszcze tę jedyną w swoim rodzaju chrypkę oraz oryginalną artykulację mistrzowsko i po aktorsku skrojonych recytacji, a raczej melorecytacji. Od dziecka przepadałem za tym Jego pół śpiewem, pół recytacją. Nikt Panu Wojtku w tym nie dorównał, choć wielu próbowało. Bo Wojtek Młynarski był tylko jeden jedyny, niepowtarzalny.
Dzięki piękne za wszystko. Nigdy o Panu - Panie Wojtku, nie zapomnę.
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) -
www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"
środa, 15 marca 2017
KRZYSZTOF KOMEDA - "Muzyka Filmowa" - (2017) -
KRZYSZTOF KOMEDA
"Muzyka Filmowa"
(SONY MUSIC)
gwiazdek nie będzie - patrz niżej
Nie takiej zawartości spodziewa się nabywca tej płyty. Tytuł rozbudza nadzieje, a podana na rewersie tracklista utwierdza w przekonaniu o pożądanej zawartości. Rozczarowanie następuje po rozpieczętowaniu płyty i jej nastawieniu. Szybko okazuje się, iż zagranie ze strony wydawcy jest mocno naciągnięte, by nie rzec: nieuczciwe. Dlaczego przynajmniej na folii nie poinformowano za sprawą naklejki o stanie faktycznym dzieła? Rozwiałoby to wszelkie wątpliwości. Jako nabywca płyty czuję spore rozczarowanie, nawet jeśli współczesne (zrealizowane w 2008 roku) opracowania filmowych tematów Krzysztofa Komedy wypadły interesująco. Byłem jednak przekonany o zakupie świetnie splecionego zestawu od dawna poszukiwanych na jednej płycie oryginalnych tematów Komedy. Zapewne wydawca zniesmaczonemu nabywcy zasugeruje wstępne przeczytanie rekomendacji na własnej stronie, jednak wypada też wziąć pod uwagę klienta przypadkowego, którego jeśli nie poinformuje albumowa okładka, to przynajmniej uświadomić powinna nalepka (naklejka), czyli powszechniej stosowany z angielska sticker.
Zawsze po cichu liczyłem właśnie na taką płytę. Lista utworów równa się liście marzeń. Ach, gdyby tak wszystkie oryginalne wersje zebrać na jednej płycie... Że też nie pomyślałem, nie wyczułem... Bo przecież w życiu nie jest aż tak pięknie, by taki cud mógł się ziścić. "Kołysanka" (z filmu "Dziecko Rosemary"), "Matnia" (do filmu Romana Polańskiego), "Nim Wstanie Dzień" (do filmu "Prawo i Pięść) czy dajmy na to "Z Lat Zielonych Walc Szalony" (film "Nóż w Wodzie") w oryginalnym szlifie na jednej płycie? - marzenie. Nadal niestety musi nim pozostać.
No dobrze; Grażyna Auguścik, Andrzej Jagodziński, Henryk Miśkiewicz i wielu wielu innych, równie uznanych muzyków, naprawdę odstawiło kawał dobrej roboty, lecz cóż z tego, skoro większość nabywców tego konkretnego tytułu zapragnęło posłuchania archaizmów!!! Oryginałów z tamtej epoki. Tamtego brzmienia, tamtych czarno-białych barw, nawet zapachów, którymi przesiąkałaby "tamta" muzyka.
Wszelkie znaki na niebie nie podpowiedziały, że w środku skrywa się podstęp. Afe, wstydźcie się szacowni Sony Music. Następnym razem będę sporo ostrożniejszy.
I jeszcze tylko... również okaleczono w tym konkretnym przypadku wykonawców interpretujących Krzysztofa Komedę. Oni też zapewne zechcieliby, by klient nabył płytę po części dla nich, zamiast stać za parawanem żenady i jednej wielkiej pomyłki.
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) -
www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"
wtorek, 14 marca 2017
zmiany na gorsze
Przez chwilę zawahałem się nad sensem Nawiedzonego Studia - na dzień 26 marca. Pierwszego wiosennego wydania. W zasadzie już zdążyłem zaklepać zastępstwo w osobie Krzysztofa Ranusa, ale muszę sprawę odwołać. Nie mogę się z Państwem nie spotkać. Serce nie pozwala. Trudno, zabiorę laptopa, nastawię mecz, w eter zapuszczę jakiś dłuższy koncertowy fragment, a uroczyście przywitam Słuchaczy wraz z ostatnim gwizdkiem sędziego.
Mam zbyt wiele do zaprezentowania, by pozwolić sobie na całkowitą absencję. Myślę jeszcze nad zastępstwem Krzysztofa tylko w pierwszej godzinie, pomiędzy 22.00 a 23.00. To rozwiązanie byłoby idealne, pytanie tylko, czy on sam na nie przystanie. O wszystkim jeszcze poinformuję.
Troszkę mnie zdopingował radiowy kompan Maciek Madejski, który zasugerował: "Andrzej, nie wszystkich interesuje futbol, ja na przykład go nie cierpię". Uświadomił, iż skrzywdziłbym wszystkich oczekujących naszego jedynego w tygodniu spotkania. Młodszy kolega i o niezamulonym umyśle.
Znajomy będący wykładowcą na jednej z poznańskich uczelni poinformował mnie o koncercie Józefa Skrzeka, który planują niebawem zorganizować jego władze uczelniane. On sam, jako muzyki fan, postanowił w pokoju wykładowców nieco zagrzać do boju koleżanki i kolegów, a w odwecie padło wiele zapytań: "Józef Skrzek, a kto to?". Jeśli kiedykolwiek spotkacie mili Państwo Artystę, nie mówcie mu tego proszę.
Poleciałem rano do Pestkowego Saturna. Po płytę Krzysztofa Komedy z tematami filmowymi, bo właśnie się ukazała, a ja zawsze takową mieć pragnąłem. Troszkę zdumioną miałem minę, gdy ujrzałem nowe stanowiska kasjerskie. Pomijam, że niewygodne dla klientów, ale jak można pracownikom odebrać możliwość obsługi na siedząco? Chamstwo. Miało być inaczej, to się nazywa - profesjonalniej, a wyszło jak zawsze gorzej. Czy zmiany nie mogą nigdy być na lepsze? W firmie mojej Żoneczki w ostatnich latach nastąpiło ich kilka, i wszystkie dały jej tylko po nosie. Bo jeden dyrektor, czy inny kapucyn, tak muszą zarządzić, by tylko zwykłym ludziom utrudnić, czytaj: upodlić życie. Czy to tylko taka nasza polska specjalność?
Od rana uruchamiam płyty Y&T, oglądając przy tym fotki z buźką nieodżałowanego Joey Alvesa. 63 lata, kurcze - młody facet. Nie godzę się na bezduszność natury, bądź na głupawe zagrywki naszego Stwórcy. W którego istnienie mocno powątpiewam. Tylko błagam jednego z naszych czytelników - bez cytatów biblijnych. Proszę uszanować mą odrębność.
Muzyka na dziś: Y&T. Ze wszystkich tych płyt, o których w napisanych nocą tekście wspomniałem. Może nawet z naciskiem na schyłkową płytę z udziałem Alvesa "Contagious". Ostatnie słowo na tym albumie należało właśnie do niego. Dwu i półminutowe instrumentalne "I'll Cry For You" niech zatem dziś zabrzmi symbolicznie. Ten cudowny gitarowy kawałek porusza równie mocno, co "Wild Frontier" Gary'ego Moore'a, a pozostaje praktycznie lądem nieodkrytym. Oczywiście nie licząc posiadaczy całego albumu. Nie lubię uchylać rąbków tajemnic, ale tym razem uczynię wyjątek: posłuchamy tego w najbliższą niedzielę.
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) -
www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"
Mam zbyt wiele do zaprezentowania, by pozwolić sobie na całkowitą absencję. Myślę jeszcze nad zastępstwem Krzysztofa tylko w pierwszej godzinie, pomiędzy 22.00 a 23.00. To rozwiązanie byłoby idealne, pytanie tylko, czy on sam na nie przystanie. O wszystkim jeszcze poinformuję.
Troszkę mnie zdopingował radiowy kompan Maciek Madejski, który zasugerował: "Andrzej, nie wszystkich interesuje futbol, ja na przykład go nie cierpię". Uświadomił, iż skrzywdziłbym wszystkich oczekujących naszego jedynego w tygodniu spotkania. Młodszy kolega i o niezamulonym umyśle.
Znajomy będący wykładowcą na jednej z poznańskich uczelni poinformował mnie o koncercie Józefa Skrzeka, który planują niebawem zorganizować jego władze uczelniane. On sam, jako muzyki fan, postanowił w pokoju wykładowców nieco zagrzać do boju koleżanki i kolegów, a w odwecie padło wiele zapytań: "Józef Skrzek, a kto to?". Jeśli kiedykolwiek spotkacie mili Państwo Artystę, nie mówcie mu tego proszę.
Poleciałem rano do Pestkowego Saturna. Po płytę Krzysztofa Komedy z tematami filmowymi, bo właśnie się ukazała, a ja zawsze takową mieć pragnąłem. Troszkę zdumioną miałem minę, gdy ujrzałem nowe stanowiska kasjerskie. Pomijam, że niewygodne dla klientów, ale jak można pracownikom odebrać możliwość obsługi na siedząco? Chamstwo. Miało być inaczej, to się nazywa - profesjonalniej, a wyszło jak zawsze gorzej. Czy zmiany nie mogą nigdy być na lepsze? W firmie mojej Żoneczki w ostatnich latach nastąpiło ich kilka, i wszystkie dały jej tylko po nosie. Bo jeden dyrektor, czy inny kapucyn, tak muszą zarządzić, by tylko zwykłym ludziom utrudnić, czytaj: upodlić życie. Czy to tylko taka nasza polska specjalność?
Od rana uruchamiam płyty Y&T, oglądając przy tym fotki z buźką nieodżałowanego Joey Alvesa. 63 lata, kurcze - młody facet. Nie godzę się na bezduszność natury, bądź na głupawe zagrywki naszego Stwórcy. W którego istnienie mocno powątpiewam. Tylko błagam jednego z naszych czytelników - bez cytatów biblijnych. Proszę uszanować mą odrębność.
Muzyka na dziś: Y&T. Ze wszystkich tych płyt, o których w napisanych nocą tekście wspomniałem. Może nawet z naciskiem na schyłkową płytę z udziałem Alvesa "Contagious". Ostatnie słowo na tym albumie należało właśnie do niego. Dwu i półminutowe instrumentalne "I'll Cry For You" niech zatem dziś zabrzmi symbolicznie. Ten cudowny gitarowy kawałek porusza równie mocno, co "Wild Frontier" Gary'ego Moore'a, a pozostaje praktycznie lądem nieodkrytym. Oczywiście nie licząc posiadaczy całego albumu. Nie lubię uchylać rąbków tajemnic, ale tym razem uczynię wyjątek: posłuchamy tego w najbliższą niedzielę.
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) -
www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"
nie żyje JOEY ALVES
Smutna informacja dotarła z obozu kalifornijskiej grupy Y&T. Otóż w niedzielę 12 marca w wieku 63 lat zmarł jej były gitarzysta Joey Alves. Członek najsilniejszego składu grupy, która z początku zwała się Yesterday And Today, by po drugim albumie skrócić nazwę do Y&T. Formacja cały czas istnieje, jednak od wielu lat w mocno zmienionym składzie. Tak po prawdzie z oryginalnego składu ostał się jedynie wokalista Dave Meniketti. I to on właśnie poinformował na Facebooku o tym przykrym wydarzeniu.
We wrześniu ub.roku poinformowałem Szanownych Państwa o śmierci perkusisty Leonarda Haze'a. Chwilę później posłuchaliśmy kilku kompozycji z jego udziałem. Przy okazji wspomnę, iż w 2011 roku zmarł także basista złotego składu Y&T, Phil Kennemore. A więc tym samym nie ma już wśród nas 3/4 najlepszego line-upu.
Podobno Meniketti z Alvesem bardzo się lubili, choć ich drogi artystyczne rozeszły się dawno temu, a konkretnie w 1989 roku, czyli dwa lata po płycie "Contagious". Nadal udanej, choć nierównej.
Dave Meniketti na Facebooku zacytował słynnego (choć też już nieżyjącego) gitarzystę Ronniego Montrose'a: "Mamy różnych gitarzystów rytmicznych, i jest Joey Alves. Klasa i już". Meniketti w dalszych słowach nazwał Alvesa swoim przyjacielem.
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że odejście Joey Alvesa wywoła w świecie muzyki sporo mniejsze poruszenie, co śmierć Prince'a, Davida Bowiego lub Lemmy'ego, niemniej dla mnie Joey Alves był postacią bardzo ważną, której wiele zawdzięczam. Od ponad trzech dekad kocham muzykę Y&T, z naciskiem na albumy podpisane składem: Meniketti - Alves - Kennemore - Daze. To właśnie ci czterej panowie wydali serię genialnych płyt, które są kwintesencją amerykańskiego hard'n'heavy. Płyty: "Earthshaker", "Black Tiger", "Mean Streak", "In Rock We Trust" oraz "Down For The Count", to swoisty elementarz najlepszego grania w wyżej podanym nurcie. Smutno mi, że nie ma już tamtej ekipy. Raduje fakt kontynuowania kariery pod banderą Y&T przez Menikettiego, ale to już tylko łabędzi śpiew w stosunku do dawniejszych dokonań.
Podobno grupa pracuje nad dokumentalnym filmem "On With The Show" - o historii Y&T. Powinien on ujrzeć światło dzienne jeszcze w 2017 roku. Będzie można zobaczyć archiwalne materiały, często sięgające absolutnych początków zespołu, gdy wszyscy muzycy byli jeszcze smarkaczami. Czekam zatem niecierpliwie.
Na pewno w najbliższą niedzielę posłuchamy czegoś Y&T ze złotego okresu 1981-85.
Dziękuje Joey za wszystkie muzyczne wzruszenia, za to, że byłeś i radowałeś swą grą, a teraz brnij do świata lepszego...
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) -
www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"
We wrześniu ub.roku poinformowałem Szanownych Państwa o śmierci perkusisty Leonarda Haze'a. Chwilę później posłuchaliśmy kilku kompozycji z jego udziałem. Przy okazji wspomnę, iż w 2011 roku zmarł także basista złotego składu Y&T, Phil Kennemore. A więc tym samym nie ma już wśród nas 3/4 najlepszego line-upu.
Podobno Meniketti z Alvesem bardzo się lubili, choć ich drogi artystyczne rozeszły się dawno temu, a konkretnie w 1989 roku, czyli dwa lata po płycie "Contagious". Nadal udanej, choć nierównej.
Dave Meniketti na Facebooku zacytował słynnego (choć też już nieżyjącego) gitarzystę Ronniego Montrose'a: "Mamy różnych gitarzystów rytmicznych, i jest Joey Alves. Klasa i już". Meniketti w dalszych słowach nazwał Alvesa swoim przyjacielem.
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że odejście Joey Alvesa wywoła w świecie muzyki sporo mniejsze poruszenie, co śmierć Prince'a, Davida Bowiego lub Lemmy'ego, niemniej dla mnie Joey Alves był postacią bardzo ważną, której wiele zawdzięczam. Od ponad trzech dekad kocham muzykę Y&T, z naciskiem na albumy podpisane składem: Meniketti - Alves - Kennemore - Daze. To właśnie ci czterej panowie wydali serię genialnych płyt, które są kwintesencją amerykańskiego hard'n'heavy. Płyty: "Earthshaker", "Black Tiger", "Mean Streak", "In Rock We Trust" oraz "Down For The Count", to swoisty elementarz najlepszego grania w wyżej podanym nurcie. Smutno mi, że nie ma już tamtej ekipy. Raduje fakt kontynuowania kariery pod banderą Y&T przez Menikettiego, ale to już tylko łabędzi śpiew w stosunku do dawniejszych dokonań.
Podobno grupa pracuje nad dokumentalnym filmem "On With The Show" - o historii Y&T. Powinien on ujrzeć światło dzienne jeszcze w 2017 roku. Będzie można zobaczyć archiwalne materiały, często sięgające absolutnych początków zespołu, gdy wszyscy muzycy byli jeszcze smarkaczami. Czekam zatem niecierpliwie.
Na pewno w najbliższą niedzielę posłuchamy czegoś Y&T ze złotego okresu 1981-85.
Dziękuje Joey za wszystkie muzyczne wzruszenia, za to, że byłeś i radowałeś swą grą, a teraz brnij do świata lepszego...
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) -
www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"
poniedziałek, 13 marca 2017
"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 12 marca 2017 - Radio "Afera", Poznań 98,6 FM
"NAWIEDZONE STUDIO"
niedziela 12 marca 2017 - godz.22.00 - 2.00
RADIO "AFERA", 98,6 FM (Poznań)
www.afera.com.pl
realizacja: Dawid Piechocki
prowadzenie: Andrzej Masłowski
KANSAS - "Leftoverture" - (1976) -
- Carry On Wayward Son
- The Wall
BATTLE BEAST - "Bringer Of Pain" - (2017) -
- Bastard Son Of Odin
- Far From Heaven
AXXIS - "Retrolution" - (2017) -
- Burn! Burn! Burn!
JUDAS PRIEST - "Turbo 30" - (1986 / reedycja 2017) -
- The Green Manalishi (with The Two-Pronged Crown) - live in Kemper Arena, Kansas City, 22.05.1986
RAINBOW - "Ritchie Blackmore's Rainbow Memories In Rock - Live In Germany" - (2016) -
- Catch The Rainbow
THUNDER - "Rip It Up" - (2017) -
- She Likes The Cocaine
TOKYO MOTOR FIST - "Tokyo Motor Fist" - (2017) -
- Love Me Insane
- Put Me To Shame
PLACE VENDOME - "Close To The Sun" - (2017) -
- Strong
ROYAL HUNT - "Devil's Dozen" - (2015) -
- So Right So Wrong
JIMMY DAVIS & JUNCTION - "Kick The Wall" - (1987) -
- Don't Hold Back The Night
SOPHIE ELLIS-BEXTOR - "Familia" - (2016) -
- Death Of Love
- Unrequited
- Don't Shy Away
SOPHIE ELLIS-BEXTOR - "Wanderlust" - (2014) -
- 13 Little Dolls
- Love Is A Camera
MOYA BRENNAN - "Canvas" - (2017) -
- Where You Belong
SAYBIA - "No Sound From The Outside" - (2015) -
- Airplanes And Submarines
- No Sound From The Outside
- Hollow Is Your Promise
THE BABYS - "The Babys" - (1976) -
- I Love How You Love Me
- Over And Over
PAUL STANLEY - "Kiss - Paul Stanley" - (1978) -
- Hold Me, Touch Me (Think Of Me When We're Apart)
FLEETWOOD MAC - "Tusk" - (1979) -
- Tusk
RORY GALLAGHER - "Top Priority" - (1979) -
- Philby
CHRISTOPHER CROSS - "The Cafe Carlyle Sessions" - (2008) -
- Ride Like The Wind
SAXON - "Destiny" - (1988) -
- Ride Like The Wind
KANSAS - "Live Confessions (From New York To Omaha)" - (2016) -
recorded at The Civic Auditorium, Omaha, NE, 21.07.1982
- Dust In The Wind
- Chasing Shadows
- Crossfire
- Face It
TOM PETTY - "Anthology - Through The Years" - (2000) -
- Surrender - {premierowa kompozycja z 2000 r.}
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) -
www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"
niedziela, 12 marca 2017
BATTLE BEAST - "Bringer Of Pain" - (2017) -
BATTLE BEAST
"Bringer Of Pain"
(NUCLEAR BLAST)
****1/2
"Bringer Of Pain" jest czwartą płytą Finów, a ja się dopiero o nich dowiaduję. I bardzo dobrze, przecież nic tak nie cieszy, jak udane niespodzianki. Helsiński sekstet Battle Beast śmiało mogę zarekomendować tradycyjnym metalowcom krwi najczystszej. Nawet tym, dla których "babski metal" w ogóle nie ma sensu. Noora Louhimo (bestia jakich mało) ma w sobie nie mniej charyzmy, co dajmy na to taki Rob Halford. Żadna z niej romantyczno-symfoniczno-gotycka diva (wyjątkiem utrzymana w klimacie Sirenii lub Within Temptation kompozycja "Beyond The Burning Skies"), a kobieta w zbroi, a'la Doro Pesch, Lita Ford czy obecna nasza przedstawicielka rasowego heavy metalu, Marta Gabriel - z coraz popularniejszego Crystal Viper. Nadmienię jeszcze, iż Noora Louhimo to już druga wokalistka w Battle Beast, odsłaniająca swe gardłowe wdzięki od drugiego longplaya "Battle Beast" (2013). Co prawda na chwilę obecną nie znam jeszcze wcześniejszych zespołowych dokonań, jednak wydany niedawno "Bringer Of Pain" mocno mnie do tego dopinguje. Żałuję ponadto, iż przychodzi mi napisać kilka słów o tej kapitalnej płycie w oparciu o jej skromną podstawową wersję - ograbioną z trzech kompozycji. Tak swoją drogą, nie powinno być podziałów na fanów mniej lub bardziej zamożnych, lepszych i gorszych. Jeśli kupujesz bracie za uczciwie zarobione pieniądze wymarzoną płytę, powinieneś stać się posiadaczem kompletu materiału. Niech wersje deluxe, bądź super deluxe, będą ładniej opakowane, lecz co do zawartości repertuarowej nie będą fanów sortować.
Jako zwolennik melodii nie mógłbym przejść wobec takiej płyty obojętnie. Tym bardziej, że tak rasowe albumy nie trafiają się każdego dnia. Mało tego, "Battle Beast" słucha się jakby Judas Priest z "Painkiller" wymieszać z Warlock'owym majstersztykiem "Triumph And Agony". Noora musi być fanką Doro i Halforda, bo to po prostu słychać na każdym kroku, w każdej nucie. W studiach JKB oddychano chyba podobnym powietrzem, albo koledzy Noory strzelili sobie przed nagraniowymi sesjami kilka głębszych zanurzeń do metalowej epoki 80's swych idoli. Jeśli wasze ćwieki nie popuszczą z wrażenia przy "Straight To The Heart", "King For A Day" ("... król, który zabija prawdę, odwraca wzrok, podkarmia mity, gloryfikuje kłamstwa..."), "Bastard Son Of Odin", "We Will Fight", bądź tytułowym "Bringer Of Pain", to w pokucie zapuszczę hipsterską brodę i przerzucę muzyczne zainteresowania na poletko chińskiego rapu.
Do powyższych czterech killerów dopiszmy jeszcze muskularny "Lost In Wars" - z gościnnym udziałem wokalisty Amorphis, Tomiego Joutsena. To jeden z moich albumowych faworytów. Miłośnikom lżejszych form polecam zaś okazałą finałową balladę "Far From Heaven" ("...nie chcę być blizną w twoim sercu..."). Scorpionsi mogliby poczuć smaczek zazdrości. Melodia godna singla i wierzchołka przebojowych list. Choć to wcale nie najlżejszy fragment albumu. Tym wydaje się wręcz popowy, podany w otoczce syntezatorowej "Dancing With The Beast". Troszkę przywołał mi na myśl taką popularną w swoim czasie dyskotekowo-podmetalizowaną płytę "Traces Of Sadness" - Estonek z Vanilla Ninja. Lecz to ledwie jedyny taki uroczy skok w bok. Reszta płyty jest tak rozgrzana, że potrzeba towotu.
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) -
www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"
Subskrybuj:
Posty (Atom)



























