poniedziałek, 30 listopada 2015

"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 29 listopada 2015 - Radio "Afera", Poznań, 98,6 FM




"NAWIEDZONE STUDIO"
niedziela 29 listopada 2015 r.

RADIO "AFERA", 98,6 FM (Poznań)
www.afera.com.pl 


realizacja: Krzysztof Piechota
prowadzenie: Andrzej Masłowski 







VOODOO HILL - "Waterfall" - (2015) -
- All That Remains

MAGNUS KARLSSON'S FREEFALL - "Kingdom Of Rock" - (2015) -
- When The Sky Falls - {śpiew TONY MARTIN}
- The Right Moment - {śpiew REBECCA DE LA MOTTE}

DEF LEPPARD - "Def Leppard" - (2015) -
- Sea Of Love

KHYMERA - "The Grand Design" - (2015) -
- A Night To Remember
- She's Got The Love
- Land Of Golden Dreams

HOLLYWOOD VAMPIRES - "Hollywood Vampires" - (2015) -
- Five To One / Break On Through

RUSS BALLARD - "Russ Ballard" - (1984) -
- I Can't Hear You No More

FRIDA - "Something's Going On" - (1982 / reedycja 2015) -
- Tell Me It's Over
- To Turn The Stone
- I Know There's Something Going On
- Threnody

JEFF LYNNE'S ELO - "Alone In The Universe" - (2015) -
- Alone In The Universe

FIND ME - "Dark Angel" - (2015) -
- Don't Slip Away From Me

JOEL HOEKSTRA'S 13 - "Dying To Live" - (2015) -
- Until I Left You

STRYPER - "Fallen" - (2015) -
- Pride
- After Forever - {Black Sabbath cover}

URIAH HEEP - "High And Mighty" - (1976) -
- Weep In Silence
- Misty Eyes

RUSH - "Roll The Bones" - (1991) -
- Dreamline
- Bravado
- Roll The Bones
- Ghost Of A Chance
- Neurotica

JEFFERSON STARSHIP - "Red Octopus" - (1975) -
- You've Driving Me Crazy (live) - utwór dodatkowy

KANSAS - "Point Of Known Return" - (1977) -
- Nobody's Home

SCORPIONS - "Blackout" - (1982 / reedycja 2015) -
- When The Smoke Is Going Down

DEMIS ROUSSOS - "The Complete Collection" - (1992) -
- I'll Find My Way Home - (1989) - Jon And Vangelis cover

PÄR LINDH & BJÖRN JOHANSSON - "Bilbo" - (1996) -
- Song Of The Dwarfs

CURVED AIR - "Phantasmagoria" - (1972) -
- Melinda (More Or Less)

ENYA - "Dark Sky Island" - (2015) -
- Echoes In Rain

GEORGE HARRISON - "All Things Must Pass" - (1970) - 45-lecie albumu
- My Sweet Lord
- What Is Life

CURVED AIR - "Air Conditioning" - (1970) -
- Vivaldi





Andrzej Masłowski
 
 
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
 www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"






środa, 25 listopada 2015

FOREIGNER - "Greatest Hits Live" - (2015) -





FOREIGNER
"Greatest Hits Live"

(EAR MUSIC)
****



W ostatnich latach Foreigner rozpieszczają swoich fanów licznymi wydawnictwami. Co prawda od wskrzeszenia grupy w 2004 roku ukazała się tylko jedna płyta z premierowym materiałem - "Can't Slow Down" (2009) - za to przeróżnych kompilacji i nagrań koncertowych nie widać końca. A jeszcze oto właśnie całkiem niedawno doszedł do kolekcji kolejny - "Greatest Hits Live". Tytuł mógłby zasugerować zbiór największych przebojów, i to z różnych występów, tymczasem mamy tutaj do czynienia z zapisem koncertu z Texas Station w Las Vegas, w dniu 26 listopada 2005 roku. Zatem z okresu, kiedy to wykrystalizował się świeży skład po ponad dziesięcioletniej przerwie. W grupie nastąpiło personalne trzęsienie ziemi. Z dawnych muzyków ostał się jedynie gitarzysta i kompozytor Mick Jones. Nawet charyzmatycznego wokalistę Lou Gramma zastąpił znany dotąd raczej wąskiemu gronu odbiorców Kelly Hansen. Szybko okazało się, jaki to świetny głos i w jak dużym stopniu przypominający "niezastąpionego" Lou Gramma. Przykro to pisać, ale wydana w 2009 roku płyta projektu Lou Gramm Band, boleśnie obnażyła wokalną niedyspozycję dawnego frontmana Foreigner. Ponadto okazało się, że z dawnymi kompozycjami grupy, obecnie lepiej włada się jednak nowemu wokaliście. Warto wspomnieć przy okazji, iż w tamtym czasie grupę zasilili m.in: renomowany basista Jeff Pilson (znany z m.in. grup Dokken czy Dio) - który pozostał do chwili obecnej, a także na moment dołączył również bębniarz Jason Bonham - syn słynnego Johna "Bonzo" Bonhama, przedwcześnie zmarłego muzyka Led Zeppelin. I to właśnie Foreigner z ich udziałem widnieje na świeżo wydanym, aczkolwiek już mocno historycznym materiale z "Greatest Hits Live".
Mick Jones tę zasłużoną machinę przez cały czas mocno trzyma w ryzach i nie dopuszcza do jej profanacji. Foreigner dzięki temu brzmią fantastycznie, zupełnie jakby czas oraz przetasowania składów nie miały wpływu na ostateczną jakość. Wszystkie opublikowane dotąd materiały audio i video w pełni potwierdzały ich wysoką formę, tak jest i w tym przypadku. Nie ma zatem znaczenia, czy posłuchamy Foreigner Anno Domini 2005, bądź jakiegokolwiek występu z lat ostatnich - wszystkie pokazują wielką klasę. Na potwierdzenie mych słów polecam posłuchanie świetnej niedawnej koncertówki "The Best Of Foreigner 4 & More" - wydanej w 2014 r. Tytuł tego wydawnictwa także może wydać się mylący, nie jest to bowiem żaden kolejny zbiór przebojów, a hołd dla słynnej "czwartej" płyty i jeszcze kilku innych przebojów spoza niej, w wydaniu na żywo. Wracając do "Greatest Hits Live"..., otrzymujemy tym razem 75-minutowy show, obfitujący w same przeboje. Oczywiście, zawsze nam jakiegoś zabraknie. Jeszcze chyba nie narodził się wykonawca, który za sprawą czterech dekad wybitnej twórczości, byłby w stanie podczas jednego występu zaspokoić łapczywe apetyty fanów. Otrzymujemy więc sprawdzone chwytliwe gitarowe numery, jak: "Head Games", "Cold As Ice", "Blue Morning, Blue Day", "Dirty White Boy", "Feels Like The First Time", ale i też znacząco rozbudowane o gitarowe popisy Micka Jonesa "Hot Blooded" oraz "Urgent". Przy czym, w tym ostatnim jeszcze efektownie całość przyprawił o partie saksofonu drugi gitarzysta grupy - Tom Gimbel.
Równie atrakcyjnie wypadło "Juke Box Hero", w który muzycy wpletli spory fragment Led Zeppelin'owskiego "Whole Lotta Love".
Oczywiście nie mogło zabraknąć rozpierających dech w piersiach ballad, będących zawsze mocną stroną Cudzoziemców, jak: "Waiting For A Girl Like You", "That's Was Yesterday" oraz "I Want To Know What Love Is". Mnie jednak szczególnie cieszy, iż Mick Jones & Co. na każdym występie reaktywowanych Foreigner nie zapominają o arcypięknej balladzie, utrzymanej w konwencji rocka progresywnego - "Starrider". Ta znajdująca się w 1977 roku na debiutanckim longplayu piosenka, nigdy nie była wielkim przebojem, a jednak po latach docenili jej wartość zarówno sami muzycy, jak i publiczność. Niesamowicie ją tutaj Foreigner zagrali. Proszę posłuchać jakie natchnione solo wycina Mick Jones - cudo! Że o samej magicznej aurze całości już nawet nie wspomnę.
Szkoda, że grupa na koncertach zbyt szablonowo powtarza wciąż ten sam przebojowy repertuar, albowiem mogłoby być jeszcze ciekawiej, gdyby tak spróbowali na współczesny grunt przenieść dla przykładu takie: "The Damage Is Done", "Seventeen", albo "At War With The World" - chociażby. A może ja po prostu zbyt wiele wymagam? Warto przystać na ich warunkach, przecież  chyba każdy fan chciałby na ich koncercie otrzymać właśnie taką setlistę.





Andrzej Masłowski
 

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
 www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"






poniedziałek, 23 listopada 2015

BRYAN ADAMS - "Get Up" - (2015) -




BRYAN ADAMS
"Get Up"
(POLYDOR)
*****


W ostatnich dniach trafiła do sprzedaży długo oczekiwana płyta z premierowymi piosenkami Electric Light Orchestra. Lider tamtej grupy - Jeff Lynne, sprawił swoim fanom wielką frajdę, dostarczając upragnioną muzykę po blisko piętnastoletniej przerwie. Dzieło o nazwie "Alone In The Universe" w większości wypełniły kompozycje melancholijne, lecz zachowujące wszelkie charakterystyczne cechy, które przez wszystkie lata określiły styl tej genialnej formacji. "Alone In The Universe" posiada jednak jedną zasadniczą wadę - jest zdecydowanie zbyt krótkie. Zaledwie pół godziny muzyki. Gdyby ktoś zatem zapragnął dodatkowo posłuchać muzyki, gdzie Lynne wyraźnie odcisnął swe piętno, to gorąco namawiam do zapoznania się z najnowszym dziełem Bryana Adamsa "Get Up", które tak a propos, pojawiło się dosłownie kilka chwil wcześniej. Niestety jest ono równie krótkie, co wspomniane "Alone In The Universe", za to pod każdym względem wyborne.
Co prawda, w zasadzie pod wszystkimi piosenkami podpisał się niezmordowany kompozytorski tandem Bryan Adams - Jim Vallance, a samemu Lynne'owi przyszło skomponować tylko jedną z nich - "Do What Ya Gotta Do" - i to w dodatku do spółki z samym Bryanem Adamsem, a jednak słuchacz od razu wie, z kim ma do czynienia. Lynne jako producent narzucił tutaj swój tok myślenia, przez co wszystkich dziewięć kompozycji pachnie rock'n'rollową mieszanką spod znaku E.L.O., Traveling Wilburys, bądź wspomnieniami ze świetnych płyt Toma Petty'ego, George'a Harrisona lub Del Shannona, które niegdyś z powyższymi współtworzył właśnie on.
Bryanowi Adamsowi takie "Get Up" było potrzebne do życia, niczym tlen. Ostatnich jego kilka dokonań przecież nie porywało. Być może i także nie były to płyty szczególnie złe, lecz na pewno brakowało im wzbicia ponad przeciętność. Ubiegłorocznej "Tracks Of My Years", zawierającej covery, akurat z racji jej specyficznego charakteru nie bierzmy pod uwagę, natomiast wcześniejsze autorskie propozycje, jak: "11", bądź "Room Service" pozwoliły, co życie pokazało, dość szybko o sobie zapomnieć. Na szczęście panowie Adams i Vallance, pod czujnym okiem Lynne'a, dostali tymczasem jakby nadspodziewanej weny twórczej. Z ich najnowszych nut, aż kipi energią, jak i chwytliwymi melodiami oraz rasowym wykonawstwem. O takiej płycie Kanadyjczyka marzyłem od dawna, choć zarazem przyznam ze wstydem - nie byłem dużej wiary. Jak przyjemnie jest dostać po nosie. Oby wszyscy artyści zgotowali mi taki los. 
Płytę rozpoczyna rozpędzony "You Belong To Me". Ten fantastyczny kawałek brzmi dosłownie jak nowy Traveling Wilburys. Gdyby do chropowatej barwy Adamsa dołożyć słodki i romantyczny głos nieżyjącego Roya Orbisona, plus któregokolwiek z pozostałych Wilburych, to ach....
Następny "Go Down Rockin' ", doskonale podtrzymuje tempo i poraża kolejną super chwytliwą r'n'rollową melodyką. Coś nieprawdopodobnego, Bryan Adams wycina i śpiewa jakby mu ubyło przynajmniej ze trzydzieści lat. Chwilę później następuje 3-minutowe uspokojenie, a to za sprawą fajnej, choć i też jak najbardziej zadziornej ballady "We Did It All" - gdzie cudownych gitarowych wtrętów dokonuje sam Jeff Lynne. Warto przy tej okazji nadmienić, iż lider E.L.O. zagrał na całej tej płycie, dzieląc swe gitarowe partie wraz z Jim Vallancem, a także Philem Thornalleyem (niegdyś m.in. współpracownikiem The Cure). To nie wszystko; na "Get Up" pojawił się także tamburynista Steve Jay - członek obecnego składu E.L.O. Dużo tych nazwisk i wszelakich powiązań, ale to bardzo ważne, ponieważ ich wszystkich naprawdę słychać!
I tak sobie przemiennie brnie ta płyta, za sprawą kolejnych żywiołowych piosenek: "That's Rock'n'Roll", "Do What Ya Gotta Do", "Thunderbolt" czy "Brand New Day", jak i też wykwintnych, pazurzastych ballad, z "Don't Even Try" oraz "Yesterday Was Just A Dream" na czele.
Jeśli odliczymy dodatkowe cztery, powtórzone z głównej części akustyczne wersje piosenek, to podstawowy album trwa dosłownie ledwie 25 minut !!!. I do tego ma jeszcze czelność zwać się płytą długogrającą. No cóż....na jego zdecydowaną przykrótkawą formę jest tylko jedno usprawiedliwienie - iż wszystkich dziewięć piosenek, to istne perły w koronie. Jeff Lynne chyba nie do końca przy tej okazji zdał sobie sprawę z faktu, iż dla Bryana Adamsa wykonał dużo lepszą robotę, niż dla niedawnego dzieła popełnionego na własny rachunek. 





Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 

 www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"







list protestacyjny

Po wczorajszym programie "Minęła dwudziesta" na łamach TVP Info, zawieszono dziennikarkę Karolinę Lewicką. Jedną z najinteligentniejszych, bystrych i dociekliwych zarazem. Dziennikarkę, która nie pozwala sobą manipulować, której nie da się uklepać. Podobno prezesowi TVP nie spodobała się forma przeprowadzania rozmowy, uznając ją za niestandardową. Zawiesił dziennikarkę w powyższym programie, nie zawieszając jednak w jej całkowitych obowiązkach, co pozwala p.Karolinie Lewickiej nadal prowadzić ewentualne inne audycje na antenie TVP Info. Murem za dziennikarką stanęli jej koledzy i koleżanki. Wystosowali otwarty list protestacyjny, którego treść poniżej:

Otwarty list protestacyjny:
Szanowny Panie Wicepremierze!
My, dziennikarze TVP Info stanowczo protestujemy przeciwko słowom, których użył Pan dzisiaj w programie „Minęła 20”. W sposób następujący mówił Pan o naszej stacji i programie, którego był Pan gościem:
„To jest program propagandowy, tak jak wasza stacja uprawia propagandę i manipulację od kilku lat. I to się zmieni. Ponieważ tak Telewizja Publiczna funkcjonować nie powinna”.
Pańskie słowa obrażają nas, naszą antenę i Telewizję Polską. Uważamy, że określenia, których Pan użył są niesprawiedliwe. Czujemy się Pańskimi słowami dotknięci. Nie życzymy sobie, by ani Pan, ani ktokolwiek inny, posiadający lub nieposiadający władzę, tak mówił o nas lub innych dziennikarzach. Żądamy przeprosin wypowiedzianych tak, jak powyższe obraźliwe słowa, na naszej antenie.
Członkowie zespołu TVP


Nadszedł czas porządków. Wkrótce polecą głowy. Wraz z początkiem 2016 roku. Wszyscy niewygodni i zarazem myślący dziennikarze, którzy nie wazelinują obecnej władzy, po prostu znikną. Pole zostanie oczyszczone z niewygodnych chwastów. Należy spodziewać się wykluczenia na przykład Tomasza Lisa,  czy Piotra Kraśko, a i jeszcze wielu innych.... do Tadeusza Sznuka włącznie. Niezagrożoną pozycję będą mieć jedynie mało klarowni dziennikarze, bądź typowe pisowskie włazidupy. Z wywrotowym ruchem Kukiza włącznie.
Wolność państwowych mediów staje się bardzo poważnie zagrożona. Nie tylko zresztą same media, ale w zasadzie wszystkie państwowe podmioty. 
Wracając do pana Glińskiego.... Znam się na ludziach i bez najmniejszego problemu potrafię wyczytać z twarzy, zachowania i sposobu artykułowania myśli, każdego łotra. Zawziętość p.Glińskiego cuchnie na odległość. Było pewne, że do podobnego incydentu prędzej czy później z jego udziałem dojdzie. Doszło prędzej. 
Nowa władza, która jeszcze przed chwilą obiecywała, że nie będzie się mścić, rozpoczyna od szybkich czystek. Nawet bez oficjalnych rozliczeń. Powraca IV RP, miażdżąc oponentów z siłą wodospadu.
Ludzie szybko zapomnieli czym było PiS i ponownie dali się nabrać. Niestety uczynili to w tak znaczącym stopniu, że demokracja niepodległej Polski została poważnie zagrożona. Nie przymykajmy oczu, nie bójmy się tego zauważać, nie pozwólmy sobie kneblować ust.
Dobrze, że są jeszcze media komercyjne, niezależne od centralno-władczej propagandy. Choć nie wiadomo, czy nadchodząca dyktatura i na to nie znajdzie recepty. 
Pan Gliński rzucił ostatnio wyzwanie narodowi. Jako minister kultury, a i zarazem premierowski vicek, zapragnął nakręcić jakiś bardzo polski film, który byłby naszą patriotyczno-narodową wizytówką. Panie Gliński, polecam wziąć na ruszt historię arcybiskupa Wesołowskiego. Nie zabraknie wątku katolickiego, patriotycznego, a i szczypta erotyzmu zwiększy zapewne szansę na finalny sukces komercyjny.


Andrzej Masłowski








"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 22 listopada 2015 - Radio "Afera", Poznań, 98,6 FM + zastępstwo w "BLUES RANUS"



"NAWIEDZONE STUDIO"
niedziela 22 listopada 2015 r.


RADIO "AFERA", 98,6 FM (Poznań)
www.afera.com.pl 


realizacja: Krzysztof Piechota
prowadzenie: Andrzej Masłowski 






DEF LEPPARD - "Def Leppard" - (2015) -
- Invincible
- All Time High

HOLLYWOOD VAMPIRES - "Hollywood Vampires" - (2015) -
- Whole Lotta Love - {śpiew ALICE COOPER oraz BRIAN JOHNSON}
- I Got A Line On You - {śpiew ALICE COOPER oraz PERRY FARRELL}
- School's Out / Another Brick In The Wall, Pt.2 - {śpiew ALICE COOPER oraz BRIAN JOHNSON}

SCORPIONS - "Savage Amusement" - (1988 / reedycja 2015) -
- Every Minute Every Day
- Love On The Run
- Believe In Love
- I Can't Explain - {utwór dodatkowy}

TNT - "30th Anniversary 1982-2012 - Live in Concert with Trondheim Symphony Orchestra" - (2014) -
- Magica Lanterna

JEFF LYNNE'S ELO - "Alone In The Universe" - (2015) -
- Love And Rain

JOE WALSH - "Analog Man" - (2012) -
- Family

ROD STEWART - "Another Country" - (2015) -
- Please
- We Can Win

ENYA - "Dark Sky Island" - (2015) -
- So I Could Find My Way
- I Could Never Say Goodbye

ALAN PARSONS - "A Valid Path" - (2004) -
- Return To Tunguska - {na gitarze DAVID GILMOUR}

THE ALAN PARSONS PROJECT - "The Turn Of A Friendly Card" - Deluxe Anniversary Edition - (1980 / reedycja 2015) -
- May Be A Price To Pay - {early version - ERIC WOOLFSON guide vocal & unused guitar solo}
- Games People Play - {early version - ERIC WOOLFSON guide vocal}

BILLY SHERWOOD - "Citizen" - (2015) -
- Empire - {śpiew ALAN PARSONS, skrzypce JERRY GOODMAN}

BARCLAY JAMES HARVEST - "Welcome To The Show" - (1990) -
- John Lennon's Guitar
- Halfway To Freedom
- Where Do We Go
- If Love Is King

HAZE - "In The End: 1978-1988" - (1992) -
- Last Orders - {oryginalnie na LP "Stoat & Bottle, 1987}

KAYAK - "See See The Sun" - (1973) -
- Reason For It All

PÄR LINDH PROJECT - "Mundus Incompertus" - (1997) -
- Baroque Impression No.1
- The Crimson Shield - {śpiew MAGDALENA HAGBERG}

NEW TROLLS - "Concerto Grosso Per Uno New Trolls" - (1971) -
- 1° Tempo: Allegro
- 2° Tempo: Adagio (Shadows)
- 3° Tempo: Cadenza - Andante Con Moto

NEUSCHWANSTEIN - "Battlement" - (1978) -
- Ice With Dwale

EMERSON, LAKE & PALMER - "In The Hot Seat" - (1994) -
- Man In The Long Black Coat

======================================
======================================




"BLUES RANUS" - zastępstwo
22 listopada 2015 r.
godz. 21.00 - 22.00

realizacja: Agnieszka Krzyżaniak
prowadzenie: Andrzej Masłowski




STRAY - "Stray" - (1970) -
- All In Your Mind
- Around The World In 80 Days

FLOATING BRIDGE - "Floating Bridge" - (1969) -
- You've Got The Power

GRAND FUNK RAILROAD - "Caught In The Act" - (1975) -
- Inside Looking Out

BAD COMPANY - "Desolation Angels" - (1979) - 
- Rock'n'Roll Fantasy

LEAF HOUND - "Growers Of Mushroom" - (1971) -
- Work My Body

JIMI HENDRIX - "Band Of Gypsys" - (1970) -
- Changes

=======================================
=======================================




niedziela, 22 listopada 2015

JEFF LYNNE'S ELO - "Alone In The Universe" - (2015) -





JEFF LYNNE'S ELO
"Alone In The Universe"

(BIG TRILBY RECORDS / SONY MUSIC) 

***1/2

Kiedy byłem chłopcem miałem sen, o tym, kim pragnąłbym być, co w życiu robić... Dookoła rozbrzmiewała muzyka, która w końcu stała się moją życiową drogą... Mniej więcej takim przekazem rozpoczyna najnowszą płytę Jeff Lynne. A czyni to pod banderą legendarnych Electric Light Orchestra, za sprawą piosenki "When I Was A Boy". Należy przy tym zaznaczyć, że oto mamy właśnie do czynienia z pierwszą płytą podpisaną tą szlachetną nazwą od czasów "Zoom" z 2001 roku. Oczywiście tych długich kilkanaście lat nie wypełniła żadna pustka, po drodze było przecież trochę miłych niespodzianek. Jak choćby kompilacyjny zestaw "Mr.Blue Sky" - z nowymi wersjami kilkunastu dawnych przebojów E.L.O., a także urocze, chociaż niestety nazbyt krótkie solowe dzieło Jeffa Lynne'a "Long Wave" - złożone z kilkunastu piosenek skomponowanych przez młodzieńczych idoli naszego bohatera. Tamten album nosił wraz z sobą charakter równie sentymentalny, co otwierająca najnowszą płytę wspomniana już piosenka "When I Was A Boy".
"Alone In The Universe" powinna zadowolić chyba wszystkich entuzjastów talentu tego niezwykłego muzyka. Już tak to jest, że od strony kompozycyjnej, produkcyjnej, jak i wykonawczej, niewielu ma szansę się z nim mierzyć. Przede wszystkim, nareszcie piosenki w klimacie E.L.O. wykonuje prawdziwy Szef, a nie jakaś tania podróbka, która pod przewodnictwem byłego zespołowego kolegi - skrzypka Mika Kaminskiego, od ponad dwóch dekad żeruje na sprawdzonych przebojach podczas sfabrykowanych koncertów, imitujących niby prawdziwych Electric Light Orchestra (z ledwie zauważalnym dopiskiem "Part II").
Jeff Lynne choć sam rzadko nagrywa, nie pozostaje na artystycznej bocznicy. Co pewien czas komponuje dla innych, bądź zabawia się lubianą rolą producencką. Dosłownie kilka tygodni temu ukazała się znakomita płyta Bryana Adamsa "Get Up", która wyszła spod jego realizatorskich dłoni, w tym także jedna z zawartych tam piosenek. Z kolei, przed trzema laty miał on także duży wpływ (produkcja, kompozycje, a i sama gra) na świetnej płycie Joe Walsha "Analog Man".
Słuchając "Alone In The Universe" przede wszystkim obcujemy z "tym" głosem i z "tymi" melodiami. I choć są to rzeczy zupełnie premierowe, słuchacz odnosi wrażenie, jakby je wszystkie znał od zawsze.
Jedyne moje zastrzeżenia wzbudza sama aranżacyjna oprawa. O ile od dawna można było przywyknąć w twórczości E.L.O. do braku symfonicznego rozmachu, o tyle zdecydowanie daje się tu odczuć brak jakiejś większej głębi.
Lynne zaśpiewał i niemal sam zagrał na wszystkich instrumentach (gitara, pianino, bas, perkusja czy wibrafon), przy niewielkiej pomocy Steve'a Jaya (tamburyn) oraz córki Laury, która użyczyła głosu do dwóch kompozycji.
Brak przepychu nadaje albumowi nawet pewnego miłego anachronicznego klimatu, choć z drugiej strony wzbudza wrażenie braku ostatecznego szlifu. Dziwne, bowiem maestro uwielbia tchnąć w obce dzieła pełnię klarownych brzmień, a jednak na własnym poletku mocno ich poskąpił. Fani dawnych E.L.O., którzy nie cierpieli przeładowanych komputerowo produkcji, w rodzaju "Balance Of Power", powinni za to tym razem poczuć pełnię satysfakcji.
Na "Alone In The Universe" wszystkich piosenek słucha się z dużą przyjemnością. Szkoda tylko, że tak niewiele z nich wzbija się ponad przeciętność. Największe wrażenie robi otwierająca całość, wspomniana już "When I Was A Boy". Całkiem nieźle radzą sobie także na pół-Beatlesowskie "Love And Rain" i "Dirty To The Bone", jak i też następująca tuż po nich "When The Night Comes" ("...każdej nocy będąc sam myślę o tobie, i zatrzymałbym każdą nadchodzącą kolejną, by uniknąć samotności...") - zupełnie jakby ją wyciągnięto z zakurzonych archiwów epoki 70's.
Płyta zawiera przeważnie same ballady, ale nie zabrakło też piosenek żywszych, wręcz rock'n'rollowych, jak w przypadku "Ain't It A Drag". Daleko tej co prawda do witalności "Hold On Tight" czy nawet "Rock'n'Roll Is King", ale na pewno spełniła powierzoną jej rolę. Mnie szczególnie przypadła do gustu radośnie brnąca "One Step At A Time", gdzie nawet w pewnej chwili Jeff Lynne z optymizmem akcentuje: "...wkrótce wszystko będzie lepsze...".
To najładniejsze momenty tego jakże wyczekiwanego od dawna albumu. Trudno jednak nie dostrzec przy tej okazji również pewnego melancholijnego uroku w tytułowym "Alone In The Universe", jak i w "The Sun Will Shine On You" czy "I'm Leaving You".
Dobra płyta, naprawdę dobra, choć nieco poniżej moich oczekiwań.

P.S. Wersję deluxe wzbogacono dwoma nieco ponad 2-minutowymi piosenkami. Rock'n'rollową "Fault Line" oraz balladową "Blue". Te dwa urocze klejnociki zapewne ucieszą tylko najzagorzalszych sympatyków talentu Jeffa Lynne'a, bo choć składne i zgrabne, nieco jednak ustępują podstawowej albumowej dziesiątce.





Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 

 www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"






piątek, 20 listopada 2015

TNT - "30th Anniversary XXX 1982-2012 - Live in Concert with Trondheim Symphony Orchestra" - (2014) -





TNT 
"30th Anniversary XXX 1982-2012 - Live in Concert with Trondheim Symphony Orchestra"

(INDIE RECORDINGS)

***2/3


W 2012 roku TNT obchodzili 30-lecie działalności. Z tej okazji muzycy dali pokaźną serię koncertów po rodzimej Norwegii oraz kilka pojedynczych występów w sąsiedniej Danii, jak i na brytyjskich Wyspach.
Jednym z najbardziej spektakularnych okazał się show w macierzystym Trondheim, gdzie grupa zagrała w towarzystwie miejscowej orkiestry symfonicznej. Mało tego, na scenie pojawili się wszyscy trzej dotychczasowi wokaliści - Dag Ingebrigsten (z najwcześniejszego okresu działalności), Tony Harnell (ten od najlepszych zespołowych albumów, typu: "Tell No Tales" czy "Intuition") oraz Tony Mills (znany głównie z grupy Shy, ale przecież także z ostatnich trzech płyt TNT: "The New Territory", "Atlantis" i "A Farewell To Arms"). Gościnnie zaznaczył się jeszcze sam Dee Snider - wokalista Twisted Sister - gdyby czasem ktoś jeszcze przypadkiem o tym nie wiedział.
Przy okazji warto nadmienić, iż Tony Harnell zgodził się niedawno na powrót do TNT. Wspólne świętowanie widać wyszło grupie na dobre. Podobno jednym z powodów stała się chęć powtórzenia artystycznego albumowego sukcesu "Intuition", który w ubiegłym roku obchodził swe 25-lecie. A więc, rocznica goni rocznicę.
Jak nietrudno się domyślić, w ruch poszły same przeboje. Mniejsze, większe, ale przeboje. Podniosłe ballady: "Northern Lights", czy skandynawska "Eddie" (jeszcze z czasów płytowego debiutu), ale i całkiem fajna, jedna z najnowszych i stylizowana na retro "June".
Fanom metalowego oblicza TNT najprzyjemniej się żyłka napręży przy choćby: "Everyone's A Star", "Intuition", "10.000 Lovers (In One)", "USA" czy "Harley-Davidson". Ten ostatni został zaintonowany blisko 2-minutowym "Tańcem z szablami" - Arama Chaczaturiana. Szkoda tylko, że realizator wydawnictwa nie zadbał o połączenie obu tych utworów, brutalnie je oddzielając od siebie niepokojąco długą ciszą. Na szczęście, do podobnego brutalnego aktu nie doszło na samym wstępie, gdzie po intro "Fanfary dla zwykłego człowieka" - Arona Coplanda, "prawie" płynnie następuje czadowy początek przedstawienia, za sprawą "Invisible Noise".
Niestety fajny nastrój koncertu rozbija zbyt wiele cięć, przerw.... A przecież, dla dobra sprawy można było to wszystko ładnie posklejać. Szkoda, albowiem psuje ta niedogodność bardzo dobry obraz całości.
Ten udany występ można jeszcze doglądnąć z dołączonej do wydawnictwa płyty DVD. A że niżej podpisany przeżywa jedynie spektakle na żywo, tak więc wizyjnego smakołyka już nie przełknął. Tegoż polecam przeżyć we własnych czterech ścianach. Dla mnie muzyka to język wyobraźni, nawet jeśli rozchodzi się jedynie o koncert kilku mocno zaangażowanych i spoconych facetów.

P.S. Szczególnie polecam bardzo ładne gitarowe solo Ronniego Le Tekro w "Magica Lanterna" - przyozdobione wysmakowanym orkiestrowym tłem




Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 

 www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"






WIZYTÓWKA KLEPU - rewers.jpg



środa, 18 listopada 2015

DEF LEPPARD - "Def Leppard" - (2015) -






DEF LEPPARD
"Def Leppard"

(EAR MUSIC)

****


Poprzednią studyjną płytę "Songs From The Sparkle Lounge" wydali w 2008 roku. Ktoś niezorientowany pomyśli, że grupa zafundowała sobie siedem lat lenistwa, podczas gdy muzycy byli przecież przez ten cały czas bardzo aktywni. Sporo koncertowali (u nas także!), w międzyczasie tworząc nowe piosenki, a jeszcze po drodze niepokojąco z równowagi wybiła wszystkich choroba Viviana Campbella, która na pewnym etapie wydała się być już zażegnana, by znowu niebezpiecznie powrócić.
W 2011 roku Leppardzi opublikowali koncertowy album "Mirror Ball", na którym pojawiły się także trzy nowe premierowe studyjne kompozycje. Początkowo z myślą o realizacji pełnego dzieła, jednak w ostatecznym rozrachunku skończyło się na skromnym dodatku do wspomnianej koncertówki. Dwa lata później muzycy hucznie celebrowali ćwierćwiecze do ich najbardziej dochodowego albumu "Hysteria", który na całym świecie zyskał status multiplatyny (ok. 25 milionów sprzedanych egzemplarzy).
Grupa już od pewnego czasu zapowiadała, że najnowsza płyta pogodzi ich wielopokoleniowych fanów. Zarówno sympatyzujących z mocniejszym, bardziej metalowym obliczem, jak i entuzjastów tej delikatniejszej twarzyczki.
Niewyszukanie zatytułowany album, ot po prostu jako "Def Leppard", zawiera aż 14 kompozycji, przy czym trwa blisko godzinę, co w pewnym sensie przybliża go do wspomnianej "Hysterii". I mniej więcej w podobnym tonie nawet się rozpoczyna. "Let's Go" czy "Dangerous", to piosenki, które zdecydowanie przywołują ducha tamtych czasów. Jedyną zauważalną różnicę tworzy sama produkcja Ronana McHugh (wieloletniego już pomagiera) w stosunku do rozsławionego Roberta Johna "Mutta" Lange'a. Otóż McHugh, postawił na brzmienie oparte o żywe instrumenty, rezygnując niemal całkowicie z komputerów, za wyjątków tych obowiązkowych perkusyjnych - z zestawu jednorękiego Ricka Allena.
Już sam początek rozbudza apetyt, bowiem tak rześkiego Def Leppard dawno nie mieliśmy. Utwory niosą się same, niemal płynnie przechodząc w kolejne swe warstwy. Ze zwrotek do refrenów, z danego utworu w logicznie pasujący utwór kolejny.... W zasadzie już choćby tylko inicjujące całość "Let's Go" i "Dangerous" niosą wraz z sobą siłę przebojowości równą mocy walca, prasującego wszystko, co ten napotka na swej drodze. Jednak, gdyby ode mnie zależało, co wybrać na pierwszy albumowy singiel, bez najmniejszego wahania wskazałbym na trzeci w albumowej kolejności, kapitalny numer "Man Enough". Cóż za cudo. Ten oparty na motorycznym basie Ricka Savage'a kawałek, niemal do złudzenia budzi skojarzenia z legendarnym "Another One Bites The Dust" - grupy Queen. Z drugiej zaś strony, żadne to zaskoczenie, wszak Leppardzi zawsze kochali się w muzyce Freddiego Mercury'ego i jego kolegów. Zresztą z odwzajemnieniem (Brian May nawet gościnnie koncertował z nimi w przeszłości). W "Man Enough" rządzi wspomniany rytm, lecz proszę posłuchać jak niesamowicie tną tu dogrywające gitary. No i jeszcze sam śpiew Joe Elliotta + asystujący mu koledzy. Wielobarwny utwór, choć wydawałoby się, że bazujący na tle jednostajności. Od niemal półszeptu, aż po istny żar. Najlepsza piosenka Def Leppard od 1987 roku - nie ma co!
Później album delikatnie siada, a to za sprawą ballady "We Belong". Całkiem uroczej i po kilku przesłuchaniach dającej się bardzo polubić. Nie ma jednak w tym przypadku mowy o dorównaniu gigantycznej "Love Bites", czy tylko troszkę jej ustępującej "Hysteria".
Na "Def Leppard" otrzymujemy łącznie aż trzy ballady. A do tej pory tak nigdy nie było. Pozostałe "Last Dance" oraz "Blind Faith", choć ustępują "We Belong", również jakoś bronią się swoistym urokiem, aczkolwiek wielkiej sławy im nie wróżę. Widać tym razem zespołowi wyszło na dobre zdecydowanie granie żywiołowe, pełne entuzjazmu, o klarownych czytelnych refrenach, popisowych i brawurowych partiach gitar,... plus dodatkowym atutem wydaje się świetnie dysponowane gardło Joe Elliotta.
Przyznam, nie od razu spodobał mi się sam albumowy środek. Do niektórych melodii musiałem dojrzeć, ale teraz nie oddałbym za żadne skarby takich: All Time High", "Invincible" czy "Sea Of Love". Za to od razu pokochałem r'n'rollowo-podmetalizowany "Broke'N'Brokenhearted". To zadziorny Def Leppard w starym rasowym stylu, jakby za czasów genialnego albumu "Pyromania".
Niespecjalnie zaś ujął mnie flirt z akustycznymi i orientalnymi odniesieniami do twórczości Led Zeppelin - w "Battle Of My Own". Trochę kłóci mi się "Plant'owata" maniera Elliotta oraz nazbyt ugrzecznione partie chóralne jego kolegów. Doceniam samą podjętą próbę, jednak...
Na uwagę zasługują ponadto: dwu i półminutowy energetyczny "Forever Young" oraz przedfinałowy "Wings Of An Angel". Początkiem swym pasujący nawet do chropowato-grunge'ującej płyty "Slang", jednak w refrenie przeradzający się w fajny witalny Def Leppard, ładnie zilustrowany wszędobylskimi partiami wokalnymi. To, co było wadą w "Battle Of My Own", tutaj zyskuje w błysku fleszy.
Longplay "Def Leppard" nabiera kolorytu wraz z każdą wizytą. Przyznam, że na początku rysował się we mnie spory niedosyt, później jeszcze długo nie było poprawy, by w końcu zaskoczyć i wpaść mu w ramiona. Choć na przykład takiego "Energized" pozbyłbym się bez żalu.
Po "High'N'Dry", "Pyromania" oraz "Hysteria", czwarta najlepsza płyta Def Leppard - bez dwóch zdań.





Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 

 www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"







wtorek, 17 listopada 2015

KABARET MORALNEGO NIEPOKOJU - "JERZYK DZISIAJ NIE PIJE", 16 listopada 2015, godz.20.30, TEATR WIELKI, ul.Fredry 9, POZNAŃ

Wybraliśmy się z Żonką do Teatru Wielkiego na najlepszych rozśmieszaczy tego kraju. Choć tu muszę wetknąć, iż ostatnio na moim topie również dobrze się mają Kabaret Na Koniec Świata.
Występ na 20.30. Przed dwudziestą w poczekalnym holu zebrał się już nawet całkiem niezły tłumek, lecz do odblokowania drzwi trza było jeszcze nieco się powiercić z nogi na nogę. Właśnie KMN kończyli wcześniejszy show z godziny 18-tej. Zastanowiło nas z Żonką; dlaczego wszyscy wychodzą tacy śmiertelnie poważni. No jak to, z kabaretowego występu na smutniaka? A może to nie ta impreza, nie to miejsce - pomyślałem. Być może DJ Seba - główny tego sprawca, a i naczelny inspirator w jednym - w coś nas wkręcił? Spojrzałem na bilety, a tam jak byk stało napisane: Kabaret Moralnego Niepokoju "Jerzyk dzisiaj nie pije", 16.11.2015.....itd..... Co mnie jednak zastanowiło, to cena biletu; 0,00 zł (w tym 8% VAT). Myślę; jeszcze będę do przodu, jak mi te skarbowe cholery uczciwie zwrócą należny VAT.
Zaproszenia rządzą się swoimi prawami, rzadko na krzywy ryj dostaje się najlepsze miejsca, tak też miało być i tym razem. Miało, nie znaczy było. Kiedy otwarto wrota, grzecznie z Żonką udaliśmy się ku strefie balkonowej, gdzie czekało nas drugie piętro, z pierwszeństwem zlotu - przy samej barierce. Ja, który po drabinie wspinam się maksymalnie do trzeciego szczebla, teraz miałem rżnąć ze śmiechu na wszystkich z góry. Ale tu nastąpił nieoczekiwany zwrot akcji. Znienacka przy Panu Bileterze stanął jakiś ważny gość w garniturku i pierwszych kilka osób kulturalnie zapytał; czy te aby nie zechciałyby usiąść na parterze? Okazało się, że w jednym rzędzie zostało nieco miejsc i można było.... Bez namysłu odrzekłem: "dlaczego nie". I tak, przypadł nam bardzo fajny ósmy rząd, z miejscami nr dziewięć i dziesięć.
Scena przyozdobiona najskromniej jak to możliwe. Przed spuszczoną kotarą jedynie rozstawiony ciemny jednolity parawan, i tylko neony rzucane gdzieś tam z rzutnika. Oto z rzadka jedyny zmieniający się wystrój. Jak się później miało okazać, nawet to nie było potrzebne. Aktorzy KMN doskonale bez wspomagaczy pobudzają wyobraźnię.
Tuż przed wejściem trupy na deski poznańskiej Opery, poleciało z głośników: "bardzo prosimy o wyłączenie telefonów i nie nagrywanie spektaklu, a kto się do tego nie dostosuje, ten pójdzie do piekła". No i poszło.....
Pojawienie się Roberta Górskiego wywołało serdeczne reakcje, jeszcze zanim ten zdążył się odezwać. Szef KMN w anonimowy sposób przedstawił swoich towarzyszy, zapewniając, iż dwoje z nich jest za in vitro, inna dwójka przeciw, a jedno z in vitro. Z tym, że osoba z in vitro jest przeciw in vitro :-)
Okazało się na podstawie wstępniaka, że cztery osoby z całej piątki, preferują seks grupowy, lecz niestety osoba, która jest w centrum głównego zainteresowania jest temu przeciwna. I tak dalej, i tak dalej.... :-)  Na samo "dobry wieczór", chyba każdy z widzów z ledwością łapał tlen. No a później.... , na przemian, skecze świetnie mi znane, jak i też nie. Występy na żywo mają jednak tę zaletę, że nawet stare dowcipy kładą na łopatki.
Dwie godziny padaczki śmiechowej, tego chyba potrzebowałem. Pomyślałem, że moja Żonka nie dotrwa końca. W jakiś dziwny sposób wykonywała na siedząco skłony w dół, po czym głowa jej odjeżdżała za krzesełkowe oparcie. Jednak później spostrzegłem, że wszyscy pozostali na widowni zachowują się dokładnie tak samo.
Ktoś powie; "eee tam, w telewizji zobaczę....", hmmmm.... i tu przypomina mi się sytuacja z pewnego kabaretonu w poznańskiej Arenie, sprzed dobrych kilku lat. Pamiętam jak podczas występu Kabaretu Pod Wyrwigroszem - niemal genialnego! - szef tegoż - Łukasz Rybarski, zapowiedział niemal pod koniec występu pewien przedpremierowy skecz, który właśnie artyści zabierali jako nowość na najbliższy opolski festiwal. I był to najmniej śmieszny żart tego fantastycznego popołudnia. Tak tak - popołudnia. W dodatku pięknego, słonecznego.... Wówczas bilety zafundowała dyrekcja firmy mojej Żonki. Było to przedstawienie zamknięte. Inną sprawą był fakt, że po powrocie do domu całkowicie zmazała mi uśmiech z gęby wiadomość od serwisu Allegro - zawieszająca na nim moje konto. Za takie tam....- słodkie grzeszki. Po tygodniu wszystko powróciło do normy, ale chwiejność życiowych nastrojów, to jak widać moja specjalność. Niebawem nastało Opole, a Kabaret Pod Wyrwigroszem zaprezentował ów "feralny" numer. I ku memu zdziwieniu, został on gorąco przyjęty. Po raz kolejny potwierdziła się magia występów na żywo, iż nawet słabawy numer może rozbujać.
Wracając jeszcze na moment do wczorajszych wnętrz dobrze trzymającego się Teatru Wielkiego.... ; po występie KMN szybko pojąłem, z czego ta powaga wcześniejszego bractwa. Z "mojej" ekipy" też niewielu ludziom zarysowywał się uśmiech na twarzy po takich dwóch godzinach. Po prostu, nareszcie można było odetchnąć.
Powiadają, że śmiech to zdrowie. Moja przepona jeszcze do tej pory tego nie potwierdza.
Fantastyczny występ Moralnych.

P.S. Tradycyjne duże słowa uznania dla naczelnego inspiratora DJ Seby



Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 

 www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"










poniedziałek, 16 listopada 2015

"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 15 listopada 2015 - Radio "Afera", Poznań, 98,6 FM



"NAWIEDZONE STUDIO"
niedziela 15 listopada 2015 r.


RADIO "AFERA", 98,6 FM (Poznań)
www.afera.com.pl 


realizacja: Krzysztof Piechota
prowadzenie: Andrzej Masłowski






FATUM - "Demon" - (1993) -
- Demon (cz.1)

====================================
====================================


kącik poświęcony ofiarom tragicznego zamachu w Paryżu, dnia 13 listopada 2015 r.  

 

PRIDE OF LIONS - "Black Ribbons (Voices Of The World)" - (2004) -
- Black Ribbons (Voices Of The World)

HARLAN CAGE - "Temple Of Tears" - (2002) -
- One New York Morning

GENESIS - "Wind And Wuthering" - (1976) -
- Blood Of The Rooftops

EAGLES OF DEATH METAL - "Zipper Down" - (2015) -
- Save A Prayer - {Duran Duran cover}
- The Reverend

ABBY TRAVIS - "Glitter Mouth" - (2006) -
- Blythe

=====================================
=====================================


TURBO - "Dorosłe Dzieci" - (1983) -
- W Sobie

DEF LEPPARD - "Def Leppard" - (2015) -
- Man Enough
- We Belong

CHRIS NORMAN - "Crossover" - (2015) -
- Beautiful Rain
- 40 Years On (remix)

JEFF LYNNE'S ELO - "Alone In The Universe" - (2015) -
- When I Was A Boy
- Dirty To The Bone
- When The Night Comes
- One Step At A Time

BRYAN ADAMS - "Get Up" - (2015) -
- We Did It All
- That's Rock And Roll

ELKIE BROOKS - "Inspiration" - (1989) -
- Broken Wings - {Mr. Mister cover}
- Is This Love - {Whitesnake cover}

TNT - "30th Anniversary Live in Concert - Live in Concert with Trondheim Symphony Orchestra" - (2014) -
- Intuition
- Northern Lights

SCORPIONS - "Tokyo Tapes" - (1978) -
- We'll Burn The Sky
- Fly To The Rainbow

SEAL - "7" - (2015) -
- Do You Ever
- Love

BILLY SHERWOOD - "Citizen" - (2015) -
- The Citizen - {gościnnie CHRIS SQUIRE oraz TONY KAYE}
- Man & The Machine - {gościnnie STEVE HACKETT}

=====================================
=====================================


PHIL "ANIMAL" TAYLOR
(21.IX.1954 - 11.XI.2015)
kącik poświęcony Artyście 
 

MOTÖRHEAD - "No Sleep 'Til Hammersmith" - (1981) -
- Motörhead

MOTÖRHEAD - "Overkill" - (1979) -
- Overkill

======================================
======================================

OZZY OSBOURNE - "Diary Of A Madman" - (1981) -
- You Can't Kill Rock And Roll

MAGIC PIE - "King For A Day" - (2015) -
- Tears Gone Dry

MEDICINE HEAD - "Dark Side Of The Moon" - (1972) -
- Only To Do What Is True






Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 

 www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"