sobota, 28 lutego 2015

ANNEKE VAN GIERSBERGEN & ARJEN ANTHONY LUCASSEN present THE GENTLE STORM ACOUSTIC - 28.02.2015 Poznań "Blue Note"

Anneke Van Giersbergen znam dobrych dwadzieścia lat i autentycznie doskonale pamiętam narodziny najsłynniejszej płyty The Gathering "Mandylion". I choć ją znam, a nawet posiadam, jakoś nigdy nie zostałem fanem tej muzyki - jak i samej Anneke niestety także. Mniej więcej tak samo długo znam Arjena Anthony'ego Lucassena - niegdyś metalowca, później prog-metalowca, a i trochę przybysza z innych planet, czasem także podróżnika w czasie i co tylko jeszcze.... Człowieka orkiestrę. W jednej osobie zdolnego muzyka i kompozytora, który od zawsze posiada lekką rękę do pozyskiwania nowych twarzy (najczęściej głosów kobiecych). Potrafi również nieźle zaopiekować się artystami powszechnie już dobrze znanymi i nie potrzebującymi przecież zbytnich rekomendacji (m.in. Fish, Bruce Dickinson, Keith Emerson i wielu wielu innych....) dodając im jakoś jednak nowej jakości. 
I oto Ona i On, dzisiaj wystąpili na jednej scenie poznańskiego klubu "Blue Note". Na drugim polskim koncercie - w chwilę po warszawskim. Najpierw pojawiła się Anneke wraz z gitarą akustyczną, która zaśpiewała około siedmiu/ośmiu piosenek. Jedną własną, pozostałe już cudzego autorstwa, w tym m.in. covery Chrisa Isaaka "Wicked Game", Pink Floyd "Wish You Were Here", Bruce'a Springsteena "I'm On Fire" czy U2 "Drowning Man". Od razu ją polubiłem. Po dwudziestu latach - nareszcie. Lepiej późno.... Co za głos, co za niesamowite interpretacje, wykonanie, co za luz, a zarazem natchnienie, przejęcie i ekspresja! Wszystko w jednym. Niesamowita jest ta dziewczyna. Dlaczego nigdy tego nie słyszałem na jej płytach, bądź tych, na których występowała gościnnie, a których słuchałem przecież wiele razy i nigdy jakoś nie zwróciłem należytej uwagi. Myślę tu o nagraniach Within Temptation, Ayreon czy duetu Wetton-Downes. Mało tego, Anneke poza pięknym głosem, w zetknięciu na żywo jest o wiele bardziej urocza, niż na jakichkolwiek zdjęciach czy plakatach. Serio! Dodam jeszcze, że artystka szybko znalazła kontakt z publicznością. Swoim wdziękiem i komunikatywnością kupiła wszystkich dosłownie od razu. Mnie także.
Kiedy zatem na scenie pojawił się już wywołany przez Anneke sam maestro Lucassen (w towarzystwie także akustycznej gitary) nie musiał ten znany z dobrego humoru i gadulstwa artysta, zbyt mocno rozgrzewać publiki, gdyż ta już od dobrych dwóch kwadransów znajdowała się w doskonałych nastrojach. Oczywiście Lucassen zabawiał tłum w sobie tylko dobrze znanym stylu, a i prowadził ciekawe i zabawne konwersacje z Anneke. Można zatem powiedzieć, że w tzw."międzyczasie" duet serwował muzykę, a konkretnie niemal same killery. I tu muszę wyrazić uznanie dla zgromadzonej w większości bardzo młodej publiczności, która wykazała się solidną znajomością tematu, bowiem gdy muzycy czasem celowo przerywali śpiew, to tłum czynił to za nich. Brawo! To pokazuje, że nie było przypadku, ludzie którzy się dzisiejszego wieczora tłumnie stawili w Blue Note, wiedzieli w czym rzecz, a muzyka The Gathering czy Ayreon absolutnie nie jest im obca.
Nie jestem w stanie odtworzyć pełnego programu koncertu, ponieważ był on bardzo obfity. Anneke i Arjen wykonali kilka numerów z repertuaru Ayreon (m.in. "Childhood", "Hope", The Garden Of Emotions" czy "Castle Hall"), a także nieco przeróbek, jak choćby: z rep. Tears For Fears "Mad World" czy Beatlesów "A Day In The Life". Sporym wiwatem została przyjęta kompozycja grupy The Gathering "Strange Machines" - ze wspomnianej na początku tekstu płyty "Mandylion".
Ciężko im później było zejść ze sceny, ludzie nie chcieli ich wypuścić, a Anneke i Arjen zdali sobie sprawę jak wielką frajdę sprawiają grając jeszcze i jeszcze...
Acha, zapomniałbym, na bis Arjen założył czarnego t-shirta z biało-czerwonym napisem "Poland". Można się tylko domyślić jaka była reakcja.
Świetny koncert. Taki pozostający w pamięci na zawsze. Nie spodziewałem się tak wiele, biorąc pod uwagę skromne instrumentarium jak i zresztą całą oprawę. Brawa należą się także za nagłośnienie. To na parkiecie - znakomite. Na bisy wskoczyliśmy z kolegą na balkonik, a tam już znacznie ciszej i mniej wyraźnie, za to lepiej było widać.
Cieszę się, że wreszcie zobaczyłem na żywo mistrza Arjena Lucassena, a przy okazji dosłownie bujnąłem się w Anneke. Ach, te kobiety....
Miałem nadzieję, że może już będzie w przedsprzedaży płyta dzisiejszego projektu - jako The Gentle Storm, lecz niestety. Jeszcze nie teraz. Na firmowym stoisku rozrzucono jedynie koszulki, bluzy, itp...

P.S. Jako support zaśpiewała młoda polska artystka, która w towarzystwie gitary klasycznej wykonała kilka piosenek po angielsku. I jak to w przypadku naszego podwórka zawsze żałuję, że nasi tak bardzo unikają dziś śpiewania w języku ojczystym, no ale cóż, takie czasy.

Niedziela 1.03.2015. Jeszcze małe sprostowanie do wczorajszego wpisu. Słusznie pewien znajomy wychwycił moje niedopatrzenie, iż supportująca artystka jednak mały akcent wykonała także po polsku, co ja sam we wczorajszym wpisie przeoczyłem. Przy okazji dowiedziałem się jej nazwiska - Dominika Groberska. Za co dziękuję, a wszystkich Państwa za moją nieścisłość przepraszam.






Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

(4 godziny na żywo!!!)
 
===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP







piątek, 27 lutego 2015

SBB w poniedziałkowej Jedynce

W najbliższy poniedziałek w telewizyjnej Jedynce wystąpi gościnnie grupa SBB. Gospodyni programu "Świat się kręci" Agata Młynarska zapowiedziała dziś poniedziałkowych gości hasłem "powrót grupy po 20 latach". Co prawda, grupa istnieje przez cały czas, niemniej wszyscy domyślamy się, iż Pani Agacie chodziło o powrót grupy po dwóch dekadach za sprawą ponownego zasilenia składu przez perkusistę Jerzego Piotrowskiego - co jak najbardziej prawdą jest. W ten oto sposób doszło do reaktywacji najsilniejszego składu: Jerzy Skrzek-Anthimos Apostolis-Jerzy Piotrowski. Anthimos Apostolis można także zapisywać jako Antymos Apostolis.
Dla tych z Państwa, którzy nie oglądają na co dzień tego programu przybliżę, iż ten rozpoczyna się o godzinie 18.30. A nawet dwie minuty później, ponieważ reklamy bombardują do utraty tchu.
Zachęcam !!!



Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

(4 godziny na żywo!!!)
 
===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP



radio na dobry czas

Jeszcze jedna niedziela trafi mi się w Good Time Radio, a później będziecie mieli Państwo ze mną spokój. Na marzec DJ Novac pozapraszał wielu gości, "niestety" jednym z nich będę i ja sam. Będzie to już w najbliższą niedzielę 1 marca, o stałej porze godz.16-tej. Dwugodzinna audycja "Fragile Sounds", którą poprowadzimy tylko z płyt gramofonowych.
Tym razem liczę na to, że już wszystko wypali. I w tym miejscu należy się słówko wyjaśnienia, a także przeprosiny za ubiegłą niedzielę. Wówczas wystartowaliśmy z półgodzinnym opóźnieniem, pomimo iż przez cały czas byliśmy na stanowiskach. Zaniemógł gramofon, a konkretnie jego igła, którą ktoś brutalnie, choć zapewne niechcący, okaleczył. Mieliśmy nadzieję, że szybko coś wykombinujemy, tym bardziej, że każdy z nas przyniósł walichę płyt, a tu klapa na całej linii. Nie chcieliśmy rzucać w eter słów o graniu z komputera, bowiem obciach to straszny, lecz niestety nie mieliśmy innego wyjścia. Teraz już powinno być wszystko dobrze. Osobiście załatwiłem igłę, Pan Michał (vide DJ Novac) zapewnił, że u niego w stacji także jedna się znajdzie, tak więc z dwoma igłami to my świat zawojujemy.
Ktoś ostatnio zapytał, to od razu uspokoję, nie nie nie, to nie jest żaden podkop z mojej strony pod Good Time Radio. Tam nie ma dla mnie miejsca, a udział w programie "Fragile Sounds", traktuję jako spotkanie dwóch sympatyzujących ze sobą ludzi, którzy mają bzika na punkcie muzyki i samych płyt. Wielka to frajda siedzieć w studio obok człowieka, którego zżera pasja do muzyki. Do tej pory nie miałem okazji pograć z prawdziwych winyli. Niestety w mojej Aferze do dzisiaj nie zainstalowano gramofonu na stałe, więc jeśli ktoś ma ochotę, to może przyjeżdzać z własnym, a ja takiej ochoty nie mam. To znaczy, na granie z płyt, zamiast z cedeerów z poprzegrywanymi winylami, jak najbardziej mam, jednak wystarczy, że co tydzień jeżdżę ze słuchawkami, zamaszystym zeszytem, piórnikiem, dwoma puszkami ohydnego piwska i całą wypchaną po brzegi torbą kompaktów.
Wracając do Pana Michała, imponuje mi jego zbieractwo i nos do trafności poszukiwań. Bo o ile ja już wyrosłem z kupowania płyt za życiowy majątek, to on naprawdę potrafi wyławiać różne cacka czasem po ładnych kilkaset złotych.
Pan Michał jest człowiekiem o zupełnie innym muzycznym guście od tego mojego, a jednak potrafię się z nim porozumieć (przynajmniej na razie :-)  ) , i co gorsza - nawet go lubię. Zdziwią się ci , którzy już dawno temu zamknęli mnie w klatce z napisem "niereformowalny wredny typ", bowiem DJ Novac słucha hip hopu, a nawet Kultu - no i co? - nic, nie przygryzam mu. Druga sprawa - nie ośmieliłbym się. Dostać po mordzie od trenera boksu nie smakowałoby chyba najlepiej.
A Nawiedzone Studio? Pomału spinam klamrą. Będzie kilka niespodzianek, nowości, a i rzecz jasna wspomnienie o zmarłym Chrisie Rainbow.

"Fragile Sounds" w internetowym Good Time Radio - niedziela godz. 16.00 - 18.00
"Nawiedzone Studio" na poznańskim 98,6 FM (Radio "Afera") - niedziela 22.00 - 2.00

Do usłyszenia!



Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

(4 godziny na żywo!!!)
 
===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP




czwartek, 26 lutego 2015

nie żyje CHRIS RAINBOW (1946 - 2015)

"...wiatr smętną piosnkę niesie..." - przychodzi zanucić.
Niestety znowu mam smutną wieść. Na razie jeszcze bez żadnych szczegółów - te poznamy wkrótce. Nie żyje Chris Rainbow. Tak tak, to prawda. Jego piękny głos już nigdy niczego nowego nam nie zaśpiewa. Pozostają już tylko stare płyty grup Alana Parsonsa, Camel i jeszcze kilku innych....
W uszach pobrzmiewa mi właśnie jego "Long Goodbyes" ze "Stationary Traveller". Cóż za finał z tamtej niesamowitej płyty.

"...long good-byes,
make me so sad.
I have to leave right now.
And though I hate to go,
I know it's for the better..."


"...długie pożegnania
tak mocno mnie zasmucają,
ale muszę już pójść

i choć tego nie pragnę,
wiem, że tak będzie lepiej...."


(CAMEL "Long Goodbyes")


A nie tak dawno temu pożegnaliśmy przecież Erica Woolfsona - także z obozu The Alan Parsons Project.

Bywaj Chris.





Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

(4 godziny na żywo!!!)
 
===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP



środa, 25 lutego 2015

po wczorajszym koncercie SBB .....

Mój dobry znajomy szykował się do wczorajszego koncertu SBB od wielu tygodni. Z wypiekami na twarzy i zapewne nie był tym jednym jedynym. Gdy zapytał mnie wczoraj o moje zdanie o tym niecodziennym wydarzeniu, odesłałem go na mojego bloga. "A po nocy przychodzi dzień...." i ten sam znajomy w porannym już sms-ie polecił, bym wszedł do internetu i przeczytał co o wczorajszym SBB napisał redaktor Głosu Wielkopolskiego - p.Marek Zaradniak. Mało znaczący "muzyczny" dziennikarz, choć jednak przyznaję, iż udało mi się w przeszłości już przeczytać to i owo jego autorstwa. Najczęściej były to wycinki z Głosu przez kogoś mi podrzucone, ponieważ osobiście z dumą nie kupuję i zamiaru nie mam.
Spostrzegłem, iż Pana Zaradniaka charakteryzują pisane teksty oparte głównie na wiedzy encyklopedycznej, umiejętnie opracowane, tak by nie było śladów plagiatu, do tego objawiające się kompletnym brakiem emocjonalności i auto opinii. Bo gdyby już przez przypadek takowa się przydarzyła, to delikatnie rzecz ujmując - nie byłaby trafna. Pan redaktor z upadającej od lat codziennej lokalnej gazetki, właśnie dodał kolejny gwóźdź do przysłowiowej trumny. A oto dzięki czemu:



"Wtorkowego wieczoru z okazji 70. urodzin "Głosu Wielkopolskiego" w poznański klubie Eskulap grupa SBB zagrała w swym historycznym składzie.
Nie inaczej jak podróżą w przeszłość można nazwać wtorkowy koncert grupy SBB w poznańskim klubie Eskulap. Z okazji 70-lecia "Głosu Wielkopolskiego" zorganizowała go agencja Ranus. Na sali przeważało pokolenie, którego młodość przypadła na lata największej świetności SBB. Odżywały więc wspomnienia. - Pamiętasz ten koncert w Auli UAM? Kiedy to było? 1975? Było słychać tu i ówdzie.
A czasy największej popularności zespół SBB przeżywał gdy na perkusji grał w nim Jerzy Piotrowski. I ten muzyk był wtorkowego wieczoru najbardziej oczekiwany. Bowiem około roku temu powrócił do SBB po 20 latach rozłąki. Jerzy Piotrowski nie zawiódł. Błyszczał wirtuozerią niemal w każdym utworze, a przy okazji okazało się, że znakomitym jego partnerem także grając na bębnach jest Anthimos Apostolis. Choć w jego wykonaniu nie brakowało i interesujących solówek gitarowych. Nad wszystkim czuwał grając na syntezatorach i gitarze basowej Józef Skrzek. I w jego wykonaniu usłyszeć można było wirtuozerskie partie grane na basie, albo wydobywane z syntezatora. I chociaż przez cały koncert rozlegały się okrzyki SBB!, albo Józek! lub Lakis! to jednak na końcu publiczność nie domagała się bisu. Pewnie dlatego, że dzisiejsze SBB nie ma już tej ekspresji co przed laty. Jest zespołem znacznie spokojniejszym. A nie wszystkim fanom to odpowiada."


Dla Pana Zaradniaka chyba najważniejsza okazała się 70-rocznica jego dziennika, a nie sam koncert, na który tradycyjnie dostał ekstra wejściówko-służbówkę. A że ten pan pracuje od zawsze w dziale odpowiedzialnym za kulturę, to trzyma się kurczowo wygrzanej posadki, zamiast ustąpić miejsca komuś młodszemu - z polotem i fantazją. I to jest jeden z powodów, dla których między innymi ja należę do zacnego grona niekupujących wielkopolskiego dziennika.
Autor powyższego tekstu zasugerował, że obecnie SBB grają "znacznie spokojniej" i bez "tej ekspresji" co dawniej. Kurwa mać! - przepraszam i zapytuję zarazem; Panie Zaradniak, na jakim był Pan wczoraj koncercie? Bo ja zakotwiczyłem w Eskulapie, w którym SBB naparzało momentami tak, że nie wiedziałem gdzie skręcić. Przez większość koncertu Panowie Józef Skrzek-Apostolis Anthimos-Jerzy Piotrowski grali takie odjazdy, iż trudno na raz było je wszystkie pochłonąć. Podczas, gdy dla Pana, p. Zaradniak, SBB odfajkowali jakiegoś roczka.
Zresztą, proszę przeczytać ten "zamaszysty" tekst i dojść do własnych wniosków za co taki dziennikarz jak p.Zaradniak, bierze comiesięczną pensję. To jest zwyczajne odwalanie chałtury. Nie wyobrażam sobie, bym tak nieprzygotowany przyszedł do mojego Nawiedzonego Studia. Nie potrafiłbym nikogo tak zlekceważyć. Gdybym się zorientował, że ja sam za pieniądze piszę ludziom podobne paszkwile, oddałbym pióro z honorem. 
Na koniec jeszcze jedna sprawa, która nie pozwala mi od dawna...., lecz jakoś nigdy nie było okazji.... Otóż, mój radiowy kolega Krzysztof Ranus ma taki zwyczaj, że zawsze zapowiadając ze sceny dany koncert prosi o brawa dla jego sponsorów. I najczęściej dostaje się tych nieco oklasków Radiu Merkury i Głosowi Wlkp. + jakimś dwóm/trzem innym.... Sam z reguły nie wciągam się w tego typu entuzjazmy. Mogę i muszę Krzysztofa zrozumieć, sponsorów trza wyróżnić, jakby nie było, po części to jego chlebodawcy, jednak zawsze zastanawiam się jaki oni de facto mają wkład w promocję koncertu. Poza suchą informacją emitowaną z taśmy, tyle razy ile przewiduje kontrakt, plus rozdanie kilku darmowych zaproszeń, jakie otrzymują przymusowo jeśli organizator chce, by dana gazetka lub radiostacja w ogóle zechciały o tym cokolwiek pierdnąć. I za to podziękowania? Krzysztof ze sceny zazwyczaj sugeruje coś w tym rodzaju: "podziękujmy sponsorom: Radio Merkury - wielkie brawa!, Głosowi Wlkp. - wielkie brawa!" , itd..... A lud klaszcze, na zasadzie - jeden klaszcze, drugi klaszcze, to i ja także. A Masłowski nigdy nie klaszcze, no bo i komu i za co? Krzysztofowi mogę przyklasnąć za organizację koncertów i wielkiego co do nich zaangażowania, lecz tamtym....
Ciekawi mnie, ile serca (tego prawdziwego) włożyli ci wszyscy sponsorzy i patroni medialni w namowę bractwa na ten czy inny koncert? Odpowiedź mogę już teraz Państwu podać - zero! W dupie to mają, ponieważ jest to jedna z tuzinów imprez jakie przychodzi im każdego dnia rekomendować. A raczej informować - bo zapłacone. Ciekaw jestem czy kiedykolwiek ja sam doczekam choćby jednego brawka za nakręcanie niemało przecież koncertów. A namawiam niemal w każdej audycji - na to, czy tamto. Nawet jeśli wiem, że ja sam na dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach z nich, na pewno nie będę. Taka prawda. 
Dlatego, gdy czasem pytacie mnie Państwo czy czytam recenzje znanych mi płyt lub koncertów, na których byłem, odpowiadam - nie. Teraz za namową znajomego dałem się podkusić i znowu się "nie zawiodłem".


Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

(4 godziny na żywo!!!)
 
===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP




wtorek, 24 lutego 2015

SBB zagrali w Eskulap - Poznań, wtorek 24.02.2015

Wstyd się przyznać, ale dopiero dzisiaj po raz pierwszy byłem na koncercie SBB. W latach 80-tych miałem przyjemność uczestniczyć w solowym występie Józefa Skrzeka w kinie "Słońce", a w ubiegłym roku w klubie "Blue Note" zagościłem na Anthimosie Apostolisie. I oba te koncerty były od siebie bardzo różne. Ten dzisiejszy - jeszcze inny. Mało tego, kompletnie się takiego nie spodziewałem. Pomimo, iż nawet muzycy zagrali moje ulubione "Memento z Banalnym Tryptykiem". Fakt, zupełnie inaczej od tego albumowego - sprzed trzech i pół dekady, a i krócej zarazem.
Muzycy rozwijali skrzydła, gdy wpadali w wir improwizacji. Dobrze, że Józef Skrzek w pewnej chwili odstawił bas i zajął się klawiszami, od razu zrobiło się należycie. Skoro mowa o improwizacjach przyznam, że długie perkusyjne solo Jerzego Piotrowskiego mogło być smaczkiem dzisiejszego wieczoru. No, może nie do końca solo, gdyż mocno wspomagane przez drugą perkusję Anthimosa Apostolisa.
SBB nie grają łatwej muzyki. Choć na płytach, ta wydaje się bardziej przystępna, na żywo jednak rządzi się nieco innymi prawami. Jest w niej więcej swobody i brak czasowego ograniczenia. Człowiek po takim koncercie zaczyna rozumieć dlaczego Wojciech Mann nie widział grupy w swojej "Szansie Na Sukces".
Dobrze, że powrócili w najmocniejszym, a i zarazem pierwszym składzie. Miło ich było ujrzeć wszystkich na jednej scenie.
To było grubo ponad półtorej godziny bardzo różnorakiego grania. Zawsze rockowego, tyle że o odcieniach bluesa, jazzu, fusion, improwizacji, no i jeszcze czegoś tam.... Na pewno nikt nie wyszedł rozczarowany, nawet jeśli każdego z nas zaskoczył brak bisu i "zeromówność" Józefa Skrzeka. Według mnie, to był cichy i piękny hołd dla jego niedawno zmarłego brata.
Cieszę się, że mogłem w tym uczestniczyć. Dziękuję.






Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

(4 godziny na żywo!!!)
 
===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP


poniedziałek, 23 lutego 2015

"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 22 lutego 2015 - Radio "Afera", Poznań, 98,6 FM




"NAWIEDZONE STUDIO" 
program z 22 lutego 2015 r. 

 
RADIO "AFERA" 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!!
www.afera.com.pl

realizacja: Krzysztof Piechota      
prowadzenie: Andrzej Masłowski





MOTLEY CRUE - "Red, White & Crue: - (2005) - kompilacja
- Home Sweet Home ('91 Remix

GREAT WHITE - "Shot In The Dark" - (1986) -
- Gimme Some Lovin' - {cover grupy Spencer Davis Group}

CINDERELLA - "Night Songs" - (1986) -
- Nobody's Fool
- Somebody Save Me

BATON ROUGE - "Shake Your Soul" - (1990) -
- Walks Like A Woman

STEELHEART - "Steelheart" - (1990) -
- Can't Stop Me Lovin' You

IRON MAIDEN - "The Number Of The Beast" - (1982) -
- Children Of The Damned

ULI JON ROTH - "Scorpions Revisited" - (2015) -
- Longing For Fire
- Drifting Sun

SWEET & LYNCH - "Sweet & Lynch" - (2015) -
- Strength In Numbers

THUNDER - "Wonder Days" - (2015) -
- When The Music Played

REVOLUTION SAINTS - "Revolution Saints" - (2015) -
- You're Not Alone - {feat. ARNEL PINEDA}
- Here Forever
- Strangers To This Life

BAD ENGLISH - "Bad English" - (1989) -
- Ghost In Your Heart

MR. MISTER - "Welcome To The Real World" - (1985) -
- Broken Wings

RICHARD PAGE - "Goin' South" - (2015) -
- Turn Out The Light
- Diamonds

KODALINE - "Coming Up For Air" - (2015) -
- Lost
- Moving On

MARC ALMOND - "The Dancing Marquis" - (2014) -
- Death Of A Dandy

MARK KNOPFLER - "Sailing To Philadelphia" - (2000) -
- Silvertown Blues

DIRE STRAITS - "Making Movies" - (1981) -
- Expresso Love
- Hand In Hand
- Solid Rock

DIRE STRAITS - "Love Over Gold" - (1982) -
- It Never Rains

THE WATERBOYS - "Modern Blues" - (2015) -
- The Girl Who Slept For Scotland

SBB - "The Rock" - (2007) -
- Płonące Myśli

URIAH HEEP - "Conquest" - (1980) -
- It Ain't Easy

ASIA - "Aura" - (2001) -
- Under The Gun

THE FIRM - "The Firm" - (1985) -
- Money Can't Buy

APRIL WINE - "The Nature Of The Beast" - (1981) -
- Wanna Rock

TEN - "Stormwarning" - (2011) -
- Endless Symphony







Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

(4 godziny na żywo!!!)
 
===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP

niedziela, 22 lutego 2015

S.O.T.O. - Inside The Vertigo - (2015) -



S.O.T.O.
"Inside The Vertigo" - (earMUSIC / EDEL) -
**1/2


Jeff Scott Soto jest facetem, którego nosi z miejsca na miejsce, niestety zdarza mu się nierzadko również poprawiać dobro natury. W taki oto sposób doprowadził swoje oczko głowie - grupę Talisman - do krainy przeciętniactwa, co po niesamowitym debiutanckim albumie wydawało się wręcz niemożliwe. Potrafił rozwiązać Eyes w najlepszym dla nich momencie, by poświęcić się karierze w grupie Axel Rudiego Pella, którego notabene opuścił w szczytującym wydawać by się mogło czasie. W ten sam sposób nie zagrzał długo miejsca w amerykańskim gigancie Journey, z którym to ledwie nieco "pokoncertował". I kiedy niedawno znalazł wspólny język z muzykami grup Eclipse i Work Of Art, zakładając band W.E.T., wydawało się, że to już na długie lata. Mylił się ten, który zupełnie jak ja, dał się temu zwieść. Trzeba się zatem nacieszyć dwiema kapitalnymi płytami studyjnymi i wyborną podwójną koncertówką, uznając w tym momencie W.E.T. już za epizod zakończony, nawet jeśli sam Soto oficjalnie drzwi nie zatrzasnął. Bo choć S.O.T.O. "Inside The Vertigo" jest albumem o tylko solowych aspiracjach, a nie kolejnym nowym zespołem, to po zaprezentowanym tu materiale słychać, że boski w gardle Jeff jest już w nieco innym artystycznym czasie i miejscu. Mistrzunio powrócił do cięższych brzmień i nieco mniej melodyjnych piosenek - nawet jeśli wszystkie ułożył podług szablonu zwrotka-refren-solo-refren.
Nie jest to płyta moich marzeń, choć zapewne spodoba się sympatykom gitarowego naparzania spod znaku Zakka Wylde'a i twórcom mu podobnym, a nawet legendarnych już wymiataczy z White Zombie. Nawet jeśli tempo i melodie S.O.T.O. przy White Zombie, to jak ptasie piórka u boku rozłożystych metalurgii Concorda.
Soto zaprosił kilku gości, wśród których prym wiodą gitarowi wirtuozi, jak: Gus G (Firewind, Ozzy Osbourne), Jason Bieler (Saigon Kick), Mike Orlando (Adrenaline Mob) czy Joel Hoekstra (Night Ranger), a przecież każdy z nich przymusowo musiał dać upust swym emocjom. A że wszyscy powyżsi panowie lubię nieco przyłożyć do pieca, taki też jest repertuar tej płyty. I choć thrashowcy rzekną, że stropy się nie walą, to tradycyjni hard rockersi niekoniecznie muszą się zaprzyjaźnić z tą kompozycyjną "parszywą dwunastką".
Najciekawiej chyba wypada najdłuższy w zestawie, blisko 9-minutowy "End Of Days". Wciąga swą wielowątkowością, niczym zgrabna suita prog-metalowa.
Jako, że lubię archeo-melodyjność, dodatkowo poległem przy "Break" i jedynej w zestawie całkiem fajnej balladzie "When I'm Older". Oba utwory trochę przywołały mi na myśl twórczość Talismanów, choć na takim bezbłędnym debiucie, uznałbym je za jakieś sesyjne odrzuty.
Płyta ma obiektywnie rzecz biorąc dobre brzmienie, ciekawe melodie, super wokal Jeffa i sprawne wejścia wszystkich wg mnie intruzów, a jednak nie wciąga i nie daje się pokochać. Pomimo, iż całość wyprodukował i zaaranżował sam Jeff Scott Soto, a więc jest tak, jak sam sprawca sobie zażyczył.
Można tylko mieć nadzieję, że maestro szybko nowym się znudzi i wkrótce skonstruuje kolejny - ciekawszy już projekt.



Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

(4 godziny na żywo!!!)
 
===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP




THE WATERBOYS - "Modern Blues" - (2015) -



THE WATERBOYS
"Modern Blues" - (HARLEQUIN AND CLOWN) -
***1/3


"Modern Blues" ? , a dlaczego nie "Modern Folk" lub "Modern Rock" ? Mike Scott mógł przecież przedrostkiem "modern" nazwać cokolwiek, a i tak pachniałoby to swoistą przewrotnością.
Scott czegokolwiek się nie tknie, to i tak zapachnie folkiem, rockiem, balladą... Bo on już taki jest. No i dobrze. Stary, dobry, poczciwy Mike. Dobry chłopina z sąsiedztwa, który własną twórczość umiejętnie wyraża poprzez zamiłowanie do ziemi rodzicielki, zupełnie tak jak za Wielką Wodą czynią to Bruce Springsteen, Jackson Browne, bądź Tom Petty. Choć właśnie tym razem Scott wybrał się aż do Nashville, by poszukać natchnienia, nowych inspiracji, a i móc zmierzyć się z jednym z najważniejszych muzycznych miejsc na świecie - jak to sam określił w jednym z niedawnych wywiadów.
Na "Modern Blues" znajdziemy dziewięć opowieści, czyli nieszablonowych piosenek, które zazwyczaj toczą się tonem narracyjnym, a całe muzyczne tło stanowi jedynie za sączący się do nich podkład. Z najważniejszą gitarą naszego maestra w roli głównej oraz gdzieniegdzie powtykanymi partiami organów, skrzypiec, trąbki lub innych instrumentów. I choć nie jest to dzieło na miarę wielkości rockowego giganta "This Is The Sea" czy folkowego majstersztyku rodem z "Fisherman's Blues", to i tak słucha się go z nieukrywaną przyjemnością. Nawet jeśli singlowy "November Tale", choć na swój sposób uroczy, to jednak wali nudą i niespecjalnie zachęca do sięgnięcia po pełnoprawny album.
Mamy tutaj kilka wspaniałych utworów, które umiejętnie przyćmiewają tych kilka mniej interesujących - bo takich też nie zabrakło. Polecam szczególnie otwierający płytę z wigorem nośny "Destinies Entwined", ponadto zgrabnie melodyjny, nawet jeśli i monotonny hołd "I Can See Elvis", w którego tekście padają nazwiska nieżyjących twórców (obok tytułowego Elvisa Presleya, również John Lennon, Marvin Gaye, Charlie Parker, Keith Moon, Jimi Hendrix, James Dean, Bob Marley, a nawet Joanna D'arc czy William Shakespeare). Na tym nie koniec, bowiem nazwiska jazzowych mistrzów, jak Miles Davis, John Coltrane, czy ponownie Charlie Parker, padają także w leniwej balladzie "Nearest Thing To Hip". Niewiele się w niej dzieje, w zasadzie Scott toczy opowieść przy ładnych akcentach gitary, trąbki i organów.
Pięknie poradziła sobie ballada "The Girl Who Slept For Scotland" - jej refren ma w sobie nawet pewną beztroskę.
Jednak za najwspanialszy akcent albumu, uznałbym finałową ponad 10-minutową kompozycję "Long Strange Golden Road". Niby nie dzieje się tu nic niesamowitego, ot kolejna dość schematyczna i jednostajna opowiastka Pana Michała, a jednak jakoś sobą ujmuje. Jest coś w tych refleksyjnych zwrotkach i podniosłym refrenie, a i każdą z narastających chwil. Pod koniec utworu słuchacz odnosi wrażenie, iż cała orkiestra wręcz rozniesie całość na strzępy.
Nie twierdzę, że wszystko co pozostałe jest złe, bo choć nic już faktycznie szczególnością nie ujmuje, trudno w sumie nie zauważyć fajnej zadziornej gitary i bluesowego pianina w "Still A Freak" ,bądź tak samo przesterowanych gitarowych dźwięków i organowych kolaży w "Rosalind (You Married The Wrong Guy)".
The Waterboys niczym nie zaskoczyli, ot po prostu nagrali przyzwoitą płytę, której z chęcią posłucham jutro, a i za dziesięć lat, nawet jeśli po latach zapomnę jej tytułu.



Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

(4 godziny na żywo!!!)
 
===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP




THUNDER - "Wonder Days" - (2015) -



THUNDER
"Wonder Days" - (earMUSIC / EDEL) -
****1/2


Nie dawali znaku życia przez długich siedem lat, a i sam udział Harry'ego Jamesa (perkusisty i zarazem zespołowej "maskotki") w innej brytyjskiej legendzie jaką są Magnum (nagrał z nimi kilka płyt + wspólne koncerty), wzbudzało niepokojące podejrzenia. Ale oto są - w ostatnim mocnym składzie. Z kipiącymi energią jedenastoma premierowymi kompozycjami. I grzechem byłoby obok nich przejść obojętnie.
No i co z tego, że to takie staroświeckie granie - z brawurowymi eskapadami gitarowych zagrywek i solówek, jeśli właśnie coś takiego unosi człowiekiem. Na tym przecież polega istota rock'n'rolla. Nie ma dnia, by mi nie polecano jakiegoś kolejnego zjawiska i niecodziennego odkrycia (Royal Blood, Blues Pills, Jack White, itp....), a tyle tam zjawiskowości co pierdnięcie muchy w beczce po ogórkach.
Thunder od początku grają swoje (a to już grubo ponad ćwierć wieku!) i nigdy nie dali plamy, a przecież po spektakularnym sukcesie dwóch pierwszych płyt ("Backstreet Symphony" oraz "Laughing On Judgement Day") mogli się zaprzedać diabłu i stać się lizusami komercyjnych radiostacji, bądź mainstreamowych gryzipiórów.
Daniel Bowes w swoim soulująco-podmetalizowanym gardle ma więcej jadu, niż samica czarnej wdowy, do tego jego zespołowi koledzy inteligentnie tłuką i szarpią po bębnach oraz gitarach.
Na "Wonder Days" nie ma ani jednej nuty chybionej, dlatego bez usilnego szatkowania polecam tę zgrabną całość, nawet jeśli typowo stylowy rock'n'roll "I Love The Weekend", trwa ledwie trzy i pół minuty, przy okazji kończąc tę płytę.
Całość rozpoczyna zadziorny i zarazem tytułowy "Wonder Days", nie pozostawiając wątpliwości, że nie będzie tu miejsca na eksperymenty, a na r'n'rollową prostotę, gdyż to właśnie w niej tkwi cała siła. Potwierdza to zaraz następny w albumowej kolejności, przebojowy "The Thing I Want". Od razu wiadomo, że to taki numer na zawsze, który grupa włączy do żelaznego koncertowego repertuaru. Zapewne ten sam zaszczyt przypadnie prześlicznej balladzie "Broken" czy klasowym hard rockowym "Black Water", "Chasing Shadows", bądź "When The Music Played" (z fajnym nieco orientalizującym motywem w drugiej jego części).
Thunder w kilku miejscach ślą ukłony w stronę muzyki Led Zeppelin, na przykład daje o tym znać prowadząca gitara w muskularnym "Serpentine", choć późniejsza akcja tego utworu przywołuje na myśl bardziej The Cult z okresu "Sonic Temple".
Ewidentne echa fascynacji grą Jimmy'ego Page'a, Luke Morley wykazuje w "The Rain", w sposób klarowny nawiązując do "The Battle Of Evermore". Zresztą w ogóle Thunder na "Wonder Days" dali pokłon wielu klasykom gatunku, od bluesa, poprzez r'n'rolla, aż po twórców hard'n'heavy. Co ważne, zawsze pozostając sobą. Brzmienia Thunder i głosu Danny'ego Bowesa nie da się pomylić z nikim i niczym innym. 
Cieszy mnie bardzo wysoka forma muzyków, a przede wszystkim sam ich powrót. Ten jeden z najlepszych brytyjskich przedstawicieli prawdziwie rockowego grania pokazał, że może nagrać płytę po długiej pauzie, a i tak nikt nie zagrozi jego pozycji.
Album bez żadnych słabych punktów - dosłownie.
Wystarczy pooglądać albumową okładkę i załączoną książeczkę, by nie tylko za sprawą samej muzyki zorientować się, iż grupa ewidentnie zapragnęła skosztować swych młodzieńczych fascynacji. 
Deluxe edycja zawiera dodatkowy dysk z zapisem koncertu z niemieckiego Wacken w 2013 roku. Nie można tego przegapić, jakościowo i repertuarowo absolutna rewelacja! Blisko godzina kapitalnego grania w przebojowym towarzystwie, m.in: "River Of Pain", "Low Life In High Places" czy "Love Walked In".

P.S. Polecam organizatorom letnich festiwali zaprosić tę zacną grupę, a ta na pewno rozrusza niejedno zazwyczaj skostniałe towarzystwo, bujające się przy beznamiętnych pierdach Luxtorped czy innych tam Kultów.



Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

(4 godziny na żywo!!!)
 
===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP




piątek, 20 lutego 2015

w niedzielę znowu "Fragile Sounds" + "Nawiedzone Studio"

Dwa dni temu zwrócił się do mnie DJ Novac z prośbą o nasze kolejne spotkanie w jego niedzielnym "Fragile Sounds". Powiedział, że bardzo lubi te nasze spotkania. Ja też - odrzekłem.
Gramofon zrobił swoje, a i winyle Pana Michała i moje także - a może przede wszystkim. Fajnie się z nich gra. Podobno w ubiegłą niedzielę mieliśmy niezłą słuchalność. Cieszy to, a także pokazuje, że ludzie mają ochotę na inną muzykę od tej codziennej sieczki, jaką prezentuje większość rozgłośni. Mało tego, współczesny odbiorca wiedząc, że ta wydobywa się z komputera, nabiera do niej swego rodzaju niechęci - żeby nie powiedzieć - obrzydzenia. My z Panem Michałem gramy z winylowych płyt. Mamy prawdziwe okładki, prawdziwe płyty, autentyczną z nich muzykę oraz fajny klimat w studio.
W najbliższą niedzielę od 16.00 do 18.00 w "Good Time Radio" znowu damy czadu. To stacja internetowa - co podkreślę, by nikt z gałką nie szukał jej w tradycyjnym odbiorniku.
Nie spodziewałem się tak szybkiej kolejnej wizyty w rozgłośni przy ul. Paderewskiego, niemniej na zaproszenie nie mogłem pozostać obojętnym. Zapraszam zatem w imieniu DJ Novaca oraz własnym, na dwie godziny świetnej, choć nierockowej muzyki. A kilka godzin później, tradycyjnie do Nawiedzonego Studia.

DJ Novac podczas naszego poprzedniego spotkania prezentuje jeden ze swoich ostatnich klubowych nabytków, a na talerzu kręci się "siódemka" Sade - z piosenką "No Ordinary Love"

A tu, choć może tego nie widać, na talerzu pracuje longplay R.E.M. "Out Of Time". Właśnie leci "Low"

oooo, tu już widać



Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

(4 godziny na żywo!!!)
 
===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP



wtorek, 17 lutego 2015

buciory

Znajomy powiedział, że wyjeżdża za kilka dni na narty w Alpy. W dodatku jeszcze z kilkoma mu najbliższymi śmiałkami. Teraz na narty? W drugiej połowie lutego?, kiedy to niemal każdy normalny człowiek marzy o wiośnie... Teraz, gdy słońce puka codziennie do mego okna i pomału nastraja do coraz to pogodniejszych dni... Teraz, gdy ujrzałem na moim osiedlu pierwsze przebiśniegi.... A jedź i baw się dobrze - nie zapomnij tylko zapłacić ubezpieczenia za powrotny temblak.
Tej zimy nie zarobili sprzedawcy trepiastego obuwia, czapek, nart czy termosów. A mimo to nie wyszli na ulice. Mówią, że głośno szczekają tylko małe psy. To może gdzieś tam, bo u nas panie dzieju jest akurat zupełnie na odwrót.
Znany dziennikarz TNN-u Kamil Durczok został wmieszany w proceder molestowania. I jak to u nas, od razu do głosu doszli wszelacy "znawcy". Oni zawsze wiedzą wszystko najlepiej. No cóż...., dzisiaj jest bardzo łatwo oskarżyć o molestowanie czy mobbing i zepsuć czyjąś reputację, trudniej za to później wszystko odszczekać. Zresztą, mleko i tak już się dawno rozlało. Zauważyłem na portalach informacyjnych oraz na Facebooku, że nienawistni TVN-owi już sobie używają. Czy nie uważacie Państwo, że to obrzydliwe? Jak łatwo podpalić stos, a tak trudno go ugasić. Brzydzę się hejterstwem. Ludźmi, którzy anonimowo naplują w twarz każdemu, bez względu na jego zasługi, umiejętności czy talent, tylko dlatego, że sami nic nie znaczą. Zamiast coś na własnym gruncie osiągnąć, pragną tylko niszczyć, wchodząc brudnymi buciorami w cudze życie.



Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

(4 godziny na żywo!!!)
 
===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP