czwartek, 31 marca 2016

Berlin, marzec 1990.....

Marzec 1990. Najpierw trzeciego, a później raz jeszcze trzydziestego. Dwie wyprawy pociągiem do Berlina. Z dawną paczką znajomych. Bardzo fajnych, lecz życie tak napisało scenariusz, iż dzisiaj nawet nie wiem, co u nich słychać.
Wybrałem się z nutką strachu, niepewności...., co to będzie?. Świeżo wyrobiony paszport, a można już było bez wiz. W kieszeni ledwie osiemdziesiąt marek zachodnioniemieckich. Wiedziałem, że to niewiele, dlatego za drugim razem już byłem lepiej przygotowany. Nie zdawałem sobie sprawy, co mnie czeka. Wyprawa na cały dzień, w dodatku bez żadnych kanapek w torbie. Światowo, kupię i zjem na miejscu. Przynajmniej tak mi się wydawało.
Pociągiem dojeżdżało się do dawnego Berlina Wschodniego, tam były podstawiane autobusy - węgierskie czerwone Ikarusy. Takie jak u nas w Poznaniu serwowało wówczas MPK. Nie mając doświadczenia, podczas wchodzenia odezwałem się do koleżanki i od razu poczułem mocne pchnięcie w plecy. Gdy się odwróciłem, prosto w oczy spoglądała na mnie typowa goebbelsowska morda. Bałem się na obczyźnie wzniecać drakę, więc przemilczałem incydent, choć korciło....
Szybko jednak zapomniałem i w sporym ścisku podjechaliśmy "parę" metrów pod punkt kontroli paszportów. No a po drugiej stronie.... Inny świat. Podwózka metrem do Zoo Garden, a po wyjściu ze stacji... - zakuło po oczach. Kolorowo, tłoczno, gwarno.... I pierwsze co rzuciło się w oczy - piętrowy autobus z reklamą wódki Gorbatschow.
Było nas trzech facetów i trzy dziołszki. Nić porozumienia stanowiło rozstanie się na indywidualne zakupy w samym Centrum na Kudammie. Płeć piękna wszczęła poszukiwania sklepów drogeryjno-perfumeryjno-spożywczych, a my brzydale szybko ogarnęliśmy najpiękniejszy sklep w tej części świata - WOM, czyli World Of Music. Co za miejsce! - ekstaza. Jeśli już umierać, to właśnie tam. Aż niewiarygodne, że ta sieć jednak po latach upadła. A wszystko przez zwyrodnialców okradających artystów. Można było tam zdobyć płyty z Europy, Azji, Ameryki, najprawdopodobniej także z Antarktydy - jeśli takowe istniały.
W marcu 1990 roku zdecydowanie królowały winyle. Było ich zatrzęsienie. Proszę sobie wyobrazić sklep wielkości Biedronki - cały w winylach. Od stóp do głów. Wszędzie stanowiska odsłuchowe, reklamowe, wielkie stosy poupychanych nowości. Że też wtedy nie miałem aparatu foto przy sobie. Bo gdy już pojechałem po kilku latach, w okolicach 1992-1993 roku, poczułem lekkie rozczarowanie. Winyli niewiele, natomiast same CD. Z racji gabarytów, najprawdopodobniej tytułów wcale nie mniej, ale wyglądało ubogo. Choć nadal oferta przygniatała ogromem.
Pamiętam na stokach z nowościami kilogramowe ilości, choćby: Simple Minds "Street Fighting Years", Chris Rea "The Road To Hell", bądź też te najgorętsze: Fish "Vigil In A Wilderness Of Mirrors", Steve Vai "Passion And Warfare", Lee Aaron "Body Rock", Whitesnake "Slip Of The Tongue" i jeszcze tam....
Nie wiedziałem od czego zacząć przeglądanie. I co ewentualnie kupić. Pragnienie łkało o sto, dwieście płyt, a w kieszeni ledwie na trzy, może cztery. Myślałem, że serce rozerwie się na kawałki. A tu przychodzą po nas dziewczyny i rzucają tekst: "no dalej, idziemy, już minęły umówione dwie godziny". Co !!!!? , przecież ja dopiero się rozejrzałem, a tu już koniec zabawy. Ubłagałem jeszcze godzinkę. Laski poszły się powłóczyć. A gdzie, to nawet nie wiem. Kompletnie mnie to nie obchodziło, mogły zrobić wszystko, nie było nic ważniejszego, trzeba było szybko dokonać wyboru,  na przysłowiowym kolanie. Kupiłem zatem Fisha, a także Marillion "Seasons End". Trzecią było Rush "Presto", której się w dobie kompaktów pozbyłem, ale na szczęście po latach odzyskałem. W kieszeni zostały cztery marki. Poleciałem bezczelnie do innej sieci - "City Music" , i tam kupiłem z przeceny nowiuśką, zapieczętowaną Heart "Bad Animals" - za 3,99 DM. Koniec forsy, w kieszeni pozostaje jeden fenig, a tu trzeba jeszcze pół dnia pochodzić po Berlinie. Pozwiedzać, najeść wzrokiem, co bogaty świat proponuje. O jedzeniu i piciu mowy nie ma. No chyba, że się ktoś zlituje i kanapkę odpali, bo gdzie tu w twardej walucie zaszaleć. No i skąd ją wziąć. Jakoś jednak przeżyłem., Najważniejsze, że bilety w obie strony wykupiliśmy wcześniej, w przeciwnym razie przyszłoby autostopem....
30 marca był ten drugi raz. Równie podniecający, choć już pod tym względem nie byłem prawiczkiem. Przygotowałem się, wykombinowałem nieco forsy i po zamieszaniu wywołanym przez moją skromną osobę trzy tygodnie wcześniej, w kilku sklepach dopytując o Cinderellę "Long Cold Winter" i Manowar "Kings Of Metal", teraz mogłem powybrzydzać, gdzie i za ile. Wtedy nie miał nikt, teraz już wszyscy. Ot Niemcy, wzięli sprawę na poważne. Po kilku nowościach zakupionych w WOM-ie, jak i City Music, udaliśmy się metrem na jakiś dziwny flomark, już po winyle używki. Takie strome zejście po schodach, niczym z piramidy. Kupiłem kilka skarbów. Po dwie/trzy marki za longa. Różne rzeczy, już nie pamiętam niestety, na pewno wśród nich było Megadeth "So Far, So Good, So What". Mój kolega za jedną markę dorwał Def Leppard "Hysteria". Ale byłem wściekły :-) Taka płyta i tak bezczelnie tanio. Nigdy takie cuda nie powinny kosztować tak śmiesznie. Samej płyty nie zazdrościłem, albowiem w domu na półce wygrzewał się cudowny amerykański egzemplarz od mojej Siostrzyczki, zakupiony w Chicago w sklepie Rolling Stone'a. Ale to już temat na inną opowiastkę. Trochę tych płyt na powrót uzbierałem, i bałem się, że celnicy będą marudzić. A może nawet coś zarekwirują? Na szczęście ich interesował tylko szmugiel papierosów, alkoholu, a nie tam durne płyty.
No i to były te pierwsze dwa razy. Mamy końcówkę marca, więc przypomniało mi się. To już 26 lat.






Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"









poniedziałek, 28 marca 2016

SHAKRA - "High Noon" - (2016) -







SHAKRA
"High Noon"
(AFM) 
****


Zaraz zaraz, niech no tylko policzę, która to już ich płyta? Dziesiąta? - czyżby zatem jubileuszowo? A przecież dopiero niedawno powstali. Szybko przeleciało. Zdążył się już w tym czasie pożegnać ze swoimi kolegami charyzmatyczny wokalista Mark Fox, a i powrócić zarazem. Właśnie na ten album. Jak dobrze. Brakowało tego jego gardła, a i dobrego ducha. Wydany właśnie "High Noon" mocno o tym przekonuje. I niech sobie nikt nie myśli, że Szwajcaria to tylko piękne krajobrazy, markowe zegarki, wysypisko banków i jałowa punktualność życia. Z tamtego niedużych rozmiarów kraju pochodzi jedna z najlepszych hard'n'heavy ekip - Krokus. Tak tak, trudno wyobrazić sobie szacowną metalową kolekcję płyt, w której zabrakłoby choćby takich tytułów, jak: "Hardware", "Metal Rendez-Vous" czy "Headhunter". Jeśli ma się takie podstawy, to wstydem byłoby dobrych tradycji nie kontynuować. Shakra czynią to od blisko dwóch dekad, choć w naszym kraju nie wiedzieć czemu, wciąż są kryminalnie niedostrzegani.
Ależ to jest granie, coś niesamowitego. W dodatku poparte solidnym, masywnym brzmieniem. Czystej postaci hard rock, bez żadnych rozdrabniaczy. "High Noon" jest jak picie czystej wódy bez popijania soczku i zagryzania ogórem. Ściany drżą, a nośne i chwytliwe melodie unoszą spragnione ciała ku niebiosom. "Chwała" temu, kto spokojnie usiedzi przy "Hello", "Is It Real", "Into Your Heart", "Watch Me Burn", "Raise You Hands", bądź "The Storm". Ten ostatni jest wręcz genialny! Już tylko chociażby w tych kawałkach można upatrywać wieczystych przebojów, aczkolwiek dorzuciłbym jeszcze koniecznie tytułowego i zagranego w średnim tempie, z ultra chwytliwym refrenem "High Noon". Nie odbierając przy tym niczego wszystkim pozostałym. Jak przystało na zacne metalurgiczne dzieło, musiała się także trafić przynajmniej jedna okazała ballada. Przy której na koncertach w ruch pójdą zapalniczki. Tak "dzielnie" w latach ostatnich zastępowane latarkami z telefonów komórkowych. A jest nią autentycznie bardzo piękna "Life's What You Need". W refrenie będąca nawet czymś w rodzaju hymnu.
Aby zwiększyć sprzedaż muzyki tego fantastycznego zespołu wystarczyłoby tylko w jego firmowym logo pomiędzy literki "k" oraz "r", zainstalować zgrabnie "i". Może by się co niektórzy dali nabrać?





Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"






ZJEDNOCZONE SIŁY NATURY "MECH" - "Zjednoczone Siły Natury Mech" - (2016) -







ZJEDNOCZONE SIŁY NATURY "MECH"
"Zjednoczone Siły Natury Mech"
(GAD RECORDS)
***



Pamiętam opowieści i legendy o niesamowitych koncertach Zjednoczonych Sił Natury "Mech". Były niemal tak mistyczne, jak o innej naszej niespełnionej i niedocenionej nadziei - Ogrodzie Wyobraźni.
ZSN Mech obrośli legendą, zanim zdołali tak naprawdę zaprezentować się szerszej publiczności. Pamiętam także, jak wyczekiwano ich płytowego debiutu. I gdy już pomału tracono nadzieje, raptem w 1983 roku ukazały się od razu dwa albumy:"Bluffmania" i "Tasmania". W dodatku wydane przez różne wytwórnie. Oba ucieszyły, choć nie były do końca tym, czego tak naprawdę spodziewali się fani nurtu Muzyki Młodej Generacji (z tegoż wyrastali m.in: Krzak, Exodus, Republika, Kombi,....). Mech na koncertach podobno prezentowali się niezwykle. Klasowo uprawiali prog rocka, czerpiąc pełnymi garściami od mistrzów gatunku, natomiast oba longplaye Pronitu i Poltonu okazały się jedynie zbiorem bardziej lub mniej wyszukanych rockowych piosenek. Gdzieniegdzie tylko ujawniających dawniejsze fascynacje. Grupa wkrótce przestała istnieć, pozwalając o sobie na długo zapomnieć, a kiedy odrodziła się już w czasach współczesnych, zaproponowała inne, mocniejsze oblicze. Tak więc....
Dobrze zatem się stało, że znalazła się na dzisiejszym rynku odważna firma, która postanowiła spróbować odnaleźć i zarazem dotrzeć do dawnych fanów Mechu, a i jeszcze postarać się na tym jakoś zarobić. Koniec końców, rock progresywny w naszym kraju nadal czuje się dobrze, ponadto myślę, iż nie zabraknie wszelakich historyków, pasjonatów, archiwistów, dla których ta płyta będzie mieć wartość samą w sobie.
ZSN Mech, byli tworem ambitnym, często jednak troszkę na wyrost przedstawianym jako wysokiej klasy epigoni Genesis, PFM, Yes, Camel, Fruupp, Eloy, itp zespołów.
Wydana właśnie płyta kompaktowa mocno obnaża jedynie przeciętne możliwości kompozytorskie Macieja Januszko i jego kolegów, pośród których w tamtym okresie (lata 1979-1980) grał nawet Andrzej Nowicki - późniejszy basista Perfectu.
W przeróżnych archiwach znaleziono jednak (przynajmniej) niektóre taśmy, dzięki czemu możemy wielu dawnych zaległości posłuchać. Niestety nie przetrwało wszystko, a to, czemu się ocaleć udało, nie zawsze zaspokoiło oczekiwania. Dla przykładu; "Romantic Blues" trzeba było zgrywać z kopii winylowego singla, choć podobno nigdy wcześniej nieodtwarzanego. No, ale przynajmniej jest, gorzej ze świadomością, iż niektórych kompozycji nie posłuchamy nigdy. Poza tym, jakość wszystkich kompozycji jawi się nieco sinusoidalnie, choć suma sumarum nieźle.
Co zatem otrzymujemy? Łącznie osiem nagrań, zarejestrowanych w 1980 roku, za wyjątkiem jednego problematycznego, mianowicie koncertowej wersji "Atlantis Suite", którą zlokalizowano jako występ z warszawskiego klubu "Riviera-Remont, jednak rok nagrania oszacowano na ok. 1979/1980.
W tamtym czasie na świat przyszły: cudowny album Genesis "Duke", krytykowana, ale jakże fajna płyta Yes "Drama", sporo odmienieni i nowocześni Jethro Tull za sprawą "A", jak zawsze najwyższych lotów The Alan Parsons Project "The Turn Of A Friendly Card" (z kapitalną tytułową suitą), ale i u nas SBB wydali znakomite "Memento z Banalnym Tryptykiem". Proszę choćby posłuchać ostatnich kilku minut strony B - rewelacja! Dla większości tzw."znawców" rocka progresywnego, były to dzieła dużo mniejszego kalibru w stosunku do swych starszych braci, a jednak po upływie lat te bronią się coraz mocniej. Natomiast twórczość ZSN Mech brzmi jedynie ciekawie i na swój sposób uroczo. Prawie tak samo, jak równocześnie istniejący wówczas Exodus. Tyle, że grupa Pawła Biruli i braci Puczyńskich, prezentowała się ciekawiej, a czasem wręcz fascynująco pod względem repertuarowym. Co do brzmienia, to Mech z Exodusem szli po równi.
Entuzjastom szeroko pojętego art rocka na pewno warto polecić całą tę płytę. Obronią się na niej ciekawe kompozycje: "Guliwer", "Dialog z Niższych Sfer", "Antidotum", jak i wspomniana już mini suita "Atlantis Suite" (tutaj zarówno w wersji studyjnej jak i koncertowej).
Bardzo dobrze, że wydawca albumu nie zakończył tej ciekawej podróży ku przeszłości nazbyt szybko i dołożył jeszcze zapis ze świetnego Tonpressowskiego singla "Ogród Snów"/"Romantic Blues". Dla mnie najwspanialszego fragmentu tego mocno historycznego już dziś wydawnictwa. Być może najmniej unikatowego, lecz na pewno najbardziej barwnego muzycznie. Można tylko żałować, że grupa nie poszła właśnie w takim kierunku. Zapewne miałaby szansę stać się jedną z najciekawszych na naszym skromnym i siermiężnym art rockowym rynku.





Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"







SUPERTRAMP - "Live in Paris '79" - (2011) -







SUPERTRAMP
"Live in Paris '79"

(EAGLE VISION)
***** !!!



Znam ten koncert od lat. Co tam od lat, chyba od zawsze. Nigdy go jednak nie obejrzałem, bo i nie było ku temu okazji. Do niedawna, kiedy to w 2011 roku ukazał się w wersji poszerzonej w stosunku do oryginalnego podwójnego winyla, jak i w konsekwencji także do późniejszego bliźniaczego podwójnego CD. Sześć nagrań więcej, plus obraz. Hmmm...
Najnowsze wydanie z paryskiego show kupiłem już pewien czas temu, jednak nie miałem odwagi zapakować wizyjnego dysku do szuflady DVD. Bałem się, że pryśnie magia, tamten czar. Człowiek przyzwyczaił się widzieć ów legendarny występ oczyma wyobraźni, i tak miało pozostać na zawsze. Po co ulegać po tylu latach ewentualnemu rozczarowaniu. A jednak dziś wreszcie zaryzykowałem. I cóż za niesamowite uczucie - tak właśnie to wszystko sobie wyobrażałem. Duża scena, na niej zarośnięci i długowłosi faceci, każdy na swoim stanowisku, z podziałem na role.... Z gitarami, klawiszami, perkusją, saksofonem, klarnetem, no i z tymi dwoma gardłami - Rogera Hodgsona i Ricka Daviesa. Oglądałem w strachu, by się czasem gdzieś nie potknęli, nie zafałszowali dobrego obrazu rzeczywistości, słowem - nie dali ciała. Tutaj wszystko grać musiało i basta. To koniec końców jeden z tych najcudowniejszych koncertów świata. Z Paryża, z grudnia 1979 roku, kiedy to Supertramp promowali bestsellerową płytę "Breakfast in America". Nie zapominając przy tym o niemal wszystkich najważniejszych piosenkach z albumów wcześniejszych.
Jakość obrazu nie powali dzisiejszego oka, przyzwyczajonego do jakości HD, a dla mnie właśnie ta nieczystość, mglistość....jest piękna. Dodaje smaku i przywołuje ducha tamtych lat. Bez ingerencji technologii współczesnych, gdzie wszystko można poprawić, a nawet na siłę polepszyć - czytaj: najczęściej spieprzyć. Tak więc, oglądamy legendarny wiekopomny szoł, z klarownym dźwiękiem, co akurat z "gorszym" obrazem przewrotnie bardzo do siebie pasuje.
Nie jest to koncert nieoczekiwanych zwrotów akcji, buchających fajerwerków i towarzystwa mykających seksapilek. Tutaj górę nad wszystkim bierze muzyka i wielka maestria jej podania. Liczą się głosy oraz możliwości instrumentalistów. No i samo bogactwo piosenek, często wyłamujących się ze stereotypowego schematu "zwrotka-refren-zwrotka-refren-refren....".
Dziś już tak się nie gra. Takiego Supertramp już także nigdzie obecnie nie uświadczymy. Zatem jeśli komukolwiek marzą się mistrzowskie wersje: "The Logical Song", "Hide In Your Shell", "Even In The Quietest Moments", "Bloody Well Right" i jeszcze tych kilkunastu innych, to niech sięgnie po "Live in Paris '79", i niech da sobie na pewien czas spokój z oglądaniem jakichkolwiek innych koncertów, w nadziei ujrzenia czegoś równie ekscytującego, bowiem szanse ku temu mizerne. 





Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"






"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 27 marca 2016 - Radio "Afera", Poznań, 98,6 FM












"NAWIEDZONE STUDIO"
niedziela 27 marca 2016 r. - godz.22.00 - 2.00

RADIO "AFERA", 98,6 FM (Poznań)
www.afera.com.pl 


realizacja: Tomek Ziółkowski
prowadzenie: Andrzej Masłowski






ROYAL HUNT - "A Life To Die For" - (2013) -
- A Life To Die For

ROYAL HUNT - "Devil's Dozen" - (2015) -
- May You Never (Walk Alone)

LED ZEPPELIN - "IV" - (1971) -
- Stairway To Heaven

TOMMY FUNDERBURK - "Anything For You" - (2005) -
- You Got The Love

KENNY ROGERS - "We've Got Tonight" - (1983) -
- We've Got Tonight - {duet with SHEENA EASTON}

JENNIFER WARNES - "Best Of Jennifer Warnes" - (1982) -
- Could It Be Love - {singiel, 1981}
- I'm Dreaming - {LP "Jennifer Warnes", 1976}
- Come To Me - {singiel, 1982}

KHARMA - "Wonderland" - (2000) -
- Angel Eyes

STORYTELLER - "Corridor Of Windows" - (2000) -
- Hello Heaven

BIFFY CLYRO - "Only Revolutions" - (2009) -
- The Captain
- God & Satan
- Many Of Horror

FREDDIE MERCURY - "Mr. Bad Guy" - (1985) -
- Love Me Like There's No Tomorrow

BRIAN MAY - "Back To The Light" - (1992) -
- Resurrection - {with COZY POWELL}
- Too Much Love Will Kill You
- Nothin' But Blue

QUEEN - "The Miracle" - (1989) -
- The Miracle

TAME IMPALA - "Currents" - (2015) -
- Let It Happen
- Yes I'm Changing
- Eventually

JAMES - "Girl At The End Of The World" - (2016) -
- Waking
- Girl At The End Of The World

STEVE CARLISLE - "Steve Carlisle Sings WKRP In Cincinnati" - (1982) -
- Walk Away
- What's Come Over You
- Learning To Live Without You

BLANC FACES - "Falling From The Moon" - (2009) -
- Everything
- Goodbye Summer Goodbye

PRIME TIME - "Free The Dream" - (2001) -
- Hanging On
- Garden Of Eden

STRANDED - "Long Way To Heaven" - (1999) -
- Make Your Move
- Fight On
- Tonight Can Last Forever

MESSAGE - "Fine Line" - (1998) -
- Burn Like The Sun
- Secrets

SAXON - "Solid Ball Of Rock" - (1990) -
- Requiem (We Will Remember)



pamięci Stjupy...
in memory of Stjup...



Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"







sobota, 26 marca 2016

Święta świętami, a Nawiedzone Studio w niedzielę na żywo !

Pomimo świętowania "Nawiedzone Studio" działa normalnie. Zapraszam tradycyjnie w niedzielę o godz.22.00 na poznańskie 98,6 FM. Program będzie nosić normalny charakter. Nooo, może z większym naciskiem na ładne piosenki. Choć tych "nieładnych" też nie zabraknie.
Cały program pragnę zadedykować zmarłemu Jędrzejowi Paluszczakowi, vide Stjupowi - zmarłemu kilka dni temu wielkiemu pasjonatowi muzyki, który odszedł przedwcześnie, w wieku niespełna 28 lat.
Ostatnio o Stjupie sporo przegadałem z moim Synem Tomkiem. Chłopacy się bardzo lubili, kolegowali, wspólnie bywali na koncertach - w Polsce i poza nią. Stjup bardzo kochał życie, miał sporo planów, których nie udało mu się zrealizować. Los bywa okrutny. W piątek odbył się jego pogrzeb. Ponoć przybyły tłumy - z całego kraju. Stjup miał przyjaciół porozsiewanych dosłownie wszędzie. Był jedynakiem. W sercach jego rodziców pozostała wielka pustka. W sercach jego przyjaciół, także.
Obejrzałem wiele zdjęć z archiwum Syna, jak i posłuchałem ciekawych opowieści, anegdot.... I choć osobiście ze Stjupem nie miałem okazji się zaprzyjaźnić, to wydał mi się bliski. Sporo o Nim myślę, mając żal do okrutnego losu, przeznaczenia..... A jeśli Bóg istnieje, to przede wszystkim do niego.
Do usłyszenia!





Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"




środa, 23 marca 2016

nutka ciszy

Jestem wstrząśnięty, nie potrafię wyrazić smutku. Stjup umarł dziś rano. Miał tylko 27 lat. A jeszcze w poniedziałek mój Syn Tomek był u Jędrzeja w hospicjum. Był ponoć w niezłej formie, choć popłakał się, gdy zobaczył jak w telewizji WTK o Nim mówią. Jak Go wspierają. Ile mają planów wobec Niego. Nawet klub Arka Gdynia przysłał mu klubową koszulkę z podpisami wszystkich zawodników. Bo wszyscy życzyli Jędrzejowi powrotu do zdrowia i wszyscy mieli nadzieję.
Przyjechał z Ameryki lek, który od dzisiaj Stjup miał przyjmować. Miały być też koncerty trzymające kciuki. Dające wiarę, nadzieję.... Bo ta podobno umiera ostatnia. Dzisiaj nadszedł ten dzień. Kolejny cholerny smutny dzień. Dzień, w którym pękła nadzieja.
Bardzo współczuję rodzinie, przyjaciołom, wszystkim zaangażowanym i Go wspierającym.
Cholerny świat....



Andrzej Masłowski




poniedziałek, 21 marca 2016

Koncert i akcja na rzecz STJUPA - "ogrywamy czerniaka"

Stjup ma na imię Jędrzej. Tego 27-letniego chłopaka dopadł wyjątkowo paskudny złośliwy nowotwór. Niedawno zainicjowano akcję pod hasłem "STJUPid Cancer - ogrywamy czerniaka". Zbierane są środki na jego leczenie. W akcję zaangażowanych jest coraz więcej osób. Miesięczny koszt leczenia wynosi ok. 40.000 złotych. Udało się już co nieco zebrać, jednak nadal potrzeby są ogromne. Liczy się każdy grosz, każdy gram dobrego serca. 4 kwietnia br. zostanie zorganizowany koncert w poznańskim "Blue Note", ale będą też i inne inicjatywy, o których postaram się Państwa w miarę na bieżąco informować na blogu, Facebooku oraz w Nawiedzonym Studio.
Poniżej kilka istotnych informacji, zarówno o koncercie, jak i numery kont bankowych.
"Nawiedzone Studio" w pełni solidaryzuje się ze Stjupem. Trzymam za niego kciuki, jak najbardziej mam także zamiar wspomagać, o co Państwa również gorąco proszę.



Fundacja "Gwiazda Nadziei"
ul. H. Dąbrowskiego 22; 40-032 Katowice
Wpłaty na konto:
33 1940 1076 3045 2145 0001 0000
- z dopiskiem: dla Jędrzeja Paluszczaka


lub

przekazując 1% podatku dochodowego dopisując: dla Jędrzeja Paluszczaka
KRS Fundacji "Gwiazda Nadziei": 0000298237
Dla przelewów z zagranicy:
Kod IBAN: PL33 1940 1076 3045 2145 0001 0000
Kod SWIFT: agriplpr
Adres głównej siedziby banku:
Credit Agricole Polska S.A.
ul. Orląt Lwowskich 1
53-605 Wrocław








Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"





"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 20 marca 2016 - Radio "Afera", Poznań, 98,6 FM







"NAWIEDZONE STUDIO"
niedziela 20 marca 2016 r. - godz.22.00 - 2.00

RADIO "AFERA", 98,6 FM (Poznań)
www.afera.com.pl 


realizacja: Tomek Ziółkowski
prowadzenie: Andrzej Masłowski






JEFF HEALEY - "Heal My Soul" - (2016) -
- Daze Of The Night

JOE BONAMASSA - "Blues Of Desperation" - (2016) -
- No Good Place For The Lonely

THUNDER - "All You Can Eat" - (2016) -
- Low Life In High Places - {live at the Brooklyn Bowl, The o2 London, 6.XI.2014}

SHAKRA - "High Noon" - (2016) -
- Hello
- Life's What You Need

KROKUS - "Long Stick Goes Boom - Live From Da House Of Rust" - (2014) -
- Live For The Action

INGLORIOUS - "Inglorious" - (2016) -
- Breakaway

DRIVE, SHE SAID - "Dreams Will Come - The Best Of & More" - (2010) -
- Don't You Know

ROYAL HUNT - "Cargo" - (2016) -
- The Mission
- Half Past Loneliness

3 - "... To The Power Of Love" - (1988) -
- Lover To Lover
- Chains

CHRIS ISAAK - "First Comes The Night" - (2015) -
- First Comes The Night
- Reverie
- Kiss Me Like A Stranger

SANTANA - "Santana IV" - (2016) -
- Freedom In Your Mind - {śpiew RONALD ISLEY}

SIMPLE MINDS - "Big Music" - (2014) -
- Honest Town

SILENT RUNNING - "Walk On Fire" - (1987) -
- Sanctuary
- Heartland
- Walk On Fire

PET SHOP BOYS - "Please" - (1986) - 30-lecie albumu
- Two Divided By Zero
- Opportunities (Let's Make Lots Of Money)
- Love Comes Quickly
- Violence
- I Want A Lover

T'PAU - "Rage" - (1988) -
- Only The Lonely

ESTUS - "Estus" - (1973) -
- On The Wings
- Sweet Children
- In The Morning

ZJEDNOCZONE SIŁY NATURY "MECH" - "Zjednoczone Siły Natury Mech" - (2016) - nagrania z lat 1979/80
- Antidotum
- Ogród Snów
- Romantic Blues

LINDA THOMPSON - "One Clear Moment" - (1985) -
- In Love With The Flame

U2 - "The Unforgettable Fire" - (1984) -
- The Unforgettable Fire







Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"






"...Oczko mu się odlepiło - temu misiu..." - złotych dziewięć pięćdziesiąt - Polska "naszych marzeń".



środa, 16 marca 2016

na dziś Joe Bonamassa

Piosenka na dziś: "No Good Place For The Lonely" - z najnowszego albumu Joe Bonamassy.
Ten ośmio- i półminutowy blues, wspaniale się sączy i poprawia przedwiosenny nastrój. Zadziorny, niespieszny, fajnie zaśpiewany, pomimo iż Bonamassa wielkiego gardła przecież nie posiada. Pięknie "chodzą" tu organy, smyczki...., no ale przede wszystkim TA niesamowita gitara. Przez kilka minut łkająca i wyrywająca struny. Drzazgi lecą, proszę mi wierzyć. To już jest klasyk, wraz z dniem poczęcia.
Łowcy ballad postawili by z tego długograja na "Drive", inni być może na impulsywny, poparty marszową perkusją "Distant Lonesome Train". I wszystko to jest naprawdę wspaniałe, tak jak i cała najnowsza płyta Joe'ego. Ale na dziś polecam nastawić "czwórkę" z jedenastu dostępnych na "Blues Of Desperation".





Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"




wtorek, 15 marca 2016

DREAM THEATER - The Astonishing - (2016) -






DREAM THEATER
"The Astonishing"
(ROADRUNNER)
****


Tym razem gitarzysta John Petrucci stworzył historię (do muzyki wspólnie skomponowanej z Jordanem Rudessem) umiejscowioną w futurystycznym i totalitarnym świecie. W takim, gdzie człowiek nie odgrywa znaczącej roli, ponieważ władzę niemal nad wszystkim sprawują maszyny. Także nad sztuką. Dotyczy to rzecz jasna również i samej muzyki. Główny bohater ma za zadanie przywołać porządek normalnego świata. Czy to możliwe...?
Petrucci jest zapalonym miłośnikiem gier komputerowych, przez co od dawna nosił w sobie ambicję przełożenia wirtualnego świata do muzycznej twórczości Dream Theater. Zilustrował zatem ów pomysł, dopisując przy tym do zespołowej dyskografii kolejny concept album.
Panowie LaBrie-Petrucci-Rudess-Myung-Mangini zaprosili do współpracy praskich filharmoników, a nawet dudziarza Erica Riglera, i nagrali 130 minut wciągającej i porywającej muzyki - z podziałem na dwa akty, jak na ambitne sceniczne dzieło przystało.
"The Astonishing" jest chyba najdelikatniejszym albumem grupy, przez co najprawdopodobniej rozczaruje wszelakich wyznawców dyskretnego szczęku blach, jak i samych amatorów gry kombinatorskiej, która mocno panowała w grupie jeszcze za niedawnych czasów byłego już perkusisty, producenta, ale też znaczącego kompozytora Mike'a Portnoya. Od płyty "A Dramatic Turn Of Events" wyczuwa się jednak w Dream Theater większy nacisk na melodie, uporządkowane harmonie, natomiast wirtuozerskie zapędy i wszelakie inne akrobacje, bywają od tamtego czasu jedynie pewnym smaczkiem, nie zaś siłą nośną. Dla mnie to dobra zmiana (o ile nie zabrzmi to niesmacznie), choć zdaję sobie sprawę, że będą też głosy rozczarowania. Czy jednak Dream Theater zmienili się całkowicie? Przecież nie zabrakło grania w dawnym duchu. Wystarczy przyjrzeć się utworom: "The Gift Of Music", "A Better Life", "Lord Nafaryus", bądź "A Moment Of Betrayal". Trzeba jednak też uczciwie dodać, iż tego typu twórczość stanowi jednak za zdecydowaną mniejszość. Na pewno Dream Theater puszczają oko w stronę archeo art rocka, spod znaku Marillion, Areny, bądź lżejszego oblicza choćby takich Threshold, ale i ponadto również do modnych szczególnie w latach 70-tych rockowych oper. Za przykład niech posłużą bardzo udane kompozycje "When Your Time Has Come" i "Losing Faythe". Ozdobę stanowią też autentycznie świetne, niemal marillionowskie ballady: "Act Of Faythe" oraz "Begin Again", a także podniosła pieśń "Brother, Can You Hear Me?" - niosąca w sobie motyw przewodni całego dzieła, który to zresztą zgrabnie utkano w kilku fragmentach "The Astonishing". Wrażenie robi również podniosły finał płyty, za sprawą samego nagrania tytułowego. To sześć minut, o które trudno było grupę podejrzewać jeszcze kilka niedawnych lat temu. I choć wszystkich utworów można słuchać z osobna, albowiem Petrucci nie łączył ich ze sobą na siłę, to jednak najlepiej nie odrywać uwagi od przeróżnych miniatur czy innych krótszych fragmentów, które z początku mogą nie absorbować większej uwagi.
Nigdy nie zaliczałem się do wielkich fanów Dream Theater, szanując dotąd grupę głównie za sprawą nad wyraz udanej "Metropolis Pt.2 - Scenes From A Memory" oraz prawie początkowej "Images And Words". Z kolei nigdy nie uległem mocno przereklamowanej "Falling Into Infinity". Teraz jednak "teatrzyki" wstąpiły na tor, którym podążają do mojego muzycznego teatru marzeń.





Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"





poniedziałek, 14 marca 2016

słówko o Keithie Emersonie

Przytłoczyła mnie wieść o samobójczej śmierci Keitha Emersona. Podobno była ona wynikiem nieuleczalnego niedowładu bodaj dwóch kończyn w jednej z rąk, co mocno podcięło skrzydła Mistrzowi. Dla niego był to wyrok śmierci, który zresztą wyegzekwował.
Dla Emersona czarno-biała klawiatura była tym, czym dla Jimiego Hendrixa lub Jeffa Becka gitara. Zresztą wszyscy ci panowie mają (mieli) ze sobą wiele wspólnego. Byli wirtuozami pierwszego sortu (i nie budźmy przy tym żadnych skojarzeń). Emerson na organach wycinał z równym szaleństwem i pasją, co Jimi Hendrix, Jeff Beck, bądź Eddie Van Halen na sześciu strunach. A scenicznego szołmeństwa mogliby mu pozazdrościć niemal wszyscy instrumentaliści klawiszowi tego świata. Wystarczy pooglądać stare materiały wideo, najlepiej z okresu 70's. Keith zjada wręcz swój instrument. Ciekawe, jak kiedyś organy konstruowano, że te wytrzymywały takie katorgi.
Proszę sobie wyobrazić, że w tamtej epoce muzyka tria Emerson, Lake & Palmer często przyciągała na koncerty pełne stadiony, a płyty podbijały listy przebojów. Przykłady? Proszę bardzo:
- debiutancki "ELP" - 4 miejsce na brytyjskiej TOP 40, a na amerykańskiej dwusetce Billboardu miejsce 18
- "Tarkus" - 1 miejsce UK, 9 miejsce USA
- "Pictures At An Exhibition" - 2 miejsce UK, 10 w USA
- "Trilogy" - 2 miejsce UK, 5 w USA
- "Brain Salad Surgery" - 2 miejsce UK, 11 w USA
i tak dalej...., i tak dalej.....
Jak widać, to nie przelewki. To nie jakiś nudny progresywny rock, którego tak wielu gryzipiórów próbuje dyskredytować. Przy okazji, to także informacja dla tych, którzy cały świat wielkiego art rocka do znudzenia upatrują jedynie w Pink Floydach.
Keith Emerson jest przykładem wielkiego muzyka, który do doskonałości doszedł właściwie sam. Poprzez pasję i chęć dążenia. A i poprzez fascynację klasykami muzyki dawnej. Wyobraźmy sobie zatem młodego kilkunastoletniego chłopaka, który pewnego dnia wchodzi do sklepu z instrumentami i kupuje na raty upragnione organy, a później ćwiczy dniami i nocami, a pomiędzy zmuszony jest pracować i zarabiać na chleb. Bo sztuka i wielcy artyści rodzą się w bólach. Poprzez zapał i miłość do tego, co staje się życiową drogą. Nie na łatwiznę, po odpaleniu laptopa i ściągnięciu darmowych instruktarzy.
Kiedy poznawałem muzykę tria ELP miałem bodaj 14 wiosen. I choć na stare lata pamięć potrafi mnie mocno zawodzić, to zdaje się, że rozpoczynałem jak należy, od "jedynki". Od tej, z której wczoraj posłuchaliśmy w nawiedzonym studio "The Barbarian" oraz "Knife-Edge". Nie byłem wówczas zbytnio zachwycony twórczością Keitha Emersona i jego kompanów. Ta niełatwa w sumie muzyka nie bardzo mogła znaleźć miejsce w umyśle młodego chłopaka, któremu najwięcej radości dostarczały proste i melodyjne piosenki. Jednak z czasem.... Później przyszły "Obrazki z Wystawy", "Chirurgia Mózgu" (a raczej skrojona z niej sałatka) i jeszcze tych kilka innych... Gdzieś tak w okolicy 19-20 roku życia wreszcie załapałem, o co chodzi. Tyle tylko, że w tamtym czasie przez chwilę nie było Emersonów. Byli oni wszyscy, lecz każdy z osobna. Aż nastąpiło w dwóch/trzecich zjednoczenie. Na linii Keith Emerson-Greg Lake, a na literkę "P" - tym razem nie Carl Palmer, a inny wybitny perkusyjny wymiatacz - Cozy Powell. Ich jedyne dzieło z 1986 roku należy do moich "życiówek". I szczerze mówiąc w nosie mam, czy ktoś się ze mną w tym względzie zgadza, czy też nie. Kolejną życiówkę przyrządzili dla mnie sześć lat później. Już wszyscy oryginalni - jako Emerson, Lake & Palmer". Była to fantastyczna płyta "Black Moon".
Polska płyta "Keith Emerson & The Nice" wydana nakładem Polskich Nagrań w połowie lat 70-tych. Dla przypomnienia - The Nice było grupą, w której Keith Emerson występował jeszcze przed ELP (lata 1967-1970).
Pamiętam jak wieszano na Emersonów psy za popowe (choć tylko połowicznie) "Love Beach" lub za ostatnie dokonanie na "In The Hot Seat". A mnie się podobały i podobają do dzisiaj. Tak samo jak też tych kilka bardzo niedocenionych solówek Keitha Emersona, o których następuje od zawsze jakaś zmowa milczenia. Dziwi mnie ten stan rzeczy, tym bardziej, że Emerson popełnił ich nieco, a w 1981 roku skroił choćby kapitalną muzykę do filmu "Nocny Jastrząb" ("Nightkawks"). Muzyka, która fantastycznie korespondowała z tamtym sensacyjnym obrazem, gdzie rewelacyjne główne role nadstawiali Sylvester Stallone i Rutger Hauer. Na tej podstawie polecałbym wszystkim niedowiarkom, jak i innym muzycznym "zaniedbalcom", by sięgnąć także po dzieła Emersona wykraczające już poza ramy tercetu ELP.
Wczorajsze nasze spotkanie w nawiedzonym studio zaowocowało niskim pokłonem dla maestro Emersona. Posłuchaliśmy fragmentów czterech albumów i myślę, że na tym nie koniec.





Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"






"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 13 marca 2016 - Radio "Afera", Poznań, 98,6 FM





"NAWIEDZONE STUDIO"
niedziela 13 marca 2016 r. - godz.22.00 - 2.00

RADIO "AFERA", 98,6 FM (Poznań)
www.afera.com.pl 


realizacja: Agata Dankowska
prowadzenie: Andrzej Masłowski 




Program w dużym stopniu poświęcony zmarłym: George'owi Martinowi oraz Keithowi Emersonowi. Ponadto przedpremierowo pojawiły się fragmenty albumów: ROYAL HUNT - "Cargo", JOE BONAMASSA - "Blues Of Desperation", JEFF HEALEY - "Heal My Soul" oraz SANTANA - "Santana IV".



MAGNUM - "Sacred Blood "Divine" Lies" - (2016) -
- Don't Cry Baby

ROYAL HUNT - "Cargo" - (2016) - album koncertowy
- May You Never (Walk Alone)
- A Life To Die For

EMERSON, LAKE & PALMER - "Emerson, Lake & Palmer" - (1970) -
- The Barbarian
- Knife-Edge

EMERSON, LAKE & PALMER - "Black Moon" - (1992) -
- Better Days

JOE BONAMASSA - "Blues Of Desperation" - (2016) -
- Drive
- Distant Lonesome Train

JEFF HEALEY - "Heal My Soul" - (2016) -
- Love In Her Eyes
- It's The Last Time

EMERSON, LAKE & POWELL - "Emerson, Lake & Powell" - (1986) -
- The Score
- Touch And Go
- Love Blind
- Step Aside

SANTANA - "Santana IV" - (2016) -
- Suenos
- Blues Magic
- Echizo
- Leave Me Alone

GEORGE MARTIN - "In My Life" - (1998) -
- Here There & Everywhere - {śpiew CELINE DION}
- Friends And Lovers - {GEORGE MARTIN - instrumentalny}
- In My Life - {melorecytacja SEAN CONNERY}

THE BEATLES - "Please Please Me" - (1963) -
- I Saw Her Standing There
- Anna (Go To Him)
- Baby It's You

AMERICA - "Harbor" - (1977) -
- Don't Cry Baby

CAMEL - "Pressure Points - Camel Live In Concert" - (1984 / reedycja 2009) -
- Cloak And Dagger Man
- Long Goodbyes

ALVIN LEE - "Detroit Diesel" - (1987) -
- Talk Don't Bother Me

THE ADVENTURES - "The Sea Of Love" - (1988) -
- Drowning In The Sea Of Love
- Broken Land
- Heaven Knows Which Way
- Hold Me Now

3 - "... To The Power Of Three" - (1988) -
- Desde La Vida
(I) La Vista
(II) Frontera
(III) Sangre De Toro




====================================
====================================



GEORGE MARTIN
(3.I.1926 - 8.III.2016)

w kąciku poświęconym Artyście pojawiła się muzyka z albumów:
GEORGE MARTIN - "In My Life" - (1998) -
THE BEATLES - "Please Please Me" - (1963) -
AMERICA - "Harbor" - (1977) -


====================================
====================================



KEITH EMERSON
(2.XI.1944 - 11.III.2016)

w kąciku poświęconym Artyście pojawiła się muzyka z albumów:
EMERSON, LAKE & POWELL - "Emerson, Lake & Palmer" - (1970) -
EMERSON, LAKE & PALMER - "Black Moon" - (1992) -
EMERSON, LAKE & POWELL - "Emerson, Lake & Powell" - (1986) -
3 - "... To The Power Of Three" - (1988) -


====================================
====================================



Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"