"USPOKOJENIE WIECZORNE"
wydanie nr 98
2 marca 2026
(poniedziałek, w godz. 22.07 - 23.00)
100,9 FM Poznań
realizacja Jacek Pohl
prowadzenie andy
GARY MOORE "Corridors Of Power" (1982) -- uwielbiam. Od tej płyty (jeszcze jako niepełnolatek) poznawałem solowego Gary'ego Moore'a. Dawny winyl kręcił się nieustannie. Szkoda, że od lat nie mam go w mej muzycznej osadzie.
- Falling In Love With You
NEAL SCHON "Late Nite" (1989) -- solowy debiut gitarowego przywódcy Journey. Maestro właśnie tuż po siedemdziesiątych drugich urodzinach.
- Softly
PAUL WELLER "Find El Dorado" (2025) -- album z coverami, takimi nieoczywistymi. Nawet piosenka ze śpiewnika Bee Gees dotyczy ich etapu, kiedy jeszcze nie żabili.
- I Started A Joke {Bee Gees cover}
FREEDOM "Through The Years" (1971) -- jeden z zapomnianych skarbów tej fascynującej grupy, zazwyczaj uprawiającej psychodelicznego heavy rocka, choć wiadomo, wobec Uspokojenia wyciągam delikatniejsze barwy, nawet z rozjuszonych płyt, by w ostateczności mnie w strzępy nie rozerwano. -- Płytę wyprodukował Rodger Bain, facio od starych Black Sabbath, Indian Summer czy Budgie, zaś inżynierii dźwiękowej podjął się Tom Allom - też później produkcyjny ktoś, od choćby Krokus czy Judas Priest.
- Thanks
THRESHOLD "Critical Mass" (2002) -- Threshold tylko z Mac'kiem. Mój ulubiony głos. Ci angielscy prog-metale nie są od balladek, a jednak lubią niekiedy jakąś jedną tu i ówdzie. -- "Avalon" niesie się: "myślałeś, że znalazłeś krainę marzeń, lecz raj nie zawsze jest tym, czym się wydaje".
- Avalon
JAMES CHRISTIAN "Craving" (2018) -- póki co, ostatnie solo głosu House Of Lords. Wolę płyty zespołowe, ponieważ muzycznie bywają precyzyjniejsze, melodyjniejsze, bardziej heavy, czego przyczyną łapią mnie za serducho, no i, nie ma w nich tyle glorii pana. Niemniej rozumiejąc stany uniesień Jamesa (człeka o chrześcijańskim nazwisku, a tak po prawdzie - przydomku), doceniam jego talent nawet, jeśli w moim przekonaniu w większości liryki o bzdurkach.
- If There's A God
RICHIE SAMBORA "Stranger In This Town" (1991) -- pierwsze solo przystojnej gitary Bon Jovi, tutaj w okowach hardrockowego bluesa. Uwielbiam tę pomysłową i dobrze w gościach obsadzoną płytę. W tekstach też niegłupio, gdyby pomyślało się komuś, że facio od metalu z lakierem we włosach, to od razu nic, tylko o łatwych do łóżek zdobyczach.
- Father Time









