wtorek, 19 stycznia 2016

nie żyją DALE GRIFFIN (Mott The Hoople) oraz GLENN FREY (Eagles)



DALE GRIFFIN




DALE GRIFFIN
(24.X.1948 - 17.I.2016)





GLENN FREY
(6.XI.1948 - 18.I.2016)


GLENN FREY




Chyba przestanę lubić poniedziałki. Ostatnio przynoszą dużo smutnych wieści.
Jeszcze świat nie otrząsnął się po śmierci Lemmy'ego, Natalie Cole i Davida Bowiego, a tu przychodzi nam pożegnać dwóch kolejnych muzyków, tj: Dale'a Griffina - perkusistę kapitalnej grupy Mott The Hoople, oraz Glenna Freya - wokalistę, gitarzystę i okazjonalnego instrumentalistę klawiszowego amerykańskiej grupy Eagles.
W dzisiejszym przepełnionym informacjami świecie trudno jest we wszystkim orientować się na bieżąco. Przyznaję, że osobiście nie lubię wtykać nosa w szczegóły życia nawet u moich najbardziej uwielbianych artystów, stąd z rzadka wiem, kto z nich choruje, tak samo mało mnie zazwyczaj obchodzi ich stan cywilny, ilość potomstwa, posiadanego majątku, itp.... W samej sztuce interesuje mnie głównie ona sama - sztuka. Dlatego zaskoczony jestem dzisiejszymi doniesieniami. Z szybkich oględzin dokonanych w internecie (poza sms-em od Słuchacza Pana Tomasza) dowiedziałem się , że Dale Griffin zmarł w niedzielę 17 stycznia br. na chorobę Alzheimera. Z kolei o śmierci Glenna Freya poinformował mnie dosłownie przed niedawną chwilą radiowy kompan Maciek Madejski.
Na Facebookowych profilach grupy Eagles oraz samego Glenna Freya, znajdujemy komunikaty o tym smutnym wydarzeniu. Wychodzi na to, że Glenn Frey chorował już od dłuższego czasu. Zmarł dzisiaj, tj. w poniedziałek 18 stycznia w wyniku powikłań pooperacyjnych w jednym z nowojorskich szpitali.
trzy najsłynniejsze dzieła Mott The Hoople
Kiedy piszę te słowa właśnie nastawiłem w tle muzykę z jego ostatniej (retro) płyty "After Hours". Do dzisiaj ubolewam, że posiadam jej tylko podstawową 11-utworową wersję. Niestety kupując ją w 2012 roku nie miałem pojęcia, że istnieje jeszcze wydłużona o trzy dodatkowe piosenki. Przyjdzie zatem to niedopatrzenie niebawem wreszcie naprawić.
Piekielnie mi smutno. Co za paskudny czas. Przez cały ostatni tydzień przesłuchałem większość moich płyt Bowiego, a teraz przyjdzie mi na przemian serwować nagrania Glenna Freya, Eagles, jak i grupy Mott The Hoople - wspominając Dale'a Griffina.
Nie wiem co powinienem napisać o Dale'u Griffinie. Wszak zazwyczaj największe zasługi zgarniają wokaliści, bądź rasowi gitarzyści. Tak to już okrutnie jest na tym świecie. O wiele rzadziej los wynagradza basistów, klawiszowców czy właśnie perkusistów. No chyba, że ci ostatni potrafią się wspiąć na szczyty wirtuozerstwa. W przeciwnym razie ich zasługi mierzy się jednolitą miarą popularności całego bandu, w którym występują. Zatem na in plus Griffina przemawia fakt uczestnictwa, jak i współzałożycielstwa absolutnie kapitalnej, zarazem szalonej i nieco odjazdowej grupy Mott The Hoople. Grupy, którą bardzo popierał David Bowie, i dla której to w 1972 roku skomponował piosenkę "All The Young Dudes". Wczoraj, tak a propos, nawet jej posłuchaliśmy w Nawiedzonym Studio - w ramach kącika hołdu dla Davida Bowiego.
Griffin ponadto współpracował z wieloma artystami, zarówno na gruncie kompozytorskim, jak i produkcyjnym (m.in. z grupą The Cult).
Z kolei Glenn Frey, to tak znana i powszechnie uznana postać w świecie nie tylko rocka, że wypisanie jego zasług pozostawię niestrudzonym encyklopedystom. Od siebie dołożę jedynie, że obok Dona Henleya, był moim ulubionym głosem w Eagles. Myślę, że obiektywną miarą rzecz ujmując, świat też go chyba podobnie postrzegał.
komplet płyt Glenna Freya
Muzyk dla Eaglesów wiele skomponował, a także pierwszoplanowo zaśpiewał..... A nawet jeśli przyszło mu dzielić partie wokalne choćby ze wspomnianym już Donem Henleyem, to tylko na plus, albowiem wychodziły z tego prawdziwe diamenty.
Kocham wiele Eaglesowych piosenek z Jego udziałem, jak choćby: mocno w swoim czasie przebojowa "Heartache Tonight", obłędna "King Of Hollywood" (ta właśnie w duecie z Henleyem), przepiękna i nastrojowa zarazem "New Kid In Town", czy genialny finał na albumie "Hotel California" w postaci "The Last Resort" (niedawno zaprezentowane w NS). Do tego zbioru dołóżmy jeszcze kolejny duet z Henleyem w postaci "One Of These Nights" (także niedawno słuchaliśmy tego w Nawiedzonym Studio), i cała masa innych.... Podobnie rzecz się ma z Jego płytami solowymi, z których sporym uczuciem darzę "Strange Weather" z 1992 roku, ale także uwielbiam wręcz obłędny dubliński koncert, wydany w następnym 1993 roku, tuż po trasie do "Strange Weather". Mam także wielkie serce do wspomnianej już wcześniej retro płyty "After Hours", na której to maestro Frey zmierzył się z klasykami Randy'ego Newmana, Tony'ego Bennetta, Burta Bacharacha, ale i także m.in. Nat King Cole'a.
Dziwny jest ten świat, jak śpiewał blisko pięć dekad temu Czesław Niemen. Jakie to smutne, że w tak galopującym tempie tracę ostatnio moich odwiecznych idoli. Muzyków, na których twórczości dorastałem, wyostrzałem ukrytą muzyczną wrażliwość, jednocześnie przecież słuchając ich po dzień dzisiejszy.
Dale Griffin przeżył niespełna 68 lat, Glenn Frey podobnie.
Dziękuję obu Artystom za wszystko, a teraz niech brną do świata lepszego....






Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"







poniedziałek, 18 stycznia 2016

"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 17 stycznia 2016 - Radio "Afera", Poznań, 98,6 FM



"NAWIEDZONE STUDIO"
niedziela 17 stycznia 2016 r.

RADIO "AFERA", 98,6 FM (Poznań)
www.afera.com.pl 


realizacja: Tomek Ziółkowski
prowadzenie: Andrzej Masłowski 




 

DAVID BOWIE - "Young Americans" - (1975) -
- Young Americans

THE BEATLES - "Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band" - (1967) -
- A Day In The Life

DAVID BOWIE - "Space Oddity" - (1969) -
- Space Oddity

FISH - "Songs From The Mirror" - (1993) -
- Five Years

STEVE JONES - "Five And Gasoline" - (1989) -
- Suffragette City

POISON - "Poison'd!" - (2007) -
- Suffragette City

DAVID BOWIE - "Never Let Me Down" - (1987) -
- Time Will Crawl
- Glass Spider

DAVID BOWIE - "Blackstar" / "★"- (2016) -
- Lazarus

SILVER - "Gold" - (2005) -
- China Girl
- All That I Wanted

DEF LEPPARD - "Yeah!" - (2006) -
- Drive-In Saturday

DAVID BOWIE - "Nothing Has Changed" - (2014) - kompilacja
- This Is Not America - {with THE PAT METHENY GROUP} - oryginalnie na OST "The Falcon And The Snowman" z 1985 r.
- Shadow Man - {kompozycja jeszcze z czasów Ziggy'ego Stardusta}

H BAND - "Live Body Live Spirit" - (2002) -
- Life On Mars?

MYSTERY - "Delusion Rain" - (2015) -
- If You See Her
- A Song For You

LUCA TURILLI'S RHAPSODY - "Prometheus - Symphonia Ignis Divinus" - (2015) -
- Il Tempo Degli Dei

FM - "Tough It Out" - (1989) -
- Someday (You'll Come Running)

LIMAHL - "Colour All My Days" - (1986) -
- Tonight Will Be The Night
- Don't Send For Me
- Inside To Outside

DAVID BOWIE - "The Rise And Fall Of Ziggy Stardust And The Spiders From Mars" - (1972) -
- Amsterdam - {utwór dodatkowy}

JOHN DENVER - "The Real... John Denver" - (2013) - kompilacja
- Amsterdam - {nagranie koncertowe z 1976 r.}

THE DIVINE COMEDY - "Bang Goes The Knighthood" - (2010) -
nagrania z dodatkowej koncertowej płyty:
- Amsterdam
- L'Amour Est Bleu
- Joe Le Taxi
- Je Changerais D'avis

TINA TURNER - "Private Dancer" - (1984) -
- 1984

MOTT THE HOOPLE - "All The Young Dudes" - (1972) -
- All The Young Dudes

HUSEY - REGAN - "Curios" - (2011) -
- Ashes To Ashes

CONTRABAND - "Contraband" - (1991) -
- Hang On To Yourself

MIDGE URE - "10" - (2008) -
- Lady Stardust

NIRVANA - "MTV Unplugged In New York" - (1994) -
- The Man Who Sold The World

DAVID BOWIE -  "The Rise And Fall Of Ziggy Stardust And The Spiders From Mars" - (1972) -
- Starman
- Moonage Daydream



Audycja w dużej części poświęcona Davidowi Bowie'emu







 
Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"


 










niedziela, 17 stycznia 2016

DAVID BOWIE - "Blackstar" / "★" - (2016) -






DAVID BOWIE
"Blackstar" (lub po prostu jako "★")
(ISO RECORDS / SONY MUSIC)




W piątek 8 stycznia 2016 r. w sklepach całego świata pojawiła się najnowsza płyta Davida Bowiego "Blackstar". Premierę Artysta zaplanował na dzień swoich 69 urodzin. W niedzielę 10 stycznia, niczym grom z jasnego nieba dotarła wieść o jego śmierci - w konsekwencji długiej półtorarocznej choroby nowotworowej. Bowie zataił stan zdrowia przed wszystkimi, tak aby nie ingerowano w jego prywatność. Dlatego chyba wszyscy byliśmy takim obrotem spraw nie tylko zaskoczeni, ale przede wszystkim poruszeni.
Jakże innego znaczenia nabiera najnowsza muzyka Davida Bowiego w obliczu tego, co się stało. Już choćby tylko symbolika samego albumowego tytułu "Blackstar" może być interpretowana na wiele sposobów. Każde słowo, każda nuta, znaczą dziś o wiele więcej, niż po pierwszym kontakcie z albumem w dniu jego wydania.
I choć Bowie przez całe życie mocno zapracował na swą wielkość, to lepszego artystycznego opus magnum nie mógł sobie wymarzyć. A tym bardziej zaplanować.
Odezwał się przed trzema laty po długiej przerwie, za sprawą bardzo udanej płyty "The Next Day", na której nie tyle nawet ożywił własną legendę, co też pokazał klasę niedostępną wielu dzisiejszym twórcom. Po ub.rocznej wieści o nadchodzącym nowym albumie świat oczekiwał go już z wypiekami na twarzy. I kiedy ten wreszcie się pojawił, przyniósł muzyką wychodzącą daleko naprzód, a zarazem pozbawioną "ładności", przebojowości, której przecież mieliśmy całkiem sporo na suma sumarum niełatwej "The Next Day".
A jakbyśmy postrzegali dzisiaj Bowiego, gdyby nie "The Next Day" i wydany w tak niesamowitych okolicznościach "Blackstar"? Być może zapamiętalibyśmy go jako bardzo ciekawego artystę epok minionych, w których zawsze miał coś do powiedzenia, a i nawet częstokroć je wszystkie wyprzedzał. Dlatego kto wie, być może i lepiej, że żegnamy Go w chwili, w której ponownie miał czoło ku górze.
"Blackstar" przynosi tylko siedem piosenek, w dodatku trudnych do jakiegoś jednoznacznego scharakteryzowania. Nie ma w nich radosnych chwil, jest za to sporo jazzu, awangardy, niełatwych melodii, a często nawet depresyjnego nastroju.
Bowie z reguły zaskakiwał, nigdy się nie powtarzał, a nawet nie pozwalał przewidzieć kolejnego kroku. Zawsze szedł za głosem serca, pozostawiając dalece w tyle oczekiwania innych. To czyniło go postacią intrygującą i cenioną zarazem. I ten album też jest tego dowodem.
Zawiera kompozycje zarówno premierowe, jak i opublikowane już nieco wcześniej. Na tej płycie jednak podane w zupełnie innych wersjach. Weźmy pod lupę bardzo piękny i brzmiący niczym pogrzebowy kondukt "Lazarus", którego Bowie jest współautorem. Piosenkę tę napisał na potrzeby musicalu wystawianego na Broadwayu. Można go już teraz wpisać do wieczystej księgi skarbów. Z kolei, nieco ponad cztero- i półminutowy "Sue (Or In A Season Of Crime)", był już dostępny na 3-płytowej kompilacji "Nothing Has Changed", którą to wydano w 2014 roku - w ramach uczczenia 50-lecia artystycznego Bowiego. Tyle, że tam był on sporo dłuższy i znacząco inny. W takiej samej ponad 7-minutowej wersji wydano tę piosenkę również na odrębnym maxi singlu. A na jego drugiej stronie znajdowała się kolejna kompozycja zamieszczona na "Blackstar", a mianowicie " 'Tis A Pity She Was A Whore". W albumowej postaci podano ją także w (nieco) krótszej formie. Tak więc, z siedmiu kompozycji zamieszczonych na "Blackstar", raptem cztery są w stu procentach premierowymi. A i tak całej płyty słucha się jak jednolitego premierowego dzieła.
Pamiętam nieco saksofonu na "Aladdin Sane". Brzmiał on intrygująco, a jednak na "Blackstar" ten instrument wydaje się być najważniejszym ogniwem. Oczywiście obok samego głosu Bowiego. I jakże pięknego śpiewu. Nie umniejszając przy tym wybornym partiom organów, pianina, fletu czy gitary - których też nie zabrakło.
Jakie to niesamowite, że w śpiewie Bowiego słychać dużo mocy, jak i samej chęci do życia. Nawet teraz, już po smutnym niedawnym wydarzeniu, trudno wyczuć w nim chorobę i przewidzieć jej smutną konsekwencję. Zresztą, sam Bowie chyba najbardziej cieszył sympatyków, gdy adresował do nich twórczość daleką od tej radosnej. Taką, jak na tej płycie. I kto wie, czy na "Blackstar" nie wspiął się jeszcze o szczebel wyżej. Myślę, że to jedne z najwspanialszych niespełna trzech kwadransów, jakie jeszcze zdążył stworzyć. Niczym swoiste postscriptum. Od otwierającego tytułowego "Blackstar", aż po finałowy "I Can't Give Everything Away".






Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"







piątek, 15 stycznia 2016

guma

W ostatnich dniach nie tylko słucham Davida Bowiego, choć Jego najwięcej. A powinienem Lucę Turilliego i jego kompanów z Rhapsody. Wrocławski koncert tuż tuż. Pojadę z moim dobrym kolegą, z którym niegdyś regularnie raz na kilka tygodni odwiedzaliśmy Berlin. Nie tylko po same płyty, ale i choćby po to, by zjeść prawdziwego kebaba - od Turka. Spora to frajda. Gdy się panu Turkowi powiedziało, żeby nie przesadzał z tą cholerną zieleniną, to tak wszystko ze sobą pozestawiał, że niebo w gębie. U nas aby zjeść dobrego kebaba trzeba się samemu dobrze postarać. Brakuje w tej dziedzinie mistrzów, bywają głównie rzemieślnicy. A ja lubię artystów. I to nie tylko w muzyce.
Wracając do Davida Bowiego...., podobno na świecie po śmierci Artysty tak wzrosło zainteresowanie najnowszym dziełem "Blackstar", że zabrakło płyt w magazynach (te powrócą dopiero pod koniec miesiąca). Obecnie wszystkie winylownie tłoczą drugi nakład, ponieważ pierwszy rozszedł się w trymiga. Na aukcjach internetowych wiele winylowych starych tłoczeń jego albumów posiada na tę chwilę mocno wyśrubowane ceny. Sprawdziłem, ale to dobrze - prawa rynku. Gdy emocje opadną, ceny zapewne także, lecz teraz.... Podobnie sprawy się miały tuż po śmierci Michaela Jacksona. Pamiętam jedną aukcję w serwisie Allegro, gdzie kilka osób licytowało bułgarskiego longplaya "Thriller", którego cena z reguły nigdy nie przekraczała 25-30 zł, a wówczas zakupiono go za ok.110 złotych. Dlatego polecam kupować na bieżąco, po co później brać udział w tego typu szaleństwach.
Wczoraj otrzymałem w prezencie od "gotyckiego" Krzyśka niesamowitego maxi singla. Absolutnie zaskakującego i mającego bezpośredni akcent z jedną z moich ulubionych płyt minionego roku. Niestety zauważyłem, że mam nieco wysłużony pasek w gramofonie, który trzyma obroty na 33 1/3, natomiast na szybszych 45 RPM, robi psikusy. Muszę zatem kupić ową nową gumę, by go jak najszybciej posłuchać. Nie mogę się doczekać! Dopiero później postaram się o tym wszystkim coś napisać.






Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"






środa, 13 stycznia 2016

bycie fanem

Od poniedziałku sięgam wieczorami głównie po Bowiego. Zastanawiam się tylko, dlaczego Artysta musiał odejść, bym wreszcie od dawna tak porządnie przysiadł przy jego piosenkach.
Na Facebooku w poniedziałek chyba nie było osoby, która by nie pochyliła się nad Nim. We wtorek jeszcze pozostali ci, którzy wciąż przeżywali fakt niespodziewanego rozstania, natomiast w dzisiejszą środę, ostali się już tylko najbardziej oddani.
Znam różnych zadeklarowanych entuzjastów talentu Tej niezwykłej postaci, ale jednego - Pana Łukasza Mińczykowskiego - uważam za największego spośród nich wszystkich. Dzisiaj mi napisał, że w czerwcu tego roku świętowałby 15-lecie z Bowiem. Odpisałem mu, by jednak świętował tak, jakby On nadal żył.
Pan Łukasz wielką sympatię do Bowiego miał od zawsze, odkąd go znam (a to młody człowiek - co należy podkreślić). Nie tylko teraz, gdy tego typu deklaracje po prostu "wypada" złożyć.
Bo jeśli zdjęcia profilowe na FB układa się za sprawą ulubionego Davida Bowiego, a i na własnej tablicy zachęca do posłuchania jego piosenek zarówno w styczniu, lutym, marcu,..... i tak przez cały rok, to ja komuś takiemu wierzę. Pan Łukasz płyty Bowiego kupuje z drżącymi rękoma i potem na czole. I w tym miejscu pragnę podziękować Panu Łukaszowi za bycie prawdziwym Fanem.






Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"



wtorek, 12 stycznia 2016

zmarł David Bowie (8.I.1947 - 10.I.2016)

Po odespaniu wczorajszej audycji za jedną z pierwszych czynności uznałem chwycenie za telefon. Zaskoczyła mnie ilość nieodebranych połączeń, nie mówiąc już o dosłownie zapchanej skrzynce sms-owej. Otworzyłem pierwszą wiadomość: "David Bowie nie żyje", następnych już nie musiałem. To było porażające. Szok i niedowierzanie. W drodze do pracy w tramwaju przejrzałem internet i dowiedziałem się, że maestro od półtora roku chorował. Ciężko chorował i skrupulatnie to ukrywał. Raptem jednego dnia wszyscy się o tym dowiedzieliśmy i wszystko raptem runęło. A jeszcze kilka dni temu widziałem jego jedno z najnowszych zdjęć, na którym wyglądał całkiem nieźle. Chudy jak zawsze, ale w jego oczach nie było niepokoju, zmęczenia, choroby....
Dopiero teraz tytuł najnowszego i świeżo co wydanego albumu nabiera odpowiedniej symboliki, a jeszcze wczoraj zapewne wielu z nas próbowało go rozgryźć.
Nie dalej jak kilka godzin wcześniej wspólnie z moim Szanownym realizatorem Tomkiem Ziółkowskim rozmawialiśmy o Nim w naszym Aferowym studio, podczas emisji dwóch najnowszych piosenek ("Dollar Days" oraz "I Can't Give Everything Away"). Żałowaliśmy, że żadnemu z nas nie udało się posłuchać jego muzyki na żywo. Złościliśmy się na fakt odwołania kilkanaście lat temu polskiego koncertu, z racji jego kompletnego komercyjnego fiaska.
David Bowie to artystyczny temat rzeka. Opisanie jego zasług w pigułce, tu i teraz, mija się z celem. Od tego jest stosowna literatura i płytoteka, do których gorąco zachęcam.
Osobiście mam do tego Artysty wielki szacunek, a i sporo zarazem sympatii. Jego twórczość towarzyszyła w całym moim muzycznym życiu. Począwszy od Tonpress'owskiej pocztówki dźwiękowej "Young Americans", poprzez pierwszą winylową zdobycz "Station To Station" (ze zmienioną okładką - dziś byłby to rarytas, a kiedyś musiałem się z nią rozstać), późniejszy zachwyt za sprawą wcześniejszego doskonałego Ziggy'ego Stardusta, a także uwielbianą w moim gronie rówieśników 18-latków "Let's Dance". Gdy ta tylko się pojawiła, a ja uczyniłem wszystko, by się zbyt mocno nie spóźnić.
Mniej więcej w tym czasie nadrabiałem zaległości związane z najważniejszymi klasykami - w tym rewelacyjne "Low", "Space Oddity", "Heroes" czy "The Man Who Sold The World".
Chyba jako jeden z nielicznych od pierwszego wejrzenia pokochałem "Never Let Me Down". Zdobytą wówczas wersję jugosłowiańską trzymam po dziś dzień. Dzieło skrytykowane niemal przez wszystkich, a ja nie mogłem się od niego oderwać.
Pamiętam jaki byłem rozemocjonowany kupując w poznańskiej Arenie w 1984 roku nowiuśkie winylowe "Tonight". Na giełdzie sprzętu zimowego. Do pełni szczęścia od tego samego sprzedawcy dołożyłem jeszcze bardzo aktualnych Queen z przebojowym dziełem "The Works". Także obie płytki jugosłowiańskie. Były tańsze, a wyglądały prawie jak te oryginalne z niedostępnego Zachodu.
Późniejsze lata przynosiły różne spojrzenia na twórczość Davida. Jak dla przykładu, rozczarowanie na powszechnie świetnie przyjęty "Outside". Fani Bowiego oddawali mu niskie pokłony, a ja dorastałem do tego albumu jeszcze przez dobrą dekadę.
Nie znosiłem "Earthling", i nic się do dzisiaj w tej materii nie zmieniło. Natomiast od razu polubiłem "Hours...". Bardziej od "Reality" czy "Heathen", choć to był w mojej opinii bardzo fajny nowy rozdział. Kreatywny, pomimo iż krytycy uważali inaczej.
Bardzo uradowała mnie Jego dyspozycja na poprzedniej już "The Next Day". Przynajmniej kilka piosenek wręcz genialnych.
W miniony piątek poleciałem do sklepu po najnowszy "Blackstar". Wiedziałem, że znowu będzie inaczej, ponieważ Bowie nigdy się nie powtarzał. Bo z niego to był taki rodzaj artysty nieprzewidywalnego. Chodzącego tylko sobie dobrze znanymi szlakami. Nawet współpracownicy wielokrotnie zaskakiwani byli podejmowanymi przez Bowiego decyzjami. To powodowało, że maestro był fascynujący. Poza tym świetnie śpiewał, ciekawie kreował mody, nawet jeśli wcześniej przypatrywał się ich początkom u innych.
Wielokrotnie prekursorsko wyprzedzał czas. Był Wielkim Artystą. Szkoda Go ogromnie. Lubiłem jego twarz, te twarde charakterystyczne rysy, ciekawe fryzury, stylizacje, kolory włosów, zacięty niemal germański układ ust, wreszcie - piękny głos! - którym operował, niczym kameleon. Wielobarwny, choć jakoś nigdy nie radosny.
Cały dzisiejszy dzień słucham jego piosenek. Właśnie dobiega końca druga emisja najnowszego "Blackstar".
28 grudnia pożegnaliśmy Lemmy'ego - cztery dni po jego 70-urodzinach, a teraz Bowiego - dwa dni po 69-urodzinach mistrza. Okoliczność urodzin przyniosła nam w prezencie najnowszą kolekcję piosenek i zarazem świetną całościową płytę. Jakże inaczej dziś smakującą.
Smutne to bardzo. W tak krótkim czasie świat muzyki stracił dwie tak wspaniałe i kochane zarazem osobowości.
Dzięki Ci David za wiele pięknych muzycznych wzruszeń, a i dostarczonych mi fascynacji, a teraz brnij do świata lepszego....






Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",

w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"






poniedziałek, 11 stycznia 2016

"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 10 stycznia 2016 - Radio "Afera", Poznań, 98,6 FM







"NAWIEDZONE STUDIO"
niedziela 10 stycznia 2016 r.

RADIO "AFERA", 98,6 FM (Poznań)
www.afera.com.pl 


realizacja: Tomek Ziółkowski
prowadzenie: Andrzej Masłowski






REVOLUTION SAINTS - "Revolution Saints" - (2015) -
- Turn Back Time
- Here Forever

SAXON - "The Eagle Has Landed Part II" - (1996) -
- Requiem (We Will Remember)

FM - "Indiscreet" - (1986 / reedycja 2012) - 
- That Girl - {BBC Into The Music Session 25/04/1985, B side of "Everytime I Think Of You" 12"single 1990}
- Frozen Heart (extended) - {taken from 12"single 1985}

IRON MAIDEN - "Somewhere In Time" - (1986 / edycja z 1995 roku z dodatkowym CD) -
- That Girl - {FM cover}

DEF LEPPARD - "Pyromania" - (1983) -
- Too Late For love
- Die Hard The Hunter

RAINBOW - "Long Live Rock'n'Roll" - (1978) -
- Long Live Rock'n'Roll
- Rainbow Eyes

KISS - "Crazy Nights" - (1987) -
- Crazy Crazy Nights
- I'll Fight Hell To Hold You
- My Way

IAN PAICE'S SUNFLOWER SUPERJAM - "Live At The Royal; Albert Hall 2012" - (2015) -
- Since You've Been Gone - {BRIAN MAY, KERRY ELLIS, JOHN PAUL JONES, IAN PAICE & BRIAN AUGER}

FIND ME - "Dark Angel" - (2015) -
- Dark Angel

ERIC CLAPTON - "Slowhand At 70 - Live At The Royal Albert Hall" - (2015) -
- You Are So Beautiful - {śpiew PAUL CARRACK}
- Layla

DAVID BOWIE - "★" (Blackstar) - (2016) -
- Dollar Days
- I Can't Give Everything Away


THE DOMINO STATE - "Uneasy Lies The Crown" - (2011) -
- We Must Not Shut Ourselves Away
- This Oubliette

KITE - "Kite V" - (2013) -
- Dance Again
- The Rhythm

RIVERSIDE - "Love, Fear And The Time Machine" - (2015) -
- Time Travellers

KAJA - "Crazy Peoples Right To Speak" - (1985) -
- Shouldn't Do That

KAJAGOOGOO - "White Feathers" - (1983) -
- White Feathers
- Too Shy
- Kajagoogoo (instrumental)
- Hang On Now

GARY WRIGHT - "Touch And Gone" - (1977) -
- Touch And Gone
- Starry Eyed
- Sky Eyes
- Lost In My Emotions

ROGER TAYLOR - "Fun On Earth" - (2013) -
- Say It's Not True - {na gitarze JEFF BECK}





Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"