sobota, 20 lutego 2016

siątki pięćdziesiątki

Znawcy powiadają, że najlepsze płyty Chicago, to te najwcześniejsze. Gdzie sporo dęciaków, no i w ogóle - jazzu. Ja się nie znam, dlatego moje szczęśliwe numerki, to tak najlepiej od 16 do 21. Choć kilka wcześniejszych też fragmentarycznie. Ostatnio często powracam do wielu tamtych piosenek. Szkoda, że niedawno zagrałem ich kilka. Nie wypada się wciąż powtarzać, tak więc....
Dzisiaj w Jesterdeju pograliśmy z Mariuszem najnowszego Eltona Johna. Też mu się spodobał. Obiecał nawet pograć go więcej. Jeszcze przed naszym wspólnym wejściem miało pójść "England And America", a później już wspólne "Wonderful Crazy Night" oraz "A Good Heart". Mariusz podczas spotkania zarzucił: "a ty lubisz ballady?". Rozpracował. Przy każdym spotkaniu zawsze przynoszę jakiegoś smutaska, a Mariusz to dobry obserwator.
Nie mogę się doczekać naszego jutrzejszego spotkania. Obym miał tylko lekką głowę, bo dzisiaj idę na pięćdziesiątkę. Ta me grono dopada seryjnie. Na szczęście ja już mam to za sobą.
Do usłyszenia!





Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"



Panie Lechu....

Panie Lechu, dla mnie jest Pan bohaterem i bardzo przyzwoitym człowiekiem. Proszę się nie przejmować tą całą szczujnią. To zwyczajne bolki.




Andrzej Masłowski





piątek, 19 lutego 2016

Spotlight

Wczoraj w skromnym przyjacielskim gronie (Tomek Ziółkowski i nasze urocze Panie) dotarliśmy do Rialto na "Spotlight". Ten nominowany do kilku Oscarów obraz przedstawia w sposób dobitny i poruszający zarazem problem pedofilskiego kleru w Bostonie. Rzecz, która ciągnęła się ślamazarnie na przestrzeni trzech dekad w końcu nabiera tempa za sprawą gazety "Boston Globe".
Film wciąga, lecz jego strategia rozgrywa się w niespiesznym tempie. Owa redakcja pokonuje wiele przeszkód, docierając do źródeł, czyli konkretnie do wielu poszkodowanych, jak i do 90 nazwisk seksualnych zwyrodnialców w koloratkach. Pomału wyciągając na powierzchnię umiejętnie skrywany syf. Kamuflowany przez ludzi obrońców kleru, jak i niewygodne prawo. Dziennikarze ujawniają szambo, w które początkowo zamoczonych jest 6 procent lokalnego duchowieństwa, tym samym otwierając drzwi do późniejszego ogólnoświatowego zjawiska. Film został oparty na faktach, a jego przebieg stanowi mozolne dochodzenie prawdy. Relacji ludzi bezpośrednio dotkniętych obrzydliwościami ludzi kościoła, które po prostu wstrząsają. I są to relacje tych, którzy byli w stanie kontynuować życie, albowiem wielu z nich nie dało rady.
Akta, które próbowano zataić, wyczyścić, w końcu po wielu próbach zaczynają za sprawą bystrego zespołu "Globe'a" nabierać wielkiego znaczenia. Cała sprawa rypie się tuż po tragedii na World Trade Center. Wówczas skala problemu rozprzestrzenia się na całym świecie, w tym jak pamiętamy także w Polsce. Choćby bulwersująca sprawa tego obrzydliwego typa Paetza z Poznania.
Film pokazuje także nasilającą się niechęć ludzi zaznajomionych w temacie do instytucji kościelnej. Amerykanie z tradycjami katolickimi, wychowani w poczuciu dobra i bezpieczeństwa, nie mogą pogodzić się z obrzydliwościami czegoś, co przez całą ich młodość było wzorem cnót.
Wspaniałe, choć trudne kino. Na pewno nie na rozrywkową sobotę. Dla ludzi wrażliwych i myślących. Dla tych, którzy przede wszystkim chcą wielki problem kościoła dostrzec. Polecam zobaczyć w kinie, nie czekać na telewizję, burzącą klimat każdego filmu galopadą reklam. Na pełną cenzury stację pana Kurskiego nie ma co liczyć, bowiem rządowo-pseudo katolickie media zamiotą film pod dywan. Jako niewygodny w wykonywaniu ustalonej pierzastej misji. Polecam!


















Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"








czwartek, 18 lutego 2016

bez grawitacji

Wczorajszy śnieg zaskoczył. Dzisiaj już po nim śladu, ale to oznacza, że zima nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Często zaglądam do kalendarza, liczę dni, wypatruję pierwszych oznak wiosny, choć to zbyt wcześnie.
Na talerzu gramofonu zagościło "Bez Grawitacji" Ryszarda Sygitowicza. Fajna płyta. Z serca lat 80-tych. Instrumentalna. W słowie wstępnym napisano: "...Posłuchajcie Państwo jego pierwszej płyty, nie zrażając się tym, że nie ma tu piosenek do śpiewania". Słynne "Cavalcado" - pamiętacie Państwo? Trzy minuty, a ile się tam dzieje. Niektórzy artyści, chcący się tak wyrazić, potrzebują wielkich suitowych konstrukcji. Brawurowe granie. No i jaka melodia. Musimy sobie tego kiedyś wspólnie posłuchać.
Ostatnie wieczory intensywnie spędzam przy gramofonie. Przegrywam winyle na kilka najbliższych niedziel. Choć chętnie skorzystam także z tych już od dawna przygotowanych.
Świetną płytę wydał Elton John. Kto by pomyślał. Ostatnio bywało z nim różnie. Jego niedawne albumy przykuwały tylko fragmentarycznie, w dodatku bez entuzjazmu. Na "Wonderful Crazy Night" sir Elton jest po prostu boski. Odżył szalony fortepian, głos jakby odmłodniał, pojawiły się kolory, lekkość.... - zresztą proszę tylko spojrzeć na okładkę. Ile takich albumów pojawia się każdego roku, gdzie podobają nam się wszystkie piosenki? No właśnie, a tutaj zachwyca całość.
Umówiliśmy się z Mariuszem Kwaśniewskim na piątek do studia, by pogadać nieco o tej płycie i przedstawić z niej ze dwie/trzy piosenki. Na tyle mamy czasu. Zapraszam zatem na sobotę do Merkurego, gdzieś w okolicach przedpołudniowych (pomiędzy 11-tą a 12-tą). W niedzielę w Aferze Elton także - a co!
Na moment powróćmy jeszcze do Ryszarda Sygitowicza... Na bazie skojarzeń przypomniałem sobie, że MTJ wznowili płytę Perfectu "Jestem". Ładnie, w digipaku. I ponownie za normalne pieniądze. Album wydany pierwotnie przez austriacki label Koch w 1994 roku od dawna był niedostępny. Na czarnym rynku jego ceny sięgały zenitu. Osobiście nie kocham Perfectu po odejściu Zbyszka Hołdysa, ale to jednak bądź co bądź powszechnie ceniony album. W tym samym sklepie spostrzegłem na winylu reedycję jedynki Wilków. A to akurat uwielbiam. Niestety już mam od zawsze, więc drugiej nie kupię.
Niedawno wszedłem do Media Markt w King Crossie i zaskoczyła mnie ogromna podaż winyli. Mają chyba najwięcej "pieczątek" w Poznaniu. Dobrze, tak trzymać.
Jeszcze pod koniec stycznia byliśmy z Żonką na przedpremierowym pokazie filmu "Planeta Singli" (oficjalnie w kinach od 5 lutego). Nawet do tego typu komedyjek wplata się dzisiaj winylowe lokowania produktów. Maciek Stuhr w pewnej chwili wyciąga z półki i kładzie na talerzu "Korowód" Marka Grechuty. Rzecz jasna współczesne wydanie. Znak czasów. Będzie pamiątka dla kolejnych pokoleń. Okazuje się, że uwodzenie niewiast przy twórczości Marka Grechuty sprawdza się dzisiaj tak samo dobrze jak kilka muzycznych pokoleń temu. Trzeba przyznać, że starannie Polskie Nagrania, o pardon!, dzisiaj to już Warner Music Poland, wydały ten "Korowód". Wraz z repliką dawnego plakatu. A plakaty w tamtejszej polskiej fonografii bywały rzadkością. I tylko nieliczni sobie na nie zasługiwali, jak: Marek Grechuta, Maryla Rodowicz, bądź Lombard. Choć tych ostatnich wspomagał już jednak polonijny Savitor - z kapitałem czerpanym od imperialistów.
Szkoda tylko, że jak tak rozmawiam z entuzjastami muzyki, większość z nich poszukuje na czarnych płytach tylko gigantów. Mało kogo uraduje trójka Humble Pie, najlepszy Peter Frampton, bądź środkowy John Mellencamp. Nic, tylko Black Sabbath, Pink Floyd, Dżem, Kult, Komeda, Polish Jazz nr.... i jeszcze z dziesięć tym podobnych oczywistości. Czyżby oryginalność była dzisiaj poddana reglamentacji? Czy wszyscy muszą mieć w swoich zbiorach tylko te same tytuły?






Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"






wtorek, 16 lutego 2016

DAVID KNOPFLER - "Grace" - (2015) -






DAVID KNOPFLER
"Grace"
(PARIS RECORDS) 
***1/2



David, młodszy brat Marka Knopflera, i być może nie aż tak uzdolniony jak lider Dire Straits, a jednak warto śledzić jego artystyczne poczynania. Bo i głos jakby z lekka podobny, a i muzyczna wrażliwość... To, że ich artystyczne drogi rozeszły się po albumie "Communique", dobrze zrobiło obu panom. Każdy mógł się od tamtego czasu spełniać, nie ulegając jakiejkolwiek ewentualnej bratczynej presji.
Muzyk przez ponad trzydzieści lat solowej działalności opublikował kilkanaście płyt, w tym kilka naprawdę bardzo pięknych, jak "Lifelines", "The Giver" czy "Ship Of Dreams". Najnowszą "Grace" zrealizował za wcześniej uzbierane fundusze dzięki swym fanom. Przez co płyta także nie znajdzie jakiejś szerszej dystrybucji, a trafi do rąk najzagorzalszych sympatyków jego talentu.
I choć David Knopfler najnowsze dzieło zrealizował w domowym studio (w angielskim Somerset), to inspiracją do jego powstania, było pewne niewielkie miasteczko Geneseo, położone nieopodal Nowego Jorku, gdzie w ostatnim czasie nasz sprawca całości zamieszkiwał.
Piosenki z niego płynące mają charakter kameralny, a bywa, że czasem nawet mistyczny. David śpiewa i przeważnie gra na gitarze akustycznej, jednak czasem zasiada do pianina, jak i chwyta za harmonijkę. Z kolei jego trzej partnerzy uzupełniają podstawową sekcję rytmiczną (bas, perkusja), czasem także wzbogacając brzmienie organami Hammonda, mandoliną czy bandżo. Warto dostrzec udzielających się również kilku gości (pianino, altówka, dodatkowe partie wokalne, itd...). Pomimo wielu nagromadzonych tu nazwisk, całość nosi w sobie skromną oprawę. I tak chyba być miało. No, może za wyjątkiem niemal rockowego "So Was I". Zupełnie jakby maestro zatęsknił do czasów Dire Straits.
"Grace" jest kolekcją piosenek o miłości. O jej utracie, o odzyskaniu, a także o nadziei, którą trzeba zawsze w sobie mieć. Repertuar albumu układa się w zgrabny cykl krótkich opowiastek, stanowiących za nierozerwalną całość. A co najładniejsze? Chociażby country-folkująca ballada "Hard Times In Idaho" - prosto z północno-zachodniego zakątka Stanów Zjednoczonych, jak i nieco żywsza, utrzymana w klimacie Dire Straits "The Last Goodbyes", no i zdecydowanie najpiękniejszy klejnot w postaci "This Ship Has Sailed". Jest w nim jakiś patos, nostalgia i poetycki nastrój całości. David śpiewa nad wyraz dostojnie, a jego refleksyjnemu przewodnictwu idealnie w rytm "biją" pianino, perkusja, smyczki.... Piękne.
Płyta, której nie znajdziecie Państwo w tzw. dobrych sklepach muzycznych, a jedynie w bardzo dobrych.






Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"








ELTON JOHN - "Wonderful Crazy Night" - (2016) -






ELTON JOHN
"Wonderful Crazy Night"
(MERCURY RECORDS)
***** 
 


Jak miło usłyszeć Eltona Johna tak radosnego, że aż ziemia drży. Dość nostalgii i niepotrzebnych w tym tonie rozważań, bo oto najnowsze dzieło "Wonderful Crazy Night" zostało nafaszerowane tylko pozytywną mocą. Pełnią radości i optymizmu w jednym. I choć sam Elton John wyjawił niedawno, że już niczego nie musi, a walkę o listy przebojów pozostawia młodszemu pokoleniu, to jednak zaserwował jedną z najbardziej przebojowych płyt w swojej karierze. A tych spłodził do tej pory w okolicach trzydziestu.
Muzyk nie ukrywa szczęścia, podkreślając w ostatnich wywiadach zadowolenie z życia partnerskiego, jak i z faktu bycia ojcem. Daje się to usłyszeć w zasadzie na całej jego najnowszej płycie. Jeśli ktoś stęsknił się za dynamicznym, wręcz rock'n'rollowym Eltonem, przeplatającym wirtuozersko po biało-czarnej klawiaturze, to proszę bardzo, choćby otwierający album i tytułowy zarazem "Wonderful Crazy Night" ("....bywają rzeczy, o których zapominamy, ale i takie, jak ta cudowna szalona noc....") , czy równie szaleńczy "Looking Up", bądź "Guilty Pleasure" lub "Claw Hammer". W tym ostatnim, już nieco spokojniejszym, w dialog z fortepianem wdają się zgrabne organy, gitara, a i gdzieś pod jego koniec nawet dęciaki. Są też i ballady, i tutaj szczególny nacisk położyłbym na dwie wyjątkowo piękne: "A Good Heart" (bo miłość wyrażamy mając wszystkich ludzi w sercu i duszy)   - z asystującymi saksofonem i puzonem, oraz "Blue Wonderful" ("....zanurkuję w twych oczach i będę w nich pływać..."). Nie lekceważąc przy tym nieco "radośniejszej" i zamieszczonej niemal pod koniec edycji deluxe piosenki "Free And Easy". Skoro już zabrnąłem do tego fragmentu płyty, to trudno wyobrazić sobie ten album bez owego wspomnianego dodatku, jak i fantastycznego finałowego "England And America". To piosenka dla wszystkich , którzy zatęsknili do czegoś w rodzaju "I'm Still Standing".
Produkcji płyty podjął się (przy współudziale Eltona Johna) sam T-Bone Burnett, który był już odpowiedzialny za dwa jego poprzednie dzieła: "The Diving Board" oraz "Union" - nieco rozczarowujący niestety wspólny owoc współpracy z innym zasłużonym dla świata muzyki Leonem Russellem.
Jakie to niezwykłe, że ten sam (odwieczny) duet kompozytorski Elton John/Bernie Taupin, który na "The Diving Board" nie w pełni przekonywał, teraz po niespełna trzech latach sięgnął zenitu. Widać tym razem obu panom jeszcze dodatkowo sprzyjały dobre duszki.
W czerwcu na oświęcimskim stadionie na pewno będzie pięknie.

P.S. Album wydano w wielu formatach. Obok wersji podstawowej istnieje powyższa wersja deluxe, ponadto super deluxe edition, jak i "oczywisty" w dzisiejszych czasach winyl.






Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"








poniedziałek, 15 lutego 2016

"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 14 lutego 2016 - Radio "Afera", Poznań, 98,6 FM



"NAWIEDZONE STUDIO"
niedziela 14 lutego 2016 r. - godz.22.00 - 2.00

RADIO "AFERA", 98,6 FM (Poznań)
www.afera.com.pl 


realizacja: Tomek Ziółkowski
prowadzenie: Andrzej Masłowski







OZZY OSBOURNE - "The Ultimate Sin" - (1986) - 30-lecie albumu
- The Ultimate Sin
- Shot In The Dark

METALLICA - "Master Of Puppets" - (1986) - 30-lecie albumu
- Battery
- Master Of Puppets

SERENITY - "Codex Atlanticus" - (2016) -
- Iniquity
- My Final Chapter

NORDIC UNION - "Nordic Union" - (2016) -
- Every Heartbeat

SMOKIE - "The Other Side Of The Road" - (1979 / reedycja 2016) -
- The Other Side Of The Road
- Babe It's Up To You
- All Alone

CHICAGO - "Chicago 13" - (1979) -
- Street Player

THIN LIZZY - "Johnny The Fox" - Deluxe Expanded Edition - (1976 / reedycja 2011) -
Wszystkie poniższe nagrania sesje BBC, 11.10.1976 
- Don't Believe A Word
- Johnny The Fox Meets Jimmy The Weed
- Fools Gold

THE CULT - "Hidden City" - (2016) -
- Birds Of Paradise

ELTON JOHN - "Wonderful Crazy Night" - (2016) -
- England And America

TINDERSTICKS - "The Waiting Room" - (2016) -
- Like Only Lovers Can
- How He Entered

NICK CAVE & THE BAD SEEDS - "Push The Sky Away" - (2013) -
- Push The Sky Away

CITY AND COLOUR - "Little Hell" - (2011) -
- Hope For Now

DAVID KNOPFLER - "Grace" - (2015) -
- Hard Times In Idaho
- This Ship Has Sailed

PHIL COLLINS - "Both Sides" - (1993 / reedycja 2015 - ukazała się 2016) -
- Take Me With You - {strona B singla "We Wait And We Wonder" z 1994 r.)

STEVE HACKETT - "The Tokyo Tapes" - (1998) -
Koseinenkin Hall, Tokyo, 16-17.XII.1996
- Riding The Colossus
- Firth Of Fifth

CHARLIE - "No Second Chance" - (1977) -
- Don't Look Back
- Turning To You
- Thirteen

PETER FRAMPTON - "Premonition" - (1986) - 30-lecie albumu
- Stop
- Hiding From A Heartache

HONEYMOON SUITE - "The Big Prize" - (1985 / premiera luty 1986) - 30-lecie albumu
- What Does It Take
- One By One
- All Along You Knew - {na flecie IAN ANDERSON z JETHRO TULL}

PETER GABRIEL - "SW Live EP" - (1994) -
- Mercy Street




Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"