czwartek, 9 sierpnia 2012

KEN HENSLEY - "Love & Other Mysteries" - (2012) -

KEN HENSLEY - "Love & Other Mysteries" - (ESOTERIC ANTENNA / CHERRY RED RECORDS) -  ***



Muzyk, który był niegdyś jedną z najważniejszych postaci Uriah Heep, nie chce mieć nic wspólnego z obecnie działającą grupą, o tejże właśnie nazwie. Nazywając ją "tribute bandem". Tak przy okazji, ma on nawet po części rację, ponieważ od dawna pod nazwą Uriah Heep, ukrywają się muzycy, którzy z najlepszymi czasami nie mają związku, a jedyną oryginalną postacią (od samego początku zresztą) jest tylko gitarzysta Mick Box.  Bez względu na to, należy przyznać, iż ostatnie albumy Uriah Heep, są naprawdę niezłe.
Ken Hensley woli być w cieniu tej zasłużonej nazwy i dawnych jej dokonań, pomimo iż często na solowym gruncie tworzy przecież rzeczy do niej podobne. Teraz jednak stworzył album, jakiego większość sympatyków jego talentu mogło się nie spodziewać. A, że talent Hensley posiada, niech zaświadczy choćby kilka tytułów tak pomnikowych Uriah Heep'owskich kompozycji, jak: "The Park" czy "Lady in Black" (obie z genialnej płyty "Salisbury"), "July Morning" - stworzone wspólnie z nieżyjącym Davidem Byronem (pierwszym i najlepszym głosem Heep), rozpędzone "Easy Livin' ", a także obłędnie piękny i niedoceniany należycie "Pilgrim" - skomponowany również do spółki z Davidem Byronem.
"Love & Other Mysteries", jest zestawem dziesięciu nastrojowych kompozycji. Pełnych melancholii, smutku, dostojności. Takich, jakie zawsze lubił na swoich albumach wtykać gdzieniegdzie pojedynczo. Teraz utkał z takowych całą plytę . Zapraszając przy okazji sporą liczbę muzyków (o hiszpańsko brzmiących nazwiskach), najczęściej jednak nieznanych szerokiemu rockowemu audytorium. Za wyjątkiem byłego "purpurowego" Glenna Hughesa (obecnie w Black Country Communion), który zaśpiewał nieco ckliwą balladę "Romance", w duecie z Santrą Salkovą. Nie jestem jakimś wielkim fanem talentu Hughesa (choć czasem go lubię), ale przyznać muszę, że tę zaśpiewał fantastycznie. Zresztą Santra Salkova, pomimo dużo delikatniejszej barwy głosu, nie pozostała Hughesowi jakoś specjalnie dłużna. W zasadzie, kto wie, być może jest to najładniejsza piosenka na tej płycie, ale jednak na kilka innych także warto by zwrócić uwagę. Jak choćby na te zaśpiewane przez samego Hensleya, typu "(This) Bleeding Heart" - z ładnymi smyczkami, pojawiającymi się w refrenie, albo na znajdującą się w środkowej części miłosnej pieśni "Come To Me". Może i nazbyt rzewnej, ale na pewno nie pozbawionej swoistego uroku. Zresztą podobne uczucie może wywoływać nieco wcześniej zaśpiewana tutaj piosenka "No Matter", w duecie przez Irene Forniciari i Roberto Tirantiego. Bardzo oszczędna, pełna delikatności, z wyeksponowanymi głosami tejże pary, którym w tle akompaniują uroczo smyczki i pianino. Ładna rzecz. Dobrze się w takim śpiewaniu odnajduje Roberto Tiranti, który płuca wyrywa w przed zamykającym całość "Respiro Tu Amor" - zaśpiewanym po hiszpańsku. Ponadto w następnym i finalizującym całość "Little Guy", ponownie Tiranti tworzy duet z Irene Forniciari. Brzmienie tej piosenki jest już gęstsze i pełniejsze, ale smyczki także wkradają się w niejedną tu pozostawioną lukę. No i jeszcze na moment pojawia się tutaj taki chórek a'la gospel.
A o czym traktuje każda z piosenek, dowiemy się nie tylko z analizy tekstów, ale i także z krótkiej notki zamieszczonej w książeczce komentującej każdą z nich.
Płyta nosi jednolity charakter i może sobą zainteresować zdecydowanie nierockową publiczność. Zresztą o to właśnie chodziło Hensleyowi, który chyba nie chce do końca życia uchodzić tylko i wyłącznie za szarpidruta. A po prostu - za dobrego i otwartego na różne style kompozytora.



Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl

środa, 8 sierpnia 2012

Zofia Klepacka - złota kobieta z brązowym medalem

Zofia Klepacka, windsurferka, nasza brązowa olimpijska medalistka. Kobieta z brązowym medalem i złotym sercem. Medal wywalczyła dla swojej sąsiadki, 5-letniej Zuzi. Medal, który pójdzie pod młotek, a pieniądze z niego, na leczenie dla potrzebującej dziewczynki. Ludzkie. Poruszające. Piękne.





Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl

Polska Olimpiada Żałości

Jedynymi, którzy nie próbują, a raczej nie mogą postrzegać porażki na londyńskich igrzyskach, są komentatorzy telewizji publicznej. Wykupiony pół-monopol na transmisje (wraz z Eurosportem) ,a także nabici w butelkę reklamodawcy, nie dopuszczają do siebie myśli, że wszystko już skończone. Codzienne nadzieje, albo nienaturalnie rozbudzane apetyty, z głowami w piasku zamykają niemal każdy dzień. Na pocieszenie kilka medali, najczęściej brązowych, które i tak nie ratują żałośnie niskiej klasyfikacji naszej kadry. Bądź co bądź, blisko 40-milionowego kraju. Wszyscy pewniacy zawodzą, a medale jeśli już, to zdobywają płotki.. Strach pomyśleć, gdyby tych płotek nam zabrakło. Wcale nie chodzi mi nawet o moje podejście do całej tej Olimpiady, ale o stan naszego sportu. Nie myślałem do tej imprezy, że jest on tak dramatycznie słaby. Bo pojedyncze potknięcia nawet da się wytłumaczyć. Trudno mieć pretensje do sztangisty, który z jakiejś blokady psychicznej spalił trzy próby i odpadł z turnieju. Będąc ponoć faworytem do złota. Jednak w taki sposób można by oczyścić każdego zawodnika, jak Anię Rogowską, siatkarzy czy kajakarki. Jak nie idzie, to nie idzie. Z przykrością oglądam niektóre wejścia na żywo w TVP 1 czy TVP 2. Mieszane pary prowadzących nie wiedzą już same co mówić, a gdzie tu jeszcze spojrzeć kamerze prosto w oczy. Fakt, że trudne to może być, szczególnie gdy posiada się tak wykoślawione gustowne okulary jak redaktor Kurzajewski. Nie chciałbym być w skórze jakiegokolwiek takiego prezentera TV i udawać zachwyty nad przeważnie brązowymi medalami. A kiedy już trafią się ze dwa takie cuda jednego dnia, jak ostatnio, to wypadałoby z euforii pokazać widzom przynajmniej dżdżysty pod z czoła, z rzecz jasna wyreżyserowanym uśmiechem od ucha do ucha.
Gigant naszej siatkówki Bartosz Kurek, chodzi tak oszołomiony po swoich przedolimpijskich zapewnieniach o perle w koronie, że zapomniał o dobrych manierach, wykazując się nie lada "szacunkiem" w stosunku do dziennikarzy  i reporterów. No proszę. A mnie wmawia się, że tylko futboliści są chamscy i prymitywni. Reszta to pełna kultura, klasa i osobowości. Pożyjemy zobaczymy. Właśnie reszta dyscyplin dobija do "czołówki" i wkrótce sięgnie poziomu naszej boiskowej kopaninki. Stanąć z uśmiechem do kamery po triumfie, to każdy potrafi. Panu Kurkowi i jego kolegom uśmiech szybko zmyli z twarzy ambitni Australijczycy. Bo zbytnia pewność siebie zawsze jest zgubna. Dobrze o tym pamiętać panowie Kurek i spółka. Słowa te piszę na kilka godzin przed meczem z Rosją. I choć życzę tym naszym pewniakom zwycięstwa, albowiem nasi to nasi, to jestem jakoś mało przekonany, że po tym co dotąd zobaczyłem, zostanę z ich strony czymś miło zaskoczony.
Kiedyś narzekano, nie ma sukcesu, bo nie ma baz, ani warunków treningowych. Ostatnio pojawiły się nowe halowe tory kolarskie, piękne sale do ping ponga, wielkie areny, nowe stadiony, a u nas średnio jeden medal przypada na cztery miliony mieszkańców. I nie jest to zwykłe narzekactwo czy malkontenctwo, a po prostu - żałosne stwierdzenie faktów.



Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl

wtorek, 7 sierpnia 2012

SOULSAVERS - "The Light The Dead See" - (2012) -

SOULSAVERS - "The Light The Dead See" - (V2 Records) -  ****3/4



Zawsze lubiłem głos Dave'a Gahana. Tak samo zresztą jak całe dawne Depeche Mode. Niestety, w ostatnich latach muzyczne propozycje panów D.Gahana, M.Gore'a oraz A.Fletchera, zupełnie nie wzbudzały we mnie jakiś większych emocji. Żeby nie powiedzieć - żadnych. Dlatego też, niespecjalnie ciągnęło mnie w stronę nowych poszukiwań czy to zespołowych, bądź ewentualnych solowych projektów jego poszczególnych członków. Zapewnienia słowne bezkrytycznych fanów DM, że oto D.Gahan nagrał piękną płytę, nie wystarczały mi do momentu, w którym pewien mój znajomy po prostu się wściekł, zapakował płytę pod pachę, przyszedł z nią do mnie, i niemal zmusił do jej posłuchania. W efekcie czego odleciałem, a po niedługiej chwili już przyziemnie poleciałem po nią do sklepu, by móc spokojnie tego wieczoru przyłożyć głowę do poduszki.
Do teraz nie mogę się otrząsnąć. Proszę Państwa, oto leży przede mną płyta, tak piękna, że trudno będzie dobrać słowa, by opisać jej zawartość. Niewiarygodne, że powstała w czasach pełnych dehumanizacji czy wszech ogarniającego nas zobojętnienia. Mało tego, można by zadać sobie pytanie, ile dzisiejszych istnień ludzkich jest ona w stanie tak naprawdę poruszyć? Ale tak od serca. A nie na przykład, bo jest się obowiązkowym fanem DM, który łyka wszystko bez popitki, co tylko wychodzi spod pióra któregokolwiek z jego członków.
Dave Gahan śpiewa tutaj najśliczniej odkąd pamiętam. Z taką nawałnicą uczuć i subtelnego piękna, że świat rwie się na strzępy. Sam musiał wiele w życiu przejść, a i otrzeć się o tamten świat, by wiele przemyśleń czy zgorzknień z siebie wydusić. Nie trzeba nawet mocno wchodzić w teksty z tej płyty, by ją poczuć i zrozumieć.
Jak to dobrze, że nie ma na "The Light..." tych wszystkich syntetyków, laboratoryjnych syntezatorów, czy innych tam kłujących po uszach dźwięków, które mogłyby tylko zabić atmosferę, którą wytworzyły tutaj prawdziwe i ciepłe brzmienia instrumentów o pół-rockowej sile, bądź otulone dookoła nich smaczki w postaci pianina, trąbki, smyczków,.....
Dwie krótkie miniatury instrumentalne, a poza tym dziesięć piosenek. Melancholijnych, smutnych, dostojnych, z absolutnie cudnymi melodiami. Uwierzcie mi Państwo, że gdyby złożyć do kupy najokazalsze fragmenty płyt Depeche Mode z ostatnich prawie dwudziestu lat, to nie zajęłyby one nawet połowy czasu, tego skądinąd krótkiego, niespełna trzy-kwadransowego albumu.
O takich płytach zwykle mawia się "petarda!". Bowiem, aby przyładować, niekoniecznie trzeba mieć moc Slayera. Można po prostu doładować pięknem , takim, że dech zapiera. Jak tu.
Płyta roku? Kto wie...



Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 5 sierpnia 2012 - Radio "Afera" Poznań 98,6 FM

"NAWIEDZONE STUDIO"
program z 5 sierpnia 2012
RADIO "AFERA" 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl


spółka Jim Vallance / Bryan Adams została zagrana z płyt zamieszczonych na tym zdjęciu






VAN HALEN - "Van Halen" - (1978) -
- Runnin' With The Devil

GUN - "Gun" - (1968) -
- Race With The Devil


IRON MAIDEN - "Fear Of The Dark" - (1992) -
- Be Quick Or Be Dead


AC/DC - "Back To Black" - (1980) -
- Givin The Dog A Bone


BLACK SABBATH - "Heaven And Hell" - (1980) -
- Heaven And Hell


LUCA TURILLI'S RHAPSODY - "Ascending To Infinity" - (2012) -
- March Of Time - (cover HELLOWEEN)


THE RODS - "Let Them Eat Metal" - (1984) -
- White Lightning
- Rock Warriors


-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

kącik z kompozycjami spółki JIM VALLANCE - BRYAN ADAMS

PAUL ANKA - "Classic Songs - My Way" - (2007) -
- Heaven

JOE COCKER - "One Night Of Sin" - "One Night Of Sin" - (1989) -
- When The Night Comes

KISS - "Creatures Of The Night" - (1982) -
- Rock And Roll Hell
- War Machine

THE LAW - "The Law" - (1991) -
- Nature Of The Beast

TED NUGENT - "Penetrator" - (1984) -
- (Where Do You) Draw The line

ROD STEWART - "Every Beat Of My Heart" - (1986) -
- Another Heartache

ROGER DALTREY - "Under A Raging Moon" - (1985) - zagrane z LP
- Let Me Down Easy
- Rebel

URIAH HEEP - "Head First" - (1983) -
- Lonely Nights

KROKUS - "The Blitz" - (1984) -
- Boys Nite Out

TINA TURNER - "Break Every Rule" - (1986) -
- Back Where You Started

LOVERBOY - "Wildside" - (1987) -
- Hometown Hero

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

SAGA - "20/20" - (2012) -
- Lost For Words

PAUL BUCHANAN - "Mid Air" - (2012) -
- Fin De Siecle

SOULSAVERS - "The Light The Dead See" - (2012) -
- Bitterman
- I Can't Stay
- Take
- Tonight

MARK KNOPFLER - "Get Lucky" - (2009) -
- Remembrance Day
- Get Lucky
- So Far From The Clyde
- Piper To The End

ECHO & THE BUNNYMEN - "Avalanche" - (2003) -
- It's All Over Now (Baby Blue) - (cover Boba Dylana)

THE NOTTING HILLBILLIES - "Missing... Presumed Having A Good Time" - (1990) -
- Railroad Worksong

KEN HENSLEY - "Love & Other Mysteries" - (2012) -
- Respiro Tu Amor - (śpiew ROBERTO TIRANTI)

SAYBIA - "Eyes On The Highway" - (2007) -
- Angel















Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl

czwartek, 2 sierpnia 2012

Sportowych porażek ciąg dalszy, czyli śmiech przez łzy, czy łzy przez śmiech?

Telewizja Polska (do niepisanej spółki z Eurosportem)  wykupiła pakiet (choć i tak natrętnie pokaźny) olimpijskiego nudziarstwa. Licząc na wielkie zyski - rzecz jasna. Na razie jednak przychodzi schować głowę w piasek, bowiem nasi fundują tylko same straty. Ta sztucznie nakręcana co cztery lata machina nadziei sportów, bądź nieistotnych, bądź mało kogo obchodzących, w tym roku dała się negatywnie we znaki jak mało co. Pokładane nadzieje na medale zawiodły na całej linii. Byłem pewien, że runie ten sztucznie stawiany jeszcze przed igrzyskami mur. Siatkarze zapewniali "oj, będzie się działo", i słowa dotrzymali, bo ponoć po pięknym meczu z Włochami (nie oglądałem z uwagi na niedzielne Nawiedzone Studio), Bułgarzy za to utarli naszym nochala, i pokazali ich miejsce w szeregu. A i pewność siebie, zmyli im z twarzy. Wcale się nie zdziwię, jeśli niżej notowani Argentyńczycy uczynią tej naszej pewności siebie tyleż samo bólu.
Poza tym, "sensacyjna" Agnieszka Radwańska, oberwała tak, że długo się nie pozbiera ona i jej fani. W meczu o prestiż, deblowy występ z siostrą Urszulą, nie pozwolił nawet na niczym oka zawiesić, ponieważ co ciekawsza piłka ze strony Amerykanek powodowała, że te nasze gwiazdy broniły się z rozpaczliwością tonącej klaczy. Nie wspomnę o Pawle Korzeniowskim czy Otylii Jędrzejczak przez delikatność, by zaoszczędzić goryczy tym niegdyś zasłużonym wodnym bateriom. Jednak po tak kompromitującym występie Otylii, przyjąłbym jej przedwczesną dymisję i doradziłbym udać się na sportową emeryturę. Podaruję sobie także uszczypliwości np. szermierzom, judokom, czy innym....
Przed wyjazdem do Londynu, wszyscy znawcy liczyli ilość medali do zdobycia, w taki sposób, jakby już one były zdobyte. Nie policzono jednak tylko tego (oby na razie) jedynego srebra, które niespodzianką się jawi, a i kto wie, może stać się jedynym trofeum z tej Olimpiady Niespełnionych Nadziei. Bo na razie wszystko co dało się przegrać - przegraliśmy. Nawet jeśli staramy się podbudować wszelakimi awansami do ćwierć czy półfinałów, w których to później dostajemy i tak zasłużone baty. Tak więc Moi Mili, nie interesując się dyscyplinami mało istotnymi, wiem co w nich słychać, bo i ucho czy oko, z lekka na nich zawieszam.
Telewizja Polska zainfekowała swe dwa podstawowe kanały sportami, którymi przeciętny Polak przez cztery lata kompletnie się nie interesuje, a co ważniejsze osiągnięcia w tej czy tamtej dyscyplinie, zapamięta tylko dlatego, że w futbolu jesteśmy beznadzieją od co najmniej ćwierć wieku. Dlaczego Hiszpanie czy Brazylijczycy, mając najlepszych futbolistów na świecie, na olimpijskich arenach prawie w niczym nie błyszczą? Na to pytanie niech odpowiedzą sobie przeciwnicy futbolu i sprzymierzeńcy zniczu olimpijskiego w jednych osobach.
Niech mi ktoś wytłumaczy, dlaczego szermiercze pierdoły czy nudziarskie pływanie delfinem, pokazuje się od dechy do dechy, a na przykład przeciętnie zapowiadający się mecz w nogę Śląska ze szwedzkimi herosami, których nazwy nie pamiętam, Telewizja Publiczna nie daje za friko, lecz tylko na płatnym kanale TVP Sport? Nie dlatego, by zrobić Masłowskiemu na złość, lecz po to, by na przyszłość zmusić do zakupu tegoż kanału. Wszak cwaniaki wiedzą, że mało kto zapłaciłby kilkadziesiąt złotych na olimpijski miesiąc, aby oglądać łucznictwo, siatkę plażową czy rwanie ciężarów. Choć to ostatnie , to i tak jedna z ciekawszych dyscyplin trwającej właśnie imprezy. O czym niech zaświadczą zawsze dobrze zapełnione trybuny. W przeciwieństwie do zainteresowania meczem sióstr Radwańskich, na których to przedstawieniu po obu stronach kortu, znajdowała się kilkurzędowa wynudzona jak mopsy publiczność.
A co do meczu Śląska Wrocław, to dzięki Ci Panie, że po 0:1 do przerwy, wyłączyłem laptopa i poszedłem z żoncią dotlenić się na obowiązkowym codziennym spacerku. Co prawda moja żoneczka z nieodłączną dymiącą rureczką, a ja na szczęście będąc już od równych trzech lat od niej wyzwolonym.
Całą rundę wiosenną Śląsk grał fatalnie, albo w najlepszym razie - źle.  I jakiś cud tylko sprawił, że nagromadzonych jesienią 2011 punktów, nie zgubił całkowicie. No, zasługa w tym także sprzymierzonej Wisły Kraków, która w ostatniej kolejce, i to w meczu przyjaźni, dała przysłowiowej dupy, podkładając się Ślązakom, przez co konsekwencje i wstyd dla Polskiej Piłki, zbieramy ponownie wszyscy, niczym robotniczo- chłopski lud stonkę, zrzuconą niegdyś na nasze urodzajne pola przez jankesów.
Orest Lenczyk, któremu udał się dosłownie jeden jakiś tam wcześniejszy sezon, miał ze Śląska uczynić mistrza, co mu się zresztą zupełnym przypadkiem udało, bowiem pozostali uczestnicy Ekstraklasy grali w tym momencie jeszcze gorzej. Obserwując tę wrocławską beznadzieję od dawna, byłem pewien, że nie mają oni szans w żadnej międzynarodowej klasie rozgrywkowej. Co też się właśnie stało. Bo choć fuksem wymęczyli mistrzostwo kraju, to brakiem pomysłów, czy  jakiegokolwiek stylu, ich miejsce jest w conajmniej o jedną klasę rozgrywkową niżej. Ci natomiast, apetytów narobili sobie na Ligę Mistrzów, jakby luster w domach nie mieli.  Tylko sobie i reszcie naszego pięknego kraju wstyd przynosząc.
Patrząc na to wszystko, chyba lepiej zaopatrzyć się w kijki i śmigać pieszo chodnikami mego miasta. Zdrowiu nie pomoże, medalu nie przyniesie, lecz gdy upodobnię się do reszty tychże idiotów, uśmieję się do łez. Choć już sam nie wiem co lepsze: śmiech przez łzy, czy łzy przez śmiech.



Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl

środa, 1 sierpnia 2012

nowe limitowane wydawnictwo MOSTLY AUTUMN nie dla wszystkich fanów. Z cyklu: "To mnie boli"

Zapytał mnie niedawno dobry znajomy, a i przy okazji Słuchacz Nawiedzonego Studia, czy nie zechciałbym dla siebie nowego albumu Mostly Autumn w wersji limitowanej? Pomyślałem, głupie pytanie, no jak nie, jak tak. Wszak lubię ten zespół, kibicuję im od samego początku, a i żadnej płyty w kolekcji także mi nie brakuje. Hasło - wersja limitowana, dwupłytowa, no i droga, bo prawie za sto złotych. Ja, taki fan, jakbym mógł odpuścić. Bo nawet, gdybym już nie tylko o sobie pomyślał, ale choćby i o Nawiedzonym Studio. Przecież wielką frajdą jest posiadanie nowych nagrań Mostly Autumn, i granie ich  na antenie. A chcąc grywać takie rzeczy, trzeba spustoszyć niejednokrotnie kieszeń, bo jako prezenter niszowej stacji radiowej, prezentów raczej z rzadka się spodziewam, i to nie na aż taką skalę, jak takie oto ekskluzywne limitowane wydania. Lato jest, w portfelu beznadzieja, ale postanowione, muszę to mieć! Bo bycie fanem do czegoś zobowiązuje. Mija kilka dni i przychodzi odpowiedź. Konkretnie dzisiaj. Płyty nie będzie,  nakład wyczerpany. Firma, która przyjęła zamówienie poinformowała, że oto już musztarda po obiedzie. Limitowany nakład dwóch  tysięcy na cały świat, rozszedł się niczym bezkartkowe papierosy Klubowe w kiosku Ruchu, w roku 1981. Teraz grupa robi sobie przerwę, po czym, po jakimś tam czasie, muzycy spróbują zadowolić swoich fanów wersją standardową, i już tylko jedno-płytową. To nic, że tę lepszą wersję kupiłoby ze trzy razy tyle ludu co grupa zadowolić spróbowała. Kogo to obchodzi. Mostly Autumn zagrali sobie na nosie z takimi jak ja, którzy wiernie jak psy czekają pod budą, lub na wycieraczce, by przy każdej okazji zdobyć płytę swego "Pana". Bo w tych durnych czasach limity oscylują wokół liczb tysiąca, bądź dwóch tysięcy egzemplarzy, i nikogo nie obchodzi, że zaspałeś o pięć minut za długo i nie zorientowałeś się, że płyta już jest od kilku dni w sprzedaży. A tak właśnie mnie teraz się przydarzyło. Zaspałem, choć przecież sympatii nie straciłem. Ale właśnie za to dostałem po nosie. Czuję się trochę nieswojo, a co gorsza, wzmaga się we mnie uczucie niesmaku, że jeden raz przez blisko piętnaście lat czuwania, te czuwanie zagubiłem, i nawet ludzie grający tak piękną muzykę mają mnie gdzieś. Bo wymyślili sobie jakąś durną liczbę dwóch tysięcy pięknego wydania CD na świat, swego nowego dzieła, zamiast trzech lub pięciu tysięcy, które i tak by się rozeszło, a i ja dzięki temu, mógłbym się także teraz z niego cieszyć.
Skończyły się czasy, nie tak dawne przecież, gdy na przykład Rhapsody, wydając trzeci album w pięknym dużym boksie, napisali na stickerze widniejącym na froncie opakowania, że to ściśle limitowana edycja tylko 35 tysięcy egzemplarzy!!!. Dzisiaj takiej ilości nie da się praktycznie sprzedać nawet w wersji standardowej, i to jeszcze w jakiejś w miarę niskiej cenie. Piraci mają to w nosie i się śmieją, bo i tak nic ich to nie obchodzi, a to właśnie po części przez nich jest w tej chwili takowy stan rzeczy. Albowiem te durne nakłady płyt stały się powszechne w czasach zainfekowanych jutjubów, majspejsów, zasranych fejsbuków i całej tej bandy sępów, jaka w przeważającej mierze stąpa po chodnikach nie tylko przecież naszego kraju. I choć na nich sobie teraz ulżyłem, to wściekły jestem najbardziej na nie pierwszą takową zagrywkę ze strony tego zespołu. Dotąd inni mi się żalili, a teraz mam okazję poczuć smak podobnej porażki na własnej skórze. Jako wierny fan zespołu, a także kolekcjoner płyt, czuję się olany i zlekceważony przez zespół. W związku z tym, postanowiłem, że z bólem serca zadowolę się wersją standardową i okrojoną, gdy tylko ta trafi do sprzedaży, ale nawet ewentualna najpiękniejsza muzyka wydobywająca się z tej płytki, nie przedostanie się w eter za moją sprawą.
Dziękuję za uwagę.


Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl