wtorek, 13 stycznia 2026

"USPOKOJENIE WIECZORNE" - program z 12 stycznia 2025 / Radio Poznań, 100,9 FM Poznań

"USPOKOJENIE WIECZORNE"
wydanie nr 91
12 stycznia 2026

(poniedziałek, w godz. 22.07 - 23.00)

Polskie Radio Poznań
100,9 FM Poznań
realizacja Łukasz Kurzawski

prowadzenie andy

 

PAT METHENY "From This Place" (2020)
- Same River

DAVID BOWIE "David Bowie" (1967)
- Love You Till Tuesday

RUSH "Presto" (1989)
- The Pass

BUDGIE "Deliver Us From Evil" (1982)
- Flowers In The Attic

PETER FRAMPTON "Frampton Comes Alive!" (1976) -- premiera albumu 15 stycznia 1976, a więc za dwa dni wybije mu pięćdziesiątka
- Show Me The Way

DEF LEPPARD "Diamond Star Halos" (2022)
- Goodbye For Good This Time

RIVERSEA "The Tide" (2018)
- The Design

V/A "Sassafras & Moonshine - the songs of Laura Nyro" (2012)
BOBBIE GENTRY Wedding Bell Blues



poniedziałek, 12 stycznia 2026

ciemny lud wszystko kupi

Na przełomie dziejów wydano u nas nieco pirackich winyli, a więc nie tylko kasety, choć skala nieporównywalna. Winyli było raptem niewielkich kilkadziesiąt tytułów. Nie pomnażały się istotnie, ponieważ umocnił się wtedy nośnik cd i w winyle brnęli jedynie mniej majętni, dla których sprawienie sobie nowego, cyfrowego sprzętu, było nie lada finansowym wyzwaniem. Osobiście pierwszy odtwarzacz kompaktowy kupiłem w sklepie Pewexu, a precyzyjniej - Baltony, w czerwcu osiemdziesiątego dziewiątego, i piszę to dla zobrazowania, czym taki sprzęt wówczas był. Dajcie Państwo wiarę, iż prowadząc w latach dziewięćdziesiątych sklep z płytami, jeszcze w okolicach końca dekady niejednokrotnie odwiedzający słali zamarzenia, niemal ody do nieosiągalnego stadium technologii. Pomimo, iż od razu pokochałem cyfrowe płyty, lubiłem raz po raz przytargać do chałupy jakiegoś ciekawego winyla, a jeśli była to krajowa licencja, tym bardziej. Ot choćby, z ramienia historycznego, że oto nasza fonografia spłodziła na czasie jeden czy drugi album, nareszcie spoza cierpienia polskiej estrady. I tak, kilka tych naszych piratów zgarnąłem z dogorywających muzycznych księgarń, a jednocześnie młodych sklepów stricte płytowych, jakich w peerelu nigdy nie mieliśmy, a teraz powyrastały jeden po drugim. Jednym z nich, był Rock Long Luck, miejscówka o nazwie na logikę wskazującą jej położenie - na parterowym poziomie Okrąglaka. Był to całkiem kusząco, choć przewrotnie, mało logicznie zaopatrzony sklep. Po latach miałem okazję o tym miejscu uciąć pogawędkę z jednym z dwojga sprzedawców. Zapytałem m.in. o te pirackie winyle - jak? skąd? itd... Jegomość zaskakująco oznajmił, iż nie sprzedawano tych płyt w jakichś tajemniczych, szemranych, zaciemnionych i z dala od komisariatów miejscach, a najlegalniej posiadały je w ofercie hurtowe magazyny Składnicy Księgarskiej. Nikt wówczas nie pilnował u nas porządku, wszystko szło bez fiskusa, dało się więc nieźle kombinować - uwierzcie, wiem coś o tym. No więc, na półkach legalnych podmiotów, piractwo protokolarnie towarzyszyło wydawnictwom licencjonowanym i wszystko zdawało się okay. Niesamowite uczucie, gdy po latach posuchy, a jedynie sporadycznych dobrodziejstw wydawniczych, dających się rocznie policzyć na palcach góra dwóch dłoni, od pewnego dnia nie było wlotu do miejsc z płytami, by czegoś fascynującego nie ustrzelić spod krajowych na nośnikach nalepek. Jedynie czasem frapowało, dlaczego na coraz ponętniejszych tytułach nie widniały loga znanych marek, typu Polton, MJM, Polskie Nagrania Muza, Tonpress, Pronit, Arston czy Wifon, a zarysowywała się informacyjna pucha, na której od łaski jedynie tytuł albumu oraz tych parę tytułów piosenek. Żadnych ostrzeżeń ZAIKSowych, zastrzeżeń publicznych bez zgody odtwarzań, tym bardziej numerów, kodów, itp... Jedynie, gdzieś na tyłach okładek, niekiedy na labelach, ledwie widoczne coś w rodzaju: licencja IMP. Tyle, nic więcej. I licho wie, co to, skąd to. Ale tytuły ekstra, atrakcyjny asortyment, no i nareszcie duma, albowiem raptem okazało się, że możemy mieć na czasie brawurowe albumy, nawet, jeśli z drętwymi przedrukami okładek - gdzie każdy kolor nosił miano szarego. Weźmy takie "Brothers In Arms" Dire Straits, które nie lśniło lazurem tła oraz napisami pastelowego różu, natomiast każdy z owych kolorów posiadał domieszki piachu. Wszystko szare i jeszcze bardziej szare. Dlatego okładki zdecydowanie różniły się od oryginalnych wzorców. Pamiętacie The Cure "Disintegration", z tym zielonym u góry pasem maźniętym na dobre trzydzieści procent okładki? Zgniła zieleń, na której prostą czarną czcionką walnięto tytuł, ponieważ okładka w oryginale stała wysokiej rozdzielczości grafiką, której piraci nie byli w stanie odtworzyć. Przy naszych ówczesnych możliwościach pokątnych drukarń, bez tego oznajmiającego tytuł paska, wyszłaby ciemna ciemność na ciemnym.

Zrobiłem analizę, pobuszowałem w pamięci, skorzystałem również z paru dawnych zapisków, tym samym sporządziłem niemal kompletną listę piratów okresu 1989/91. Na pewno czegoś tu brakuje, jeśli zatem wyłowicie jakąś lukę, dajcie andy'emu znać, a uzupełnię i gremialnie podziękuję.

W ramach Polish bootleg labels, oto co następuje:

IMP
MIKE OLDFIELD "Five Miles Out"
RICHARD MARX "Repeat Offender"
DEEP PURPLE "In Rock"
DEEP PURPLE "Machine Head"
EAGLES "Hotel California"
AL BANO & ROMINA POWER "Fotografia Di Un Momento"
LEONARD COHEN "Greatest Hits"
CHRIS REA "The Road To Hell"
DIRE STRAITS "Brothers In Arms"

DC 167 / DC 168
PINK FLOYD "Delicate Sound Of Thunder"

LP 0999
BELINDA CARLISLE "Runaway Horses"

Beston
THE BEATLES "Past Masters Volume One"
THE BEATLES "Past Masters Volume Two"

US Inc.
PET SHOP BOYS "Introspective"

AB Inc.
THE CURE "Disintegration"

Ncd Inc.
SINEAD O'CONNOR "I Do Not Want What I Haven't Got"

były jeszcze jakieś samplery, ale tych nie biorę pod uwagę

========================
========================

Oto jeden z przykładów...
RICHARD MARX "Repeat Offender"



niekiedy takie 'smaczki' - Steve Lukather przechrzczony na Steave'a



========================
========================

andy

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 

"USPOKOJENIE WIECZORNE"
w każdy poniedziałek od 22.07 do 23.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm

Paszport Polityki dla Oli Słyż

Z radością pragnę Państwu Szanownym obwieścić, iż moja radiowa z Afery koleżanka - Ola Słyż - dziewczyna pełna wdzięku oraz muzycznego talentu - została laureatką Paszportów Polityki. To nie tyle wyróżnienie, co nagroda. Za Oli trud, upór i działanie.
Świetna dziewczyna, z muzycznym błyskiem, uwielbiająca klasykę, awangardę i szeroką dziedzinę dźwiękowych eksperymentów.
Przed laty miałem zaszczyt wspólnie z Olą poprowadzić Nawiedzone Studio. Na tym nie koniec, mam nawet w chałupie na półce z kompaktami od niej upominek, czym CD Góreckiego.
Ola jest muzykiem, w sensie muzykantką? Dobrze? Poprawcie, jeśli zabrzmiało niekompetentnie. Stosuję feminatywy, jestem za nimi, lecz nie zawsze sobie radzę.
Ola wywodzi się z Ełku, a to niegdyś końcowa stacja koleją z Poznania na Mazury. Inna sprawa, iż jej kariera nabrała tempa właśnie w moim Poznaniu, gdzie studiowała reżyserię dźwięku na Uniwerku Mickiewicza.
Liczę wbić niegdyś na jeden z jej występów - a wystawia ich nieco w kraju i zagranicą - do tego nagrywa płyty, więc nadszedł czas, bym się wreszcie w nie obkupił.
Ola, wszystkiego najlepszego od andy'ego! Niech Ci los ściele dywan dalszej owocnej kariery, a i zdrowia oraz miłości nie poskąpi.

andy

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 

"USPOKOJENIE WIECZORNE"
w każdy poniedziałek od 22.07 do 23.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm

"NAWIEDZONE STUDIO" - program z 11 stycznia 2026 / Radio Afera 98,6 FM Poznań


"NAWIEDZONE STUDIO"
wydanie z 11 stycznia 2026
(z niedzieli na poniedziałek,
od 22.00 do 2.00)
 
98,6 FM Poznań
oraz afera.com.pl

realizacja i prowadzenie: andy

 

PAVLOV'S DOG "Wonderlust" (2025)
- Collingwood Hotel

PAT METHENY "Offramp" (1982) -- na 27 lutego Pat zapowiedział nowy album - "Side - Eye III+". Materiał ukaże się dla jego nowo powstałej wytwórni - Uniquity Music. Szczególnie ceniony przeze mnie za sferę jazz fusion gitarzysta, od dawna marzył o takim miejscu, w którym cała jego praca zamieszka pod jednym dachem, pod jedną etykietą. Ponoć w nowym lokum Pat planuje również szereg reedycji albumów, do których ma ułatwiony dostęp - czytaj: prawa. -- Lubię bardzo tego pełnego inwencji i niewyzbytego finezji Amerykanina, ale też tylko pod pewnymi warunkami - gdy tworzy na terytorium jazz fusion, albowiem jego płyty opatrzone freejazzowymi kombinacjami, jak np. "Song X" z Ornettem Colemanem, są dla mnie niestrawne. Podobnie, wszystkie te barytonowe męki, z których Maestro w ostatnich latach pęka w dumie. -- Czekam na jego nowy album, oby miał w sobie choćby odrobinę wielkości wczoraj nadanego "Offramp".
- Are You Going With Me?

DAVID BOWIE "Glass Spider (Live Montreal '87)" (2007) -- wspomnienie Bowiego, wszak dziesięć lat minęło.
- Glass Spider
- Time Will Crawl / Band Introduction
- Young Americans

DAVID BOWIE "Blackstar" (2016)
- Lazarus

SWEET "Full Circle" (2024) -- Paul Manzi wraca do Areny, a Sweet zawieszają buty na kołku. I to są dwie złe wiadomości. Ogromnie polubiłem nowe wcielenie Sweet. Wszystko pasowało - i Paul Manzi, i niesamowicie dobrze wiążące się z jego śpiewaniem riffy/solówki Andy'ego Scotta, a i reszta machiny {złożona z ludzi z Praying Mantis, Wildfire czy Lionheart} waliła po garach nie oglądając się za siebie. Teraz, w związku z zapowiedzią Areny, iż do końca dwa tysiące dwudziestego szóstego Damian Wilson opuści ekipę Micka Pointera (zobowiązania koncertowe), ponownie za mikrofon wskoczy Manzi, i... I tylko szkoda, albowiem Arena, mówiąc delikatnie, w ostatnich latach zaczęła mi dyndać, za to Sweet nieoczekiwanie super się rozkręcali. No cóż, pożyjemy, zobaczymy. Z uwagi na Manziego, będę słuchać Areny, a kto wie, może nawet stanę się ich fanem.
- Everything
- Full Circle

SWEET "Give Us A Wink" (1976) -- a to już klasyk. I dobrze się na wczoraj złożyło, ponieważ album za cztery dni ukończy pięćdziesiątkę. Epoka Briana Connolly'ego, a w odtwarzaczu europejskie odzwierciedlenie albumu wydanego niegdyś przez RCA Victor. To ważne, albowiem amerykańska edycja Capitol Records miała jeden dodatkowy numer, za to odwrócone strony - A było B, i wspak. Nie przełknąłbym - z racji przyzwyczajenia. Szkoda, że digipakowa okładka CD nie skrywa bajeru mrugnięcia okiem (vide "Give Us A Wink"), które miałem na młodzieńczym winylu.
- Action
- The Lies In Your Eyes

BUDGIE "Nightflight" (1981) -- wspomnienie Burke'a Shelleya. Minionego 10 stycznia wybiły cztery lata.
- I Turned To Stone
- Keeping A Rendezvous
- Don't Lay Down And Die

MAGNUM "The Eleventh Hour!" (1983) -- wspomnienie Tony'ego Clarkina. Przed kilkoma dniami wybrzmiały dwa lata.
- The Prize

MAGNUM "Here Comes The Rain" (2024) -- płyta ukazała się pięć dni po śmierci Tony'ego Clarkina - lidera formacji, gitarzysty, kompozytora, jej dobrego ducha, kogoś, bez kogo nazwa Magnum to już tylko łabędzi śpiew.
- Borderline

MR. BIG "Just Take My Heart" (1992) -- MAXI CD
- Strike Like Lightning {kompozytorem i producentem Giorgio Moroder}

CHRIS REA "King Of The Beach" (2000) -- Chris Rea in memoriam
- Who Do You Love
- The Memory Of A Good Friends

THUNDER "Live" (1998) -- za cztery dni do handlu trafi czteropłytowy winyl - reedycja albumu w nowej otoczce. Tym razem, zamiast z automatu idącego w sukurs na sklepowe półki kompaktu, bodaj zagości tylko on. Nośniki 180-gramowe (wiadomo, że nic dobrego z nich nie wynika, tępo chodzą i są niczym w stosunku do dawnych tłoczeń), ponoć odświeżona i ulepszona grafika oraz dodatkowych dziewięć nagrań - i to jest bodziec. Ale kto ma maxi "The Only One" (jak ja) oraz potrzebne DVD (jak ja), nie traci niczego. Świetny występ, a raczej występy, gdyż były dwa - z Wolverhampton oraz Londynu w dziewięćdziesiątym siódmym. Wtedy grupa miała ledwie cztery LP na koncie, ale dobrego materiału pod dosyt. 

RARE BIRD "Epic Forest" (1972)
- You're Lost

TITUS GROAN "Titus Groan" (1970)
- It's All Up With Us

CARAVAN "If I Could Do It All Over Again, I'd Do It All Over You" (1970)
- If I Could Do It All Over Again, I'd Do It All Over You
- As I Feel I Die
- With An Ear To The Ground You Can Make It / Martinian / Only Cox / Reprise

CHILD "Child" (1969)
- Exodus

THE NICE "The Thoughts Of Emerlist Davjack" (1968)
- Rondo {w oparciu o jazzowy standard "Blue Rondo" Dave'a Brubecka, a w zasadzie "Blue Rondo A La Turk" plus klasycyzujący wtręt z Toccaty i Fugi d-moll Bacha}

STILL LIFE "Still Life" (1971)
- People In Black

COLOSSEUM "XI" (2025)
- English Garden Suite

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl
(
obecność nieobowiązkowa !)
 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze


piątek, 9 stycznia 2026

blackstar

Na myśl o zbliżającej się dziesiątej rocznicy wyprowadzki Bowiego na Marsa (vide 'life on Mars?'), słucham opatrzonego symbolicznym, a i proroczym tytułem "Blackstar". Album wydany w dniu jego sześćdziesiątych dziewiątych urodzin, a jednocześnie, na dwa dni przed końcem.
Po upływie lat, ponad połowa albumu podoba mi się niepomiernie bardziej, niż w chwili poczęcia, a to po raz kolejny udowadnia wielkość Bowiego, który pisał na potem, wyprzedzał czas, czym od zawsze fascynował.
"Blackstar" to album wymagający i zmuszający odbiorcę do zaangażowania. Rzecz o orientacji eksperymentalnego popu, z domieszką jazzu, awangardy, także art'rocka i czegoś demonicznego. W tekstach nie brakuje wątków śmierci, zarówno z pozycji już zmarłych, co właśnie przymierzających się.
Płyta wyprodukowana przez Tony'ego Viscontiego, a więc przez wieloletniego współpracownika Bowiego, a nagrana z nowojorskimi muzykami, czyli w pewnym sensie w naturalnym środowisku twórcy Ziggy'ego Stardusta. W pewnym sensie - ponieważ Nowy Jork był tylko przystankiem Bowiego pomiędzy Wyspami a ostatecznym zacumowaniem w Los Angeles. Na "Blackstar" mamy nawet piosenkę, która tego wątku dotyka - "Dollar Days". I to jest jeden z najlepszych w mojej opinii momentów, wraz z "I Can't Give Everything Away", " 'Tis A Pity She Was A Whore" oraz "Lazarus".
Dziś właściciel berlińskiej trylogii miałby siedemdziesiąt dziewięć lat i zapewne nie zgubiłby po drodze twórczej weny. Powiem Państwu w tajemnicy, ponieważ jesteśmy sami i nikt nas nie podsłuchuje, bardzo mi Go brakuje. Wraz z jego zniknięciem rynek muzyczny opustoszał, wyblakł, wyziębł coś.

andy

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 

"USPOKOJENIE WIECZORNE"
w każdy poniedziałek od 22.07 do 23.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm

pierwsze i ostatnie
początek i koniec
1967 vs. 2016
from start to finish


czwartek, 8 stycznia 2026

Titanic tonie

Wczoraj nie tylko wybiła druga rocznica śmierci Tony'ego Clarkina, co i sześć lat od pożegnania Neila Pearta - perkusisty Rush.
Neil był niezwykle biegłym technicznie graczem, o wirtuozerskich inklinacjach. Wyrobił sobie rozpoznawalny styl, grając rocka pod wpływem walibębniarzy jazzowych - jak np. Buddy Rich - jeden z idoli głównych bohaterów filmu "Whiplash" - czyli, młodego, ambitnego perkusisty, Andrew Neimanna, oraz sadystycznego nauczyciela muzyki, Terence'a Fletchera. Tak przy okazji, genialny film, wciąż jestem pod wrażeniem. Po powrocie z ostatniego Nawiedzonego obejrzałem po raz drugi na TVP HD. Kapitalny obraz, zero reklam, dobra wyciszona nocna pora. Nie lata po chałupie ten przeklęty bachor z dołu, człowiek umie zebrać myśli, zgłębić temat. "Whiplash" ukazuje skrawek pracy w dochodzeniu do perfekcji, ale też uświadamia, jak wygląda ten świat. Mam w Radio Poznań kolegę realizatora muzyki klasycznej (także producenta płytowego), który w rozmowie nt. filmu dopowiedział: andy, ale tak to mniej więcej na serio wygląda.
Proszę Państwa, świat się rozpada. Pozostaje nam, obok miłości, muzyka. Choć wiem, nie dla wszystkich wystarczy. Titanic tonie, a orkiestra gra. Mający w sobie gen tyrana Trump, rozp**** ustalony porządek. Nie wszyscy uciemiężeni chcą oddać swych tyranów. Przeraża mnie apetyt tego człowieka, wręcz chciwość. Teraz jego palec wskazuje Wenezuelę, za chwilę Kolumbię, Kubę, odświeża się łaknienie na Grenlandię, nie daje spać z lekka przykurzona Kanada, a to nie wszystko. Inna, z kolei - chińska łapa, przyciska klawisz łapczywości na Tajwan, a w ogólnej geopolityce razi uzurpatorstwo silnych wobec słabszych. Jakie szczęście spotkało mnie, iż wychowywałem się w powiedzmy sielankowych latach siedemdziesiątych/osiemdziesiątych, beztrosko spędzając dzieciństwo i młodość, chociaż wiadomo, zasada morda w kubeł dobrze się miała i nic się pod tym względem, pomimo zmian ustrojowych, nie zmieniło. Dlatego wciąż najlepiej niosą się piosenki o kwiatkach i słoneczku.

andy

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 

"USPOKOJENIE WIECZORNE"
w każdy poniedziałek od 22.07 do 23.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm


środa, 7 stycznia 2026

to już 2 lata od pożegnania Tony'ego Clarkina

==============================
==============================






Magnum "Chase The Dragon" (1982) Jet Records, Made in Holland
Magnum "The Eleventh Hour !" (1983) Bellaphon, Made in Germany

Dzisiaj mijają dwa lata od śmierci Tony'ego Clarkina - jednego z moich najistotniejszych muzycznych bohaterów, a w profesji gitarzysty, producenta oraz kompozytora. Bez niego nazwa Magnum traci sens, aczkolwiek grupa istnieje i niech się jej tylko dobrze dzieje.
Wystawiam z mej kolekcji na widok publiczny winyle: "The Eleventh Hour" (1983) oraz "Chase The Dragon" (1982). Wczesny etap Magnum, jeszcze przed trademarkowym albumem "On A Storyteller's Night", który zagwarantował grupie międzynarodową rozpoznawalność. Bezkrytycznie wszystkie je uwielbiam i na pewno znalazłyby się w mej rejsowej skrzyni na bezludną wyspę.
Na początek tego roku (ale to się chyba nieco odwlecze) planowano opublikowanie nowej, pośmiertnej względem Tony'ego płyty Magnum, z niewydanymi dotąd kompozycjami, a sprawą miała się zająć jego córka, Dionne. Niestety Dionne ma ciężki czas, nie dość, że ledwie doszła do siebie po śmierci Taty, to jeszcze na dobitkę straciła córkę.
Popodziwiajmy okładki autorstwa Rodneya Matthewsa - nadwornego grafika Magnum, sprawcę kilku starych projektów. Rodney powrócił w nowych czasach do współpracy z grupą i wykonał kilka wysokiej próby prac. Też jestem tego faceta czcicielem.
Ciekawostka, co do "The Eleventh Hour !", otóż wszystkie edycje albumu, czy to dla Jet, Sonet lub FM, rozpoczyna utwór "The Prize", natomiast stronę B wszczyna "Hit And Run". W edycjach dla Bellaphon (zarówno w winylu, jak i kompakcie) zamieniono strony, tak więc stroną A jest B, i na odwrót. Taka z pozoru niewinna roszada, ale często nie lubimy zmieniać przyzwyczajeń. Ja jestem zahartowany, ponieważ pierwszym CD, jaki sobie kupiłem jeszcze przed nabyciem odtwarzacza, było właśnie bellaphonowskie "The Eleventh Hour !".

andy

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 

"USPOKOJENIE WIECZORNE"
w każdy poniedziałek od 22.07 do 23.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm