czwartek, 28 maja 2015

Warner Music Poland już oficjalnie z katalogiem Polskich Nagrań

Od pewnego czasu wiemy już o wykupie Polskich Nagrań przez Warner Music Poland. Transakcja została właśnie oficjalnie sfinalizowana. Pomimo wielu wcześniejszych sprzeciwów i oburzeń. Stało się, jak się stało. Skoro Państwo Polskie nie wyrażało chęci ratowania przysłowiowego umarlaka, a status ekonomiczny firmy osiadł na mieliźnie, po postu nie było innego wyjścia. Widzę w tym jednak nieco pozytywów. Polskie Nagrania nie były w stanie w pełni reprezentować posiadanych bogatych zasobów, nawet pomimo zauważalnego "rozruchu" w okresie ostatnich kilku lat. Wiele muzycznych dóbr narodowych skazanych było na pokrywanie się kurzem w jej archiwach. Poza tym, głośna sprawa o tantiemy za dzieła Anny German, przybiła gwóźdź do trumny.
Reedycje płyt Niemena, Grechuty, Demarczyk i jeszcze kilku innych, z reguły tylko tych najbardziej znanych wykonawców, nie w pełni zaspokajały zapotrzebowanie. Ktoś zarzuci, że to kolejna sprzedaż polskiego kapitału w obce ręce, a ja powiem, ze nareszcie znalazł się potentat, który to majątku nie przetrwoni, natomiast wiele nagrań uzyskało szanse na opuszczenie zaciemnionych piwnic. Kto wie, być może właśnie dostały szansę na ocalenie od zapomnienia.

Poniżej przedstawiam oficjalną informację o tym wydarzeniu:





WARNER MUSIC POLAND PRZEJMUJE POLSKIE NAGRANIA 
Najstarsza polska wytwórnia fonograficzna posiada w swoich zasobach 36 tys. nagrań polskich artystów.
Oryginalne taśmy nagraniowe, po ich zdigitalizowaniu, zostaną przekazane do Narodowego Archiwum Cyfrowego, jako część dziedzictwa narodowego.
WARSZAWA, NOWY JORK — 26 maja 2015: Warner Music Group (WMG) poinformował o sfinalizowaniu transakcji przejęcia Polskich Nagrań, najstarszej polskiej wytwórni fonograficznej. Należąca do Skarbu Państwa spółka została wystawiona na sprzedaż w styczniu tego roku.  Katalog Polskich Nagrań to jeden z najcenniejszych w kraju zbiorów muzyki popularnej, rockowej, ludowej, klasycznej i jazzowej zarejestrowanej w okresie od lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku do dnia dzisiejszego. Znajdują się w nim nagrania znanych wykonawców muzyki rozrywkowej takich jak: Anna German, Czesław Niemen, Marek Grechuta, Irena Santor, Zdzisława Sośnicka, Breakout, światowej sławy kompozytorów muzyki klasycznej, w tym Witolda Lutosławskiego, Krzysztofa Pendereckiego i Wojciecha Kilara, oraz znakomitych dyrygentów, jak np. Antoni Wit i Jacek Kacprzyk. 
Warner Music Poland zachowa prestiżową markę „Polskie Nagrania Muza – z kogucikiem” i nadal będzie wydawać muzykę z obszernego katalogu tej wytwórni. Po zdigitalizowaniu całych zasobów oryginalne taśmy matki zostaną przekazane do Narodowego Archiwum Cyfrowego, gdzie będą przechowywane, jako element dziedzictwa narodowego. 
Warner Music Poland to jedna z czołowych wytwórni fonograficznych na polskim rynku. Wśród jej labeli jest Pomaton, który przez 25 lat zajmował się wydawaniem polskiej muzyki, m.in. w ramach serii Złota Kolekcja obejmującej składankowe reedycje największych przebojów, pochodzących w dużej części z katalogu Polskich Nagrań. 
Piotr Kabaj - Prezes i Dyrektor Generalny Warner Music Poland oświadczył: „Ta transakcja stanowi doniosły krok w rozwoju naszej działalności. To dla nas wielki zaszczyt, że będziemy reprezentować tak znaczących artystów i opiekować się tak znakomitym katalogiem. Bazując na naszym doświadczeniu i potencjale, zamierzamy zrobić wszystko, by historyczna marka Polskie Nagrania dalej żyła i by te legendarne nagrania zdobyły nowych miłośników w Polsce i za granicą.
Stu Bergen - President, International, Warner Recorded Music powiedział: „Przejęcie niesamowitego katalogu Polskich Nagrań przyczyni się do wzmocnienia naszej już i tak silnej pozycji na tym ciągle rozwijającym się, tętniącym kulturą rynku. Jest to kolejne posunięcie w ramach naszej strategii polegającej na pozyskiwaniu zbiorów nagrań lokalnych artystów w krajach, w których dzięki nowym technologiom można dotrzeć z muzyką do masowego odbiorcy, odkrywając jednocześnie nowe możliwości w sferze działalności tak twórczej, jak i biznesowej”.
Transakcja ta stanowi jedno z kilku podobnych przedsięwzięć przeprowadzonych w ostatnim czasie przez Warner Music Group na rynkach wschodzących. W związku z przejęciem Parlophone Label Group w lipcu 2013 r. WMG został właścicielem oddziałów EMI na kluczowych rynkach Europy Wschodniej, w tym w Polsce. W kwietniu 2014 r. WMG przejął znaną wytwórnię Gold Typhoon Group, która zgromadziła jeden z największych i najcenniejszych zbiorów muzyki tworzonej przez artystów z Chin, Hongkongu i Tajwanu. W grudniu 2013 r., po wykupieniu przez WMG udziałów Gallo Records w joint venture Warner Music Gallo Africa rozpoczął działalność oddział Warner Music South Africa. W czerwcu 2013 r WMG ogłosił przejęcie Gala Records Group, czołowej niezależnej wytwórni fonograficznej na rynku rosyjskim, i przekształcenie jej w Warner Music Russia. Te przejęcia zbiegły się w czasie ze zwiększeniem inwestycji w rozwój lokalnych katalogów nagrań na innych rynkach o dużym potencjale wzrostowym, w tym w Brazylii.



======================================
======================================





Andrzej Masłowski 


 

Radio "AFERA" 98,6 FM (Poznań)  - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00




"... dla tych, którzy wiedzą co w muzyce najpiękniejsze"


środa, 27 maja 2015

marzenia i wspomnienia

Chłodny ten maj. W ogóle jakoś tak szybko przeleciały te dwa wiosenne miesiące, a ciepła coś niewiele.
Znajomy wczoraj zagadał o Bajmie, więc wyciągnąłem z półki podwójną składankę z balladami, bo Beatę lubię głównie tylko za nie. Zaraz zaraz, jak to było z tą wiosną w Paryżu? "...Nie widzę już w sobie pozytywnych barw, może to zbyt długa zima zmieniła mnie..." . Ech, być może. Zimy są zawsze zbyt długie. I na mnie też źle działają. Mogłoby ich nie być. Nie tęsknię. Ja zawsze tylko za pięknem przyrody, szczególnie gdy tej tak bardzo w pewnym momencie brakuje. Ale za młodością chyba tęsknię najbardziej. Brakuje mi tej niewinności, spontaniczności... Fajnie było. Se ne vrati.
Wracam do Nawiedzonego Studia. Po dwóch niedzielnych absencjach. Zacząłem znowu myśleć radiowo. Co wpadnie do głowy, od razu zapisuję. By nie zapomnieć. Bo zdarza mi się to często. Czasem nawet po chwili, więc jak coś błyśnie, to chwytam za pióro w locie. Stęskniłem się za sitkiem, choć przez chwilę miałem słabości, by nie zmienić wszystkiego na dobre, wszak trafiła się ku temu idealna "okazja". Ale jeszcze nie teraz. Nie potrafię. Niech los czyni za mnie, nie ja sam. Nie lubię później żałować.....
Melancholijna ta Beata: "...wspomnienia palą mnie jak słońce, wspomnienia jak lawa gorąca, uciekam przed nimi tak co noc....". Skąd wie, że ja też tak mam? Dalej idzie: "...kiedy noc przytula dzień, nie porzucaj marzeń, zostaw chociaż je, są gdzieś łąki pełne snów...". A nie, to już z innej piosenki.
Warto mieć marzenia, bo to coś, czego nam nikt nie odbierze. Polonistka kiedyś powiedziała, że jak hitlerowcy gnębili polską inteligencję, to ze wszystkiego mogli ich ograbić, poza rozumem i marzeniami. Mądra kobieta.



Andrzej Masłowski 

 

Radio "AFERA" 98,6 FM (Poznań)  - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą co w muzyce najpiękniejsze"



wtorek, 26 maja 2015

John Wetton po operacji

W lutym br., na dwóch koncertach wystąpiła w Polsce legendarna grupa UK. Jak wiemy, w składzie pojawili się dwaj muzycy oryginalnego składu - skrzypek Eddie Jobson oraz basista i wokalista John Wetton. Jeden ze Słuchaczy Nawiedzonego Studia już wówczas spostrzegł, iż John Wetton nie wyglądał najlepiej, wyrażając tym samym obawy o jego zdrowie. Dzisiaj okazuje się, że miał on sokole oko, albowiem jak się dowiadujemy, artysta dziesięć dni temu, tj.16 maja, przeszedł operację usunięcia kilogramowego !!! guza. Podobno już wszystko jest dobrze, lekarze uznali cały zabieg za szczęśliwie zakończony, w tym z pomyślnością dla dalszego zdrowia pacjenta.
Przy okazji Wetton gorąco podziękował wszystkim za trzymanie kciuków, za napływające życzenia, a także za modlitwy.
Nawiedzone Studio życzy szybkiego powrotu do zdrowia temu fantastycznemu muzykowi, a i przesympatycznemu człowiekowi zarazem.
Oficjalne słowa wsparcia można wysyłać na:  jw@qedg.co.uk.



Andrzej Masłowski 

 

Radio "AFERA" 98,6 FM (Poznań)  - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą co w muzyce najpiękniejsze"

Dzień Matki

Dzisiaj Dzień Matki. Z tej okazji warto poszukać w domowej płytotece jakiejś odpowiedniej piosenki. Niekoniecznie zagranicznej. W Polsce też jest ich nieco, poza tym są nasze, jak nasze Mamy.
Ładnie śpiewał przed laty Mieczysław Fogg "Pieśń o Matce", a i "Serce Matki" też przecież jego. Anna German nie była dłużna w "Dziękuję Mamo", a Wojciech Młynarski w sobie znanym stylu wykonywał "Nie ma jak u Mamy". Były też i te bardziej poruszające, jak "Stracić Kogoś" Czerwonych Gitar. Było ich wiele, poszukajcie Państwo i posłuchajcie, w stosownym do okoliczności tonie.
Wszystkim Mamom dużo zdrowia, sił, wytrwałości i miłości - życzy Nawiedzone Studio.




Andrzej Masłowski 

 

Radio "AFERA" 98,6 FM (Poznań)  - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą co w muzyce najpiękniejsze"



poniedziałek, 25 maja 2015

Chris Squire, Alex Lifeson i Neil Peart chorują

Niepokojące wieści dochodzą z obozów zespołów Rush oraz Yes. W nie najlepszej kondycji jest
rok 1975 i solowe dzieło Chrisa Squire'a
Alex Lifeson - gitarzysta pierwszej z wymienionych grup. Doskwiera mu artretyzm, choć na pocieszenie dodam, iż podobno choroba nie jest jeszcze w stopniu zbyt zaawansowanym.
Na domiar złego, perkusista Neil Peart, skarży się na jedno z ramion, przez co Rush poważnie rozważają z racji obu powodów rozpad zespołu.
Yes w składzie z albumu "Heaven & Earth"
O ile ta wieść, troszkę niepokoi, to już o wiele poważniej wygląda sprawa z basistą Yes - Chrisem Squirem, u którego zdiagnozowano ostrą szpikową białaczkę, o jakiejś nietypowej odmianie.
Artysta podjął natychmiastowe leczenie, a co za tym idzie, został tym samym zmuszony do rezygnacji z gry w zespole na nadchodzącej koncertowej trasie. Podobno zastąpi go Billy Sherwood, który w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych wchodził już w podstawowy skład grupy.
Nawiedzone Studio życzy powyższym choruszkom szybkiego powrotu do zdrowia, szczególnie ściskając kciuki za przesympatycznego i zarazem wspaniałego muzyka, jakim jest Chris Squire.
album "Clockwork Angels Tour" 






Andrzej Masłowski 

 

Radio "AFERA" 98,6 FM (Poznań)  - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą co w muzyce najpiękniejsze"




na kacu

Odwiedza mnie często w robocie pewien wykładowca z ekonomicznej uczelni. Jako, że ja też ekonomista i liczyć potrafię, dobrze się rozumiemy. Zapytałem go dzisiaj, czy też ma kaca? Odpowiedział, że tak. Drążąc temat dopytałem "czy pańscy studenci głosowali na Dudę?", odrzekł: "wątpię, być może nieliczni", po czym doprecyzował: "to są inteligentni ludzie, a poza tym znają ekonomię i wiedzą, że populistyczne obietnice nie mają szans spełnienia i pokrycia w realu". Wiecie Państwo, i ja to też wiem, ale większość moich rodaków wierzy w cuda. A najbardziej niestety wszelkiej maści nieroby, nieudacznicy, itp..., którzy chcą coś za nic. Pan Duda jeśli miałby spełnić ich zachcianki, będzie musiał podnieść podatki, a konkretnie dopierdzielić przedsiębiorcom.
Tego też z wielu powodów nie zrobi, więc nie zrobi nic, co było jego przedwyborczą siłą (pustych!) argumentów. Dlatego najlepiej, jeśli na temat przyszłości Polski, nie będą się wypowiadać moi znajomi historycy, a ekonomiści. Bo to oni są w sprawach przyszłości kraju moimi autorytetami.
Oczywiście prezydent nie ma wielkiego wpływu na gospodarkę, bo tę posiada rząd, więc jeśli jesienią czerwoną kartkę zobaczy ten właśnie urzędujący, to powróci koszmar zwany IV RP. Wielu ludzi zapomniało czym była ta dżuma, a wielu młodych nigdy nie miało z tym do czynienia.
Najwięcej Polaków wyjeżdżało za granicę właśnie za beznadziejnych rządów PiSu , plus kompletnie nietrafionego prezydenta L.Kaczyńskiego. Również bezrobocie było o wiele większe - proszę sprawdzić - słupki nie kłamią.
Boję się przyszłości w kraju rządzonym przez marionetkę Kaczyńskiego, Macierewicza, wielu biskupów, Rydzyka, boję się medialnej siły tych wszystkich szmatławców, w rodzaju: TV Trwam, TV Republika, Gazety Polskiej, itp...
A tymczasem, chwilowo zamykam kartę polityki do jesieni. Ale powrócę na pewno, i nikt mi tego nie zabroni, choć kilku próbuje. Szantażując, lub bawiąc się w konfidentów. Na szczęście ich bełkotów już nie czytam, te od razu trafiają do spamu. Nie trudźcie się więc, szkoda czasu.



Andrzej Masłowski





brawo!


"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 24 maja 2015 - Radio "Afera", Poznań, 98,6 FM



"NAWIEDZONE STUDIO" 
niedziela 24 maja 2015 r. 

 
Radio "AFERA" 98,6 FM (Poznań)
www.afera.com.pl

realizacja: Krzysztof Piechota      
prowadzenie: Maciej Madejski




1. The Moody Blues - Blue World - (The Present, 1982)
2. The Moody Blues - Sorry - (The Present, 1982)

3. Chris Squire - You By My Side - (Fish Out Of Water, 1975)
4. Chris Squire - Silently Falling - (Fish Out Of Water, 1975)

5. The Syn ‎- Some Time, Some Way - (Syndestructible, 2005)

6. Sadistic Mika Band - Dance Is Over - (Sadistic Mika Band, 1973)
7. Sadistic Mika Band - Silver Child - (Sadistic Mika Band, 1973)

---
8. Yoko Ono - I'm Moving On - (John Lennon & Yoko Ono: Double Fantasy, 1980)
9. Yoko Ono - Kiss Kiss Kiss - (John Lennon & Yoko Ono: Double Fantasy, 1980)
10. Yoko Ono - Walking On A Thin Ice - (single release, 1980)

11. Paul McCartney - Heaven On A Sunday - (Flaming Pie, 1997)

12. Bijelo Dugme - Ako Možeš, Zaboravi - (Uspavanka Za Radmilu M., 1983)
13. Bijelo Dugme - Ne Plači - (Uspavanka Za Radmilu M., 1983)

14. Bijelo Dugme - Zamisli - (Pljuni I Zapjevaj Moja Jugoslavijo, 1986)
15. Bijelo Dugme - Noćas Je Ko Lubenica Pun Mjesec Iznad Bosne - (Pljuni I Zapjevaj Moja Jugoslavijo, 1986)
16. Laid Back - It's A Shame - (See You In The Lobby, 1987)

17. Sign System - On Fire - (Burning Down, 1985)

---
18. The Stranglers - Lies And Deception - (About Time, 1995)
19. The Stranglers - Sinister - (About Time, 1995)
20. The Stranglers - Still Life - (About Time, 1995)
21. The Stranglers - And The Boat Sails By - (About Time, 1995)

22. Pankow - Aufruhr In Den Augen - (Aufruhr In Den Augen, 1988)
23. Pankow - Einsam - (Aufruhr In Den Augen, 1988)

24. Prljavo Kazalište - Tu Noć Kad Si Se Udavala - (Lupi Petama,...., 1993)
25. Prljavo Kazalište ‎- Ptico Malena - (Lupi Petama,...., 1993)

26. Martin Krpan - Ti Nisi Naš - (Martin Krpan 2, 1984)

27. Альянс ‎- Фальстарт - (Звуки На Заре, 1996)
28. Альянс ‎- Звуки На Заре - (Звуки На Заре, 1996)

---
29. SBB - Growin' - (Follow My Dream, 1978)
30. SBB - Follow My Dream - (Follow My Dream, 1978)

31. Jean-Luc Ponty - Don't Let The World Pass You By - (Cosmic Messenger, 1978)

32. The Salsoul Orchestra - Nice 'n' Nasty - (Nice 'n' Naasty, 1976)

33. Suzi Lane - Givin' It Up - (Ooh La La, 1979)

34. Millie Jackson - Angel In Your Arms - (Feelin' Bitchy, 1976)
35. Curtis Mayfield - Back Against The Wall - (Short Eyes, 1977)

36. Zbigniew Wodecki - Lubię Wracać Tam Gdzie Byłem - (Zacznij Od bacha: Złota Kolekcja, 2011)

37. The Beatles - Nowhere Man - (Rubber Soul, 1965)
====================================
====================================










niedziela, 24 maja 2015

SEVEN - "7" - (2014) -




SEVEN
"7" - (ESCAPE MUSIC) -
*****

Nieczęsto przychodzi mi zaszczyt zrecenzowania płyty, po wysłuchaniu której rozpościeram skrzydła i odlatuję. Choć przyznaję, że ostatnio miałem ku temu nawet kilka okazji - genialni Revolution Saints czy nad wyraz udany, absolutnie wyborny najnowszy album Toto. Nie trudno wszak zauważyć, że mowa o świecie melodyjnego rocka, czy jak kto woli - lekkiego, wręcz eleganckiego hard rocka. Jakkolwiek mają się ku sobie przeciwstawności "lekki" przy "hard".
Seven tworzą muzycy o korzeniach RPA-brytyjskich, a ich początki kariery sięgają zmierzchu lat osiemdziesiątych. Trzeba dodać - kariery krótkiej i niespełnionej. Były to czasy bardzo nieprzychylne dla szerokich perspektyw uprawiania tego typu twórczości. Rodził się grunge i wszelkiego rodzaju tym podobne brzmienia, więc nawet taki koncern jak Polydor, nie był w stanie swą marką niczego na dłuższą metę uratować. Przecież Magnum także tam wkrótce utracili kontrakt. Nie było wyjścia, muzyka Seven poszła do szuflady na długie lata. Do teraz. Bo oto okazało się, że grupie udało się odrodzić, a nawet pozyskać wiele uznanych nazwisk do zrealizowania upragnionego przedsięwzięcia. Weźmy, chociażby Marka Mangolda - klawiszowca kapitalnych i kompletnie zapomnianych Touch, ale i mózgu grupy Drive, She Said, czy niegdyś współpracownika Michaela Boltona, kiedy to jeszcze ten uznany piosenkarz zajmował się rockiem. Wśród gości pojawił się także klasowy gitarzysta Mike Slamer (niegdyś z City Boy czy Steelhouse Lane), także i inny gitarzysta Lars Chris (znany z Lion's Share), ale i instrumentaliści klawiszowi, jak: Adam Wakeman (syn słynnego Ricka - tego z Yes) oraz Didge Digital - muzyk brytyjskiej formacji FM. Szybko okazało się, że dawne piosenki nie straciły nic na aktualności, i gdy poddano ich współczesnemu brzmieniu, odpowiednim aranżacjom, te rozwinęły się niczym soczysta wiosenna zieleń. I zabrzmiały jakbyśmy udali się wehikułem czasu do najwspanialszej melodyjnej dekady wszech czasów.
Powstały album nosi niewyszukany tytuł "Seven", za to przynosi 11 obłędnie pięknych kawałków, co stawia go na współczesnym AOR-owym piedestale. Jestem skłonny użyć ryzykownego stwierdzenia, że w dzisiejszych realiach, nawet wielu dawnych mistrzów gatunku nie byłoby w stanie osiągnąć poziomu tego albumu. Można się rozpływać nad jego urokiem, jednak wszystko to pozostanie w sferze pustych słów, dopóki się o tym nie przekonamy na własnej skórze.
To najwspanialsze 40 minut jakie może sobie wymarzyć każdy fan wychowany na piosenkach z głosem Lou Gramma, Johna Parra, Jimiego Jamisona, Roberta Harta czy Stana Busha. Z silnym wskazaniem na tego pierwszego, bowiem muzyka Seven wykazuje największe przywiązanie do tej nieco lżejszej odsłony Foreigner. A głos Micka Devine'a ma w sobie coś z ducha Lou Gramma. Nie będąc wszak jego bladą kopią - tak dla jasności.
Każda z zawartych tu piosenek posiada znamiona radiowego hitu i nawet wiedźma z miotłą ich nie przegoni. Otwierający album "Shoot To Kill", to wypisz wymaluj Foreigner z okresu "Say You Will". Nawet Mick Devine śpiewa tu niczym rodzony brat Lou Gramma. Następna piosenka "Inside Love" jest tak smakowita, że nie ma na świecie takiej czekolady. Chwilkę później (bo piosenki trwają ledwie po 3/4 minuty) do głosu dochodzi jedyna w tym zestawie ballada "Diana". Natchniony fortepian, ukryte w tle delikatne smyczki, plus poruszający śpiew Devine'a od razu przywołują na myśl "Right Here Waiting" - Richarda Marxa. Cudo! A później perła goni perłę.... Od "Still", "Headlines", poprzez "Strangers", "America"...., aż po finałowy "Say Goodbye".
Niesamowicie urocza płyta, by nie rzec, że w swej kategorii dosłownie - genialna !!!


  
Andrzej Masłowski 

 
Radio "AFERA" 98,6 FM (Poznań)  - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą co w muzyce najpiękniejsze"






piątek, 22 maja 2015

MUMFORD & SONS - "Wilder Mind" - (2015) -



MUMFORD & SONS 
"Wilder Mind" - (ISLAND) -
****

Najnowszych Mumford & Sons słucha się chwilami niczym następców Coldplay - z okresu ich  przebojowego albumu "X&Y". To nie zarzut, choć w pewnym sensie żałuję, że ta piękna grupa tak drastycznie zrezygnowała z akustycznego brzmienia, które było przecież podstawą poprzednich dwóch albumów. W tym, absolutnie genialnego debiutu "Sigh No More".
Tamto jednak to już historia, a "Wilder Mind" - teraźniejszość. Być może nie wystarczało grupie wzmożone koncertowanie i znoszenie morderczych tras, więc znaleźli sposób na dotarcie do słuchacza poprzez eterowe fale. I chyba się uda, ich najnowsze dzieło aż zionie przebojowością, i jak to u Mumfordów, po prostu ładnymi piosenkami. A te, niosą się same.
Jeśli zapomnimy na moment o tym, do czego muzycy zostali powołani, to ich nowa - niech nawet będzie, że komercyjna - twarz, wcale nie musi pokrywać się lustrzanym odbiciem wstydu.
"Wilder Mind" zapewne podzieli sympatyków zespołu na długie lata, tak jak w swoim czasie doświadczyli tego Smashing Pumpkins za sprawą - moim zdaniem udanej, lecz na swój sposób zaskakującej - płyty "Adore", bądź  kilka lat wcześniej grupa Talk Talk, kiedy to ta zdezorientowała fanów zauważalną odmiennością na czwartym longplayu "Spirit Of Eden". Tyle, że ci ostatni eksperymentowali, a Mumfordzi dokonali swego rodzaju artystycznej zbrodni, zostawiając piękne ideały, na rzecz list przebojów. I ja też tego mocno żałuję, ponieważ od tej chwili już nic nie będzie jak dawniej, nawet jeśli za jakiś czas grupa obierze kierunek "cała wstecz".
Podoba mi się ta płyta - mimo wszystko. Może i wstyd się przyznać, ale momentami nawet bardzo. Pomimo nieukrywanego rozczarowania i braku choćby upragnionych bladych kopii z niedawnych klejnotów, w rodzaju: "The Cave", "Dust Bowl Dance", "Awake My Soul", bądź "Winter Winds". Bo przecież takich piosenek na "Wilder Mind" nie znajdziemy - niech nikt się nie łudzi....
Zaczyna się przebojowym, utrzymanym w niemal Coldplayowskim klimacie "Tompkins Square Park", który płynnie przechodzi w singlowy "Believe" ("....nie wiem czy tak naprawdę wierzę we wszystko co starasz się mi powiedzieć..."). I to jest także piosenka pełna rockowej mocy, z podniosłym refrenem, w duchu wspomnianej już grupy Chrisa Martina. Dwie całkiem zgrabne melodie na początek, co też trzeba uczciwie przyznać. Trzecia zaś - "The Wolf", jak dla mnie zbyt hałaśliwa i ogólnie mało przekonująca, za to następująca po niej tytułowa "Wilder Mind" - cudowna. Osadzona jakby w rytmie "I'm On Fire" - Bruce'a Springsteena. Napawa refleksyjnym tonem, a i porusza swą subtelnością ("...miałem nadzieję, że wierzymy w niekończącą się miłość..."). Gdyby tu dołożyć jeszcze banjo, a i zdjąć nieco tę nachalnie wypolerowaną produkcję, to byłoby prawdziwe cacko. Ale to i tak przepiękna piosenka - wraz z wszystkimi jej wadami. Można tylko żałować, że ten klimat nie ciągnie się dalej, tylko niczym przerwana nić brutalnie powracamy na ziemię za sprawą przeciętniactwa w "Just Smoke". Chyba Mumfordzi nasłuchali się 30 Seconds To Mars - te okropne wykrzyczane refreny.
Pierwszą część płyty zamyka całkiem przyjemna ballada "Monster" ("...widziałem jak tańczyłaś w ramionach diabła..."), choć razi w niej nieco bezduszny i automatyczny perkusyjny rytm.
W drugiej odsłonie także bywa różnorodnie. Jest żywiołowy i porywający "Snake Eyes", eksplodująca ballada "Broad-Shouldered Beasts", jak i bardziej wyciszona pieśń "Cold Arms" - oparta jedynie na gitarowym akompaniamencie. Po nich nastaje "Ditmas". W tej bardzo fajnej piosence odzywa się folk rockowy duch. Niepotrzebnie ta urocza melodia, jakby nieco na siłę, została obsypana gradem bombardujących decybeli.
Na tym nie koniec, bo oto niesamowity "Only Love" - cóż za podniosły nastrój w części pierwszej i brawurowe całości wykończenie. To tacy Mumfordzi, za których daję się pokroić.
Na koniec "Hot Gates" - kolejna już w tym zestawie ballada. Nabierająca dramaturgii wraz z każdą postawioną nutą ("...nie mogę być dla ciebie wszystkim, czego ode mnie wymagasz...").
Odmienieni Mumford & Sons nie rozczarują, pod warunkiem zakopania wszelkich uprzedzeń. Darujmy im ponadto chęć wzbicia się ku wierzchołkom przebojowych list, bo któż z nas nie byłby ich ciekaw.
I tak, narzekam sobie pod nosem, że to już nie to co kiedyś, jednak moje drugie "ja", pragnie słuchać tej płyty nieustannie.

P.S. Wersja deluxe zawiera nagrane na żywo "bezoklaskowe" i tylko z lekka odmienne wersje piosenek: "Tompkins Square Park", "Believe", "The Wolf" oraz "Snake Eyes". Ot, ciekawostki.



Andrzej Masłowski 

Radio "AFERA" 98,6 FM (Poznań)  - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą co w muzyce najpiękniejsze"