Po upływie lat, ponad połowa albumu podoba mi się niepomiernie bardziej, niż w chwili poczęcia, a to po raz kolejny udowadnia wielkość Bowiego, który pisał na potem, wyprzedzał czas, czym od zawsze fascynował.
"Blackstar" to album wymagający i zmuszający odbiorcę do zaangażowania. Rzecz o orientacji eksperymentalnego popu, z domieszką jazzu, awangardy, także art'rocka i czegoś demonicznego. W tekstach nie brakuje wątków śmierci, zarówno z pozycji już zmarłych, co właśnie przymierzających się.
Płyta wyprodukowana przez Tony'ego Viscontiego, a więc przez wieloletniego współpracownika Bowiego, a nagrana z nowojorskimi muzykami, czyli w pewnym sensie w naturalnym środowisku twórcy Ziggy'ego Stardusta. W pewnym sensie - ponieważ Nowy Jork był tylko przystankiem Bowiego pomiędzy Wyspami a ostatecznym zacumowaniem w Los Angeles. Na "Blackstar" mamy nawet piosenkę, która tego wątku dotyka - "Dollar Days". I to jest jeden z najlepszych w mojej opinii momentów, wraz z "I Can't Give Everything Away", " 'Tis A Pity She Was A Whore" oraz "Lazarus".
Dziś właściciel berlińskiej trylogii miałby siedemdziesiąt dziewięć lat i zapewne nie zgubiłby po drodze twórczej weny. Powiem Państwu w tajemnicy, ponieważ jesteśmy sami i nikt nas nie podsłuchuje, bardzo mi Go brakuje. Wraz z jego zniknięciem rynek muzyczny opustoszał, wyblakł, wyziębł coś.
andy
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00
na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub afera.com.pl
"USPOKOJENIE WIECZORNE"
w każdy poniedziałek od 22.07 do 23.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań) lub radiopoznan.fm
![]() |
| pierwsze i ostatnie początek i koniec 1967 vs. 2016 from start to finish |

