Czekałem na tę muzykę. Potrzebowałem jej, jak wiosny. Wiosny jeszcze nie ma, a nowa płyta Metheny'ego rozkręciła się na dobre. I nie będę Was, Drodzy Państwo, trzymać w niepewności - jest wspaniała. Właśnie taka miała być. Gdybym zaczerpnął z marzeń, na taką liczyłem.
Nikt tak nie gra, jak Pat. Od razu wiemy, że to on. Może powymieniać współpracowników, a nic nie przyćmi jego osobowości. Jestem przekonany, że gdyby nawet poprzerzucał się na inne muzyczne grunty, poczynił starania kamuflażu, przegrałby każdą zabawę w chowanego. Pat jest jeden, nie ma drugiego, ani choćby ciut podobnego. Dlatego nie szukajcie, nie próbujcie na siłę kogokolwiek doszlusować, od progu walka przegrana. Pat Metheny to jedyne w swoim rodzaju umiejętności, wrażliwość, barwy i trochę surrealizm.
Ciekawe, jak muzyka z "Side-Eye III+" wypadnie na żywo, wszak za kilka miesięcy koncerty. W Polsce, bodaj pięć. Nie wybieram się, byłem przed trzema dekady i było cacy. Obecnie wolę słuchać z płyt, dlatego dużo ich kupuję. Na koncertach ludzie się wiercą, przeszkadzają, zasłaniają, gadają, żłopią ohydne, śmierdzące piwsko, nie ma komfortu ze sztuką obcowania. Można jedynie zaliczyć lubianego artystę i pochwalić fotą w mediach społecznościowych. Dlatego wolę nówki Pata posłuchać w swej muzycznej norze, gdzie nawet insekt nie wlezie.
Niezły jest obecny w obozie Pata pianista/organista Chris Fishman. Podoba mi się, jak brzmi i w czym błądzi, choć wewnątrz odczuwam jednak trochę brak charakterystycznych fraz/akcentów zmarłego przed sześcioma laty Lyle'a Maysa. Był niepodrabialny. W pianinie miał podobny nerw, co Pat w gitarze. Moją ambicją stanęło obkupić się we wszystkie płyty, na których figuruje jego nazwisko. Idzie mi całkiem nieźle.
Nie przegapcie "Side-Eye III+". Pat z rozmachem. Nawet w wolniznach. W tym dziale, szczególnie porywa "Our Old Street". Acz, najlepszym numerem, póki co, jedenastominutowe "Don't Look Down". Co tutaj się dzieje. Nie mówię, że od razu drugie "Are You Going With Me?", ale to bliska skala emocji, elegancji i wyobraźni. Czuć ukłon w kierunku południowoamerykańskim, i nie chodzi o południe Stanów, a o tę uboższą, radośniejszą Amerykę, gdzie muzykę słychać w barach, na ulicach, w rytmach drzew i nieugiętych górskich pasmach.
"Don't Look Down" oferuje dużo pianina. Sercem kompozycji wręcz zawładnęło. I koniecznie polecam moment, kiedy znienacka pojawia się gitara, zupełnie jak we wspomnianym "Are You Going With Me?". Ostatnie dwie minuty to jak ciąg dalszy najlepszych momentów z "Offramp" lub "Secret Story". Dajcie się porwać. Nikt w nadchodzącej wiośnie Metheny'emu nie fiknie.
Słucham od kilku dni i czuję więź. Wszystkie osiem, zazwyczaj szerokie w ramionach utwory, wspaniałe. Bez szablonów i przewidywalności. Jedność w różnorodności. Z łaciny zwie się to e pluribus unum. Na bazie tego hasła Grand Funk spłodzili niegdyś album "E Pluribus Funk". Ale to inne granie, natomiast Pat tworzy melodie, w których różne instrumenty się ze sobą elegancko przekomarzają i nikt z łokciami nie przepycha. Mamy tego na nieco ponad godzinę. Musi wystarczyć do kolejnego razu.
andy
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00
na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub afera.com.pl
"USPOKOJENIE WIECZORNE"
w każdy poniedziałek od 22.07 do 23.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań) lub radiopoznan.fm











