piątek, 30 stycznia 2026

karawan

W odtwarzaczu kompaktowym drugi album Caravan. Takie tam skojarzenie z dzisiejszym pogrzebem. Smutna uroczystość. Najbliżsi zmarłej płaczą, a ledwie mówiący ksiądz wygłasza regułkę, którą po paru ostatnich pochówkach opanowałem, jak amen w pacierzu. Żadnej inicjatywy, kreatywności, wałkują przyodziani w czerń powierzone im skostniałości, a wierni, niczym echo, oznajmiają swe przybycie równie jękliwymi odzewami. Tyle lat od wynalezienia stwórcy, a tu wciąż na jedno kopyto. Oby tylko na sercu lżej najbliższym zmarłej, albowiem łączę się z Nimi w tym smutnym dla nich czasie. Wiem, co to utrata matki. Nie minęło jeszcze pół roku od piętnastego sierpnia, najgorętszego dnia minionego - choć w sumie wyjątkowo kiepskiego - lata. Mama umarła w dniu, w którym z Mundim w ogóle tego nie przewidywaliśmy. Był to jedyny dzień, w którym z przekonaniem założyłem szorty, by ostatecznie bardzo tego pożałować. Godzinę przed kresem, Mama z apetytem zjadła kolację, a ja niebawem miałem wyruszać na Berwińskiego. Skapnęła mi się ekstra audycja - którą ostatecznie poprowadził nieoceniony Mariuszko. 

"If I Could Do It All Over Again, I'd Do It All Over You" - tytuł dżdżownica. Ciągnie się, jak stąd po Archangielsk. Płyta jednak o zwyczajnym total/time'ie, i o to chodzi. Wszystko idealnie, ani kapki pod menisk wypukły. Choćby o milimetr poza czasowy szablon czarnej płyty. Akurat tyle, na ile starcza ludzkiej percepcji.
W chałupie dwa egzemplarze. Dlaczego? Ot, wyjaśnię; otóż pierwszym, był francuski z wytwórni Mantra (pierwszy od lewej), ale przyszedł dzień, kiedy wyparł go remaster. Pojawił się etap, kiedy odbijało mi na ich punkcie. Rzucałem się na każde nowe wydanie z podbitym dźwiękiem, a jeszcze, jeśli dokładano dodatkowe utwory, to już za każde pieniądze. Pierwszy egzemplarz bez żalu wydałem szwagrowi, jednak niedługo później i on sprawił sobie identyczną edycję, więc pewnego razu postanowił sędziwy już podarunek zwrócić darczyńcy. Zdziwiłem się, ale i ucieszyłem zarazem, i od tamtego dnia uznałem płytę za przeznaczenie. 

Dwójka Caravan cudowna, choć obwieszczam wszem i wobec, w ogóle kocham ten zespół i mam bzika nawet na płyty noszące miano średniaków. Nie potrafię tego uzasadnić, ale do jasnej ciasnej, czy wszystko na tym świecie koniecznie trzeba uargumentowywać?
A zatem, "If I Could..." to bezsprzecznie najlepsza płyta Caravan, co i całej Sceny Canterbury. I dajcie spokój z tymi wszystkimi Gongami, SoftMachinami, HatfieldamiNorthami i kogo tam jeszcze licho.
Przed nami wyjątkowe coś, z prześlicznymi motywami/melodiami, wszędobylskimi i zarazem szlachetnymi Hammondami, co różnego rodzaju bębnami (często afro-kubańskimi), do tego fletem, saksofonem i oczywiście basem, gitarą... Cała baza tych instrumentów znacznie podwyższa jakość, wzmacnia stereofonię, a repertuar czyni atrakcyjniejszym. No i, cóż za olśniewające, jedyne w swoim rodzaju śpiewanie Pye'a Hastingsa i Richarda Sinclaira. Ich delikatne, niemal harmonijne, i jak gdyby z lekka wycofane głosy, paradoksalnie najbardziej definiują styl grupy.
Nie umiałbym nie mieć tej muzyki. Nie posiadając jej na półce, nie ośmielałbym się gadać do mikrofonu. Bez niej rockowy radiowiec to pipa, nie radiowiec.

Niesprawiedliwie album przywoływany pamięcią jedynie wobec "For Richard". Tak fani ochrzcili ponad czternastominutową mini suitę "Can't Be Long Now / Francoise / For Richard / Warlock". Genialny numer, ale w żaden sposób nie odstają, kolejny długas, choć jednak już tylko dziesięciominutowy, a i również zbity z czterech fragmentów - "With An Ear To The Ground You Can Make It / Martinian / Only Cox / Reprise", do tego o połowę krótsze "As I Feel I Die" - cóż za organy!, bądź tytułowa krócizna, mamy ją zaraz od brzegu strony A.
Muzyka z tego albumu jest równie na haju, co pierwsza część tytułu, tym razem dwuutworowego kolejnego mini długasa - "And I Wish I Were Stoned / Don't Worry". A przecież psychodeliczne i pod radio "Hello Hello", nawet dzisiaj mogłoby każdego poranka wybudzać nas z radiodbiornika pod resztę udanego dnia. Diapazon repertuaru całego dzieła, jak widać, wydaje się niewyczerpany. Upłynęło ponad pół wieku, a ja zawsze coś tu odkrywam. Nie da się tej muzyki pogrzebać. Niech nikt na to nie liczy. Zresztą, kto pamięta epizod Projekt Morderstwa u Columbo, to i skojarzy słowa, tego nie do zagięcia porucznika: zwłoki mają paskudny zwyczaj wypływania na powierzchnię.
Nie znam drugiego takiego, ni nawet z lekka podobnego albumu, a przesłuchałem ich w życiu tony. Lub hektolitry - jaka komu miara pasuje. Urocze, lekkie w odbiorze, wyzbyte banału dzieło, o niemal baśniowej aurze.

andy

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 

"USPOKOJENIE WIECZORNE"
w każdy poniedziałek od 22.07 do 23.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm


czwartek, 29 stycznia 2026

zombie pożeracze

Faith No More'owy Mike Patton rocznikiem ode mnie trzy lata młodszy (a z dokładniejszych wyliczeń nieco mniej), więc na boisku nie załapałby się z rówieśnikami mej daty nawet na ławkę. Ale z biegiem lat różnice znacznie się zacierają, więc dzisiaj to już niemal równolatek.
Przed kilkoma dniami obchodził urodziny, sięgnąłem więc po najlepszą z jego głosem płytę - "The Real Thing". Lubię w całości, włącznie z hitem "Epic" - bez pardonu nafaszerowanym skando-rapem.
Po upływie lat wciąż nie potrafię zadeklarować uwielbienia dla jakiegoś konkretnego jednego utworu, wystającego lepszością ponad inne. Mimo to myślę sobie, że na dzisiaj możemy podgłośnić kapitalne, sześciominutowe, z każdą chwilą zyskujące na natężeniu "Zombie Eaters". Nic się nie zestarzało. Klasa kawałek. Choćby się skichały te wszystkie pierdy deftonsy, parkłejdrajwy czy bringmidehorajzony, nie daliby rady wskoczyć w podobne do Faith No More buty, nawet po kilku głębszych. Inna sprawa, iż dzieciarnia z pokolenia z, jest cienka jak drut.
A zatem "Zombie Eaters". Kotłuje się, Mike Patton wychodzi z siebie. Śpiewa, krzyczy, skanduje, a niekiedy, gdy trzeba - śpiewa baranim głosem  (ten to ma głos, chyba ponad skalę oktaw). Wszystkiego po trochu. Ależ piosenka. Uwielbiałem ją w osiemdziesiątym dziewiątym, kłaniam jej się nisko także teraz.
Dobry tekst, choć trzeba nad jego rozwikłaniem popracować. Wyczuwam tu relację dzieciaka z rodzicem z perspektywy malca. I ten smarkacz to typowy pasożyt. W dodatku panikarz. Ledwie znika mu matka z oczu, a ten już płaczem doprowadza ją do szału. A potem znowu wysysa z niej nie tylko mleko, ale i każde źdźbło energii. Żadna więc z niego niewinna istotka, to intruz! - zombie wręcz. Interesowna, lejąca w gacie persona, żądna jedynie własnych potrzeb. Ale jest jeszcze coś. Istnieje coś takiego, jak depresja poporodowa, a wtedy role mogą się odwrócić, i to rodzicielka staje się złośliwa oraz mściwa. Z pozycji obiektywnej nie znajduję dla żadnej ze stron współczucia. W owym zakresie skrywam raczej kiepską regulację empatii. Zaznaczę przy sprzyjającej okazji - nie cierpię wrzeszczących i beczących bachorów, podobnie jak rapu. Pamiętajmy, dzieciaki bezlitośnie uzurpują własne szczęście od rodziców, a gdy go nie dostają, przechodzą do kontry i z biegiem czasu nienawidzą.
Musiał Mike mieć jakieś silne w tym zakresie przeżycia/wspomnienia, skoro eksploduje w tej piosence z niesłychanym zaangażowaniem, wiarą i przekonaniem. Głośniki aż wyzwalają wichurę. Ale tak trzeba, ponieważ tak właśnie się słucha rocka, a nie na tych komputerkach popierdółkach.
Dużo zdrówka dla Mike'a!

andy

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 

"USPOKOJENIE WIECZORNE"
w każdy poniedziałek od 22.07 do 23.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm


wtorek, 27 stycznia 2026

Jethro Tull ponownie w Polsce

Ponownie do naszego kraju zawitają Jethro Tull. W odległej dość, acz jednak tegorocznej perspektywie, trzy koncerty:
(piątek) 27 listopada 2026 - Poznań, Sala Ziemi
(sobota) 28 listopada 2026 - Warszawa, Hala Ursynów
(poniedziałek) 30 listopada 2026 - Zabrze, Dom Muzyki i Tańca

trasa "The Curiosity Tour" (organizuje Calliandra Productions, w Polsce Art-Muza)

Ostatni album "Curious Ruminant" (2025) niespecjalnie mi się widzi, ale nie idzie przecież o jedną płytę. Ona jedynie pretekstem do nowych koncertów. Wierzę, iż przed nami kolejne ekscytujące wieczory z muzyką Iana Andersona. 

Jethro Tull nie nagrywali płyt przez dwie dekady, a jak wystrzeli, to od dwa tysiące dwudziestego drugiego spłodzili trzy. Najbardziej z nich lubię "The Zealot Gene"

P.S. Pozwalam sobie udostępnić oficjalny plakat z zapowiedzi tej trasy. Nie wiem, czy mogę, czy nie, więc być może niebawem zniknie, jeśli ktoś mój nieoficjalny ruch zaskarży u mego dostawcy usług hostingowych, albo u polskiego organizatora, który zdjął mi już kiedyś zapowiedź występów Focus. Wówczas chwycę za druty i wyszydełkuję własny.

andy

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 

"USPOKOJENIE WIECZORNE"
w każdy poniedziałek od 22.07 do 23.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm



konstatacja

Prezydent mojego kraju trzyma psiaki na uwięzi.
Prezydent mojego kraju nie wspiera WOŚP.
Prezydent mojego kraju wetuje jak popadnie, ponieważ interes partyjny przedkłada nad narodowy. 
Prezydent mojego kraju nie staje w obronie polskich żołnierzy podczas afgańskiej misji, ponieważ boi się podskoczyć megalomanowi Trumpowi.
Prezydent mojego kraju jaki jest, wszyscy widzimy.


andy

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 

"USPOKOJENIE WIECZORNE"
w każdy poniedziałek od 22.07 do 23.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm

Sly Dunbar in memoriam (*)

Umarł Sly Dunbar - jamajski perkusista i o takim usposobieniu muzyk, znany głównie ze Sly And Robbie. Niezwykle ceniony, więc tym dobitniej służę odnotowaniem. Bo, choć uprawiał sporo nie w moim guście rytmów, to jednak mam go w roli sidemana na paru lubianych płytach, czy to u Boba Dylana, Micka Jaggera, Simply Red bądź Joe Cockera. I to płytach powszechnie uznanych, więc tym wyraźniej wytłuszczam jego znaczenie. Podobnie, jak na tę okoliczność szacunkiem wobec Sly'a wystosowali się Keith Richards czy Ronnie Wood.
Sly, nie zatrzymuj się, pędź ku Gwiazdom...

andy

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 

"USPOKOJENIE WIECZORNE"
w każdy poniedziałek od 22.07 do 23.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm

 

firma

Jeśli włączyliście wczoraj Drodzy Państwo Radio Poznań, tak na równą godzinę przed moim Uspokojeniem Wieczornym, mieliście okazję wysłuchania ciekawie wnioskującego psychologa biznesu. Sprawa zadziała się w paśmie Rafała Regulskiego Rozmowy Po Zachodzie. Audycja jest, albo za chwilę będzie dostępna w podcaście, więc można odsłuchać, gdyby co. Powinny szczególnie zabrać się za nią młodziaki, ci z pokolenia Z. Sprawa dotyczyła ich najdelikatniej mówiąc nieporadności we współczesnym świecie, ale i często tumiwisizmu, wynikającego z różnorakiego nieprzystosowania. Słuchałem faceta i wiele mi się zgadzało. Otrzymałem odpowiedzi na nurtujące od dawna pytania, ale i też podjęty został temat, na który niejednokrotnie chętnie zwróciłbym uwagę w pozaradiowym gronie, lecz wielu ludziom wystają zrogowaciałe pancerze. A sprawa, jak się okazuje jest, tylko musi ją jednak wzniecić człek utytułowany. 

Nastawiam właśnie częstokroć filmowego, obecnie już blisko 92-letniego Dave'a Grusina. Tym razem "Firma", vide "The Firm". Ponad trzydziestoletni film z Tomem Cruisem w roli głównej, ale nie od filmów jestem, także dolewam Wam, Drodzy Państwo, dżezu do ognia.
Po dopiero co wyemitowanych czterech numerach ze Wspaniałych Braci Baker, tym razem w nieco innej konwencji Dave Grusin. Z jednym wszak wspólnym mianownikiem, otóż, zawsze na swych soundtrackach, ten fascynujący pianista miewa gości, więc pomimo iż płyty ostatecznie bywają podpisywane jego nazwiskiem, namacalnie skrywają jeszcze nie tyle kolaboracje, co osobliwe kompozycje niezależnych od Grusina twórców. Tak było u braci Baker, tak jest i na dzisiejszej Firmie, a kto słyszał inne filmówki Grusina, dostrzeże podobne zależności, np. na Havanie, Tootsie czy weźmy na to Trzech Dniach Kondora.
"The Firm" to taki Grusin na flirt jazzu z bluesem. Dobrze oba style w jednym garze oddaje pianistyczny motyw przewodni - "The Firm - Main Title". Z kolei sama końcówka, numer "How Could You Lose Me? - End Title", choć z pozoru powoli, leniwie rozkręca się na innej modły melodię, ostatecznie w końcowej fazie nabiera pokrewnego znaczenia.
Grusin aż w ośmiu ścieżkach, które sukcesywnie przecinają inni, np. Jimmy Buffett w countryrockowym "Stars On The Water", stricte country'owa Nanci Griffith w "Never Mind", dobry blues "Start It Up" Robbena Forda, albo w innym bluesowym temacie -"M-O-N-E-Y" - country/blues/swingujący Lyle Lovett. Jest jeszcze okropne calypso "Dance Glass" w wydaniu Dave'a Samuelsa - jedyny na ścieżce przeszkadzacz. Używając teleturniejowej terminologii - zonk. Jednak postacią z afisza niekwestionowany przywódca Dave Grusin, który jak zawsze natchniony. Jego jazz/bluesowe błądzenia po biało-czarnej klawiaturze przyjmuję z rozkoszą, a niekiedy wręcz rozprężeniem. A przecież film to jednak żadna sielanka, wszak z tego co pamiętam, nosił pewnego rodzaju mafijno-korporacyjne piętno. I gdy się muzyce Grusina przysłuchamy uważniej, zabije z niej pewien posmak niepokoju, jakiegoś złowieszczego oddechu za plecami. Dobrze zilustrowana muzyka potrafi robić za sam film, jak w tym właśnie przypadku.
Jeśli macie Państwo na półce, to już tylko do posłuchania jeden krok.

andy

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 

"USPOKOJENIE WIECZORNE"
w każdy poniedziałek od 22.07 do 23.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm


"USPOKOJENIE WIECZORNE" - program z 26 stycznia 2025 / Radio Poznań, 100,9 FM Poznań

"USPOKOJENIE WIECZORNE"
wydanie nr 93
26 stycznia 2026

(poniedziałek, w godz. 22.07 - 23.00)

Polskie Radio Poznań
100,9 FM Poznań
realizacja Łukasz Kurzawski

prowadzenie andy

 

SCORPIONS "Savage Amusement" (1988) -- Francis Buchholz in memoriam
- Believe In Love

DREAMTIDE "Dream And Deliver" (2008) -- Francis Buchholz in memoriam
- Dancing When The Night Falls

NICK LOWE "Indoor Safari" (2024) -- świąteczno-noworoczna niespodzianka od Pana Tomasza, Słuchacza z Warszawy
- Went To A Party

LE ORME "Collage" (1971) -- wiosną grupa na dwóch polskich koncertach. Jeden z nich w Poznaniu - wtorek, 14 kwietnia 2026, Klub Pod Minogą
- Sguardo Verso Il Cielo 

LE ORME "Storia O Leggenda" (1977)
- Storia O Leggenda

ANDRZEJ KORZYŃSKI "07 Zgłoś Się" Seria IV (2025)
- Hipnoza Głębin {z odcinka "Skok Śmierci" /1985/}

VAN HALEN "Studio Rarities 1989 - 2004" (2023)
- Respect The Wind {oryginalnie na OST "Twister" /1996/}



poniedziałek, 26 stycznia 2026

łyżwy

Wczorajsza ślizgawica nie tylko mnie napędziła strachu. Dotarłem do radia po prawdziwych boleściach. Odmrożenie szyb auta Mundi zajęło więcej czasu, niż przejazd z jednego końca miasta na drugi. Jeszcze czegoś takiego nie doświadczyłem. To znaczy doświadczyłem - w latach dziewięćdziesiątych. Był taki jeden dzień, kiedy z rana nie mogłem ujść kroku, a moją broszką stało otwarcie sklepu. Zamówiona pod sytuacyjnym przymusem - nie dla przyjemności - taksówka, podjechała ze znacznym poślizgiem (dosłownie i w przenośni), a ostatecznie okazało się, że tamtego dnia najlepiej było zostać w domu. Wczoraj być może też tak byłoby najrozsądniej, jednak nosiłem w sobie pragnienie zrobienia tej audycji, więc zrobiłbym ją nawet, gdybym był jej jedynym z uchem przy głośnikach beneficjentem. I myślę, że ostatecznie nie była najgorsza, co?. To znaczy, pytanie przepycha się spod śluzy kategorii obiektywnych, albowiem dla mnie była bezbłędna. Nigdy nie stosuję wypełniaczy, zawsze prezentuję tematy lubiane i lubiane jeszcze bardziej, więc nie ma mowy przestrzelić.
Dzisiaj nie lepsza aura, zapewne nawet w moich traperach stabilność na dyndających zawiasach, ale nic to, pojadę do radia, ponieważ zamierzenie nadania w eter bliskiej mi muzyki, nie szuka zamienników czy innych półśrodków. 
Kończmy już tę przeklętą zimę. Zarówno za nią, co i każdą inną, nigdy nie zatęsknię.


andy

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 

"USPOKOJENIE WIECZORNE"
w każdy poniedziałek od 22.07 do 23.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm

"NAWIEDZONE STUDIO" - program z 25 stycznia 2026 / Radio Afera 98,6 FM Poznań


"NAWIEDZONE STUDIO"
wydanie z 25 stycznia 2026
(z niedzieli na poniedziałek,
od 22.00 do 2.00)
 
98,6 FM Poznań
oraz afera.com.pl

realizacja i prowadzenie: andy

 

BLVD. "Blvd." (1988)
- Far From Over
- Never Give Up

GLENN FREY "Strange Weather" (1992)
- Part Of Me, Part Of You {piosenka do filmu "Thelma And Louise" /1991/}

MIDNIGHT OIL "Diesel And Dust" (1987) -- Rob Hirst in memoriam
- Put Down That Weapon
- The Dead Heart
- Sometimes

MIDNIGHT OIL "Resist" (2022) -- Rob Hirst in memoriam
- Rising Seas

SCORPIONS "Crazy World" (1990) -- Francis Buchholz in memoriam
- Lust Or Love

PHANTOM V "Phantom V" (2016) -- Francis Buchholz in memoriam
- Someday
- Blue Dog

DREAMTIDE "Dream And Deliver" (2008) -- Francis Buchholz in memoriam
- Your Beat
- Help Me

MIDNITE CITY "Bite The Bullet" (2025)
- Hang On Til Tomorrow

RITCHIE BLACKMORE'S RAINBOW "Stranger In Us All" (1995) -- z racji 30-lecia "Stranger In Us All", nadchodzącą wiosną sześć pokazów szykuje u nas Doogie White. Przy czym, władców krainy podziemnej pomarańczy interesuje Poznań, a więc, proszę bardzo - wydarzy się 25 marca w Klubie Pod Minogą. Ten koncert to taka mini rekompensata za niedoszłe wydarzenie, o którym opowiedziałem Państwu na moim FM.
- Hall Of The Mountain King {Edvard Grieg cover, z tekstem Candice Night}

LE ORME "Felona E Sorona" (1973) -- Le Orme in trilogy 1971-1973 live Polish tour - pod takim hasłem oczom naszym staje zapowiedź dwóch polskich koncertów, tych absolutnie uznanych i chwilami przecudnych progowych Italian. Live'y w Poznaniu oraz Piekarach Śląskich. Szczegóły na moim radiowym paśmie oraz wczorajszym wpisie.
- L'equilibrio

LE ORME "Uomo Di Pezza" (1972)
- Aspettando L'alba

WISHBONE ASH "Illuminations" (1996) -- sprzedaż biletów na poznański koncert w Tamie, na nadchodzącego 13 lutego, nabrała niesłychanego tempa. Nie ma co zwlekać, bo już niebawem zawiśnie 'sold out', i dla ociągających się nastanie płacz oraz zgrzytanie zębami. -- 'Time Was Tour' zapowiada się ekscytująco, a zatem, na ramię broń i po bilety - albo na Poznań, albo Warszawę, Pszczynę lub Gdynię. Gdzie komu pasuje.
- Tales Of The Wise

GALAHAD "In A Moment Of Complete Madness" (1993) -- i oto kolejna koncertowa zapowiedź. I ponownie związana z Grodem Przemysła, choć ogólnie na polskiej mapie trzy występy. Ale mnie obchodzi sobota, 28 lutego w klubie 2Progi. -- Galahad świętują czterdziestkę i z owej racji wyruszają w nostalgiczną trasę. O moim uczuciu do dawnych Galahad mieliśmy wczoraj na moim paśmie, a na dzisiaj w rozpisce poniżej tytuł wczoraj zaserwowanego ośmiominutowego finału z drugiego albumu tych angielskich neoprogrockersów.
- Welcome To Paradise

PAT METHENY GROUP "Unity Village" (1993) -- wydawnictwo nieautoryzowane
recorded live June 1979, U.S.A.
- Jaco {nie w całości, ponieważ gdzieś w połowie nagrania odtwarzacz dostał czkawki}
- American Garage

BRUCE HORNSBY "Harbor Lights" (1993) -- album z udziałem m.in. Johna Malo (ex-członka The Range), Phila Collinsa czy Pata Metheny'ego.
- China Doll
- Fields Of Gray
- The Tide Will Rise

CROSBY, STILLS, NASH & YOUNG "American Dream" (1988)
- Nighttime For The Generals {główny wokal David Crosby}

CHICAGO "Chicago 18" (1986) -- we wrześniu stuknie albumowi czterdzieści lat minęło...
- Forever {śpiew Robert Lamm}
- 25 Or 6 To 4 {nowa wersja klasyka z końca lat 60-tych} {śpiew Jason Scheff}
- Will You Still Love Me? {śpiew Jason Scheff & Bill Champlin}

OST "The Fabulous Baker Boys" (1989) -- music by Dave Grusin
DAVE GRUSIN Main Title (Jack's Theme}
DAVE GRUSIN Welcome To The Road
DAVE GRUSIN Suzie And Jack
DAVE GRUSIN Soft On Me

PAT METHENY GROUP "Pat Metheny Group" (1978)
- Phase Dance


"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl
(
obecność nieobowiązkowa !)
 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze



niedziela, 25 stycznia 2026

Le Orme na wiosnę w Poznaniu oraz Piekarach Śląskich

Przypadające na miniony rok 60-lecie progrockowych Italian z Le Orme, dotrze również do Polski z dwoma pokazami. Świetna grupa, polecam nie przeoczyć.

wtorek, 14 kwietnia 2026, Poznań - Klub 'Pod Minogą'
środa, 15 kwietnia 2026, Piekary Śląskie - 'Andaluzja'

bilety w pierwszej puli 129 zł, w drugiej 145 zł, w dniu koncertu 159 zł

Oficjalny plakat obwieszcza okładki trzech albumów:
"Collage" (1971)
"Uomo Di Pezza" (1972)
"Felona E Sorona" (1973)
Z powyższego wynika, iż grupa właśnie o nie oprze koncertowy repertuar, a to znakomita wiadomość. Najsłynniejsze, można by rzec: en vogue albumy, aczkolwiek osobiście jestem jeszcze wielbicielem wydanego sporo później "Storia O Leggenda". Nie oczekujmy jednak zbyt wiele i tak już jest ekscytująco. 

Ciekawe, w jakim zestawie instrumentów grupa nam się zaoferuje. Niegdyś stosowali wokal, organy, bas i perkusję, i bywali czarującą wypadkową beatlesowskiej psychodelii z duchem Emerson Lake & Palmer, Genesis i trochę Yes. A do brytyjskiego LP "Felona E Sorona", w epoce teksty dopisał nawet maestro Peter Hammill.

To samo info przypomnę za czas pewien, by nikomu nie umknęło.

andy

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 

"USPOKOJENIE WIECZORNE"
w każdy poniedziałek od 22.07 do 23.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm


sobota, 24 stycznia 2026

nieautoryzowany Metheny

Nieformalne wydawnictwa a dział dolać dżezu do ognia, ktoś powie: to nie licuje. Być może, lecz nie jestem audiofilem, nie stosuję też pokrytych złotem okablowań i wtyków, a dysponuję jedynie i aż przyzwoitym stereo. Na dobitkę, nie wczuwam się w zapotrzebowania ludzkości, zaniedbuję więc powszechne selekcje i recykling, kicham na pomocne memu zdrowiu odżywianie oraz nie trwonię szmalu na kolorowe winyle. Jadam w McDonald's, KFC, Zahir Kebab i wszędzie tam, gdzie wszyscy odradzają, przestrzegają i nakazują puknięcie w czoło. Ku zaskoczeniu jednak żyję i leci mi sześćdziesiąty pierwszy rok życia. Moją jedyną walutą muzyka, a że losem natury jestem raczej lichy, romantyzuję przeszłość, nawet pe er el.
Przed nami nieautoryzowany, taki za nie więcej, jak pięć złotych live Pata Metheny'ego i jego zespołu - "In Concert". Wiadomo, wydawnictwo nie tego błysku, co np. "Travels", ale tamtego wciąż sobie nie dokupiłem.
Wydawcą wytwórnia Jazz Door - label specjalizujący się w różnych odmianach wyszukanej muzyki rozrywkowej. W katalogu przynajmniej kilka atrakcyjnych tytułów, szkoda jedynie, że wydawca zapomina o tantiemach, a przynajmniej na usilnych względem nich próbach.
Jazz Door nie wdają się w szczegóły, zero troski o słuchacza od strony informacyjnej, po prostu okładka, spis nagrań oraz sama muzyka. W przypadku Pata - dobrej jakości. Rzekłbym nawet, jak na bootleg, znakomitej. Gdyby to było oficjalne live, nikt by wargi nie zadarł.
CD z roku 1993, a więc z czasów poznańskiego koncertu, aczkolwiek z materiałem opisanym, jako: recorded live, USA 1992. I nie jest to trasa opiewająca o promowanie "Secret Story", nie mamy tu żadnego numeru z tej boskiej płyty. Są za to najczęściej obfite fragmenty z "Letter From Home" oraz "Still Life (Talking)", a zatem także granie jazz fusion, które szczególnie u Pata cenię. Jest jeszcze pod te strzechy fragment z "First Circle" oraz numer "Straight On Red", który pamiętam ze wspomnianego wcześniej "Travels".
Wszyscy muzycy istotni, lecz dla mnie zestawienie gitary Metheny'ego z pianinem Lyle'a Maysa, to widok z góry najwyższej. Jak oni grają - to raz, jednak - jak do tego brzmią! Cudowne czasy Pata, dla mnie najlepsze. No i, nawet taki z przymrużeniem polski akcent, wszak bębniarz Paul Wertico, już w dwudziestym pierwszym wieku, przez ileś tam lat, był muzykiem SBB.
Finezyjne, pełne inwencji, bogactwa i niekiedy przecudnych melodii granie. I nikt za plecami nawet nie zaszarżuje. Rzecz nie do oderwania.
Wytupuję stopami nowy album, jeszcze tylko miesiąc i kilkadziesiąt godzin.

andy

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 

"USPOKOJENIE WIECZORNE"
w każdy poniedziałek od 22.07 do 23.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm

 

piątek, 23 stycznia 2026

(*) Francis Buchholz in memoriam

Umarł Francis Buchholz - basista od najlepszych płyt Scorpions. Grał od drugiego longplaya, "Fly To The Rainbow" (1974), aż po "Crazy World" (1990). Potem na kilka lat schedę po Buchholzie przejął Ralph Rieckermann, aż nadeszła era naszego Pawła Mąciwody.
Na tym nie koniec, Buchholz po Skorpionach pojawił się w Dreamtide, zespole dowodzonym przez niedawno zmarłego Helge'ego Engelke - głównie znanego z Fair Warning - po czym pograł nieco z Michaelem Schenkerem, aż trafił do formacji Phantom V - wraz z byłym głosem Bonfire, Claussem Lessmannem oraz gitarzystą Mad Max, Michaelem Vossem. Wystąpił na ich albumowym debiucie, choć niektóre źródła błędnie podają, że na obu ich dziełach.
Uczuciowa dla mnie strata, bo choć Scorpionsi rozstali się z Buchholzem w atmosferze skandalu, dla mnie Muzyk bardzo wiele znaczy. Było nie było, zagrał na albumach, które kolorowały moje najlepsze lata.
Francis, pędź ku Gwiazdom...

andy

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 

"USPOKOJENIE WIECZORNE"
w każdy poniedziałek od 22.07 do 23.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm

filmowy Grusin

Muzyka filmowa nie jest moją specjalnością, bo i oglądanie wszelkiego rodzaju fabularnych, także nie mym konikiem. A wręcz - piętą achillesową. Zdarzają się jednak wyjątki, o ile na czoło wysuwa się atrakcyjna muzyka. Śladem za nią podążam niekiedy chęcią sprawdzenia fabuły. W wyniku powyższego, na dzisiaj "Wspaniali bracia Baker" . Głównie za sprawą kompozytora, Dave'a Grusina. Szanuję go od czasów stania za ladą, kiedy ściągałem na półkę kompakty z GRP Records. W swobodnym instrumentów wypowiadaniu się wytwórnia, przy czym publikująca wyszukany rodzaj muzyki, który na szczęście rozumiem, a i nierzadko daję się uwieść. Długo się kryłem, w radio podobnych rzeczy dotychczas nie uruchamiałem, ponieważ nigdy w nawijaniu o tej kategorii grania nie czułem się kompetentny. Jestem już jednak na tyle w sile wieku, iż mogę, a wręcz powinienem sobie pozwolić.
Przystając na zbiorach GRP, zawsze lubiłem, z rzadka w sklepie, a częściej poza nim, posłuchać wspomnianego powyżej pianisty/kompozytora. Także jego brata, Dona, choć tamten dorobkiem objawiał się jakby skromniejszym. Dzięki obu dżentelmenom zagłębiałem się później w przeróżnego rodzaju Acoustic Alchemy, Gary'ego Burtona, Yellowjackets, Lee Ritenoura i kilku innych. Na półce sklepowej zaś, obok nich, przyjemność sprawiało mi stawiać albumy Michaela Breckera, Eddiego Danielsa, Chicka Corei, Johna Patitucciego, Eric'ka Marienthala czy formacji Spyro Gyra. Ich błądzenie po instrumentach wydawało mi się komunikatywne, barwne, ciekawe, melodyjne, co ważne - proste w odczycie, a że ja prosty chłop... z awangardą pod rękę nie chadzam.

Wyczekując nowej płyty Metheny'ego, pobuszowałem ostatnio przy odjazdowych kompaktach z domowego zacisza, i tak oto, na tackę odtwarzacza trafiło "The Fabulous Baker Boys". Masa ekscytującego grania, którego podstawą pianino, ale że Grusin umie się dzielić, ścieżkę wzbogaciła też gwardia innych błądzących, co popularni - saksofonista Ernie Watts, gitarzysta Lee Ritenour czy basista Brian Bromberg, plus nieco innych. Mnie z 'dodatków' szczególnie widzi się trębacz Sal Marquez.
Koncentrując się jednak na Grusinie (choć muzykują tu jeszcze Michelle Pfeiffer, The Earl Palmer Trio, The Duke Ellington Orchestra i stary, bo z 1936 numer z zasobów Benny Goodman Quartet), wszystko spod jego palców zabrzmiało stosownie retro, co przywołany tu w oryginale Benny Goodman. A więc, pod lata czterdzieste. Zresztą, kto pamięta z tamtych błoni klubową atmosferę, nie podważy uroku obu filmowych pianistów, z zacięciem nadających nuty po epokę zapachu naftaliny.
W filmie, w jednej z głównych ról Jeff Bridges, a ja niedawno widziałem go w niezłym obrazie "Aż do śmierci", do którego muzykę spłodzili Nick Cave i Warren Ellis. Ale tam muzyka, choć ciekawa, nie wydawała się najważniejsza. Tak swoją drogą, niedawno przeczytałem gdzieś, licho wie, gdzie, bo tyle tej szybkiej literatury, że Cave z Ellisem właśnie szykują muzykę do kolejnego filmu.
"The Fabulous Baker Boys"
- długi, blisko siedmiominutowy temat główny, o pełnym tytułu brzmieniu "Main Title (Jack's Theme)". Kooperatywa pianina, dęciaków, basu... jednymi słowy - pełna orkiestra. Również sporo fascynującego i jakże bliskoznacznego grania w "Welcome To The Road", "Shop Till You Bop", wolniźnie "Soft On Me", czy szczególnie mnie ujmującym i także nieszybkim "Suzie And Jack". Ot, muzyka rozrywkowa w legendarnym tego terminu znaczeniu. Tak ją nakreślano oraz pojmowano, zanim wymyślono różowe okulary oraz urządzenia zacinające i zniekształcające dźwięk.

andy

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 

"USPOKOJENIE WIECZORNE"
w każdy poniedziałek od 22.07 do 23.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm